DPD + GastroCzwartek - Pizzeria w Grodźcu
-
DST
100.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
05:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+13 na starcie. Początek standardowy do Będzina. Robię upgrade śniadania i od Ronda Unii Europejskiej odbijam w stronę Dąbrowy Górniczej i jadę na oddział do Gołonoga. Tam trochę schodzi na różnych zadaniach prawie do 10:00. Potem powrót na Zagórze. I tym sposobem uzbierało się prawie 30km.
Pogoda marzenie do jazdy. Miejscami trochę wiaterek kręci ale niech mu będzie. Cała reszta jest bardzo ok :-)
Po pracy na początek wertepkami w stronę Placu Papieskiego do agencji reklamowej zamówić kamizelki z logo klubu. Potem przez Kukułek, Grota-Roweckiego do Czeladzi i dalej przez Wojkowice do domu. Przepakowanie stuff-u z sakwy do plecaka i rundka na do Pogorii 3 na molo. Dziś GastroCzwartek więc ustawka cykliczna pomysłu Domino. Dziś na celowniku pizzeria w Grodźcu. Jednak żeby za prosto nie było to na początek kółeczko na zaostrzenie apetytów. Jedziemy przez Zieloną do Łagiszy. Przejeżdżamy pod trasą Katowice-Częstochowa i wertepkami dojeżdżamy do Psar przy stadionie. Stamtąd przez lasek na wertepki, którymi przedzieramy się na Brzękowice-Wał i dalej do Góry Siewierskiej. Na górce paralotniarzy chwila oddechu i dalej jedziemy wertepkami w stronę cmentarza w Strzyżowicach. Tu wibjamy na asfalt i zjeżdżamy na tamę na Rogoźniku. Stąd już prawie prosto do pizzerii przez Strzyżowice, wertepkami do Wokowic i dalej wertepkami do Grodźca. Objeżdżamy bokiem Paricnę, wyjeżdżamy przy stadionie i wspinamy się do celu.
W pizzerii dłuższa chwila odpoczynku. Wesołe rozmowy w oczekiwaniu na jedzonko. Samo jedzonko smaczne ale porcje zdecydowanie za małe jak na wyjeżdżonych rowerzystów. Jednak nie decyduję się na drugie danie. Może innym razem.
Około 21:00 ruszamy w drogę powrotną. Żegnam się z ustawkowiczam, którzy uderzają w stronę Grodźca i Będzina. Sam jadę do Gródkowa i dalej do Psary. Obok swojego skrzyżowania stwierdzam, że małe zagięcie trasy pozwoli dobić do 100km.
Tak też czynię.
Super dzień na rowerku w wesołym towarzystwie. Dziś zebrała się taka grupa, że wiadomo było, że można pocisnąć i w terenie prędkość była całkiem słuszna nawet na podjazdach :-)
Dzięki wszystkim obecnym. Do następnego razu :-)
Link do pełnej galerii
Chwila oddechu na górce paralotniarzy w Górze Siewierskiej.
Sprawdzamy, czy w Rogoźniku jest jeszcze woda ;-)
Dziebko przedzierania się przez krzory w Grodźcu.
Talerze zostały szybko pozamiatane :-)
Takie tam... przejazd kolejowy w Gródkowie.
Zeznanie licznika co do osiągów z dnia dzisiejszego. Wynik poprawny bo zmieniłem parametr konfiguracyjny dotyczący obwodu koła.
Kategoria Praca
DPD PTTK
-
DST
71.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
03:15
-
VAVG
21.85km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+11 na starcie. Mocno rześko :-) ale jechało się w sumie całkiem sprawnie. Bez sensacji po drodze.
