Praca
| Dystans całkowity: | 115621.00 km (w terenie 6305.00 km; 5.45%) |
| Czas w ruchu: | 6085:47 |
| Średnia prędkość: | 19.00 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2946 |
| Średnio na aktywność: | 39.26 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPND
-
DST
35.00km
-
Czas
01:38
-
VAVG
21.43km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
+7. Ciepły wiatr. Startuję 6:06. Mając zapas czasu i dobre warunki drogowe kręcę bez większego ciśnienia. Harmonogram zrobiony przed czasem. Odpuszczam focenie hotelu. Na miejscu jestem z zapasem 7 min. Bardzo przyjemnie się kręciło dojazd. Powrót może być już mniej ciekawy bo prognozy wieszczą całodniowe opady. Pierwsze krople z dopadły mnie na granicy Dąbrowy Górniczej i Sosnowca ale nie przerodziły się w jakiś zauważalny opad.
W pracy przyszło mi dziś dłużej zostać i wracam znów za ciemności. Ma to jednak swoje plusy i to nawet dodatnie. Na drogach pustawo w okolicach 21:00. Do tego większość drogi całkiem ciepło. Powrót bez większego gięcia: Mec, Środula, Stary Będzin, nerka, Łagisza i Sarnów. Na wylocie z Będzina do Łagiszy czuję, że zauważalnie obniża się temperatura i stopniowo spada przez całą drogę do domu. U siebie na placu mam już lekko oszronioną trawę. Chyba trochę też wiało ale chyba niezbyt przeszkadzająco. W ogóle powrót kręciło mi się bardzo dobrze i jakoś wrażenie mam takie, jakby poleciał błyskawicznie choć wcale nie cisnąłem. Trochę tylko martwi mnie to, że jutro może być miejscami szklanka.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
19.43km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie sprawdzałem ile dziś na rurce i możliwe, że to się potem zemściło. Start zaczął mi się w ogóle marnie. Nie odpalił GPS. Tracę ze 3 min. na wymianę akumulatora. Ruszam 6:09. Od razu nadziewam się na dość zauważalny wmordewind ale po zwrocie na wschód już tak nie przeszkadza i kręcić da się całkiem dynamicznie. Do świateł na "86" tempo dobre i czas doskonały. Za światłami skręcam w stronę elektrowni i dalej utrzymuję dobre tempo ale gdzieś za mostkiem odczuwam lekkie pływanie tylnego koła. Kapeć? Przed Biedronką zwalniam z zamiarem zjechania na bok, lekki ruch kierownicą... i nagle ktoś mi wyszarpnął asfalt spod kół. Chyba pozazdrościłem przygód amidze i zrobiłem sobie glebkę. Zbieram się na nogi. Lekko bark boli i trochę kolano, GPS wypiął się z gniazda i wyłączyła się przednia lampka. Poza tym większych strat nie widzę. Potem jeszcze w pracy stwierdzam lekko zdarty rękaw kurtki. Rower bez większych szlifów. Od tego miejsca jadę już dużo wolniej i miejscami czuję, że to było dobre posunięcie bo tył przy depnięciu tańczy. Harmonogram zaczyna się sypać. Ostatecznie na miejscu jestem z obsuwą 6 min. Na światłach na Alei Róż dwóch jełopów wyprzedza mnie i skręca w prawo. 5 sekund ich zbawiło. Potem jeszcze jakiś busiarz za światłami na Mortimerze szaleje z klaksonem. Dziś wrażenia z dojazdu negatywne.
Powrót z pracy bez gięcia najkrótszą drogą przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Spokojnie, zgodnie z rytmem terenu. Zupełnie bez chęci na zaginanie. Pewnie z powodu porannych wrażeń. Pogoda lepsza. Cieplej, jezdnie tylko miejscami mokre, zauważalny wiaterek. Nowością jest to, że powrót za całkowitych jasności.
