Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPND
-
DST
35.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
17.65km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Udaje się wykonać wcześniejszy start. Zaczynam o 5:59. Jest chyba zimniej niż wczoraj. Trawy oszronione ale test hamowania przed domem wypada zaskakująco dobrze. Nie wieje. Początkowo chciałem jechać przez pojezierze ale wziąłem jednak asekuracyjną poprawkę na niską temperaturę i ewentualność, że trasa przy wodzie może być oblodzona i ostatecznie wybrałem wariant przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Tempo niezbyt ambitne bo kontroluję oddech by nie zaciągać się zimnym powietrzem. Przejazd spokojny i zdecydowanie mogę go zaliczyć do przyjemnych. Palce rąk i nóg tylko lekko chłodne. Na miejscu jestem z zapasem 9 min.
Trochę się grzebałem z wyjazdem i ruszam w powrót o 15:30. Jest zauważalnie cieplej niż rano. Pochmurno. Kręcę powrót przez Będzin tocząc się tamże przez centrum Zagórza, obok Makro, przez las mydlicki i Warpie. Wpadam po odbiór zdjęć i kontynuuję powrót w zapadających ciemnościach przez Zamkowe, Grodziec i Wojkowice. Spokojnie, niespiesznie. Nawet przyjemnie się jechało ale nie na tyle by nabijać ekstra kilometry.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
35.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
17.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś dzień masowych aborcji. Wczorajsze opady poza tym, że zniechęciły mnie do rowerowania, nie raczyły dostatecznie szybko się ulotnić z powietrza i gleby. Efekt wiadomy: oblodzone szyby, oszronione trawy, zamarznięte kałuże i koleiny, ogólnie ślisko. Zbieram się na koła o 6:11. Test hamowania na ulicy przed domem wypada bardzo negatywnie. Potem już całą drogę jadę lekko wystrachany, że mi gdzieś koła uciekną. Może dzięki temu udało się dojechać do celu bez glebki choć w słabym czasie. Trasa przez Będzin i z założeniem, że się spóźnię. Faktycznie, na miejscu jestem po czasie, ale tylko 2 min. czyli lepiej niż zakładałem. Po drodze raz zsiadłem z rowerka przy przejeździe przez tory i przejście dla pieszych przez tory między Starym Będzinem a izbą wytrzeźwień. Na torach na jezdni było lodowisko, a na przejściu sporo szyn więc asekuracyjnie te kilkadziesiąt metrów z buta. W kilku miejscach, gdzie musiałem przystanąć bo skrzyżowanie czy inna jakaś przeszkoda, czułem pod butami, że przyczepność słaba. W Będzinie ładnie wymalowane ścieżki na ul. 11-go Listopada i Kościuszki właściwie nie nadają się do jazdy. W kilku miejscach spore kałuże pozamarzane na brzegach, ładne czerwone oznaczenia przejazdów też oblodzone. Asekuracyjnie objeżdżałem je szerokim łukiem. Od Środuli jakby ciut cieplej i na jezdniach bardziej sucho. Gdyby nie ciągła obawa o to, że fiknę, to bym zaliczył przejazd do przyjemnych i spokojnych. Wniosek jest z dzisiejszego dojazdu taki, że trzeba mi się na koła zbierać dużo wcześniej i jechać sobie bardziej spokojnie, spacerowo. Wtedy "stresa" nie będzie.
