limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Do Hanysów.

Poniedziałek, 6 stycznia 2014 | dodano: 06.01.2014

Start dziś znów raczej późny bo dopiero po 15:00. Dzionek się kończy ale jeszcze ładny. Dużo słoneczka, bez wiatru. Termometr zeznawał +6 ale momentami było chłodniej. A już na pewno po zachodzie słońca wilgoć w powietrzu zdecydowania obniżała temperaturę odczuwalną.
Dziś mnie poniosło za rzekę. Na początek do Wojkowic. Za Netto skręcam w stronę Michałkowic a w Dąbrówce Wielkiej w stronę Brzezin Śląskich. Jadę do Bytomia. Jako, że ostatnie przejazdy bez postojów niemalże więc i tym razem jedynie krótkie przerwy na foto i jazda dalej. Z Bytomia jadę do Piekar Śląskich i dalej w stronę Kozłowej Góry. Tam skręcam do Dobieszowic i w Dobieszowicach na drogę wzdłuż autostrady. Wybywam w Rogoźniku. Wzdłuż zbiornika jadę do Siemoni i skręcam do Góry Siewierskiej. Stamtąd już niemal prosto do domu.


W drodze z Wojkowic.


Chyba świeża sprawa ten bunkier bo jak ostatnio tutaj byliśmy z Olą i Edytą, to jakoś nie kojarzę tego miejsca.


Bytom.


Piekary Śląskie. Są idole...


... i idole.


Miało być, że prawie ciemności po zachodzie słońca z Góry Siewierskiej ale są trawki.


Kategoria Inne

3p...

  • DST 48.00km
  • Czas 02:04
  • VAVG 23.23km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 5 stycznia 2014 | dodano: 05.01.2014

... czyli Po Prostu Pojeździć.
Pewien sukces osiągnąłem wyjeżdżając wcześniej. Tym razem było coś koło 14:30. Na termometr nie zerkałem ale zdecydowanie ciepło. Jak na styczeń. +6, +8. Gdzieś tyle musiało być. Był też chyba jakiś wiaterek bo miejscami jak jechałem, to mi w uszach szumiało (chyba, że to za mocno ściągnięty pasek od kasku tlen odcinał ;-P ).
Cel na dziś: za lotnisko. Tak więc na początek wspinaczka pod cmentarz w Strzyżowicach i zjazd do Siemoni. Stamtąd pod górkę w Sączowie i zjazd do Ożarowic. Potem asfaltem objazd od zachodu i północy pasa startowego w Pyrzowicach. Widać, że chyba drugi pas startowy to już tylko kwestia czasu. W Zendku droga porozpruwana w poprzek. Robią kanalizację. Szosowcy chyba zaczną omijać ten kawałek. Dalej Zadzień. Tu bez szczególnych zmian. Na Niwiskach zaczynają się mgły i tak już przez całą drogę pojawiają się co jakiś czas na trasie, która biegnie mi dalej przez Przeczyce, Wojkowice Kościelne, wzdłuż Pogorii 4, Preczów i Sarnów. Od Preczowa już generalnie po ciemq.
Po drodze spotkałem kilku rowerzystów. Z niektórymi wymieniliśmy machnięcia końcówkami górnymi ale po prawdzie, żadnego nie rozpoznałem. Na Pogorii 4 zadziwiający ruch, jak na styczeń. Za to na pewno nie zadziwiający jak na tą pogodę. Część w roli batmanów.


Pierwsze mgły. Jeszcze w Zadzieniu.


Zachód słońca w Przeczycach.


Ostatnie foto dnia. Resztki zachodu słońca nad Pogorią 4 od strony Wojkowic Kościelnych.


