Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
20.39km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start przeciętnie grzebany. Na kołach jestem o 6:10. Jest przyjemnie. Dużo słońca, mało wiatru, minimalne strzępki chmur tu i tam. Dojazd na trasie przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie, przyjemnie, niespiesznie i bez sensacji. Na miejscu mam rezerwę 5 min. Jedyny zgrzyt, to "kierowniczka" w Audi A2 na rondzie przy Aldi-ku w centrum D. G. Najpierw usiłowała wyprzedzić szosowca prawie go dojeżdżając. A potem stanęła na tym rondzie i musiałem z kolei ja hamować.
Wychodzę z pracy i widzę, że nad głową zbiera mi się czarna chmura. Szybki ogląd nieba i wychodzi na to, że w kierunku lasu zagórskiego mam szansę na skuteczną ucieczkę. Nie waham się ani chwili. Wybywam spośród drzew na Redenie. Mój zamysł przedostania się w stronę Zielonej trochę modyfikuje zamknięty przejazd kolejowy ale to tylko drobna niedogodność. Zaginam przez "dworzec kolejowy" na Robotniczą i szybko docieram do parku. Tam roboty wrą. Przy mnie na jednej z alejek ubijają granitową kostkę. Wbijam na czarny szlak do Łagiszy i to jest ostatni dziś kawałek terenowy. Potem już asfaltem przez Sarnów przebijam się na światłach przez "86" i kręcę w stronę domu. Na kilometr przed metą zajeżdżam jeszcze do wsiowego Lewiatana na małe zakupy. Okazało się to bardzo trafną decyzją. W chwili płacenia o dach budynku dosłownie huknęła błyskawiczna ulewa. Kiedy wychodzę już nie pada ale widać ślady wody i w powietrzu czuć dużo wilgoci. Opad niemal od razu wyparował w zetknięciu z nagrzaną kostką. Z balastem, po mokrej jezdni, staczam się do domu. W sumie przyjemny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:57
-
VAVG
19.49km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieram się sprawnie ale jakoś tak ostatecznie start wychodzi o 6:11. Mimo tego zmieniam dziś wariant dojazdowy na taki, jak często ostatnio mam powrotny. Kręcę przez Sarnów i Preczów na P4. Bieżnią przetaczam się do dzikiego przejazdu przez tory i przy Świątyni Grillowania wbijam na bieżnię przy P3. Potem pod Most Ucieczki, przejazd pod "94" na Starocmentarną i chodnikiem wzdłuż Braci Mieroszewskich do centrum Zagórza. Potem już standard do celu. Kręciłem momentami z dość dużym uczuciem generalnie starając się jechać cały czas na nieco podniesionym oddechu. Trasa niby trochę dłuższa, ale w tą stronę jakby bardziej przyjazna, mniej podjazdów albo bardziej płaskie. Na miejscu jestem z zapasem 3 min. Bardzo przyjemny i bardzo spokojny dojazd do pracy.
Wracam nieco pokręconą trasą by sobie nieco urozmaicić. Przez centrum Zagórza w stronę Makro i dalej w las na Mydlice. Mała eksploracja ścieżki na Koszelew i tam wzdłuż Al. Kołłątaja do Będzina. Przeskok pod Teatr Dzieci Zagłębia i przez cmentarz w stronę Nerki. Za weterynarzami na drogę do Grodźca. Wtaczam się ścieżką rowerową pod browar i zjeżdżam mniej więcej wzdłuż dawnej linii tramwajowej "25" pod Biedronkę w Grodźcu. Tu znów ścieżką do granicy Wojkowic i odbijam w teren. Zaskakuje mnie szlaban ale dla roweru to nie problem. Z terenu zjeżdżamy przy psarskim cmentarzu i stamtąd prosta do domu. Miło, spokojnie, niespiesznie do domu.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch sprawny. Na kołach jestem w miarę o czasie - 6:09. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Ciągle muszę uważać na to jak pociskam bo na Srebrnym już napęd wyjechany i łańcuch mocno wyciągnięty. Zrobię rowerkowi remont modernizacyjny w niedalekiej przyszłości. Tymczasem trzeba mi delikatnie. Mimo tych niedogodności dotaczam się do pracy z zapasem 4 min. Przyjemny dojazd do pracy.