Kategoria Praca
DPDNZ
-
DST
46.00km
-
Czas
02:37
-
VAVG
17.58km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3 na starcie. W powietrzu dużo wilgoci, takie skrzyżowanie mgły z mżawką. Generalnie podła widoczność i nieustanna konieczność przecierania okularów. Przekłada się to na mniejszą prędkość. Wilgoć sprawia też, że jezdnie mokre i miejscami sporo wody w koleinach. Na wyjeździe z domu zaskakuje mnie nieco oblodzony wyjazd i chodnik ale już jezdnia jest ok. Ruszam o 6:03. Ruch taki sobie. Tak do "dworca" kolejowego w Dąbrowie Górniczej trzymam się harmonogramu. Tu też zaskakuje mnie widok wiaty na peronie. Chyba faktycznie w końcu coś zrobią z dworcem, jak mówili rano w RMF-ie. Potem focę jeszcze hotel ale ze względu na mgły wychodzi to tak sobie. Koło DorJan-a jestem o 6:51. Za rondem w centrum Zagórza 6:58. Na finiszu 7:06. Słabo. Sama jazda dość przyjemna. Udało się nie przemoknąć.
Powrót po dość długiej przerwie nawet nieźle się zaczął. Czas był już najwyższy bo od jakiegoś czasu męczyły mnie bóle odstawieniowe. Wystarczyła jednak tylko krótka przejażdżka do pracy i jest od razu lepiej. Przerwa w kręceniu objawiła się też tym, że na pasku trzeba było zmienić dziurkę o jedną bliżej jego końca. Znaczy się są zapasy do spalania :-)
Po pracy warunki do jazdy wciąż dobre tzn. mokre asfalty, bez wiatru, bez mgieł, jasno, na plusie. Początek powrotu taki sam jak dojazd na odcinku do DorJan-a czyli ścieżką. Potem wracam na asfalt i skręcam w Starocmentarną skąd dalej pod ścianę płaczu na Redenie. Stamtąd pod molo na Pogorii 3 i bieżnią na Piekło. P3 pokryta jeszcze lodem ale już pękającym i z warstewką wody. Z Piekła wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej standardem przez Sarnów do domu. Tu zostawiam plecak, zapinam sakwy i kręcę po zaopatrzenie do sklepu w sąsiedniej wiosce. Najkrótszą drogą to kilometr ale nie odmawiam sobie okazji do zagięcia i tak też docieram do marketu. Z balastem wracam do domu, zostawiam ładunek i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem powrót i koniec kręcenia na dziś. Do domu dotarłem za względnej jasności ale już jazdy zaopatrzeniowe w ciemnościach. Popołudniowe kręcenie jeszcze przyjemniejsze od porannego.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
37.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
02:32
-
VAVG
14.61km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Aż sam nie wierzę, że to piszę... tfu... dziś cieplej. "Tylko" -8. Ale ludzie napotkani po drodze jakoś tak dziwnie za mną patrzeli. Zupełnie nie rozumiem dlaczego? Może to ma coś wspólnego z ostatnim cytatem polityka PiS? Poza tym nie byłem jedynym rowerzystą. Jednego widziałem osobiście na dojeździe do ronda na Zielonej a ślady po kilku innych w różnych miejscach Dąbrowy Górniczej i Sosnowca. Dziś wystartowałem wcześniej jeszcze niż wczoraj - 5:34. Wszystko przez spadły śnieg. Dużo go nie było ale założyłem, że może mnie jednak mocno spowolnić. Poza tym to pierwsza w tym roku jazda po bb (białe badziewie) i trochę się bałem o uślizgi, wywrotki itp. więc zaplanowałem spokojniejsze tempo i trasę. Jadę przez Sarnów, Preczów i park na Zielonej. Cisza spokój, niezła przyczepność, na zjazdach nawet posiłkowałem się blatem z przodu. Ogólnie przyjemna jazda. Na drogach pustki. Znów focę hotel. Światła na Alei i Mortimerze stane. Jedyne miejsce, gdzie nieco koło uciekło to ul. Szymanowskiego. Pełno tam studzienek kanalizacyjnych, dziur w jezdni i 2 progi spowalniające. W jednym miejscu przednie koło ześliznęło się bokiem do dziury, której nie zauważyłem ale udało się zapanować nad kierownicą. Na miejscu jestem z zapasem 10 min. Czas słaby ale jazda przyjemna. Powrót przewiduję raczej chodnikami i terenem bo na jezdniach, mimo ujemnej temperatury, już zaczynało się robić błoto śniegowe. W swojej wiosce spotkałem pierwszą "solniczkę" więc podejrzewam, że i na innych drogach też się pojawią.