Na powrocie mam wrażenie jakby się zrobiło zimniej. Na niebie jest jeszcze słoneczko i nawet ładnie świeci ale termicznie szału nie ma. Chyba nawet lekko zawiewało z zachodu lub kierunku zbliżonego. Powrót początkowo trasą dojazdową przez Mec i Środulę do Starego Będzina. Tu odbijam na ścieżkę małobądzką i kręcę do centrum ubezpieczeniowego zapłacić za OC. Tym razem wziąłem opcję na cały świat z wyłączeniem USA i Kanady. Oby nigdy się nie przydała. Stamtąd kręcę już przy ciemnościach do fotolabu na Alei Kołłątaja. Załatwiwszy co było do załatwienia w Będzinie ruszam w powrót. Kręcę przez Nerkę na Zamkowe i na ścieżkę do Grodźca. Stąd już najkrótszą drogą, przez Gródków, do mojej wioski. Przy Dino odbijam do wsiowego Lewiatana po jedną rzecz co mi się zapomniała przy ostatnich zakupach i potem prosto do domu. Na finiszu widzę, że wilgoć znów zaczyna się ścinać na jezdni. Na placu trawa oszroniona. Zdecydowanie muszę się jutro sprawniej zebrać i ruszyć wcześniej by mieć czas na delikatną jazdę. Poza tym całkiem przyjemny i spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPDNZD
-
DST
39.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
19.02km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
"Cieplej" się zrobiło i od razu włączyło mi się zamulanie. Na kołach jestem o 6:11. Jezdnie niegroźnie mokre, wiatr mniej więcej z południa, temperatura ponad +5 stopni. Ogólnie niezłe warunki do jazdy. Kręcę trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Wszystkie światła po drodze robiły mi dziś pod górkę co przełożyło się na gorsze tempo. Mógłbym też powiedzieć, że wiatr dołożył swoje ale prawda jest taka, że mi się po prostu słabo jechało. Nie miałem ani krzty chęci do naginania. Ostatecznie na mecie jestem 5 min. po czasie. Ogólnie przejazd przyjemny i spokojny.
W ciągu dnia coś tam delikatnie kapało i drogi dalej mokre. Jest też jakby więcej chmur i wciąż nieco wieje. Dziś powrót na kierunku do Będzina (przez Mec i Środulę). Wpadam do centrum ubezpieczeniowego przedłużyć OC rowerowe ale na szybko nie udaje mi się załatwić tematu więc zostawiam sprawę do popchnięcia i ruszam dalej do domu. Kręcę przez Zamkowe na ścieżkę do Grodźca, potem bokami na ścieżkę do Wojkowic i prostą spod Orlenu do domu. Tu zostawiam plecak, zarzucam sakwy na Błękitnego i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Potem zjazd z balastem do domu z lekkim doginaniem do dzisiejszego wyniku. Wracało się przyjemnie i spokojnie. Trochę tylko irytował lekki niedobór luftu w kołach, który to uzupełniłem po zakończeniu jazdy.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
35.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
19.09km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-8, -8, wszyscy na wejściu do pracy mi mówią, że -8. No może i było coś na rzeczy bo trochę chłodek na dojeździe dawał się we znaki. Wytaczam się o 6:07. Trawy oszronione ale na jezdniach sucho. Od razu decyzja, że dojeżdżam dziś przez Będzin. Warunki nie zachęcają do naciągania dojazdu. Chyba też trochę podwiewało od wschodu ale na szczęście nie za mocno. Droga spokojna. Jedynie co mnie lekko irytowało to fakt, że niektórzy po ciemku jeździli bez świateł albo na dziennych. Ze trzech przynajmniej takich trafiłem. Było też kilku z niesprawnymi światłami albo źle ustawionymi. Mniej więcej w połowie drogi zatrzymuję się na chwilę i zakładam cieplejsze rękawice. Na miejscu jestem z 5 minut przed czasem. Na ostatnim zjeździe miałem wrażenie, że mi oczy zamarzną. Trochę zmarzły mi palce u stóp i uda ale ogólnie nie było źle. Całkiem przyjemny dojazd do pracy.
