limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:115621.00 km (w terenie 6305.00 km; 5.45%)
Czas w ruchu:6085:47
Średnia prędkość:19.00 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2946
Średnio na aktywność:39.26 km i 2h 03m
Więcej statystyk

DPOND

  • DST 53.00km
  • Czas 02:38
  • VAVG 20.13km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 11 grudnia 2015 | dodano: 11.12.2015

Prognozy ICM-u sprawdziły się. Na zewnątrz był lekki minus. Trawy oszronione. Wiatr minimalny. Niebo bezchmurne. Widoczność całkiem dobra. Ruszam o 6:07. Od razu robię test przyczepności. Jest ok, co jednak ani trochę nie usypia mojej czujności. Okazuje się jednak, że drogi wszędzie miałem suche i nawet tam, gdzie spodziewałem się szklanki, było dobrze. Czasy mam dobre więc im bliżej mety tym mniej spiesznie jadę. Dziś trochę więcej foto. Pierwsze na szlabanie przy "dworcu" w Dąbrowie Górniczej. Potem foto hotelu i przed metą wąwóz koło PKM-u. Światła stane. Po drodze dwóch narwańców. Jeden na Robotniczej wyprzedzał mnie w trakcie jak omijałem stojący samochód. Narwany dlatego, że wcisnął się między mnie a nadjeżdżające z przeciwka dwa samochody. Potem jeszcze jeden na zjeździe ze świateł na Alei Róż. Wyprzedzał dużo za blisko jak na prędkość, którą miał. Na mecie jestem równo o 7:00. Pomimo niższej temperatury bardzo przyjemne warunki do jazdy.

Wychodzę jeszcze za słoneczka ale towarzyszy mi ono niezbyt długo. Jednak dość konkretny wiatr przegonił chmury i ściemnia się raczej powoli. Powrót robię zaginany. Początek standardowy jak na molo na P3. Potem bieżnią do Piekła i tu zaczynam wyginanie. Przez Antoniów i Ujejsce jadę do Wojkowic Kościelnych. Stamtąd szlakiem rowerowym do Podwarpia. Stamtąd zwykłą drogą przez Hektary, Tuliszów, Przeczyce, Toporowice, Dąbie, Strzyżowice wracam do domu. Już na Podwarpiu miałem dosyć pod wiatr ale jeszcze trafiały się zakosy gdzie miałem go z boku. Od Przeczyc jazda w większości pod wiatr. Plusem było to, że po drodze są wzniesienia więc trochę osłabiały wiatr. Ogólnie na powrocie było cieplej. Mimo wiatru jednak przyjemny, choć niezbyt spieszny, powrót do domu.


Kategoria Praca

DPND

  • DST 40.00km
  • Czas 01:51
  • VAVG 21.62km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 10 grudnia 2015 | dodano: 10.12.2015

Rano jezdnie mokre ale bez opadów. Wiatr niezauważalny. Nawet ciepło. Ruszam o 6:11. Pierwsze 5km kręcę z dużym uczuciem by nadrobić leciutką obsuwę. Punkt kontrolny na Zielonej osiągam o 6:30. Jest bardzo dobrze. Na rondzie na Zielonej kontrola trzeźwości. Tym razem byli zainteresowani również mną. Na "dworcu" trafiam akurat na przejeżdżający pociąg. Rondo w centrum udaje się przejechać bez ekscesów. Potem postój na foto hotelu i stane obydwa światła. Reszta drogi spokojna. Na miejscu jestem z zapasem 5 min. Całkiem przyjemny dojazd do pracy.

