limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%)
Czas w ruchu:5998:30
Średnia prędkość:19.03 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2903
Średnio na aktywność:39.33 km i 2h 04m
Więcej statystyk

DPD

  • DST 35.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 19.09km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 24 sierpnia 2018 | dodano: 24.08.2018

Przedweekendowy rozruch sprawny i na kołach jestem o 6:06. Kręcę raczej spokojnie trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na drogach jakby bardziej luźno. Pewnie to te kilka minut wcześniej wyjechane dają taki efekt. Warunki systematycznie zmierzają ku jesieni. Odczuwalnie już nie jest tak ciepło. Zwłaszcza kolana dają znać, że już nie jest tak przyjemnie. Wciąż jednak jeszcze wdzianko "na krótko". Trochę się zastanawiam jak będzie po weekendzie bo prognozy mówią o drastycznym spadku temperatury. Na razie jest ok. Do pracy zataczam się z zapasem kilku minut. Przyjemny dojazd do pracy.

Wychodząc z pracy widzę ołowiane chmurki i błyskawice. To na kierunku do Dąbrowy Górniczej. Na kierunku do Będzina jakby lepiej. Co robię? Oczywiście wybieram kierunek na D. G. Przez las zagórski jeszcze przejeżdżam na sucho. Na Redenie zahaczam o ścianę płaczu. Wciąż na sucho. Kręcę spiesznie w stronę Mostu Ucieczki. Już pojawiają się pierwsze krople. Za Mostem zaczyna lać. Na szczęście udaje mi się schować pod gęstym drzewem i jakoś mnie nie zlewa. Zakładam pokrowiec na plecak, bo do domu jeszcze daleko. Kapie ale jadę. Druga fala dopada mnie jak już objechałem Zieloną w stronę Preczowa. Chwilę stoję ale widać, że to potrwa więc godzę się z faktem, że na sucho się nie uda i jadę. Nawet nie jest źle. Docieram do Preczowa w okolice remizy strażackiej, kiedy znów porządnie lunęło. Chwilę czekam na przystanku aż przejdzie w zwykły deszcz. Potem jadę dalej. Do następnego przystanku gdzie znów czekam aż nieco zelżeje. W Sarnowie kapie równo ale nie za mocno więc jadę. Na 3km przed domem znów lunęło. Tym razem nie mam się gdzie schować więc jadę. Błyskawicznie jestem mokry do gołej skóry. W butach rzeka. Kiedy docieram do domu już nie pada i na chwilę nawet błyska słoneczko. Miałem nadzieję, że uda mi się na sucho dotrzeć ale jednak prognozy się sprawdziły, te z poranka, te z popołudnia obiecywały powrót na sucho. Mimo wszystko fajnie się jechało. Zmoknąć przy +30 to nie problem. Może tylko raz przez chwilę poczułem, że mi jest chłodno. Tak całą trasę było ok.


Kategoria Praca

DPOD

Czwartek, 23 sierpnia 2018 | dodano: 23.08.2018

Ciężko było się zebrać o poranku. W efekcie na kołach jestem o 6:16. Nie ma rady, trzeba w jazdę włożyć trochę uczucia. Na trasie przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą jest bardziej płasko więc obieram ten wariant. Warunki nawet sympatyczne. Trochę słoneczka, trochę chmurek. Wiaterek delikatny. Dziś bez zgrzytów i nerwów cała trasa. W Parku Hallera małe zdziwienie bo kawałek ścieżki rowerowej i chodnika rozebrany na całej szerokości i odgrodzony. Da się na szczęście objechać bokiem. W ogóle w parku pełno sprzętu. Wywrotki, koparki. Wciąż wkurza mnie tarcza przy przednim kole. Niby wszystko jest ok jak luźno puszczę koło ale jak wsiądę na rowerek i zacznę jechać, to coś gdzieś zaczyna pracować i tarcza hałasuje. Chwilę się jeszcze pomęczę, może się dotrze. Jak nie, to czekają mnie studia nad problemem :-/ Na miejscu jestem z zapasem 3 min. i nawet przy niezłym czasie. Ogólnie przyjemny dojazd.

