Praca
| Dystans całkowity: | 117532.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%) |
| Czas w ruchu: | 6182:11 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 3000 |
| Średnio na aktywność: | 39.19 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
20.38km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przedstartowe grzebanie szło mi dziś opornie i w efekcie ruszam dopiero o 6:15. To z kolei sprawia, że w kręcenie dojazdowe wkładam nieco więcej uczucia niż kiedy mam dużą rezerwę czasową. Na szczęście warunki ku temu są bardzo sprzyjające. Jest ciut chłodniej niż wczoraj, jest trochę wiaterku i nieco chmurek okresowo przesłaniających słoneczko. Trasa standardowa. Światła współpracują jak nigdy. Na tych na "86" nawet nie muszę zwalniać. Na Alei Róż i Mortimerze nieznacznie tylko zwalniam. Szlaban na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej też otwarty. Na mecie sprawdzam czasy. Przejazd 40 min. Zapas 5 min. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Po pracy znów miłe ciepełko. Trochę więcej wiatru. Przez przypadek wyszedł mi inny wariant powrotny bo się zamyśliłem i skręciłem nie tam gdzie planowałem ale potoczyło się dobrze. Wracam w stronę ronda w centrum Zagórza. Tu miałem odbić w stronę kościoła i dalej na Środulę ale się zagapiłem i pojechałem w stronę Makro. W sumie kierunek też dobry. Za rondem wbijam na wprost w teren i przetaczam się nim na Mydlice dalej utrzymując kierunek. Przypominam sobie jednak, że teren zaprowadzi mnie pod Decathlon mniej więcej, a nie tam chciałem dojechać. Widzę jednak wąziutką ścieżynkę odbijającą w prawo. Kierunek mi pasuje więc czynię eksplorację. Ostatecznie dotoczyłem się do ogrodzenia Johnsons Electric. Z terenu wybyłem na wysokości cmentarza na Koszelewie. Tu już asfaltem staczam się w stronę Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie. Na Nerce odbijam na Zamkowe i za osiedlem wjeżdżam na ścieżkę rowerową do Grodźca. W Grodźcu nieco kluczenia. Wjeżdżam dziesięcioma procentami na zbocza Dorotki i objeżdżam ją prawie dookoła przy okazji robiąc foto centrum logistycznego Lidla i budującego się w Sarnowie kolejnego obiektu tego typu. Na razie jedna hala ale słyszałem, że tamten kompleks ma być jeszcze większy od Lidla. Będę śledził postępy budowy i focił z Dorotki co jakiś czas. Ze wzgórza staczam się do skrzyżowania, z którego mogę pojechać dalej w stronę Biedronki i Wojkowic. Odbijam jednak w prawo wcześniej i klinkierkiem przetaczam się na zielony szlak biegnący w stronę mniej więcej Strzyżowic. Fajnym zjazdem docieram do ul. Brzeziny w Wojkowicach, która na granicy z Psarami przechodzi w Graniczną. Prostą docieram do domu. Bardzo fajny i spokojny powrót do domu. Gdyby nie zagięcie o Dorotkę to byłoby może nawet ze 2km mniej na liczniku. Widzę, że zaprawa z Bieszczad daje efekty. Podjazdy pod górki robię teraz na "dwójeczce" z przodu, kiedy wcześniej robiłem je na "jedyneczce". Ciekawe jak długo utrzyma się efekt górski :-) Nawet te 10% na Dorotkę wjechałem na "dwójce" w ogóle się nawet nie spinając. Piękna sprawa taki rozruch po górach.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
19.09km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start o 6:09. Po wyjściu na zewnątrz jedna myśl: cieplusio :-) Lekki wiaterek, dużo słońca. Bajkowa pogoda na dojazd do pracy. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Wszystko dziś na trasie współpracuje, światła, szlabany, ronda. W Parku Hallera jestem na tyle wcześnie, że poważnie zrzucam z tempa a i tak na mecie jestem z zapasem prawie 10 min. Bardzo przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy jeszcze bardziej cieplusio. Normalnie w takich warunkach jeździ mi się rewelacyjnie ale dziś mi jakoś nie podeszły. Może trochę za sprawą intensywnego, i na finiszu męczącego, dnia w pracy. Wracam w tempie spacerowym przez Mec, Środulę, Stary Będzin, ścieżkę małobądzką w stronę Nerki. Przy Biedronce obok Nerki przyuważam nowe arty na ściankach więc zawracam i staczam się w ich kierunku focąc większość. Niektóre nawet całkiem fajne ale ogólnie te z pierwszych w tym miejscu robiły jakoś większe wrażenie. Po tym małym spowolnieniu przetaczam się przez Zamkowe do lasku grodzieckiego i dalej na światła na "86" w stronę Gródkowa. Za centrum Lidla skręcam w teren do lasu gródkowskiego i bokami dalej przebijam się w stronę domu. Właściwie całą drogę przeciągnęła mnie tylko świadomość, że w lodówce stoi zimne piwo w ilościach wystarczających by się kompletnie zaprawić jeśli by mi przyszła tylko taka fantazja. Ostatecznie wystarczyło jedno ale za to weszło jak mało kiedy :-]
Link do pełnej galerii
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
9.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
20.19km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Chyba zadziałało to, co mówiłem na wypadzie w Bieszczady, że mamy się tam tak wyrypać, żeby chciało się wracać do pracy :-) Dziś start przebiegł sprawnie i na kołach jestem o 6:08. Warunki bardzo dobre. Słonecznie, lekki wiaterek, temperatura może nie za wysoka, powiedziałbym, że rześko ale przyjemnie. Spokojnie można jechać "na krótko". Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na drogach spokojnie. Do pracy zataczam się bez sensacji i przygód z zapasem czasu około 5 min. Bardzo przyjemny dojazd do pracy.