W ciągu dnia pogoda zmieniała się jeśli chodzi o zachmurzenie. Obyło się bez opadów. Na wyjściu z pracy wita mnie słoneczko przebijające się między chmurami. Strzeliłem kilka fotek. Kulam się powrotnie przez Mortimer i Reden pod molo na Pogorii 3. Stamtąd bieżnią w stronę Świątyni Grillowania. Niedaleko niej z przeciwka nadciąga Mariusz waląc latarką po oczach. Chwilkę rozmawiamy wstępnie umawiając się na weekend na wspólne, rekreacyjne kręcenie. Kiedy robi się po zachodzie słońca (choć jeszcze całkiem sporo widać), żegnamy się i ruszamy każdy w swoją stronę. Jadę na Piekło i potem wbijam na ścieżkę wokół Pogorii 4. Po drodze robię kilka foto zalewu po zachodzie słońca. Zjeżdżam ze ścieżki przed tamą i kręcę do Preczowa a potem już standard przez Sarnów do domu z małym postojem we wsiowym Lewiatanie. Finisz robię już za pełnych ciemności. Przyjemne, niezbyt spieszne kręcenie powrotne. Jakby grudzień cały taki był, to bym się bardzo cieszył. A i zima też by mogła taka być.


Na wyjściu z pracy przez chwilę pokazało się zachodzące słoneczko. Nie mogłem odmówić sobie podziwiania tego widoku.


Chwilę też poświęciłem na podziwianie widoku po zachodzie słońca nad Pogorią 4. Na żywo obraz był o niebo lepszy.


Poranne zdjęcie hotelu w Dąbrowie Górniczej. Słabiutkie bo rano nie mam czasu na zabawy w ustawienia ręczne.


Kategoria Praca

DPND

  • DST 40.00km
  • Czas 01:49
  • VAVG 22.02km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 9 grudnia 2015 | dodano: 09.12.2015

Można by powiedzieć, że wręcz ciepło było rano. W powietrzu widać nieco wilgoci. Bez wiatru. Ruszam 6:08. Jedzie się bardzo dobrze. Punkty kontrolne pozaliczane przed czasem. Na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej trafiam na opuszczone szlabany przed pociągiem do Gliwic. Potem postój na foto hotelu ale podejrzewam, że teraz mi te zdjęcia nieostre wyjdą bo robione w ciemnościach, pod ostre światło latarni. Światła stane. Gdzieś w Dąbrowie Górniczej zaczęła się szczątkowa mżawka, która do finiszu odrobinę się rozpędziła ale generalnie była niegroźna. Jedynie przeszkadzała w widoczności osiadając na okularach. Na mecie jestem z zapasem 5 min. Bardzo przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

Po pracy jakby chłodniej. Daje się też odczuć wiatr choć, na szczęście, nie jest uciążliwy zbytnio. Powrót lekko zaginam by sobie nieco drogę urozmaicić. Na początek, jak wczoraj, jadę przez park na Środuli i Plejadę ale potem skręcam w stronę centrum i na Pogoń przy torach tramwajowych. Za kościołem wbijam na ścieżkę do Będzina i toczę się nią aż do końca. Przejazdami podziemnymi przebijam się wokół nerki na kierunek do Łagiszy. Przez Sarnów dociągam do domu z lekkim krążeniem by dobić do równego rachunku. Pomimo tego, że odczuwalnie chłodniej i lekko "dmuchato" to powrót był całkiem przyjemny.


Kategoria Praca

DPND

  • DST 40.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 21.82km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 8 grudnia 2015 | dodano: 08.12.2015

ICM twierdził, że jest około +6 stopni. Odczuwalnie było jednak mniej przez obecną w powietrzu wilgoć. Mokre były też jezdnie. Wiatr raczej znikomy. Widoczność nieco ograniczona ale bez mlecznobiałych mgieł. Przynajmniej na mojej trasie. Ruszam 6:08 czyli na tyle późno by wybrać wariant krótki. Pomiar czasu na Zielonej wykazuje, że są rezerwy. "Dworzec" przejeżdżam bez stania. Potem foto hotelu i stane światła na Alei Róż i na Mortimerze. Reszta drogi spokojna i niespieszna. Na mecie z zapasem 2 min. Całkiem przyjemny dojazd do pracy.