Po pracy wertepkowo do Dąbrowy Górniczej, na Piekło przez Łęknice wzdłuż Pogorii 3 i potem wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa. W Preczowie mijam na asfalcie żabkę, zawracam, wrzucam ją w trawę boby inaczej mokra plama z niej została i potem podganiam do bikera na MTB, który był mnie minął przy tej czynności. Równym, choć niespecjalnie szybkim, tempem podciągam się za nim do Psar. Niestety odbił na Malinowice a mnie tam było nie po drodze więc już solo do domu. Kilka drobiazgów zrobionych i pora jechać do sosnowieckiego PTTK-u na spotkanie przedwyjazdowe. Tym razem przez Wojkowice, Czeladź, Milowice. Jedzie się fajnie ale nieco się spóźniam. Na różnych ustaleniach co do wyjazdu w najbliższy weekend i na Wilkasy oraz innych spraw schodzi do 20:00. Z Marcinem jedziemy potem przez Pogoń do Będzina i rozjeżdżamy się przy targu. Ja uderzam na Grodziec i dalej przez Gródków do mojego wsiowego Lewiatana i do domu. Marcin zawija na Pogorię 3.
Jutro GASTROUSTAWKA :-]
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
50.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
02:32
-
VAVG
19.74km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na termometrze coś koło +14. Na wyjeździe odniosłem wrażenie, że jest wiaterek mniej więcej z kierunku północny-wschód (pewnie Amiga będzie miał lekką jazdę). Niezbyt ciepły. Start z lekkim opóźnieniem ale jazda szła w miarę sprawnie i udało się dojechać niemal punktualnie. Po drodze różne wykopki. Na Środuli chyba modernizują ciepłociąg.
Po pracy spokojny powrót. Na początek wertepkami do Dąbrowy Górniczej, potem wzdłuż Pogorii 3 od strony Łęknic na Piekło. Asfaltem dookoła Pogorii 4 z odbiciem na Kuźnicę Piaskową. Dalej Dąbie, Goląsza Górna, Góra Siewierska w zakosach. Wjeżdżam na górkę paralotniarzy i chwilę sobie tam kotwiczę robiąc kilka foto i wcinając końcówkę tego co ze śniadania zostało. Potem zjazd z zagięciem przez Strzyżowice by dorzeźbić do 50 km.
Trochę na powrocie przyszło poszarpać się z wiaterkiem ale przynajmniej nie taki chłodny jak rano. I teraz jakby bardziej z zachodu. Pewnie znowu Amiga będzie miał w plecy ;-)
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
39.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
02:02
-
VAVG
19.18km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+16 na starcie. Wyjechane z opóźnieniem i takoż przyjechane. Dzień jakoś opornie się zaczął.
Po pracy na początek na Mec na pocztę wyprawić Garmina do serwisu. Mam cichą nadzieję, że przed Wilkasami wróci. Może. Potem do Dąbrowy Górniczej wyszarpać nieco gotowizny z bankomatu. Dalej przez "dworzec" kolejowy na Zieloną i stamtąd zaczynam rzeźbienie terenowe. Tak mnie jakoś dziś naszło. Na początek wzdłuż torów do Łagiszy, tam przeskakuję pod trasą Katowice-Częstochowa i dalej do Psar. Obok pizzerii "La Strada" do lasku, za ośrodkiem zdrowia skręcam w polną dróżkę i jadę nią do Strzyżowic po drodze odbijając w prawo na równoległą. Potem zjazd do domu. Zrzut balastu i jeszcze kółeczko do wsiowego Lewiatana.
W sumie fajnie się terenem turlało spacerowym tempem i gdyby tego terenu było więcej to bym sobie jeszcze nim pojeździł bo na asfalty jakoś dziś nie miałem ochoty. Ale że nie było terenu więcej, a mnie się nie chciało giąć na siłę, to dystansik zamknął się na niecałej czterdziestce.
Z wyliczeń wychodzi, że licznik nieco zawyża. Rozmiar koła wpisałem na oko i przy każdym wpisie muszę sobie wynik przemnożyć * 0,0353 i to co wyjdzie, odjąć. Wtedy jest prawie idealnie w stosunku do tego co Garmin mierzył.
Kategoria Praca
Kolejna epicka ustawka Oli
-
DST
170.00km
-
Teren
70.00km
-
Czas
08:00
-
VAVG
21.25km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Temat pojawił się w piątek po południu choć zanosiło się na to, że w tym tygodniu Ola ustawki żadnej nie zwoła.