W pracy zagadałem się trochę na tematy rowerowy i startuję z około 30-sto minutową obsuwą. Siłą rzeczy finisz już za konkretnej nocy. Tyle dobrego, że nie muszę się spieszyć. Do tego jest nieco cieplej niż rano, choć dalej na minusie. Dzięki temu kręcę niespiesznie pilnując oddechu i tego, by się nie przegrzać. Czasem gdzieś tam tylko na zjeździe leciutko dokręcam. Trasa powrotna przez Mortimer, Reden, Most Ucieczki, Zieloną, czarny szlak do Łagiszy i Sarnów. Na Zielonej jeszcze trwają roboty w parku. Teraz porządkują okolice drogi do Preczowa. Trochę chodziło mi jeszcze po głowie zagięcie do wsiowego Lewiatana ale odpuściłem. Jutro też jest dzień.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
37.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
19.30km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch wychodzi mi dziś sprawnie i na kołach jestem o 6:02. Jest zdecydowanie poniżej zera bo szyby na samochodach oszronione. Jezdnie są suche. Nie ma wiatru. Ogólnie warunki całkiem dobre. Dziś trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Środa to dzień targowy w Będzinie i wolę nie ryzykować tego miejsca po ciemku. Jedzie się bardzo spokojnie i przyjemnie. Na miejsce zataczam się z zapasem 8 min. Po drodze trochę robót drogowych: na Zielonej i na Mortimerze.
Na wyjściu z pracy ładne słoneczko ale zimno tak samo jak rano. Plusy dodatnie są takie, że nie wieje i jest sucho. Dzięki temu można jechać w miarę dynamicznie i przy tym bezpiecznie. Kręcę powrót na kierunku do Będzina przez centrum Zagórza, obok Makro, las na Mydlicach i Warpie. Wpadam na chwilę do serwisu. Fatbike zamówiony. Teraz pozostaje tylko doczekać się jego przyjazdu. Jak dobrze wiatry powieją, to może w tym tygodniu nawet. Bardzo bym się z tego ucieszył :-) Ale zobaczymy. Zawijam jeszcze pod ścianę płaczu wybrać zapas gotówki, który szybko stracę wkrótce na opłacenie rowerowego OC. Potem już bez marudzenia ruszam do domu. Przez Zamkowe na ścieżkę do Grodźca, bokami na ścieżkę do Wojkowic i prosta spod Orlenu do domu. Nim słońce zaszło za horyzont było nawet jeszcze umiarkowanie przyjemnie. Wraz z ciemnościami zaczęło się robić bardzo nieprzyjemnie i szybko wywietrzyło mi z głowy pomysły o większym zaginaniu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
20.18km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ponownie dojazd przez Będzin. Miałem, co prawda, większą rezerwę czasu bo start odbył się o 6:05, ale postanowiłem nie kusić losu i wziąć poprawkę zarówno na wiatr z północnego wschodu jak i zauważalnie niższą temperaturę. Wiatr był dla mnie raczej przeciwny choć, na szczęście, niezbyt mocny. Temperatura zdecydowanie poniżej zera. Płytsze kałuże były pozamarzane przy brzegach. Jechało mi się nawet całkiem dobrze i obyło się bez nerwów. Przelot prawie płynny. Chwila stania na światłach na "86" i potem na Mec-u. Na miejscu z rezerwą 10 min. Troszkę zmarznięte palce u stóp i rąk. Zima zaczyna kąsać.