Na wylocie z pracy bardzo przyjemne warunki. Dużo ciepełka, dużo słońca, trochę wiaterku. Milusio. Dziś powrót z objazdami. Pośredni punkt docelowy - centrum Katowic. Kręcę tamże przez Środulę, Morawę, Bogucice. Przelot bez sensacji. Po zjeździe ze środulskiej górki ścieżką rowerową udaje mi się zgubić tarcie tarczy przedniego hamulca dzięki ostremu hamowaniu. W centrum Katowic załatwiam co miałem do załatwienia i wracam na kierunku Pętla Słoneczna, Plac Alfreda, Bytków, Siemianowice Śląskie, Rozalia, Wojkowice, Rogoźnik, Góra Siewierska, Strzyżowice. Przejazd niespieszny ale też i bez guzdrania. Tak by mieć jakiś ruch powietrza na twarzy. Dzięki temu podwyższoną temperaturę dawało się przyjmować całkiem dobrze. Po drodze tylko dwa postoje na pojenie. Bardzo przyjemny powrót z pracy. I pożyteczny do tego.


Kategoria Praca

DPSOD

  • DST 43.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:20
  • VAVG 18.43km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 22 sierpnia 2018 | dodano: 22.08.2018

Zbieram się przeciętnie sprawnie. Ruszam o 6:09. Optycznie jest miło na dworze ale odczucie temperatury już nie takie radosne jak wczoraj. Nogi zauważają, że jest chłodniej. Kręcę dziś dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Pomijając gęsto przeskakujący łańcuch i jednego kierownika w srebrnym Audi na dąbrowskich blachach, który na Alei Róż zrobił to, co już nie raz miałem okazję widzieć, czyli przeleciał mi przed nosem wyprzedzając i zjeżdżając na "94", to w sumie dojazd przyjemny i spokojny. Ale niezbyt spieszny. Na skrzyżowaniach czekałem aż będę miał dużo wolnego miejsca na start bo na niepewnym napędzie musiałem ruszać powoli i delikatnie. Na szczęście to już ostatni dzień jazdy na tym napędzie. Jeszcze tylko po pracy dotoczyć się do serwisu w Będzinie.

Powrót na kierunku do Będzina ale nieco zakolem bo w serwisie umówiony jestem na 16:00. Kręcę więc lekkim objazdem przez Środulę, gdzie robię postój na trawce i kilka foto Srebrnemu przed modernizacją. Potem przetaczam się w stronę Pogoni i ścieżką rowerową ciągnę prawie pod samą nerkę w Będzinie. Tam odbijam do przejścia pod torami tramwajowymi i prosto do serwisu. Jazda była znów taka sobie. Nie musiałem się spieszyć więc kręciłem delikatnie ale i tak nie udało się uniknąć przeskoków łańcucha. Czasem w dość niewłaściwych miejscach typu skrzyżowanie. Ostatecznie odstawiam Srebrnego ordynując zakres prac i odbieram Błękitnego po przeszczepie suportu. Powrót dalej nieco gięty. Wspinam się na Syberkę i kładką jadę pod M1 w Czeladzi. Dalej przetaczam się krawędzią miasta w stronę wojkowickiego Orlenu skąd już prosta do domu. Trochę na powrocie wkurzała mnie przednia tarcza hamulca. Rytmiczne tarcie sprawiło, że kilka razy przystawałem i próbowałem wychwycić moment powstawania odgłosu. Ostatecznie udało się zniwelować denerwujący odgłos dopiero w domu po wyczyszczeniu tarczy. Rano jeszcze tylko smarowanie łańcucha przed wyjazdem. Cały dzień idzie na konto Strzały, bo na niej zrobiłem 28km.