Kategoria Inne

Bo mnie bańka nawalała

Sobota, 4 stycznia 2014 | dodano: 04.01.2014

Przytomność znalazła mnie gdzieś w okolicach 10:00. Niestety znalazła mnie razem z łomotaniem czerepu. Dzień zapowiedział się smętny. I taki też był do momentu kiedy wybyłem na rowerek czyli 15:25. Zwykle jak się ścioram na rowerku to mi wszystko inne przechodzi tak więc wyboru wielkiego nie było i padło na walkę z podjazdami. Kolejno pod Górę Siewierską, dalej pod Twardowice, stamtąd pod Najdziszów, Sadowie II, Targoszyce w Mierzęcicach, Tuliszów, Hektary, Podwarpie, Wojkowice Kościelne, wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i przez Sarnów do domu.
Bardzo fajnie się jechało pomimo tego, że gdzieś z połowę w ciemnościach. Na wyjeździe było +7 i raczej bez wiatru. Jezdnie mokre. Za to ruch na tej trasie miałem bardzo minimalny.


Kategoria Inne

DPOND

  • DST 51.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 02:45
  • VAVG 18.55km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 3 stycznia 2014 | dodano: 03.01.2014

+3 na starcie. Jezdnie mokre i lekki wiaterek mniej więcej z południa. Jechało się rewelacyjnie. Niby tylko 4 stopnie różnicy w stosunku do dnia wczorajszego ale odczuwalnie o niebo lepiej. Dziś przez Dąbrowę Górniczą. Na światłach obok Expo Silesia stłuczka. Zielona chyba Corsa i coś tam jeszcze stoją na awaryjnych. Pewnie klasyczne wjechanie w zadek. Na drogach dosyć pusto. Zastanawiam się czy to ze względu na fakt, że dziś dotarłem ciut wcześniej czy też jeszcze utrzymuje się świąteczny efekt drogowy.


Po pracy zdecydowałem się nieco pozaginać powrót. Na początek w stronę Kazimierza Górniczego. A potem zaczyna się gięcie, w wyniku którego ląduję na czarnym szlaku wiodący w stronę Wapiennika Bordowicza. Początkowo wąska ścieżka przeradza się w wyrąbany solidnie szlak. Jakiś rok wcześniej (albo i nawet ciut dalej), przedzierałem się tamtędy wąską zarośniętą ścieżynką i tak mi się wtedy napisało, że przydałoby się tam przepuścić oddział macheteros. Nie wiem czy ktoś to przeczytał, czy niezależnie od tego pojawiły się plany zagospodarowania terenu, w każdym bądź razie ruszył tam od razu pułk drwali. Teraz jest tam niemalże rowerowa leśna autostrada. Jeszcze tylko jakiś tłuczeń wysypać by bagienka nie było i będzie git. Do wapiennika jednak nie docieram bo na zakręcie odbijam na ścieżkę w prawo. Okazuje się, że była ona fragmentem jakiejś trasy z hopkami i dołkami. Teraz chyba nieco zapomniana. Ląduję nią na tyłach jakiejś firmy i stamtąd na czuja przebijam się dalej lądując niedaleko cmentarza. Dalej asfaltem skręcam w stronę Gołonoga i na światłach obok zajezdni autobusowej w stronę Pogorii 1. Wzdłuż torów dobijam do Piekła gdzie ze ścieżki robię kilka foto łuny szklarń w Borach Malinowskich i asfalcikiem jadę do Preczowa i Sarnowa. W Sarnowie nieco zbaczam i na dziko przeskakuję "86" i ląduję przy samych szklarniach. Objeżdżam je w stronę Malinowic skąd robię kolejne foto. Potem już bez kombinowania najkrótszą drogą do domu.
Dopóki było słońce temperatura była bardzo przyjemna. Jednak tuż po zachodzie słońca nagle zaczęło mi być pieruńsko zimno po rękach. Na szczęście neoprenowe rękawiczki ratują sytuację i do końca kręcenia cierpią nieco tylko stopy i odsłonięta twarz. Wrażenie miałem jakby było tak z -2. Jednak termometr w domu zeznał zero. Być może wilgoć w powietrzu takie wrażenie wywołała.


