Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
20.92km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieram się przy piątku nieco bardziej ociężale i na kołach jestem ostatecznie o 6:10. Całą noc padało i wszystko jest mokre. Chyba nawet tuż przed moim wyjściem coś jeszcze dokapało. Wieje z zachodu. Temperatura umiarkowana. Na drogach jakby większy ruch. Ponownie zapiąłem kamerkę na kierownicę. Obraz z niej słaby ale w razie "W" może coś tam będzie widać. Kręcę dojazd jak ostatnimi czasy czyli przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Jedzie się nawet całkiem przyjemnie. Po drodze bez większych ekscesów. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut.
W ciągu dnia wiaterek wysuszył okolice i woda ostała się już tylko w większych zagłębieniach. Wiało mi całą drogę i nie zawsze pomagająco ale na szczęście niezbyt mocno. Wracam przez Mortimer i Reden gdzie spotykam dawno niewidzianego Domina. Dłuższą chwilę rozmawiamy o różnościach głównie okołorowerowych. Pojawia się też info o pewnej imprezie i rysującej się w związku z nią możliwej wyrypie. Detale do ustalenia. Żegnamy się w końcu i Domin depta w swoją stronę a ja kręcę dalej powrót. Przez Łęknice i Piekło kręcę do Preczowa. Po drodze śladowa aktywność na P3 i P4. I dobrze bo lepiej się wtedy jedzie. Z Preczowa bez gięcia do Sarnowa i do domu.
Powrót stuprocentowo spokojny nie był. Niedaleko od pracy, na ul. Szymanowskiego, kurier GLS-u wciska się między mnie a dwa samochody stojące na przeciwnym pasie (pierwszy czekał na możliwość skrętu). Przejeżdża tak blisko mnie, że niemal rękawem wycieram mu burtę. Lekko mi ciśnienie podniósł.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
33.00km
-
Czas
01:37
-
VAVG
20.41km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieram się w miarę sprawnie ale startuję dopiero o 6:08. Chwilkę zajęło mi kapanie łańcucha smarem. Odczuwalnie chłodnawo ze względu na dużą ilość wilgoci, która miejscami osiąga stan mgły. Za to nie wieje. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Do Alei Róż jazda spokojna. Kiedy jednak przejeżdżam światła na skrzyżowaniu z ul. Legionów Polskich śmiga mi przed nosem czarne BMW (i jak tu nie mieć nędznego zdania o kierujących pojazdami tej marki?) na katowickich blachach zjeżdżając z lewego pasa na wjazd na "94". Nie wiem czy był dalej jak 2m przede mną. Chyba nawet bliżej. Dawno już takiej akcji nie miałem w tym miejscu. Potem jeszcze na drodze rowerowej (formalnie tak jest oznaczona choć nie bardzo ją przypomina), na zjeździe spod DorJan-a, jakaś królewna zajeżdża mi drogę wyjeżdżając z osiedla. Nawet nie zwolniła. Reszta drogi już spokojna ale te dwa zdarzenia skutecznie zepsuły mi poranek. Na mecie mam kilka minut w zapasie.