Kategoria Praca, Serwis, Suport

DPOD

  • DST 41.00km
  • Teren 12.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 21.58km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 21 sierpnia 2018 | dodano: 21.08.2018

Zbieram się w miarę sprawnie ale przed startem jeszcze smarowanie łańcucha, zrywanie garści owoców do pracy i ostatecznie wytaczam się o 6:09. Jednak nie porzucam porannego postanowienia by polecieć lekko naokoło i częściowo terenem. Zwłaszcza, że warunki są bardzo przyjemne: słoneczko, chyba bez wiatru albo sprzyjający, ciepło. Kręcę na początek wertepkami w stronę osiedla w Malinowicach i dalej do świateł na "86" w Sarnowie. Potem zjazd do Preczowa i bieżnią przy P4 i P3 do Dąbrowy Górniczej gdzie odrobinę kluczę by przejechać przez tory pod Mostem Ucieczki. Potem na Starocmentarną i w teren do lasu zagórskiego. Do pracy podjeżdżam od zadniej strony z obsuwą dwóch minut. Ale za to przyjemnie i spokojnie się jechało.

Po pracy warunki bardzo przyjemne choć na niebie pojawiło się trochę gęstszych chmur. Jednak nie burzowe i czasem spomiędzy nich wychylało się słoneczko. Trochę niegroźnego wiaterku. Powrót kręcę na kierunku do Będzina. Przez rondo w centrum Zagórza kieruję się w stronę Makro i dalej do lasu by dotrzeć na Mydlice. Tam znów terenowym skrótem na Warpie i dalej do serwisu. Na jutro mam do odbioru Błękitnego. Tak więc jutro Srebrnym do pracy i zostawię go w serwisie na wymianę napędu i małą modernizację. Kontynuuję powrót przelotem przez Zamkowe na drogę rowerową do Grodźca. Spod browaru bokami przebijam się na drogę rowerową do Wojkowic i przed samymi Wojkowicami wbijam w teren by wyjechać z niego w Gródkowie. Stąd zagięcie terenem pod wsiowe DINO i dalej do Lewiatana na kolejną rundę zakupową. Z balastem prosto do domu. Przyjemny i niespieszny powrót do domu, gdzie czeka zimne PIWO :-)


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 61.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 02:46
  • VAVG 22.05km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 20 sierpnia 2018 | dodano: 20.08.2018

Rozruch mozolny przy poniedziałku zakończony startem o 6:19. Z tego też powodu trasa dziś przez Będzin bo zawsze to o kilometr mniej do wyrzeźbienia czyli jakieś 2-3 min. szybciej. Warunki bardzo przyjemne. Lekki wiaterek. Na drogach jakby większy ruch, zwłaszcza na odcinku do świateł na "86". Potem trochę luźniej. Na mecie jestem z zapasem 3 min. Przyjemny, choć dynamiczny, dojazd do pracy.