Wracam nie za spiesznie przez Mortimer i Reden. Tu mała przerwa zaopatrzeniowa i z niewielkim balastem dodatkowym kręcę dalej pod Most Ucieczki i na bieżnię przy P3. Trochę ludzi tu jest ale jeszcze nie tak tragicznie. W miarę sprawnie udaje mi się dojechać do Świątyni Grillowania i przeskoczyć na P4. Potem standard przez Preczów i Sarnów do domu. Przyjemnie ciepło. Miejscami musiałem nieco zamłynkować pod wiatr ale nie było specjalnie ciężko. Napęd dał o sobie znać ze 2-3 razy, na szczęście niegroźnie. W sumie przyjemny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPS
-
DST
24.00km
-
Czas
01:05
-
VAVG
22.15km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch dobry a start jak zwykle. Na kołach jestem o 6:15. Jest przyjemnie. Nieznaczne chmurki, słoneczko, wiatr raczej niewyczuwalny. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Początkowo wczorajsze stukanie w suporcie nie odzywa się, ale nie trwa to długo. Jak tylko trochę przyciskam, wraca. I tak całą drogę. Czasem młynkuję żeby nieco ulżyć nerwom bo wtedy jest ciszej ale po drodze mam pagórki i nie da się tak całą drogę. Po drodze bez sensacji. Na miejscu mam ze 2-3 min. zapasu. Przyjemny dojazd do pracy. Po pracy jadę do serwisu.
Z pracy kręcę w bardzo przyjemnych warunkach pogodowych i przy rozdzierającym trzeszczeniu w stronę Mecu i dalej przez Środulę do serwisu w Będzinie. Tu zostawiam Błękitnego na usunięcie owego rzężenia. Być może okaże się, że padł suport. Reszta podróży do domu zbiorkomem.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
19.64km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch sprawny i z zapasem czasu ale po sprawdzeniu prognozy zaczynam celowo opóźniać. Radary mówią, że od Tarnowskich Gór przeleci jeszcze krótka fala deszczu a potem ma już być ok. Tak więc czekam. Przestaje padać nieco po 6:00. Robię przepak z zestawu gumowego na konwencjonalny i ruszam w drogę. Jest 6:22. Od razu kręcę z uczuciem. Że dziś na full-u to nieco to ułatwia sprawę bo mogę się mniej przejmować dziurami, krawężnikami i innymi nieciągłościami i przeszkodami. Jadę kolejny raz przez Będzin. Do izby wytrzeźwień średnia 25km/h. Potem jednak spada bo przeskoczenia jest kilka podjazdów. Ostatecznie na mecie jestem z 2 minutami straty. Na łeb mi nie nakapało ale i tak jestem mokry. Przynajmniej raz porządnie nabrałem wody do butów. Poza tym fontanna kropelek wyrzucana spod przedniego koła nie raz mi poleciała na gębę. Ale nic to. Po południu ma być pięknie i to mnie trzymało na dojeździe. Tak w ogóle to mknęło się całkiem przyjemnie.
Prognoza się sprawdziła. W ciągu dnia wychynęło zza chmur słońce i tak mu zostało. Chmurki zamieniły się w białe baranki. Wiaterek nawet jeśli jakiś był to tak nieuciążliwy, że go nie zauważyłem. Wracam sobie tempem niespiesznym początkowo asfaltem przez Mortimer i Reden pod Most Ucieczki. Akurat na skrzyżowaniu rozkraczył się był dźwig. Na parkingu przy molo widzę sporo samochodów więc odpuszczam bieżnię i skręcam w stronę Zielonej. Mostek na wjeździe rozebrany. Ktoś wrąbał tablicę informacyjną do wody robiąc sobie przeprawę. Zrobiła się przy tej okazji mała dyskusja bo jednych to bulwersowało a inni uważali, że żadne wielkie halo się nie stało. Powiedziałem swoje i ścieżką objechałem to sobie terenem aż do ronda i wróciłem na asfalt. Objechałem teren parku ogrodzony jako plac robót i wbiłem na mostek na Czarnej Przemszy by przedostać się na czarny szlak do Łagiszy. Potem jego przedłużeniem jadę w stronę lasu gródkowskiego i dalej przez pola do Psar. Potem jeszcze lekkie zagięcie przy Dino i do domu. Bardzo miła odmiana w pogodzie. Powrót, mimo kilku błotno-kałużowych odcinków, bardzo przyjemny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
19.27km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieram się sprawnie ale jak zwykle jest ale. O 5:30 jeszcze na zewnątrz jest względnie. Przed 6:00 już równo pada. Niezbyt mocno ale wygląda na to, że szybko nie przestanie. Zaczynam przepak na wersję wodoodporną i wdziewanie zestawu gumowego. I robi się 6:15. Ponownie kręcę dojazd przez Będzin choć tym razem nie ze względu na to jak długo będzie mnie okapywać ale po prostu mam już mało czasu. Droga spokojna zwłaszcza, że dziś nie ma targu w Będzinie. Po drodze opad słabnie i do celu docieram bardziej mokry od środka jak z zewnątrz. Jestem 4 min. po czasie. Jechało się nawet przyjemnie ale i tak mam nadzieję, że powrót będzie już na sucho.