Poranne przeboje na dojeździe jakoś nie nastroiły mnie do wyginania powrotu. Nastroiły mnie za to do wybrania spokojniejszej trasy. Z tego też powodu kręcę w stronę ronda w centrum Zagórza i tam odbijam na Makro. Potem wpadam do lasu, przez który to przedostaję się na pętlę autobusową przy Mydlicach. Potem w miarę spokojną ul. Krakowską dotaczam się do świateł przy torach niedaleko Teatru Dzieci Zagłębia i zaraz uciekam na boczne uliczki za tymże, kierując się przez cmentarz w stronę Czarnej Przemszy. Potem przeskok za lecznicą dla zwierząt obok targu w stronę Grodźca i przed trasą wbijam do lasku grodzieckiego. Przez niego przetaczam się w kierunku świateł na "86". Kawałeczek "913" i przy centrum dystrybucyjnym Lidla uciekam w pola i las. Wyjeżdżam przy podstawówce w Gródkowie i wracam na "913" już bez gięcia ciągnąc nią do domu. Na powrocie pochmurno i momentami pojawiały się pojedyncze kropelki ostatecznie jednak nie padało. Wiatr jakby z zachodu ale niezbyt zauważalny. Temperatura taka, że z porannego stroju to tylko zrezygnowałem z rękawiczek. Powrót spokojny, przyjemny i niespecjalnie spieszny.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
19.65km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieram się na koła o 6:04. Warunki zbliżone do wczorajszych czyli słonecznie i wiatr mniej więcej ze wschodu. Różnica w tym, że chyba jest chłodniej. Profilaktycznie zakładam długie spodnie i to jest dobry ruch. Nogi reagują nań lepszym podawaniem, co o statecznie przekłada się na krótszy, o całe 4 min., czas dojazdu. Na drogach spokojnie i pustawo. Ci co mieli pojechać na 6:00 już dawno w pracy a większość tych, co mają na 7:00 jeszcze nie wyruszyła. Na światłach na "86" od strony Łagiszy pojawia się straż pożarna na sygnale i skręca w stronę Siewierza. Czyżby jakiś wypadek na S1? Dojazd dziś przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Po drodze niewielu rowerzystów i większość poubierana jak ja. Na miejscu z zapasem 12 min. Przyjemny dojazd do pracy.
Zośka o poranku była chłodna. Po południu mokra. Jakkolwiek to brzmi. Przed wyjazdem z pracy zaczęło kapać. Przez dłuższą chwilę nawet dość konkretnie co skłoniło mnie do kilkunastominutowej zwłoki w starcie. Potem nieco osłabło. Ruszam w powrót przez Będzin. Trochę dlatego, że to najkrótsza droga, a trochę dlatego, że mam do odebrania nowe okulary. Przez Mec, Środulę i Stary Będzin jadę do centrum. Kropelki towarzyszą mi cały czas. Odbieram drugie oczy i ruszam w powrót. Gdzieś w okolicach Nerki deszcz zanika. Dalej przez Zamkowe wybijam się na drogę rowerową do Grodźca i stamtąd jadę do Gródkowa. Do domu docieram z mokrymi butami ale reszta ciuchów zdążyła podeschnąć. Zmieniam podkowy na solidniejsze, zakładam Błękitnemu sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Jest po drodze kilka kropelek ale nawet nie umywają się do tych sprzed godziny. Z balastem staczam się prosto do domu. Powrót wolniejszy bo podczas opadów starałem się trzymać chodników z kostki, które to były suchsze ale też i nie tak wygodne do jazdy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
21.27km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po dłuższej przerwie, w końcu wychorowany, wracam na koła. Zwykły dojazd do pracy. Zbieram się sprawnie i o 6:02 jestem w drodze. Nie wiem co mi się do łba wbiło, że wiatr będzie pomocny. Było wręcz przeciwnie. Wiało ze wschodu i to nie za ciepłym powietrzem. Na niebie zero chmur i wkrótce słoneczko nieco uprzyjemniło dojazd podgrzewając stopniowo atmosferę. Na drogach dość spokojnie. Jedynie po niecałym kilometrze od domu trafia się jakiś nienormalny "kierownik" wyprzedzający mnie dużo za blisko mimo wolnego całego przeciwnego pasa. Na miejscu jestem z zapasem 10 min. Przyjemny dojazd do pracy.
