limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Do Paryża i do BIDY

  • DST 121.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 06:41
  • VAVG 18.10km/h
  • VMAX 65.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 14 lipca 2013 | dodano: 14.07.2013
Uczestnicy

Miało być, że z nocnego jeżdżenia po Katowicach od razu pojadę na kolejną ustawkę zwołaną przez Olę. Jednak sobota była tak nędzna pod względem pogody, że w efekcie nie pojechałem (choć może gdyby na forum ktoś się wcześniej zdecydował to by to inaczej wyglądało). Tak więc w niedzielę rano nie było najmniejszych przeciwwskazań by stawić się na starcie tego eventu.
Nim jednak do tego doszło zabrałem się za zmianę laćka na tyle Błękitnego Rumaka. Obecny z terenowego zamienił się w slicka, który zupełnie nie radził sobie na piasku i błocie. Tak więc na tył poszła zwijka, która w zeszłym roku tylko troszkę popracowała w drodze nad morze. Przy okazji wymieniam też kolejną pękniętą szprychę. Do kompletu jeszcze pobieżne czyszczenie i smarowanie.
Na starcie stawiam się lekko spóźniony ale jeszcze w kwadransie studenckim. Czeka już zacne grono - Ola i jej ofiary :-)
Ruszamy na początek na Sosinę. Lekko zaczynam wątpić czy dam radę po moim wczorajszym struciu bo od razu ekipa poczyna sobie bardzo śmiało i nawet pod górki ciśnie po 40km/h. "Grubo" - myślę sobie ale póki daję radę to jadę. Najwyżej odpadnę gdzieś po drodze.
Na szczęście na terenowych odcinkach tempo robi się do przyjęcia i tak już bujamy się różnymi wertepkami. Na Sosinie pierwsze przygody. Koniecznie chcemy jechać niebieskim szlakiem pieszym. Okazuje się, może kiedyś i coś takiego było ale teraz bez maczety do tego nie podchodź. Dzięki Robredo udaje się wybrnąć z krzaków na niebieski rowerowy i jakoś dalej się toczymy. Docieramy w końcu do Bukowna gdzie najeżdżamy znajomą cukiernio-lodziarnię. Tam dla każdego coś miłego.
Dalej niebieskim szlakiem przebijamy się w stronę naszego celu czyli do Paryża. Po drodze różności terenowe typu piaski, bajora, błota i wszelakie inne wertepki. Zabawa przednia. Gratuluję sobie decyzji zmiany laćka na tyle bo bez niego jazda byłaby przechlapana.
Osiągnięcie Paryża zostaje uczczone wesołą sesją foto. Jednakże poza samym faktem istnienia Paryża wiele tam nie ma. Zakosami wracamy znów do Bukowna (częściowo po sowich, rozjeżdżonych przez quady, śladach) i dalej jedziemy do Bolesławia i do BIDY.
BIDA w Bolesławiu to jedna z karczm o tej samej nazwie. Taki kombajn żywieniowy przy drodze. Wszyscy, co mieli okazję tam jeść, straszyli mnie, że porcje nie do przeżarcia. Postanowiłem legendę sprawdzić. Zamawiam żurek i ziemniaczki zasmażane na boczku ze zsiadłym mlekiem. Powiem tak: porcje szczodre, jedzonko dobre. Po wciągnięciu jednego i drugiego czuję się pełny na full. Jednakże mnie lepiej ubierać jak żywić i po prostu jestem zadowolony, że udało mi się najeść :-)
Jako, że robi się już pora raczej późna bez kombinowania wracamy w nasze strony. Na początek serwisówką wzdłuż drogi "94", potem przez Strzemieszyce do Dąbrowy Górniczej. Tempo zacne i zawiązuje się ładnie spalanie wciągniętego obiadku.
W grupie dojeżdżamy pod Silesia Expo w Sosnowcu i tu się żegnamy rozjeżdżając w różnych kierunkach. Toczę się przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu.
Po drodze cały dzień wkurzał mnie nieco GPS. Wyłączył się co najmniej kilkanaście razy. Pewnie jakiś 2-3 km może nawet uciekły z pomiaru ale akurat nad tym specjalnie jakoś nie boleję tylko nad tym, że coś jest nie tak. Na początek założę nowe akumulatory bo obecne już trochę mają i może być tak, że urządzenie stwierdza za niskie napięcie (choć przy ładowaniu niby wszystko ok). Jak to nie będzie to, to czarny scenariusz jest taki, że GPS siada :-(
Poza tym super dzień na rowerze.

