Wolin - Świnoujście - Wolin
-
DST
96.00km
-
Teren
35.00km
-
Czas
05:52
-
VAVG
16.36km/h
-
VMAX
45.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś miał być dzień "lajtowy". Wyszło jak wyszło. Udało się wyspać. Ruszamy dziś tak, jak się spodziewa→em, że wyruszymy czyli około 11:00. Nim wyjeżdżamy z Wolina udaje nam się uzupełnić rezerwy części zamiennych w postaci rezerwy linek do przerzutek i hamulców. Dzisiejszy cel, poza lekkim odpoczynkiem, to dotarcie do Świnoujścia. Ponieważ główna droga w tamtym kierunku to ekspresówka, wybieramy drogi alternatywne przez obydwie Mokrzyce i kawałek parku narodowego (ze sporym odcinkiem po piaskach) osiągając w efekcie Międzyzdroje. Tam poza potwierdzeniem Paweł nabywa dodatkową książeczkę KOT a Krzysiek zaspokaja nałóg w postaci espresso. Do Świnoujścia jedziemy leśnym szlakiem rowerowym R10. Droga jest całkiem przyjemna i przebywamy ją zaskakująco sprawnie wyłaniając się na wprost budowy gazoportu. Skręcamy w stronę fortu Gerharda (nie zwiedzając go jednak) i osiągamy w końcu latarnię morską. Tam potwierdzenie i zaopatrujemy się w książeczki (paszporty) do zaliczania szlaku latarni morskich. Ponieważ zrobiła się pora obiadowa "promujemy" się na drugą stronę Świny i pod przewodnictwem Maćka jedziemy na promenadę do jadłodajni, gdzie wprowadzamy smaczny obiadek, który dostarcza nam sił na powrót. Mała wizyta na plaży by uwiecznić nasze osiągnięcie w postaci dotarcia nad morze. Potem rozpoczynamy odwrót. Do Międzyzdrojów wracamy tą samą drogą. Potem jednak zmieniamy marszrutę bym uniknąć ponownych zmagań z piaskiem. Wracamy asfaltami przez Wisełkę, Kolczewo i Kodrąb. Na wjeździe do Wolina podjeżdżamy na myjnię by nieco oporządzić rowerki. Po powrocie na kwaterę zabieram się za serwis w temacie zerwanej szprychy, który to defekt odkryłem w okolicach Świnoujścia. Niespodziewanie pod sklep obok naszej kwatery podjeżdżają cykliści z Tomaszowa Lubelskiego, którzy robią objazd dookoła Polski. Rozmawiamy przez chwilę o naszych dotychczasowych dokonaniach i planach na najbliższe dni. Potem już tylko kolacja i przygotowania do dnia jutrzejszego.
Link do pełnej galerii.
Na początek nieco terenu.
Jest morze.
Są i bunkry.
R10.
Fort Gerharda.
Latarnia.
Ponownie morze i zaduma nad jego urokiem w wykonaniu Pawła ;-p
Gazoport.
Takie tam w drodze powrotnej do Wolina.
Kategoria Kilkudniowe, Szprycha, Serwis
Gryfino - Wolin
-
DST
115.00km
-
Czas
06:09
-
VAVG
18.70km/h
-
VMAX
40.80km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Lekko nam się start obsunął m. in. z powodu mojego prania ale nie tylko. Potem jeszcze Krzysiek szukał apteki i jak na dobre ruszyliśmy to było już dość późno. Dodatkowo temperatura jest dość konkretna i kręcenie momentami idzie opornie. Na jednych światłach objawia się króliczek i z Pawłem puszczamy się w pogoń. Kilka kilometrów gonimy człowieka ale nie dajemy rady go dociągnąć. On na pusto, my z sakwami, lekko pod wiatr i jeszcze do tego miał przewagę czasową z tego co staliśmy na światłach. Odpuszczam pierwszy, Paweł jeszcze kawałek za nim gonił ale też w końcu dał za wygraną. Szczecin najeżdżamy niemal w momencie, kiedy rusza coś podobnego do Zagłębiowskiej Masy Krytycznej (tu ma to inną nazwę ale jakoś nie zapadła mi ona w pamięć). Z Pawłem wspinamy się na taras widokowy muzeum i podziwiamy panoramę robiąc przy okazji trochę zdjęć. Chwilę kręcimy się jeszcze po mieście szukając również okazji do pobrania paszy ale w końcu decydujemy się ruszyć w stronę docelowo Świnoujścia a pośrednio do Wolina. Na wylocie z miasta zakotwiczamy w pizzerii gdzie ładujemy akumulatory bardzo smacznym jedzonkiem. Potem już bez większych postojów kierujemy się do Goleniowa i dalej do Wolina. Od strony Wolina sznurek samochodów. Nasz pas niemal pusty więc jedzie się całkiem dobrze. Docieramy na miejsce nieco po 20:00. Szybko się kwaterujemy i na dziś koniec jeżdżenia. Przy posiłku jeszcze tylko snujemy luźne plany na jutro. Potwierdzeń dziś niewiele ale końcówkę robimy inną niż nasz kolega Darek wytyczył. Jego plan prowadził do Nowego Warpna i zakładał wjazd do Świnoujścia od strony niemieckiej. My zdecydowaliśmy się na wjazd do Świnoujścia od strony polskiej.