Na powrocie niby cieplej ale bez szału. Wiatr dalej wieje ze wschodu. Na niebie sporo chmur, przez które czasem przebija się słoneczko. Wracam przez Mortimer i Reden. Potem Łęknice, Piekło i powrót wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa. Potem prosta przez Sarnów do domu. Od Preczowa wiatr w plecy więc odczuwalnie było niemalże ciepło. Daleko jednak jeszcze do moich ulubionych upałów. Po drodze trochę rowerzystów ale P3 ogólnie wydała mi się raczej pustawa. Powrót przyjemny i spokojny. Tempo takie w sam raz by nie mieć problemów z oddechem.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
43.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:15
-
VAVG
19.11km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Samopoczucie mam dalej nędzne. Ewidentnie coś mnie męczy bo lekki wysiłek sprawia, że jestem od razu spocony jak mysz. Komfortowo czuję się przy temperaturach w okolicach +30 i dzisiejszy poranny chłodek był dla mnie niezbyt przyjemny. Pewnie też przez dużą ilość wilgoci z wczorajszej burzy. Zbieram się sprawnie by być wcześnie na kołach i mieć zapas czasu na delikatne kręcenie. Ruszam o 6:03. Wieje z zachodu. Jest słońce i trochę chmur. Jezdnie tylko z nielicznymi śladami ulewy. Drogi puste więc jedzie się spokojnie. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Dojazd byłby nawet przyjemny, gdyby nie słabujące zdrowie. Na mecie z kilkoma minutami zapasu.
Na powrocie warunki niezłe ale wciąż odbieram je jako słabe ze względu na szwankujące zdrowie. Słonecznie, wieje z zachodu lub północnego zachodu i przez to sporo drogi pod wiatr. Powrót kręcę przez Środulę i Pogoń w stronę czeladzkiego M1 gdzie mam do odebrania paczkę. Potem dalej przez Czeladź do Wojkowic i spod Orlena prosta do domu. Tu zrzucam plecak, zakładam sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Potem prosto do domu zakopać się pod kołdrę i kurować się dalej. Powolutku jest lepiej ale jeszcze nie na tyle by szaleć na rowerku. Przyszły tydzień być może pod znakiem zbiorkomu. Poważnie rozważam nawet wizytę u lekarza.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
19.25km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sprawny rozruch i na kołach jestem o 6:00. Dużo czasu w zapasie więc kręcę spokojnie przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na drogach pustki, co daje spokojny przejazd. Pogoda dziś taka sobie. Jakieś drobne podmuchy. Termicznie szału nie ma. Na niebie dywan chmur ale nie pada. Na miejsce zataczam się z dużą rezerwą czasu.
Gdyby wierzyć odczytom z GPS-a to zrobiłem w niecałe 2 godziny prawie 12 tys. km. Gdzieś po drodze coś się urządzonku merdnęło i zapisało jakiś punkt daleko na południowym zachodzie i wyszły bzdury. Średnia prędkość wyszła coś koło 7 Macha. Nieźle jak na nieszosowy rowerek ;-p Faktycznie musiało być tego coś koło wpisanych 34 km bo powrót przez Będzin i Grodziec. Zwykle koło tego wychodzi. Spokojnie, niespiesznie. Dalej coś mnie męczy i chyba szybko nie przejdzie :-/ Jak w przyszłym tygodniu dalej będzie nie ok to idę do lekarza.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.56km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przy pełni jakoś tak słabo mi się spało. Albo to jeszcze przeziębienie. W każdym bądź razie przytomność osiągam nieco po 4:00. Spokojny rozruch i na kołach jestem o 6:02. Jest całkiem przyjemnie. Trochę chmurek, nieznaczne podmuchy. Na drogach pusto i spokojnie. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Większy ruch jedynie na Alei Róż ale i tak daleko mu do zwykłego dnia roboczego. Na miejsce zataczam się z rezerwą 10 min. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Po południu również przyjemnie. Może nie moje ulubione upały ale spokojnie da się występować w zestawie "na krótko". Zauważalnie wieje. Na szczęście podmuchy są w miarę ciepłe. Słoneczko nie pali za mocno bo drobne chmurki trochę hamują promienie. Wracam niezbyt spiesznie przez Mortimer, Reden, Most Ucieczki, bieżnię przy P3 i P4, Preczów oraz Sarnów. W mojej wiosce robię lekkie dogięcie by było choć 36km. Wychodzi o jeden więcej. Wciąż jeszcze daje się we znaki resztka przeziębienia - zapchane zatoki. Na powrocie jakby trochę więcej pojazdów ale przejazd spokojny i przyjemny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
18.05km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Samopoczucie nędzne i takie też kręcenie do pracy. Poubierałem się prawie jak na zimę i wcale mi za ciepło nie było. Tempo ślimacze więc i dystans minimalny jaki musiałem zrobić czyli przez Będzin. Na dworze wiaterku nie zarejestrowałem więc albo słaby (co ICM wieszczył) albo sprzyjający. Słonecznie. Na niebie jedynie smugi kondensacyjne (wg. niektórych chemitrails) i opary z kominów. Droga spokojna. Na miejscu 1 min. obsuwy.
