Ustawka Oli - Mission Failure
-
DST
56.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
03:16
-
VAVG
17.14km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przynajmniej w moim przypadku :-/
Zaczęło się niemrawo. Na starcie lekko zmulony i z ćmiącą bańką ale pojechałem w nadziei, że jak się pokręci to przejdzie. Na górkę środulską docieram pierwszy (zupełnie jak nie ja). Reszta składu zjawia się wkrótce potem. W sumie jest nas 9 osób ale Wallace przyjechał się tylko przywitać i z nami nie jedzie. Się mu na forum u Ghostów oberwie.
Ruszamy po kwadransie akademickim i wszystko idzie pięknie i ładnie. Pogoda ok. Tempo ok. Postojów tyle ile trzeba by utrzymać poziom nawodnienia. Po drodze i asfalty i tereny, którymi docieramy do Jaworzna. A potem się zaczęły schody.
Na zjeździe Dominowi w przerzutkę wjeżdża Marcin. Hak urwany. Jednej śrubki w ogóle nie ma a druga uszkodzona. Domino odkręca przerzutkę, skraca łańcuch i na prawie ostrzaku jedzie dalej. Docieramy do cywilizacji i od życzliwego mieszkańca Jaworzna Ola wyprasza śrubki do mocowania haka. Domino znowu robi serwis i wraca do używania przerzutek. Jedziemy dalej.
Pojenie i po kawałku asfaltu wbijamy w teren. I to jaki. Na początek gruntówka, która przechodzi w łąkę. A potem już jeden ze stałych elementów ustawki czyli przedzieramy się "na czuja". Dalej przez łąkę a potem przez las. W końcu wypadamy na jakąś przecinkę ale co trochę trzeba zsiadać bo albo kłęby gałęzi albo sterczące pieńki. I tu przychodzi na mnie pora. W przerzutkę wklinowuje się kawałek gałęzi. Hak pogięty. Bez specjalnego rozczulania startuje kolejna akcja serwisowa. Wyjmuję tylne koło. Potem przednie. Przednim próbuję naprostować hak. Robię to z takim uczuciem, że hak pęka. Jeszcze jest nadzieja, że jak się to skręci to się utrzyma. Niestety. Przy dokręcaniu przerzutki hak trafia szlag na amen. Skracam łańcuch ale ujeżdżam tylko kawałek i spada wklinowując się między ramę a najmniejsze kółeczko z tyłu. Lekko wydłużam ale wygląda na to, że za dużo się nie uda uratować. Łańcuch układa się na 2 z przodu i 1 z tyłu. W terenie to jeszcze na młynkach da się jakoś jechać choć na równej szutrówce to max 22 km/h i potem już nie ma czym ciągnąć :-( Wypadamy na asfalt. I tu Robredo pokazuje co potrafi.
Wpiera rękę w mój plecak i zaczyna kręcić. W lekkim szoku obserwuję co się na liczniku wyświetla a tam kolejno: 28km/h, 30km/h, 32km/h, 35km/h. Gdyby nie znak "STOP" to pewnie by do 40 dobił. Dzięki niemu kawałek asfaltowy do Chełmka pokonujemy błyskawicznie. Jak nas reszta dogania to Domino stwierdza, że nie wie co się dzieje ale on musiał za nami blat wrzucić by nadążyć :-] Tyle pary w nogach ma Robredo.
Potem jest chamskie picie prawie-piwa na przystanku pod komendą Policji :-)
Dzwonię po brata żeby mnie zebrał, bo na 2/1 to ja sobie za daleko nie pojadę. Potem jedziemy pod pizzerię, gdzie czekam aż mnie zgarnie transport. Jakoś ochota na jedzenie przechodzi.
W końcu zjawia się powóz, ładuję rowerek na bagażnik i żegnam się z ekipą. W domu brat słusznie zauważył, że równie dobrze mógł z domu przywieźć mi drugi rowerek i mogłem kręcić dalej. Człowiek czasem jasno nie myśli. Ale będę trzymał ten pomysł w pamięci na ewentualne "zaś" :-)
Dzięki ekipie za wspólne kręcenie. Opornie dziś to szło. Jakieś fatum wisiało nad ustawką. Mam nadzieję, że Wam do końca już gładko się jechało.
