Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPND
-
DST
38.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
02:49
-
VAVG
13.49km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poprawiłem nieco start ale i tak na finiszu spóźnienie. Ruszam o 5:47.
Trochę śniegu dosypało ale bez szału. Temperatura miała być na -5 jednak
śmiem wątpić by było chociaż -3.
Na teren zapisałem to, co w
normalnych warunkach wpisuję jako teren, ale właściwie śmiało dałoby się
nawet potraktować tak 90% trasy. Na początek kręcę na łącznik terenowy
ze Strzyżowic do Malinowic. Potem przez obrzeża Parku Żurawiniec w
stronę świateł na "86" w Sarnowie. Stąd kontynuuję asfaltem pokrytym
śniegowym błotem. Raz na zjeździe chwila strachu jak mi zaczęło uciekać
przednie koło, ale udało się jakimś cudem opanować sytuację i obyło się
bez glebki. Jednak od tego momentu kręcę bardziej ostrożnie.
Dalsza
trasa przez Preczów na bieżnię przy P4. Potem przeskok przez tory na
bieżnię przy P3 i nią aż za molo. Potem Most Ucieczki i Reden. Tu już
widzę, że czasu mało. Jest 6:50 a do celu jeszcze całkiem sporo zostało.
Rezygnuję z terenu i Starocmentarną kręcę w stronę Expo Silesia. Z tego
miejsca chodnikami do centrum Zagórza i potem Szymanowskiego do celu.
Na
finiszu 12 minut obsuwy. Przyjeżdżam równo z opóźnionym o 10 min.
autobusem linii "90" więc nie tylko jak mam z czasem do tyłu.
Mam
wrażenie, że było nawet całkiem ciepło. Jedynie stopy są innego zdania.
Kilka razy przeszły fale lekkiego opadu śniegu. Rowerek na mecie deczko
oblepiony śniegiem. Chyba muszę zacząć wozić jakąś szczotkę. Jazda
całkiem przyjemna. Jedyny minus to za mały minus. Mogłoby być tak z -7
żeby kałuże dobrze pozamarzały. O ile niewielkie dołki da się przejechać
nawet, jak lód ustąpi pod kołami, to duże rozlewiska są niewiadomą.
Gdyby solidne zamarzły to można by po nich śmiało jechać. Nawet nie
zliczę ile razy dziś forsowałem akweny wodne pozbawione strategicznego
znaczenia.
Tak teraz jakoś zauważyłem, że dojazdem do pracy w dniu dzisiejszym przekroczyłem 100k km zarejestrowane na BS :-)
Cały
dzień na zmianę śnieg i słoneczko. Tuż przed wyjściem też przeszła
szybka zadymka. Powrót nie mógł być inny niż z udziałem terenu.
Zaczynam od lasu zagórskiego, który po opadach wyglądał m. in. tak:
Jedzie
się rewelacyjnie. Fatbike to zdecydowanie rower na takie warunki.
Prędkość może nie powala na kolana ale za to jedzie się pewnie i
stabilnie. Na takim śniegu praktycznie nie ma uślizgów nawet jak jest
podjazd.
Na
Redenie znów krótka zadymka, która znika gdzieś przed Pogorią 3. Przed
wjazdem do parku Zielona ślady. Ktoś jechał przede mną na rowerku. I to
nie jedna osoba.
Z parku jadę na czarny szlak do Łagiszy. Tu znów zadymka. Krótka.
Wzdłuż torów terenem docieram do Stachowego. W chmurach znów dziury. Ale też i robi się ciemniej.
Przez
pola docieram do żółtego szlaku i nim wybijam się na asfalt, którym
kręcę już prosto do domu. Przednia była jazda. Niespieszna ale dawała
sporo radości. I przede wszystkim była to jazda a nie pchanie przez
zaspy z buta. Na Błękitnym bym regularnie się zakopywał.
Link do pełnej galerii.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
35.00km
-
Teren
16.00km
-
Czas
02:33
-
VAVG
13.73km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
NO i znowu. Wpierdzieliło mi cały wpis :-( Nie wrzuciłem do schowka i przy próbie zapisania zjadło wszystko :-/ FAAAAK.
