Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
41.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
22.16km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieram się w miarę sprawnie i na kołach jestem o 6:08. Jest przyjemnie. Słoneczko, lekko wieje, trochę niegroźnych chmurek wysoko na niebie. W ramach walki z rutyną dojazdów dziś kręcę w stronę Wojkowic, skąd drogą rowerową do Grodźca i tam na drogę rowerową do Będzina. Potem przez Zamkowe na Nerkę i powrót na utarty szlak przez 11-go Listopada, Stary Będzin, Środulę i Mec. Jechało się bardzo przyjemnie i prawie spokojnie. Jedynie w Grodźcu znalazł się jeden wyrywny, który z podporządkowanej wyskoczył nieco za dynamicznie ale w ostatniej chwili się zreflektował i zatrzymał nieco wyjeżdżając na mój pas ruchu. Na szczęście miałem dość czasu i miejsca by go bezpiecznie objechać więc w sumie się nic nie stało. Jednak oczy warto mieć cały czas dookoła głowy. Upały powodują zmęczenie i wtedy ludzie robią różne głupie rzeczy.
Po południu już miłe ciepełko, lekki wiaterek i sporo słońca. Powrót robię przez centrum Zagórza i Mortimer ścieżką rowerową. Potem Starocmentarną do przejazdu pod "94" i dalej przez Reden w kierunku Mostu Ucieczki. Ze względu na ruch odbijam jednak w prawo i kawałeczek dalej jadę na przejazd kolejowy i dalej w stronę Łęknic, gdzie wbijam na bieżnię przy P3 i kręcę nią do Piekła. Tam wbijam na bieżnię przy P4 i jadę w stronę Preczowa. Stąd już prosto do Sarnowa i Psar. Przy remizie strażackiej jeszcze robię małe wygięcie w lewo i podjeżdżam do wsiowego DINO na małe zakupy. Potem już prosto do domu. Przyjemny, niespieszny powrót do domu. Nawet dość spokojny. W nagrodę na finiszu zimniutkie PIWO :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
41.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
22.16km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wczorajsze zamulenie jeszcze mi nie przeszło więc rezygnuję z przedwyjazdowego śniadania. Daje mi to kilka minut ekstra na starcie. Ruszam o 6:06. W ramach walki z rutyną dojazd robię dziś przez Sarnów, Preczów, Pogorię 4 i 3, Reden i las zagórski. Dzięki temu przelot do pracy wyjątkowo spokojny i przyjemny. O dziwno, mimo niezaładowania akumulatorów przed startem, kręci mi się całkiem nieźle. Warunki bardzo przyjemne. Lekki wiaterek chyba ze wschodu lub kierunku zbliżonego. Ładne słoneczko. Drobne, wysokie chmury. Temperatura w sam raz. Na miejscu lekko przed 7:00.
Przyszło dziś chwilę dłużej w pracy posiedzieć. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło bo przynajmniej w deszczu nie musiałem jechać. Ruszam w powrót po 18:00. Zrobiło się nawet całkiem przyjemnie. Trasę kręcę w stronę parku środulskiego i dalej w stronę Pogoni. Przebijam się do Czeladzi i potem dalej do Wojkowic. Mała wariacja trasowa dla odmiany przy cmentarzu komunalnym ale potem powrót na prostą od Orlenu do domu. Tempo umiarkowane. Trochę chyba podwiewało miejscami ale na szczęście nieprzeszkadzająco. Plusem późniejszego powrotu było też to, że na drogach było o wiele spokojniej niż w trakcie popołudniowego szczytu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
33.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:31
-
VAVG
21.76km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozkręcam się przeciętnie sprawnie i na kołach jestem o 6:11. Jest zdecydowanie bardziej rześko choć na niebie ani jednej chmurki i pięknie podające słoneczko. Na odcinku "913" od Strzyżowic do świateł na "86" dość intensywny ruch. Co chwila wyprzedza mnie potok samochodów. Głównie osobowe. Za światłami robi się spokojniej aż do centrum Dąbrowy Górniczej. Potem kawałek od wyjazdu z Parku Hallera do Shell-a w Sosnowcu i dalej spokojnie ścieżką. Na miejscu jestem z zapasem 4 min. Przyjemnie się kręciło dojazd ale chyba powoli będzie trzeba się przepraszać z cieplejszymi ciuchami, rękawiczkami itp. Co prawda upały mają jeszcze wrócić ale jednak kontrast pomiędzy porankiem a środkiem dnia jest na tyle duży, że wydaje się iż rano jest po prostu zimno. Ehh... Chyba się przyzwyczaiłem do tych +30.
