Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPDZ
-
DST
39.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
21.47km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4 przed 6:00. Lekkie mgły na polach, trochę wysokich chmurek, raczej bez wiatru. Ruszam o 6:09. Jedzie się całkiem dobrze. Punkty pośrednie pozaliczane w standardowym czasie. Dziś jadę przez Łagiszę. Stoję wszystkie światła. Bez focenia. Bez sensacji. Na miejscu z zapasem kilku minut.
Popołudnia coraz przyjemniejsze. Jest cieplej niż wczoraj. Trochę wiaterku, trochę chmurek. Miło. Powrót dziś planowo wyszedł przez Decathlon w Sosnowcu. Z zakupami jadę Sokolską do Będzina gdzie zaliczam małego dzwona z lawetą. Na światłach na Al. Kołłątaja przy wiadukcie nad torami kolejowymi ustawiam się za lawetą. Robi się zielone. Laweta stoi a ja czekam aż ruszy. W końcu rusza. Deptam mocno na pedały a ten gamoń przede mną hamuje. Na 1,5m ciężko się nagle zatrzymać. Z wrażenia ściskam klamkę od przedniego hamulca tak uczciwie, że mi tylne koło leci do góry a siodełko wali w plecak. Przednim kołem odbijam się od zadka samochodu. Jakimś cudem udało mi się ustać na nogach ale obróciło mnie bokiem. Pozbierałem się szybko i jeszcze udało mi się przejechać na końcówce zielonego. Lekko pobolewała prawa kostka i lewe kolano. Trochę mi to do końca dojazdu do domu doskwierało. Od tego momentu ubyło nieco przyjemności z jazdy. Spokojnie, niespiesznie przez Łagiszę i Sarnów dotaczam się do domu. Tu odkładam zakupy z Decathlonu, zarzucam sakwy i kręcę standardowe kółko do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
14.00km
-
Czas
02:04
-
VAVG
22.26km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przed 6:00 +6. Wiaterek, jak ICM przewidywał, ze wschodu. Niezbyt mocny. Słonecznie. Startuję o 6:09. Aby przełamać rutynę dojazdów do pracy dziś kręcę przez Sarnów i Preczów na Zieloną. Reszta drogi już standardowo przez centrum Dąbrowy Górniczej, Mortimer, centrum Zagórza. Światła na Alei Róż dziś chyba na mnie czekały bo świeciły się bardzo długo i udało się je przejechać bez zatrzymania. Przejazd bardzo przyjemny i spokojny. Może przerzucę się na ten wariant. Sprawa do rozważenia.
Warunki po pracy robią się coraz bardziej zachęcające do objazdów. Dziś może niezbyt daleko ale za to niestandardowo i trochę terenowo. Od razu spod firmy wbijam w teren i przemycam się nim prawie na Dańdówkę. Stamtąd asfaltami przechwytuję czerwony szlak i ciągnę nim aż do Milowic. Tu na zjeździe w stronę Brynicy włącza się szysty zmysł. Samochód sygnalizujący skręt w lewo (czyli przecinający mój pas ruchu) stoi i czeka ale zza niego wyjeżdża drugi. Kombi z kobietą za kierownicą. Coś czułem, że może być niebezpiecznie bo asekuracyjnie łapki trzymałem na Dźwigniach Tchórza. Tym razem się przydały. Przed mostem wbijam na ścieżkę po wale Brynicy i jadę w stronę Czeladzi. Po drodze przerzucam się na drugi brzeg rzeki i z terenu wybywam niedaleko działek. Tu znów asfalty. Przecinam "94" jadąc na czerwony szlak w stronę Rozkówki i przy cmentarzu skręcam do Wojkowic. Tu już standard do Orlenu i potem prosta do domu. Bardzo przyjemne i spokojne kręcenie powrotne. Jeszcze tak z 5 stopni więcej i będą moje ulubione warunki do kręcenia.