Przez dzień naleciało tego bb jeszcze trochę ale też się ociepliło. Ruchliwsze jezdnie pokryte pośniegowym błotem ale niezbyt grubą warstwą. Przyczepność nawet niezła. Wolałem jednak gdzie się dało pojechać chodnikami lub ścieżkami. Tempo raczej niezbyt ambitne. Powiedziałbym nawet, że mocno emeryckie. Wracam w większości tą samą drogą, którą przyjechałem. Jedyna różnica to taka, że od Mortimeru jadę w stronę Redenu i dalej pod molo na Pogorii 3. Tu na chwilę przystaję na foto ludzi, którzy na łyżwach ślizgali się na zamarzniętym zbiorniku. Może to ich ostatnie zdjęcia... ;-p Na parkingu przy molo furgonetka Policji. Pewnie stali żeby odstraszyć amatorów driftu. Bieżnią jadę do Świątyni Grillowania i dzikim przejściem przerzucam się na bieżnię przy Pogorii 4. Stamtąd już bez gięcia do Preczowa i przez Sarnów do domu. Na P3 całkiem sporo ludzi. Głównie biegacze ale były też "kijanki" i jeden rowerzysta. Ogólnie to całkiem ruchliwie było. Jednak pomimo tego, że jechało się całkiem przyjemnie to coraz bardziej przychylam się do myśli by dojazdy do pracy na razie robić za pomocą zbiorkomu. Jezdnie zrobiły się jakby nieco węższe. Jak przymarzną to będzie diablo nieciekawie w koleinach. Przerzucę się na weekendowe hasanie po wertepkach. Bezpieczniej i przyjemniej. Poza tym ma się ocieplić więc przyszłoby jeździć w bagnie. Średnio zachęcająca perspektywa.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
36.00km
-
Czas
02:20
-
VAVG
15.43km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rurka zeznała -15. I już sobie przypomniałem, czemu zimy nie lubię. Na dodatek za oknem biało bo w weekend trochę nocą poprószyło. Zbieram się wcześniej do startu poowijany jak na kampanię na froncie wschodnim i ruszam o 5:43. Zaraz na jezdni robię próbę hamowania. Przyczepność jest ale moją nieufność budzi śnieg przy krawężnikach. Poza tym jak na minusie to wystarczy nieco wyślizgany śnieg albo odrobina zamarzniętej wody by było nieciekawie. Kręcę delikatnie, na młynkach. Zresztą bardziej dynamicznie nie bardzo się da bo raz, że brakuje szybko powietrza a dwa, że pęd powietrza mocno wychładza. Traskę miałem pojechać przez Preczów ale jak zobaczyłem nędzny ruch na "913" to jednak się na nią zdecydowałem. Śnieg urwał się z jezdni po jakichś 2-3km i potem już było całkiem dobrze. Sucho, bez lodu. Punkty kontrolne dziś na nowo oznaczałem w czasie. Światła 5:56. Zielona 6:15. Dworzec 6:38. Focenie hotelu miałem sobie odpuścić ale pojawiły się na nim dwa rzędy pionowych, zielonych światełek więc się złamałem. Stojąc na światłach na Alei Róż (ostatni za sznurkiem samochodów) nagle słyszę ostre hamowanie i tuż obok mnie, z prawej strony, na MOIM pasie zatrzymuje się osobówka. Wiele nie brakowało. Reszta drogi spokojna i bez stania. Na miejscu z zapasem 6 min. Trochę zmarznięte palce u stóp, które dawały się już we znaki na Zielonej. Poza tym nieźle. W sumie przyjemny, niespieszny dojazd do pracy.