Trudno. Zamiast odtwarzać to doklejam tylko galeryjkę z powrotu. Fotek nie wklejam bo znów wszystko skasuje.
Galeria
Kategoria Praca
DPNZD
-
DST
36.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
18.15km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przy piątku i przed długim weekendem zamulanie przedstartowe. Pierwszy raz od bardzo dawna zaskoczył mnie dziś budzik. Potem też szło leniwie i ostatecznie na kołach jestem o 6:14. Jezdnia przed domem sucha. Wieje bardziej z zachodu jak z południa. Temperatura w okolicach +5. Mało czasu więc kręcę dojazd przez Będzin. Wczoraj trochę pogmerałem przy przedniej przerzutce i dziś widać efekty. Pracuje precyzyjniej i lżej dzięki czemu sprawniej miesza mi się biegami. Drogi, jak można było przypuszczać, pustawe. Jedzie się przyjemnie i spokojnie. W Będzinie, na ścieżkach wzdłuż 11-go Listopada i Kościuszki miejscami rozlewiska. Na Środuli pojawiają się jakoweś kropelki. Na szczęście nie przechodzą w deszcz i na Mec-u już ich nie rejestruję. Na mecie jestem 2 min. po czasie. Biorąc pod uwagę, że musiałem rozpędzać grube koła, to czas i tak nienajgorszy. Zobaczymy jak wypadnie ta trasa latem na tym rowerku :-)
Terenu generalnie unikam ale nie tak do końca. Po asfalcie nie ma tej frajdy na grubej oponce bo jednak trochę trzeba się urobić jak jest pod górkę. Tak więc na powrocie włączyłem w użycie trochę terenu ale nie tyle, ile bym chciał. Wracam do centrum Zagórza i dalej w stronę Makro. Minąwszy je wbijam w las mydlicki by wyjechać na Warpiu. Potem przez Nerkę i Zamkowe jadę na ścieżkę do Grodźca. Od browaru bokami (z odrobiną wertepków) objeżdżam do ścieżki do Wojkowic. Za Orlenem wbijam w prostą do domu zaczynającą się od kilometra terenu. Na skrzyżowaniu mojej ulicy z "913" skręcam na Będzin i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana po uzupełniające zakupy. Do sklepu docieram jeszcze za jakiej takiej widoczności. Wracam już w ciemnościach. Po drodze, na granicy Mydlic i Warpia, chwilę pokapało ale niegroźnie. Jezdnie generalnie mokre. Wybrane odcinki terenu nawet niezbyt uświnione. W lesie mydlickim ścieżka pokryta liśćmi więc nieco ślisko ale dzięki dużemu kapciowy jechało się szybko i stabilnie. Odcinek terenowy w Grodźcu to dawna lokalizacja toru tramwajowego. Tu nie było problemów. Jechało się nawet lepiej niż na full-u. Ostatni terenowy kawałek w Wojkowicach to slalom między dołkami z wodą. Te wertepkowe odcinki specjalne najbardziej cieszyły. Wrażenie z jazdy jest takie, że dopiero tam rowerek idzie jak marzenie. Na asfaltach, nawet na zjazdach to nie to... Jeśli prognoza się sprawdzi, to jutro dłuższy objazd głównie terenowy :-]
Kategoria Praca
DPND
-
DST
34.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
02:09
-
VAVG
15.81km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jako, że na dworze ciepło, jak na grudzień, to zbieram się niezbyt spiesznie. Na kołach jestem o 6:07. Jezdnie mokre. Wieje jakby z południa albo południowego zachodu. W powietrzu jest jakowaś wilgoć osiadająca na okularach i pogarszająca widoczność. Kręcę bez ciśnienia trasę asfaltową przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na drogach pustawo zarówno pod względem samochodów jak i rowerzystów. Na Zielonej od kilku dni jest już nowy dywan. Rozłożyli go od tablicy Dąbrowy Górniczej do ronda i w stronę Preczowa. Jeszcze tylko trochę łat zostało od tablicy do mostu na Czarnej Przemszy. Ten odcinek chyba należy do Będzina. Może też go kiedyś zrobią. Generalnie jedzie się teraz tędy znacznie lepiej. Na miejscu jestem z minutą obsuwy. Przy końcu jazdy jakby zaczynało padać, co zgadzałoby się z prognozami ICM-u. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
