Praca
| Dystans całkowity: | 116351.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.43%) |
| Czas w ruchu: | 6123:25 |
| Średnia prędkość: | 19.00 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2966 |
| Średnio na aktywność: | 39.24 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
21.60km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
ICM miał całkowicie rację co do prognozy na dzisiejszy poranek. Pogodnie, sucho, ciepło, trochę wiaterku. Idealne warunki do jazdy. Startuję o 6:02. Na początku trochę przyblokowała mnie na chwilę śmieciarka. Kiedy już udało mi się ją wyprzedzić dalej akcja potoczyła się wartko. Sprawnie przetaczam się przez Gródków i Łagiszę oraz dalej Zieloną do centrum Dąbrowy Górniczej. Tu mam tak dobry czas, że po prostu nie ma najmniejszego sensu by cisnąć. Zwalniam obroty i kręcę spokojnie do centrum Zagórza korzystając ze "ścieżki". Finisz ul. Szymanowskiego do celu. Na miejscu, mimo niespiesznej końcówki, z zapasem 10 min. Tak trochę korciło mnie by wygiąć przed metą ale ostatecznie dałem sobie spokój. Bardzo przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Po pracy dalej pogodnie choć jakieś tam chmurki też są. Generalnie jednak słonecznie. Mimo tego poranny zestaw wdzianka mam w komplecie i wcale nie jest mi jakoś gorąco. Trochę wieje czasem z kierunku przeszkadzającego. Wracam przez Mec, Środulę i Stary Będzin. Dalej nerka, Zamkowe i Grodziec. Tu odbijam za ścieżką i badam postępy prac na odcinku, który chyba wkrótce będzie pełnoprawną ścieżką a biegnący po dawnym torowisku linii tramwajowej nr "25". Na razie posprzątane szkło ale wielkich zmian brak. Z Grodźca kręcę ścieżką do granicy Wojkowic i tam za Orlenem wbijam w prawo w teren, którym to skracam sobie drogę wypadając na prostą do domu. Jechało się powrót równie przyjemnie jak dojazd do pracy. Na razie jeszcze bez zagięć powrotnych by nie przedobrzyć po przeziębieniu, które trochę daje się we znaki zapchanym nosem.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
18.66km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
W końcu, po ponad tygodniowej przerwie kiedy to robiłem za smarkacza, w końcu do pracy na kołach. W nocy padało ale ICM obiecywał, że do startu przestanie. I się sprawdziło. Jezdnie mokre. Wiatr raczej w plecy. Pochmurno. Dosyć ciepło. Ogólnie niezłe warunki do jazdy. Ruszam o 6:05 i kręcę standard przez Gródków, Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na drodze dosyć spokojnie. Dopiero za Zieloną ruch jakby odrobinę większy. Od DorJan-a odpuszczam z tempa bo mam sporo czasu do dyspozycji. Z tego też powodu wbijam na "ścieżkę". Największy dół na mamuty już zasypany więc będzie się dało znów korzystać z tego ciągu komunikacyjnego. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut. Przyjemny dojazd do pracy.
Powrót w tempie niespiesznym przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Pochmurno, trochę wiatru ale jechało się całkiem przyjemnie. W kilku miejscach widzę efekty działalności "szyszkodników". Po zawinięciu do domu robię chwilę przerwy na przedmuchanie nosa. Potem zarzucam sakwy na Srebrnego i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Potem zjazd prosto do domu. Jutro chyba uruchomię Rzeźnika :-]
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
41.00km
-
Czas
02:05
-
VAVG
19.68km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie, o 6:06, cieplej niż wczoraj. Trochę wilgoci na jezdniach ale zupełnie niegroźnej. Na niebie dywan chmur, który sprawia, że jasno robi się nieco później. Chyba trochę podwiewało ze wschodu. Kręcę przez Gródków, Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Kilka razy po drodze zirytowali mnie "kierownicy", którzy wyprzedzali mimo tego, że z przeciwka jechały samochody. Tym sposobem nie było szansy na to, by między mną a wyprzedzającymi był choć 1m przestrzeni. Obeszło się na szczęście bez ucieczek na krawężniki, do rowu czy coś w tym stylu. Poza tymi drobiazgami dość spokojny i przyjemny dojazd do pracy. Na miejscu ze sporym zapasem czasu.
