limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:115553.00 km (w terenie 6305.00 km; 5.46%)
Czas w ruchu:6081:56
Średnia prędkość:19.00 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2945
Średnio na aktywność:39.25 km i 2h 03m
Więcej statystyk

Kategoria: Erzac

  • Czas 02:40
  • Aktywność Chodzenie
Środa, 30 listopada 2016 | dodano: 30.11.2016

No nie da się. Po prostu się nie da nic nie robić. Skoro jeżdżenie na razie jest nieco problematyczne to trzeba jakoś inaczej zużyć energię. Wymyśliło mi się, że najprościej będzie trochę pochodzić. Do pracy zbiorkomem. Potem jeszcze zbiorkomem z pracy do centrum Dąbrowy Górniczej i stamtąd z buta do domu. Trasa przez "dworzec kolejowy" na Zieloną. Stamtąd na czarny szlak rowerowy i nim do Łagiszy. Potem chodnikami do Sarnowa na światła na "86" i dalej prosto do domu. GoogleMaps twierdzą, że to jakieś 12,9km ale skoro trzymam się tego, że wpisuję pełne zaliczone km-y, to końcówka leci do śmieci. Tempo zbliżone do przewidywanego przez Google ale mogłoby być lepiej gdyby nie opad śniegu lekko zacinający pół drogi w gębę. W sumie szło się dobrze, nie było ani za zimno, ani za ciepło. Mankament tej aktywności jest taki, że zabiera pieruńsko dużo czasu i albo się z tym pogodzę albo skrócę dystans. Na razie wszystko wskazuje na to drugie, bo okazuje się, że nogi wprawione w rowerowaniu z chodzeniem mają niejaki opór. Ponieważ to nie to co lubię najbardziej więc aktywność trafia do nowej kategorii: erzac. Po drodze nawet trafił się pieszy króliczek ale to już było jak miałem jakieś 9km w nogach i jego tempo było deczko za mocne.


Kategoria Praca, Erzac

DPN PTTK D

  • DST 42.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:49
  • VAVG 14.91km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 28 listopada 2016 | dodano: 28.11.2016

Nie było tak tragicznie jak ICM wieszczył. Miało być poniżej zera, ze śniegiem, wiatr dość silny z północnego zachodu. Sprawdził się tylko wiatr. Biorąc poprawkę na zapowiedziane tragiczne warunki zbieram się wcześniej na koła i ruszam o 5:55, choć w planach miałem start 10 min. wcześniej. Jezdnie przed domem suche. Dalej były miejscami mokre ale nigdzie nie trafiłem na oblodzone. Widocznie wczorajsze opady zdążyło wysuszyć nim spadła temperatura. Odczuwalnie było coś około zera. Mimo niezłego stanu dróg jadę jednak delikatnie i asekuracyjnie. Zresztą za bardzo pocisnąć się nie da bo nogi mówią, że się zemszczą za takie usiłowania. Płuca też nie wykazują chęci do przechłodzenia. Tak więc toczę się spokojnie, niemal spacerowo. Prędkości nabieram jedynie na zjazdach. Ze względu na wcześniejszy start początkowe punkty kontrolne zaliczam w bardzo dobrym czasie. Jednak im bliżej mety tym czasy bardziej zbliżone do tych ze standardowego przejazdu w lepszych warunkach. Wniosek z tego taki, że jak się na jezdni zrobi bagienko albo ślisko to będę potrzebował więcej czasu w zapasie i nawet start o 5:45 może być zbyt późny. Ostatecznie jednak na mecie jestem z zapasem 5 min. Po drodze tylko jedno łykanie serca w Preczowie jak mi prawie przed nosem człowiek z posesji chciał wyjechać. Na szczęście się zreflektował w ostatniej chwili. Poza tym raczej spokojnie. Tylko jakby większy ruch na drogach. Rowerzystów spotkałem dziś 1 i 1/2.Z