W powrót ruszam na kierunku las zagórski. Dość szybko zacząłem zastanawiać się czy to był dobry pomysł. Niedawne resztki śniegu i świeże deszczyki spowodowały w lesie bagno. Miejscami było tak miękko, że tył nie miał żadnej przyczepności. Zaliczyłem też niegroźną glebkę. Próbując objechać głęboką koleinę ześliznąłem się bokiem do tejże kładąc się na lewo. To mi zapaliło wszystkie czerwone lampki alarmowe i dalej jechałem już bardzo ostrożnie. Przy czym wygrzebawszy się z koleiny musiałem jakieś 100m przejść z buta bo nijak nie mogłem wystartować. Uciekały mi koła, uciekały nogi. Dopiero na trawie znów dało się ruszyć. W sumie las zagórski był najbardziej mokry. Przez Reden jadę w stronę Mostu Ucieczki i do parku Zielona. Stamtąd na czarny szlak do Łagiszy i dalej w pola w stronę Stachowego. Stamtąd dalej polami do szlaku żółtego i tymże do ul. Szkolnej. Finisz asfaltem. Niby mogłem jeszcze poterenować ale miałem już serdecznie dość taplania się w błocie. Rower uflejany, buty oblepione liśćmi i igłami, oraz błotem, na mundurze zrobił się dodatkowy deseń bryzgów, z błota. W domu robię Mutantowi mycie. Sporo tego błocka było. Tak z 1/3 drogi przy czołówce. Przejazd jednak zaliczam do przyjemnych. Nie padało, wiatr też nie przeszkadzał, temperatura lekko na plusie. Jutro chyba jednak teren odpuszczę. Dopóki to nie powysycha lub nie zamarznie to w grę wejdą asfalty i ścieżki rowerowe.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
34.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:08
-
VAVG
15.94km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po niemrawym rozruchu startuję o 6:09. Ciemno, lekko kapie, jezdnie mokre, wiatr chyba niewielki i raczej sprzyjający. Na wysokości pierwszego piętra termometr zeznał +6. Jeśli jednak wierzyć ICM-owi, po południu ma być chłodniej i może być trochę śniegu. Nie ryzykowałem więc i wziąłem na dojazd Mamuta. Jak się posypią warunki na drodze, to polecę terenem mimo tego, że tam może być bagno. Ale za to powinno być bezpieczniej. Ruch dziś niewielki. Miejscami wręcz zerowy. Przejazd spokojny i nawet przyjemny. Na miejscu jestem jakieś 5 min. po czasie. W porannych testach wzięła dziś udział kolejna prowizorka. Usiłuję wymyślić coś na tylny błotnik żeby mi na plecak bagno nie leciało. Obecnie patent składa się z całej masy "zip-ów" i kawałka łysej opony. Wygląda to może niespecjalnie estetycznie ale chyba się sprawdza. Plecak na dojeździe był raczej mokry niż uflejany.
Zgodnie z prognozami temperatura po południu spadła. Coś tam kapało nieznacznie momentami aż przeszło to w śnieg, który miejscami nie stopniał. Powrót robię niespieszny zaczynając od lasu zagórskiego. Potem Reden, Most Ucieczki i Zielona. Tym razem nie jadę na czarny szlak. Wybieram leśne i polne ścieżki mniej więcej równoległe do czarnego szlaku ale położone bardziej na północ. Przez kawałek jadę nawet kawałkiem dzikiej łąki. Istniejąca na niej ścieżka zarosła. Ale Mamut spokojnie po tym przejeżdża. Wybywam w Sarnowie skąd prosta przez światła na "86" do domu. Na finiszu, w ciemnościach, zaczynały coraz intensywniej lecieć białe płatki. Na 300m przed domem wymijam się z "solniczką". Dystansowo dziś słabo bo do zakosów zniechęcił mnie północno zachodni wiatr. Prowizorka z opony chyba zda egzamin.