Po pracy jakby minimalnie cieplej. Jezdnie dalej suche. Raczej pochmurno. Chyba też minimalny podmuch. W sumie mam wrażenie, że lepiej niż rano. Wracam przez Mortimer, Reden, Pogorię 3, Preczów i Sarnów. Spokojne, równe kręcenie żeby się nie przegrzać i nie zmarznąć. Tym razem nawet stopy miały ok. Po drodze wstępuję do wsiowego Lewiatana. Jest jeszcze szarówka. Jak wychodzę, to już całkiem ciemno. Podejrzewam, że sporo ludzi zrobiło sobie długi weekend bo na drogach raczej pustawo.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
40.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
22.02km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano znokautowała mnie poduszka jak się na drugi bok przewracałem i wszystko mi się w czasie obsunęło. Ostatecznie startuję o 6:14 i wiem, że będę musiał nieco z uczuciem pokręcić. Na starcie mokre jezdnie, wiatr jak ICM wieszczył południowo-zachodni i zdecydowanie zauważalny. Chyba trochę pomagał. Temperatura przyjemna. Pochmurno. Mam wrażenie, że dziś jakoś mniej samochodów na drodze. Jedzie mi się bardzo dobrze. Powoli doganiam czas na punktach kontrolnych. Za mostem na Czarnej Przemszy jestem 6:35. Na "dworcu" 6:40. Foto hotelu gdzieś około 6:45. Przed rondem na Zagórzu 6:53 i już wiem, że mogę nieco odpuścić bo na metę zdążę bez problemu. Ostatecznie jestem na miejscu równo o 7:00 razem z autobusem linii 182, który wyprzedził mnie na Mortimerze. Całkiem przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy nie robię dziś większych objazdów. Kręcę przez Mortimer i Reden pod molo na Pogorii 3 i bieżnią jadę na Piekło. Stamtąd wzdłuż Pogorii 4 do zjazdu na Preczów. Potem Sarnów i do domu. Kręcenie niezbyt intensywne, przyjemne, spokojne. Zadziwiająco mało ludzi na pojezierzu. Czyżby wszyscy zabrali się za przedświąteczne porządki?
Kategoria Praca
DPNDZ
-
DST
37.00km
-
Czas
02:17
-
VAVG
16.20km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano nieco ponad zero. Pochmurno. Zauważalny wiatr. Próba hamowania wykazuje dobrą przyczepność. Ruszam o 6:03. Początkowe punkty kontrolne pozaliczane przed czasem ale im bliżej mety tym rezerwa mniejsza. W Łagiszy nabieram podejrzeń co do przyczepności. Test wykazuje, że jest gorzej niż na starcie. Trawy przy drodze oszronione. "Dworzec" bez stania. W parku Hallera pojawiają się pierwsze mgły i towarzyszą mi niemal przez całą pozostałą drogę. Nie focę dziś hotelu. Światła obydwa stoję. Na finiszu z zapasem 2 min. Mimo zmiennych warunków wciąż jeszcze przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy jakby mniej przyjemnie. Wiatr jest o wiele bardziej odczuwalny. Do tego trochę pomżyło w ciągu dnia i jezdnie są nieco mokre. Pochmurno. Dziś powrót bez zaginania najkrótszą drogą. Kolejno: Mec, Środula, Stary Będzin, nerka, Zamkowe (tym razem nikt mnie tu nie chciał rozjechać), Grodziec, Gródków, Psary (tu już mnie chcieli rozjechać). Niecały kilometr od domu zabrał się za wyprzedzanie mnie TIR z cysterną. Chamsko zepchnął mnie do zatoczki przystankowej na wysokości marketu DINO. Gdyby nie to, że było tam wolne miejsce to by mnie najzwyczajniej rozjechał. Mam nadzieję, że go Karma dopadnie za tą przemoc na drodze. Ostatnie metry do domu już spokojnie. Zostawiam plecak, zakładam sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem powrót ze stateczną prędkością w lekkiej mżawce mocno rozpędzanej zachodnim wiatrem. Amiga chyba będzie miał wsparcie na powrocie :-) Dzisiejszy powrót spacerowym tempem nawet przyjemny.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
