Masa Krytyczna w Zabrzu
-
DST
97.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
05:08
-
VAVG
18.90km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Standardowa "szesnastka" do pracy. Potem Tomek na "bikeu" zadaje mi pytanie, czy jadę na Masę do Zabrza. Po prawdzie to sam nie wiedziałem czy się wybieram, czy nie ale jak padło takie pytanie, to jak tu powiedzieć "nie"? Ale jeszcze trochę pościemniałem, że o 14:00 będzie wiadomo jak z pogodą itp. O 14:00 umówiliśmy się w Katowicach na Rynku. Dotarłem tam gdzieś około 16:20. Tomek już czekał. Właściwie nie było rozmowy czy jedziemy tylko którędy i kto prowadzi. Wbiłem do GPS-a trasę a potem i tak pojechaliśmy nam już znaną trasą przez Chorzów.
Po drodze ze 4x udało nam się prawie usiąść na kole wypasionej szosie (co prawda tylko na światłach, ale zawsze :-D ). Tomek napisze pewnie o kogo chodziło :-)
Masa ruszyła o 18:00. Tym razem albo trasa była krótsza, albo tempo żwawsze bo poszło dość szybko i przed 19:00 byliśmy już po objeździe. Czas było wracać. Tym razem znów wypadło Garminowi wytyczyć nam trasę. No i się postarał. Na początku, kulturalnie drogami. A potem jakiś tajny zjazd i nagle pakujemy się pod zakaz wjazdu, za nim rampa do ważenia ciężarówek a potem płyty i błoto. Lekko zwątpiłem. Ale droga odchodziła nieco w bok i była całkiem do jazdy. Tu też zrobiliśmy krótki popas: wymiana baterii, pojenie itp. Ruszamy dalej. Droga ładnie widoczna tyle, że patrzę na GPS-a a ten twierdzi żeśmy wjechali nie tam gdzie trzeba. No to wracamy i szukamy "właściej" drogi. I okazuje się, że jest takowa. Wyjeżdżone koleiny w trawie. Ciągną się wzdłuż torów. Ruszamy i GPS stwierdza, że teraz grzecznie trzymamy się szlaku. Spokojny kawałek w ciemnościach: trochę błota, trochę kamieni, odrobina piachu, znienacka wyłaniający się piesi. Poza tym idylla. Przekraczamy tory. Droga skręca w prawo. Tunel. Wygląda to ciekawie więc go przejeżdżamy. Ale Garmin mówi, że nie tędy droga więc wracamy. Droga oczywiście dalej ciągnie się wzdłuż torów. Gdyby nie nawigacja to w ciemnościach byśmy jej w ogóle nie zauważyli. Wkrótce docieramy do cywilizacji. Potem już bez większych problemów dojeżdżamy do Bytomia. Po drodze robimy w kilku miejscach zdjęcia (głównie kościołom i głównie księżycowi w chmurach). Od Bytomia prowadzenie przejmuje Tomek. I narzuca niezłe tempo. Drogę do Czeladzi przebywamy w ekspresowym czasie. Oj, rozgrzałem się, rozgrzałem :-) W Czeladzi jeszcze tradycyjnie kilka chwil pogaduch o tematach okołorowerowych i w końcu pożegnanie. Tomek rusza do Sosnowca, ja do Psar.
Po drodze jeszcze pstrykam kilka fotek to tu, to tam, głównie podświetlonym kościołom (w Czeladzi, Grodźcu) i kilka innych. W domu około 22:00
Dzięki, Tomek, za motywację i wspólną jazdę :-) Sam na pewno bym nie pojechał.
W Zabrzu przed startem Masy.
Rowerek cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Wielu było chętnych by przejechać na nim choć kilka metrów. I nie dziwię się temu ani trochę.
Masa minęła zadziwiająco szybko.
Potem był powrót. Tu wypadł dłuższy postój.
Ony tunel co to śmy go przejechali w te i nazad zupełnie niepotrzebnie.
Jeden z kilku kościołów sfotografowanych po drodze.
Droga z Czeladzi do Grodźca (i nieustannie fascynujący mnie klinkierek - jego trwałość i wygoda użytkowania).
