Praca
| Dystans całkowity: | 117515.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%) |
| Czas w ruchu: | 6181:21 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 3000 |
| Średnio na aktywność: | 39.18 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:39
-
VAVG
21.82km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Powrót do rutyny. Sprawny rozruch i start o 6:06. Przyjemnie. W krótkim wdzianku jest ok. Słoneczko. Niegroźne chmurki. Lekki wiaterek. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą spokojna. Na miejscu ze sporym zapasem czasu.
Na wyjściu z pracy widzę takie trochę niepokojące chmury. Dodając do tego możliwość burz wg prognozy ICM-u nie zaryzykowałem objazdów większych niż konieczne by wrócić do domu.
Trasa przez Będzin, Grodziec i Wojkowice. Gdzie się dało, to ścieżkami. Dzięki temu spokojny i przyjemny powrót. Miałem wrażenie, że w Będzinie dopadły mnie jakieś zabłąkane kropelki. Żaden opad jednak mnie nie dopadł, choć niebo do końca jazdy było takie raczej dwuznaczne.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:09
-
VAVG
18.14km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zapowiada się dziś o wiele pogodniejszy dzień niż wczoraj. O poranku w mojej okolicy dość gęste mgły więc też i odczuwalnie chłodno. Zbieram się na koła o 6:12 po uprzednim doluftowaniu tyłu Mamuta i pokapaniu smarem łańcucha. Jedzie się dobrze jak już wyjeżdżam z gęstych mgieł i nie muszę ciągle przecierać okularów. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie i raczej pustawo na drogach. Na miejscu jestem z niewielkim zapasem czasu. Przyjemny dojazd do pracy. Przed Zieloną robią kawałek asfaltu od mostu nad Czarną Przemszą do remontowanej w roku minionym jezdni w parku.
Znowu zlało mnie na powrocie choć zaczęło się całkiem fajnie. Wychodząc z pracy widzę chmurki w barwach apokaliptycznych mniej więcej w kierunku, w którym będę wracał ale jeszcze żyję nadzieją, że może jednak się uda. Kręcę do lasu zagórskiego i tam mnie dopada pierwszy rzęsisty deszcz. Pokrowiec na plecak, na grzbiet kurtka i jak tylko nieco zelżało jadę dalej. Już do końca przejazdu nie przestało kapać. Momentami tylko zmieniała się intensywność.
Kręcę przez Reden w stronę Mostu Ucieczki posiłkując się chodnikami. Dzięki temu mnie wody trafia do butów. Zaskakuje mnie widok dojazdu do parkingu przy molo na P3. Będzie rondo. Strzelam foto. Potem kręcę na samo molo i focę chmurki nad zbiornikiem. Bieżnią przetaczam się pod przejazd pod torami na P4. Jeszcze nie jest gotowy. Foto i w drogę na Piekło.
Tu samostrzał na tle zbiornika i wiszących na horyzoncie opadów, w których to stronę będę musiał kręcić. Deszcz przesuwa się falami. Nie ma szans na dojechanie na sucho. Gdzieś już na mojej wiosce zbieram solidnego bryzga spod kół. Jego mać poszła. Gdyby człowiek trochę zwolnił to może tylko bym to na nogi wziął a nie też na gębę. Cóż. W niektórych za grosz emaptii.
Do domu dotaczam mokry ale w sumie zadowolony z przejazdu. Nie zmarzłem. W butach umiarkowanie mokro. Plecak nieprzemoczony. Mogło być gorzej.
Link do pełnej galerii
Na wlocie do lasu zagórskiego takie oto pogróżki na niebie.
Przebudowa na dojeździe do mola przy Pogorii 3.
Kotłuje się nad pojezierzem.
Przejazd z P3 na P4 jeszcze niegotowy.
Tam w to po lewej na horyzoncie za chwilę będę kręcił.