Link do pełnej galerii
Gryfino.
Na wjeździe do Szczecina.
Z wieży muzeum (pierwszy od lewej budynek) podziwialiśmy z Pawłem panoramę.
Zamek w Szczecinie.
Zdjęcie rowerzystów z wieży widokowej muzeum.
W drodze do Wolina trafia się perełka :-)
Cel dnia osiągnięty.
Kategoria Kilkudniowe
Moryń - Gryfino
-
DST
92.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
04:52
-
VAVG
18.90km/h
-
VMAX
50.70km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś ruszamy dość późno. Przeze mnie. Trochę zeszło mi na praniu a że była tylko jedna łazienka na noclegu do dyspozycji to zrobił się zator. Na początek jedziemy zrobić zakupy na śniadanie i dopiero potem ruszamy w drogę. Pierwszy cel to Kostrzynek Stary czyli najbardziej na zachód wysunięty kawałek Polski. Niestety nic tego faktu na miejscu nie zaznacza więc robimy sobie zdjęcie przy tablicy miejscowości. Kilkaset metrów dalej dojeżdżamy do brzegu Odry i robimy sobie przerwę na śniadanie. Po śniadaniu jedziemy do Cedyni gdzie poza potwierdzeniem zasiadamy z Krzyśkiem w restauracji na herbatkę (ja) i kawkę (Krzysiek). W tym czasie Maciek z Pawłem załatwiają potwierdzenie w muzeum i wspinają się na wieżę widokową. Jest dość ciepło i jak już staniemy to ponowne zebranie się do jazdy jest dość niemrawe. Jednak kiedy już ruszymy to jazda rozwija się całkiem sprawnie. Kolejny punkt na trasie to Chojna. Docieramy tam po drodze przecinając północną część Cedyńskiego Parku Krajobrazowego. W Chojnie trafiamy na festyn Dni Kultury i Sportu. Udaje się zdobyć bez problemu potwierdzenie. Pora robi się obiadowa ale nie jemy w mieście tylko ruszamy dalej. Krzysiek namierza źródło paszy w Widuchowej, które okazuje się i smaczne i obfite. Z akumulatorami załadowanymi po korek ruszamy do Gryfina na nocleg. Po drodze Maciek zalicza awarię w postaci i zerwania linki przedniej przerzutki. Wspólnymi siłami rozprawiamy się z problemem i jedziemy dalej do celu. Robi się nieco chłodniej, jak to wieczorową porą, ale droga gładka, i pomimo tego, że z kategorii ruchliwych to jedzie nam się bardzo dobrze i sprawnie. Kilkanaście minut po 21:00 lądujemy na kwaterze gdzie w końcu można ię umyć i wlać w siebie nieco izotoników by wyrównać bilans cieczy.
Link do pełnej galerii
Moryń.
Ze 2/3 kościołów po drodze wyglądało, jakby miały ze 700 lat.
Kocie łby i sakwy na bagażniku to mordercza jazda.
Ale jakoś się jedzie. I nie ma samochodów.
Najbardziej na zachód wysunięta polska miejscowość.
Cedynia - punkt widokowy.
Ciężko było zmieścić ten obiekt na jednym zdjęciu. Podobno ponad 100 m wysokości. Chojna.
