Praca
| Dystans całkowity: | 115553.00 km (w terenie 6305.00 km; 5.46%) |
| Czas w ruchu: | 6081:56 |
| Średnia prędkość: | 19.00 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2945 |
| Średnio na aktywność: | 39.25 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
18.15km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
O całą minutę poprawiam dziś godzinę startu - 6:01. Warunki raczej wymagające. Temperatura, co prawda, znacznie na plusie (tak około +6 bym powiedział) ale za to silny wiatr i na początku dość konkretny deszcz. Dobre w tym wszystkim to, że wiatr mniej więcej z zachodu czyli do pracy pomagający. Kręcę jak wczoraj przez Gródków, Łagiszę, Zieloną, centrum Dąbrowy Górniczej. Jedzie się nawet nieźle. Tylko w butach stopniowo robi się coraz chłodniej. Na finiszu, który czynię z zapasem 8 min., stwierdzam nieco nasiąknięte skarpetki ale bagna w butach jeszcze nie było czyli jest ok. Jakoś zupełnie nie musiałem ze sobą walczyć by dziś rowerkiem pojechać. Właściwie, to dojazd rowerkiem był oczywistą oczywistością.
W ciągu dnia opady nieco ustały. Przy starcie coś tam kapało ale tak nieistotnie, że zupełnie nie zwróciłem uwagi, w którym momencie przestało zupełnie. Wracam przez centrum Zagórza w stronę Dąbrowy Górniczej, gdzie zahaczam o ścianę płaczu. Potem pod Most Ucieczki i na bieżnię przy P3. Tutaj znikomy ruch, głównie biegacze i spacerowicze. Dotaczam się do Świątyni Grillowania i dzikim skrótem, który ma niedługo być przerobiony na całkiem legalny, przenoszę się na kawałek bieżni przy P4. Potem Preczów, Sarnów i do domu. Jakieś 2km przed finiszem wyprzedza mnie szoska. Na podjeździe chwilę jeszcze utrzymuję równe z nią tempo ale na prostej człowiek staje na pedałach i widzę jak mi odchodzi. Latem może bym powalczył ale dziś nie miałem najmniejszego zamiaru. Za zimne powietrze do wciągania do płuc i za bardzo wychłodzone mięśnie nóg by szaleć. Końcóweczka spokojnie. Przyjemny powrót do domu, którego nie zepsuło zauważalne zmęczenie po wymagającym dniu w pracy.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
37.00km
-
Czas
02:16
-
VAVG
16.32km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zaczyna się opóźnianie startu. Dziś ruszam 6:02. Na wyjściu już zapala się czerwona lampka bo czuję pod butami zmrożoną trawę. A miało być na plusie. Trzysta metrów dalej, na najbliższym skrzyżowaniu, widzę "solniczkę". Zdecydowanie trzeba będzie uważać. Miejscami jezdnie błyszczały się bardzo dwuznacznie. Kręcę dziś przez Gródków, Łagiszę i Zieloną. W sumie warunki na jezdni nie były tragiczne ale trafiały się strefy chłodniejsze, gdzie widać było zmrożone kałuże. Kółko uciekło mi raz jak skręcałem z ul. Robotniczej w Limanowskiego w Dąbrowie Górniczej. Na szczęście udało się to opanować. Jednak przez to, że jechałem bardzo ostrożnie, jechałem też niezbyt szybko co przełożyło się na 3 minuty spóźnienia. Odczuwalnie było raczej nieco poniżej zera. Chyba wolałem już wczorajszą jazdę w lekkim opadzie. I cieplej, i bezpieczniej.