No zimno. Z tego też powodu bez szczególnego gięcia robię powrót na kierunku Dąbrowa Górnicza. Przez centrum Zagórza, Mortimer, Reden, Łęknice kręcę na Piekło. Potem bieżnia przy P4 do Preczowa i przez Sarnów do domu. Przy końcówce lekkie zagięcia by wyrobić dzisiejszy dystans. Trochę zmarzłem choć część drogi miałem z wiatrem. Ogólnie warunki, które mnie nie kręcą do kręcenia.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
33.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
20.84km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kiepskie spanie przełożyło się na zamulanie przy starcie i na kołach jestem dopiero o 6:10. Decyduję, że dziś trasa dojazdowa przez Będzin. Zgodnie z prognozą ICM-u wieje mniej więcej ze wschodu czyli dla mnie niezbyt korzystnie. Mimo tego jedzie się jednak całkiem dobrze. Po drodze bez sensacji. Na wjeździe od izby wytrzeźwień do świateł na Środuli pojawia się króliczek. Trzymam mu się tyłu bo wjeżdża dość dynamicznie. Potem jednak na zjeździe przewagę pokazują moje większe koła bo rozpędzam się szybciej i odrywam od niego. Jeszcze chyba na dojeździe do Dworskiej był nieco z tyłu ale potem albo odbił, albo został bardzo daleko, bo za światłami na Mecu już go nie widziałem. Do mety zataczam się z rezerwą 5 min. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Na wyjściu jakoś tak szaro, ponuro. Do tego też wietrznie i odczuwalnie chłodniej. Powrót bez zawijasów i krótko przez Będzin i Grodziec. Do Będzina jadę przez centrum Zagórza, obok Makro i las na Mydlicach. Potem Warpie i do serwisu zbadać jak sprawa grubasa. Okazuje się, że na internetach jedno a na magazynach drugie i nie będzie tak łatwo fata zamówić. No rozczarowałem się potężnie. Jak do końca tygodnia nie dostanę propozycji do zamówienia, to będę szukał w innych miejscach. Ostatecznie może też rozważę opcję używki, choć to będzie już akt desperacji. Niepocieszony ruszam do domu przez Zamkowe, Grodziec i Gródków. Jest już zdrowo po zachodzie słońca i jazda właściwie w warunkach nocnych. Coś też jakby trochę z nieba sypie lub pada bo na okularach osadzają się wilgotne krople, które pogarszają mi widoczność. Do domu zataczam się z niezbyt imponującym dystansem na liczniku ale wcale mi to dziś nie przeszkadza. Nie przepadam za jazdą przy wietrze, który dziś był zauważalny, choć również generalnie nieprzeszkadzający.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
45.00km
-
Czas
02:15
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie byłem pewien poprzednich dwóch dni co do warunków na jezdni więc rowerek odpuszczony. Dziś jednak wyglądała jezdnia przed domem całkiem zachęcająco. Do tego ICM obiecuje, że po południu +5 więc dojazd rowerkiem był właściwie jedyną opcją. Ruszam o 6:05. Pierwsza próba hamowania i wynik ok, ale i tak się pilnuję. Od razu zakładam trasę przez Będzin. Chcę mieć dużą rezerwę czasu żeby jechać spokojnie i móc kontrolować oddech i obciążenie nóg. Na drodze ruch umiarkowany, największy na odcinku "913". Za światłami i w samym Będzinie dość spokojnie. W Sosnowcu też bez sensacji. Dotaczam się na miejsce z zapasem 8 min. Bardzo przyjemny dojazd do pracy.
Po południu zrobiło się nieznacznie cieplej. Wiatr niewyczuwalny, jezdnie suche. Nic tylko pozaginać ciutkę powrót. Kręcę przez Mortimer i Reden w stronę Łęknic, gdzie wbijam na bieżnię przy P3. Toczę się nią kawałek by wybyć na Piekle. Tu wpadam na bieżnię przy P4 i toczę się nią aż do Kamienia Ornitologa gdzie odbijam w stronę Kuźnicy Piaskowej i dalej do Dąbia. Potem przez Brzękowice Dolne i Goląszę Dolną kręcę do Strzyżowic gdzie lekko doginam by przekroczyć 45km. Potem już zjazd prosto do domu. Część drogi w warunkach nocnych. Przyjemnie się jechało do momentu, kiedy było słońce. Potem zaczęło robić się chłodniej i chęci do zaginania ubywało.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
40.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:10
-
VAVG
18.46km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela odpuszczona choć warunki za dnia były niezłe do jazdy. Potem popadało i posypało więc poniedziałek odpuściłem w obawie, że na jezdniach będzie ślisko. Okazało się, że nie było źle ale nie zebrałem się potem na wieczorne kręcenie. Za to dziś już nie odpuściłem. Jezdnie suche. Niestety też dość silny wiatr ze wschodu, czyli dla mnie z kierunku mocno przeciwnego. Temperatura, hm, coś koło zera. Odczuwalnie nawet nienajgorzej. Poubierałem się ciepło i ruszam o 6:03. Wariant dojazdowy przez pojezierze dąbrowskie. Mimo podmuchu na twarz jedzie się dobrze choć znacznie wolniej. Kontrola oddechu sprawia, że nie mogę cisnąć tak, jakby nogi były w stanie. Przekłada się to na słabsze tempo i finalnie na obsuwę o 7 min. Jechało się jednak całkiem dobrze i w sumie przyjemnie. Zdecydowanie też spokojnie.