Wychodząc z pracy stwierdzam, że jest milusio ciepło. W sam raz na powrót terenowy bo w lesie powinno być deczko chłodniej. Tak więc od razu skręcam za PKM i przez las zagórski (z pokrzywową chłostą) przebijam się w stronę przejazdu pod DK "94" przy ul. Starocmentarnej. Potem standard przez Most Ucieczki na Zieloną i szlak czarny rowerowy do Łagiszy. Tam na drugą stronę w terenową dróżkę wzdłuż torów i do przejazdu pod DK "86". Przez Stachowe szlakiem pod ośrodek zdrowia w Psarach i terenem na granicy z Malinowicami w stronę Strzyżowic. Ostatni kilometr asfaltem do domu. Przyjemny i bardzo spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
33.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:37
-
VAVG
20.41km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś miałem straszne niechcenie na wstawanie. W efekcie wygrzebałem się do wyjazdu dopiero na 6:15. Czasu mam na styk więc kręcenie obowiązkowo bez ociągania. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowa Górniczą. Jedzie mi się zadziwiająco dobrze i płynnie. Światła współpracują całkiem nieźle. Żadnych ekscesów po drodze. Na miejscu mam zapas 5 min. Przyjemny dojazd do pracy.
Czas rozpocząć długi weekend. Najlepiej jak najszybszym dojazdem do domu. Kręcę powrót przez Mec, Środulę, Będzin, lasek grodziecki i Gródków. Po drodze, na zjeździe terenowym wpadam na piasek ubity przez traktor i gdzieś ucieka mi przednie koło. Akcja toczy się w stronę krzaków i tam też kończy porysowaniem lakieru na prawej ręce i nodze. Niegroźnie. Zniechęca mnie to jednak do szarżowania po terenie. Spokojnie wytaczam się przez pola na "913" i niespiesznie zajeżdżam do domu. Fiknięcie zrzucam na karb zmęczenia. Drogę znałem, wiedziałem, że tam jest piach i wiele razy jechałem ten kawałek bez problemów. Dziś coś nie poszło jak należy. Poza tym całkiem przyjemny i spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
20.19km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieranie się idzie mi tak średnio składnie i wyruszam dopiero o 6:12. Słonecznie. Względnie ciepło. Lekki wiaterek. Kręcę standard przez Łagiszę i centrum Dąbrowy Górniczej. Przejazd spokojny i bez sensacji w granicach okna przelotowego. Na mecie z zapasem 5 min.
Z pracy wytaczam się z niezłym poślizgiem. Wychodząc odruchowo macam kółka czy mają dość luftu. Wydało mi się, że na tyle minimalnie jest mniej niż w przodzie więc zdecydowałem się nieco dobić. Podczas tej czynności znów wyrywam wentyl z dętki. Chyba jakaś felerna partia bo w drodze w Bieszczady też dokonałem takiego wyczynu. Zakładam zapas i dopiero wtedy mogę ruszyć w drogę.
