limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:117532.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%)
Czas w ruchu:6182:11
Średnia prędkość:19.01 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:3000
Średnio na aktywność:39.19 km i 2h 03m
Więcej statystyk

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 19.64km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 23 października 2018 | dodano: 23.10.2018

Start nocny ale w lepszych warunkach niż wczoraj. Odczuwalnie jest cieplej bo nie ma mgieł. Tylko jakaś śladowa wilgoć na jezdniach. Nie czuję wiatru więc albo wspomagający albo prawie żaden. Ale to ma się zmienić po południu. Trasa jak zwykle przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na rondzie w centrum znów jakiś gamoń wpada od strony Będzina w ogóle nie zwalniając. Gdyby nie to, że razem z rowerzystą, który jechał przede mną, uważnie obserwowaliśmy tamten kierunek to by nas zgarnął jak nic. Dziś małe wygięcie pod ścianę płaczu czym dorzucam sobie kilkaset metrów dojazdu ekstra. Oczywiście wcale mnie to nie martwi :-) Na standardową trasę wracam na światłach na Alei Róż. Reszta drogi bez sensacji. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut. Przyjemny dojazd do pracy.

Powrót zapowiadał się na mokro. Trochę nadziei miałem, że jednak uda się na sucho, kiedy o 14:00 wciąż nie padało. Niestety tylko nieco się to przesunęło i pierwsze krople pojawiły się przed 15:00. Jadę w kropli. W centrum Zagórza zamierzałem skierować się w stronę lasu na Mydlicach ale zniechęcił mnie dość intensywny ruch na drogach. Ścieżką toczę się na Mortimer i potem na Reden. Tu na chwilę przystaję założyć pokrowiec na plecak bo deszczyk jakby lekko przyspieszał. Przez Most Ucieczki przetaczam się na Zieloną i na czarny szlak do Łagiszy. Potem już prosto przez Sarnów do mojej wioski i do domu. Przyjemnie nie było ale strasznie jakoś też nie. Wiatr niosący kropelki zacinał w twarz ale samych kropelek nie było zbyt wiele. W każdym bądź razie w butach miałem sucho. Pytanie jak będzie jutro. Na starcie ma mi nie padać ale za to solidnie wiać. Mimo to mam wielką ochotę zawalczyć.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:52
  • VAVG 18.75km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 22 października 2018 | dodano: 22.10.2018

Dobre się skończyło i czas wrócić do rutyny. Zbieram się dość sprawnie i na kołach jestem o 6:05. Środek nocy. Mgła. Zdecydowanie ciepło nie jest. Nie wieje. Na "913" dość sporawy ruch jak na tak wczesną porę. Kręcę zwykłą trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Tempo niespieszne bo mam rezerwę czasu a i widoczność kiepska. Dodatkowo na okularach osadza mi się ciągle wilgoć i muszę je regularnie przecierać. Ale jedzie się przyjemnie i bez ekscesów. Na miejscu mam kilka minut zapasu.

Na wyjściu ładnie, słonecznie. I bardzo ten widoczek okazał się zwodniczy. Ruszam z kurtką przypiętą do plecaka i rękawiczkami w kieszeni. Przejechałem tak może z kilometr i założyłem rękawiczki. Minąwszy Mec i szpital zatrzymuję się ponownie i doubieram jeszcze kurtkę. Nie ma szans z lekkim acz zimnym podmuchem. Przy cmentarzu na Środuli wahadło. Buduje się jakaś hala i chyba do niej podciągali media. Przez Będzin przetaczam się wzdłuż ścieżki przy ul. Kościuszki i 11-go Listopada. Potem Zamkowe i do lasu grodzieckiego. Całkiem tu sporo ludzi. Głównie kijkarze. Nie dziwię im się bo w ruchu jest nawet przyjemnie a słoneczko ładnie podkreśla jesienne barwy lasu. Ja tu jednak tylko przejazdem. Sprawnie przeskakuję światła na "86" i kręcę "913" do zjazdu do centrum dystrybucyjnego Lidla. Terenem do lasu gródkowskiego i potem jego bokiem do podstawówki. Tam wracam na trochę na asfalt by wbić ponownie w teren na żółtym szlaku i opuścić go niedaleko podstawówki w Psarach. Podjeżdżam tam pod drzwi szkoły by poczytać o wynikach głosowania. Mnóstwo papieru ponaklejane, jakieś tabelki, zestawienia, podpisy. Za dużo tego by studiować na szybko, a ja mam jeszcze plany wymagające dziennego światła, więc ruszam prosto do domu. Potem w "internetach" doczytałem się, że gminą dalej będzie dowodził dotychczas dowodzący Wójt. Doczytałem się też, ku miłemu zaskoczeniu, że przewidziany jest remont DW "913" na odcinku od świateł na "86" do Celin. Ma być poszerzona jezdnia do 7m, utworzony na całej długości ciąg pieszo-rowerowy, przepusty dla dzikiej zwierzyny, zatoczki autobusowe i inne udogodnienia. Na wszystko jest 90mln pln. Przetarg ma się rozstrzygnąć do 20 listopada tego roku a modernizacja ma się skończyć do 2021. Powiem, że czekam z zaciekawieniem co z tego wyniknie. Wzdłuż tej drogi chodnik i droga dla rowerów to byłoby miodzio bo jest ruchliwa w godzinach szczytu a sporo ludzi przy niej mieszka. Sam też korzystam przy dojazdach i powrotach z pracy więc jestem na 1111!% za!


