Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPDZD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
19.47km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie jest dobrze na starcie. Co prawda ICM ostrzegał, że może popadać, ale miałem nadzieję, że to się nie sprawdzi. Pada drobny deszczyk, wieje dość mocno z zachodu. Mimo tego w ogóle nawet nie myślałem o zbiorkomie. Ruszam o 6:07. Jedzie się bardzo przyjemnie. Gdzie mogę, to wbijam na chodnik zwłaszcza, jeśli jest zrobiony z kostki. Jest na nich bardziej sucho niż na jezdniach. No i ciut bezpieczniej. Zakładam już na starcie, że przejazd będzie wolniejszy ale chyba ten wiatr jednak nieźle pracował, bo punkty pośrednie zaliczam w bardzo dobrym czasie. Droga standardowa przez Łagiszę i centrum Dąbrowy Górniczej. Gdzieś w okolicach Zielonej przestaje padać ale w butach już nie jest sucho więc mi to większej różnicy nie robi. Na miejscu jestem z zapasem około 10 min. Całkiem przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Powrót to jazda pod wiatr. Nie walczyłem bo to nie miało najmniejszego sensu. Zależało mi jedynie by sprawnie i bez objazdów wrócić do domu bo są plany na później. Kręcę przez Mec i Środulę do Starego Będzina. Stamtąd na ścieżkę przy Małobądzkiej i nią do nerki. Potem przez Zamkowe na ścieżkę do Grodźca. Na wylocie z ul. Mickiewicza pojawia się jakiś młodzian z ewidentną potrzebą pościgania się. Mnie nie specjalnie się chce ale patrzę czego dokona. Rusza ostro pod górkę. Chyba jednak nie odkrył jeszcze potencjału przerzutek i jazdy wysokokadencyjnej bo ciśnie siłowo aż kolana chodzą mu na boki. Wrzucam łańcuch na większe zębatki i ruszam na młynkach pod górę. Nawet nie wiem kiedy go gubię. Spokojnie jadę do Gródkowa i stamtąd do domu. Tu odstawiam Rzeźnika i wrzucam sakwy na Srebrnego. Kręcę standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu. Przyjemna jazda powrotna. Było trochę słońca.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
19.16km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Trudno powiedzieć, czy dzisiejsze warunki startowe są lepsze. Na pewno inne niż wczoraj. Chyba mniej wieje (albo z kierunku korzystnego). Na pewno jest chłodniej. Jezdnie są suche. Niebo pokryte chmurami, przez które próbuje się przedrzeć słońce. Startuję o 6:05. Jedzie się dobrze ale nieco wolniej niż wczoraj. Mimo tego czasy pośrednie mam bardzo dobre więc w centrum Dąbrowy Górniczej robię jeszcze wygięcie pod ścianę płaczu. Potem wracam na standardową trasę dojazdową. Na miejscu jestem z zapasem czasu. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Plan powrotny miałem inny od wykonu. Rano ujawnił się zgon baterii podtrzymującej zegarek w aparacie. Pracowała od nowości, a to już przynajmniej ze 2-3 lata. Tak więc powrót kręcę przez centrum Zagórza do Dąbrowy Górniczej. W centrum najeżdżam najpierw sklep elektroniczny. Tu niestety akurat potrzebnych mi baterii nie mają. Niedaleko jest jeszcze jeden z różnymi drobiazgami i tam udaje mi się nabyć CR1220. Od razu instaluję w aparacie i zapisuję ustawienia zegarka. Potem bocznymi uliczkami, mniej więcej równolegle do "910" kręcę aż do Hubertusa. Tu przebijam się na drugą stronę i chodnikami dokręcam do zjazdu na Ksawerę. Stamtąd kręcę w stronę mostu na Czarnej Przemszy i chwilę dalej na zakręcie odbijam w teren sprawdzić, czy da się tamtędy jeszcze przejechać w stronę Łagiszy. Da się. Przy okazji robię mini eksplorację sprawdzając "ślepość" jednego odbicia z tego skrótu. Na asfalt wracam przy elektrowni i kręcę kawałek trasy odwrotnie jak dzisiejszy dojazd. Potem na skrzyżowaniu przy Biedronce obieram kierunek na Sarnów. Na wlocie do Sarnowa zatrzymuję się na moment przy stadionie. Gmina szarpnęła się na postawienie budynku socjalnego do tego obiektu i właśnie trwają prace w tym zakresie. Info zaczytane z tablicy. Zaspokoiwszy nieco ciekawość dotaczam się asfaltem do świateł na "86" i przebiwszy się na zachodnią stronę tej drogi skręcam od razu w prawo w teren. Polami i lasem dokręcam do ośrodka zdrowia w Psarach. Przeskakuję na drugą stronę drogi do Malinowic i ciągnę dalej na zachód do Strzyżowic. Stąd już szybki zjazd do domu. Pogoda po drodze umiarkowanie przyzwoita. Dość zauważalny wiatr mniej więcej z zachodu. Nie za ciepło. Trochę słoneczka, które jednak nie daje rady podgrzać atmosfery jakoś zauważalnie. W sumie jednak całkiem przyjemny i bardzo spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
32.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
20.21km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start po deszczu o 6:08. Wieje w plecy. Cieplej niż wczoraj. Dziś na większym kole i to wszystko daje razem lepszy czas dojazdu. Trasa standardowa. Kilka razy mała niepewność co zrobią "kierownicy" po drodze ale obeszło się bez ekscesów. Na miejscu z zapasem 9 min. Impregnacja butów wytrzymała i w środku sucho więc dojazd całkiem ok.