Kategoria Praca
DPD - zdążyć na Merkurego
-
DST
35.00km
-
Teren
9.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
22.34km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 przed 6:00. Wg ICM-mu miało wiać ze wschodu i wiało. Na szczęście niezbyt mocno. Słonecznie, śladowe chmury. Ruszam 6:09. Kółko z nową szprychą szczęknęło ze 2-3 razy ale nic nie strzeliło więc ruszyłem od razu dziarsko. Pierwsze światła stane (na "86"). Punkty kontrolne zaliczane w dobrym czasie. Drugie światła (na Alei Róż) stane. Trzecie udało się przelecieć z rozpędu (na Mortimerze). Dziś robiłem przez moment za króliczka ale zawodnik jechał gdzieś w stronę Mecu a ja ścieżką za rondo i potem na Szymanowskiego więc nie było okazji sprawdzić się kto kogo. Na miejscu z zapasem 10 min.
Po pracy ładne słoneczko ale jakoś po kilkuset metrach odechciało mi się jechać w krótkim rękawku. Trochę podwiewało. Ruszam wertepkami do Dąbrowy Górniczej. Potem przez Reden w stronę Pogorii 3 ale bez zahaczania o bieżnię tylko od razu na Zieloną. Stamtąd na czarny szlak do Łagiszy. Robię foto wiaduktu budowanego nad "86". Na razie jakoś nie widać oszałamiających postępów. Przynajmniej z tak daleka, jak robiłem foto. Czarny szlak porzucam w miejscu, gdzie skręca w stronę Urzędu Gminy w Psarach i jadę dalej polami przecinając szlak żółty. Ostatecznie na drogi wybywam kilkaset metrów dalej i ostatnie 1,5 km asfaltem do domu. Przyjemny i spokojny powrót do domu. Dziś bez gięcia bo chciałem zdążyć na środek przejścia Merkurego przez tarczę Słońca. Moja lunetka mocna nie jest ale widać było czarną kropkę powoli pełznącą po oślepiającym kręgu naszej gwiazdki. Oczywiście obserwacja z zabezpieczeniem w postaci szybki spawalniczej. Inaczej by mi gały wypaliło. Widać też było drugą, mniej regularną plamkę na tarczy słonecznej. Zgaduję, że musiała to być jedna z owych plam na Słońcu. Niestety mój sprzęt nie pozwolił na utrwalenie obserwacji. Merkury na tle Słońca to była ledwie drobna kropka i aparat w ogóle nie zauważał takiego detalu na jasnej plamie. Cóż... pozostaje liczyć na foto, które pewnie znajdą się w internecie. Następna okazja za 23 lata. Może do tego czasu dorobię się jakiegoś bardziej zaawansowanego sprzętu? ;-p
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start mocno oporny. Bardzo dobrze się spało i wstawanie rozpocząłem z poślizgiem. Potem na wyjściu okazało się, że full-owi zeszło powietrze z tylnego koła :-/ Tu ponownie okazało się jak dobrze mieć więcej niż jeden sprawny rowerek do dyspozycji. Przekładam tylko kokpit na Meridę i ostatecznie ruszam o 6:17. Na termometrze przed 6:00 było +4. Ciuchy biorę na lekko ale na dłonie rękawiczki pełne i czapka pod kask. Okazuje się, że jest całkiem przyjemnie. Co prawda lewe kolano dalej twierdzi, że mogłoby być cieplej ale daje radę. Sprawdzając czas na punktach pośrednich widzę, że opóźnienie rośnie ale nie próbuję z tym specjalnie walczyć by nie zaszkodzić nogom. Spóźnienie powinno być w dopuszczalnych granicach. Pierwsze światła udało się przelecieć bez zatrzymywania. Dwoje następnych już nie. Ostatecznie na mecie mam 5 minut straty. Przejazd raczej przyjemny i spokojny.