Na powrocie stwierdzam, że się znacznie ochłodziło. Do tego wieje i to z każdego możliwego kierunku. Mimo tego dokładam sobie odrobinę km-ów. Kręcę przez centrum Zagórza na Reden i dalej pod Most Ucieczki. Stamtąd na bieżnię przy Pogorii 3, którą to ciągnę do przystani i potem asfaltem jadę na Piekło, gdzie wbijam na bieżnią przy Pogorii 4. Kręcę nią do Preczowa i dalej standard przez Sarnów do domu. Mimo tego, że dmuchało w gębę i było raczej mało sympatycznie jechało się przyjemnie. Na wiosce trochę kluczę by dobić do 41km. Spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
19.12km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
ICM na dziś obiecał mi dojazd na sucho. I się udało. O poranku lekki przymrozek przygruntowy bo trawy oszronione. Ale powietrze już nie sprawiało wrażenia bardzo chłodnego. Bez wiatru. Trochę chmur na niebie, które dały ładne tło dla spektaklu wschodzącego słońca. Kręcę dziś przez Sarnów i Preczów do Dąbrowy Górniczej. Na rondku, na Zielonej dmuchanie kontrolne ale, jak to pisze Tomek, "rowerzyści nie byli targetem". Na "dworcu kolejowym" muszę chwilę odstać na szlabanie bo turla się towarowy. Ale ciągle mieszczę się w oknie przelotowym. Przed rondem w centrum Zagórza dowód na to, że są uprzejmi kierowcy. Zostaję wpuszczony przez kierującego białym dostawczakiem na lewy pas, dzięki czemu udaje mi się płynnie, bez redukcji prędkości przejechać rondo i zjechać do skrętu w ul. Szymanowskiego. Na miejscu jestem z minutą zapasu. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Powrót rozpoczynam w drobnym, nieistotnym dla rozwoju akcji, deszczyku. Zresztą ustaje po jakichś 2km. Trochę też podwiewa z kierunku niewłaściwego ale na szczęście niezbyt mocno. Temperatura taka sobie. W sumie nienajgorsze warunki do jazdy. Powrót przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. W Będzinie znów gęsto w okolicach Ronda Unii Europejskiej. Na wiosce lekkie wygięcie niestandardowe do wsiowego Lewiatana. Przyjemny i spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
32.00km
-
Czas
01:33
-
VAVG
20.65km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na wyjściu mam wrażenie, że jest dużo chłodniej niż wczoraj. Odczuwalnie może nawet poniżej zera choć trawy nie są zmrożone. Całkiem jasno, pogodnie, raczej bezwietrznie. Startuję o 6:04. Trasa standardowa. Światła współpracowały dziś słabo ale i tak udaje mi się wykręcić lepszy czas dojazdu. Może ma na to wpływ fakt, że dobiłem trochę luftu w kółka Srebrnemu. Przejazd spokojny i bardzo przyjemny. Na miejscu ze sporym zapasem czasu.
Po pracy optycznie ładny dzień. Dużo słońca, bez wiatru. Jednak nie jest za ciepło. Powiedziałbym chłodne +5. Przyjemnie. Gdyby nie to, że dziś muszę ze zwierzaczkiem do weterynarza to bym może i coś pozaginał. A tak to najkrótszą drogą przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Łagiszę i Gródków do domu. Zaskoczyły mnie nieco korki w Będzinie. Zawalone Rondo Unii Europejskiej, zapchana nerka. Oczywiście dla rowerka to nie problem i przebijam się szybko i sprawnie przez miasto. Przyjemny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
39.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.50km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wczoraj zniechęcił mnie do jazdy opad o poranku. Potem już jakoś nie było okazji zakręcić na kole. Dziś o przebudzeniu fajne warunki, sucho, bez wiatru. Nim jednak zdążyłem wyjść przeleciał jakiś krótki ale znaczący opad i jezdnie na całej trasie mokre. W sumie jednak warunki były całkiem niezłe do jazdy. Ruszam 6:04. Trasa standardowa przez Gródków, Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Światła generalnie dziś współpracowały rewelacyjnie. Po drodze tylko jeden solidny wnerw. Na skrzyżowaniu ul. Robotniczej z Limanowskiego wyprzedziło mnie jakieś głupie babsko mimo tego, że sygnalizowałem skręt w lewo a widoczność w tym miejscu jest prawie żadna bo na narożniku stoi budynek. Nie dość, że wyprzedzała, to jeszcze ścięła zakręt. Taki manewr w tym miejscu przeżyłem już nie pierwszy raz. Korci mnie by się w kamerkę wyposażyć i takie akcje wysyłać na Policję bo tacy ludzie za kółkiem to zagrożenie dla wszystkich. Poza tym spokojny i przyjemny dojazd do pracy. Na miejscu ze sporym zapasem minutek.
https://www.google.pl/maps/@50.3311221,19.1855769,...