Kategoria Praca
DPNDZD
-
DST
35.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:04
-
VAVG
16.94km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przy piątku rozruch nieco bardziej leniwy. Nie zależy mi jednak bo w planie mam dojazd asfaltowy przez Będzin czyli za dużo czasu mi nie potrzeba. Startuję o 5:54. Wieje z południa. Na szczęście w tym kierunku mam niewiele do przejechania i nie będzie tak źle. Przed domem na jezdni trochę zlodzonego śniegu. Na głównych drogach asfalt mokry. Pewnie częściowo od soli, a częściowo z powodu temperatury. Odczuwalnie nie jest zimno. Kręcę spokojnie "913" do świateł, potem do Fabryki Domów, Targu, 11-go Listopada, Stary Będzin, przejazd przez tory, Środulę i Mec. Miękkie oponki pozwoliły mi dziś zrobić dwa manewry nietypowe. Pierwszy odbył się przypadkiem, kiedy sięgnąłem do GPS-a sprawdzić czas. Przez nieuwagę najechałem na odbojnik przy przejściu dla pieszych. Kółko odbiło się jak piłka plażowa i tyle. Obyło się bez glebki, jedynie chwila strachu. Drugi manewr był planowy. Przy cmentarzu na Środuli jest przejście dla pieszych pod wiaduktem. Część to schody. Tak sobie wymyśliłem, że Mamutem dam radę. No i faktycznie dało się. Kiedyś przymierzyłem się do tego Rzeźnikiem i mi nie wyszło. A tu od razu za pierwszym podejściem. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut lekko ochlapany na gębie. Przy zjeździe na Lenartowicza osiągnąłem zawrotną prędkość 40km/h. Minus tego był taki, że szeroko opona podrywała mnóstwo kropelek z jezdni. Swoje dostał też plecak. Muszę wymyślić jakiś patent na wydłużenie prowizorki na bagażniku.
Wracam dziś trasą niemal taką samą jak wczoraj. Dopiero mała różnica na odcinku od szkoły podstawowej w Gródkowie. Do tartaku poboczem wzdłuż "913", finisz samą "913". W domu zostawiam plecak, zakładam sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Zdecydowanie cieplej na powrocie. Trochę wiało ale jakoś mi to w jeździe nie przeszkadzało. Nim mnie dopadł bakcyl to miałem w planie na weekend dłuższe kółeczko Mamutem. Zamiast tego będę się kurował. Choć patrząc na wróżby ICM-u to wiele nie stracę. Wpływ halnego ma sprawić, że będzie wiało i padało czyli warunki takie sobie do radosnego kręcenia. I dobrze. Przynajmniej nie będę pomstował.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
34.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:02
-
VAVG
16.72km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieram się całkiem sprawnie na koła i startuję o 5:39. W ostatniej chwili decyduję, że zrobię test w temacie czasu dojazdu Mamutem na trasie przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Warunki na jezdni są bardzo dobre, sucho, bez oblodzeń. Trochę wieje z południa ale odczuwam to tylko na krótkich odcinkach. Kręcę bez ciśnienia. Zdecydowanie słychać, że jadę :-) Gruba oponka mocno śpiewa grubym głosem w zetknięciu z asfaltem ale jedzie się dobrze. Na zjazdach rowerek wyraźnie przyspiesza. Przejazd spokojny i całkiem przyjemny. Na miejscu mam coś około 25 min. rezerwy. Biorąc pod uwagę, że musiałem pilnować oddechu ze względu na temperaturę, to Meridą wiele szybciej bym nie dojechał. W nogach rezerwa mocy jeszcze była.