Robi się coraz przyjemniej. Po pracy jest na tyle ciepło, że można jechać na krótko choć to jeszcze nie te moje ulubione ciepełka w okolicach +25, +30. Dziś bez większego gięcia powrót do domu przez Mortimer, Reden, Koszelew, Grodziec i Wojkowice. Przyjemne, niespieszne kręcenie zgodnie z rytmem terenu.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
19.66km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 ale takie raczej odczuwalnie chłodne. Dywan wysokich chmur. Wiaterek. Sucho. Ruszam 6:11. Dziś już nieco większy ruch na drogach. Nogi mówią, że chłodno ale mimo to podają. Punkty pośrednie pozaliczane o dobrym czasie. Światła stane. Od jakiegoś czasu spotykam wyjątkowo mało rowerzystów po drodze. Albo nie ten czas albo wystraszeni prognozą. Na miejscu z zapasem 2 min. W sumie przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy cieplej, więcej słońca, trochę wiaterku i sucho. W sumie niezłe warunki do jazdy. Dziś w planach runda zaopatrzeniowa więc bez gięcia przez Mec i Środulę do Będzina. Pierwsza tura zapasów w Kauflandzie. Potem z balastem do Łagiszy. Zdziwiło mnie to, że po drodze wyprzedzają mnie 2 radiowozy. Pomyślałem, że objeżdżają jakiś zator na "86" ale okazało się, że nie. Przy moście nad torami, wciśnięty między barierkę a drzewo leży rozbity samochód wielkości Punto. Coś drugiego stało na boku. Nie przyglądałem się za bardzo bo miejsce niezbyt zdatne do stania i podziwiania zwłaszcza, jak za plecami sznurek samochodów. Reszta drogi bez sensacji przez Sarnów do domu. Tu rozładowuję plecak i zamieniam go na sakwy. Robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Stamtąd zjazd z balastem. A na wieczór robota by tylnym kółku Rzeźnika. Jutro ma być pogoda więc może będzie okazja bardziej zagiąć powrót.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
20.39km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 6:00 +7 na termometrze ale takie przyjemne +7. Bez wiaterku, słońce za lekkimi chmurami, sucho. Ruszam 6:10. Kręci się dobrze choć lewe kolano ciągle mówi, że to jeszcze nie te fajne temperatury. W łapki górne przestaje być zimno po około 2,5 km. Punkty pośrednie pozaliczane w dobrym czasie. Chyba jeszcze sporo ludzi ma długi weekend bo na "913" do świateł dość pustawo. Dalej zresztą też. Światła wszystkie stane. Na Szymanowskiego widzę króliczka. Szybko go doganiam i wyprzedzam na podjeździe. Dzięki temu udaje się ociupinkę skrócić czas przelotu. Na miejscu z zapasem 9 min.
W ciągu dnia przeszła nad fabryką burza. Nim wyszedłem zdążyło trochę przeschnąć ale pochmurno było dalej i do tego wiało. Niezbyt ciepło. ICM na dziś wieszczył jeszcze opady więc powrót bez zaginania. Jadę przez Mec i Środulę w stronę Starego Będzina. Tu więcej wody. Chyba skończyło padać całkiem niedawno. Ścieżką wzdłuż ul. Małobądzkiej docieram do nerki i wbijam się na osiedle Zamkowe. Pojawiają się pierwsze krople. Przez osiedle wybijam się na ścieżkę do Grodźca. Tu już deszczyk zauważalny. Do tego na początku ścieżki coś mi trzasnęło. Rozglądam się dookoła ale pod kołami nic nie było, łańcuch ciągnie. Szprycha? Przejeżdżam nad "86" i zatrzymuję się na przystanku. Szprycha :-/ Dla uspokojenia nerwów i przeczekania deszczyku, którzy nad Dorotką wygląda bardzo nieciekawie, wciągam dwa batony, robię kilka foto (aury i defektu) a potem zawijam szprychę dookoła piasty by mi nie haczyła o tarczę lub kasetę. Akurat kiedy skończyłem się z tym szarpać deszcz ustał. Niespiesznie wciągam się na górkę i skręcam w stronę Gródkowa. Tu jeszcze przez chwilę trochę kropelek ale na szczęście nie przeradzają się w regularny deszcz. Spokojnie końcówkę wyginam przy Dino jadąc pod wsiowego Lewiatana i dalej do domu. Chciałem zjechać choć trochę wcześniej z "913" bo miałem wrażenie jakby ruch był na niej zbyt nerwowy. W domu mycie Rzeźnika. Potem odstawiam go do garażu by obeschnął a w międzyczasie na warsztat idzie kółko od Błękitnego. Jutro i tak planuję jechać Strzałą więc z full-em nie muszę się dziś spieszyć. Dobrze mieć kilka rowerków do dyspozycji choć jeszcze jeden by nie zaszkodził ;-p