Error u Maćka. I prowizorka, która zaraz potem została usunięta. Dobrze mieć w zapasie trochę części. W Wolinie jednak trzeba było zapasy odbudować bo w rezerwie została tylko jedna. Na 4 rowery trochę mało. Na szczęście więcej nie było potrzeba.
Prawie jak BIDA. Zupa przed drugim daniem była poważnym błędem. Samo drugie danie wystarczyłoby w zupełności.
Czasem po drodze kątem oka coś zwracało uwagę. Wtedy nawrotka i foto.
Kategoria Kilkudniowe
Grzmiąca - Moryń
-
DST
125.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
06:58
-
VAVG
17.94km/h
-
VMAX
37.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zaczynamy dziś około 9:30. Wracamy do Kłopotu do muzeum bociana białego, gdzie się potwierdzamy. Potem wjeżdżamy na ścieżkę rowerową na wale rzeki Odry. Jedynym jej mankamentem jest to, że zbudowana jest z betonowych płyt i to położonych w poprzek. Jedzie się średnio komfortowo ale przynajmniej z dala od samochodów i z pięknymi widokami na rozlewiska Odry. Dziś potwierdzeń prawie nie zaliczamy. Na odcinku z Kłopotu do Uradu na ścieżce nie ma nic. W Słubicach był kościół i cmentarz ale dla nas miasto tym razem est okazją do załatwienia technicznych aspektów rajdu. Odwiedzamy przede wszystkim ściany płaczu by być w drodze wypłacalnymi. Ja nabywam dwie nowe oponki i od razu, na ławeczkach na wale dokonuję wymiany. Stare opony lądują w koszu. Wymieniam też klocki w tylnym hamulcu. Dodatkowo jeszcze najeżdżamy sklep wędkarski, gdzie kupuję siatkę na ryby z przeznaczeniem do suszenia pranych ciuchów w czasie jazdy. Patent jutro przejdzie chrzest bojowy. Wyjeżdżamy z miasta ścieżką rowerową na wale Odry. Dalej ścieżka miejscami prowadzi poniżej korony wału ale jedzie się nią całkiem dobrze. Etap ze Słubic pod Kostrzyń nad Odrą jest jednym z dłuższych ale i spokojnych bo na wałach nie ma żywego ducha. Podjeżdżamy pod dyrekcję Parku Narodowego Ujścia Warty. Niestety jest po 16:00 i nie ma nam kto zrobić potwierdzenia. Na wjeździe do Kostrzynia wstępujemy na chwilę do fortu i wizytujemy dawne przejście graniczne. Potem wieża ciśnień i poszukiwanie miejsca, gdzie dałoby się zjeść. Paszę pobieramy już na wylocie z miasta. Potem szukamy noclegu i jedziemy już do celu. Na miejscu jesteśmy przed 22:00.
Link do pełnej galerii
Jeszcze raz Kłopot i muzeum bociana białego.
Wałem na Odrze jedziemy...
... Świecka. W tle niemiecka strona Odry.
Tu Błękitny dostaje nowe kapcie i klocki do hamulca na tył.
Po niemieckiej stronie rzeki co chwila jakieś miasteczka. Po naszej pusto.
Niemiecką stroną też gna jakaś ekipa :-)
Fort w Kostrzyniu nad Odrą.
Kolejna wieża ciśnień.