Na wyjściu miłe ciepełko, trochę wiaterku i dużo słońca. Od razu naszła mnie ochota na zaginanie. Ruszam przez las zagórski w stronę przejazdu pod "94" na Starocmentarnej. Tam zaczynam giąć nieco po Dąbrowie Górniczej by ostatecznie jednak wypaść na Łęknicach i bieżnią przy P3 dotoczyć się do Piekła a potem bieżnią przy P4 do Marianek. Tu jakoś tak koła zaciągnęły mnie na kierunek do Ratanic i tak poleciało dalej do Wojkowic Kościelnych, Podwarpia, Przeczyc, Sadowia, Zawady, Nowej Wsi, Twardowic, Góry Siewierskiej i Strzyżowic. Tu widzę, że jest okazja dogiąć do 60km więc jeszcze robię standardowy dojazd do wsiowego Lewiatana na rozpustne zakupy. Funduję sobie 2 Kasztelany, litrowe lody i trochę innych kalorii, których to odzyskanie uznałem za stosowne. Potem już zjazd do domu i konsumpcja. Bardzo przyjemnie się jechało. Nawet dość sprawnie jak na pagórki, które miałem po drodze. W Nowej Wsi wziął mnie na podjeździe króliczek. Zerwałem się za nim ale szedł na tyle dobrze, że zaczął mi odchodzić. Po drodze zjechał jednak do Najdziszowa, a to nie był mój kierunek i w sumie nie było okazji powalczyć. Jakieś 200m od mety, na całkiem pustej drodze, wyprzedza mnie prawie na gazetę i przy dość dużej prędkości jakaś czerwona konserwa. Trochę przypominało mi to Audi TT. Rzucam za nim sakramentalna urwą. Ogólnie jednak przyjemne kręcenie powrotne.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 48.00km
  • Teren 7.00km
  • Czas 02:28
  • VAVG 19.46km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 17 sierpnia 2018 | dodano: 17.08.2018

Przy piątku nawet nieźle się wstawało ale koniec końców i tak na kołach jestem dopiero o 6:10. Rześko ale jeszcze przyjemnie. Trasę dojazdową kręcę jak wczoraj, przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Właściwie byłoby spokojnie gdyby nie znów rondo w centrum Dąbrowy Górniczej. Wjeżdżam na puste rondo ale obserwuję kierunek z Będzina i widzę jak ciśnie ostro szara Thalia i za nią ciągnik z naczepą. Renówka ewidentnie ryje się na rondo bez zatrzymywania. Gdybym na nią nie uważał i nie przyhamował to by mnie zdrowo trzepnęła. Ciągnik zatrzymał się prawidłowo. Rzucam za "kierownikiem" w Renówce "urwą jego macią" i życzę mu, by go karma na drodze dorwała. Reszta drogi już spokojna. Na miejscu ze sporym zapasem minutek. W sumie przyjemny dojazd.

Na powrocie przyjemne ciepełko, trochę wiatru niegroźnego, słoneczko momentami przesłaniane chmurkami. Milusio. Naszło mnie na powrót gięty, niestandardowy i niespieszny. Zaczynam od terenu w stronę Placu Papieskiego i dalej na Środulę. Testuję kładkę, której to powstawanie swego czasu śledził Marcin. Taka sobie. Da się rowerem przejechać ale bardziej to pod wózki z dziećmi niż na rower. Potem przez osiedle slalomuję w stronę przejazdu kolejowego na Chemicznej. Chwilkę muszę odstać nim przetoczy się KŚ. Potem przy Żylecie przeciskam się na most nad "86" i zwykłą trasę przelatuję przez Czeladź kierując się na czerwony szlak w stronę Przełajki. Z Przełajki do Wojkowic ale jeszcze nie do domu. Odbijam w stronę pola paintobolowo-aesgowego i dalej terenem w stronę parku w Wojkowicach. Stamtąd obieram kierunek na Rogoźnik. Zakosami, bocznymi uliczkami kieruję się do Strzyżowic. Po drodze widzę u ludzi na placu zwierzaki niecodziennie u nas. Dwie lamy (albo lama i alpaka, nie jestem ekspertem a poza tym to był tyko szybki rzut okiem przez płot) paradują dumnie po ogrodzie. Już, już miałem zjeżdżać do domu ale zerknąłem na licznik i jeszcze zdecydowałem się na zagięcie przez górkę paralotniarską w Górze Siewierskiej. Wspinaczka poszła gładko i raz dwa jestem na szczycie. Chwila na złapanie oddechu i podziwianie panoramy. Potem już bez kombinacji zjazd do domu. Trochę korciło mnie by jeszcze pozaginać ale zew zimnego piwa okazał się silniejszy. Przyjemni i spokojny powrót z pracy.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:34
  • VAVG 22.34km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 16 sierpnia 2018 | dodano: 16.08.2018