Kategoria Praca, Szprycha
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
21.55km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na termometrze średniooptymistyczne +7. Zdecydowanie wieje tylko jakoś nie bardo byłem w stanie ustalić kierunek. Pochmurno ale sucho. Ruszam 6:06. Początek jedzie się całkiem nieźle. Potem nogi zostają wychłodzone, bo wybrałem się w krótkich spodenkach, i podawanie nieco słabnie. Na drogach, jak można się było spodziewać, pustki a więc też i spokój. Światła stane. Punkty pozaliczane sporo przed czasem. Robię dziś foto hotelu bo zdjęli rusztowania, a poza tym mam jeszcze sporo czasu. Na mecie ląduję z zapasem 10 min. Mam nadzieję, że po południu będzie te +15 z prognozy bo nogi odczuły, że nie jest jeszcze rewelacyjnie. Zwłaszcza lewe kolano.
Na finiszu dnia w pracy pojawiło się jakieś drobne kapanie z zachmurzonego nieba. Na szczęście niegroźne. Jest też nieco cieplej niż rano. Generalnie jednak warunki niepewne a w prognozie ICM-u możliwe burze. Z tego też względu bez większego gięcia ruszam do domu. Na początek przez Mortimer na Reden pod ścianę płaczu. Potem zakosami przez Ksawerę w stronę targu w Będzinie i dalej przez osiedle do lasku grodzieckiego. Nim przetaczam się do świateł na "86" w stronę Gródkowa i naprzeciw "Pod Lwem" wbijam na szlak żółty, który na chwilę porzucam przy lesie i ponownie uchwytuję za przejazdem kolejowym. Przedostaję się nim pod szkołę w Psarach i stamtąd staczam się do domu. Przyjemne kręcenie bokami. Ale dziś jakoś brak chęci na większe gięcie.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
54.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
03:23
-
VAVG
15.96km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Temperatura rano znów na minusie: -4. Ładne słoneczko. Podmuchów nie zauważyłem. Nieco mglisto. Ruszam 6:08. Dziś jedzie się o tyle lepiej, że jezdnie suche i nie grożą po drodze oblodzenia. Punkty pośrednie pozaliczane w dobrym czasie. Światła stane. Bez focenia. Bez ekscesów. Na miejscu równo o czasie. W Parku Hallera Brygada Kosiarzy Zmechanizowanych toczyła ciężki bój z Zielenią Miejską.
Na wyjściu z pacy telefonicznie dopada mnie Prezes. Ma czas na pokręcenie więc umawiamy się, że podjadę do niego i razem pociągniemy dalej. Spotykamy się pod jego kwadratem i kręcimy na początek do Dąbrowy Górniczej. Załatwiam jeden zakup i potem już zaczyna się radosna improwizacja. Kręcąc po Dąbrowie Górniczej, Będzinie, Grodźcu, Wojkowicach, Rogoźniku, Siemonii i Górze Siewierskiej dociągamy ostatecznie pod moją posiadłość. Po drodze było trochę zaległych terenów, kórych Prezes nie znał bo nie było go na zeszłorocznym klubowym błąkaniu się po moich okolicznych wertepkach. Żegnamy się i Marcin gnie dalej a ja kończę na dziś kręcenie. Były całkiem przyjemne warunki do jazdy. Dużo słońca i trochę niezbyt ciepłych podmuchów ale jak się nie stało to byo ok. Pierwszy raz od dość dawna przegoniłem Srebrnego po wertepach niespecjalnie go oszczędzając. Daje radę :-)
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:11
-
VAVG
21.07km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś znów lekki szok termiczny: -4. Ładne słoneczko. Dość czyste niebo. Schnące jezdnie i lekki podmuch z kierunku nieokreślonego. Trochę bałem się, że będzie ślisko ale oblodzoną jezdnię zarejestrowałem tylko w jednym miejscu. Mimo tego jazda dziś spokojna i niespieszna. Start 6:07. Punkty pośrednie pozaliczane w dobrym czasie. Poza jednym przygłupem na przystanku w centrum Dąbrowy Górniczej i durnym kundlem w Parku Hallera to właściwie dojazd bez sensacji. Na miejscu z zapasem 5 min.
