DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
19.16km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Znów -5 na starcie. Bezwietrznie. Dziś kręciłem delikatnie żeby się nie przegrzać lub nie przemarznąć i w zasadzie udało się i jedno i drugie. Jezdnie suche, światła niemalże współpracujące, ruch niezbyt duży. Generalnie spokojny dojazd do pracy. Intryguje mnie coś jasno świecącego na niebie mniej więcej na wschodzie. Czyżby Wenus?
Po pracy lekkie zaginanie. Miałem plan by objechać Pogorię 3 przez Łęknice na Piekło i potem wzdłuż Pogorii 4 do Wojkowic Kościelnych i potem do domu ale zniechęciłem się już na Łęknicach gdzie musiałem się przedzierać przez wykopki. Dobiłem tylko do Piekła i potem objechałem Pogorię 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Chyba nieco wyłazi weekendowe ganianie w deszczu bo jakoś tak niewyraźnie się czuję i ochoty, pomimo cudnego słoneczka, jakoś nie mam na objazdy.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-5 na starcie. Bez wiatru. Próby hamowania raczej pozytywne jeśli nie brać pod uwagę tego, że hamulec z tyłu coraz gorzej trzyma. Chyba przyjdzie założyć na dniach kupione wczoraj klocki. Jechało się zadziwiająco dobrze. Coraz bardziej bawią mnie miny ludzi na przystankach: zmarznięci, tupią w miejscu i czekają na zmiłowanie. No i skrobiący szybki :-)
Powrót może nienajkrótszą drogą ale też i bez zaginania. Pod molo na P3 i zwrot na Preczów i Sarnów. W domu zmiana konfiguracji sakw i kółeczko do wsiowego Lewiatana. Na powrocie gdzieś mi w oczy wlazł termometr elektroniczny i utkwiło w pamięci wskazanie +13 st. C. W słońcu może i faktycznie tyle było ale odczuwalnie raczej sporo mniej. Jechało się bardzo dobrze ale nie spieszyłem się zbytnio bo chciałem nacieszyć się troszkę słońcem.
Kategoria Praca
DPSNOD
-
DST
44.00km
-
Czas
02:24
-
VAVG
18.33km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-2 na starcie. Ruszam o 6:00. Wydaje mi się, że jestem nieźle spóźniony. Jednak jedzie się zadziwiająco dobrze i bez problemu wbijam się w harmonogram przejazdu. Mając w pamięci wczorajsze deszcze obawiam się szklanki. Próby przyczepności wypadają nawet nieźle. Po drodze są jednak miejsca, gdzie jezdnia zauważalnie błyszczy i tam włącza mi się paranoiczna niemal ostrożność. Na skrzyżowaniu przy stadionie w Będzinie jeden delikwent o mało co a by wyleciał na skrzyżowanie na czerwonym. Uratował go ABS. Szkoda, że mózgu nie zabrał z domu razem z kluczykami. Kolejna śliskość objawia mi się ma Mecu. Ruszam ze świateł a tu ni hu hu. Kółko w miejscu się obraca przy depnięciu. Dopiero delikatny start daje efekt. Kilkaset metrów dalej sprawdzam przyczepność i jest bardzo kiepsko. Zblokowane tylne koło sunie praktycznie w ogóle nie hamując. Do końca już bardzo ostrożnie bo przede mną dość długi i stromy zjazd. Jechało się jednak o wiele lepiej niż we wczorajszym deszczu.
Po pracy turlam się standardową trasą na molo przy Pogorii 3. Tel do Mariusza na jakim jest etapie i czy w ogóle rowerkiem. Okazuje się, że ma jeszcze kilka km do przejechania nim dotrze do mola więc czekam na niego. Potem razem kręcimy do Będzina. Kawałek ścieżką na wale Czarnej Przemszy ale porzucamy ją jak tylko jest okazja wjechać na asfalt. Wał jest rozmoknięty, pokryty zlodowaciałym śniegiem i kałużami. Momentalnie mam cały rowerek uflejany. Resztę drogi robimy ulicami. Dojeżdżamy do nerki i jeszcze dłuższą chwilę gadamy. Potem Mario do domu a ja do serwisu po nowe klocki do V-ek Srebrnej Strzały. Wszystkie jakie miałem już mi wyszły a obecne też mocno zdarte. Potem przez Łagiszę i Sarnów wracam do domu. Ładnie się jechało pomimo ciemności. Jezdnie robią się coraz bardziej suche. Może rano nie będzie szklanki.
Kategoria Praca
Z Klubem w deszczu
-
DST
103.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
05:37
-
VAVG
18.34km/h
-
VMAX
42.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie ma to jak się upodlić w doborowym towarzystwie :-)
W piątek dostałem info od Waldka, że szykuje się rowerowa niedziela w składzie głównie klubowym + sympatycy z zakończeniem grillowym. W ogóle mnie nie trzeba było namawiać. Zastrzegłem się jedynie, że 9:30 jako godzina zbiórki to jakiś chory pomysł i że będę się starał zdążyć na czas ale jednak jest wielce prawdopodobne, że nawet kwadrans akademicki może okazać się za mało jeśli chodzi o moje ewentualne spóźnienie.
Jak podejrzewałem, spóźnienie miałem murowane już na starcie. Ruszam 9:10. Przez Wojkowice i Czeladź do Sosnowca (przez Milowice). Wpadam na kilka minut przed 10:00 pod fontannę przy PTTK. Skład sosnowiecki już w komplecie. Cykam na szybko foto i ruszamy do Mysłowic, gdzie mieliśmy się spotkać z Darkiem i Pawłem. Staje się to przy stacji BP, niemal naszym standardowym miejscu zbiórek w Mysłowicach. Stąd ruszamy do Imielina.