Po pracy ruszam do domu. Plan mam taki, żeby pojechać drogą, na której nie nadzieję się na Mariusza i nie zużyję znowu czasu na klachanie ;-p Plan się powiódł. Przez park na Środuli i Plejadę jadę na Chemiczną i stamtąd w stronę Czeladzi. Kręci się bardzo przyjemnie. Warunki są całkiem niezłe. Sprawnie przemycam się przez Czeladź do Wojkowic i stamtąd asfaltami jadę pod Skrzynówek i zjeżdżam w stronę cmentarza w Psarach i prosto do domu. Powrót równie spokojny i przyjemny jak dojazd do pracy. Chyba odrobinę cieplej albo jazda była bardziej dynamiczna bo na finiszu jestem lekko przegrzany.


Kategoria Praca

DPONDZ

Poniedziałek, 7 grudnia 2015 | dodano: 07.12.2015

Jest stosunkowo ciepło. Wieje lekki wiatr. Sucho. Na starcie bezchmurnie. Widać Księżyc i Wenus. Ruszam 6:13. Trochę się łudziłem, że dam radę dociągnąć na czas ale jednak wiatr nieco mnie spowolnił. Do Zielonej jeszcze jako tako o czasie ale potem już się posypało. Na skrzyżowaniu Robotniczej i Limanowskiego dzwon. Jadąc od ronda na Robotniczej w stronę "dworca kolejowego" skręcający w lewo ma pierwszeństwo. Ten z prawej tym razem chyba o tym zapomniał albo myślał, że zdąży. Nie zdążył. Dostał centralnie w lewe przednie drzwi. Przez "dworzec" przejeżdżam już po pociągach. Foto hotelu, stanie na dwóch światłach i w efekcie już wiem, że będę po czasie. Pytanie jeszcze tylko: ile? Na finiszu wiem już, że 5 min. Generalnie przyjemny dojazd do pracy.

Po pracy termicznie całkiem nieźle. Wiaterek nieznaczny. Niebo pochmurne. Ruszam na początek przez Mortimer pod ścianę płaczu. Potem molo na Pogorii 3. Bieżnią jadę w stronę Świątyni Grillowania i po drodze zjeżdżamy się z Mariuszem. Ze 20 minut przegadaliśmy. Zrobiło się w międzyczasie po zachodzie słońca ale warunki na gorsze się nie zmieniły. Po pożegnaniu jedziemy każdy w swoją stronę. Ja dalej na piekło i potem asfaltem wzdłuż Pogorii 4 do zjazdu na Preczów. Stamtąd przez Sarnów do domu. Zostawiam plecak, zakładam sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Tamże zostaję na wyjściu rozpoznany. Ja nie rozpoznaję. Okazuje się, że spotykam człowieka, z którym ponad 2 lata temu robiliśmy razem sztafetę ArcelorMittal ze Zdzieszowic do Krakowa. Niestety moje kojarzenie twarzy rozpoczyna się dopiero jak z kimś zrobię kilka wypadów więc przyznaję się bez bicia, że nie kojarzę. Teraz mieszkamy na tej samej ulicy tylko po przeciwnych krańcach. Może w związku z tym będzie kiedyś okazja razem pokręcić po okolicach. Zobaczymy. Z balastem staczam się już prosto do domu. Miałem wrażenie, że na tym ostatnim dziś kilometrze, coś jakby mżyło lekko. W sumie niezłe, jak na grudzień, warunki do jeżdżenia. Niestety zapowiedzi ICM-u są takie, że niedługo popada.


Kategoria Praca

DPOND

  • DST 56.00km
  • Czas 02:50
  • VAVG 19.76km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 4 grudnia 2015 | dodano: 04.12.2015

Przymroziło. Trawy oszronione. Poza tym nawet niezłe warunki. Bez zauważalnego wiatru. Szczątkowe chmury. Dużo wcześniej robi się jasno. Dziś znów kręcę dojazd przez Sarnów i Preczów. W okolicach Preczowa sporo gęstych mgieł. Miejscami jedyne co pozwala mi się orientować w tym mleku to krawędź jezdni. Trochę mnie to spowalnia ale i tak punkt kontrolny na Zielonej zaliczam wcześniej niż wczoraj. Na "dworcu" jestem pomiędzy pociągami więc przejazd bez stania. Zatrzymuję się dopiero na foto hotelu. Światła udaje się przejechać płynnie. Reszta drogi też spokojna i bez sensacji. Na miejscu jestem z zapasem 4 min. tylko z lekko wychłodzonymi stopami. Testowane dziś wczorajsze zakupy spisały się znakomicie.