Z pracy wychodzę dziś później bo po 16:00. Powód jest taki, że dziś spotkanie Cyklozy i to ważne, bo wyborcze więc trzeba się stawić. Przez dzień trochę podsypywało i miejscami widać tego efekty. Jezdnie są przeważnie mokre albo z cieniutką warstewką śniegowego błota. Gdzie się da jadę chodnikami ale są też odcinki, gdzie muszę jezdnią. Kręcę obok parku na Środuli i dalej w stronę Kombajnistów. Samochody jadą ślimaczym tempem, nawet rowerem ich wyprzedzam. Przy rondkach widzę czemu. Jedni mają problem z hamowaniem, inni z ruszeniem. Słychać jak piłują. Przejazd do centrum Sosnowca zajmuje mi około 40 min. Asekuracyjnie jechałem spacerowym tempem i udało się dotrzeć do celu bez ekscesów.

Spotkanie rozkręcało się powoli i dziś głównie formalności wyborcze nowego zarządu klubu. Niestety tym razem nie udało mi się wymigać i zostałem wkręcony do zarządu. Na szczęście tylko jak wypełniacz a nie funkcyjny więc może jakoś to przeżyję ;-p Prezesem dalej jest Prezes czyli tu po staremu. Waldek awansował ze Skarbnika na Zastępcę Prezesa, Strażnikiem Mamony został Krzysiek. Piątym członkiem zarządu został Andrzej. W sumie można było to załatwić w 5 min. ale formalności papierowe rzecz święta i zeżarły sporo czasu. Kończymy o 19:30. Nim się pozbierałem było 10 min. później.

Początkowo myślałem przebijać się chodnikami przez Sosnowiec i Będzin do Łagiszy i stamtąd dopiero asfaltami ale jak zobaczyłem, że kierunek na Milowice jest mokry to wyskoczyłem na asfalt i pociągnąłem w tamtą stronę. Aż pod Kamień było ok. W parku przy Kamieniu nieco chrzęściło pod kołami ale najgorzej było jak przecinałem osiedle - ślisko i z górki. Potem wracam na bardziej wyjeżdżony asfalt i aż do świateł na "94" jest ok. Potem znów zaczyna być ślisko. Na światłach przed szpitalem widzę, że z prawej wyjeżdża osobówka. Nie byłem pewien czy mnie widzi i czy się zatrzyma więc lekko ściągnąłem hamulce... i ktoś mi wyrwał asfalt spod kół. Glebka. Na szczęście niegroźna, bo przy małej prędkości i z lądowaniem na lewym pośladku i plecach, chronionych plecakiem. Rzucam "urwą jego macią" dla zasady. Zbieram się sprawnie ale muszę kawałek podejść do krawężnika bo z oblodzonej jezdni nie mam szans ruszyć. Muszę się od czegoś odepchnąć. Ten drobny incydent ostatecznie utwierdza mnie w przekonaniu, że jutro lepiej jechać zbiorkomem. Dopóki jezdnie nie wyschną dam sobie spokój z dojazdami do pracy. Może tylko coś po okolicy. Resztę drogi kręcę jeszcze wolniej, o ile to w ogóle możliwe.  Do domu dotaczam się już bez niespodzianek nawet niezmarznięty ale za to głodny. Chłód i młynkowanie wyżarły mi rezerwy. Zerkam jeszcze na prognozy ICM-u i pojawia się nadzieja w czwartek. Ma sypać a potem padać i temperatura idzie na plus. Jest więc promyk nadziei, że w piątek będzie dało się pojechać. A tymczasem 3 dni przerwy :-(


Kategoria Praca

DPOND

  • DST 44.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 22.00km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 25 listopada 2016 | dodano: 25.11.2016

Zastanawiałem się wczoraj co oznaczają na wykresach ICM-u drobne, zielone kreseczki w tabelce opadów o wartości poniżej 1mm. Myślałem, że będzie mgła. Na żywo okazało się jednak, że to nie mgła, ale też i nie mżawka. Po prostu drobne kropelki w powietrzu delikatnie osiadające na wszystkim. W sumie nieistotne dla przebiegu akcji. Ruszam o 6:06. Minimalnie chłodniej niż wczoraj i chyba odrobinkę podwiewało ze wschodu. Kręcę standard przez Sarnów i Preczów. Punkty kontrolne zaliczam w niezłym czasie i na wysokości Zielonej przestaję cisnąć. Po drodze bez ekscesów i sensacji. Ląduję na mecie z zapasem 5 min. Całkiem przyjemny dojazd do pracy.