Kiepskie samopoczucie sprawia, że nie mam ochoty na powrotne objazdy. Kręcę krótko kolejno przez: centrum Zagórza, Makro, las mydlicki, Warpie, Nerkę, Zamkowe, las grodziecki, las gródkowski, kawałek żółtego szlaku do mojej wioski. Niespiesznie. Miejscami zimny, wzmagający się wiatr mocno uprzykrzał jazdę. Na szczęście tych odcinków było niewiele. Trochę pomogło czajenie się po lasach. W domu jestem już prawie za pełnych ciemności. Jutrzejszy dojazd, z okazji nadciągającego halnego, zakładam maksymalnie krótki. Zanim się nie dokuruję to tylko niezbędne minimum km-ów. Dziś też udało mi się przebić 10k km za ten rok. Generalnie pod tym względem rok raczej jeden ze słabszych. Jak dojdę do siebie i wystarczy czasu oraz warunków, to może jeszcze uda mi się dociągnąć do 100k km zarejestrowanych na BS. Ale cisnąć na to specjalnie nie będę.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
37.00km
-
Teren
23.00km
-
Czas
02:28
-
VAVG
15.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Plan dojazdowy zrealizowany. Zebrałem się na koła prawie o planowanym czasie. Ruszam o 5:37. Jest poniżej zera i całkiem spora mgła. Zaczynam jak wczoraj i aż do Zielonej trasa bez zmian. Jedyna różnica to wolniejsze tempo. Brak chmur, od których odbija się światło z malinowickich szklarni, i mgła sprawiają, że widoczność jest mocno ograniczona. Na szczęście mgła znika już za Parkiem Żurawiniec. Na Zielonej kontroluję czas. Jest 6:23. Mam czas na dalsze "terenowanie". Kręcę na bieżnię przy Pogorii 3 i wybijam się w stronę Mostu Ucieczki. Tu kawałek asfaltem do przejazdu pod "94". Na tym odcinku jakiś ślepowron wyjeżdżając z osiedla prawie mi drogę zajechał. Z ul. Starocmentarnej skręcam w teren do lasu zagórskiego i przez jego ścieżki docieram już prosto do pracy. Na miejscu jestem równo o 7:00. Wczoraj zredukowałem ciśnienie o połowę, do zalecanego mniej więcej 1-go bara. Na asfalcie jedzie się teraz oporniej, wolniej ale za to w terenie rowerek idzie jak po sznurku. Może nie jest szybki ale jedzie mi się zdecydowanie pewniej i równiej. Jedyny minus dzisiejszego dojazdu to zmarznięte palce u stóp.
Coś jakby jestem na krawędzi przeziębienia i przez to lekko osłabły. Nie mam weny do pociskania. Wracam trasą w większości podobną do dojazdowej do pracy bo po prostu jest spokojna. Niemal zero ludzi, samochody tylko na krótkich odcinkach gdzie muszę pojechać asfaltem. Tak to cisza i spokój. Mała odchyłka na trasie w lesie zagórskim, na Redenie i potem od Stachowego. Jadę zamiast w stronę Parku Żurawiniec to do ul. Łącznej i finisz "913". Spokojnie, niespiesznie. Na wylocie z pracy wydzwania mnie jeszcze Prezes. Łapie mnie na początku zjazdu do lasu zagórskiego. Czekam na niego i potem kawałek, do Rowu Mortimerowskiego, jedziemy razem. Pierwszy ze znajomych widział mnie na Mamucie w akcji :-)
Zdjęcie uczynione przez Prezesa jak się zjechaliśmy.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
37.00km
-
Teren
17.00km
-
Czas
02:18
-
VAVG
16.09km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Plan był taki żeby wystartować o 5:30 i maksymalnie terenowo potoczyć się do pracy. Niestety jakoś tak w praniu się rypnął. Dużo czasu zajmuje powciąganie na siebie wszystkich tych warstw co mają ciepło zapewnić. Ostatecznie ruszam o 5:56. Zaczynam kilometrem asfaltu i potem w teren na łącznik ze Strzyżowic do Malinowic. Potem Park Żurawiniec i na czarny szlak, który już teraz jest więcej asfaltowy. Przed "86" wbijam w teren i wzdłuż torów znów wbijam na czarny szlak i ciągnę nim aż na Zieloną. Tu sprawdzam czas. Niestety jest już dość późno - 6:37. Nie ma już czasu na kontynuowanie terenu. Przez park dojeżdżam na rondo i dalej Robotniczą w stronę "dworca kolejowego" i dalej przez rondo w centrum D. G. do Parku Hallera. Potem już standard: Aleja Róż, Mortimer, centrum Zagórza i ul. Szymanowskiego. Na miejscu jestem ze stratą 5 min. Ale jazda była przednia. Temperatura chyba lekko poniżej zera, bezwietrznie, cieniutka warstewka śniegu w terenie. Jechało się bardzo przyjemnie. Zwłaszcza odcinek terenowy. Dało by się w terenie szybciej ale czołówka sprawia, że czasem widać nie to co jest faktycznie i przy dużej prędkości bywa nieciekawie. Dlatego nie raz musiałem się hamować by się nie zdziwić. Obyło się bez uślizgów, wywrotek itp. Jakoś tak pewniej mi się jedzie na tym szerokim balonie.