Powrót z minimalnym wygięciem. Z pracy jadę do centrum Zagórza, dalej w stronę Makro i do Decathlonu zaopatrzyć się w nowe podkowy. Potem przez Środulę i Stary Będzin dotaczam się do ścieżki rowerowej w stronę będzińskiej nerki. Reszta powrotu przez Zamkowe, Grodziec i Gródków. Część trasy po zachodzie słońca ale jeszcze przy niezłej widoczności. Na powrocie zauważalnie wzmógł się wiaterek, który pewnie Darkowi będzie pomagał w drodze powrotnej z Gliwic do Katowic, bo mnie on w kilku miejscach zmusił do niezłej walki. Ale i tak jechało się przyjemnie. Na szybkości mi nie zależało, wręcz delektowałem się ślimaczym tempem :-) I zupełnie też nie przeszkadzało to, że czasem coś tam pokapało albo poleciało spod kół. Jak na luty to warunki do jazdy prawie rewelacyjne. Czasem miałem wrażenie, że ludzie mieli problem ze zrozumieniem tego co widzą, czyli rowerzysty w lutym :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
16.59km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start, pomimo usiłowań, jak wczoraj czyli o 6:00. W nocy padało i to dość konkretnie ale już na wyjściu tylko drobniutki, niegroźny deszczyk. Za to dawał się we znaki wiatr. Wg ICM-u dmuchało z kierunku południowo-zachodniego i w praktyce dawało się to odczuć bo jak tylko obrałem kierunek na Gródków przestałem odczuwać podmuchy na twarzy. Temperatura zdecydowanie dodatnia. W sumie, jak na luty, całkiem dobre warunki do jazdy. Kręcę dziś kolejno przez Gródków, Łagiszę, Zieloną i centrum Dąbrowy Górniczej. Na jezdni sporo wody. Na nowo trzeba uczyć się geografii dziur, których po zimie znów przybyło. Jadę niezbyt spiesznie by się nie uflejać zbytnio i nie zagotować. Na Zagórzu jednak polowanie na mamuty trwa dalej tylko pułapki przesunęły się bliżej DorJan-a więc daruję sobie ścieżkę rowerową. Na miejsce docieram z zapasem 5 min. Całkiem przyjemny dojazd do pracy.
ICM wieszczył nieciekawy powrót. O 14:00 za oknem padało dość mocno. Jednak już o 15:00 warunki zrobiły się całkiem jezdne. Jezdnie, co prawda, mokre ale za to opad prawie żaden, a i wiatr nie jakiś strasznie huraganowy. Nie kuszę jednak losu i wracam maksymalnie krótką trasą przez Mec, Środulę (gdzie muszę przebić się przez 2 rozlewiska - jedno pod mostem przy cmentarzu i drugie przy samym cmentarzu), Stary Będzin, ścieżka do nerki, chodnik do fabryki domów i Gródków. Przez chwilę myślałem żeby zagiąć przez Sarnów ale ostatecznie dałem sobie spokój. Za przejazdem kolejowym w Gródkowie odbijam w stronę remizy strażackiej w Psarach by uciec od dość intensywnego ruchu powrotnego na "913". Tempo raczej niespieszne, takie by spokojnie dać sobie radę z wiatrem w twarz i przy okazji się nie zagotować. W sumie przyjemny powrót do domu. Zresztą, który powrót nie jest przyjemny :-) Prognoza na jutro obiecuje, że rano będzie całkiem ok.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
37.00km
-
Czas
02:27
-
VAVG
15.10km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Momentami żałowałem, że dziś wybrałem się do pracy na rowerze. Ale tylko momentami, w których miałem na swojej drodze połacie lodu. Ruszam równo o 6:00. Przed domem jezdnia w ładnym stanie pomimo tego, że przy gruncie zdecydowanie poniżej zera. Za to powietrze dość ciepłe. Bez wiatru i już widać, że noc jest w odwrocie. Do Gródkowa jedzie się przyjemnie. Dopiero przy podstawówce wpadam z rozpędu w oblodzoną koleinę. Strach zrobić cokolwiek. Na szczęście udaje mi się to jakoś przebrnąć, ale jadę dalej z duszą na ramieniu bo do świateł przy "86" mam lekki spadek, a asfalt oszroniony i miejscami wyślizgany. Przy światłach lodowisko. Potem jeszcze lodową pułapkę widzę na skrzyżowaniu przy fabryce domów w Łagiszy, ale tu już mogę przerzucić się na chodniki, które dają lepszą przyczepność bo sporo na nich piachu i zdecydowanie mniej zamarzniętej wody. Przebijam się nimi przez cały Będzin w stronę izby wytrzeźwień i dalej na Środulę. W Sosnowcu chyba cieplej bo jezdnie są przeważnie mokre. Do celu docieram równo na 7:00.