Trochę popadało, potem powiało i wysuszyło. Tuż przed wylotem jeszcze lekko postraszyło. Kiedy ruszam warunki są znacznie lepsze niż rano. Co prawda niebo zaciągnięte szarymi chmurami i wieje dość zauważalnie z północnego zachodu lub zachodu ale da się jechać we wdzianku "na krótko". Trasę powrotną kręcę jak wczoraj. Na Pogoriach pustawo. Ciągle muszę się upominać by kręcić na Srebrnym miękko. Kiedy docieram w końcu do domu oglądam napęd. Nie jest dobrze. Czwórka mocno wypiłowana na wolnobiegu. 3 i 5 też już mają nie ten kształt co powinny. Blat na korbie zjechany. Nie ma dziwne, że łańcuch się nie ma czego trzymać. BS, po przepatrzeniu wpisów, zeznaje, że napęd w Srebrnym ma jakieś 2,8k km. Nie za wiele ale zważywszy, że jeżdżę tym rowerkiem przy podłych warunkach (śnieg, deszcz itp.), to może być, że zdarł się szybciej. Przy okazji obejrzałem też kółka. Tylne ma jeszcze rowek znacznika ale na przodzie jakby wyślizgane. Tak mi przyszło do głowy, żeby wymienić przy okazji też i koła. Może od razu na takie pod tarcze, a tylne dodatkowo pod kasetę, i dorzucić jakieś mechaniki. Tylko że wtedy to już będzie solidny remont za ładnych kilka setek. Prawie pół roweru do wymiany.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
37.00km
-
Czas
02:05
-
VAVG
17.76km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nic nie smakuje tak, jak solidna porcja jazdy w kropli o poranku. Zbieram się sprawnie ale zupełnie niepotrzebnie. Radary co chwilę pokazują nadciągający deszcz albo pada. Przeciągam start ile się da jednak 6:12 to już maksimum, które moje nerwy znoszą. Ruszam w kropli. Aby nieco ograniczyć czas jazdy w takich warunkach wybieram wariant przez Będzin. Nawet nie próbuję jechać chodnikami bo nic mnie to nie uchroni przed namoknięciem a dodatkowo jeszcze wydłużyłoby czas przelotu. W sumie poza tym, że mokro to jest nawet przyjemnie. Watr trochę pomaga choć jest niezbyt silny. Wkurzają za to kierowcy. Wielu tylko na "gównoledach". Wielu też wisi innym na zderzaku (przeważnie to ci sami co od "gównoledów"). Zaś wszyscy zdecydowanie trochę za bardzo przyciskają jak na warunki o pogorszonej przyczepności i widoczności. Mimo tego udaje mi się dojechać całym i żywym do celu i to o czasie. Za to jestem kompletnie przemoczony. Wszystko do suszenia. Spotkałem po drodze tylko dwóch rowerzystów: jednego na wylocie z Będzina do Łagiszy i drugiego na zjeździe pod most na Zuzanny.
Już prawie pewien byłem, że powrót też w kropli ale w ostatniej chwili przestało padać. Tylko jakieś drobne, nieistotne kropelki. Wracam przez Mortimer i Reden w stronę Mostu Ucieczki i dalej bieżnią przy P3. Przy takiej pogodzie bardzo tam przestronnie. Spotkałem może kilkanaście osób. Potem przeskok przez tory na bieżnię przy P4 i standardowa droga przez Preczów i Sarnów do domu. Tu od razu zrzucam plecak, zakładam sakwy i robię zwykłe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem zjazd do domu. Przyjemnie się jechało na powrocie choć niespiesznie. Trochę utrudniał wiatr miejscami. Pojawiły się też oznaki bliskiego końca napędu w Srebrnym. Przy mocniejszym depnięciu przeskakuje łańcuch. Muszę się pilnować by na tym rowerku kręcić miękko.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
17.89km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieram się w miarę sprawnie i ruszam o 6:06. Mając w zapasie kilka minutek tempo obieram spacerowe.Na niebie dywan chmur. Wieje ale chyba dla mnie korzystnie bo jakoś nie zauważam oporu powietrza na dojeździe. Jest w sam raz na zestaw krótki. Na drogach tak sobie ale ogólnie spokojnie. Toczę się przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Im bliżej celu tym bardziej mi się chce spać. Tuż przed metą dosięga mnie kilka kropelek. W zapasie mam 5 min. Przyjemny dojazd do pracy.