Kategoria Kilkudniowe, KlockiT, Opona
Czarna - Grzmiąca
-
DST
125.00km
-
Czas
06:48
-
VAVG
18.38km/h
-
VMAX
50.70km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Z Czarnej ruszamy dość wcześnie. Jest w miarę ciepło ale nad nami dywan chmur czasem z dziurami w stronę błękitu. Jedzie się całkiem dobrze. Zdążamy do Milska na przeprawę promową Przewozu. Jedziemy dalej do Bojadła, gdzie szukamy "Tańczących Sosen". Jak się okazuje są dalej niż nam się zdawało i jedyne co oglądamy to wydmy śródlądowe i zniszczony pałac. Zdobywamy też potwierdzenie w domu kultury. W drodze do Sulechowa podjeżdżamy pod pałac w Trzebiechowie, w którym mieści się m. in. szkoła. W Sulechowie zdobywamy potwierdzenie domu kultury obok zamku i chwilę kręcimy się wokół rynku. Dychnąwszy nieco ruszamy do Krosna Odrzańskiego. Odcinek jeden z dłuższych dziś i zakończony o porze w sam raz na obiad. Nim do niego dochodzi potwierdzamy się na zamku. Tam też Paweł odkrywa, że ma w Krośnie rodzinę. Potem jemy i ruszamy w stronę Kłopotu. Na zjeździe ścieżką rowerową coraz bardziej rzuca mi tyłem. Zjeżdżamy w końcu w spokojniejszą drogę i chwilę dalej robię wraz z Pawłem ogląd sprawy. Ujawniamy przecierającą się oponę. Jest ryzyko, że nie wytrzyma dużego obciążenia i w dogodnym miejscu robimy postój, na którym zamieniam opony na kołach. Jedzie się lepiej. Dość spokojną drogą docieramy do Kłopotu jednak do muzeum podjedziemy już dnia następnego. My jedziemy już prosto na zarezerwowany nocleg do Grzmiącej. Cel osiągamy około 21:00.
Link do pełnej galerii
Niemal na dzień dobry "promujemy" się :-)
Bojadła.
Wydmy śródlądowe.
Pałac w Trzebiechowie.
Sulechów.
Dorodna akacja.
Krosno Odrzańskie.
Ujawnia się problem techniczny :-/
No to mamy Kłopot.
Bajeczne kolorki o zachodzie słońca w drodze do Grzmiącej.
Kategoria Kilkudniowe
Ścinawa - Czarna
-
DST
102.00km
-
Czas
05:26
-
VAVG
18.77km/h
-
VMAX
43.30km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzień zaczynamy od powrotu z porwania i uwolnienia rowerków :-) Żegnamy się z naszym gospodarzem uwieczniając spotkanie na zdjęciu. Start następuje późno ale pogoda jest bardzo dobra i wszystko wskazuje na to, że uda się bez problemu wykręcić 100 km. Nasz pierwszy cel to Głogów. Okazuje się jednak w czasie jazdy, że po drodze są różne atrakcje. Na wjeździe do Rudnej przyuważam tabliczkę informacyjną o pałacu Rudnej Starej. Zawracamy i zbaczamy nieco z trasy. Chwilę nam zajmuje szukanie obiektu i udaje się tylko dzięki pomocy mieszkańca miejscowości. Pałac jest ruiną, niestety. Do tego schowany w zagajniku naprzeciw stawu. Robię kilka zdjęć i wracamy na trasę docierając do Rudnej. Byliśmy przekonani, że to małe miasteczko z ładnym ratuszem ale nas, odpoczywających zagaduje Pani Radna i uświadamia, że Rudna jest wsią. Zaskakujące. Wspominamy o naszej wizycie w Starej Rudnej i słyszymy, nie pierwszy już raz, że konserwator zabytków nie wyraża zgody na żadne prace w obiekcie. Nawet zabezpieczenie tego co jeszcze jakoś wygląda jest niemożliwe. Przykre to i bardzo dziwne. Robimy sobie zdjęcie z nasza rozmówczynią i żegnamy ruszając w dalszą drogę. W gminie Grębocice zatrzymujemy się przy ruinach pałacu. Kiedyś musiała to być piękna budowla. Teraz to tylko pusta skorupa. Docieramy w końcu do Głogowa. Na wjeździe do miasta szukamy Fortu Gwiazda. W miejscu oznaczonym na mapie jest park i jedyne co może świadczyć o tym, że był tu fort, to fragment ceglanego muru. Przynajmniej tyle udaje nam się na szybko odkryć. Potem jedziemy do centrum pod zamek Piastowski gdzie się potwierdzamy i ruszamy w dalszą drogę. Po drodze podjeżdżamy pod pałacyk w Czernej. Tam tylko foto i jedziemy dalej do Bytomia Odrzańskiego. Robimy dłuższą przerwę na obiad by mieć siły na skok do Nowej Soli. Kolejno jedziemy pod muzeum (w remoncie), pod most zwodzony (ale nie udaje się trafić na jego podnoszenie) i do kościoła św. Antoniego, gdzie udaje nam się zdobyć potwierdzenie. Z Nowej Soli jedziemy już prosto na nocleg do Czarnej. Miejsce okazuje się bardzo spokojne, do tego stopnia, że nawet mamy spokój od komórek i internetu. Padamy szybko ale też i wstajemy wcześnie dnia następnego i wcześniej zaczynamy dzięki temu start.