Rozruch przeciętnie sprawny zakończony startem o 6:12. Przyzwyczajony do niedawnych ciepłych dni odbieram dzisiejszy poranek jako chłodny mimo tego, że temperatura jest pewnie gdzieś w okolicach +15, +17 stopni. W grudniu tyle to będą upały. Wiatr nawet jak się rusza, to na tyle nieznacznie, że go nie rejestruję. Na niebie trochę chmurek i sporo słońca. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Dziś, dla odmiany, wkurzali mnie piesi. Przynajmniej w kilku miejscach poustawiali się na ploty blokując ścieżki rowerowe. Poza tym spokojny i przyjemny dojazd do pracy. Na miejscu z zapasem kilku minut.

Na powrocie przyjemnie. Słońce, lekki wiaterek, ciepło. Kręcę powrót nieco gięty. Na początek do centrum Zagórza i dalej w stronę Makro. Potem przez las na Mydlice i terenowym skrótem w stronę Koszelewa. Tu zjeżdżam na Ksawerę i przebijam się na ścieżkę wzdłuż Czarnej Przemszy. Zachciało mi się rzucić okiem na miejską plażę w Będzinie i zobaczyć jak tam z frekwencją. Powiedziałbym, że tak sobie. Może nie pustki ale tłumów nie ma. Bez zatrzymywania się kręcę w stronę Namiarkowego i dalej do lasu grodzieckiego. Potem światła na "86" i teren wzdłuż Lidla do lasu gródkowskiego. Jego skrajem do szkoły i asfaltem w stronę żółtego szlaku. Wybywam w Psarach i resztę drogi ciągnę asfaltem lekko gnąc obok wsiowego DINO. Tym sposobem udaje mi się dociągnąć do 35km za cały dzień. Powrót niezbyt spieszny, spokojny i bardzo przyjemny.


Kategoria Praca

DPDZD

  • DST 37.00km
  • Czas 01:55
  • VAVG 19.30km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 14 sierpnia 2018 | dodano: 14.08.2018

Rozruch przeciętnie sprawny, zakończony startem o 6:09. Jest jakby odrobinę cieplej niż wczoraj rano. Oznak wiatru nie widzę ale mam wrażenie, że jednak powietrze stawia opór z kierunku jazdy. Na niebie trochę chmur, które momentami całkiem zasłaniają słońce. Ogólnie jest przyjemnie. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Przejazd spokojny i bardzo przyjemny. Na miejscu z zapasem 5 min.

Na powrocie trochę słońca, trochę chmur, trochę wiatru. Wracam deczko przymulony w tempie niezbyt spiesznym. Odczuwalnie jest jakby chłodno jak powieje. Po moich ulubionych ciepełkach wiele nie zostało. Kręcę przez Mec, Środulę, Stary Będzin, ścieżkę przy Małobądzkiej, Zamkowe, Grodziec i Gródków. W domu chwila przerwy. Potem zakładam sakwy na Srebrnego i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Potem zjazd z balastem do domu.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 57.00km
  • Teren 12.00km
  • Czas 03:03
  • VAVG 18.69km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 13 sierpnia 2018 | dodano: 13.08.2018

Rozruch niemrawy zakończony startem o 6:15. Jest bardziej rześko niż w piątek ale da się jechać "na krótko". Jedynie co zmieniam w czasie jazdy, to na światłach na "86" zakładam rękawiczki. Jak zwykle też, do tego miejsca ruch na drodze spory. Po przejechaniu skrzyżowania spada i aż do centrum Dąbrowy Górniczej jest spokojnie. Kręcę przeciętnie intensywnie, tak tylko by się nie spóźnić. Ostatecznie na miejscu jestem równo o 7:00. Przyjemny dojazd do pracy.