W ciągu dnia ładnie świeciło słoneczko i na wylocie z pracy jeszcze były jego szczątki. Warunki są niezłe, choć trochę wzmógł się wiatr, więc postanawiam nieco wygiąć powrót. Na początek standardem przez Mortimer i Reden w stronę Pogorii 3. Objeżdżam ją do Piekła od strony Łęknic. Potem wzdłuż Pogorii 4 kręcę w stronę Marianek. Do tamy pod wiatr na młynkach. Od tamy z podmuchem w plecy dosłownie frunę do Wojkowic Kościelnych. Potem zakosami do Podwarpia i na światłach na "86" przeskakuję na "moją" stronę trasy. Kręcę przez Hektary do Przeczyc i potem dalej do Toporowic i Dąbia. Od Podwarpia praktycznie cały czas pod wiatr. Czasem tylko chwilę słabnął jak zwalczałem jakiś podjazd. Z Dąbia prostą drogą kręcę do Strzyżowic i jeszcze lekko zaginając o piekarnię wracam do domu. Przyjemnie, pomimo wiatru, kręciło się do domu. Bez opadów, jezdnie suche. Umiarkowanie ciepło jak na tą porę roku.


Kategoria Praca

DPOND

Czwartek, 3 grudnia 2015 | dodano: 03.12.2015

Na starcie jest w miarę ciepło i bezwietrznie. Niestety startuje drobny deszczyk, który towarzyszy mi większość drogi. Nie jest specjalnie groźny ale nieco wychładza nogi, co przekłada się na gorsze podawanie. Poza tym odbiera trochę przyjemności z kręcenia. Ruszam o 6:04. Dziś znów kręcę dojazd przez Sarnów i Preczów. Droga jest nieco spokojniejsza. Tak do świateł na Alei Róż jadę w bezpiecznych ramach czasowych. Potem gdzieś mi się nagle minutki zaczynają gwałtownie gubić i na miejscu ląduję ostatecznie ze stratą minuty. Dojazd spokojny i umiarkowanie przyjemny. Jak na grudzień to warunki całkiem niezłe.

Z pracy zwijam się dziś szybko żeby zdążyć przed zamknięciem centrum ubezpieczeniowego w Będzinie. W związku z tym bez gięcia najkrótszą drogą przez Mec, Środulę i Stary Będzin.  Przedłużam "bezpiecznego rowerzystę" na następny rok. Teraz mogę przemieszczać się już bez pośpiechu. W planie mam jeszcze wizytę w sosnowieckim Decathlonie co też uskuteczniam. Z plecakiem napakowanym ciuchami pod rower (kurtka, rękawiczki, bluzy, spodenki), w ciemnościach jadę na początek na światła na Środuli i powtarzam zjazd w stronę izby wytrzeźwień i dalej aż do centrum ubezpieczeń ścieżką. Reszta powrotu to też już standardowa trasa przez Zamkowe, Grodziec i Gródków. Tempo raczej niezbyt spieszne choć warunki są całkiem dobre. Większość drogi sucha, wieje szczątkowo, jest dosyć ciepło. Trochę korciło mnie wygiąć powrót ale śmietnik nie pozostawił złudzeń. Powiedział, że bez wkładu nie ma szlajania się po nocy.


Kategoria Praca

DPND

  • DST 36.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 20.57km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 2 grudnia 2015 | dodano: 02.12.2015