Gródków. Droga do Psar.
Link do pełnej galerii (Masa Krytyczna w Zabrzu i "nocne" zdjęcia).
Kategoria Praca
DPD (rozciągnięte)
-
DST
38.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
22.35km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano std. "szesnastka". Powrót nieco pokręconą trasą (przez Mydlice, Warpie, obok Kauflanda, do Łagiszy, Sarnowa i do domu) żeby dziebko pojeździć. Niestety nie za długo bo na 18:00 musiałem być u dentysty. Pogoda nawet nienajgorsza do jazdy ale już nie za ciepło. Czapka i rękawiczki nie były wcale przesadą.
Kategoria Praca
Wietrzna piędziestka
-
DST
52.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:24
-
VAVG
21.67km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano do pracy nie pojechałem na rowerku bo u mnie trochę kapało a potem cały dzień tego żałowałem bo ciuchy by wyschły a powrót miałbym w fajnych warunkach.
Ale dzień był jeszcze do uratowania bo w domu byłem przed 16:30. Szybka zmiana wdzianka i ruszyłem w drogę. W planie miałem tak 30 max. 40 km. Wyszło ile wyszło.
Trasa: Psary, Strzyżowice, Rogoźnik, Dobieszowice, Wymysłów, Niezdara, Ożarowice, Zendek, Zadzień, Targoszyce, Toporowice, Dąbie, Chrobakowe, Malinowcie, Psary.
Połowa drogi właściwie po ciemku. Chwilę zatrzymałem się przy lotnisku w Pyrzowicach i usiłowałem cyknąć fotkę lądującego samolotu ale niewiele z tego wyszło bo lądował pod wiatr czyli od wschodniego krańca pasa. Ja byłem na zachodnim. Jedynie na max zbliżeniu optycznym i cyfrowym widać było, że to samolot LOT-u. Tu też kapnąłem smaru na łańcuch bo zaczynał rzęzić. Drugą sesję foto zrobiłem kościołowi w Targoszycach.
Jechało się całkiem dobrze pomimo wiatru. Czasem przeszkadzał, czasem pomagał czyli w sumie wyszło na zero. Zauważalnie cieplej w stosunku do dnia wczorajszego. Niestety jutro znowu ma się ochłodzić choć z kolei ma nie padać.
Ony samolot co to lądował był w Pyrzowicach.
"Impresja" :-p
Targoszyce. Kościół.
Targoszyce. Kościół. Zbliżenie.
I jeszcze takie w sumie miłe zdarzenie. W Malinowicach jest taki kawałek krętej drogi. Jadąc tamtędy usłyszałem, że coś dużego do mnie się zbliża. Że miałem kawałek wolnego pobocza i jechałem sobie nie za szybko to zjechałem na bok. A niech ma i jedzie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy kierowca uatobusu, który mnie wyprzedził mrugnął migaczem w podziękowaniu. Niby nic ale zrobiło sympatyczne wrażenie. Pozdrowienia dla prowadzącego autobus. Niestety nie zwróciłem uwagi na numer linii.
Kategoria Inne
DP(bonus)D
-
DST
50.00km
-
Czas
02:23
-
VAVG
20.98km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do pracy standardowa "szesnastka". Poszło łatwo bo wiatr w plecy.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą, Pogorię III i IV, Wojkowice Kościelne, Toporowice, Dąbie, Goląszę Dolną. Wiało z zachodu. Pół drogi to walka z wiatrem ale w sumie jechało się nawet całkiem dobrze. Gdyby wiatru nie było to pogoda do jazdy byłaby rewelacyjna. Na Pogoriach ludzi śladowe ilości: ze 3-4 rowerzystów, dwóch rolkowców, ze dwóch narciarzy bez desek, 1 od windsurfingu i 4 od kitesurfingu.
Poza tym cała ścieżka moja.
Kategoria Praca
Niedziela wyborcza
-
DST
145.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
06:52
-
VAVG
21.12km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start kilka minut przed siódmą. Podjechałem do lokalu wyborczego a tu zonk. 7:05 i jeszcze zamknięte. Ale ktoś mnie musiał przy drzwiach przyuważyć i otworzyli. Potem std. procedura głosowania.