Kategoria Praca

DPD

  • DST 38.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 20.73km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 5 października 2018 | dodano: 05.10.2018

Musiało być blisko zera bo na samochodach prawie pozamarzana wilgoć. Startuję o 6:16 czyli jeszcze trochę przed świtem. Dziś niebo czyste więc jak słoneczko wzejdzie to szybko zrobi się jasno. Jest jakby bezwietrznie. Trasę kręcę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Przy weekendzie "kierownicy" uwzięli się by mnie straszyć i drażnić. Pierwszy trafia się przed światłami na "86". Najpierw wyprzedza mnie tuż przed stojącymi na czerwonym samochodami, oczywiście po ciągłej, potem przelatuje przede mną i przez ciągłą na zjazd na "86". Oj! Przydałoby mu się kilka punktów i solidny mandacik na rozum. Drugi kierownik w Łagiszy. Pusta droga a on mnie wyprzedza jakby sprawdzał jak blisko lusterkiem może do mnie dojechać. Dostał wiązankę. Kolejne miejsce ze zgryzem to rondo w centrum D. G. Tu standardowo narwańcy od strony Będzina. Jeden jechał tak, jakby w ogóle nie miał zamiaru przed rondem zwolnić. Uważnie go obserwowałem i dał ostatecznie radę się zatrzymać ale już wjeżdżając na zewnętrzny pas ronda. Jeszcze jedna okazja trafiła się na stacji na Mortimerze. Zza stojącego i kompletnie ograniczającego widoczność TIR-a wypadła księżniczka prawie nie zwalniając. Gdyby nie to, że zawsze się oglądam w tym miejscu czy coś nie jedzie, to by mogło być nieciekawie. Ogólnie jakby części kierowców padło dziś coś na głowę. Poza tym jednak mimo wszystko przyjemny dojazd do pracy. Niezbyt spieszny. Ze względu na chłodne powietrze musiałem już kontrolować uważnie oddech. Szkoda byłoby się przeziębić przed urlopem. Na miejscu jestem ze stratą około 4 min.

Po południu całkiem przyjemnie. Jest sporo słoneczka, które ładnie podniosło temperaturę. Czapka i rękawiczki trafiają do kieszeni. Pod kas bandana. Kurtka jednak zapięta bo jak powieje to nie jest za przyjemnie. Kręcę raczej spokojnie przez Mortimer i Reden. Tam zahaczam o ścianę płaczu. Potem przez Most Ucieczki kieruję się na Zieloną i dalej, czarny szlak do Łagiszy. Na końcówce szlaku dogania mnie rowerzysta i chwilę rozmawiamy, a jakże by inaczej, o sprawach rowerowych. W Łagiszy się rozjeżdżamy. Dalej przez Sarnów kręcę do mojej wioski. Tu jeszcze robię zagięcie do sklepu budowlanego i dopiero potem do domu. Urlop rozpoczęty :-)


Kategoria Praca

DPD

  • DST 33.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 19.80km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 4 października 2018 | dodano: 04.10.2018

Wygrzebany i na kołach jestem dopiero o 6:14. W ogóle mam wrażenie, że zamiast wsiadać na rower to powinienem jeszcze spać. I nic się nie zmienia mimo tego, że trzeba mi włożyć trochę wysiłku w kręcenie. Senność utrzymuje się na całej trasie z domu, przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą do Sosnowca. Dziwne o tyle, że spałem dość długo i mocno. Może jakiś wpływ ma na to zmiana pogody. Dziś dojazd na sucho. Wiatr, wg ICM-u, pomagający choć już nie tak mocno jak wczoraj. Chmurki nie tworzą zwartego dywanu i jak tylko słoneczko wzejdzie będzie między nimi widoczne. Co do temperatury, to nie zauważyłem jakiegoś większego skoku na plus. Dalej jadę pozawijany jak na zimę. Na miejscu jestem może z minutę przed czasem. Dojazd spokojny i, w sumie, przyjemny.