Temperatura chyba wg wskazań ICM-u czyli tak około +3. Wiatr słaby. Na starcie o 6:10 lekki opad mżawkowy, który towarzyszył mi przez jakieś 4-5km. Potem jeszcze na wjeździe do Sosnowca, przelotny deszczyk raczył był mnie dotknąć. Dziś zrobiłem sobie zmianę w trasie dojazdu i pokręciłem przez Sarnów, Preczów i Zieloną do centrum Dąbrowy Górniczej. Do ronda w centrum spokojna jazda. Na "dworcu" już po pociągach więc bez stania. Za to na rondzie jakiś jełop wymusił mi pierwszeństwo. Wyczułem go i bacznie obserwowałem. I się nie pomyliłem. Nawet się nie zatrzymał wjeżdżając na rondo. Miałem nawet wrażenie, że przyspieszył próbując zdążyć przede mną. Gdyby nie to, że lekko przyhamowałem, to by mnie centralnie walnął. Nie wiem czy metr przed moim przednim kołem był jak mi przeleciał. Zjeżdżając z ronda zresztą też nie sygnalizował. Życzę mu by go sraczka, z czkawką i zgagą męczyły do końca tygodnia. Lekko rozdygotany wjeżdżam do parku Hallera i tu udaje mi się nieco nerwy uspokoić. Potem robię postój na foto. Stane światła na Alei Róż i przejechane na Mortimerze. Reszta drogi spokojna. Na miejscu z zapasem 1 min. Gdyby nie akcja na rondzie to byłyby spokojny i przyjemny dojazd do pracy a tak to jest tylko przyjemny.

Na wyjściu z pracy dość gęsty, drobny deszczyk. Bardzo szybko kurtka i reszta ciuchów nasiąka obniżając mocno przyjemność z jazdy. Co chwilę muszę też przecierać okulary żeby cokolwiek widzieć. Takie warunki towarzyszą mi przez Mec i Środulę. Dopiero na ścieżce chyba trochę to zelżało. Jadę nią do nerki i przez Zamkowe na ścieżkę do Grodźca. Widoczność pada na pysk. Z Grodźca zjazd do Gródkowa. Za przejazdem kolejowym porzucam "913", na której trwa ruch szczytu popołudniowego, i klinkierówką jadę pod remizę strażacką. Stąd już spokojna droga do domu. Miałem wrażenie, że zlało mnie konkretnie ale jak już się rozbroiłem z ciuchów rowerowych, to okazało się, że wcale nie jest tak źle. Nawet w butach stosunkowo sucho. Ale dobrze, że nie musiałem nigdzie dalej jechać bo warunki mało zachęcające do objazdów.


Kategoria Praca

DPOND

  • DST 42.00km
  • Czas 02:05
  • VAVG 20.16km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 1 grudnia 2015 | dodano: 01.12.2015

Nie wiem ile dziś było na termometrze ale wszystko wskazywało na to, że prognoza pogody z ICM-u trafiła w dziesiątkę. Na starcie o 6:09 było całkiem przyjemnie ciepło jak na tą porę roku. Bez opadów ale za to wiał bardzo silny wiatr. Sprawił on, że czas przelotu wyszedł niemal taki jak w warunkach letnich. Dosłownie "się leciało". Punkty kontrolne pozaliczane dobrze przed czasem. Na prostej od szkoły w Gródkowie do świateł na "86" kilka razy nieźle mną miotnęły zawirowania powietrza. Potem lekko niewyraźnie zrobiło mi się w Dąbrowie Górniczej. Dojeżdżając do ronda w centrum wyjechałem zza wysokiego bloku. Zmieniałem właśnie pas na lewy kiedy zaczęło mnie po prostu pchać z powrotem na prawy. A za mną samochody. Drastyczne zmniejszenie prędkości i jakoś udało się sytuację opanować ale przez moment duszę miałem na ramieniu. Z postojów dziś to szlaban przed pociągiem KŚ do Gliwic, foto hotelu i światła na Mortimerze. Poza tym bardzo przyjemna jazda. Nawet pomimo tego, że jakieś 4 ostatnie km w lekkim deszczu. Na miejscu jestem z zapasem 6 min. W butach sucho więc jest ok. Nie kojarzę bym natknął się po drodze na jakiegoś rowerzystę. Mam nadzieję, że prognoza dalej będzie się sprawdzać i po południu wiatr osłabnie. W przeciwnym razie będzie niezła siłownia na powrocie.