40.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
20.69km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś temperatura na plusie. Jezdnie mokre od dosyć konkretnej mgły. Widać tyle, że słabo widać. Wiatr niezauważalny, jeśli jakikolwiek był. Ruszam 6:11. Zadziwiająco dużo samochodów na odcinku do świateł na "86". Ale wszyscy jadą dość spokojnie. Prawie nikt nie wyprzedza dopóki nie ma całego przeciwnego pasa wolnego. Jedzie mi się bardzo dobrze i punkty pośrednie pozaliczane w dobrym czasie. Na "dworcu" bez stania. Foto hotelu dziś nie robię bo z całego budynku widać jedynie 3 pasma światełek. Światła na Alei i Mortimerze stane. Potem już spokojnie ścieżką. Większość drogi z włączoną czołówką, żeby mnie bardziej było widać. Przydała się też na Zielonej, gdzie kawałek drogi od mostu na Czarnej Przemszy do granicy drzew jest bez latarń, i w kilku innych miejscach. Na mecie mam 3 min. zapasu. Całkiem przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy termicznie tak sobie. Słońce było widoczne w całości ale raczej blade i szybko zmierzające ku zachodowi. Jezdnie suche. Jechało mi się powrót całkiem nieźle. Dziś przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę. Na Zamkowym jakiś pirat podnosi mi ciśnienie. Wyjechał mi i w ostatniej chwili zahamował i jeszcze zatrąbił. Zupełnie nie wiem o co bo wg znaków to ja miałem pierwszeństwo i to on powinien uważać na skrzyżowaniu. Fakt, że jest ono wredne bo się wyjeżdża zza ogrodzenia zarośniętego drzewkami ale powinien to wziąć pod uwagę i wykonywać manewr o wiele wolniej. Skoro poza podniesionym ciśnieniem nic mi się nie stało to darowałem sobie pyskówki i zatrzymując się tylko na następnym "ustąpie", który był dla mnie, pojechałem dalej w stronę Grodźca. Na końcu ścieżki zrobiłem trochę zakosów by nie wspinać się pod sam kościół i ostatecznie wyjechałem obok Orlenu w Wojkowicach. Stamtąd już prosto asfaltami do Strzyżowic i zjazd do domu. Na podjeździe pod Skrzynówek, przy wrzucaniu blokady amorków coś strzeliło. Dopiero chwilę potem zatrybiłem, że pod zadkiem dalej działa dumper. Zjazd na bok i szybki ogląd. Urwała się linka od blokady. W sumie wiele to nie przeszkadza. Zmusza jedynie do gęstszego kręcenia pod górkę na lżejszych biegach żeby nie tracić energii na ugięcia niezablokowanego amorka. W domu zabrałem się za wymianę linki ale okazało się, że nie mam dostatecznie cienkiego imbusa i operacja musi poczekać aż nie wyposażę się w odpowiednie narzędzie. Straty wielkiej nie ma bo jutro i tak jadę Błękitnym. Przy okazji zabrałem się też za kapcia na przodzie Srebrnej Strzały. Stała biedna już ponad tydzień więc się nad nią w końcu zlitowałem. Wychodzi na to, że dziś będę miał Dzień Wulkanizatora bo nazbierało się już całkiem sporo dętek to połatania. Poza tym dziś się tak poskładało, że muszę naładować połowę wszystkich moich akumulatorków AAA. Lampka i czołówka ledwo dyszały a wczoraj wymieniałem w światełku na plecaku. Wszystko przez to nocne jeżdżenie :-/ Już nie pamiętam jak się jeździ za dnia. Chyba w końcu się przełamię i ruszę choć raz w weekend żeby wyjechać i wrócić za jasności.