Powrót czynię na kierunku do Będzina przez Mec i Środulę. Wstępuję do serwisu zapytać jak tam sprawa grubego koła. Na razie trwa weryfikacja B2B i jak się już ułożą co do współpracy to dostanę info za ile model, który mnie interesuje i na kiedy może być. Tak więc czekam w myślach dreptając w miejscu jakbym chciał siku :-] Odbieram też widły, o które pytał noibasta i od razu robię podjazd pod Jego kwadrat by się ich pozbyć. Chwilę rozmawiamy, ale niedługo, bo warunki średnio przyjemne do stania niemal w bezruchu. Poza tym robi się ciemno. Szybko więc się żegnamy i kręcę powrót do domu. Aby uniknąć interakcji z samochodami bokami przebijam się wokół Nerki na Zamkowe i dalej na ścieżkę do Grodźca. Potem znów bokami na ścieżkę do Wojkowic i od Orlenu uciekam w teren na prostą do domu. Gdzieś w okolicach granicy Psary i Wojkowic pojawiają się pierwsze płatki śniegu. Pech chce, że końcówkę mam znów centralnie pod wiatr i na finiszu trochę nawet mi toto w twarz zacina. Jednak większość drogi jechało się rewelacyjnie bo wiaterek popychał. Miałem wrażenie, że wtedy jest mi niemal ciepło. Ogólnie było lepiej niż myślałem, że będzie słysząc huczenie wiatru za oknami. Choć nie obraziłbym się jakby było z 10 stopni cieplej. A najlepiej ze 30. Ciekaw jestem jak będzie jutro? Ile tego śniegu spadnie i czy uznam warunki za zdatne do wykorzystania na dojazd.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
56.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:58
-
VAVG
18.88km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Czas popracować nad przyspieszaniem wyjazdu. Dzisiejszy start o 6:07 przy zmieniających się, na niekorzystne, warunkach atmosferycznych zakończył się obsuwą na 5 min. Na wyjściu od razu czuć, że jest o kilka stopni chłodniej niż wczoraj. Dalej wisi dywan chmur. Zauważalnie wieje mniej więcej ze wschodu, czyli będę miał niespecjalnie lekko. Wybieram wariant przez pojezierze dąbrowskie. Nie mam ochoty przy piątku się stresować, że mnie coś zgarnie w drodze do pracy. Dzięki temu przejazd był bardzo spokojny i całkiem przyjemny. O dziwo, dziś po drodze widziałem sporo rowerzystów. Czyżby rzutem na taśmę wykorzystywali, podobno, ostatnie okazje do jazdy w ładnych warunkach?
Powrót zaginany ponownie przez Katowice. Dojazd niemal tą samą trasą co wczoraj. Jedynie mała odchyłka od Środuli. Dojeżdżam jak zaczyna się ściemniać. Załatwiam co miałem do załatwienia i robię odwrót. Już w ciemnościach. Trasa też taka sama jak wczoraj. Trochę korciło mnie by podoginać, ale jak to słusznie Filip zauważył w komentarzu poniżej, pizgało złem. Poza tym zrobiłem się też głodny. W sumie jednak jechało się przyjemnie i od Katowic bez zgrzytów. Do Katowic ze 2x mi usiłowali wyjechać ale miałem narwańców na oku więc jakby się miało zrobić gorąco to bym zdążył wyhamować. Na jutro prognoza, że zimno ale jeszcze bez opadów więc jakieś kółeczko uskutecznię. Zwłaszcza, że chciałem zrobić przy dziennym świetle kilka foto Srebrnej Strzały po upgradzie. No i jeszcze trzeba nawkładać do lodówki więc przyjemnie z pożytecznym.
Kategoria Praca






