Link do pełnej galerii
Uwolniwszy rowerki z niewoli...
... jedziemy...
... do, przez przypadek, Rudnej Starej.
W Rudnej zagaduje nas lokalna Pani Radna.
Zachodnia ściana Polski obfituje w akacje. Miejscami to całe lasy.
Kolejne ruiny.
Zamek w Głogowie.
Bytom Odrzański.
Nowa Sól.
Kategoria Kilkudniowe
Pęgów - Ścinawa czyli wszystko przez Maćka czyli porwanie
-
DST
76.00km
-
Czas
04:15
-
VAVG
17.88km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Deszczyk hałasował gdzieś do 7:00. Nim się zebraliśmy do startu zrobiła się mniej więcej 9:30 i ładna pogoda. Jedzie się całkiem dobrze i Uraz osiągamy dość szybko. Niestety nie udaje się tam potwierdzić bo na plebanii nikogo nie ma a zamek to ruina, zagrodzona zasiekami i nawet zdjęcie udaje się zrobić bardzo marne bo zza drzew. Dalej sprawnie toczymy się do Brzegu Dolnego. Tu potwierdzenie jest bezproblemowe bo pałac jest jednocześnie siedzibą urzędu gminy. Kolejny punkt na trasie to Lubiąż i tamtejszy klasztor. Decydujemy się na zwiedzanie, co zajmuje nam godzinkę ale warto pomimo tego, że większość budynku to ruina. Potem obiadek w przyklasztornej karczmie i ruszamy do Prochowa. Tutaj zamek też jest zrujnowany ale trwają prace remontowe. Teren oznaczony jako prywatny.
Focimy i Maciek dzwoni do kuzyna w Ścinawie i uprzedza go, że wpadniemy na kawę. Jedziemy prześcigając się co chwila z deszczem. Ostatecznie dopada nas w Ścinawie. Tam też rowerki idą do niewoli i zostajemy uprowadzeni przez Staszka do niego do domu. Gości nas przepysznym obiadem z własnej produkcji mięskiem i potem jeszcze śniadankiem. W sumie owo porwanie to błogosławieństwo bo uratowało nas od deszczu i pozwoliło zregenerować siły na dzień następny.
Link do pełnej galerii
Ruiny zamku w Urazie. Zza płota. Mało co widać ale podjeść trudno bo drutem wszystko owinięte jak do oblężenia.
Brzego Dolny. Zespół pałacowy. Obecnie siedziba lokalnych władz.
Tego dnia pogoda była dosyć uciążliwa. Podobnie jak poprzedniego.
Zespół poklasztorny w Lubiążu.
Aż trudno uwierzyć, że takie pomieszczenia kryją te zniszczone mury.
Zapiera dech.
Warto było wstąpić na zwiedzanie.