Powrót bez gięcia i tempem spacerowym. Do wyginania nie zachęcała temperatura, a do pośpiechu wiatr z kierunku przeciwnego. Maksymalnie krótko do domu: Mec, Środula, Stary Będzin, Nerka, Fabryka Domów, Gródków. Dość spokojna jazda. Miejscami przyświecało słoneczko ale za ciepło nie było. Za to przynajmniej sucho. W sumie przyjemny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
19.83km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po dniu regeneracji aż chciało się jechać. Niestety temperatura nieco utemperowała ten zapał. Jest odczuwalnie tak, ze 2-3 stopnie. Bez wiatru, bez chmur za to sporo zamgleń. Startuję o 6:06. Już na pierwszym, lekkim podjeździe czuję, że nogom się nie podobają warunki termiczne i podają tak średnio. Tak więc nie cisnę tylko młynkuję. Trasa standardowa. Punkty pośrednie pozaliczane w dobrym czasie. W ostatniej chwili załapuję się na stanie przed szlabanem na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej. 15 sekund wcześniej i bym zdążył przed pociągiem KŚ. Potem seria świateł od Alei Kościuszki do Shella obok Expo Silesia i można dalej jechać bez przestojów. Na miejscu jestem z minimalnym zapasem czasu. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy. W sumie tylko jedna "urwa" poleciała. Znów na dojeździe do Robotniczej od strony Zielonej. Wyprzedzało mnie czerwone Clio (SD 17026) mając z przeciwka nadjeżdżający samochód. Zamiast zwolnić to "kierownik" jeszcze depnął i na chama się przepchnął. Mnie, co prawda, objechał z zapasem ale temu z przeciwka wiele miejsca na manewry nie zostawił. Zupełnie nie wiem po co się tak spieszył bo pewnie i tak stał potem na szlabanie przed pociągiem KŚ jeśli tylko skręcał w stronę centrum D. G.
Powrót z pracy w niemal letnich warunkach. Jest ładne słoneczko. Temperatura chyba bliska wieszczonej przez ICM czyli coś między +15 a +20. Niestety jest też trochę wiaterku i to zauważalnego. Na dodatek nie jest zbyt ciepły. Jednak i tak połowa ciuchów ląduje w plecaku a początkowo odczuwalny chłodek wiatru szybko przestaje dawać się we znaki po uprzedni zamłynkowaniu. Kręcę przez centrum Zagórza w stronę Redenu. Przystaję na chwilę niedaleko DorJan-a by nieco kapnąć smaru na łańcuch i ściągnąć nieco linki od hamulców. Już od jakiegoś czasu czuję mniejszą siłę hamowania. Powoli kończą się klocki. Muszę dorzucić do bagażu zapasowe bo następna utrata hamowania będzie oznaczała definitywny koniec obecnie pracujących. Potem już bez postojów kręcę przez Reden pod Most Ucieczki i dalej na bieżnię przy Pogorii 3. Jest trochę ludzie ale jeszcze bez tłumów i da się dość spokojnie i równo jechać. Potem przemycam się jeszcze dzikim przejściem obok Świątyni Grillowania na Pogorię 4 i stamtąd kręcę do Preczowa. Potem standard przez Sarnów do domu. Tu chwila dłuższa przerwy i robię potem standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Stamtąd prosto do domu i na dziś koniec jeżdżenia. Przyjemnie ale jeszcze nie te ciepełka co to je lubię. Niestety w nocy ma coś popadać i spaść temperatura więc jutro znów pełny komplet na długo :-/
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
17.56km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Udało się dziś pokręcić do pracy mimo tego, że prognozy były nieciekawe. ICM wieszczył opady na poziomie 1 mm więc uznałem, że powinno się dać jechać. Chyba mniej więcej się sprawdziło. Ruszam o 6:06. Lekko pada. Trochę wody w koleinach. Wiatr minimalny czyli poprawa w stosunku do wczoraj. Kręcę standard. Jedzie się nienajgorzej. Tylko kolana dostają nieco w kość. Wraz z kilometrami namakam coraz bardziej. Na finiszu, po dość spokojnym przejeździe, jestem z zapasem 1 min. W butach nieco morko ale do tragedii jeszcze daleko. Przebierając się w suche ciuchy czuję jak zaczyna odmarzać lewe kolano. Średnio zabawne uczucie.