Na wyjściu jezdnie suche, bez słoneczka ale też i nie jakoś specjalnie mroczno. Za to zauważalnie chłodniej niż rano. Dziś nie muszę się spieszyć z powrotem więc wracam z prędkościami zgodnymi z rytmem terenu. Kręcę na Reden i dalej na bieżnię przy Pogorii 3. Niąże dotaczam się się do Świątyni Grillowania i (jeszcze) dzikim przejazdem przez tory przeskakuję na Pogorię 4. Tym wariantem bieżni przetaczam się przez Marianki i Ratanice aż do Kamienia Ornitologa gdzie obieram kierunek do Kuźnicy Piaskowej. Jest już od kilkunastu minut po zachodzie słońca ale widoczność jest jeszcze całkiem dobra i lampki na razie są odpalone tylko dla zasady. Stąd też już jadę prosto do domu przez Dąbie i Brzękowice. Zjazd do Strzyżowic już w mocnym mroku. Ostatnie 2km są też odcinkiem, na którym najbardziej zmarzłem. Gdyby było tak z 5 stopni cieplej może bym się pokusił o większe zagięcie a tak to chciało mi się tylko tle. Ale i tak przyjemny i bardzo spokojny powrót z pracy.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 38.00km
  • Czas 01:39
  • VAVG 23.03km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 24 listopada 2016 | dodano: 24.11.2016

Niestety wróżby ICM-u sprawdzają się. Zgodnie z nimi pojawiły się chmurki, co przekłada się na dłuższe ciemności na dojeździe. Na szczęście pozostałe warunki jeszcze są takie jak wczoraj czyli około +5, prawie stojące powietrze, suche jezdnie. Zamiarowałem dziś zebrać się sprawniej by mieć rezerwę czasu na haczenie o ścianę płaczu w centrum Dąbrowy Górniczej i jakimś cudem to się udało. Ruszam o 6:02. Jedzie się bardzo dobrze. Na punkcie kontrolnym na Zielonej jestem o 6:27. Rewelacyjny czas. Za "dworcem" o 6:32. Nieco spuszczam z tempa. Robię zagięcie pod ścianę i potem wjeżdżam pod szkołę górniczą i skręcam w stronę świateł na Alei Róż skąd kontynuuję standardem. Na rondzie w centrum Zagórza chwila nerwów bo ja wjeżdżam na nie pełną prędkością a jakaś księżniczka próbuje przede mną zdążyć ruszyć. Na szczęście reflektuje się w porę, że nie da rady i mnie przepuszcza. Ale gotów już byłem złapać się mocno za klamki. Na ul. Szymanowskiego już położony chyba na gotowo asfalt na odcinku od kościoła do ul. Lenartowicza. Dzięki temu da się pocisnąć nawet pod górkę. Na miejscu jestem z zapasem 7 min. Brakło niecałe 300m do 19km na dojeździe więc do statystyk na razie idzie o 1km mniej. Wyrówna się na powrocie :-) Przyjemny dojazd do pracy.