Łuna nad szklarniami w Borach Malinowskich - widok z Malinowic.


Łuna nad szklarniami w Borach Malinowskich - widok z Piekła.


"Przrąbany" czarny szlak.


Do jednej takiej o mały figiel nie wjechałem.


W drodze do Gołonoga na wiadukcie nad "S1".


Aże "czy" pociągi musiałem przeczekać. Tom foto pstryknął.


Nocny widok "kokpitu" :-)


Kategoria Praca

DPD

Czwartek, 2 stycznia 2014 | dodano: 02.01.2014

-2 na starcie. Zdecydowane. Dobrze, że wczoraj nie było zbyt mokro bo dzięki temu na jezdniach było całkiem ok. Prób hamowania nie robiłem ale chyba wypadłyby pozytywnie. Wiatru też raczej nie było. Za to na odcinku od Preczowa do Zielonej pieruńskie mgły. Ledwo w świetle czołówki widziałem krawędź jezdni. Dosłownie mleko. Na drogach pustki czemu nie jestem przeciwny :-) Wręcz mogłyby się utrzymywać takie przez cały rok. Ogólnie spokojny dojazd do pracy.


Powrót ponownie przez Będzin, Grodziec i Gródków. Zauważalnie cieplej niż rano. Mimo tego zero chęci na dalsze objazdy.


Kategoria Praca

"Nowojorcznie", krótko i szybko

Środa, 1 stycznia 2014 | dodano: 01.01.2014

Na rowerek zebrałem się dość późno bo ruszyłem 15:20. Od razu w planie było tylko małe, raczej szybkie kółeczko. Na dworze tak sobie czyli szaro, buro i ponuro. Jezdnie mokre, na termometrze coś koło +4. Raczej bez wiatru.
Rundka przez Brzękowice Dolne, Dąbie-Chrobakowe i Malinowice. Asfaltami żeby było w miarę szybko. Na drogach pustki. Choć spotkałem też i rowerzystów. Trójkę czy czwórkę w sumie ale zawsze.
Takim dość słabym wynikiem rok otworzywszy pozostaję w nadziei, że jednak przynajmniej przebieg roczny będzie podobny jak za 2013.


Kategoria Inne

DPND + podsumowanie 2013

Wtorek, 31 grudnia 2013 | dodano: 31.12.2013

-1. Zdecydowane. Na dworze sucho. Jakieś śladowe resztki wilgoci pozamarzały na jezdni i roślinkach. Pierwsza próba hamowania wypadła pozytywnie. Kolejne po drodze również. Wiatru nie stwierdziłem albo był cały czas sprzyjający przy czym na pewno szczątkowy.
Trasa przez D. G. Wrażenie z jazdy takie, że oporna. Wszystko przez światła. Wyjątkowo dziś nie chciały współpracować. Jednak na miejscu okazało się, że czas przejazdu nawet nie był taki zły.
Po drodze, w Preczowie, znów wyprzedza mnie "cienki" (chyba szary) na numerach SBE 19915. Wyprzedza o wiele za blisko. Nie pierwszy raz tak. Wyprzedza albo za blisko, albo zaraz po wyprzedzeniu zjeżdża na prawo niemal zajeżdżając drogę. Nie wiem co to za jełop ale jak go gdzieś w końcu przydybię, że będzie stał, to mu do słuchu powiem. Pusta droga, ma cały drugi pas dla siebie a jedzie jakby miał z lewej strony kilometrową przepaść.
Tak po za tym to spokojna droga do pracy. Dosyć pustawo na drogach.


Nim wybyłem z pracy na dworze rozpędził się taki prawie-deszczyk. Zdążył przez kilka godzin zrzucić trochę wody i wciąż padał. Jak przypuszczałem suchy nie wróciłem. Przyjemność z jazdy też raczej średnia bo nie dość, że w gębę padało to jeszcze mokre ubranie wychładzało mocno głównie nogi. Tak więc ostatni w tym roku przejazd średnio ciekawy. Powrót przez Będzin, Grodziec i Gródków. Mocno pustawo na drogach. Miejscami już odbywały się testy pirotechniczno-balistyczne.