Link do pełnej galerii


Ola i jej ofiary :-)


Pierwsze starcie z terenem.


Starcie pierwsze trwa. Szlak niebieski pieszy na Sosinie. Ten pod maczetę.


Potem długo za dużo się działo by focić aż do cukierni w Bukownie. Chwila zadumy nad lodami i kawą. Jakieś 40 min. wystarczyło ;-)


Potem były elementy pustynne czyli "z buta" i wypych.


Było przekraczanie akwenów wodnych o zerowym znaczeniu strategicznym.


I inne przeszkody terenowe, które jednak nie powstrzymały nas przed osiągnięciem Paryża.


Potem długo nic i wreszcie BIDA.


I "bidne" porcje.


Potem znowu długo nic i pożegnania w Sosnowcu.


I zeznanie padającego GPS-a na temat niedzieli.


Kategoria Jednodniowe

DPOD

Piątek, 12 lipca 2013 | dodano: 12.07.2013

+13 na starcie. Asfalty mokre. Jak wstawałem to dość przyzwoicie padało. Całą drogę jednak ani kropli deszczu choć na wschodzie wisiały ołowiane chmurki. Dla odmiany na zachodzie przebijało się słoneczko. W sumie jakby pogoda utrzymała się taka, jak miałem podczas dojazdu do pracy, to może być. Nie rewelka ale ujdzie.
Start mi się zrobił opóźniony ale udało się do Będzina podgonić i wbić w bezpieczne ramy czasowe. Niestety w sklepie, gdzie robiłem upgrade śniadania do pracy, zrobił się zator i znowu wszedłem na krawędź czasu czyli znów przyszło gonić. W efekcie wyszedł jeden z szybszych dojazdów do pracy.

W ciągu dnia kilka razy padało. Raz dłużej, raz mocniej, różnie. Na wyjściu ładne słoneczko i wiaterek. Naszła mnie ochota terenem wracać ale jak dotarłem do miejsca, gdzie były wysokie trawy to mi ochota przeszła i wróciłem na asfalty. Po drodze jeszcze mnie zdążył deszczyk zmoczyć. Słoneczko wysuszyć. A to wszystko zanim udało mi się wyjechać z Sosnowca. W Dąbrowie Górniczej asfalt pozdzierany i jakoś tak niemrawo ruch samochodowy się odbywa. Sprawnie przebijam się pod molo na Pogorii 3. Stamtąd ścieżką jadę na Piekło i asfaltem wokół Pogorii 4 do Kuźnicy Piaskowej. Po drodze wkurza mnie łańcuch. Wczoraj smarowany dziś już piszczy jak potępiony. Pewnie wczorajszy deszczyk i dzisiejsze mokre drogi w drodze do pracy zmyły cały smar. W Kuźnicy smaruję łańcuch i nastaje błoga cisza podczas kręcenia. Dalej przez Dąbie-Chrobakowe i Malinowice do mojej wiochy. Powrót raczej w tempie spokojnym zwłaszcza, że trochę wiaterek hamował zapędy na nabieranie prędkości. W sumie jednak fajny dzień. Aż dziw, że obydwie Pogorie przy tej pogodzie prawie puste.
I jeszcze się mi przypomniało, że znowu nie rozpoznałem znajomego rowerzysty. Ale jestem usprawiedliwiony. Domino czaił się na chodniku pod płotem w cywilu. Jakby nie zamachał końcówką górną i nie dał głosu to bym go potraktował jak element tła niezagrażający bezpośrednią interakcją i całkowicie zignorował :-)