Jesień jak nic. Z ciuchów, z porannego zestawu, ubywa tylko bandanka chroniąca uszy i kark. Poza tym wracam poubierany. W słoneczku jest nawet przyjemnie jak się stoi, ale wystarczy wjechać tylko w cień, w ogóle jechać, i już jest niefajnie. Kręcę powrót niespieszny na trasie: centrum Zagórza, Makro, las mydlicki, Warpie, Nerka, Zamkowe, las grodziecki, "913" od świateł na "86" do Strzyżowic. Chyba jeszcze jakiś dłuższy czas nie będzie mnie ciągnęło na popracowe objazdy. Opolskie zdrowo mnie wypompowało z sił. Jeszcze tylko jutro i dwa tygodnie urlopu. Kiepski to okres na taki wypoczynek ale nie mam na ten okres planów rowerowych. Może tylko sporadyczne, krótkie kółeczka wokół komina.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 19.43km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 3 października 2018 | dodano: 03.10.2018

Znów do pracy na mokro. Radary tuż przed wyjściem nie dawały złudzeń. Nie uda się ominąć kropli. Na szczęście opad jakby nieco słabszy niż wczoraj. Ruszam o 6:13. Ciemno, wieje i kapie. Kiedy obieram właściwy kierunek deszczyk jakby mniej przeszkadza. W koleinach bez potoków. Da się jechać. Kręcę trasę jak wczoraj czyli przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Po przekroczeniu "86" opad urywa się. Dziwne. Czyżby to jakaś granica? Już nie pierwszy raz tak jest, że po przebyciu świateł warunki się poprawiają. Owa poprawa utrzymuje się mniej więcej do Parku Hallera. Kiedy wjeżdżam pod światła na Alei Róż znów zaczyna kapać i tak mi już kropelki towarzyszą do końca jazdy. Na miejscu stwierdzam jednak, że mniej mi się dziś oberwało wodą niż wczoraj. W sumie przyjemny dojazd. Szkoda tylko, że powrót, wg ICM-u, też zapowiada się na mokro. Może później prognoza zmieni się na lepszą.

Powrót na sucho ale za to sporo pod dość silny wiatr. Kręcę przez Mec i Środulę do Będzina, do serwisu. Myślałem, że Srebrny będzie już na mnie czekał w gotowości do odbioru a tu się okazuje, że jest problem ze zdobyciem widelca pod koła 26" i tarcze :-/ Trudno. Przez Nerkę wbijam na Zamkowe i kręcę w stronę ścieżki do Grodźca ale zawracam do lasu grodzieckiego jak tylko uderzyłem w ścianę powietrza. Przejeżdżam przez światła na "86" i przy Lidlu wbijam w teren do lasu gródkowskiego. Wybywam przy podstawówce i wracam na "913". Ciągnę nią do domu. Po drodze kilka razy coś zazgrzytało i zajęczało w okolicach suportu jak mocniej deptałem. Przy młynkach było ok. Czyżby padał suport? Znowu? Dziwne.


Kategoria Praca

DPDZD

Wtorek, 2 października 2018 | dodano: 02.10.2018

Mokro i znów się spóźnię. Jeszcze jestem spowolniony choć udało się trochę odespać. Do startu wygrzebuję się jednak późno. Na kołach jestem o 6:21. Kapie. Równo, niezbyt mocno. Da się jechać. Wiatr, wg ICM-u, ma pomagać. Ruch na drogach jakby ociupinkę słabszy niż wczoraj. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. W sumie bez sensacji. Na miejscu mam obsuwę 4 min. Nieco nasiąkłem ale w butach sucho. Mam cichą nadzieję, że do wyjazdu z pracy opady ustaną. Taką nadzieję daje ICM.