Wracam również włączając w trasę sporo terenu. Na początek do lasu zagórskiego w stronę Redenu. Tu nie da się inaczej i kawałek muszę pocisnąć przez miasto asfaltami. Przez Most Ucieczki przedostaję się w stronę Pogorii 3. Nie mogłem się oprzeć Próbie Piasku :-p Wjeżdżam na plażę od strony ul. Średniej i kręcę centralnie przez środek plaży aż do mola. Legendy nie łżą. To jedzie po piasku. Co prawda ten jest nieco mokry więc to jeszcze nie jest ta właściwa Próba Piasku ale widoki są dobre. Żeby jednak różowo nie było, trzeba się jednak urobić żeby po tym pojechać. Albo ja jeszcze nie mam na to techniki. Lekkim zakosem wracam do parku Zielona i stamtąd wracam po własnych śladach aż do Stachowego. Potem przez pola kieruję się w stronę Gródkowa wybywając na asfalt na ul. Łącznej. Reszta trasy już asfaltem z przystankiem we wsiowym Lewiatanie.
Sporo trasy jeszcze za dnia i w pozachodowej szarówce. Dzięki temu mogłem rozpuścić Mamuta na ile tylko dałem radę. Jechało mi się o wiele sprawniej niż w porannych ciemnościach. Mam też wrażenie, że bardziej się oswoiłem z nowymi kołami i bardziej im ufam. Nie sądzę bym na Meridzie czy Rzeźniku tak sobie pozwolił pohasać. Rowerek jest już wzorcowo uflejany. Zresztą plecak i mundur też. Dobrze, że mundur w deseń maskujący to bardzo nie widać :-] Na powrocie było jakby cieplej niż rano. Finisz już przy pełnych ciemnościach.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
46.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:22
-
VAVG
19.44km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
I znów. Cieplej = późniejszy start. To się jakoś tak samo dzieje. Ruszam o 6:10. Jezdnie mokre. Wieje z południa. Znacznie cieplej niż wczoraj. Porównując to dziś warunki rewelacyjne. Kręcę trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Bez większego ciśnienia. Przelot spokojny i przyjemny. Przy rondzie w centrum Zagórza 2 lawety, 2 osobówki i radiowóz na kogucie. Pewnie było "bum". Naprzeciw stacji paliw widzę koguta kolejnej lawety. Gdzieś w tle słychać syrenę. Czyżby drugi wypadek?
Po pracy zjeżdżam się z Prezesem na przekazanie zdjęć i przy okazji przyznaje się, że ta poranna stłuczka to prawie jego sprawka ;-p Znaczy się ten co go wyprzedzał to się na karmę nadział. Szybko się rozstajemy i kręcę na spokojnie przez Mortimer, gdzie zaciski z powodu wymiany dywanów, i Reden na Łęknice. Tam wbijam na bieżnię przy P3 i kręcę nią do zjazdu na P2. Tu zajeżdżam na chwilę na pomost ale jest już szarówka i widok słaby więc kręcę dalej. Przez Piekło wbijam na P4 i kręcę tą bieżnią aż do Kamienia Ornitologa. Stąd odbijam do Kuźnicy Piaskowej i przez Dąbie-Chrobakowe przetaczam się do Malinowic. Stąd już rzut beretem do mojej wioski. Chwilkę poleciało kilka kropel po drodze. Również wiało choć większość drogi w plecy. W sumie przyjemny i spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca






