Kategoria Praca

DP - oby temu TIR-owi wszystkie koła siadły - DON - Ustawka Domino

  • DST 104.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 05:01
  • VAVG 20.73km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 11 lipca 2013 | dodano: 11.07.2013

Na starcie +16 i niemal na starcie wqrw. W Gródkowie prawie mnie zepchnął z drogi TIR. Minąłem szkołę, przejechałem skrzyżowanie i wychodzę na prostą w stronę Będzina. Widać od razu, że w przeciwnym kierunku jedzie sporo osobówek. Nie jednym ciągiem ale tak po 2-3 ale przerwy między tymi grupkami nieduże. Za sobą słyszę, że coś dużego jedzie. Myślałem, że jakiś normalny kierowca. Ale nie tym razem. Jak tylko 2 osobówki mnie wyminęły tamten zaczął się pchać choć nie miał na tyle miejsca, żeby się rozpędzić. Kiedy następne 3 osobówki były już blisko zaczął zjeżdżać na mnie. Gdybym nie przyhamował, to bym mnie tyłem naczepy trafił. Mam nadzieję, że mu się ten TIR cały będzie sypał do końca trasy. Tak w ramach pokuty za drogowe grzechy.
Poza tym całkiem przyjemny dojazd do pracy. Wyjechałem kilka minut wcześniej by sobie na spokojnie pojechać ale jakoś tak wyszło, że "się pocisło". Na zjeździe z Lenartowicza 56km/h. Jak mi się Strzałą uda 60 przekroczyć, to zacznę się bać :-] W sumie, wiele już nie brakuje.

W ciągu dnia sprawdzam jak się zapowiada pogoda na weekend. Nędznie w piątek i sobotę :-/ W związku z tym tak sobie wykombinowałem, że skoro dziś jest jeszcze nieźle to może by pohasać jakby miało się nie dać w sobotę. Zerknąłem na forum Ghostbikers i tada! Domino zaproponował rundkę na lody do Siewierza. Start z molo przy Pogorii 3 o 17:00. Szybkie rachuby i wyszło mi, że powinienem dać radę.
Powrót chciałem uskutecznić szybki przez Dąbrowę Górniczą ale nie wyszło do końca idealnie bo przy Alei Róż drogowcy rozpoczęli swoje zabawy i centrum miasta zakorkowane. Tu rowerek pokazuje swoją przewagę i jednak udaje mi się przebić na Pogorię 3. Tu pustawo. Lekki spadek temperatury skutecznie przepłoszył tłumy. Po drodze widzę jak rowerowy patrol Policji robi nalot na wędkarzy.
Z Pogorii 3 przedostaję się obok Świątyni Grillowania na Pogorię 4 i przez Preczów i Sarnów sprawnie docieram do domu. Strzała zostaje zaparkowana w garażu a w użycie wchodzi (po uprzednim czyszczeniu napędu i przerzutek) Niebieski Rumak. Strzała ma dziś na liczniku 35km.
Startuję na miejsce zbiórki z małą obsuwą i przychodzi mi naginać by się nie spóźnić za bardzo (tzn. zmieścić się w kwadransie akademickim). Niebieski Rumak idzie jak burza. Jeszcze nigdy mi się tak szybko nie udało na molo dojechać. Raptem jakieś 23 minuty. Na miejscu są już: Edytek, Domino i Włodek. Czekamy jeszcze na Jagęrybę. Szósty uczestnik też się pojawił ale jakoś tak w ferworze walki nie pojechał.
Zabawa była przednia. Mnóstwo śmiechu, wesołych rozmów, docinków i żartów. W takiej atmosferze docieramy do Siewierza standardową drogą. Tam pochłaniamy po duży lodzie włoskim. Robi się nieco chłodniej i decydujemy się wrócić. Ale tak do końca ten powrót prosty nie był. Zahaczamy o hotel. Potem o Boguchwałowice (gdzie nie udaje nam się obiado-kolacjać). Dalej przez Przeczyce i Warężyn jedziemy do Kuźnicy Piaskowej (gdzie Domino omal nie parkuje na Jadzerybie w wyniku niespodziewanego skrętu w prawo). Wracamy na Pogorię 4 i jedziemy do najbliższej knajpy. Tam zasiadamy na chwilę dłużej. Grzeszę dużym Tyskim. Do tego zapiekanka i paczka HIT-ów orzechowych. Może nie jest to modelowy obiad ale jakoś tam energii jednak dostarcza. Kiedy zaczyna się robić szaro a komary wzmagają szturm zwijamy się do domu. W drodze na Zieloną Władek rozpoznaje w spacerującej parze jej połowę czyli Olę. W oparach sensacji (no bo jak to? Ola bez kasku? I nie na rowerze?!) zawracamy się przywitać. Kilka słów i znów zaatakowani przez komary jedziemy dalej. Przy mostku na Czarnej Przemszy Domino oficjalnie zamyka ustawkę. Żegnamy się z nim. Jedzie do Dąbrowy. My w czwórkę wzdłuż Przemszy do Będzina.
Obok nerki Włodek z Edytą odbijają w swoją stronę a ja z JagąR na Zamkowe. Tam się żegnamy i już solo przez Grodziec i Gródków jadę do domu. W domu przed 22:00.
Niby powinienem się zajmować czymś zupełnie innym popołudniami ale zew rowerka... zresztą sami wiecie.
A za tydzień na ustawce: BIDA! Upadnie legenda :-]