Powrót nie uszedł mi na sucho. Startuję przy minimalnej kropli w stronę Mecu i dalej na Środulę. Drogi moc zlane przez całodniowe opady więc gdzie tylko mogę jadę chodnikami i ścieżkami, zwłaszcza jeśli są z kostki albo płyt. Jest na nich znacznie mniej wody. Niestety na zjeździe ze Środuli znów opad się rozpędza i ponad 10 min. stoję pod wiaduktem "94" i czekam aż zelżeje. Potem już bez przerw ale w tempie ślimaczym i przy obecności drobnego deszczyku napadowego przez Stary Będzin, Nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków zawijam do domu. Ostatecznie nie zlało mnie poważnie ale przyjemnie było tak średnio. Miałem jeszcze zrobić zagięcie do wsiowego lewiatana ale lunęło więc z rowerkiem na dziś koniec. Na jutro cięższe podkowy i chyba Srebrną Strzałą.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
19.27km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch taki sobie i na kołach jestem o 6:09. Jest w miarę przyjemnie. Minimalny podmuch. Trochę chmur, trochę słońca. Kręcę bez ciśnienia bo jest zapas czasu a też wychodzi zmęczenie po wyjeździe. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Ruch umiarkowany więc jedzie się spokojnie. Na wysokości betoniarni w Łagiszy kontrola trzeźwości. Tym razem zostałem zaliczony do targetu ale nie przyłączyłem się do finansowania budżetu. Na Zielonej wyskakuje mi przy Przemszy króliczek ale okazuje się, że nie ma za kim ganiać bo nawet nie podnosząc kadencji i tak go wyprzedzam. Reszta drogi bez sensacji. Na miejscu mam 6 min. zapasu. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Startuję w powrót przy lekkich kropelkach i asfalcie zlanym ulewą. Trzymam się chodników bo na nich jakby mniej wody. Przed centrum Zagórza zaczyna rzęsiście padać ale udaje mi się nie zmoknąć dzięki pobliskiej wiacie przystankowej. Opad trwa krótko i mogę jechać dalej. Przez Mortimer kieruję się do parku Hallera dalej trzymając się chodników. Potem do C. H. Pogoria załatwić jeden zakup i z balastem niezbyt ciężkim ale powierzchniowo dużym ruszam w powrót do domu. Przez "dworzec kolejowy" kręcę w stronę Zielonej i czarnego szlaku do Łagiszy. Potem Sarnów i prosta do domu. Tempo niezbyt spieszne bo balast miejscami działał jak żagiel i hamował zauważalnie. Reszta drogi już bez opadów i w przyjemnej temperaturze. Po wyhasaniu w świętokrzyskim na razie brak zacięcia do intensywniejszej jazdy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
20.77km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Startuję minimalnie wcześniej niż wczoraj - 6:12. Mam wrażenie, że jest jakby odrobinkę chłodniej niż wczoraj choć widzę różnicę między godziną 5:00 a 6:10. Skok temperatury jest zauważalny. O 5:00 wyjeżdżałbym w kurtce. O 6:10 zastanawiałem się jedynie czy by nie skorzystać z rękawiczek ale ostatecznie i je odpuściłem. I w sumie nie było powodu by żałować. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Tempo przeciętnie intensywne. Po drodze spokojnie. Na miejscu jestem z zapasem około 5 min. Przyjemny dojazd do pracy.
Na powrocie piękne lato. Ciepły wiaterek, dużo słońca. Kręcę niespiesznie przez Mortimer do centrum D. G. Pobranie gotowizny na wyjazd i przebijam się w stronę Koszelewa. Zamiarowuję przejechać kawałkiem wałów na Czarnej Przemszy i oglądnąć plażę miejską. Wcześniej jednak muszę trochę odstać na przejeździe kolejowym. Na plaży dalej pustawo. Trochę ludzi pluska się przy jazie i tyle. Szału nie ma. Przetaczam się w stronę Targu i odbijam w Namiarkowe z zamiarem przejechania przez las grodziecki. Potem światła na "86" i od Lidla terenem w stronę podstawówki w Gródkowie. Wracam na "913" ale za przejazdem kolejowym znów uciekam na bok zahaczając o okolice remizy strażackiej w Psarach. Potem już prosto do domu. Przyjemnie i spokojne kręcenie powrotne. Tak, żeby się nie przemęczyć przed dniem jutrzejszym :-)
Kategoria Praca






