Link do pełnej galerii
Niektórzy są pierwszy raz. Oni jeszcze nie wiedzą... :-)
Charakterystyczne dla Jaworzna miejsce :-)
Pierwsza akcja serwisowa Domina - ta ze skracaniem łańcucha.
Druga akcja serwisowa Domina - ta z powrotem do użytkowania przerzutek.
Chwila spokojnej jazdy.
Potem łąka.
Las.
Przecinka.
I koniec normalnej jazdy u mnie :-/
Ekipa jeszcze szama a ja już zapakowany do powrotu :-( Wrócili jakoś przed 22:00. I podobno dalej było wesoło. W każdym bądź razie Edyta nie była wstanie się od śmiechu powstrzymać, jak ją wypytywałem co tam jeszcze zmalowali po drodze ;-)
Kategoria Jednodniowe
Zaopatrzeniowo
-
DST
45.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:13
-
VAVG
20.30km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
W drogę startuję przed 12:00. Na początek kolba.pl i gadżety wyjazdowe. Oczywiście nie najkrótszą drogą tylko przez Strzyżowice i Wojkowice. Potem do M1 w Czeladzi po nowy futerał na aparat. Zakosami na Zieloną sprawdzić, czy ktoś tam ze znajomych warty pod parasolami nie pełni ale pusto. Podjeżdżam na Pogorię 3 w tymże samym celu. Narodu ćma. Na plaży gęsto. W knajpie warty też brak. Pewnie dziś wszyscy walczą u MOniki na BikeOriencie. Wracam na Zieloną. Zimny Radlerek i zakosami przez Preczów, Dąbie-Chrobakowe, Malinowice do domu po sakwy i jeszcze kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Przyjemne ciepło. Super się jeździło.
Kategoria Inne
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:57
-
VAVG
17.44km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano rześko ale dokładnie ile to nie wiem. Obstawiałbym tak między 10 a 12 stopni. Znów wyjazd poza oknem startowym ale naginania dziś nie było. Niedospanie po GastroCzwartku nie nastrajało mnie do wysiłku. Dziś chyba pojadę sobie gdzieś na łączkę i rozwalę się w trawie na słoneczku żeby się wygrzać.
Takie tam, przedstartowe, przy porannej kawie.
Po pracy dopadło mnie znużenie. Noga za nogą wlokłem się do domu. Wertepkami do Dąbrowy Górniczej, potem na Zieloną i wertepkami do Łagiszy i dalej tymiż wertepkami do mojej wiochy. Końcówka asfaltem w spacerowym tempie. Chyba się starzeję bo już mi się we znaki dają coraz bardziej długie nocne harce.
Kategoria Praca
DPD - GastroUstawka - Austeria w Sławkowie
-
DST
122.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
06:12
-
VAVG
19.68km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wyjazd poza krawędzią okna startowego i w związku z tym naginanie choć pewne było, że i tak się lekko spóźnię. Po drodze właściwie spokojnie. Nie zwróciłem w ogóle uwagi na temperaturę czyli musiała być w sam raz.
Po pracy bez zbędnych objazdów, aczkolwiek nieco terenowo (przez Dąbrowę Górniczą, obok molo przy P3, Zieloną, Preczów i Sarnów) do domu. Przepakowanie części balastu do plecaka i rundka nieco inną ale przez te same wioski drogą pod molo na Pogorii 3. A tam zdziwienie bo tłumek zebrał się całkiem spory. W sumie wystartowało nas około 20 osób ale po drodze kilka odpadło. Z tego co jednym uchem zasłyszałem to ktoś jednak pojechał do serwisu po kasetę bo mu już wszystko skakało, Wallace też jakieś kłopoty techniczne zaliczył. Ci, którym miał się sprzęt wysypać, zostali a my terenowo wzdłuż Pogorii 4, obok remizy w Tucznawie, Dolinkę Miłości (którą Magda sklęła w żywy kamień) i parę innych wetepków docieramy do Sławkowa. Zasiadamy w Austerii i zaczyna się zamawianie. Tradycyjnie płyn do centrowania kół w oczekiwaniu na właściwie już kolację. Osobiście serwuję sobie krokiecika z czerwonym barszczem i pieczeń po polsku z kluseczkami i zasmażaną kapustą. Wszystko dobre ale tradycyjnie dla mnie takie większe ciut za mało ;-) Podczas konsumpcji robi się ciemno i powrót odbywa się już przy użyciu światełek wszelakich. Częściowo wertepkami dobijamy w końcu pod Expo Silesia w Sosnowcu. Kilka osób odłączyło już po drodze a pod Expo oficjalnie ustawka zostaje zakończona. Chwilę jeszcze jedziemy razem ale po drodze grupka z Edytą, Marleną i Mariotruckiem odbija w stronę Będzina. Maciek, Domino i ja odprowadzamy Magdę pod dom (by mieć pewność, że kontuzja i późna pora nie uziemiły jej gdzieś po drodze). Potem z Dominem odprowadzamy Maćka pod dom. We dwóch jedziemy przez Będzin, obok Domu Złego Ghostów w stronę dworca kolejowego. Domino odbija pod torami w stronę Koszelewa a ja dalej przez Łagiszę i Gródków do domu. Docieram około 23:30.