W tym miejscu mnie wyprzedzali. Zdjęcie trochę stare jeśli chodzi o oznakowanie i nawierzchnię ale reszta bez zmian. Pierwszeństwo jest w lewo.
W ciągu dnia pogoda taka, że popadało, wyschło, znów popadało i w efekcie na wylocie mam mokre asfalty. Ale tak niegroźnie. Kręcę powrót przez centrum Zagórza do Dąbrowy Górniczej w stronę Redenu i dalej na bieżnię przy Pogorii 3. Niąże do Świątyni Grillowania, przeskok na P4 i dalej standardem przez Preczów (gdzie mnie dopada krótki nalot deszczu z gradem) do Sarnowa i do domu. Tu zrzucam plecak zakładam sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego lewiatana. Z balastem zataczam się prosto do domu.
Druga część jeżdżenia byłaby spokojna gdyby nie jakiś furiat na ul. Szkolnej. Wyprzedzał na chama mimo tego, że z przeciwka jechał samochód a za chwilę było skrzyżowanie. Nic tym nie zyskał bo skręcił w stronę "913" i musiał stać i czekać aż się zrobi wolne. W tych samochodach czasem strasznie nerwowe ludzie jeżdżą. Walczą o metry i sekundy na tej drodze jakby od tego losy świata zależały.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na wyjściu stwierdzam, że jest zdecydowanie chłodniej niż wczoraj. Chyba nawet jakiś przygruntowy przymrozek był bo trawa zmarznięta. Ruszam o 6:05 i od razu czuję na twarzy jakieś drobne kropelki wody. Zapala się od razu czerwona lampka, że trzeba uważać bo może być ślisko. Jednak okazuje się, że nigdzie po drodze nie zebrało się na tyle dużo wilgoci by były problemy. Kręcę standard przez Gródków, Łagiszę, Dąbrowę Górniczą. Po drodze, zatrzymuję się w Łagiszy przy Kreiselu na podziwianie przez kilka minut kolorków nieba przed wschodem słońca. Punkty pośrednie zaliczam w dobrym czasie więc w okolicach Dąbrowy Górniczej nieco odpuszczam z tempa ale i tak na miejscu jestem z zapasem 3 min. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Powrót był ciężki. Wychodzę o 15:05 i niespodzianka. Leje. Odczekałem jakieś 15 min. nim przeszła ulewa. Nawet kilka razy zagrzmiało więc można powiedzieć, że burza. Ruszam w stronę Mecu zmagając się jeszcze zacinającymi kropelkami przemieszanymi ze śniegiem i rozpędzanymi przez bardzo silny wiatr. Potem Środula, Stary Będzin i szybki wjazd do serwisu po rezerwowe dętki do Rzeźnika oraz smar do amorka. Potem wracam do zmagań z wiatrem. Na wylocie z Będzina kawałek drogi w opadzie śniegu. Potem ładne słoneczko. Szalona, marcowa pogoda. Do Sarnowa wiatr mam prawie pomagający ale przy zwrocie na światła na "86" znów walka z wiatrem i tak już do samego domu.
Na powrocie mała awaria. Przed wyjazdem z Będzina urywa mi się linka od przedniej przerzutki. Przy tych podmuchach nie był mi potrzebny ani blat, ani małe kółko więc kołkiem blokuję przerzutkę na środkowej tarczy i odkładam naprawę do soboty by zrobić to przy dziennym świetle. Poza tym jeszcze do wymiany klocki w tylnym hamulcu.
Kategoria LinkaP, Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
19.09km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Prognoza ICM-u sprawdziła się co do joty. W nocy popadało. Rano przyjemnie ciepło, jak na luty, raczej bez wiatru. Trochę chmur. W sumie niezłe warunki do jazdy. Na asfalcie jestem o 6:04. Kręci się bardzo dobrze i punkty pośrednie zaliczam w rewelacyjnym czasie. Mając duży zapas minutek zahaczam jeszcze o ścianę płaczu w centrum Dąbrowy Górniczej. Na finiszu jestem z rezerwą 5 min.
