Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPND
-
DST
35.00km
-
Teren
19.00km
-
Czas
02:26
-
VAVG
14.38km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
No i tak. Wracam wczoraj z pracy zrąbany jak koń po westernie. Mówię sobie, że jutro to już na pewno jadę zbiorkomem zwłaszcza, że ma, wg ICM-u, powrót być w nędznych warunkach. Ale. Rano wyglądam za okno a tam asfalt suchy, nic z nieba nie leci, wiatru nie widać. No grzech zmarnować takie warunki. Zbieram się więc na koła o 6:00 i ruszam do pracy. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Przez pierwsze 2-3 km z nieba pada coś jak zmrożona mżawka zupełnie jednak nie przeszkadzając w podróży. Jedzie się całkiem przyjemnie i spokojnie. Na miejscu mam rezerwę 7 min. Po drodze wymijam się z dwoma rowerzystami czyli nie tylko ja walczę w okolicy. Zresztą na drodze rowerowej na Zagórzu widziałem ślady chyba nawet dwóch rowerów więc i tu ktoś się nie poddaje.
Powrót zapisuję sobie cały jako terenowy bo tak też się jechało. Jak ICM wieszczył, w ciągu dnia spadł śnieg. Niezbyt gruba warstwa Miało w sumie sypać gdzieś do 16:00 ale przestało około godziny wcześniej i zaczęła się delikatna mżawka. Na jezdniach bagno pośniegowego błota więc cały powrót rzeźbię chodnikami, ścieżkami rowerowymi i wertepkami jak najdalej od samochodów. Trasa przez Mortimer, centrum Dąbrowy Górniczej, Zieloną, czarny szlak do Łagiszy i Sarnów. Tempo mocno spacerowe. Wolałem mieć niedużą prędkość gdyby się okazało, że kontakt podłoże-koło zostanie gwałtownie zerwany i zostanę zmuszony do przyziemienia. Na szczęście udało się tego uniknąć choć w kilku miejscach koło uciekło na niespodziankach ukrytych pod śniegiem (zamarznięta koleina, kamień, gałąź, kałuża itp.). Do domu zataczam się po ponad 1,5h kręcenia. Ostatnie 4km z mżawką zacinającą w twarz. Mimo tego jechało się nieźle. Przyjemność byłaby o wiele większa, gdyby to było za jasności, gdzie widać po czym się jedzie. Światło czołówki nie zastąpi dziennego, nieco zniekształca widok. Jutro już definitywnie zbiorkom. Mam mżyć całą noc i temperatura ma rosnąć ale bagno chyba tak szybko nie spłynie. Poza tym dziś w pracy miałem wrażenie, że balansuję na krawędzi przeziębienia. Nieco mi przeszło ale powrót mógł znów sprawę postawić na ostrzu noża więc zrobię sobie przerwę aż na jezdniach znów nie będzie sucho, bezpiecznie.
Kategoria Praca
DPNZD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
18.31km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Badanie warunków przedstartowych wykazało coś lecącego z nieba. W sumie nie bardzo znam termin na określenie tego opadu bo przypominało to zamarzniętą, niezbyt gęstą mżawkę. Obawiałem się, że może toto uczynić warstwę poślizgową na jezdniach, ale jak wybyłem na koła i zrobiłem próbę hamowania, to okazało się, że przyczepność jest bardzo dobra. Ruszam o 5:56. Wiatru nie rejestruję więc albo brak, albo pomagający. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na Zielonej zaciemnienie i bez czołówki byłaby bieda. Na rondzie w centrum D. G. tym razem bez nerwówki. Na miejscu jestem ze sporym zapasem czasu - 12 min. Przyjemny dojazd do pracy. Dzisiejszym dojazdem przekraczam 11k km w tym roku. Wiele więcej już nie będzie m. in. dlatego, że jutro ma się zmienić pogoda i na razie trudno ocenić jak bardzo i w którą stronę.