Link do galerii


Cel ustawki osiągnięty (zarówno geograficzny jak i kulinarny).


Na powrocie robimy inspekcję hotelu.


Nie wiadomo czemu magnesik Edyty od licznika podróżował na rowerku Domina. Tu zajmuje należne mu miejsce ;-)


Potem trochę padało.


A padało po to, byśmy mogli zrobić foto na tle tęczy. Niestety mój aparat nie oddaje tego tak, jak "okami" to w realu widać.


Potem chwila na grzeszenie, wejście na nielegal, wesołe gadki (pozdrawiamy Pana od sportów ekstremalnych).


Wynik za dzień.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 01:39
  • VAVG 21.21km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 10 lipca 2013 | dodano: 10.07.2013

Nie spojrzałem dziś na termometr ale na dworze całkiem przyjemnie. W ogóle jakiś dobry dzień dziś do jazdy bo przelot poszedł błyskawicznie. Może częściowo dlatego, że odrobinę na krawędzi czasu wyjechałem i po drodze jeszcze trafił się króliczek (w Gródkowie), którego wyprzedziłem w pośpiechu :-) Do Będzina średnia 29. Potem kilka górek i świateł więc średnia spadła. Ale wrażenie z jazdy bardzo pozytywne. Na zjeździe z Lenartowicza ponad 50km/h czyli na pewno nie wmordewind.

Powrót kombinowany. Na Braci Mieroszewskich mija mnie króliczek :-D. Stałem na poboczu bo mi się na jakimś wyboju GPS znowu wyłączył. Ale za króliczkiem się goni więc ruszam w pogoń. Na podjeździe przy DorJan-ie wyprzedzam klienta ale zawzięty był i na światła za Expo Silesia cisnął za mną pod górkę 40km/h. Niestety przy rondzie Aleja Róż odbija na lewy pas w stronę Pogorii a ja do bankomatu. Trochę na skrzyżowaniu na światłach zamarudziłem. Ale znowu króliczka doganiam. Tym razem za mostem ucieczki. Wcale szybko już nie jadę bo jakieś 30km/h. Nie wiem, czy mu po drodze w stronę mola nie było czy spuchł w każdym razie jak na Zieloną odbiłem, to już go nie było.
Jako, że nie było się już kim dopingować to spacerowym tempem przez mostek na Czarnej Przemszy i potem jadę wzdłuż torów wertepkami do Łagiszy. Przeskakuję na drugą stronę drogi z Sarnowa do Łagiszy i dalej wertepkami przez Gródków do mojej wiochy. Strzałą na teren jakoś teraz mi tak nie za bardzo się jeździ. Jednak człowiek przywyka do luksusu i amorek na przodzie, to amorek na przodzie. Jedzie się łatwiej i szybciej.