Zanim ruszyłem dalej jeszcze wymiana baterii w GPS-ie. Upomniał się zaraz po starcie choć wczoraj dostał niedawno ładowane. Dziwne.
Potem standardowa trasa na Mec i dalej na Plac Papieski w Sosnowcu. Tam już czekali Andrzej i Damian (mam nadzieję, że nie przekręciłem imienia ale mam słabą głowę do zapamiętywania imion zwłaszcza jeśli kogoś pierwszy raz widzę).
Zjawiłem się jednocześnie z Jackiem. Chwilę potem dojechał Tomek. W pięciu ruszamy na Sosinę gdzie miał do nas dołączyć jeszcze Krzysiek (Kysu). Z powodu studenckiego kwadransa zamarzamy w porannej mgle. W końcu zjawia się Krzysiek i ruszamy. Ciągle jeszcze mgła ale słoneczko obiecująco wyglądało zza chmurek.
Tradycyjnie, kiedy ktoś prowadzi to nie bardzo przejmuję się gdzie jadę ale trasa w przybliżeniu wyglądała tak: z Sosnowca na Bukowno, dalej na Żuradę, Płoki, Lgotę, Miękinię, Krzeszowice, Tenczynek, Nieporaz, Młoszowa, Trzebinia, Luszowice, Jaworzno, Sosnowiec.
Po drodze różne przygody. Andrzej miał problemy z kapciem i to 2 razy. Na początku dopompowywał ale potem zdecydował się jednak na wymianę dętki. Drugi raz musiał użerać się z kołem w Lgocie. Problemy tej samej natury dotknęły Damiana. Też początkowo dopompowywał ale powietrze schodziło często i też w końcu zdecydował się na wymianę. Zawitaliśmy obok kopuł, które wczoraj z Krzyśkiem i Marcinem mijaliśmy i tym razem również nie obeszło się bez mini sesji foto. Tym razem strażnik nie zdążył się zirytować i nas pogonić (może bał się 6 "przeciwników" :-] ).
Ja robiłem za spowalniacza w terenie. Niestety na moim "sztywniaku" nie byłem w stanie tak szybko pokonywać kamienistych zjazdów jak ekipa na rowerkach z "amorami". Też je zjeżdżałem (choć ze 2x musiałem w ostatniej chwili ratować się gwałtownym hamowaniem) ale dużo wolniej. Dodatkowo chyba trochę dawał mi się we znaki dzień wczorajszy. Szybko objawił się mój deficyt energetyczny i po drodze dosłownie opadłem na jakiś czas z sił. Doturlałem się do ekipy jak Andrzej właśnie dopomopwywał powietrze.
Na asfalcie Damian przyznawał się bez bicia, że nie wyrabia tempa, które na sporych odcinkach wisiało w okolicach 30km/h a czasem nawet ciut więcej. Mnie na asfalcie szło nienajgorzej choć do Andrzeja to nawet nie mam się co porównywać. Zresztą nie tylko do niego. Tomek i Krzysiek też na początku rwali nieźle w przodzie. Dopiero później nieco nas oszczędzali i spuścili z tempa (dzięki chłopaki za litość :-D ).
Pogoda była mieszana choć mam wrażenie, że lepsza niż wczoraj. Było trochę słońca i trochę deszczu. Nie za ciepło ale do jazdy pogoda zdatna.
Za Trzebinią dopadł nas trochę mocniejszy deszczyk ale krótki więc nie bardzo nas zmoczył. Mnie potem jeszcze trochę poprawiło w Przeczycach.
Za Trzebinią też doszło do rozbicia na 2 grupy. Ja z Jackiem i Andrzejem pojechaliśmy do Jaworzna a Tomek z Krzyśkiem i Damianem pojechali na Sosinę. "Rozłam" był efektem tego, że chłopaki jeszcze chyba nie mieli okazji jeździć z navi Jacka, która miała w sobie takie ścieżki, których na żadnej mapie nie było.
Chcieli jechać od razu na Sosinę. Nam "wyszło" do Jaworzna.