Baaaardzo udana ustaweczka :-) Liczna grupa. Wesoła. Świetnie się jechało. Dzięki wszystkim za wspólne kręcenie i do następnego czwartku :-) Ciekaw jestem co wtedy będzie na celowniku :-)
Link do pełnej galerii
Takie dwie wyszły mi na polach w drodze na ustawkę :-)
Przy molo już całkiem spora grupka czekała.
Terenem przy Pogorii 4.
Ktoś wie co to za badyl?
I na koniec dociągamy do Austerii w Sławkowie.
A powrót już "po ćmoku".
Pożegnania pod Expo Silesia. Efekt wizualny przypadkowy. Świętych w naszym gronie raczej nie ma :-) Wszystko to raczej rogate dusze :-p
Zeznanie GPS-a z dnia dzisiejszego. Nieco odbiega od zeznania licznika. Wynika to z tego, że na wertepach mi się GPS kilka razy wyłączył ale akurat tutaj nie mam do niego pretensji bo poprzedni prawdopodobnie tak samo by zareagował - za duża prędkość przy zbyt dużych wstrząsach.
Mapka tym razem na końcu.
Ślad w kształcie trochę "potrzeszczały" (cytując Amigę), ale co ja na to poradzę ;-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:31
-
VAVG
24.40km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano rześko ale ile w liczbach to nie wiem, bo nie sprawdzałem. Wyjechane dużo za późno i nieco trzeba mi było naginać by spóźnienie było w granicach przyzwoitości ;-)
Poza tym bez sensacji. Podobno dziś w okolicy dzień rowerowy :-]
Po pracy prosto do domu. Co prawda była opcja pokręcenia się w okolicy Nikiszowca w Towarzystwie Edyty, Domina, Jagiryby i kilku innych znajomych ale zdecydowałem się odmówić sobie i odespać w końcu weekendowe szaleństwa. W związku z tym bez większego zaginania przez Dąbrowę Górniczą, wzdłuż Pogorii 3 od strony Łęknic na Pogorię 4 i dalej przez Preczów i Sarnów do domu.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
44.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie zerkałem ile na termometrze ale ICM zeznawał, że ma być przynajmniej +20 i odczuwalnie spokojnie tyle mogło być. A może i więcej. Zapowiadali też chmury. I też były. Niektóre nawet widowiskowe. Zastanawiałem się, czy uda się na sucho dojechać bo tak prognoza obiecywała ale widok za oknem jakoś nie przekonywał.
Ruszam na krawędzi okna startowego. Wiatr miał być w plecy ale czasem miałem wrażenie, że wieje prosto w gębę. Czyżbym tak szybko jechał? ;-)
W okolicach Będzina zaczęła się mżaweczka i do końca jazdy już nie chciała ustać. Wręcz nawet powoli się rozkręcała.
Niedawne upały musiały trochę zmęczyć społeczeństwo bo naród na drogach nieco rozkojarzony dziś.
Noibasta też chyba dziś miał start spóźniony ;-)
Po pracy wyglądało, jakby zaraz miała się zwalić na ziemię cała chmura. Wiało też, jakby się ktoś powiesił. Mimo tego ruszam wertepkami do Dąbrowy Górniczej. Dalej pod molo na Pogorii 3, przeskok na P4 i dalej do Kuźnicy Piaskowej. Stamtąd przez Dąbie-Chrobakowe i Malinowice do domu z zawinięciem przez wertepki obok osiedla w Malinowicach. Rzeźbienie pod wiatr sprawiło, że tempo spacerowe. Na Pogoriach zadziwiająco mało ludzi.