Start z górki środulskiej o 10:00. Cel: w temacie pisało "nie wiem gdzie" :-)
Ze względu na fakt, że GPS już mocno niedomaga poprzez nieustanne wyłączanie się czasem nawet na całkiem prostej drodze zniżam się do zamontowania licznika. Nówka nieśmigana kupiona ze 3-4 lata temu. Jedyny mankament, to wyżarta od leżenia bateria a zapasu brak.
Sobotę zaczynam więc od wcześniejszego startu w stronę Kauflanda w Będzinie w celu nabycia zasilania do tegoż licznika. Do tego miejsca 9km. Potem już licznik zabiera się do pracy i odmierza kolejno kilometry do górki środulskiej, gdzie już czeka Ola, Robredo i Adrian. Po mnie zjawia się jeszcze Domino. Czekamy do kwadransa ale chętnych więcej brak. Pewnie wystraszyły niektórych uwagi moje i Domina w temacie zabrania czołówek (bo po 22:00 jest już ciemno) i ciuchów (bo jest już chłodno). Ruszamy.
Na początek Nikiszowiec. Kilka fotek. Zakup napojów i jedziemy dalej w stronę lasów murckowskich. Tempo cały czas wysokie. Na asfaltach utrzymuje się w okolicach 30km/h. Kiedy zaczynają się odcinki terenowe jest nieco wolniej ale poniżej 20 km/h spada tylko na bardzo krótkich odcinkach. Tak to przeciętnie 24-27.
Tak sobie kręcimy, pędzimy i w końcu lądujemy na Paprocanach. Co niektórzy z nas robią się powoli głodni i trzeba by w końcu pomyśleć o miejscu tankowania paszy. Pszczyna wydaje się być całkiem w porządku miejscem do tego celu. Jedziemy. Dojeżdżamy. Zasiadamy. Zajadamy. Niestety porcje nie te co w Bidzie i zmuszony zostaję do zamówienia drugiego dania. Dopiero kiedy kończę ruszamy dalej.
Rozpoczyna się jazda obowiązkowa "na czuja". Tzn. niby mapa jest ale generalnie to jedziemy na północ. Kończy się to w jednym miejscu przedzieraniem się przez chaszcze i niestety odwrót po swoich śladach. Potem okazało się, że i tak byśmy "na krechę" nie przeszli bo po drodze była jakaś rzeczka.
Rzeźbiąc lasami dojeżdżamy w końcu do Katowic. Przebijamy się do centrum i tam potem na Dąbrówkę. Plan był taki by na Stawikach wylecieć ale mi się droga pomerdała i w efekcie do Sosnowca wjeżdżamy przy Realu. Przed Egzotarium żegnamy się z Adrianem, który uderza do siebie a my przez centrum Sosnowca jedziemy w stronę Makro odprowadzić Olę. Potem we trzech jedziemy do centrum Dąbrowy Górniczej. Robredo narzeka, że mu brakuje jeszcze 7 km do 150 i będzie chyba musiał do Będzina skoczyć żeby dokręcić. Nieśmiało rzucam propozycję by na Pogorię 3 podjechać na jeszcze jeden napój. Domino stwierdza, że ich namówiłem i turlamy się tamże. Zasiadamy na chwilę przy zimnych butelkach napoju chmielowo-lemoniadowego. Chwila rozmów i opróżniwszy pojemniki żegnamy się. Chłopaki wracają do D. G. a ja wzdłuż Pogorii 3 w stronę Pogorii 4. Stamtąd przez Preczów i Sarnów do domu.
Jeszcze jeden bardzo udany dzień na rowerku w ekstra ekipie. Tradycyjnie się działo: terapie pokrzywami, błotne spa, kopanie w piasku, jazda "na czuja", niezłe żarełko i wszystko to w doborowym towarzystwie czyli tak, jak na ustawce być powinno :-)
Link do pełnej galerii
Dziś kameralnie.
Docieramy do Nikiszowca.