Spotkaliśmy się ponownie na "Balatonie" ale już bez Krzyśka, który od Sosiny pojechał do Siebie.
W piątkę pojechaliśmy najpierw na Klimontów (pod komendę), gdzie rozstaliśmy się z Jackiem. Potem odprowadziliśmy Andrzeja. We trzech pojechaliśmy na Mec gdzie zostawił nas Tomek. Damian i ja ruszyliśmy w stronę centrum Zagórza. Tam chwilę pogadaliśmy, ja wszamałem odrobinę kalorii bo już czułem jak zapadam się w siebie i w końcu się pożegnaliśmy. Dalej sam wracałem przez Dąbrowę Górniczą, Zieloną, Preczów i Sarnów do siebie.
Wg mnie wypad bardzo udany. Ciekawy teren (choć miejscami dla mnie mocno wymagający). Fajna grupa. Dzięki, chłopaki za wspólną jazdę. Mam nadzieję, że w takim lub podobnym składzie będzie jeszcze okazja pojechać gdzieś.
Pierwsze konsultacje z mapą.
Przymusowa wymiana dętki w wykonaniu Andrzeja.
I powtórka w Lgocie.
Potem podobna historia u Damiana.
Zdjęcie przy "kasku".
Chłopaki "wynaleźli" na mapie jakiś pałac. Jakoś nie zostało mi w pamięci jaka to miejscowość. Na pewno będzie w ich relacja info na ten temat :-)
I już Klimontów na kilka chwil, przed pierwszymi pożegnaniami.
Dostaliście obiady, chłopaki? :-D
Link do pełnej galerii
Kategoria Jednodniowe
Kraków z Krzyśkiem i Marcinem
-
DST
138.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
07:24
-
VAVG
18.65km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zaparłem się jechać w tą sobotę do Krakowa i już. Wyjazd z domu zgodnie z planem czyli o 7:00. Coś mi trochę przerzutka w jednej pozycji dzwoniła i trochę ją próbowałem ustawić. Skończyło się na tym, że dzwoniła dalej ale mniej i ciszej :-)
Dojechałem na spotkanie na Mecu około 7:45. Chwilę później zjawił się Krzysiek.
Przyszło nam trochę ostygnąć w oczekiwaniu na Marcina. Potem jazda ruszyła na całego. Szczegóły trasy we wpisie Krzyśka. Dla mnie tereny, po których jechaliśmy, w większości były obce. Nie roztrząsałem dokładnie niuansów trasy tylko cieszyłem się jazdą zdając się całkowicie na przewodnictwo Krzyśka. Marcin też znał te tereny i czasem się konsultowali.
Było trochę po piasku, trochę po kamieniach, trochę po trawie, trochę po asfalcie. Były podjazdy i zjazdy. Było różnorodnie czyli ciekawie. Pogoda też dodała swoje 3 grosze. Kilka razy dopadły nas drobne przelotne opady ale nie zatrzymywaliśmy się tylko jechaliśmy dalej. Czasem trochę wiało. Aura wymagająca ale do jazdy nie była znowu taka tragiczna.
Według mnie bardzo udany wypad. Niezły dystans jak na te warunki.
Marcin, Krzysiek, dzięki za Wasze towarzystwo. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja razem gdzieś pojechać.
Asfalt po odcinku leśnym.
Konsultacje :-)
Lewitujący liść :-)
Przy "kopułach".
Hełm strażnika. Potem był strażnik z tego hełmu wyszedł i powiedział żebyśmy sobie pojechali. Nie wiem czy tymi słowami dokładnie bo stałe w oddaleniu ale w takim sensie.
Foto przy ruinach. Tradycyjnie Krzysiek nas pozaginał czyli wjechał prawie na sam szczyt. Gdyby nie liście i rozmoczona ścieżka to by tego "prawie" nie było.
Dolina Mnikowska.
Pogoda wyglądała tak.
Po pitstopie (czyszczeniu i smarowaniu).
Pod Wawelem.
Na rynku.
Rowerki w pociągu.