Kategoria Praca, Serwis
DPND
-
DST
40.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie zaskakuje mnie lekki przymrozek. Trawy oszronione chrzęszczą w trakcie przemarszu do rowerka. Ale nie padało i jezdnie są suche więc nawet nie muszę robić prób hamowania. Startuję lekko później niż wczoraj - 6:12. Z tego powodu jadę bez ociągania i marudzenia utrzymując się w przyzwoitych czasach na punktach kontrolnych. Miejscami w koleinach błyszczał lód. Przez "dworzec" przejeżdżam bez postoju. Miałem nie focić dziś hotelu ale chyba są na nim drobne zmiany w postaci dwóch dodatkowych rzędów światełek więc na wszelki wypadek stanąłem by to zarejestrować i w wolnej chwili porównać. Światła na Alei Róż stane. Następne przejechane płynnie. Potem już spokojnie do celu. Na miejscu równo o 7:00. Pomimo niższej temperatury jechało mi się bardzo dobrze.
Po pracy zdecydowanie cieplej. Sucho. Chyba trochę też wiało. Dalej pochmurno. Na początek kręcę przez Mortimer pod ścianę płaczu. Stamtąd przez park Hallera i rondo w centrum jadę na "dworzec". Stamtąd skręcam w stronę oczyszczalni ścieków i terenem, nieco namokniętym, przebijam się na Ksawerę skąd kręcę bokami w stronę Teatru Dzieci Zagłębia i dalej do nerki. Tą opuszczam wjeżdżając na Osiedle Zamkowe przecinając je w drodze na ścieżkę do Grodźca. W Grodźcu zjeżdżam w stronę Biedronki i skręcam w klinkierek by bocznymi, spokojnymi drogami przebić się do Gródkowa pod przejazd kolejowy. Stamtąd zaginam jeszcze klinkierkiem pod remizę strażacką w Psarach i potem już prosto do domu. Pomimo podmuchów i ciemności kręciło się całkiem przyjemnie. Było kilka miejsc, gdzie dało się rozgrzać tarcze :-)
Kategoria Praca
DPND
-
DST
35.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
20.19km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś całkiem przyjemne warunki do jazdy. Przynajmniej rano. Bez deszczu. Jezdnie mokre. Wiatr minimalny. Pochmurno. Startuję 6:07. Jedzie mi się bardzo dobrze. Przyczepność, sprawdzona zaraz na początku, jest bardzo dobra. Punkty kontrolne zaliczone w bardzo dobrym czasie i od Zielonej już tak bardzo się nie spieszę. Po drodze postój na foto hotelu i potem 2x na światłach. Na mecie z zapasem 4 min.
Po pracy warunki wciąż całkiem dobre. Wychodząc z pracy podziwiam zachodzące słońce. Podziw przeradza się, jak to nie raz bywa, w focenie. Wracam dziś przez Mec i Środulę w stronę Starego Będzina. Stamtąd ścieżką aż do nerki i przejściami podziemnymi wybijam się na kierunek do Łagiszy. Potem już standardzik do Sarnowa i do domu. Przyjemne, niezbyt spieszne kręcenie powrotne. Gdyby dzień był nieco dłuższy to bym sobie jeszcze pozaginał. A tak to postanowiłem jechać do ciepełka i wszamać coś dobrego.
Kategoria Praca






