W ciągu dnia coś mnie zmuliło nieco i zaczął mnie do kompletu ćmić baniak. Z tego też powodu powrót krótki i złożony ze skoków od lasu, do lasu by nieco uciec w cień. Na początek do centrum Zagórza i potem w stronę Makro. Przez las przebijam się na Mydlice i dalej na Warpie. Tu wyjeżdżająca z osiedla biała beemka prawie by mnie trafiła na zjeździe gdybym nie wyczuł, na co się zanosi. Objeżdżam zamek od strony cmentarza bo tam też jest trochę cienia i przez nerkę wpadam na Zamkowe. Przemykam szybko w stronę lasu grodzieckiego i w jego cieniu dociągam do świateł na "86". Przy Lidlu wbijam w pola i do lasu gródkowskiego, którym to dojeżdżam do szkoły podstawowej. Poboczem wzdłuż "913" do przejazdu kolejowego w Gródkowie i reszta asfaltem "913" do skrzyżowania przed Strzyżowicami i do domu. W sumie nieźle się jechało. Momentami nawet dość dynamicznie. Jednak słabe samopoczucie zniechęciło mnie do większego gięcia.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
01:52
-
VAVG
18.75km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch nieco kulawy. Na kołach jestem o 6:15. Jest zauważalnie chłodniej niż jeszcze w piątek, ale dalej przyjemnie. Bardziej rześko. Kręcę dojazd przez Będzin. Droga spokojna, ruch niewielki. Na miejscu jestem z zapasem 2 min.
Jeszcze kilka dni potrwają konsultacje odnośnie zmian czasu z letniego na zimowy. Za lub przeciw można się wypowiedzieć pod tym adresem: https://ec.europa.eu/eusurvey/runner/2018-summertime-arrangements. Jakby tak letni pozostał na stałe... Ehhh marzenia. Ale kto wie? Może Europa wykaże się rozsądkiem...
Jako, że dziś do pracy zatoczyłem się full-em, to aż się prosiło o powrót, choć w części, terenowy. Zaczynam od rajdu przez las zagórski w stronę przejazdu pod "94" na Starocmentarnej. Potem pod Most Ucieczki i w stronę Zielonej. Robię foto nowego konstruktu pod mostek i lekkim objazdem jadę w stronę mostku na Czarnej Przemszy. Nie wbijam jednak na czarny szlak tylko jadę nieco dalej w stronę Preczowa i tam dopiero wbijam w las. Dzięki temu wybywam już w Sarnowie, gdzie przebijam się na zachodnią stronę "86". Za światłami znów wbijam w teren i przez Park Żurawiniec, focąc po drodze budowę żłobko-przedszkola, kieruję się na polną dróżkę do Strzyżowic. Osiągnąwszy ponownie asfalt staczam się nim prosto do domu. Powrót spokojny, przyjemny i niespieszny. Temperatury jakby dziś nieco niższe. Lekkie podmuchy wiatru nosiły w sobie znamiona wręcz chłodu.
Kategoria Praca
DPZDZDZD
-
DST
40.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch sprawny ale ruszam dopiero o 6:15 bo jeszcze chwilkę zajęło mi zrywanie papierówek na małe conieco do pracy. Wciąż jest przyjemnie o poranku. Toczę się bez ociągania ale też i bez ciśnienia. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą przebiega spokojnie. Na miejsce zataczam się z dwuminutową obsuwą.
Przyjemne ciepełko trwa. I oby tak jak najdłużej. Dziś powrót na kierunku do Będzina więc standardowo po drodze Mec i Środula. Parkuję na chwilę przy będzińskim Kauflandzie i robię rundę zakupową. Potem turlam się do domu przez Łagiszę i Sarnów. Tu rozładowuję plecak, zakładam sakwy i robię standardowe zagięcie do Lewiatana. Tu druga runda zaopatrzeniowa. Z ładunkiem staczam się do domu. Tu też odkrywam, że zapomniałem zabrać torbę, którą położyłem sobie na ladzie obok sakw, żeby jej nie zapomnieć. Tak więc zostawiam nierozpakowane zakupy i robię powtórkę zagięcia do Lewiatana. Z torbą zjazd do domu. Przyjemnie się jeździ. Pasują mi te temperatury jak nigdy. Szkoda tylko, że na Srebrnym nie mogę przycisnąć. Zdecydowanie jak będę miał do odbioru Błękitnego to Srebrny idzie na modernizację.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
21.35km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch może nie jakiś super sprawny ale jest w zapasie kilka minut więcej. Startuję o 6:06. Przed drzwiami mam tak ciepło, że aż jestem zdziwiony, że może być tak o tej porze. Na szczęście to tylko taki jeden punkt. Dalej jest już chłodniej, przyjemniej. Znów naszło mnie na kombinacje na dojeździe. Tym razem kręcę prosto pod wojkowicki Orlen i tam wbijam na ścieżkę do Grodźca. Bokami, by nie wspinać się pod kościół, przebijam się potem na ścieżkę od browaru do Zamkowego i przez osiedle do Nerki. Potem wracam na utartą trasę przez 11-go Listopada, Stary Będzin, izbę wytrzeźwień, Środulę i Mec. Jechało się bardzo przyjemnie. Na miejscu mam ze 3 min. zapasu.