Molo na Pogorii III. Po pożegnaniu Krzyśka, z Marcinem pojechaliśmy na Pogorię III. Tam fotki i potem skok na Zieloną. Tam się pożegnaliśmy. Marcin ruszył do siebie. Ja również. Wracałem przez Łagiszę i Sarnów. W domu po 20:00.
Link do pełnej galerii.
I link do trasy. Przez chwilę myślałem, że go nie będzie bo się okazało, że nie ma pliku na karcie pamięci. Ale na szczęście dało się ściągnąć ślad z pamięci GPS-a i zapisać do pliku. Ostatnio go przez przypadek zresetowałem i nie była wbita opcja zapisu na karcie śladów. Jak to na wszystko trzeba uważać :-/
Kategoria Jednodniowe
DPD
-
DST
32.00km
-
Czas
01:30
-
VAVG
21.33km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
16km tam, 16km powrót. Od Będzina kurs zaopatrzeniowy. Rano całkiem ciepło. Po południu silny południowo-zachodni wiatr. Czasem miałem wrażenie, że mnie mocniejsze porywy przewrócą.
Kategoria Praca
Głupio mi + DPD(z bonusem)
-
DST
45.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:19
-
VAVG
19.42km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Głupio mi bo ja tu śmigam w krótkich gatkach i bez długich rękawów a wszyscy naokoło poubierani jakby już zima była. Nawet kogoś w szaliku widziałem.
Do pracy std. 16 km. Po pracy niestandardowo. Najpierw do Dąbrowy Górniczej (ProLine - zakup pena), potem do Będzina (oskubać się trochę na czubie), potem przez Czeladź (obok M1 i do centrum), potem do Grodźca. I tu mię była skusiła taka jedna droga gruntowa. Ponieważ miała z tej strony koniec to i z tamtej też jakiś musiała mieć. Kierując się tą logiką wziąłem i się w nią zapuściłem. Dobrze wyjeżdżona, ze śladami pozostawionymi przez braci (bądź siostry) rowerzystów - czyli albo dokądś prowadziła albo skądś prowadziła, gdzie dało się dwoma kołami dojechać. Tak i też dojechałem. Durgi koniec (albo początek - zależy od punktu siedzenia) miała koło cmentarza w Czeladzi, tego, co to koło niego wczoraj robiłem pentelkę po ściernisku. Ruszyłem dalej w stronę Wojkowic ale zaraz potem niedługo skręciłem w prawo i neco pod górkę i wróciłem ponownie do Grodźca. Tu mi w oko wpadła chałupka, która jest siedzibą ukulturniania lokalnego społeczeństwa więcem wyciągnął aparat i jej pstryknął zdjęcie. Aparatu nie schowałem bo miałem w planie dziebko się jeszcze pokręcić po okolicy i coś pstryknąć.
Szybko też trafiła się kolejna okazja. Skierowałem się spod ośrodka ukulturniania w stronę Będzina ale zamiast wdrapywać się pod górkę skręciłem w wąski przejazd tylko nie wiem pod czym on był (tory, inksze jakieś miedium transportowe?) obok cementowni. Tamże nie mogłem się oprzeć i cyknąłem foto zykłej drogi. A właściwie niezwykłej. Ułożona z klinkieru pewnie jeszcze po wojnie do tej pory się trzyma. Rozlatuje się tam, gdzie jakiś "fachowiec" musiał coś zrobić i nieudolnie załatał wykonany przez siebie dołek. W okolicy Grodźca jest jeszcze kilka takich fenomenów, do których pielgrzymki powinni odbywać obecni budowniczowie dróg i robić foto i studia wyższe jak zrobić coś równie trwałego.
Z zamiarem powrotu bez odchyłek do domu zacząłem się piąć pod górkę obok boiska ale znowuż znęciła mię była jakowaś droga odbijająca w prawo. Początkowo asfaltowa, potem gruntowa w końcu przeszła w trawiastą. Objeżdżała jakoweś wzniesienie, na które pewnikiem drapali się quadowcy bo wjazd był strony. Ale co to dla mnie. Wprawiony w targaniu roweru po sobotniej wyrypie sprawnie wprowadziłem pojazd na czubiek tegoż pagórka i zostałem nagrodzony za ten wysiłek panoramą okolic. Co też uwieczniłem na obrazkach. Grzbietem owego wzniesienia dojechałem do drogi łączącej Grodziec z Gródkowem i stamtąd już potoczyłem się prosto do domu.