Powrót też mi nie uszedł na sucho ale już też nie tak bardzo na mokro. Kapało większość drogi, raz mocniej, raz słabiej. Trochę też wiało z kierunku zachodniego ale bez porównania słabiej niż wczoraj. Kręcę powrót tą samą trasą co wczoraj. W ogóle dużo tego "jak wczoraj". Różnica mała taka, że staram się gdzie mogę jechać chodnikami. Jest na nich nieco bardziej sucho. Dzięki temu na finiszu w butach mam lepszą sytuację niż na porannym dojeździe. Przejazd spokojny i niespieszny. Na Pogoriach pusto. Jedna spacerowiczka, dwóch rowerzystów a tak to cała bieżnia moja.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
17.56km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
W nocy wiało i padało. Zastanawiałem się jak będzie rano, czy przypadkiem nie będzie trzeba się posiłkować zbiorkomem. Na szczęście na starcie jest całkiem przyzwoicie. Co prawda wieje konkretnie ale akurat z kierunku właściwego. Niebo zaciągnięte chmurami. Jezdnie schnące. Wytaczam się na asfalt o 6:08. Od razu czuję, że mnie wspomaga. Jedzie mi się bardzo dobrze choć czasy na punktach pośrednich mam jak wczoraj, przyzwoite jedynie. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Drogi spokojne i raczej pustawe. Zero zgrzytów. Na miejscu z 4 minutami zapasu. Po drodze kilka razy trafiłem na strefy chłodniejszego powietrza generalnie jednak umiarkowanie ciepło.
Powrót to walka. Kręcę spacerowo przez Reden na bieżnię przy Pogorii 3. Tam prawie całkiem pusto. Tylko jakieś koparki, nowy słup (chyba pod transformator) i grupka robotników kończąca pracę. Na samej bieżni spotykam dwóch rowerzystów, jedną rolkarkę i jednego wędkarza. Pogoda raczej zniechęca do wychodzenia. Za to ładny widoczek na zbiornik. Między Pogorią 3 i 4 dopada mnie zamieć z gradem. Przystaje na tamie P4 bo nie da się jechać. Tnie po twarzy jak diabli. Kurtka nasiąka błyskawicznie. Na szczęście opad szybko przechodzi. Ubieram jednak ekstra warstwę i kontynuuję kręcenie spacerowe do domu. Po drodze wychodzi słoneczko ale nie jest ani trochę cieplej. Do domu zataczam się zmachany niemożebnie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
32.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
18.46km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś straszne niechcenie na pociskanie a start minimalnie opóźniony. Ruszam o 6:08. Jest umiarkowanie ciepło. Trochę chmurek na niebie i ogólnie mniej przejrzyste powietrze. Droga standardowa. Spokojna. Słońce dziś ujawnia się wcześniej, już w okolicach Łagiszy-Pustkowia. Artystycznie rozmyte ładnie koloruje niebo.
Wychodzę z pracy z kurtką w plecaku. Po kilkuset metrach jednak ją ubieram. Niby słonecznie ale wiaterek jednak jest chłodny. Kręcę najkrótszą trasą przez Mec, Środulę (gdzie uprzejmy kierowca przepuszcza mnie przez potok samochodów zjeżdżających na osiedle), Stary Będzin, nerkę, Fabrykę Domów i Gródków do domu. Nie lubię na powrocie korzystać z "913" bo o tej porze jest tam duży ruch ale dziś nie mam ochoty na objazdy. Kręcę spacerowo byle tylko dociągnąć do domu. Mimo, że niespiesznie jestem równo z autobusem, którym bym dotarł do domu, gdybym wybrał zbiorkom.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
19.32km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start o 6:05. Dziś profilaktycznie poubierany na długo choć już nie w wersji zimowej. Jest tak sobie. Buty mogły być cieplejsze. Ostatecznie ujdzie. Kręcę standard przez Gródków, Łagiszę, Zieloną i Dąbrowę Górniczą. Droga spokojna. Czasy pośrednie w normie. Na miejscu z zapasem 4 min. W sumie przyjemny dojazd do pracy. Brakowało trochę słoneczka, które zobaczyłem dopiero na granicy Dąbrowy i Sosnowca, a i to tylko prześwitujące przez niewielkie dziury w chmurach.