Ruiny kolejnego zamku. Tym razem już w remoncie. Prochowice - o ile mnie pamięć nie myli ;-)
Uprowadzenie :-]
Kategoria Kilkudniowe
Brzeg - Pęgów
-
DST
81.00km
-
Czas
04:55
-
VAVG
16.47km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś udaje się ruszyć przed planem czyli nieco po 8:30. Jedziemy na zamek Piastów po zaległą pieczątkę dla Maćka. Potem przenosimy się pod kościół św. Mikołaja i potem dalej pod wieżę ciśnień. Tym ostatnim miejscem zamykamy eksploracje Brzegu i ruszamy dalej. Niestety wiatr wciąż nam nie ułatwia. Celujemy do Jelcza-Laskowic. Jazda zrywami. Po postoju ruszamy z kopyta ale po kilku kilometrach pod wiatr prędkość spada. Chwila przerwy, start, zryw i znów przerwa. Po prostu opór na jazdę. Po drodze Krzysiek robi się na ludzi wpadając na wizytę w zakładzie fryzjerskim. W Jelczu jesteśmy już nieco zmarnowani. Zdobywamy potwierdzenie na plebanii kościoła św. Stanisława Biskupa i Męczennika. Podjeżdżamy jeszcze pod znajdujący się po drugiej stronie ulicy pałacyk, który okazuje się być siedzibą władz gminy, burmistrza i jeszcze kilku innych urzędów. Bardzo reprezentacyjne i zadbane miejsce. Z Jelcza jedziemy prosto do Wrocławia. Zaczynają się pojawiać pierwsze kropelki deszczu, niegroźne jeszcze. Etap do Wrocławia był chyba najsprawniej dziś przejechanym odcinkiem. Niedaleko AWF-u zaczyna padać i już nie przestaje aż nie kończymy jazdy na dziś. Nim jednak doszło do lądowania przyszło nam trochę pokręcić się po mieście. Nim dotarliśmy pod Halę Ludową przez przypadek udaje się podjechać pod drewniany kościółek. Potem Hala i fontanna i zaczęliśmy przebijać się na Rynek. Tam zdobywamy potwierdzenie w punkcie informacji furystycznej i focimy się na szybko. Deszcz się rozpędza i w związku z tym rezygnujemy z podjechania pod wieżę ciśnień z tarasem widokowym. Kierujemy się na Uraz. Ruch na drodze duży ale spory kawałek przyjeżdżamy ścieżką rowerową. Potem jednak dobre się kończy i przychodzi jechać razem z samochodami. Zostaje nam do Urazu kilkanaście kilometrów kiedy decydujemy się na wcześniejsze zakończenie kręcenia. Znajdujemy nocleg w Pągowie w kampingu. Prognoza na jutro podła ale może uda się jednak pojechać jakiś konkretny dystans.
Link do pełnej galerii
Dzień zaczynamy od brzeskiego zamku.
Kolejna wieża ciśnień. Jeszcze w Brzegu.
W drodze.
Jelcz-Laskowice.
Jelcz-Laskowice.
Wrocław.
Wrocław.
Wrocław.
Amur w Pęgowie :-)
Kategoria Kilkudniowe
Odrowąż - Brzeg
-
DST
85.00km
-
Czas
05:23
-
VAVG
15.79km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start lekko obsunięty w czasie. Trochę udaje się zyskać minutek przebijając się kładką zamiast wracać na most w Krapkowicach. Lądujemy dość sprawnie przy zamku w Rogowie Opolskim. Udaje się potwierdzić bo miejsce jest hotelem. Po foceniu ruszamy walczyć z kilometrami i wiatrem w drodze do Opola. Podjeżdżamy pod Wieżę Piastowską ale niestety nie udaje się tam wejść bo ogrodzone jak do remontu. Przenosimy się na rynek gdzie trwa impreza masowa. Aplikujemy sobie herbatkę/kawę z ciachem i jedziemy do Muzeum Wsi Opolskiej, gdzie udaje się zdobyć potwierdzenie. Jedziemy dalej w stronę Lewina Brzeskiego szukając okazji do obiadania. Jak na zawołanie znajduje się BIDA! W użycie wchodzą kotlety farmerskie czyli kawały mięcha wielkości sporego talerza. Walka z obiadem zajmuje nieco czasu. Porzucamy myśl jechania główną drogą i wracamy nieco by wbić na boczne. Dzięki temu trafiamy pod zamek w Dąbrowie. Niestety nie da się go zwiedzić więc tylko focimy i jedziemy dalej. Po zażartej walce z wiatrem docieramy do Lewina Brzeskiego. Tam dłuższa przerwa dla mnie na ulubionego Earl Greya i ptysia a dla Krzyśka lody i espresso. Tu już szukamy noclegu by dziś zakończyć wcześniej. Po kilku sesjach łączności nocleg rezerwujemy w Brzegu. Docieramy tam dość wcześnie ale trochę czasu schodzi na kręceniu sie po mieście. Udaje się potwierdzić na zamku. Lotem chwilę błąkamy się szukając sklepu. Ostatecznie jazdę kończymy nieco po 20:00.
Plan na jutro nieco podgonić, pojeździć po Wrocławiu i znaleźć nocleg za miastem. Ile z tego wyjdzie, to się okaże w praniu.
Link do pełnej galerii
Idziemy na skróty przez Odrę.
Do zamku w Rogowie.
W przelocie w jednej z wiosek kolejny pałacyk.