Podsumowanie roku 2013

Dystansowo minimalnie lepiej niż w roku poprzednim.

Pięć dłuższych wypadów:

- Bieszczady z Maćkiem
- Szlak Wiślany z Andrzejem, Darkiem i Pawłem
- Zlot PTTK na Mazurach
- Pre-KORnO-wy weekend z Moniką i Tomkiem w Beskidzie Małym
- Roztocze pod przewodnictwem Oli

Sporo całodniowych wypadów w różnych składach, w różnych kierunkach i w różnych celach (od turystycznych, przez gastronomiczne po całkiem bezcelowe).
Tym razem bez skasowanych kasków :-) czyli chyba bezpieczniej.
Nowi towarzysze w nałogu ;-)
Ogólnie rok bardzo udany.

Z niezrealizowanych planów to nie udało mi się zrobić "trzysetki" i dwóch "trzysetek" dzień po dniu. Po prostu nie wystarczyło czasu. Było w tym roku tyle jeżdżenia w grupie, że brakło okazji do solowych szarży. Tak więc pozostaje mi tylko przesunąć ten cel na rok 2014.

Co do planów na rok przyszły....
Są :-)


Kategoria Praca

DPZD

  • DST 36.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 18.00km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 30 grudnia 2013 | dodano: 30.12.2013

W niedzielę z akcji rowerowych to łatanie kapcia na tyle Srebrnej Strzały, wymiana klocków i regulacja przedniego hamulca tejże Strzały oraz łatanie kilku dętek. Zero jeżdżenia.

Poniedziałek zaczynam tradycyjne od zwiadu za oknem. Termometr zeznaje, że zero dodatnie. Sucho. Wiatru nie widać. Ruszam 6:05. Wrażenie zera dokładnego. Po drodze miejscami dość konkretne mgły. Przy wczorajszej wymianie dętki przyuważyłem, że na ośce jakieś luzy są. Dziś w czasie jazdy okazało się, że przy mocniejszym depnięciu koło się przestawia i zaczyna trzeć z lewej strony o ramę. Wygląda to tak jakby Strzała była ranna na złamanie ośki. Po powrocie rozkręcę i sprawdzę. I może w końcu nauczę się to sam naprawiać bo nie pierwszy raz taka rzecz się trafia.
Poza tym spokojny dojazd do pracy.


Powrót przez Będzin, Grodziec i Gródków. Pogoda niezła choć chłodniej. Jednak objazdów większych nie robiłem ze względu na ranę Strzały. Uniemożliwiała ona dynamiczną i szybką jazdę. Zmuszony byłem do kręcenia delikatnego tak, by nie wywołać "depnięcia", które to sprawiało przesunięcie koła i tarcie o ramę. W związku z tym tempo wyszło raczej spacerowe. Ale za to powrót spokojny.

W Będzinie rozpoczęły się łowy na przedwcześnie rozpoczynających świętowanie Nowego Roku. Niedaleko izby wytrzeźwień, a potem przed skrzyżowaniem obok Stadionu czatowały patrole "Drogówki".

Na finiszu jeszcze podjeżdżam pod wsiowego Lewiatana niemal za jasności (16:20). Jednak kilka chwil w sklepie sprawiło, że ostatni kilometr prawie, że w środku nocy. Mimo wszystko ma się ku lepszemu bo dnia przybywa. Na razie po troszeczku ale zawsze.