Kategoria Praca
DP - wrócił Garmin :-) DZ
-
DST
40.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
21.24km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie sprawdziłem przed startem ile dziś termometr pokazywał. Prognoza obiecywała +20 stopni. Odczuwalnie było chyba nawet więcej. Wyjechałem mocno spóźniony i może udałoby mi się dojechać o czasie gdyby nie zator w sklepie, gdzie robiłem upgrade śniadania.
Po weekendowych harcach dziś nie miałem natchnienia do szarpania się w czasie jazdy i dlatego też bardzo nie zdziwił mnie fakt, że na zjeździe z Lenartowicza nie udało się dobić do 50 km/h.
Dziś planuję leniwy dzień. Powrót spacerowy i wybyczenie z odespaniem.
Plan ze spacerowym tempem i odespaniem tak średnio wypalił. Za to w trakcie pracy dociera do mnie mój GPS. Może tak nie do końca. Ten poprzedni to był eTrex Legend HCx. Ten co przyjechał to eTrex Vista HCx. Pierwszą różnicę (poza kolorem obudowy) jaką zauważyłem to opcja mierzenia ciśnienia atmosferycznego. Muszę się nad tym pochylić i sprawdzić o co chodzi.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą z hakiem koło bankomatu, potem objazd Pogorii 3 od strony Łęknic. Zagięcie na Piekło i wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Lampa. Wczoraj w grupie w podobnych warunkach jechało mi się o niebo lepiej. Chyba zmęczenie wyłazi. W domu zabawa z wgrywaniem mapy do GPS-a. Po 21:00, jak już się zrobiło chłodniej, małe kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Kategoria Praca
Bydlin-Morsko i do domu
-
DST
96.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
08:00
-
VAVG
12.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start dziś nieco wcześniej ale wiele to nie daje, jeśli chodzi o tempo. Warunki terminczne jak dnia poprzedniego a do tego niektórym doskwierają jeszcze wydarzenia integracyjne ostatniej nocy. Szybko też zostaje namierzony otwarty sklep spożywczy gdzie następuję intensywne uzupełnianie cieczy wszelakich. Nim jednak do tego doszło zdążyliśmy podjechać pod ruiny zamku w Bydlinie.
Wracamy w granice naszego województwa i wspinamy się na zamek w Smoleniu, a właściwie do jego ruin.
Szlakami i asfaltami kierujemy się w następnej kolejności do zamku w Pilicy. Prace stoją, wszystko się sypie a gdzieś tam po sądach przewalają się papierami czyje to właściwie jest. Może uda im się to ustalić nim budowla rozsypie się do imentu.
Potem następuje intensywny kawałek asfaltowy do Podzamcza :-) Co niektórzy cisną ile wlezie. Czekamy z Pawłem na resztę ładnych kilka minut. Pod zamkiem uruchomione zostaje dłuższe byczenie w cieniu. Niektórzy decydują się też na obiadek w Karczmie Jurajskiej. Domino, Pan_P i ja twardo chowamy się w cieniu zamku co jakiś czas przenosząc się wyżej w miarę ruchu słońca. Jedyne co nas irytuje, to głos spikera który prowadził festyn na temat bezpieczeństwa w górach. Strasznie dużo i głośno gadał. Irytujące.
Upał przejść nie chce więc ruszamy. I zaczynają się schody. A właściwe żywy piasek szlaku czerwonego konnego. Sporo trzeba deptać z buta bo koła zapadają się po szprychy.
Dobijamy w końcu (częściowo wertepami, częściowo asfaltami) do zamku w Morsku.
Do tego miejsca zdążyły nas już opuścić 4 osoby. Jeszcze w Bydlinie 3 naszych towarzyszy ruszyło prosto do domu.
Potem Marek odbił do Zawiercia. Ocenił, że jego zapas sił jest zbyt skromny by jeszcze walczyć dalej. Trochę szkoda ale szacunek, że potrafił się przyznać, że nie daje rady i prawidłowo oszacować siły. Niektórzy zaciskają zęby i gną aż przegną. Umieć się wycofać przed momentem przeforsowania też trzeba umieć. Inna sprawa, że pogoda stawiała wysoko poprzeczkę.