Jest tak sobie. Niby da się na krótko jechać ale wiatr nie jest zbyt ciepły i wieje zdecydowanie z kierunku niesprzyjającego. Kręcę niespiesznie w stronę Zielonej i dalej terenem przez czarny szlak do Łagiszy. Tam na drugą stronę jezdni i dalej terenem w stronę Gródkowa i Psar. Przy okazji mam możliwość podziwiać powstające drugie centrum logistyczne, to bliżej Sarnowa. Jutro chyba zakręcę na Dorotkę zobaczyć jak to z dala wygląda na tle Lidl-a. Z terenu wypadam niedaleko remizy strażackiej w Psarach i do domu dotaczam się już asfaltem. Jeszcze tylko drobne serwisy przy rowerze typu wymiana szybkozamykacza z przyczepkowego na zwykły, smarowanie amorów i czyszczenie sztycy z błota. Trzeszczenie doprowadzało mnie do szału całą drogę dojazdową i powrotną.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
39.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Powrót do rzeczywistości. Szarej. Zbieram się w miarę sprawnie i wytaczam na koła 6:07. Na jezdni ślady opadu. Na niebie dywan chmur. Lekko wieje. Temperatura słaba. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. W Łagiszy pojawiają się kropelki i stopniowo przyspieszają aż do centrum Dąbrowy Górniczej. Za Parkiem Hallera nieco opad słabnie ale towarzyszy mi do samego końca jazdy. Jechało mi się dziś raczej słabo choć zmieściłem się w czasie. Mam nadzieję, że potem będzie cieplej. Rano termiczna nędza jeśli brać pod uwagę fakt, że jest czerwiec.
Po pracy warunki są o niebo lepsze niż rano. Ciepło. Wiatr z zachodu. Chmurki i dużo słońca. Trochę jakby przed burzą ale jeszcze nie tak zaraz. Ruszam przez Mortimer i Reden. Na zjeździe pod "94" ze Starocmentarnej o mało co a by mi drogę zajechał kurier Poczty Polskiej jadący w tunelu autobusu skręcającego na Strzemieszyce. Ja zrobiłem kreskę on po hamplach i skończyło się tylko na nieco podniesionym ciśnieniu i jednej "urwie". Reszta drogi bez przygód przez Zieloną, czarny szlak do Łagiszy i Sarnów. W domu zostawiam plecak, zapinam sakwy i kręcę standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana po wsad nie tylko do lodówki. Potem już statecznie, z balastem, staczam się do domu. Na południowym zachodzi wisi czarna chmura ale ostatecznie opad się nie pojawia.
Wyłazi trochę zmęczenie po wyrypie. Do tego brakuje tego pędu na zjazdach. Patrzę czasem z nadzieją na licznik ale jak dobije do marnych 40km/h to już dużo i to czasem trzeba się nakręcić. A w górkach wystarczyło puścić klamki i 55 bez kręcenia. Eeeehh...
Kategoria Praca
DPODZD
-
DST
67.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
03:38
-
VAVG
18.44km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ku mojej radości dziś spokojnie można kręcić na własnych kołach do pracy. Zbieram się średnio sprawnie i rozpoczynam jazdę o 6:11. Jest całkiem przyjemnie. Dużo słońca, lekki wiaterek, prawie ciepło, suche jezdnie. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Po drodze drobne spowalniacze w postaci świateł i szlabanu ale nie ważą jakoś specjalnie na czasie przelotu. Bez sensacji i podnoszenia ciśnienia docieram na miejsce z zapasem 5 min.