Dziś również wychodzę wcześniej z pracy. Tym razem muszę się sprężyć by zdążyć na wizytę u stomatologa. Kręcę jednak w kierunku Dąbrowy Górniczej a nie jak wczoraj, na Będzin. To po temu, że chcę zahaczyć jeszcze o targ na Redenie. Warunki są właściwie takie same jak rano. Jedyna różnica taka, że jest jasno choć pochmurno. Kręcę żwawo przez Starocmentarną i załatwiam co potrzebuję. Potem Most Ucieczki, bieżnia na P3, przeskok na P4 i przez Preczów i Sarnów prosta do domu. Cały czas na obciążeniu. Dojeżdżam ze sporą rezerwą czasu. Nawet przyjemnie się goniło powrót :-)


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:29
  • VAVG 23.60km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 23 listopada 2016 | dodano: 23.11.2016

Warunki o poranku niemal takie same jak wczoraj. Może tylko ciut chłodniej i miejscami lekkie mgiełki na polach. Startuję znów o 6:08. Jezdnie suche. Jedzie się bardzo dobrze i sprawnie. Trochę tylko czasem brakuje mi blokady na tylnym amortyzatorze jak trzeba nieco pocisnąć pod górkę. Zamiast tego zmuszony jestem kręcić szybkie młynki. Na skrzyżowaniu na Zielonej jestem zauważalnie wcześniej niż wczoraj. Jednak ciut większe koła i amortyzacja dają nieco plusów do prędkości. Ostatecznie jestem na miejscu z zapasem 5 min. przy lepszym czasie przejazdu niż wczoraj o jakieś 6 min. Obyło się bez ekscesów. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

Dziś wychodzę z pracy dużo wcześniej ale niestety nie w celu pokorzystania z super pogody. Muszę szybko się przemieścić do domu by zdążyć się ogarnąć przed pogrzebem. Kręcę więc energicznie najkrótszą drogą kolejno przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Pośpiech, pośpiechem ale trudno nie zauważyć, że na ul. Szymanowskiego kładą kolejną warstwę asfaltu. Kolejne roboty napotykam w Gródkowie. Drogowcy zdzierają połacie nawierzchni na "913". Chyba będą się posuwać w stronę Strzyżowic bo po drodze widzę oznaczone sprayem wycinki. Trochę ich działalność spowalniała ruch ale tylko samochodom. Rowerkiem zawsze można się gdzieś bokiem przemknąć. Jestem w domu z całkiem niezłym czasem.


Kategoria Praca

DPOND

Wtorek, 22 listopada 2016 | dodano: 22.11.2016

Dzisiejszy poranek bardzo przypomina wczorajszy choć są różnice i to na plus. Niebo całkowicie bezchmurne. Jezdnie suche miejscami tylko ze śladowymi ilościami wilgoci wytrąconej z powietrza. Wiaterek odczuwalny z południa lub południowego wschodu. W kilku miejscach przyszło mi się z nim zmierzyć. Ogólnie jednak nie był jakiś strasznie męczący. Ruszam również jak wczoraj - 6:08. Pod kurtką lżejsza warstwa i ta konfiguracja jest w sam raz. Czasy pośrednie mam takie sobie ale w granicach bezpiecznych. Nim docieram do Zielonej wymijam się z Mariuszem. "Dworzec" w Dąbrowie Górniczej przejeżdżam za pociągiem KŚ. Potem trochę stania na światłach. Ul. Szymanowskiego jeszcze ciągle przypomina tor do slalomu giganta. Dalej dłubią przy studzienkach. Chyba będzie jeszcze jedna warstwa asfaltu na części już zrobionej bo niektóre studzienki wystają zauważalnie ponad poziom jezdni. Na miejscu jestem z zapasem 1 min. Bardzo przyjemny dojazd do pracy.