Wracam znów tą samą trasą czyli Mortimer, Reden, Most Ucieczki, bieżnia przy P3 od mola do Świątyni Grillowania, P4, Preczów i Sarnów. Mała różnica taka, że rano zabrałem sakwy i dziś po drodze wstępuję do wsiowego Lewiatana na zakupy. W ciągu dnia było chyba powyżej zera bo wytopiło nędzne ślady po śniegu. Odczuwalnie było mniej przyjemnie niż rano. Minimalny podmuch mniej więcej z zachodu i chyba wilgoć w powietrzu wywoływały odczuwanie niższej temperatury niż była faktycznie. Przez to jazda nie dawała takiej frajdy. Teraz patrzę na prognozę na jutro i mam dylemat: jechać rano rowerkiem i walczyć na powrocie z zapowiadanym śniegiem i deszczem czy też postawić na zbiorkom. Po dzisiejszym powrocie druga opcja jakoś bardziej zdaje się być atrakcyjna.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
36.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jednak zawalczyłem. Nastawiony przez ICM na niższą temperaturę rozpoczynam wcześniej rozruch. Pierwsza rzecz to sprawdzenie sytuacji za oknem. Jezdnia wygląda na suchą więc zbieram się jak na koła. 5:53. Zauważalnie zimniej i czuć lekki podmuch, wg ICM-u z północnego zachodu. Dla mnie pomagająco. Na standardowej trasie przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą ruch raczej niewielki. Możliwe, że to z powodu wczesnej pory. Na rondzie w centrum D. G. znów "ółan" w białym dostawczaku chamsko zajeżdża mi drogę. Gdyby nie to, że go uważnie obserwowałem, to by mnie zgarnął. Zwolnił tylko na tyle by przed nim zmieścił się dostawczak, który jechał pasem po mojej lewej. Rzuciłem mu przedświąteczną "urwę". Reszta drogi spokojna. O ile na asfaltach było całkiem czysto, to na "drodze rowerowej" w Zagórzu trafiłem na kilka łat zlodzonego śniegu. Na szczęście cała droga bez gleb, uślizgów. Warto było potoczyć się na kołach. Na miejscu jestem z zapasem 12 min. Przyjemny dojazd do pracy.
Powrót taką samą trasą jak wczoraj z tą różnicą, że dziś więcej jezdniami jak chodnikami. Jest zdecydowanie chłodniej tzn. poniżej zera. Nie ma słońca więc jest szaro i ponuro. Kręcę tym razem pod wiatr. Nie jest nawet średni ale wraz z niską temperaturą sprawiają, że odczuwalnie jest mało sympatycznie. Z tego też powodu tempo spacerowe. Po drodze widzę kilku rowerzystów. Dołączają do skromnej liczby widzianych rano. W sumie nie ma ich nawet dziesięciu. Za to przechodząc przez tory przy Świątyni Grillowania napotykam cztery sarenki. Chwilę dłuższą stoimy, ja i one, i przyglądamy się sobie. Potem one dostojnie w swoją stronę, a ja w swoją. Niezbyt dostojnie. Jezdnie na powrocie miałem nawet w niezłym stanie ale ciągle gdzieś w głowie siedzi lęk, że to ciemne przede mną to lód i od razu zaczynam zwalniać. Bardzo niefajnie się jedzie przy ciemnościach i niepewności tego co pod kołami. Znów chodzi mi pogłowie rozpoczęcie dojazdów zbiorkomem. Ale zobaczę ostatecznie jutro, którą nogą wstanę i co za oknem zobaczę.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
36.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch dziś całkiem niezły i na kołach jestem już o 6:06. Przy gruncie zdecydowanie poniżej zera bo oprócz oszronionej trawy leżą też nieliczne płatki śniegu, który miał, wg ICM-u, objawiać się w nocy opadem napadowym. Jezdnie, na szczęście, są jednak w bardzo dobrym stanie, a pierwsza próba hamowania przed domem wypada bardzo pozytywnie. Całą drogę jednak pilnuję się by w razie wjazdu na lodowisko nie zrobić czegoś głupiego. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Bardzo spokojnie. Jedynie w centrum Dąbrowy Górniczej na rondzie znów jakiś "ółan" szarżował od strony Będzina sprawiając wrażenie jakby zamierzał wbić się na rondo niezależnie od tego, czy ktoś na nim jest, czy nie. Bardzo tego nie lubię bo zamiast płynnie przejechać rondo muszę przyhamować by się upewnić czy mnie nie zgarnie. Reszta drogi spokojna. W Sosnowcu drogowcy pilnują żeby się nie popieprzyło i już zdrowo solą. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut ani nie zagotowany, ani nie przemarznięty. Bardzo przyjemny dojazd do pracy.