Prawie pod domem.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
42.00km
-
Czas
02:23
-
VAVG
17.62km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jednak prognozy się sprawdziły i około 6:00 zaczęło kapać. Niezbyt mocno. Startuję o 6:13. Od razu decyduję się na trasę przez Będzin i las mydlicki zakładając, że zmieszczę się w czasie. Jednak w Gródkowie zaczynam robić tyły czasowe zatrzymując się na przystanku i zakładając pokrowiec na plecak. Kropelki przyspieszają. Trochę czasu ucieka na przekraczaniu Alei Kołłątaja i podjazd pod Koszelew. Potem światła obok Makro i ostatecznie notuję 6 minut straty na mecie. Jechało się nawet nieźle choć warunki do przyjemnych miały daleko. Ale mogło być gorzej. W butach sucho. Tyle dobrego, że dojazd spokojny.
Na powrocie dalej pochmurno ale niemal nie ma kropelek. To skłania mnie jednak do wypadu do centrum Sosnowca w poszukiwaniu dętek do Mamuta. Toczę się zwykłą trasą przez Blachnickiego, Środulę, Kombajnistów i Ludwik w stronę ronda na Ostrogórskiej.
Trafiam poszukiwany asortyment w MK Bike. Biorę 2 dętki i trójkąt pod ramę żeby było ją gdzie wozić. Zwykłe podsiodłówki są za małe na taki kawał gumy, jaki wchodzi do kółek Mamuta (26x4,0).
Skoro udało mi się dokonać zakupu to nie mam nic więcej do roboty w Sosnowcu więc zaczynam odwrót do domu. Kręcę w stronę Pogoni i ścieżką od Klubu Kiepury aż do będzińskiej Nerki. Tam na chwilę odbijam do serwisu skreślić się z listy na dętki do fatbike-a.
Na trasie do Będzina zaczynają rozpędzać się kropelki. Kiedy ruszam z serwisu kapie już dość regularnie choć, na szczęście, nie za mocno. Jednak na Zamkowym decyduję się na założenie pokrowca na plecak. Ścieżką kręcę do Grodźca i potem zjeżdżam do Gródkowa. Poboczami i chodnikami dotaczam się do wsiowego Dino i uciekam z "913" na spokojniejsze ulice.
Do domu docieram nieco nasiąknięty. Ciuchy od razu idą do prania. Mimo tego kapania jednak jechało się nawet nieźle. Na dłuższą trasę byłoby to męczące ale na powrót z pracy do domu warunki oblecą. Jeździłem przy gorszych. Trochę tylko martwi mnie to, że powoli wykańczam kolejne buty.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
20.73km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Można powiedzieć, że poranek świstaka z tą drobną różnicą, że dziś do pracy na innym rowerku. Poza tym pora startu niemal ta sama, warunki takoż i przejazd podobnie. Jeszcze tylko krótszy ciut czas dojazdu.
Na powrocie nieco przyjemniej, nawet trochę słoneczka choć wietrznie. Nieco lżejsza góra wdzianka w użyciu. Kręcę powrót początkowo terenem przez las zagórski na Reden i haczę o sklep rowerowy w poszukiwaniu dętki do Mamuta. Nie ma. Potem do drugiego. Może będzie ale to się okaże. Zadzwonią. Przez Mydlice przetaczam się na Warpie i dalej do serwisu w Będzinie. Jest tylko 2,7". Na razie nie biorę bo liczę, że będą te do fata typowo. Wracam do domu przez las grodziecki i gródkowski finiszując kawałek "913".
Po 17:00 telefon, że są ale niestety na Preście. Mnie potrzebne na samochodowym. Wygląda na to, że jutro odwiedzę pozostałe sklepy w okolicy w poszukiwaniu zapasu. No chyba, że pogoda się sypnie, jak ICM wieszczy. Wtedy wezmę tą 2,7 choć nie wiem czy w razi "W" da radę.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Odczuwalnie chłodniej niż wczoraj i trochę wiało mniej więcej z północy lub północnego wschodu ale przynajmniej słonecznie. Rozruch przeciętnie sprawny zakończony startem o 6:12. Trasa jak wczoraj, przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Pokonana sprawniej i bez ekscesów. Na miejscu mam kilka minut zapasu. Troszkę nawet się zgrzałem na finiszu. Przyjemny dojazd do pracy.