Ponieważ amiga przepowiedział mi szarpaninę z wiatrem na powrocie kręcę bez ciśnienia by się nie wykończyć. Trasa przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę Zamkowe, Grodziec i Gródków. Faktycznie podwiewało ale nie było jakoś strasznie ciężko. W sumie nawet przyjemnie. Miejscami towarzyszyło mi słoneczko i wtedy było wręcz super.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
32.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
20.21km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miałem dziś do pracy Rzeźnikiem pozamiatać ale mi wczoraj zrobił brzydki numer. Chciałem sobie dobić luftu i przy tejże czynności rozleciała się dętka przy wentylu. Że było już późno to dałem sobie spokój z serwisem. W sumie dobrze, że tak a nie tuż przed startem się wnerwić. Dzięki temu też pewnie uniknąłem straty czasu o poranku. Ruszam dziś w lepszym czasie - 6:04. Trawa chyba minimalnie zmarznięta ale ogólnie ciepło. Jak okiem sięgnąć nie widzę ani jednej chmurki i jest już dość jasno, choć jeszcze przed wschodem słońca. Jakowaś wilgoć pokryła jezdnie ale przyczepność niezła. Kręcę trasę jak ostatnio. Czasy pośrednie dobre więc nie naginam. W Dąbrowie Króliczek. Przy zagórskim Shell-u zjeżdża na ścieżkę a ja tnę asfaltem więc szybko go gubię. Na miejscu jestem z zapasem 6 min. rozgrzany ale nie zagotowany. Zostawiłem dziś trochę ciuchów w domu a założone w lżejszej konfiguracji.
Po pracy powrót maksymalnie krótką trasą i bez ociągania bo sprawa do załatwienia. Wracam przez Mec, Środulę, Stary Będzin, przed Łagiszą zwrot na "913" i prosto do domu. Warunki niezłe ale jakieś takie nijakie. Niezbyt mocny wiatr mniej więcej z południowego zachodu, dywan chmur, względnie ciepło.
Kategoria Praca
DP PTTK NOD
-
DST
48.00km
-
Czas
02:38
-
VAVG
18.23km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nogi domagały się przerwy więc weekend niejeżdżony choć też przyjemnie, na nałogach, spędzony. Trochę zarwałem spanie ale wstałem jak zwykle za to niezwykle posypała mi się procedura startowa i ostatecznie wytaczam się o 6:11. Jest całkiem przyjemnie. Bez zauważalnego wiatru, zdecydowanie na plusie, dość jasno, chmury takie, że deszczu z nich nie powinno być. Ruszam bez ociągania. Trasa ostatnio standardowa przez Gródków, Łagiszę, centrum Dąbrowy Górniczej, Al. Kościuszki, i od Ali Róż standard przez centrum Zagórza. Dziś trochę przytrzymał mnie na "dworcu" w Dąbrowie pociąg towarowy. W sumie drobne, przymusowe postoje spowolniły mnie na tyle, że cel osiągam z lekkim opóźnieniem. Jechało się przyjemnie. Trochę za ciepło się ubrałem bo na miejscu jestem lekko podgotowany pomimo tego, że dziś nieco lżejsza warstwa wierzchnia weszła do użycia.
Po pracy wychodzę nieco później bo dziś kręcę na spotkanie do klubu. Lekki wiaterek, słoneczko. Normalnie wiosna. Połowa ciuchów wędruje do plecaka a i tak po trasce przez Środulę do PTTK-u jestem lekko zagotowany. Na miejscu już jest kilka osób i szybko zjawiają się kolejni klubowicze. Czas szybko płynie na rozmowach osiągając wartość po 18:00. Załatwiwszy różne klubowe sprawy w końcu zbieramy się do wyjścia. Dziś na rowerkach jesteśmy tylko we dwóch, Prezes i ja. Marcin decyduje się na odprowadzenie mnie kawałek. Jedziemy w stronę Milowic i dalej do Czeladzi. Tu zaginamy pod M1, gdzie Prezes załatwia przy okazji szybki biznes i potem kręcimy dalej we dwóch przez Syberkę i nęrkę do Łagiszy. Tu Marcin stwierdzam, że mamy dobry czas i postanawia odholować mnie jeszcze kawałek dalej. Rozjeżdżamy się dopiero w Sarnowie, gdzie ja skręcam do świateł na "86" a Marcin w stronę Preczowa. Ostatni odcinek mam nieco pod wiatr ale i tak jest bardzo przyjemnie.
Kategoria Praca






