Po południu było już całkiem całkiem, jeśli brać pod uwagę poranek. Powrót zapowiada się pod wiatr, ale przynajmniej jest sucho. Nie na tyle ciepło jednak bym we wdzianku zmienił coś poza rękawiczkami. Wciąż czuję osłabienie i wolę jechać poubierany. Trasa przez Mec, Środulę, Stary Będzin, 11-go Listopada, Zamkowe, Grodziec i Gródków w tempie mocno spacerowym. Przyjemnie się turlało. W domu zostawiam plecak, zakładam Błękitnemu sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:51
  • VAVG 19.46km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 1 października 2018 | dodano: 01.10.2018

O! Jak dobrze wrócić do unormowanego trybu funkcjonowania :-) Co prawda ciężko się było zebrać po dwóch godzinach spania ale potem już jakoś poszło. Nie na tyle jednak dobrze, by obyło się bez spóźnienia. Na kołach jestem o 6:26. Poubierany jak na zimę. Łącznie z grubymi rękawicami. I wcale się nie zgrzałem mimo dość intensywnego kręcenia. Po prostu było zimno. Miejscami poniżej zera bo na trawach widać było szron. Ale jezdnie w dobrym stanie. Kręcę z uczuciem trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na początku zaskakuje mnie to, jak rowerek idzie. Dopiero po chwili zajarzyłem, że przecież nie ma sakw :-) Mimo tego, że przykładałem się do jazdy, a okoliczności w postaci świateł sprzyjały, to i tak na miejscu jestem po czasie - 7:08. Dojazd jednak przyjemny i umiarkowanie spokojny. O tej porze jest zupełnie inny ruch na drogach niż jakiś kwadrans wcześniej.

Po południu zauważalnie cieplej niż rano ale i tak jadę poowijany jak o poranku. Jedynie na dłonie idą lżejsze rękawiczki. Czuję, że jestem osłabiony i wolę nie ryzykować, że mnie zawieje. Powrót kręcę najpierw przez centrum Zagórza, gdzie podają Marcinowi płytkę z fotami z objazdu opolskiego. Potem toczę się w stronę Mortimeru i dalej Redenu. Potem Most Ucieczki, Zielona, czarny szlak do Łagiszy, Sarnów i Psary. Bez ciśnienia ale i bez zamulania. Mimo zmęczenia jednak widzę różnicę w podawaniu. Pusty rower jakoś lepiej idzie. Na wjeździe do mojej wioski czuję już spore ssanie więc jeszcze wskakuję na chwilę do piekarni uzupełnić poziom cukru. Potem już zjazd prosto do domu. Niby przyjemnie ale jakoś tak już widać, że jesień atakuje. To już ten czas, że trudno będzie ocenić jak się ubrać żeby było dobrze.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 18.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 21 września 2018 | dodano: 21.09.2018

Na kołach jestem o 6:15. W związku z tym, że późno ruszam dziś decyduję się na dojazd przez Będzin. Jedzie się bardzo dobrze. Chłodek jest umiarkowany. Nie wiem, czy trochę wiaterek mnie też nie popychał. Przez Będzin przejeżdżam zwykłą trasą i za izbą wytrzeźwień w Sosnowcu wbijam na Środulę. Ciągnę dalej zwykłą trasę. Przed cmentarzem coś mnie jednak podkusiło by odbić w prawo i spróbować wariant przez Księdza Blachnickiego. Po drodze mam w sumie czworo świateł. Na dwóch muszę stać. Wracam na zwykłą trasę już za światłami na Mecu. Patrząc na czas i dystans, to nic nie zyskałem, nic nie straciłem. Ot, odmiana. Na miejscu jestem równo o czasie. Przyjemny dojazd do pracy.

Na powrocie zamulenie jakieś mnie dopadło i powrót w tempie wybitnie spacerowym. Nie miałem też ochoty na przepychanki z samochodami więc od razu staczam się w teren. Przez las zagórski kręcę w stronę przejazdu pod "94" na Starocmentarnej. Sprawnie przebijam się przez asfalty Redenu pod Most Ucieczki i spokojnie toczę się na Zieloną. Prace wciąż trwają ale już mogę tędy skrócić sobie drogę w stronę mostu na Czarnej Przemszy. Jadę przez miejscówką, na której ostatnim razem trafiłem grzybki. Tym razem nic. Skoro tak, to pewnie w innych miejscach też nic nie trafię i nie robię kolejnych objazdów tylko turlam się prosto do domu. Wybywam w Sarnowie przy boisku i wracam na asfalty. Spokojnie przetaczam się przez światła na "86" do mojej wioski i do domu. Bardzo przyjemny powrót do domu. Cieplutko. Słonecznie. Szkoda, że ma się ochłodzić.