Na powrocie wiele cieplej nie było za to bardziej wietrznie bo dmuchało mi na gębę spory kawałek trasy. Na końcówce trochę pochowałem się po lasach. Przejazd na trasie Mec, Środula, Będzin, las grodziecki, las gródkowski, żółty szlak do łącznika terenowego z Malinowic do Strzyżowic i zjazd do domu. Przyjemnie, niespiesznie, spokojnie. Po drodze były jakieś drobne kropelki. Wcześniej chyba miejscami padało bo jezdnie były tu i tam mokre.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
18.58km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzień od samego wstawania oporny. Ostatecznie wytaczam się o 6:09. Warunki słabe jak na maj. Pochmurno, trochę wieje (wg ICM-u z północy), temperatura taka, że pełne wdzianko jak na zimę wcale nie jest przesadą. Do tego Mamut robi mi pod górkę nie zrzucając przedniej przerzutki na mniejszą tarczę. Chyba gdzieś do pancerza dostała się woda i coś lekko przyrdzewiało. Nie mam czasu tego poprawiać i męczę się całą drogą czasem wydzielając buta w mechanizm. Trasa przejechana spokojnie. Na mecie na styk.
Z pracy wychodzę 2 godzinki później i już nie mam ochoty na objazdy. Pogoda też do tego nie zachęca. Wychodząc mam pod kaskiem bandankę. Rękawiczki i czapka w kieszeniach. Nawet nie ruszam a już zakładam jedne i drugie.
Powrót niespieszny przez las mydlicki, Warpie, Zamkowe, las grodziecki i gródkowski. Finisz lekko bokami żeby nie tłuc się "913". Przyjemnie, spokojnie, z wiatrem na gębę przez sporą część drogi.
Kategoria Praca
DPODZD
-
DST
54.00km
-
Teren
12.00km
-
Czas
03:01
-
VAVG
17.90km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch mocno grzebany zakończony startem o 6:14. Z tego też powodu trasa krótka przez Będzin, Środulę i Mec. Słonecznie ale niezbyt ciepło. Wieje z zachodu. Odczuwalna temperatura obniżona przez wilgoć z nocnych opadów. Wdzianko na długo wcale nie było przesadą. Dopiero na finiszu, przy ostatnim podjeździe, czułem, że robi się cieplej. Asekuracyjnie lżejsze ciuchy na popołudnie jechały w plecaku. Przejazd spokojny i przyjemny. Na drogach pustki zarówno jeśli chodzi o samochody jak i rowerzystów. Ewidentnie długi weekend. Na mecie jestem równo o 7:00.
Popołudnie o wiele przyjemniejsze termicznie niż poranek. Da się jechać we wdzianku "na krótko" choć przy zwrocie na zachód wiaterek daje się trochę we znaki i jakoś super ciepły nie jest. Powrót robię niespieszny, zaginany i w kilku miejscach terenowy. Początek od lasu zagórskiego, potem przez Reden na bieżnię P3 i dalej na terenowy objazd P4 do Wojkowic Kościelnych. Stąd asfaltami przez Podwarpie do Tuliszowa. Skrótem do Przeczyc i wjazd pod górkę w Targoszycach gdzie robię zwrot na zjazd do Dąbia. Przy okazji udaje mi się podkręcić rekord prędkości na Mamucie do 54km/h. Może gdyby nie boczny wiatr byłoby więcej. Z Dąbia kręcę do Strzyżowic i stamtąd zjeżdżam do domu. Tu chwila na zamianę plecaka na sakwy i jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana po zaopatrzenie. Z ładunkiem powrót do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.50km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
O poranku jezdnie mokre, pochmurno, wieje nieco z północy ale nie pada. Ogólnie warunki do jazdy całkiem niezłe. Zbieram się na koła o 6:08. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie, niestresowo, przyjemnie. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut lekko podgotowany. Czapka okazała się lekką przesadą. W zupełności pod kask wystarczyłaby bandanka. Po drodze pustawo zarówno pod kątem samochodów jak i rowerzystów. Długi weekend w natarciu.