W Morsku zasiadamy znów do uzupełniania cieczy czekając aż zrobi się 17:00 i upał nieco zelżeje. Tutaj też opuszcza nas kolejna trójka. W 6 jedziemy dalej. Rezygnujemy ze szlaku Orlich Gniazd i decydujemy się wracać do domu. Na początek kierujemy się na Myszków i potem dalej do Siewierza. W każdym z tych miast dłuższe postoje głównie pojeniowe. W Siewierzu to jakbyśmy byli już u siebie. Standardową drogą czyli szuterkiem jedziemy na Pogorię 4 i asfalcikiem do najbliższej knajpy wlać jeszcze nieco płynów. Z Domino decydujemy się dodatkowo na zapiekanki. Zaczyna się inwazja komarów i dojadamy wykonując dzikie tańce w próbie ubicia atakujących nas gadzin.
Jedziemy dalej. Obok RZGW żegnam się z chłopakami (Filip pożegnał się już wcześniej bo jeszcze miał kawał do Katowic) i solo jadę przez Preczów i Sarnów do domu. W Sarnowie światła nieczynne. Pewnie coś od gorąca padło.
W sumie wyszedł fajny weekend rowerowy. Co prawda celu nie udało się zrealizować (nie przejechaliśmy całego szlaku) ale biorąc pod uwagę intensywność integracji i dzienne temperatury to i tak uważam, że udało się przejechać niemało :-)
Dzięki wszystkim, którzy wzięli udział w tym rajdzie. Myślę, że podejmiemy kolejną próbę przejechania tego szlaku jeszcze raz w nieco bardziej łaskawych warunkach i Was tam nie zabraknie :-)
Link do pełnej galerii
Pełny skład przed pożegnaniami.
Pod ruinami w Bydlinie już tylko grupa, która dotarła w pobliże Morska.
Potem już tylko zaczynają się objazdy.
Wracamy na teren województwa śląskiego.
I wdrapujemy się na zamek w Smoleniu. Gdyby ta warownia została odrestaurowana to by robiła imponujące wrażenie. Czasem aż szkoda, że zostawia się te budowle w stadium ruin. Wielka szkoda.
Mogiła pomordowanych w czasie II Wojny Światowej Romów.
Pilica.
Tradycyjne miejsce oddechu w Podzamczu. Gdyby tylko ten spiker tak nie nadawał...
Potem trochę "z buta" konnym.
I 6 wspaniałych rusza do domu.
Niedziela zakończona z wynikiem takim sobie ale 3 dni kręcenia w upale zniechęciło mnie do dokrętek.
Kategoria Kilkudniowe
Kraków-Bydlin - opór na jazdę
-
DST
80.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
08:00
-
VAVG
10.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś w planie około 80 km. Nim jednak start nastąpił musiałem doprowadzić do porządku tylne koło czyli wymiana szprychy. Chwilkę mi to zajmuje ale po serwisie jest ogromna różnica na plus.
Potem już ruszamy w stronę Wawelu i Rynku. Pogoda robi się wymagająca temperaturowo, tzn. mnie pasuje ale widać, że niektórym słoneczko daje do wiwatu.
Dalej jedziemy czerwonym szlakiem. Trochę asfaltu, trochę terenu. Czasem się gdzieś rozjeżdżamy ale w sumie wszystko idzie do przodu. Na jednym z postojów pojeniowych Domino stwierdza u siebie kapcia. Ogląd opony ujawnia odłamek szkła. Wymiana przebiega sprawnie i ekipa rusza dalej. Kolejny punkt pośredni to zamek Korzkiew. Teren robi się zróżnicowany. Zjazdy, podjazdy, piachy, kamienie jednym słowem: wyrypa. Tradycyjnie tworzą się dwie grupy: wyrywna i reszta. Przeskakuję raz do jednej, raz do drugiej a czasem solo między nimi lub przed nimi pomykam. Tak, żeby jakaś akcja ciągle się działa, żeby droga nudna nie była i czasem, żeby foto ustrzelić.
Po drodze walczymy nieco na gruntowych droga Ojcowskiego Parku Narodowego.