Pogoda jest wręcz niesamowita jak na tą porę roku. Bezchmurne niebo, odczuwalnie sporo powyżej +10, nieznaczny wiatr. Bajka. Lekki objazd był jak najbardziej wskazany. Całkiem żwawo kręcę przez Mec i Środulę do Będzina. Potem przez Zamkowe do Grodźca i Wojkowic. Bokami przemieszczam się w pobliże Orbitalnej i tam skręcam do Rogoźnika. Z Rogoźnika wracam już powoli do domu czyli do Strzyżowic. Tu jeszcze małe zagięcie i ostatecznie lądowanie w domu. Robię jeszcze małe smarowanie Rzeźnika. Przy tej okazji przyuważam, że linka od blokady dumpera trzyma się na ostatnich włóknach. Kilka pstryknięć blokadą i ostatecznie się urywa. Chciałem ją wymienić ale się okazało, że posiałem gdzieś imbusa :-(


Kategoria Praca

DPDNZD

Poniedziałek, 21 listopada 2016 | dodano: 21.11.2016

Sobota, zgodnie z wróżbami ICM-u, była do kitu i nie jeździłem. Niedziela, zgodnie z wróżbami ICM-u, była całkiem niezła ale miałem napad lenia i też nie jeździłem. Poniedziałek, również zgodnie z wróżbami ICM-u, całkiem ciepły, jak na listopad. Szczątki chmur, lekki podmuch z południowego wschodu, co odczułem momentami, i całkiem ciepło. Ruszam 6:08. Jezdnie mokre, czego się nie spodziewałem bo wróżby ICM-u nic o tym nie mówiły. Kręcę standard przez Sarnów i Preczów. Przed oczami spektakl świetlny w wykonaniu chmur, nieba i schowanego jeszcze za horyzontem Słoneczka. Trochę spowolniło mnie to gapienie się na kolorki i punkty pośrednie zaliczam w raczej słabym czasie. Cały czas trzymam się na krawędzi okna przelotowego. Po drodze ze 2-3 razy miałem wrażenie, że mi "kierownicy" wyjadą, ale na szczęście obeszło się bez drastycznych akcji. Ul. Szymanowskiego przypomina na razie przechylony do poziomu tor zjazdowy do slalomu giganta. Na każdej studzience, a jest ich od dzwona na tej ulicy, słupek. Rowerem jedzie się między tym bez problemów ale samochodami muszą uważać. Na mecie jestem równo o 7:00 nieco zagotowany.

Warunki powrotne bardzo przyjemne. Wiało chyba sprzyjająco przez większość drogi. Niezbyt mocno. Niebo tylko ze strzępami chmur. Powrót jak na westernie, prawie w stronę zachodzącego słońca. Ładne kolorki były ale nawet nie przymierzałem się do focenia. Trochę mi na czasie zależało. Dlatego też i wariant krótszy przez Mec, Środulę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Nim osiągnąłem dom jeszcze zahaczyłem o stomatologów umówić się na wizytę. Potem w domu chwila przerwy i po zapadnięciu całkowitych ciemności standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Potem zjazd z balastem do domu. Wciąż całkiem ciepło. Na jutro chyba będę musiał wdrożyć lżejszy zestaw bo dziś na powrocie dość konkretnie się zagotowałem.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 37.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 20.75km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 17 listopada 2016 | dodano: 17.11.2016

"Drastyczna" zmiana pogody ;-p Zrobiło się zauważalnie cieplej. Nie patrzyłem na termometr ale odczuwalnie to tak z +5. Trochę wiało ale akurat niezbyt przeszkadzająco. Jezdnie nieco mokre. Ogólnie o wiele lepiej niż wczoraj. Startuję o 6:05. Od razu widać, że są lepsze warunki bo nogi podają bardzo ładnie, nie ma problemów z napowietrzaniem, prędkość większa i tym samym zaliczanie punktów kontrolnych idzie bardzo sprawnie. Na Zielonej jestem o 6:32 więc nieco zrzucam z tempa. Światła na Alei Róż i Mortimerze bez stania. Spory kawałek ul. Szymanowskiego zakwalifikowałem dziś jako odcinek terenowy. Drogowcy już drą młotami pneumatycznymi asfalt wokół studzienek wykańczając to, czego nie zebrała wczoraj maszyna. Z boku czekał już zestaw do układania asfaltu. To będzie chyba szybka akcja z tą jezdnią i podejrzewam, że do końca tygodnia położą nową nawierzchnię. Na miejscu jestem z zapasem 7 min. Przejazd ogólnie przyjemny i prawie spokojny. Jedynie jeszcze w mojej wiosce jakieś durne babsko zajechało mi drogę. Najpierw stała na skrzyżowaniu od strony Malinowic czekając diabli wiedzą na co, a jak byłem już od niem może z 5 metrów to nagle ruszyła i wyjechała centralnie przede mnie zmuszając mnie do gwałtownego redukowania prędkości. Oby karma ją dopadła gdzieś po drodze.