Wychodząc z pracy stwierdzam następujące zmiany: jest zimniej, wieje słabiej, jezdnie w większości suche, pochmurno. W związku z nienajgorszymi warunkami decyduję się ociupinę wygiąć powrót. Przez park na Środuli i obok Plejady jadę w stronę kościoła na Pogoni. Tam wbijam na ścieżkę i toczę się nią aż do nerki w Będzinie. Dalej przez Zamkowe do Grodźca i zjazd na ścieżkę w stronę Wojkowic. Gdzieś po drodze robi się ciemno. Za kościołem (tym od strony Grodźca) skręcam do Strzyżowic i serią pagórków dotaczam się aż do miejsca, gdzie już nie pozostaje mi nic innego jak tylko skręt w moją ulicę i szybki zjazd do domu. Przyjemnie się jechało powrót mimo tego, że w miejscach frontalnego ataku na wiatr przyszło mi się nieco namęczyć. Były też jednak fajne odcinki gdzie z wiatrem w plecy jechało się bardzo lekko. W sumie to już wolę ten wiatr jak tą poranną wodę.


Kategoria Praca

DPNDZ

  • DST 38.00km
  • Czas 02:17
  • VAVG 16.64km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 30 listopada 2015 | dodano: 30.11.2015

+4. W nocy i przed startem padało. Do tego był silny wiatr, na szczęście dla mnie, sprzyjający. Wystartowałem o 6:05. Dziś występ w zestawie gumowym, choć na finiszu doszedłem do wniosku, że można było sobie go spokojnie odpuścić. Jednak dałem się wystraszyć słupkom na ICM-ie. Było mokro, ze dwa razy przez chwilę padało ale generalnie dojechałbym na raczej suchy. No nic. Powrót ma być w lepszych warunkach. Kręciło się nawet przyjemnie. Trochę tylko zmarzły palce u stóp. Czasu dziś specjalnie nie kontrolowałem bo starszy GPS w kieszeni a zegarek pod rękawem więc nie było jak za bardzo w locie się weryfikować. W sumie sprawdziłem tylko czas ze 2x. Raz na światłach na "86" jeszcze niedaleko domu. Potem drugi raz czekając aż przejedzie pociąg do Zawiercia w Dąbrowie Górniczej. Dziś bez foto hotelu. Za dużo grzebania w bagażu za aparatem. Reszta drogi byłaby spokojna gdyby nie jeden świr w busie, który wyprzedzał mnie dużo za blisko między światłami na Alei Róż a tymi na Mortimerze. I tak potem stał na tych drugich. Reszta drogi spokojna. Na miejscu 2 min. po czasie.

Po pracy zupełnie inne warunki. Sucho. Wiatr chyba silniejszy. I jest zdecydowanie chłodniej. Chwilę po starcie zatrzymuję się by jednak uzupełnić przyodziewek o "komin". Od razu lepiej. Kręcę niespiesznie przez Mec i Środulę w stronę Starego Będzina. Nawet na zjazdach ciężko się rozpędzić bo wieje prosto na twarz. Tak więc kręcę niemal spacerowo ścieżką do nerki. Tam przejściami podziemnymi przebijam się na kierunek Łagiszy i dzięki temu mam wiatr z boku. Jedzie się odrobinę lżej ale szału nie ma. W Sarnowie znów robię zwrot na wiatr ale tu tylko kawałek do świateł jest pod górkę. Reszta to większość z lekkim spadem lub po płaskim więc da się jechać. Niestety prędkość dalej podła. W domu zamieniam sakwy na większe i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem staczam się ostatecznie do domu. Nie wiem... Może to już jakaś choroba ale mimo raczej słabych warunków jakoś nie wyobrażałem sobie innej formy dojazdu do pracy niż rowerem. Nawet przez myśl mi nie przeszło by iść na autobus tylko jak deszcz zaczynał mocniej za oknem hałasować, to zastanawiałem się czy to już dość mocne na zestaw gumowy, czy jednak próbować w zwykłym. Zaś na powrocie autentycznie cieszyło mnie to, że tylko wieje i jest ciut powyżej zera. Ciekawe z czego będę się cieszył w styczniu albo lutym?


Kategoria Praca