Powrót z pracy w kierunku Dąbrowy Górniczej. Testuję ścieżkę przy Braci Mieroszewskich. Większość dołów z czasu polowania na mamuty zasypana ale widać, że się toto pozapada. Największy dół jednak dalej straszy. Kręcę bez specjalnego ciśnienia, właściwie to nawet spacerowo. Jest cieplej niż rano ale do moich ulubionych warunków jeszcze daleko. Poza tym zawiewa niezbyt ciepłym powietrzem mniej więcej z południowego zachodu. Toczę się na bieżnię przy P3 i potem na bieżnię przy P4. Stamtąd standardem przez Preczów i Sarnów do domu. Tu zostawiam plecak, zapinam sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z zaopatrzeniem szybki powrót do domu już po zachodzie słońca ale jeszcze za jasności. Po drodze lekki dół energetyczny na P4 zmuszający do wciągnięcia extra kalorii. Dobrze wrócić na koła ale jednak coś niezbyt na razie mi to idzie.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
37.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
18.66km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pierwszy wyjazd do pracy w tym roku udaje mi się przeprowadzić dość sprawnie. Startuję równo o 6:00. Zauważalnie wieje. Wg ICM-u z południowego zachodu. Jezdnie suche. Temperatura zdecydowanie poniżej zera. Kręcę standard przez Preczów. Pusto, spokojnie. Jedzie się bardzo przyjemnie. Na miejsce docieram z zapasem 4 min. Nieco zmarznięte dłonie i stopy. Po południu ICM zapowiada lekkie opady śniegu. Jeśli się sprawdzi, to pewnie jutro znów przesiądę się na zbiorkom :-(
W ciągu dnia zaczęła sprawdzać się prognoza ICM-u, tzn. zaczął padać śnieg. Nim wyszedłem wszystko było już przykryte centymetrową warstwą i ciągle trochę dosypywało. Ruszam w stronę centrum Zagórza i dalej do Dąbrowy Górniczej trzymając się, gdzie to tylko możliwe, chodników i ścieżek. Tempo spacerowe. Dalej jadę na bieżnię wzdłuż Pogorii 3 i przeskakuję przy Świątyni Grillowania na bieżnię przy Pogorii 4. Stamtąd wracam na swoje ślady poranne wiodące przez Preczów i Sarnów do domu. W Preczowie napotykam jedynego dziś pacana za kierownicą (biały suv Mercedesa). Od "86" w gębę cały czas lekko prószący śnieżek.
Jutro definitywnie zbiorkom. To, co jest na drogach, za chwilę pewnie posolą i wtedy to się już całkiem popieprzy. Choć muszę przyznać, że na świeżo spadłym śniegu przyczepność była całkiem niezła. Tylko raz mi gdzieś kółko chciało uciec.