Potem Opole.
Bidny obiad ;-)
Zamek w Dąbrowie.
Lewin Brzeski.
Zamek w Brzegu.
Kategoria Kilkudniowe
Gorzyczki - Odrowąż
-
DST
118.00km
-
Czas
06:38
-
VAVG
17.79km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzień zaczął się prawie planowo. Start rozpoczynamy z lekkim poślizgiem o 9:15. Jedziemy do Chałupek na most na Odrze skąd rozpoczynamy nasz rajd wzdłuż rzeki Odry. Dziwnie jest przejechać przez przejście graniczne jakby go nie było. Po sfoceniu się jedziemy po potwierdzenie do hotelu i dalej do pałacu-klasztoru w Krzyzanowicach. Tam poza foceniem i potwierdzeniem raczymy się też plackiem z rabarbarem. Odkrywam też, że na teren parku wjeżdżamy bramą dla pospólstwa. Główna jest zamknięta na głucho. Niedaleko jest kolejny punkt czyli zamek w Tworkowie, a właściwie jego ruiny. Potwierdzenie zdobywamy jednak na plebanii ponieważ w kasie nie ma nikogo a na terenie przy zamku trwają przygotowania do Nocy Świętojańskiej. Walcząc z wiatrem i kilometrami docieramy w końcu do Raciborza, gdzie dłuższą chwilę bawimy na dziedzińcu zamku. Jednak nie zwiedzamy go bo nie trafiliśmy na odpowiednią godzinę. Pokonawszy kolejne kilometry i liczne pagórki jedziemy do Brzeźnicy gdzie znajduje się zabytkowy młyn. Chwilkę się motaliśmy nim go odnajdujemy. Foto i jedziemy dalej. Kolejnym punktem do odwiedzenia są ruiny zamku Łubowice. Poza zdjęciem nic więcej nie udaje się osiągnąć. Wkrótce potem opuszczamy województwo śląskie wyjeżdżając do opolskiego. Tablice miejscowości stają się podwójne czyli w jezyku polskim i niemieckim. Wiatr i kilometry zdążyły wyssać z nas sporo sił i zaczęliśmy szukać miejsca, gdzie się da zjeść obiad. Niestety lokalów gastronomicznych jak na lekarstwo. Na oparach docieramy do pizzerii w Landsmierzu. Wyboru nie ma poza pizzami. Nieco jesteśmy rozczarowani ale niesłusznie. Pizza na głowę i siły wracają więc dalej kręcimy do Kędzierzyna-Koźla. Tam w planie jest śluza i wieża ciśnień. Udaje nam się odnaleźć obydwa punkty ale jest na tyle późno, że nie bardzo jest się gdzie potwierdzić więc tylko foto. Podjeżdża jeszcze pod zrujnowany zamek ale wiele tam nie ma. Dzień powoli się kończy i kierujemy koła w stronę zarezerwowanego noclegu w Odrowążu. Po drodze mamy jeszcze Krapkowice i decydujemy się odnaleźć zamek. Udaje się tylko dzięki temu, że szukamy zamku na ul. Zamkowej a sam zamek jest oznaczony tabliczką informacyjną bo zamku nijak nie przypomina. Potem jeszcze zakupy w Biedronce i jedziemy na nocleg. Cel osiągamy około 21:00. Plan był odbić do Opola ale wiaterek i mnogość punktów skutecznie go pokrzyżowały.
Link do pełnej galerii
Pierwszy poranny start zaczynamy dziarsko pomimo tego, że na początek podjazd.
Most graniczny na Odrze w Chałupkach.
Krzyżanowice.
My w Tworkowie. Jak zwykle przed imprezą :-/
Przed nami droga jeszcze daleka. Nie tylko tego dnia.
Zamek w Raciborzu to jeszcze nie koniec naszej dzisiejszej jazdy.
Kolejnym punktem był sprytnie ukryty młyn w Brzeźnicy.
Za którym jeszcze najeżdżamy ruiny zamku w Rudniku.
Śluzę w Koźlu.
Tamże wieżę ciśnień.
I na koniec coś, co zupełnie nie przypomina, a jest zamkiem w Krapkowicach.
Kategoria Kilkudniowe






