Kategoria Praca

DPDZD

  • DST 40.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:02
  • VAVG 19.67km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 20 września 2018 | dodano: 20.09.2018

Chyba będę musiał wstawać o pół godziny wcześniej by zacząć się wyrabiać na wcześniejszy start. Dziś znów późno na kołach - 6:15. Chłodnawo. Odczuwają to głównie nogi bo jeszcze walczę w krótkich spodenkach. Na górę już bluza z długim rękawem i rękawiczki, które na powrocie wędrują do plecaka. Taki mamy klimat :-/ Kręcę niespecjalnie intensywnie ale też i bez ociągania. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie i przyjemnie. Na miejscu równo o 7:00.

Powrót w tempie niespiesznym. Nieco zmieniam trasę by przetestować płynność przejazdu. Wspinam się w stronę Mecu i odbijam na ścieżkę wzdłuż ul. Księdza Blachnickiego. Nią do świateł i kręcę dalej w stronę Środuli. Wracam ostatecznie do przejazdu pod "94" przy izbie wytrzeźwień ale za to omijam skrzyżowanie na światłach przy "Oszonie", gdzie czasem trochę trzeba postać. Przez Będzin już jak zwykle: Stary Będzin, 11-go Listopada, Zamkowe i wybijam się w kierunku do Grodźca. Przejeżdżając nad "86" widzę korek ciągnący się aż do browaru. Od browaru nic nie jedzie. W oddali koguty straży i policji. Toczę się ścieżką i zastanawiam się czy zablokowana, czy nie. Nie jest. Przystaję cyknąć foto. 2 nieźle zmasakrowane samochody. Ten z rozwalonym przodem już na lawecie. Ten z rozwalonym lewym przodem właśnie wciągają. Pewnie jeden myślał, że zdąży wyjechać, a drugi myślał, że poczeka. Toczę się dalej bokami w stronę ścieżki do Wojkowic i spod Orlenu na prostą do domu. Tu zostawiam plecak, zabieram sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Przyjemne i spokojne kręcenie powrotne.


Kategoria Praca

DPZD

Środa, 19 września 2018 | dodano: 19.09.2018

Start strasznie grzebany. Do tego jeszcze musiałem doluftować koła i ostatecznie zaczynam toczyć się o 6:18. Odczuwalnie nie jest zbyt chłodno ale powietrze jakieś takie bardziej ostre. Już nie mogę się nim zaciągnąć tak głęboko jak dotychczas. Zauważyłem, że zaczynam się pilnować z oddechem i mieszam powietrze wciągane nosem i ustami by nie przepuszczać przez gardło całkiem zimnego. To z kolei powoduje, że solidne pociskanie nie jest zbytnio możliwe. Objaw tego miałem już na skrzyżowaniu z "86". Wyprzedza mnie za nim człowiek na krosówce i widać, że ciśnie. Przez chwilę miałem odruch by go ścigać, ale kiedy zassałem zimne powietrze, jakoś mi ochota przeszła. Poza tym on poleciał w stronę fabryki domów, a ja odbiłem w lewo, więc może i dobrze się złożyło, że nie było zabawy w króliczka. Jadę swoje, co nie znaczy, że zamulam. Nie mogę sobie na to pozwolić. Czas na Zielonej mam całkiem dobry. Kolejne punkty też przeskoczone w górnych granicach bezpieczeństwa. Na zagórskiej "ścieżce rowerowej" dwa wnerwy. Najpierw za stadionem z osiedla wyjeżdża "kierowniczka" zupełnie nie przyhamowując przed "ścieżką". Gdybym nie uważał na to miejsce, to by mnie mogła zgarnąć. Potem przed przystankiem puszczony luzem pies nagle spietrał i wystartował mi prosto pod koła. Wiele nie brakło bym po nim przeleciał przy 25km/h. Reszta drogi bez sensacji. Na miejscu jestem równo o 7:00. W sumie przyjemny dojazd do pracy. I średnia wyszła niezła. Dawno się tak nie spinałem na dojeździe. Choć rezerwy jeszcze były.

Piękne lato popołudniem ponownie. Dziś bez objazdów. Prosto przez centrum Zagórza i obok Makro do Decathlonu. Tam trochę schodzi na znalezieniu potrzebnych rzeczy bo znów zrobili przestawianki na regałach. Niestety też nie wszystko udało się dostać. Ale nowa mata i nowe podkowy do jeżdżenia są. Wracam bez kluczenia przez Warpie, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Tempo niespieszne. W lesie między gródkowską podstawówką a tartakiem na poboczu stoi Opel z rozbitym przodem, po drugiej stronie inna osobówka na awaryjnych ale po niej nie widać zniszczeń. Chyba Opel wjechał w zadek.


Kategoria Praca