Kategoria Praca
DPDNZ
-
DST
41.00km
-
Czas
02:23
-
VAVG
17.20km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start dziś minimalnie później - 6:04. Wychodząc na zewnątrz mam wrażenie, że jest cieplej pomimo widocznego na trawie szronu. Próba hamowania wypada dobrze. Dziś jeszcze bardziej pusto na drogach niż przez ostatnie dni. Podejrzewam, że niektórzy chyba wzięli wolne i rozpoczęli trening do Sylwestra ;-) Wrażenie ciepłego powietrza znika po przekroczeniu "86" i zjazd za kościół w Sarnowie. Tam też widać w powietrzu więcej wilgoci. Wszystko to sprawia, że temperatura odczuwalna jest dość niska. Wrażenie zimna w palcach stóp i dłoni to potwierdza. W sumie jednak na mecie nie jestem jakoś tragicznie wychłodzony za to o kilka minut później niż wczoraj ale jeszcze nie spóźniony. Mimo wszystko przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy spokojnie kręcę powrót przez Mec, Środulę, Będzin, Grodziec i Wojkowice. Wygląda na to, że odcinek ścieżki rowerowej biegnący od osiedla Zamkowe do browaru w Grodźcu będzie za jakiś czas połączony z tym, który biegnie od grodzieckiej Biedronki do Wojkowic. W kilku miejscach są już namalowane przejazdy przez jezdnię i powoli widać przygotowania do robót ziemnych. Super. W domu zostawiam plecak, zarzucam na Błękitnego sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Końcówka już w ciemnościach.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
19.64km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Procedura przedstartowa przebiega sprawnie i ruszam o 6:02. Warunki na drodze są jeszcze lepsze niż wczoraj. Resztki wody i lodu gdzieś zniknęły i próba hamowania przed domem wypada bardzo dobrze. Wiaterek znacznie zelżał, zrobiło się też zimniej. Kwalifikuję jednak te warunki do całkiem niezłych, jak na tą porę roku, i całkowicie zdatnych do jazdy. Do pracy kręcę wariant przez Sarnów i Preczów. Przejazd spokojny i całkiem przyjemny. Na Zielonej widzę dziś jedynego po drodze rowerzystę. Machamy sobie końcówkami górnymi w pozdrowieniu. Na miejscu jestem z zapasem 4 min. Palce u stóp i rąk nieco wychłodzone ale ogólnie jest dobrze.
Z pracy wyjeżdżam podobnie jak wczoraj, wcześnie i sprawnie. Kręcę krótką trasą (przez Mec, Środulę, Będzin, Grodziec i Gródków) prosto do domu. Jest nieco poniżej zera. Wiaterek mało zauważalny. Tempo mam jednak spacerowe bo staram się utrzymać stan równowagi między oddychaniem, poceniem i podawaniem nóg. Jakoś się udaje i do domu docieram na kilka minut przed 16:00. Przyjemy i spokojny powrót do domu. Jedynie końcówka na "913" od Gródkowa do Strzyżowic bardziej ruchliwa ale bez niebezpiecznych akcji.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
19.12km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zamierający orkan "Barbara" nieźle podsuszył jezdnie i pomimo tego, że spadła temperatura nieco poniżej zera warunki do jazdy były o poranku całkiem dobre. Próba hamowania przed domem wypadła doskonale. Mimo tego podszedłem jednak do jazdy asekuracyjnie. W drodze okazało się, że to było dobre posunięcie bo były miejsca gdzie jezdnia odbijała światło latarń bardzo dwuznacznie. Przełożyło się to też na czas przejazdu. Kręcę spokojny wariant przez Sarnów i Preczów na Zieloną. Ruch na drogach wciąż niewielki. Dojeżdżam na miejsce bez ekscesów z zapasem 4 min.
Z pracy postarałem się wygrzebać tak szybko jak tylko było to możliwe by maksymalnie dużą część drogi powrotnej przejechać przy świetle dziennym. Temperatura zdecydowanie poniżej zera i do tego zauważalny wiatr (18km/h wg ICM-u) z kierunku głównie północnego. Kręcę raczej spokojnie w stronę Mecu i dalej przez Środulę do Będzina. Od nerki zamierzałem początkowo jechać przez Zamkowe w stronę Grodźca ale ostatecznie jednak zdecydowałem się na kierunek do Łagiszy i Sarnowa by wrócić końcówkę po własnych śladach. Powrót spokojny, niezbyt spieszny, nawet przyjemny mimo wiatru i chłodu. W domu jestem ciut po 16:00 czyli po zachodzie słońca, który zastał mnie formalnie w Sarnowie, ale jeszcze za względnej jasności. Warunki raczej nie zachęcały do czynienia większych objazdów.