Kategoria Praca

Do brata i z Avacsem

  • DST 51.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 02:31
  • VAVG 20.26km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 28 grudnia 2013 | dodano: 28.12.2013

Dzień rowerowy zacząłem raczej późno od, powiedzmy, czyszczenia i smarowania. Jednak po tej operacji rower dalej wyglądał jak po kąpieli błotnej ale za to amorek i przerzutki z łańcuchem chodziły jakby płynniej. Po tejże czynności ruszam do brata na budowę zobaczyć gdzie to będzie mieszkał. Jeszcze sporo do zrobienia ale chałupka robi bardzo dobre wrażenie i podziwiam go za to, że się zawziął i systematycznie realizuje wytyczony cel. Mnie jakoś takiego zacięcia brakuje.

Nim wyjechałem zadzwonił do mnie Rysiek z pytaniem czy mam jakieś plany rowerowe bo wybiera się w stronę Pogorii. Umówiliśmy się, że jak będę od brata wybywał to drynkę i się dogadamy. Tak też uczyniłem jak dotarłem do Pogorii 4 od strony Wojkowic Kościelnych i dogadujemy się, że spotkamy się gdzieś po drodze na ścieżce. Włączam młynki i raczej żwawo kręcę w stronę Pogorii 3. Z Ryśkiem spotykamy się na Mariankach. Powitanie i już spokojnie kręcimy w stronę mniej więcej Dorotki. Kolejno przez Preczów, Łagiszę, Gródków, Grodziec i Czeladź na Przełajkę. Większość tej drogi terenem żeby można było jechać spokojnie i pogadać. Dawno nie było okazji razem pokręcić więc i się trochę nazbierało nowinek, którymi chcieliśmy się wymienić :-) Na Przełajce jeszcze też chwilę rozmawiamy ale, że zaczęło już słońce powoli zachodzić i chłodek się wzmagał pożegnaliśmy się w końcu. Rysiek w lewo, ja w prawo. Przez Wojkowice i Strzyżowice docieram do domu.

Fajnie było się zobaczyć i kawałek pokręcić wspólnie. Rychu, dzięki za pamięć i tela :-)


Kategoria Inne

DPONDZ

Piątek, 27 grudnia 2013 | dodano: 27.12.2013

+7. Zaskoczył mnie nieco na wyjściu drobny deszczyk, który też sprawił, że asfalty mokre. Za to bez wiaterku. Wyjechałem dziś 5:55. Mając spory zapas czasu do dyspozycji tempo raczej spacerowe a i tak dojechałem sporo wcześniej niż zwykle. Świąteczny efekt drogowy czyli symboliczny ruch. Może zostać na stałe :-)


Po pracy, ze względu na super pogodę, powrót objazdowy. Na początek standardem pod molo na Pogorii 3. Bieżnią w stronę Piekła gdzie przeskok na asfalcik wokół Pogorii 4, którym to jadę do Wojkowic Kościelnych. Po drodze tamże wyprzedza mnie rowerzysta. Jakoś mi się nie chciało za nim ganiać. Ale potem po drodze obydwaj musimy ominąć rodzinkę na rowerach bokiem po trawie by nie zahaczyć nieletnich i jakoś tak mi się samo kręcenie młynków rozpędza. Zaczynam gonić odpuszczonego "króliczka". Nim dojeżdżamy do końca turlam się za nim. Zjeżdżamy na mostek i trochę odpuszczam króliczkowi żeby też i złapać trochę oddechu oraz przekonać się, w którą stronę uderzy. Niestety nie w moją. Króliczek jedzie na Podwarpie a ja ku światłom w Wojkowicach i dalej przez Przeczyce, Toporowice i Dąbie do Strzyżowic i do domu. Po drodze, na granicy Toporowic i Dąbia, zatrzymuję się ustrzelić kolejne foto łuny na Borami Malinowskimi.

Dotarłszy do domu wciągam małe co-nieco, zmieniam konfigurację sakw i turlam się jeszcze do wsiowego Lewiatana. Na tym kończą się objazdy na dziś.


Łuna Borów Malinowskich od strony Toporowic


Kategoria Praca