Po pracy całkiem przyjemnie choć jeszcze bez upałów. Część ciuchów ląduje w plecaku. Jest ładne słoneczko, trochę wiaterku i chmurek, suche jezdnie. Całkiem dobre warunki by nieco zagiąć powrót, co też czynię. Jadę przez centrum Zagórza i Mortimer do Dąbrowy Górniczej. Przez Mydlice przebijam się do Będzina na Koszelew i Ksawerę. Stamtąd dalej wzdłuż Czarnej Przemszy na Zamkowe i dalej do Czeladzi. Na Piaskach zawracam do centrum i przerzucam się w stronę Grodźca i dalej do Wojkowic. Potem już standardowa prosta do domu. Na finiszu trochę niebo pociemniało i gdzieś się straciło słoneczko ale warunki do jazdy były dobre do samego jej zakończenia. Wyszedł całkiem przyjemny i spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
37.00km
-
Czas
02:09
-
VAVG
17.21km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Odczyt z termorurki wywołał u mnie dziś lekki szok: -7. Trawy pokryte szronem. Słoneczko ładnie świeciło ale grzało słabo. Wiatr nieodczuwalny. Ruszam 6:12. Nogi przy takiej temperaturze podają słabo. Kiepsko też z pobieraniem tlenu. Punkty kontrolne zaliczane z obsuwą. Do Dąbrowy Górniczej jednak jedzie się w miarę dobrze. Za to w mieście na rondzie w centrum jakaś śpiąca królewna przelatuje przez rondo bez zatrzymywania metr przed moim kołem. Podniosła mi ciśnienie maksymalnie. Potem lepiej nie było. W Parku Hallera na głównym ciągu komunikacyjnym, który jest podzielony wyraźnie na część pieszą i rowerową jakiś jełop lazł po części dla rowerów i to jeszcze zagapiony w smartfona. Potem na początku ścieżki przy stacji na Mortimerze zator spowodowany przez dwie konserwy, które zaliczyły dzwona. Na zjeździe spod DorJan-a w stronę centrum Zagórza kolejny nieprzytomny książę włazi mi prosto pod koła. Resztę drogi jadę rozglądając się na wszystkie strony spodziewając się kolejnych utrudnień. Udaje się jednak dotrzeć do mety już bez ekscesów. Ląduję 4 minuty po czasie. Ciepłą zimę mamy tej wiosny.
Po pracy dalej przyjemne słoneczko i zauważalnie cieplej. Obecny również zimny wiatr. Powrót dziś tempem spacerowym bo wdzianko odpowiednie na rano nie do końca nadawało się na popołudnie a nie wziąłem lżejszej zmiany. Żeby się nie zagotować kręcę delikatnie przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Przejazd bardzo spokojny i przyjemny. Udało się nie zagotować. W domu zrzucam jedną warstwę, zamieniam plecak na sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem niespieszny powrót do domu. Zapowiada się na to, że prognoza ICM-u na jutro sprawdzi się bo słoneczko powoli przesłaniają chmury. Jeśli faktycznie rozkręcą się deszcze to jutro jednak będzie mi trzeba skorzystać ze zbiorkomu :-(
Kategoria Praca






