Kategoria Praca
DPDNZ
-
DST
40.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Prognozy ICM-u dawały nadzieję na dojazdowe warunki o poranku. Rzut oka za okno potwierdza wróżby. Wytaczam się o 6:07. Wiatr z zachodu jest dość mocny ale jeśli faktycznie wszystko ICM-owi na dziś wyjdzie to będzie jeszcze mocniejszy. Na razie mi nie przeszkadza. Większość drogi mam go w plecy lub z prawej strony. Kręcę przez Sarnów i Preczów na Zieloną i dalej do Dąbrowy Górniczej. Po drodze ruch raczej niewielki. Rowerzystę widziałem dziś tylko jednego. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut. Całkiem przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Prognozy sprawdziły się co do joty. Około 14:30 nadciągnęła w okolice Zagórza ołowiana chmura, z której poleciało wszystko, co z chmury mogło polecieć. Chwilę przed 15:00 było już całkiem nieźle. Wracam na kierunek Dąbrowy Górniczej tylko tym razem zaginając przez Starocmentarną i dalej w stronę Mostu Ucieczki. Potem już spokojnie na bieżnię przy P3, Świątynię Grillowania, kawałek wzdłuż P4 i wracam na poranny kurs przez Preczów i Sarnów. Do domu zataczam się już po zachodzie słońca ale jeszcze nie za całkowitych ciemności. Większość drogi to walka z orkanem "Barbara". Szczęśliwie na naszej szerokości geograficznej wiatr nie był już tak dokuczliwy i na młynkach spokojnie dało się jechać blisko 20km/h. Może szału nie ma ale jechało się nieźle. Przez moment tylko naprzykrzały się kropelki.
W domu odstawiam Rzeźnika, wytaczam Błękitnego i zarzucam na niego sakwy. Standardowym dojazdem dotaczam się do wsiowego Lewiatana. Z zaopatrzeniem prosto do domu znów w kropelkach. Plus taki, że obładowany tył świetnie trzyma kierunek na wiatr. Niestety dało się na finiszu odczuć znaczny spadek temperatury. Jeśli wiatr nie przesuszy jezdni to rano będzie zdradziecka szklanka. Na chwilę obecną zakładam dojazd zbiorkomem po cichu licząc jednak na to, że uda się go uniknąć.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
36.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
16.36km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pierwszy dojazd rowerem do pracy w grudniu. Straszna porażka ten miesiąc. Miało być dziś powyżej zera czyli znośne warunki rano. Teoretycznie było ale jezdnie nie do końca były tylko mokre. Miejscami asfalt odbijał światło latarni jak od powierzchni zmrożonej. Z tego też powodu wyjazd o 6:08 okazał się przyczyną nielichej obsuwy na mecie. Kręciłem standardowo przez Sarnów i Preczów bardzo zachowawczo. Punkty pośrednie zaliczane po czasie. Dodatkowo zatrzymuje mnie jeszcze pociąg KŚ na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej. Ostatecznie na miejscu mam stratę 13 min. Mam nadzieję, że przez dzień trochę się ociepli i powrót będzie się lepiej kręciło.
Z pracy zbieram się dziś dość szybko i jadę bez gięcia przez Mec i Środulę do Będzina, do centrum ubezpieczeniowego. Czas przedłużyć OC na rowerek. Niestety dziś nie załatwię sprawy bo coś się pozmieniało w oprogramowaniu PZU. Czeka mnie jeszcze jedna wizyta jak zadzwonią, że już polisa gotowa. Wychodząc z ubezpieczalni nadziewam się na drobny deszczyk. Towarzyszy mi przez kilkaset metrów i znika. Dalej kręcę przez Zamkowe na ścieżkę do Grodźca. Miejscami przez chwilę pojawia się drobny opad. Na szczęście jest powyżej zera i nie zamarza. Trochę zawiewa z południowego zachodu i czasem muszę z tym wiaterkiem nieco powalczyć. Tempo mam raczej spacerowe. Jakoś źle mi się jedzie w tych ciemnościach. Do domu zataczam się bez większych sensacji. Dobrze było znów zakręcić ale chyba zmienię tryb rowerowania na weekendowy. Do pracy zbiorkomem a w sobotę i niedzielę, jeżeli pozwoli tylko pogoda, coś po okolicy, może w terenie. No chyba, że zrobi się ładnie sucho na jezdniach.
Kategoria Praca






