Zaczynają się lasy murckowskie. I tak szybko się nie chcą skończyć ;-)
Moment, którego powinien obawiać się każdy, kto bierze udział w ustawce z Olą. Ola wyjmuje mapę ;-p
Robredo przymierza się do tego by zmienić środek transportu. Tylko gabaryty jak na niego trochę nie te.
Mykamy sobie gdzieś po Tychach.
By dotrzeć w końcu do Paprocan.
Gdzie namawiamy Olę by pozowała "na Titanica" :-)
Po drodze do Pszczyny trzeba pokonać różne przeszkody.

Osiągamy Pszczynę. Głodni.
Nfutrowani najeżdżamy zaporę w Goczałkowicach i rozpoczynamy powrót.
Powrót przebiegał raczej w ekspresowym tempie i focenia po drodze za wiele nie było. Tu jedno z ostatnich foto przy Pogorii 4. Coś koło 22:00.
Stan licznika od Kauflanda w Będzinie do powrotu do domu. Do tego jeszcze +9km, których licznik nie zarejestrował bo był bez baterii. Łącznie 170km przejechane za dzień.
Kategoria Jednodniowe
DPZD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+13 na starcie. Wyjeżdżam z opóźnieniem i wiem, że lekkiego spóźnienia nie uniknę.
W Będzinie przy skręcie na przejście przez tory jakiś baran w żółtym czymś podobnym do Berlingo wyprzedza mnie pomimo tego, że sygnalizowałem skręt w lewo a z przeciwka jechał samochód. Gdybym wcześniej się nie obejrzał i nie wiedział, że jedzie to by mnie na masce miał.
Potem już bezproblemowy dojazd do celu. O ile nie liczyć GPS-a. Tym razem -7. 1,2km mi uciekło z pomiaru. Chyba będę musiał się z licznikiem przeprosić a Garmina wysłać na leczenie do serwisu. Wyłącza się nawet na prostym, gładkim odcinku. To ewidentnie nie styki. Coś mu się od telepania w środku spsuło. Ale czemu tu się dziwić. Odmierzył już jakieś 30 tys. km czasem w bardzo niesprzyjających warunkach.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą Mydlice, Będzin Warpie, Kauflanda, serwis rowerowy, Łagiszę i Sarnów. W "Kaufie" zaopatrzenie różne, w serwisie dalsza część zakupów doposażających przed Wilkasami (dętka x2). Powrót w tempie spacerowym. Było kilka króliczków po drodze ale dziś zero chęci do ścigania. Pewnie dziś Amidze będzie się dobrze wracało bo u mnie był wmordewind.
GPS wyłączył się 3 lub 4 razy :-/ Pewnikiem w przyszłym tygodniu pojedzie na kurację.
Kategoria Praca
DPD + Gastro-Czwartek -> BIDA one more time :-)
-
DST
110.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
05:20
-
VAVG
20.62km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+12 na starcie czyli rześko. Na światłach w Gródkowie usiadł mi na kole jakiś biker i ciągnął się za mną do nerki w Będzinie. Potem on prawym pasem, ja lewym. Mnie przystopował tramwaj i nie zauważyłem czy pojechał na Sosnowiec czy na Czeladź. W każdym razie i tak bym w tempie 35km/h dłużej nie pociągnął bo mi się już głód tlenowy zrobił. Trochę za chłodno na dłuższe ściganie. Jakby tak było +18 stopni, to kto wie... Potem już spokojna jazda standardową trasą.