Końcówka dnia w pracy dość nużąca z powodu małej ilości światła słonecznego. Już w południe miałem wrażenie, że jest wieczór. To bardzo męczące. W powrót ruszam trasą prawie jak wczoraj. Drogowcy zrobili kawał solidnej roboty i ul. Szymanowskiego na odcinku od Lenartowicza aż za kościół już z nowym asfaltem. Jeszcze tylko będą musieli poprawić przy studzienkach i będzie idealnie. Dziś też kręcę chodnikami ale tempo żwawsze. Raz, że cieplej, dwa, że dziś Rzeźnikiem a nim się wszelkie nierówności wybiera o niebo lepiej niż Weteranem. Na Redenie zahaczam o ścianę płaczu i potem zaginam na targowisko. Z balastem już niespiesznie w stronę bieżni i dalej za Świątynią na Pogorię 4 a potem prosta przez Preczów i Sarnów do domu. Lądowanie już grubo po zachodzie słońca. Przyjemny i spokojny powrót z pracy. Trochę podwiewało mniej więcej z południa ale akurat ten kierunek wiatru jest dla mnie mało przeszkadzający. Zdopingowany prognozą ICM-u na temat nędzy w sobotę wziąłem na jutro urlop z zamiarem wykorzystania jak największej części dnia na rowerowanie. Zobaczymy na ile się zdobędę ;-)


Kategoria Praca

DPD

  • DST 37.00km
  • Czas 02:04
  • VAVG 17.90km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 16 listopada 2016 | dodano: 16.11.2016

Bardzo mi się podoba jak pozytywna prognoza pogody z ICM-u się sprawdza. Co prawda nazwać "pozytywną" dzisiejszą prognozę to tak trochę dziwne ale jednak mimo to taka była. W nocy miał sypać śnieg, i sypał. Potem miał padać deszcz, i padał. Na starcie miałem mieć na plusie, i miałem. I tylko to mnie interesowało bo bałem się szklanki. Startuję o 6:06. Na trawnikach nieco śniegu. Jezdnie mokre. Dość konkretny wiatr głównie z południa z lekkim zacięciem od zachodu. Pierwsze 250m to walka z nim ale jak już obieram kierunek na Sarnów, to przestaje przeszkadzać. W powietrzu jakieś drobne kropelki, które uporczywie osiadają na okularach zmuszając mnie do ich przecierania. Mimo tego, że dziś cieplej to jednak ta wilgoć sprawia, że odczuwalnie dużo mniej przyjemnie niż wczoraj. Do świateł na "86" w Sarnowie całkiem przyjemnie ciepło. Za "86" znów ściana zimna. Ale i tak jedzie się dość dobrze. Na Zielonej jestem o 6:39. Szału nie ma ale obleci. Reszta drogi bez sensacji. Na Szymanowskiego drogowcy zabrali się za rozgrzebywanie asfaltu. Zastanawiam się czy będą cały asfalt wymieniać czy tylko zdejmą kawałki. Muszę jednak wziąć poprawkę na te roboty i dać sobie więcej czasu na dojazd gdyby zaszła potrzeba lawirowania chodnikami. Na mecie jestem 4 min. po czasie.