Mijamy kolejne zamki ze szlaku Orlich Gniazd. Postoje na foto i pojenie mnożą się tego dnia dość intensywnie. Pogoda wręcz zachęca do leniwego tempa, czemu zrywami stawiamy opór, by jednak w końcu się poddawać ;-)
Po drodze dłuższa przerwa na obiadek i potem dalej przez Olkusz do Bydlina, gdzie kwaterujemy.
Dystans nie był jakiś specjalnie ambitny i przy 5 stopniach mniej dałoby się go o wiele szybciej zrobić. Jednak ciepełko bardzo rozleniwiało i jak już się postój uczynił, to ciężko było się z niego zebrać. Potem jeszcze długo w noc wydarzenia integracyjne ;-)
Link do pełnej galerii
Przedstartowe foto. Towarzystwo nieco "zmęczone".
Ale jedzie twardo.
Domino ogłasza sukces w sprawie wymiany kapcia ;-)
Przy Zamku Korzkiew dłuższy odpoczynek.
Bywało też trochę terenowo. Pokrzywy na tej Jurze jakieś takie zjadliwe strasznie. Jak się zdarzyło ręką albo nogą przejechać po chaszczach porastających pobocza, to potem dość długo we znaki dawało się nieprzyjemne mrowienie :-/
A chwilę potem obiadek :-)
Dobrze jest przeczekać upał w zacienionym miejscu z czymś zimnym do popijania :-)
Potem przemykamy przez Olkusz i focimy się na tle zamku w Rabsztynie. Z daleka.
I z bliska.
W końcu docieramy na kwaterę w Bydlinie, gdzie jeszcze dość długo potem trwa integracja.
Kategoria Kilkudniowe
DP Krakow
-
DST
100.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
05:45
-
VAVG
17.39km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie było coś koło +13 ale odczuwalnie sporo więcej. Jechało się nawet całkiem całkiem. Wyjechane z opóźnienie i takoż dojechane. Trochę ciążyły dziś sakwy bo po pracy od razu na miejsce zbiórki pod fontanną i ruszamy do Krakowa. A przez weekend traska z Krakowa do Częstochowy i jak będzie jeszcze dość czasu to powrót do domu :-)
Po pracy czesciowo wertepkami pod fontanne na zbiorke grupy jadacej dzis do Krakowa. Na miejscu robie oglad tylnego kola i okazuje sie, ze do wymiany jest opona. Rundka do plastrow miodu i powrot pod fontanne wykonac serwis. Zbieraja sie ludzie, foto przedstartowe i okazuje sie, ze jeszcze trzeba zrobic serwis kapcia.
Wertepkowo-asfaltowym szlakiem docieramy do Trzebini, gdzie na rynku raczymy sie bronkami. Potem wbijamy w Puszcze Dulowska i pedzimy nia do zamku Tenczynek. Tam foto i dalej w strone Minkowa. Po drodze robi sie ciemmo. Terenowo-wertepkowym szlakiem tluczemy sie dalej. Za ciemmosci docieramy w koncu na nocleg (po drodze uczyniwszy zakupy) do fortu. Ale dzien jeszcze sie nie konczy. Poza bronkami jeszcze grill. Kiedy sie to skonczy, to sie okaze. W kazdym razie jest wesolo :-)
EDIT
Link do pełnej galerii
Przyjeżdżam na Plac Ćwierka, przyglądam się kołu, które mnie całą drogę z pracy wnerwiało i takie coś zauważam. Dobrze, że plastry miodu po drugiej stronie ulicy.
Przedfalstartowe foto.
Pofalstartowy kapeć.
A potem już szarża...
... taka, że aż się kurzyło.
Zakończona przerwą na pojenie na rynku w Trzebini.
Potem Puszcza Dulowska, "kopułki" w Alwerni i wspinaczka asfaltem pod Tenczynek zakończona foto.
Robi się noc i zaczyna jeżdżenie z czołówkami i na czuja.
Zakończone lądowaniem po 22:00 na noclegu w forcie.
W trakcie jazdy znów odzywa się bicie tylnego koła. Inspekcja wykazuje walniętą szprychę.
Dzień przechodzi w głęboką noc a integracja trwa.
Kategoria Praca, Kilkudniowe






