GPS -3 :-(
Po pracy szybki powrót przez Chemiczną, Czeladź i Wojkowice do domu. Zostawiam część balastu i tylko z plecaczkiem gnam przez Gródków, Łagiszę, Zieloną, centrum Dąbrowy Górniczej pod Expo Silesia w Sosnowcu. Wpadam lekko po czasie ale jeszcze w ramach kwadransa. Ekipa już zebrana macha końcówkami górnymi na powitanie. Chwila oczekiwania na ewentualnych innych spóźnialskich i ruszamy. Na Strzemieszyce i dalej prosto do Bolesławia do Bidy. Droga prosta jak drut więc idzie sprawnie. Docieramy na miejsce po 18:00. Nauczony doświadczenie i oszacowawszy precyzyjnie głód dziś zamawiam placek po zbójnicku. Porcja szczodra choć mam wrażenie, że u Jarka ostatnio wyglądało to jakby na większe. Ale to pewnie tylko moje złudzenia optyczne ;-) Potwierdza to końcówka spożycia, kiedy to czuję, że jest w sam raz czyli najedzony ale jeszcze nie przejedzony. Inni też walczą z zamówionymi potrawami i niektórym jednak nie udaje się wygrać.
Powrót zaczyna się gdzieś koło 19:00. Realizując zamysł Domina (pomysłodawca gastro-czwartków), rzeźbimy trochę asfaltem, trochę terenem w stronę Tucznawy i dalej w stronę Wojkowic Kościelnych. Tam wbijamy na ścieżkę wzdłuż Pogorii 4 i jedziemy do pierwszej knajpy. Część ekipy żegna się i uderza do domów a my w piątkę zasiadamy uzupełnić nieco poziom płynów. Czas biegnie szybko na wesołych rozmowach i konsupcji. W międzyczasie robi się całkiem ciemno. Po 22:00 decydujemy się ruszyć już do domów. W ruch idą diodówki. Dojeżdżamy pod RZGW i tam żegnam się odbijając na Preczów. Dalej przez Sarnów prosto do domu.
Wyszła piękna ustaweczka. I pojeździliśmy. I pogadaliśmy. I pośmialiśmy się. I pojedliśmy. Full komplet. Pogoda dopisała - ani za zimno, ani za ciepło, bez deszczu, nieco wiaterku.
Niestety GPS dalej robi numery. Już nawet go zdjąłem z kierownicy i tylko na smyczy przy plecaku umocowany jedzie a i tak robi numery i się wyłącza. Tym razem 4-5 razy przynajmniej więc odczyt nieco stratny ale.
Link do pełnej galerii
W drodze do Bidy.
Co by tu wybrać... :-)
I już po obiadku :-)
Domino nawet "zastawę" wszamał.
Chwilka na foto w drodze powrotnej.
Tu już komary żarły na całego.
Ciekawe jak ten zachód słońca wyszedł...
Dobra mina do jeszcze lepszej gry :-)
Uzupełnianie izotoników na Pogorii 4.
I podsumowanie dnia = dojazdy + ustawka. Tak szacuję, że ze 3km, a może i więcej, się nie zliczyło bo GPS często się wyłączał.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:38
-
VAVG
23.27km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+13 na starcie. Do Będzina standardowo. Od Ronda Unii Europejskiej odbijam tym razem w lewo i przez Koszelew, centrum Dąbrowy Górniczej, obok Silesia Expo i Zagórze do pracy. GPS -1.
Po pracy na początek do Decathlonu. Czas zacząć zakupy przygotowawcze do wyjazdu na zlot w Wilkasach :-) Potem do serwisu rowerowego po dętki. Ostatnio nieco kapci było i zapasy mocno połatane. Niestety okazuje się, że nie tylko u mnie takie przygody i będę się musiał jeszcze raz pofatygować w piątek bo akurat takie, jakich mi potrzeba wyszły. Po drodze do serwisu spotykam Jagęrybę. Właściwie to ona mnie zauważa bo ja ją zacząłem dopiero odbierać jak zamachała :-) Normalnie to cywilów rozważam tylko pod kątem tego, czy mi wejdą w tor jazdy, czy nie, zupełnie ignorując detale osobnicze :-p Tak więc jak mnie widzisz to daj znak jak chcesz bym Cię rozpoznał :-) Bom ja do tego jeszcze deczko ślepawy ;-) Chwilkę rozmawiamy o Gastro-Czwartku czyli pomyśle ustawek cyklicznych autorstwa Domina. Jutro uderzamy ponownie na BIDĘ |-] Detale na forum GHOSTBIKERS.