Po pracy za oknem całkiem przyjemnie: słońce, trochę wiatru. Wychodzę w kurtce ale od razu chowam ją do plecaka bo bym się zagotował. W wietrze jest już nieco mniej ciepło ale od biedy ujdzie. Część drogi mam pod wiatr ale jedzie się całkiem dobrze. Kręcę przez Reden, bieżnię przy Pogorii 3, Pogorię 4 i dalej przez Preczów i Sarnów. Od Pogorii 4 wiatr już tak nie przeszkadza. W domu robię chwilę przerwy na rozprostowanie pleców, potem zabieram sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Powrót z balastem prosto do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
18.05km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jakoweś chmurki na niebie sprawiły, że dziś nieco dłużej szarówka trwała. Temperatura jeszcze nie za wysoka ale mimo tego odważyłem się na dojazd w krótkich spodenkach. Na miejscu stwierdzam, że trochę na to za wcześnie. Startuję o 6:03. Jedzie się dobrze choć mam wrażenie lekkiego podmuchu ze wschodu. Standard przez Łagiszę, Zieloną i centrum Dąbrowy Górniczej. Przelot spokojny i całkiem przyjemny. Jedynie nogi mówiły, że to jeszcze wciąż nie te fajne warunki do kręcenia. Na miejscu jestem z zapasem 7 min.
Wychodzę z pracy optymistycznie ubrany na krótko. Optymizm mija mi kiedy tylko schodzę ze schodów. Od razu wdziewam bluzę i rękawiczki. Słabe słońce i dość silny, chłodny wiatr. Czyżby jednak krótkie spodenki były dziś błędem? Powoli wtaczam się na górkę kierując się na Mec i dalej na kolejną na Śorduli. Potem zjazd do izby wytrzeźwień i przerzucam się na drugą stronę torów jadąc w stronę dworca kolejowego Stary Będzin. Stamtąd prosto do będzińskiego Kauflanda po zaopatrzenie z kategorii innej niż spożywcza. Na odcinku od dworca do sklepu pada. Nie jakoś mocno ale w połączeniu z wiatrem jest nieprzyjemnie. Wychodząc ze sklepu już jest lepiej. Nawet znów słoneczko próbuje się przebić. Dalej wieje. Spacerowym tempem przetaczam się w stronę Fabryki Domów i tam skręcam prosto do Gródkowa. Przy centrum logistycznym Lidla skręcam w stronę lasu. Nabieram się na ścieżkę rowerową, która prowadzi do parkingu przy Lidlu. Zryta gruntówka jest za barierką. Dobijam nią do lasu i pod jego osłoną jadę do szkoły w Górdkowie gdzie wracam na "913". Spacerowym tempem dotaczam się do przejazdu kolejowego i odbijam na spokojniejszą ulicę w stronę remizy w Psarach. Potem prosto do domu. Jednak dziś nie był dzień na jazdę w krótkich gaciach. Wymarzłem. Ale i tak się fajnie jechało :-)
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
20.71km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zimno. Odczuwalnie bardzo zimno. Wszystko przez wilgoć z mgieł. Chyba około zera. Przez to jest też dłużej ciemno. Za to nie czuć wiatru żadnego. Ruszam o 6:06. Standard przez Gródków, Zieloną i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie, przyjemnie do celu. Jedynie na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie chwila postoju na przepuszczenie IC i KŚ. Na miejscu ze sporym zapasem czasu.
Po pracy pogoda jak ICM zapowiadał: ciepło, lekki wiaterek, słonecznie. Bajka. Plecak wypchany ciuchami a ja we wdzianku "na krótko" i jest ok. Kręcę powrót przez Reden w stronę Pogorii 3 i, jak wczoraj, odbijam tam na Zieloną i dalej na czarny szlak do Łagiszy. Potem Sarnów i do domu. Tu zostawiam plecak, zabieram sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu. Bardzo przyjemnie się kręciło popołudniem. Po drodze tłumy ludzi. Chyba w końcu im odmarzły rowery. Trzeba będzie się niestety przerzucić na inne trasy powrotne bo te obecne już obłożone a lada moment będą wręcz oblężone. Ale skoro robi się ciepło to nie problem :-)
Kategoria Praca






