Milusie ciepełka utrzymują się :-) I bardzo dobrze. Jednak dziś nie wykorzystuję ich do większych objazdów. Za to robię sobie powrót w dużej części terenowy. Zaczynam od przelotu przez las zagórski w stronę przejazdu pod "94" na Starocmentarnej. Potem przez Robotniczą i Zieloną wbijam na czarny szlak do Łagiszy i potem dalej jego przedłużeniem do przejazdu kolejowego pod "86". Tam kontynuuję przez pola aż do wyjazdu na ul. Wiejskiej w Psarach niedaleko źródełka. Reszta już do domu grzecznie asfaltem. Powrót przyjemny i bardzo spokojny. Tym razem nikt mnie nie usiłował zamordować :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
20.40km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Lato w pełni więc późny, w warunkach jesienno-zimowych, wyjazd o tej porze jest jak najbardziej o czasie. Można sobie przycisnąć, jechać lżej ubranym, ruch na drogach mniejszy. Te kilkanaście minut mogę poświęcić na marudzenie rozruchowe. Efekt jest taki, że na kołach jestem o 6:12. Przyjemnie. W nocy popadało i gdzieniegdzie widać tego ślady ale za to jest bardziej rześko. Kręcę dziś dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Nadziewam się na odjeżdżający pociąg KŚ na "dworcu kolejowym" w D. G. więc chwila stania. Potem chwila przerwy przy DorJan-ie. Któryś raz już z kolei spadł mi łańcuch między wózek a dolne kółeczko przerzutki. Domyślam się, że problem tkwi w kółeczku. Oryginalne były zjechanie już tak, że nie było widać ząbków więc wymieniłem je na nowe. Wziąłem jednak tańsze i przy montażu okazało się, że ze względu konstrukcyjnego są minimalnie szersze. Musiałem nawet wymienić śruby skręcające wózek. Przez to jak trafiam na serię wertepków to łańcuch potrafi ześliznąć się z kółka i się blokuje. Irytujące i może być niebezpieczne na zjazdach. Powrót planuję przez serwis w celu zakupu tych lepszych. Jednak doświadczenia pokazują, że sprzętu na jakimś tam już poziomie nie serwisuje się tanim badziewiem. Reszta drogi już bez sensacji. Na miejscu jestem z minutą zapasu. Przyjemny dojazd do pracy.
Powrót ponownie w przyjemnym ciepełku. Było też trochę wiaterku więc warunki do jazdy idealne. Kręcę powrót na kierunku do Będzina czyli przez Mec i Środulę. W serwisie pytam o kółeczka. Wyszły. Chwilę jeszcze porozmawiałem i jadę do konkurencji za rogiem. Nie ma. Ostatnia deska ratunku - Olimpijczyk. Nie ma do XT. Są ślizgowe do SLX. Na oko wydają mi się nieco cieńsze więc ryzykuję i biorę. Powrót przez Zamkowe i las grodziecki w drodze do świateł na "86". Potem przy Lidlu do lasu gródkowskiego. Przy podstawówce wbijam na chodnik wzdłuż "913" do tartaku. Reszta już asfaltem. Przy pawilonach na skrzyżowaniu przed Strzyżowicami o mało co mnie nie rozjeżdża ruszający z pobocza Mercedes. Brakło może 50cm. Ale mi ciśnienie skoczyło. W domu zabieram się za przekładkę kółeczek. Pomiar suwmiarką wykazał, że zakupione kółeczka są węższe o całe 2mm od tych zamontowanych w przerzutce. Po skręceniu widać wyraźnie, że wózek jest ciaśniejszy. No i wystarczyły krótsze śruby. Jutro przelecę się gdzieś po wertepkach by sprawdzić czy dobrze zgadłem co jest nie tak :-) Jest jeszcze opcja, że po prostu przerzutka już wytrzaskana. W końcu służy od nowości, a to już ponad 21k km. I tak powoli godzę się z myślą, że przy następnym przeglądzie poza wymianą napędu będzie też i przerzutka tylna do wymiany.
Kategoria Praca, PrzerzutkaT, Serwis
DPOD
-
DST
56.00km
-
Teren
12.00km
-
Czas
02:40
-
VAVG
21.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jakoś udało się dziś sprawniej pozbierać i na kołach jestem o 6:04. Te kilka minutek zapasu postanowiłem wykorzystać i zrobić mały terenowy flow w drodze do pracy. Ruszam w zupełnie przeciwną stronę niż zwykle i po kilometrze asfaltu wbijam w teren w stronę osiedla w Malinowicach. Jedzie się cudnie. Do tego widoki pól o poranku z podnoszącą się mgłą i przeświecającymi przez to promieniami słońca. Przy Urzędzie Gminy w Psarach wbijam do Parku Żurawiniec i dalej w stronę świateł na "86" w Sarnowie. Przeskakuję trasę i asfaltem przetaczam się do Łagiszy by wbić na czarny szlak na Zieloną. Od Zielonej powrót na utartą trasę przez "dworzec kolejowy", Park Hallera, Mortimer i centrum Zagórza. Przyjemnie się leciało. Spokojnie. Na miejscu jestem z zapasem 5 min.