W ciągu dnia kilka razy lekko poprószyło ale spora część opadu stopniała. Niestety zaczęła spadać temperatura i trochę obawiałem się szklanki na jezdni. Z tego też powodu wracam częściowo posiłkując się chodnikami i ograniczam prędkość. Trasa przez Mortimer i Reden w stronę Pogorii 3. Spod mola bieżnią w stronę Świątyni Grillowania i dalej przez P4 do Preczowa i Sarnowa. W sumie jechało się przyjemnie. Na jutro zakładam możliwość skorzystania ze zbiorkomu. Jak zamarznie to, co dziś stopniało to będzie niezła ślizgawica. Warunki raczej słabe dla dwóch kół :-/
Kategoria Praca
DPND
-
DST
38.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dobrze się dziś spało i przez to start miałem taki trochę nerwowy. Ostatecznie na kołach jestem o 6:11. Warunki na razie podobne jak wczoraj czyli lekko poniżej zera, wiatr niezauważalny, jezdnie suche. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Jedzie mi się bardzo dobrze. Po drodze bez ekscesów. Ze światłami różnie ale generalnie za bardzo mnie nie spowalniają. Na miejscu jestem z zapasem 2 min. i odrobinę przegrzany. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Na powrocie odczuwalny niejaki wiaterek. Miejscami pomagał, miejscami nie, a częściowo był neutralny, czyli jak to wiaterki mają we zwyczaju. Zniechęcił mnie do większych objazdów, które przy piątuniu chodziły mi po głowie. Wracam przez Mortimer i Reden w stronę Łęknic. Stąd kawałek bieżnią przy P3 w stronę Piekła i potem bieżnią przy P4 w stronę Preczowa. Reszta drogi bez finezji czyli przez Sarnów do domu z małym wjazdem do piekarni po drodze. Tempo trzymałem sobie spokojnie, niemal spacerowe i dzięki temu jechało się całkiem przyjemnie. Trochę zaskoczył mnie jakby wzmożony ruch w Sosnowcu i Dąbrowie Górniczej.
Kategoria Praca
DPDNZD
-
DST
39.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Podobnie jak wczoraj, temperatura poniżej zera. Jezdnie suche. Wiatr bardziej z południa niż z zachodu większą część drogi nie przeszkadza. Dopiero od centrum Dąbrowy Górniczej mam go centralnie naprzeciw. Tu zaczynają się jednak pagórki więc tak już nie przeszkadza jak na długich płaskich prostych. Inne przeszkody (światła i szlabany) dziś w większość i przejechane bez stania. Przekłada się to odrobinę na korzystniejszy czas jazdy i całej podróży. Bardzo przyjemny i spokojny dojazd do pracy. Nawet nie wkurzali mnie dziś tak bardzo "kierownicy" ze źle ustawionymi światłami.
Na wyjściu z pracy jest cieplej ale za to konkretnie wieje. Tak mniej więcej z południowego zachodu. Obieram wariant powrotny jak wczoraj czyli Mortimer, Reden, Most Ucieczki, bieżnia przy P3 i P4, Preczów i Sarnów. Wiatr a to pomaga, a to przeszkadza czyli standard. Ale jedzie się całkiem przyjemnie i spokojnie. Do domu dotaczam się po zachodzie słońca. Zostawiam plecak, zapinam sakwy i już w warunkach nocnych robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Potem zjazd do domu. Nie wiem, może to masochizm albo beznadziejne uzależnienie ale to poranno-popołudniowe kręcenie po prostu dobrze mi robi i dzień wydaje się jakiś taki kompletny i niezmarnowany.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
20.19km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
I koniec dobrego. Jeden dzień przyjemnego ciepełka i wracamy do bardziej realnych temperatur. Chyba było dziś poniżej zera. Wiatru nie zarejestrowałem więc albo go nie było, albo pomagał. Na kołach jestem o 6:11. Jezdnie suche więc niby można cisnąć ale niestety nie da się. Trzeba ostrożniej brać tlen co przekłada się na słabsze podawanie nóg. Do tego trafiam na czerwoną falę, zaliczam wszystkie światła po drodze. Do tego szlaban przed pociągiem KŚ do Częstochowy. Potem jeszcze chwila nerwów na rondzie w centrum Dąbrowy Górniczej. Jakiś narwaniec pędził od strony Będzina tak, że obawiałem się, że się nie zatrzyma i mnie zgarnie. Zreflektował się w ostatniej chwili. Ale co mi nerwów przysporzył, to moje. Reszta drogi spokojna. Na miejscu jestem ze stratą 2 min. Mimo wszystko kręciło się przyjemnie. Jeszcze żeby Policja trochę przetrzepała tych, co mają źle poustawiane światła albo jeżdżą na długich...
Powrót zaczynam jeszcze przy słoneczku. Nie jest za ciepło ale w sumie narzekać byłoby grzechem. Trasa przez Dąbrowę Górniczą (Reden, Most Ucieczki, Świątynia Grillowania), Preczów i Sarnów. Spokojnie, bez napięć, zgodnie z rytmem trasy. Raczej spokojnie. Finisz już po zachodzie słońca ale jeszcze nie przy całkowitych ciemnościach. Przyjemnie.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
35.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Gdyby nie ICM to bym przeżył szok termiczny, a tak uprzedzony o tym, że rano będzie około +10, wdziewam lżejszą warstwę pod kurtkę. Na miejsce docieram jednak i tak trochę podgotowany. Start 6:11. Jezdnie ze śladami lekkiej wilgoci. Wiatru nie odczuwam aż do centrum Dąbrowy Górniczej. Tu pojawiają się zauważalne podmuchy ale nie stanowią już zagrożenia dla czasu przejazdu bo do mety już niedaleko a czasu jeszcze sporo. Ostatecznie na finiszu mam 5 min. luzu. Bardzo przyjemny dojazd do pracy. Żeby takie warunki były aż do wiosny... Eh. Marzenia.