Kategoria Praca

DPDZ

  • DST 37.00km
  • Czas 01:39
  • VAVG 22.42km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 9 lipca 2013 | dodano: 09.07.2013

+15 na starcie. Super warunki do jazdy co też i w czasie przejazdu się objawiło. Zielona fala niekompletna. Poza tym przejazd bez sensacji.

Powrót do domu przez Dąbrowę Górniczą. Dojeżdżając do parkingu przy molo na Pogorii 3 zdecydowałem, że nawet nie ma co wbijać na ścieżkę wokół zbiornika bo ćma narodu jaka ciągnęła w tamtą stronę zwiastowała tylko ścisk okrutny. Odbijam na Zieloną i stamtąd przez mostek na Czarnej Przemszy przeskakuję do Preczowa. Dalej przez Sarnów do domu. Zrzucam balast i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Tak się zastanawiam, czy mi przy tym Lewiatanie jakiejś inkszej formy handlu nie stawiają przypadkiem bo jakiś beton wylany, jakiś parking się układa...


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Czas 01:31
  • VAVG 22.42km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 8 lipca 2013 | dodano: 08.07.2013

+11 na starcie. Po wczorajszym struciu i nawalaniu baniaka wrażenie z jazdy takie, że mocno oporna. Tymczasem na finiszu czas 40 min. Pewnie nogi same po dwóch dniach niejeżdżenia wiedziały co robić.

Powrót przez Dąbrowę Górniczą, wzdłuż Pogorii 3, przeskok przez tory na Pogorię 4, Preczów i Sarnów. Dziś zero chęci na objazdy. Wczorajszy dzień dalej daje o sobie znać. Poza tym w Srebrnej Strzale trzeba mi chyba już hamulce wyregulować bo jak się ciepło robi, to prawie w ogóle tył nie trzyma.


Kategoria Praca

DP - Dla odmiany... - OD

  • DST 46.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:02
  • VAVG 22.62km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 5 lipca 2013 | dodano: 05.07.2013

... do pracy od Będzina przez Dąbrowę Górniczą.
Na starcie +18. Czyli jest dobrze. Do kompletu wyjeżdżam całkiem o czasie i nie muszę naginać po drodze. Ale. Koła jakoś same tak się kręcą i na światłach przy Stadionie w Będzinie średnia 28km/h. Szybki wjazd do sklepu po upgrade śniadania do pracy i okazuje się, że mam jeszcze 30 min. na dojazd. Skoro tak, to trzeba ten czas pożytecznie wykorzystać i na Rondzie Unii Europejskiej (dumna nazwa całkiem małego rondka) zamiast w prawo, skręcam w lewo. A potem już samo się toczy. Przez centrum D. G., obok Silesia Expo i centrum Zagórza do pracy. Zupełnie fajnie się jechało.

Powrót przez rozkopany Kazimierz, Gołonóg, wzdłuż torów przy Pogorii 1 do Piekła i asfaltem przy Pogorii 4 do Preczowa. Dalej przez Sarnów do domu.
Generalnie tempo spacerowe. Jakoś nie miałem ochoty na naginanie. Jedynie krótki kawałek w Dąbrowie pociągnąłem się za szosą. Niestety nie jechała w moją stronę.
Wiaterek z zachodu ujawnił się na końcówce.