Po południu całkiem przyjemnie się zrobiło. Chmury, co prawda, nie zniknęły ale pojawiało się słoneczko. Jezdnie przeschnęły owiane północnym, raczej ciepłym, wiatrem. Miałem na powrocie nieco pozaginać ale dotarł zamówiony akumulator do UPS-a i brakło mi zacięcia by z tym balastem robić ekstra kilometry. Powrót może trasą nie za długą ale choć trochę terenową. Kolejno: las zagórski, Rreden, Most Ucieczki, Park Zielona, czarny szlak do Łagiszy, teren do Stachowego, czarny szlak do Parku Żurawiniec, teren do Strzyżowic i prosta do domu. Przyjemnie, niespiesznie, spokojnie.
Kategoria Praca
DP PTTK D
-
DST
42.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
21.72km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na niedzielę ICM dawał nadzieję na prawie suchy poranek i na wtedy się szykowałem coś na szybko zakręcić. Jednak jak odemknąłem oka po 5:00 już kapało. I nie przestało aż do dziś. Tak więc niedziela niejeżdżona.
Dziś nawet nie rozważałem innej opcji na dojazd niż rower. Zbieram się umiarkowanie sprawnie. Owijam w warstwy przeciwdeszczowe i wytaczam o 6:10. Pochmurno, pada, lekko wieje ale nie jest tak źle, jak się spodziewałem, że może być.
Trasę zakładam przez Będzin ale dobrze naluftowane koła Mamuta sprawnie niosą i mam dość czasu żeby pojechać przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Przelot bez sensacji i spokojny. Na metę zataczam się z rezerwą kilku minut bardziej spocony jak zmoknięty. W butach sucho. W sumie całkiem przyjemny dojazd do pracy.
W ciągu dnia opady nieco się uspokoiły i na spotkanie klubu kręcę po mokrych ulicach i przy nielicznych kropelkach. Docieram bardziej spocony jak mokry. Sprawy klubowe, wesołe gadki i 2 godziny przelatują błyskawicznie. Powrót na zwykłej trasie przez Milowice, Czeladź i Wojkowice. Trochę mżyło i koła podrywały krople z jezdni ale w sprawnej jeździe to nie przeszkadzało. Przyjemny powrót do domu. Strasznie fajnie mi się jeździ na naluftowanych balonach Mamuta :-)
Kategoria Praca
DPDSDZD
-
DST
47.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
23.50km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start tak sobie sprawny o 6:13. Jakby chłodniej niż wczoraj choć mam wrażenie, że podmuchy znacznie słabsze. Słonecznie. Trasę kręcę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Odkrywam po drodze, że są strefy z cieplejszym powietrzem. Przeważnie na odcinkach rozciągających się na osi wschód-zachód. Czyli pewnie słoneczko zdążyło tam już podgrzać atmosferę. Na metę zataczam się z rezerwą 3 min. przy w miarę spokojnym przejeździe.
Powrót z pracy krótki i szybko przez las mydlicki, las grodziecki i "913". Spieszyłem się do domu by odstawić Rzeźnika i zdążyć na zbiorkom do Będzina, gdzie w serwisie czekał Błękitny po przeszczepie manetek. Odbieram rowerek z serwisu i robię powrót przez Łagiszę i Sarnów do domu. Po drodze odkrywam, że położyli nowy dywan na odcinku przed Sarnowem. W końcu zniknęły te koszmarne dziury. W domu zostawiam plecak, zakładam sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana po zakupy. Z balastem zjazd do domu.
Ładnie się dziś śmigało, sprawnie, dynamicznie. Warunki iście letnie po południu. Aż trudno uwierzyć, że jutro ma być ledwo +10 i jakiś deszcz.
Kategoria Praca






