Po pracy umówiony jestem z Krzyśkiem i Tomkiem na pokręcenie po okolicy. Warunki niezłe do jazdy ale jak słoneczko przesłonią chmury to ciepła jakoś nie czuć. Trochę wiaterku. Ogólnie ujdzie choć brak upałów, które rzekomo miały być. Kręcę na Zieloną standardową drogą przez Mec, Reden i Most Ucieczki. Docieram do celu z 10 minutami spóźnienia. Chłopaki czekają. Powitanie, małe zakupy i ruszamy w drogę. Na początek asfaltem na Marianki i wzdłuż Pogorii 4 do Wojkowic Kościelnych. A potem zaczyna się gięcie. Jedziemy na szlak rowerowy do Siewierza korzystając jednak tylko z jego początku. Potem wspinamy się pod wiatrak i terenem zjeżdżamy do świateł w Podwarpiu. Przebijamy się na zachodnią stronę "86" i kręcimy na Hektary i do brzegu zbiornika przeczyckiego. Stamtąd na podjeździk do Toporowic i na małą ściankę pod cmentarz w kierunku na Goląszę Górną. Przy tablicy odbijamy w teren i bujamy się nim aż do szkoły w Dąbiu. Potem asfalt do Chrobakowego i mały objazd przez las w stronę "86" i nawrót przy szlabanie na betony do Malinowic. Asfaltem dotaczamy się pod stadion Iskry Psary gdzie po chwili rozmowy żegnam się z chłopakami. Oni kręcę w stronę Sarnowa a ja wracam prosto do domu. Tu zarzucam sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Fajnie się jechało, fajnie gadało ale trochę mnie to kręcenie wymęczyło.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
18.89km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch odbył się dziś sprawniej i w drogę wytaczam się o 6:10. Pochmurno. Trochę wieje. Jezdnie miejscami mokrawe. Z nieba padają kropelki niezbyt istotne dla przebiegu akcji. Kręcę standard jak wczoraj. Czasy pośrednie dobre ale tracę trochę na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej bo szlabany opuszczone przed pociągiem KŚ. Po wjechaniu do centrum D. G. kropelki przyspieszają zauważalnie. W centrum Zagórza nieco opad słabnie. Na miejsce zataczam się z rezerwą około 5 min. W butach, o dziwo, dość sucho więc wygląda na to, że ten deszcz bardziej straszył jak moczył. W sumie, przyjemny dojazd do pracy. Mam nadzieję, że prognoza ICM-u się sprawdzi i do domu uda się wrócić na sucho.
W ciągu dnia trochę popadało. Potem zaczęło wiać. Na wyjściu warunki są takie, że czuć spadek temperatury i zauważalny wiatr zdecydowanie niepomagający. Wszystko to nie zachęca do objazdów. Wracam bez większego ciśnienia najkrótszą drogą przez Mec, Środulę, Będzin i Grodziec. Po drodze bez sensacji.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:38
-
VAVG
22.04km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wyjazd znów na krawędzi okna przelotowego - 6:15. Na szczęście jest stosunkowo ciepło. Słoneczko trochę niewyraźne na początku. Lekko wieje i to chyba z kierunku niewłaściwego. Kręcę standard przez Zieloną i centrum Dąbrowy Górniczej. Światła dziś znów współpracują wzorowo. Nie muszę też stać na szlabanie przy "dworcu" w D. G. Ogólnie bardzo sprawny i spokojny przejazd do pracy. Na miejscu jestem z zapasem 3 min.
Powrót dziś zupełnie bez ociągania. Motywatorem było zaciemnienie nieba na południu i południowym wschodzie, co w połączeniu z prognozą ICM-u dało mi lekkiego speeda. Kręcę przez centrum Zagórza, Mortimer, Reden (gdzie zahaczam o ścianę płaczu) i dalej pod Most Ucieczki. Stamtąd na Zieloną i czarnym szlakiem do Łagiszy. Tu powrót na asfalt i przez Sarnów prosto do domu. Spokojnie, przyjemnie, ciepło. Tylko kilka razy po drodze drobne kropelki sprawiały, że mocniej deptałem na pedały. Udało się dotrzeć do domu na sucho. Na horyzoncie już pojawiło się kilka zygzaków a w powietrzu przetaczały się gromy. Miejscami jezdnia była mokra więc tu i ówdzie musiało trochę popadać.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
20.77km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch dość wczesny ale opóźniony przez sarenki. Przy śniadaniu przyuważyłem dwie buszujące po polu i tak mnie wciągnęło obserwowanie i focenie, że zrobiła mi się obsuwa czasowa. Ostatecznie wytaczam się o 6:17. Jest całkiem przyjemnie. Spodenki na krótko, lekka bluza z długim rękawem i termicznie jest całkiem ok. Kręcę bez ociągania ale jeszcze też bez większego ciśnienia standard przez Łagiszę i centrum Dąbrowy Górniczej. Jestem cały czas na krawędzi okna przelotowego. Na Alei Róż i na Mortimerze jednak światła współpracują idealnie bo przejeżdżam je bez zatrzymywania. To pozwala zmieścić mi się w limicie czasowym. Na finisz zataczam się z rezerwą 60 sekund.
Po pracy przyjemniej niż rano ale bez szału. Trochę wieje, trochę chmurek, trochę słońca. Nie ma na co narzekać. Kręcę powrót umiarkowanym tempem przez centrum Zagórza, Mortimer, Reden, Most Ucieczki, Zieloną, Preczów i Sarnów. Po drodze postój u weterynarza i w piekarni. Przyjemny i spokojny powrót.
Kategoria Praca






