Kategoria Praca

DP - Rozleniwienie... -OD

  • DST 40.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 21.82km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 4 lipca 2013 | dodano: 04.07.2013

... skutkuje tym, że potem trzeba naginać. Dziś obsuwa w czasie jak wczoraj ale światła mniej łaskawe więc więcej czasu na postoje a mniej na jazdę i tym samym naginanie mocniejsze. Do Będzina średnia 30km/h. Potem trochę górek po drodze i tempo nieco spada ale i tak blisko byłem wyrównania najszybszego dojazdu do pracy.
Termometr zeznał na starcie +14.
Zjeżdżając Lenartowicza wyskoczyło mi coś żółte na czołowe. Oczywiście baba za kierownicą. Sznurek samochodów powoli jedzie sobie pod górkę za traktorem, pomiędzy osobówkami jeszcze ciężarowy a ona bierze się za wyprzedzanie. Zero rozumu. A cierpliwości jeszcze mniej.

Mając lekko dość ciągłego powracania przez Pogorię tą czy inną dziś kierunek na Czeladź. Tam też odrobina kluczenia i poznawania nowych dróżek. Z Czeladzi klinkierkiem do Grodźca. Dalej zjazd do Gródkowa i małe zagięcie niedaleko domu.
Po drodze kilka razy była mini kanonada i nawet 3 krople deszczu spadły ale do domu dojechałem na sucho. W prognozach stało, że jak się do 17:00 wyrobię to nie powinienem zmoknąć. Się sprawdziło. Powrót raczej tempem spacerowym.


Kategoria Praca

DP - Czyżby czas się leczyć? ;-) - OD

  • DST 57.00km
  • Czas 02:28
  • VAVG 23.11km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 3 lipca 2013 | dodano: 03.07.2013

Pytanie dręczy mnie z tego względu, że już drugi dzień z rzędu w drodze do pracy widziałem Ducha w Będzinie ;-p
A poza tym to +16 na starcie. Wyjechałem z lekką obsuwą czasową i na odcinku do Będzina trzeba mi było podkręcić tempo. Przelot przy średniej 28km/h i wbijam się w bezpieczne ramy czasowe w przewidywanym punkcie.

Przyszło dziś kapinkę dłużej w pracy posiedzieć i jak wychodziłem, to już mi się poza jeżdżeniem na rowerku nic nie chciało. W związku z tym zdecydowałem się pozaginać powrót do domu. Na początek przez Kazimierz. Ciągle jeszcze rozkopany za światłami. Potem przez Gołonóg, wzdłuż torów przy Pogorii 1 na Piekło. Pogorię 4 objeżdżam asfaltem wentylując nieco płuca przy 30+ (km/h nie st. C). Powodem był jeden biker, który był mię wyprzedził. Zajął tym samym miejsce dzisiejszego króliczka. I tak sobie popylał trochę ponad te 30km/h ale jakoś tak pod koniec nieco zwolnił więc ja wziąłem stanowisko i do końca asfaltu on podciągnął się za mną. Niestety pewnie robił P4 dookoła a mnie droga wypadła z Wojkowic Kościelnych dalej do Toporowic, Dąbia-Chrobakowego, Malinowic i mojej wiochy. Od Wojkowic już sobie spokojniej jechałem 30 przekraczając tylko tam, gdzie było z górki. Coby sobie spokojnie dojechać.
Powrocik całkiem przyjemny. Ciepło, słonecznie. Choć ma to swoje wady. Przy Pogoriach trzeba było uważać i często uskuteczniać slalom.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Czas 01:35
  • VAVG 21.47km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 2 lipca 2013 | dodano: 02.07.2013

+12 na starcie i słoneczko, które zapowiada super popołudnie. Trochę szkoda, że lipcowe popołudnia zajęte i nie będzie okazji do dłuższych objazdów. Ale może choć weekendy uda się wykorzystać jak należy.

Po pracy powrót bez zaginania. Dąbrowa Górnicza - Pogoria 3 - Preczów - Sarnów.
Przyjemne ciepełko.


Kategoria Praca