Na powrocie niby lato a ja poubierany jak rano. Marzę by szybko znaleźć się w domu i iść spać. Najpierw jednak trzeba mi przekręcić powrotne kilometry. Przez Mortimer i Reden kulam się powoli pod Most Ucieczki i dalej w stronę mola. To dalej w remoncie. Wokół P3 sporo ludzi co oznacza, że już pora skreślić ten wariant powrotny z repertuaru. Przy Świątyni Grillowania przeskakuję na P4. Ślimaczym tempem toczę się przez Preczów i Sarnów do domu. Weekend zdecydownie będę miał nierowerowy :-/
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
37.00km
-
Czas
02:04
-
VAVG
17.90km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch jakby odrobinę żwawszy niż wczoraj. Na kołach jestem o 6:09. Rześko. Słonecznie. Lekki podmuch. Walczę w krótkich spodenkach choć nogi mówią, że trochę przeginam. Dojazd kręcę przez Będzin. W porównaniu do wczorajszego ruchu przy dniu targowym to w mieście pusto. Przetaczam się całą trasę w spokojnym rytmie, bez sensacji. Na miejscu z lekkim zapasem czasu.
Albo mnie po drodze jakiś bakcyl dorwał, albo łyknąłem jakiegoś pyłka bo sporo dziś w pracy kichałem. Na powrocie samopoczucie podłe co objawiało się tym, że na skrzyżowaniu Szymanowskiego i Braci Mieroszewskich przyszlifowałem barierkę i lewe przedramię. Na szczęście byłem na chodniku, więc poza urażoną dumą i minimalnym śladem na ręce obyło się bez strat i zagrożenia. Reszta powrotu w tempie mocno spacerowym. Trochę przyczyniał się też do tego raczej silny wiatr z kierunku zdecydowanie przeciwnego przez większość drogi. Nie był za przyjemny. Mimo słońca odczuwalnie słabo. Wracam przez Mortimer, Reden, Most Ucieczki, bieżnię na P3 i P4, Preczów i Sarnów. W domu dłuższa przerwa by się nieco zagrzać a potem jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana po tygodniowe zaopatrzenie. Potem prosto do domu. Niby dzień ładny ale dla mnie jakiś taki słaby.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
20.40km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wstawało mi się dziś jak w piątek czyli potwornie opornie. Ostatecznie na kołach jestem o 6:12. Wahałem się trochę w jakim wdzianku się wybrać. Przez chwilę nastawiony byłem na długie spodnie ale ostatecznie postanowiłem powalczyć w krótkich by nie wozić na powrocie plecaka pełnego ciuchów. Czasu tak sobie więc kręcę krótki wariant przez Będzin. Na polach sporo mgieł, nad nimi coraz mocniej świecące słońce. Jest jednak odczuwalnie dość chłodno. Z ust bucha para. Dopiero jak zacząłem się wspinać na pierwszy podjazd na Środuli, to odczułem zauważalny wzrost temperatury. Ruch na odcinku "913" dziś spory. Trochę też zamieszania w okolicach targu w Będzinie. Reszta trasy spokojna. Przyjemny dojazd do pracy.
Na powrocie przyjemne słoneczko. Wiatr jednak jeszcze chłodny. Ogólnie na plus ale bez szału. Wracam dziś przez centrum Dąbrowy Górniczej z zahaczeniem o C. H. Pogoria. Potem bez gięcia w stronę Zielonej i na czarny szlak do Łagiszy. Reszta drogi asfaltami przez Sarnów. Spokojnie, niespiesznie, w towarzystwie podmuchów prosto do domu.
Kategoria Praca






