Nie załatwiwszy nic w serwisie ruszam do domu przez Łagiszę i Sarnów. Ładnie równo się jechało choć dziś jakoś nie mam natchnienia do większego zaginania powrotu.
GPS na powrocie -2 :-/ Odp. z serwisu, że na razie nieczynny bo się reorganizują. Czyli pozostaje się trochę pomęczyć. Poupycham coś jeszcze pod te baterie, jakieś pianki albo gumki i zobaczymy czy to coś da.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
35.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
21.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+14 na starcie ale odczucie jakby było bardziej "rześko". Lekki wiaterek, ładne słoneczko. W sumie jechało się całkiem przyjemnie. Jakoś bez specjalnego ciśnienia. GPS -3 :-/ Chyba nie tylko styki. Przy prędkości 25km/h+ i jakimś wyboju wyłącza się. Strasznie dołujące. Na 16,4 km dojazdu na przerwach ubyło 1,2 km.
Powrót nieco później niż zwykle ze względu na pewne zadanie w pracy, które wymagało nieobecności userów. Z tego też względu raczej bez objazdów. Do Dąbrowy Górniczej, przez "dworzec" kolejowy na Zieloną i dalej przez Łagiszę i Gródków do domu. Zrzut balastu i jeszcze kółeczko do wsiowego Lewiatana. Tam zaopatruję się w zwykłe baterie alkaliczne i zapodaję je GPS-owi. Zobaczymy czy jutro na dojeździe też będzie się wyłączał bo na powrocie kilka razy mu się to zdarzyło.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
46.00km
-
Czas
02:29
-
VAVG
18.52km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na termometr dziś nie patrzyłem nawet. Bardziej interesowało mnie to, czy będzie lać bo na wstawaniu i padało a chwilę później nawet lało. Już prawie gotów byłem do użycia zbiorkomu ale się uspokoiło i jednak rowerek wszedł w użycie.
Choć nie bezboleśnie. Łapię się za Błękitnego Rumaka a tu flap na tyle :-( Pewnie po wczorajszym kapciu na ustawce coś jednak jeszcze zostało i do rana sprawę załatwiło. Czyli dziś po południu dokładniejsze oględziny. Jest jednak w odwodzie Srebrna Strzała. Przerzutka światełka i GPS-u i w drogę.
Drogi mokre. Miejscami coś tam nawet kapnęło ale generalnie nie było tragicznie. Tempo dziś spacerowe coby za bardzo się nie uflogać. GPS znów kilka razy się wyłączył :-/ Chyba jednak nie chodzi o baterie tylko o wstrząsy czyli coś w środku jest nie tak.
Na wjeździe do Będzina misie. Pewnie kazali ludziom dmuchać. Mną się nie zainteresowali.
Na wyjściu z pracy ulewa. Jestem tak zmarnowany dziś, że mi to zwisa i jakoś nie rusza mnie, że będzie trzeba poczekać aż trochę się uspokoi. Uspokaja się po 5 min. Ruszam w stronę Dąbrowy Górniczej i dalej na molo na Pogorii 3. Wzdłuż zbiornika jadę w stronę Pogorii 4. Już miałem skręcić za Świątynią Grillowania i przebić się przez tory na P4 ale doszedłem do wniosku, że pogoda nie jest jeszcze dość podła i pozaginam nieco powrót. Jadę dalej w stronę klubu jachtowego i odbijam w stronę Piekła. Asfaltem, w towarzystwie przygodnego bikera na szosie, który jechał do nowo powstałego klubu jachtowego na Pogorii 4 na Mariankach, dojeżdżam do tychże a dalej już solo do Kuźnicy Piaskowej, Dąbia, Strzyżowic i do domu. Tempo wybitnie spacerowe ze względu m. in. na wiaterek z zachodu, chwilowe zacinanie wodą w gębę, ogólną niechęć do pośpiechu i chłód.
GPS wytrzymuje bez jednego resetu całą drogę. Wygląda na to, że diagnoza Amigi okazała się trafna.
Kategoria Praca






