Troszkę mi się zasiedziało w pracy i w efekcie cały powrót wyszedł nocny. Z tego też powodu bez objazdów. Przez Będzin do Łagiszy i dalej do Sarnowa skąd prosto do domu. Temperatura nieco spadła ale warunki wciąż całkiem dobre. Większość drogi wiatr mi przynajmniej nie przeszkadzał, a generalnie właściwie pomagał. Dopiero ostatni odcinek od skrzyżowania w Sarnowie do świateł i dalej do domu miałem pod wiatr. Ale i tak jechało się bardzo przyjemnie.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
38.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
21.31km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wczoraj naleciało białego badziewia ale, zgodnie z prognozami ICM-u, w nocy podskoczyła temperatura i wytopiła toto. Potem powiało i wysuszyło to co stopniało i dziś rano warunki były już bardzo dobre na jezdniach. Startuję o 6:07. Wieje. Miało być z południowego zachodu i było. Na dojeździe te podmuchy nie pomagały. Kręcę standardowy dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Za Zieloną najpierw przyczaja się za mną osobówka, potem wyprzedza i miga awaryjnymi. I teraz się zastanawiam: Damian czy Mariusz? Może się przyzna winowajca :-) Ale i tak pewnie nie zapamiętam pojazdu i następnym razem będzie powtórka zagwozdki. Na Braci Mieroszewskich jadę centralnie pod wiatr i tempo spada. Ostatecznie na miejscu jestem z minutą zapasu. Trochę się podgotowałem a ma być jeszcze cieplej. Mimo delikatnych przeciwności aury przyjemny dojazd do pracy.
Na powrocie zauważalnie cieplej. Jezdnie suche. Dalej wieje ale jakby mniej przeszkadzająco. Kręcę przez Mortimer i Reden w stronę Łęknic. Tam wbijam na bieżnię przy Pogorii 3 i posiłkuję się nią aż do przystani gdzie wracam na asfalt i ciągnę do Piekła. Tu wbijam na bieżnię przy Pogorii 4 i jadę nią do zjazdu w stronę Preczowa. Potem Sarnów i do domu. Przyjemnie się jechało mimo tego, że brak słoneczka. Jednak jak na grudzień to warunki całkiem dobre więc nie pozostaje nic jak tylko się cieszyć. Powrót, jak zwykle na tej trasie, składa się z dwóch etapów. Pierwszy wydaje mi się zawsze taki bardziej nerwowy, dynamiczny i rozciąga się od pracy aż do okolic Mostu Ucieczki. Reszta trasy już o wiele spokojniejsza. Odcinki bez samochodów albo z ich niewielką ilością i od razu przyjemniej się kręci.
Kategoria Praca
DPNDZD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
20.53km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wychodzę na koła o 6:08. W pierwszym momencie wrażenie jest takie, że jest cieplej. Jednak chrzęst zamarzniętej trawy pod butami przekonuje mnie, że jednak jest inaczej. Dalej w drodze widzę zamarznięte kałuże i miejscami zlodowaciałe koleiny. Na szczęście jezdnie suche. Wiaterek korzystny i z kierunku chyba bardziej zachodniego jak południowego. Kręcę trasę standardową przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Dziś poczynam sobie nieco śmielej, co przekłada się na nieco lepszy czas przelotu. Po drodze drobne irytacje ale ogólnie droga spokojna a przejazd bardzo przyjemny. Na finiszu stwierdzam nawet, że nieco się zagotowałem :-) Rezerwa 5 min.
Powrót z pracy zaczynam w lekkim opadzie, który zanika gdzieś przed centrum Zagórza. Kręcę dalej przez Mortimer i Reden w stronę Mostu Ucieczki. Potem bieżnia przy Pogorii 3, bieżnia przy Pogorii 4, Preczów i Sarnów. W domu zostawiam plecak, zabieram sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. To już w pełnych ciemnościach. Takoż i zjazd do domu. Cały powrót na mokrych jezdniach ale temperatura była dodatnia więc nie było ryzyka ślizgawek. Na Pogoriach pustawo. Wytrzebili trochę krzaków i drzew wzdłuż torów. Ciekaw jestem czy tylko zwykłe porządki czy też przygotowania do budowy przejazdu pieszo-rowerowego między bieżniami. Powrót w sumie przyjemny i spokojny.
Kategoria Praca






