Temperaturki zrobiły się moje ulubione. Najlepsze dla mnie do jeżdżenia. Nie było opcji by choć trochę nie skorzystać na powrocie. Zaginam. Większość asfaltem. Na początek do Kazimierza Górniczego i dalej do Gołonoga. Potem wzdłuż torów przy Pogorii 1 do Piekła i terenem wzdłuż Pogorii 4 do Wojkowic Kościelnych. Na światłach na "86" przeskakuję na zachodnią stronę trasy i przerzucam się na szlak niebieski rowerowo-pieszy do Warężyna. Stamtąd droga już prosta do domu przez Dąbie-Chrobakowe, Malinowice i Psary. Jechało się pięknie. Może nie za szybko miejscami, bo trochę podwiewało, ale i tak mnie jazda bardzo cieszyła. Trochę korciło jeszcze pozaginać ale zew zimnego browarka okazał się silniejszy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
41.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
20.50km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poranek oporny. Takie przynajmniej mam wrażenie. Wytaczam się na koła o 6:09. Jeszcze jest w miarę przyjemnie. Trochę chmurek, trochę słońca, raczej bez wiatru, ślady opadów na jezdniach. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Przelot spokojny. Tempo bez ciśnienia. Na miejscu mam kilka minut zapasu. Już czuć, że temperatura zauważalnie skoczyła w górę.
Przed wyjściem z pracy kilka razy zagrzmiało i nad Firmą pojawiła mi się ciemniejsza chmurka ale ostatecznie deszcze nie spadł. Kręcę powrót w stronę Środuli i Pogoni. Potem do Czeladzi, gdzie robię małą eksplorację i wracam na objeżdżoną trasę do Wojkowic. Spod Orlenu prosta zaczynająca się od wertepków. Nim dojechałem do domu robię jeszcze wygięcie do wsiowego Lewiatana bo naszła mnie ochota na lody. Przy tych upałach powinny wejść bardzo szybko. Potem zjazd do domu i konsumpcja.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
18.78km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch standardowy. Na kołach jestem o 6:08. Czuć dużo wilgoci po wczorajszych burzach i ulewach. Od północy i wschodu chmury zasłaniają słońce. Powietrze ledwo się rusza. Do kręcenia warunki nawet niezłe. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Trafiam na opuszczony szlaban na "dworcu kolejowym". Dość dawno mi się to nie zdarzyło. Na miejscu jestem z zapasem minuty. Dojazd spokojny ale trochę wymęczony. Mało snu przełożyło się na słabe kręcenie. Na odcinku Łagiszy wręcz zasypiałem. Dopiero jak zaczęły się podjazdy w D. G. to nieco otrzeźwiałem.
Przed wyjściem z pracy nieco popadało więc start przy mokrych jezdniach. Opady dziś generalnie burzowe i całkiem sporo ich śladów napotkałem po drodze. Udało się wrócić na sucho choć niestety uflejanym. Trasa bez większego gięcia przez Mec i Środulę do Będzina. Tu troszkę nietypowo kręcę się wypatrując jakichś stoisk z parasolami. W końcu warunki sprzyjają sprzedaży takich produktów. Jednak nie udaje się nic znaleźć bez wchodzenia do sklepów. Dziwne. Zaginam z centrum miasta w stronę Zamkowego i dalej do Grodźca. Wspinam się pod kościół (ten niżej położony) i zjeżdżam w stronę Biedronki. Tu jest też mini targowisko ale wszystko pozamykane. Coś ci nasi handlowcy nie bardzo łapią okazję. Może jutro mi się na targ zechce pojechać choć na popołudnie mam już plany nierowerowe. Tymczasem staczam się w stronę Wojkowic i za Orlenem wbijam w teren na prostą do domu. Cała trasa kręcona niespiesznie by nie nadziać się na opad z ołowianej chmury, która rozciągała się przede mną, na zachodzie. Największego ufleja złapałem jeszcze na Środuli. Przy cmentarzu po ulewach i długich opadach zawsze zbiera się tam woda. Do tego trwa naprzeciw cmentarza budowa. Resztę łatwo sobie dośpiewać. Potem po drodze też jeszcze czasem trafiał się jakiś bryzg wody.
Kategoria Praca






