Nim wyszedłem z pracy zamyślałem wracać przez Czeladź i Wojkowice. Jednak kiedy znalazłem się na zewnątrz jakoś przeszła mi ochota na tamten kierunek. Głównie chodziło o to, że tamtędy miałbym większą dawkę jazdy w intensywnym ruchu miejskim, na co nie miałem zupełnie ochoty. Wracam więc zbliżoną trasą do porannej. Ul. Szymanowskiego zdarta jeszcze bardziej i po drodze wymijam maszynę dokonującą dzieła zniszczenia. Należy się tu już wymiana nawierzchni bo po ostatnich robotach to już niemal poligon doświadczalny dla terenówek. Przebiwszy się przez ten odcinek dalej jadę w stronę Mortimeru korzystając z chodników. Niespiesznie, spacerowo. Również chodnikami Starocmentarną ciągnę aż do przejazdu pod "94". Tu kawałek kręcenia między samochodami do Mostu Ucieczki. Potem pod molo na Pogorii 3 i spokojnie bieżnią do Świątyni Grillowania. Przeskok przez tory na Pogorię 4 i standard pod górkę przez Preczów i Sarnów. Wjeżdżając do Psar wstępuję na chwilę do piekarni. Jak wchodziłem to jeszcze było szaro. Chwilę po zakupach już noc. Ten ostatni odcinek dodatkowo jeszcze pod wiatr, który w połączeniu z wilgocią dość nieprzyjemnie wychładza. Na szczęście większość końcówki to zjazd więc idzie sprawnie. Niby niefajna pogoda, mokro, wietrznie ale jednak coś jest takiego w jeżdżeniu w takich warunkach, że jednak to cieszy. Takie mikro szaleństwo ;-p


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:53
  • VAVG 18.58km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 15 listopada 2016 | dodano: 15.11.2016

Znalazłem ICM-owego minusa. Był za zakrętem. Z domu wyruszam spóźniony o sznurówki. Prognoza mówiła o jakichś mrozach na poziomie -5 i odczuwalnych -10 ale u mnie przed domem było całkiem przyjemnie. Minus, owszem, ale tak może 1. Nie więcej. I całkiem ciepłe powietrze. Zniknęły też mgły, które pojawiły się jeszcze wczoraj wieczorem i utrzymywały się tak gdzieś do 5:00 z groszami. Ruszam dziarsko próbując nieco dogonić harmonogram przejazdu, rozwalony przez urwane sznurówki, ale wszystko idzie do tyłu. Na zielone na światłach na "86" spóźniam się może z 10 sekund. W Sarnowie mijam kościół, biorę zakręt w prawo i wpadam w tego ICM-owego minusa. Zimno tu jak w psiarni. Na poboczach biało. I tak już było przez całą Dąbrowę Górniczą i Zagórze. Bałem się, że będzie ślisko i w wielu miejscach asekuracyjnie zwalniałem ale okazało się, że przyczepność była całkiem dobra. Drogowcy się nie pieprzą i już solą. Przynajmniej te bardziej ruchliwe ciągi komunikacyjne. Przetrzebiło też rowerzystów. Jedynego jakiego spotkałem, widziałem na Zielonej. Podejrzewam, że był to Mariusz choć pewności nie mam bo widziałem go z daleka w parku. Ale miejsce i pora by się zgadzały. Zresztą chyba się oglądał w moją stronę więc pewnie też spodziewał się mnie. Poza jednym narwańcem w Preczowie i jednego na granicy Dąbrowy z Zagórzem to właściwie spokojny przejazd. Z pewnością też dość przyjemny mimo ciągłego zalewania układu napowietrzania. Eh... przydałaby się druga para rączek. Niestety lądowanie z obsuwą 7 min.

Po pracy wracam przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Rondo UE, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Niby cieplej ale jakoś lepiej mi się chyba jednak rano jechało. Może to zmęczenie materiału popracowe, a może brak słońca. To zachodzi już przed 16:00 i lądowanie w domu odbywa się przy zapadających błyskawicznie ciemnościach. Dobre z tej jazdy chociaż to, że było spokojna. Jezdnie suche, podmuchy nieprzeszkadzające. Trochę się chyba nawet zagotowałem.


Kategoria Praca