Pogoda na wyjściu z pracy wręcz obowiązkowa do wykorzystania na ekstra kręcenie. Tak też i robię czyli zaginam powrót. Zaczynam od wertepkowania w stronę Dańdówki. Potem asfaltami i różnymi skrótami przebijam się obok Waldkowej Działki na czerwony szlak do Milowic. Dalej przez Czeladź kieruję się na czerwony szlak na Przełajkę i obok kościoła wbijam w teren przy okazji czyniąc jedną negatywną eksplorację. Wybywam ponownie na asfalty na Rozalii i kręcę do Wojkowic. Stamtąd do Rogoźnika. Wyjeżdżam z niego w stronę Strzyżowic. Już, już miałem staczać się prosto w stronę kościoła kiedy natchnęło mnie jeszcze na dogięcie lekkie, więc zawracam i kieruję się wertepkami w stronę cmentarza w Strzyżowicach i dalej na górkę paralotniarską w Górze Siewierskiej. Tam chwila na podziwianie widoków. Lekki wiaterek wyczyścił dość dobrze powietrze i widoczność była dziś bardzo dobra. Potem już bez zakosów staczam się do domu na zimne PIWO :-) Przyjemny, niespieszny i spokojny powrót do domu.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 50.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 02:25
  • VAVG 20.69km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 10 sierpnia 2018 | dodano: 10.08.2018

Rozruch nieco leniwy przed weekendem i na kołach jestem o 6:11. Przyjemnie. Lekki wietrzyk, ciepło, słoneczko. Nie mam dziś ochoty na objazdy i pośpiech więc wybieram najkrótszy wariant dojazdowy przez Będzin. Kręcę spokojnie i bez ciśnienia a i tak na mecie mam 4 min. zapasu. Przyjemny dojazd do pracy.

Na wyjściu z pracy wygląda tak jakby się miały sprawdzić zapowiedzi sporej ulewy. Pierwsze kropelki pojawiają się już w centrum Zagórza. Nieco intensyfikują się na granicy Sosnowca i Dąbrowy Górniczej ale jeszcze nie osiągają stanu niewskazanej intensywności. Dają jednak niezłego kopa jeśli chodzi o animusz do kręcenia. Przelatuję przez Most Ucieczki (znaczy się pod) i tu krople są na tyle silne, że odpuszczam jazdę wzdłuż P3 i P4, jak planowałem. Kieruję się na Zieloną i czarny szlak do Łagiszy. Krople nie chcą porzucić mojego towarzystwa i trzymają się mnie aż do Sarnowa. Zanikają gdzieś na wjeździe do Psar. Dziś jednak nie jadę prosto do domu. Mam jeszcze punkt do zaliczenia w Twardowicach więc gnę w tamtą stronę przez żółty szlak w stronę Brzękowic Wału i dalej w stronę Góry Siewierskiej. Tu mała eksploracja, która już kilka razy po głowie chodziła i ostatecznie docieram do celu. Szybko załatwiam co miałem do załatwienia i robię odwrót. Zahaczam lekko o terenowe dróżki w Siemoni i wracam przez las na drogę Twardowice-Góra Siewierska. Stąd już asfaltem bez gięcia prost o do domu. Na niecały kilometr przed finiszem, już na mojej ulicy, widzę odjeżdżającą karetkę, radiowóz, osobówkę i skuter. Czyżby jakiś wypadek? Nie widać jednak plam krwi więc może nie było drastycznie. Policjanci rozmawiali na poboczu z trzema osobami. Przemykam obok tej sytuacji czujnie ale bez ociągania. Ostatecznie do domu wracam na sucho. Pogróżki były, ciemne chmury też ale nasz region musiało tylko minimalnie musnąć to, co miało w innych miejscach kraju nieźle wody zrzucić. Pewnie w wiadomościach będą informacje jak się skończyły te prognozy. Dla mnie przyjemny i spokojny, choć raczej dynamiczny, powrót do domu. A tam nagroda. Zimne PIWO! :-)


Kategoria Praca