Centrum ukulturniania. Kiedyś pewnie zwykły budynek. Dziś, na tle powszechnie stawianych "kwadratów", oklejonych styropianem i pomalowanych na jednakowe, pastelowe kolory, budowla z charakterem. 
Przejazd i klinkierek.
Tyle razy obok tego miejsca przejeżdżałem i zawsze ten domek jakoś moje oko przyciągał. Dziś w końcu mu fotę strzeliłem. Podobnych w Grodźcu jest więcej.
Ów "klinkierek", który tak mnie fascynuje. Nie pęka, nie robią się dziury, leży latami. No i o niebo lepiej wygląda na zdjęciach niż asfalt :-)
Mała panoramka. Niezbyt udana bo robiona w pośpiechu ale jeszcze kiedyś się tam wdrapię i powtórzę sesję przy lepszym świetle.
Ten domek jakoś moje oko ściągnął więc mu na zbliżeniu foto zrobiłem.
Nie wiem co to dokładnie za ruiny ale z tego pagórka podobno kiedyś latali szybowcami. Może jakieś pozostałości hangaru?
Cementownia w Grodźcu na zbliżeniu.
Kategoria Praca
DPD ale tak jakby luźna piędziestka.
-
DST
50.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:49
-
VAVG
17.75km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano do pracy standardowe 16 km. Tym razem udało mi się wyjechać wcześniej. Zadziwiająco ciepło choć niestety już ciemno.
Po południu postanowiłem się powłóczyć i wracałem okrężną drogą. Pojechałem najpierw w stronę Kazimierza ale nie dojeżdżając tam odbiłem na Klimontów, potem Wawel, do Czeladzi (obok rynku), z Czeladzi do Wojkowic (w lewo przed szpitalem). Za cmentarzem zainteresowała mnie pewna droga gruntowa. Nawet były na niej oznaczenia szlaku rowerowego ale oczywiście odbiłem w nie tą odnogę co trzeba i skończyło się na kilku zdjęciach i rundce po ściernisku. Wróciłem na asfalt i poturlałem się do Wojkowic. Koło kościoła (tego od strony Grodźca) skręciłem na Strzyżowice. Wdrapałem się na startowisko paralotniarzy w Górze Siewierskiej. Podziwiając widoki i niezdecydowanych paralotniarzy wszamałem bułkę z makiem. Ponieważ nikt nie kwapił się do startu (chyba za silny wiatr), zjechałem ze startowiska i ruszyłem do domu. Pojechałem przez Strzyżowice, żeby dobić do 50 km. Tempo średnie słabe bo część drogi w ogóle się nie spieszyłem.
Odkryłem w Czeladzi, że jeden z nitów mocujących sakwę to listwy z hakami był się wziął i urwał. Przygotowany jednak na taką ewentualność już od dość dawna, dobyłem śrubkę z nakrętką i podkładkami i skręciłem jedno z drugim. Jutro poprawię dodając gumowe uszczelki.
Kategoria Praca
D(expresowe)PD(spacerowe)
-
DST
38.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
19.16km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano tradycyjnie start z opóźnieniem czyli gonitwa na trasie. Opóźnienie jeszcze wzrosło bo po jakichś 3 km GPS zawołał jeść i nie było rady, trzeba było się zatrzymać i nakarmić. 6 st. na plusie i miejscami mgły. Ale generalnie nienajgorzej.
Po południu miałem plan pojeździć ale zupełnie zapomniałem, że ma dotrzeć dostawa zamówionych gadżetów i plany się zmieniły. Z jedną obładowaną torbą wracałem spacerowym tempem przez Dąbrowę Górniczą, wzdłuż Pogorii III i trochę wzdłuż IV, potem Preczów i Sarnów. Ciepło choć trochę zawiewało. Generalnie ładny dzień na rower.
Wyrypa jeszcze trochę wychodzi.
Kategoria Praca






