Po drodze udziela się zauważalnie deszczyk. Stopniowo nasiąkamy. Jednak humory są wodoodporne i dziarsko jedziemy dalej. Celem było objechanie Dziećkowic ale teren odpadł po tym, jak przekonaliśmy się, że jest straszne bagno. Robimy objazd asfaltowy. Deszczyk sobie popyla a my jedziemy. Po drodze różne akcje w wykonaniu "kierowników". Wyprzedzanie przy kiepskiej widoczności na zakrętach. Wyprzedzanie na podwójnej ciągłej i bezsensowne trąbienie. Ogólnie trafiło nam się dziś po drodze trochę blachosmrodowego bydła. Niektórzy wręcz groźni nie tylko dla rowerzystów. Ostatnio jakoś w ogóle dużo takich akcji. Chyba pomysł kierowania każdego kierowcy przed kursem na badania psychologiczne nie jest taki całkiem bez sensu. Niektórzy nie powinni nigdy prowadzić samochodu.
Dobijamy do Chełmka i robimy zwrot do Jaworzna. Powoli deszczyk daje się we znaki i wysysa coraz bardziej siły. W Jaworznie robimy chwilę postoju przed skokiem do Niwki gdzie żegnamy się z Darkiem i Pawłem, którzy jadą do Mysłowic.
My ciśniemy do Waldka na działkę. Zastrzegam się, że ja będę się szybko zwijał bo w butach zrobiło mi się już nieciekawie i przy słabym tempie, jakie mieliśmy do tej pory, zaczynam marznąć. Na działce chłopaki rozpalają grilla. Ja robię poprawki przy tylnym hamulcu, który gdzieś po drodze się stracił. Oględziny wykazały, że zeżarte klocki. Ściągam nieco linkę i jakieś hamowanie na tyle znów się pojawia. Niemniej klocki już czas zakupić bo to co zostało lada dzień się zetrze.
Zakończywszy serwis żegnam się z towarzystwem, które jeszcze pewnie jakiś czas będzie walczyć z paleniem kiełbasy :-) Niestety mam jeszcze do przejechania prawie 20km a już prawie 16:00.
Ruszam w stronę Zagórza i dalej Dąbrowy Górniczej. Po drodze mam kilka podjazdów i utrzymując raczej intensywne tempo kręcenia w końcu się rozgrzewam. W okolicach mola przy Pogorii 3 jest na tyle dobrze, że decyduję się zrobić kółeczko po bieżni. Dziś, pewnie z racji tego, że niedziela całkiem sporo narodu. Rundka przebiega jednak szybko i sprawnie. Zakończywszy kółeczko jadę przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu. Po drodze tylko mały przystanek we wsiowym Lewiatanie. Na miejscu pranie wszystkiego: ciuchów, butów, plecaka. Wróciłem nieźle zrąbany ale bardzo zadowolony :-) Konkretnie zużyta niedziela :-]
Link do pełnej galerii
Skład sosnowiecki.
W komplecie z Darkiem i Pawłem.
Chwila przerwy przy Dziećkowicach.
Trochę terenowo.
Ekipa wykonuje polecenie "Na most!" i "Paszcze do zdjęcia!"
Przez chwilę mieliśmy wrażenie, że nam się droga pomerdała i wylądowaliśmy w Chinach ;-)
Dychamy w Jaworznie.
Hm... podobno "singielek" przed Fashion House.
Jest i gleba. Wszystko przez ten słup. No i Szyderca przy pracy, oczywiście.
Zimowy wypas rowerów u Waldka.
Niezaimpregnowane buty poddały się jakiś czas temu. Teraz mokro, zimno i nieprzyjemnie.
Grillowanko :-)
Stawik w parku na Zielonej. Jeszcze niedawno ludzie śmigali tu po lodzie.
Wynik za dzień.
Kategoria Jednodniowe
Skórowanie Avacsa
-
DST
63.00km
-
Czas
03:21
-
VAVG
18.81km/h
-
VMAX
40.10km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Umówiłem się z Ryśkiem, że dziś pojeździmy pod jego przewodnictwem po jego okolicach. Info poszło też do innych ale okazało się, że nikt się nie pojawił. A i mnie przyszło wykorzystać co do minuty kwadrans akademicki. Potem jednak ruszamy. Plac Alfreda, Pętla Słoneczna, mijamy dawną fabrykę Moniki i na stromym zjeździe mówię coś w stylu, że hamowanie na końcu będzie ciekawe. Rysiek puszcza się dziarsko w dół i skręcając w prawo (spodziewałem się, że pojedzie w lewo) nagle traci przyczepność na zlodowaciałym śniegu na dnie kałuży. Błyskawiczna gleba. Jakim cudem jeszcze zdążył wystawić rękę by się asekurować to nie wiem, ale skończyło się to tym, że zerwał kawałek skóry. Wywrotka wyglądała dość groźnie. Jednak wstał szybko i od razu zaczął oceniać straty. Pierwsze co widać to obdarta dłoń. Ciuchy całe. Kask pęknięty. Widać, że musiał solidnie przydzwonić o coś. Pewnie jutro jeszcze ujawnią się stłuczenia i siniaki. Można by powiedzieć, że trochę szczęścia w nieszczęściu bo obyło się bez poważniejszych urazów. Rower na pierwszy rzut oka nie ucierpiał ale kawałek dalej Rysiek stwierdza, że nieco przekręciła się kierownica. Odprowadzam ofiarę wypadku pod dom żeby mieć pewność, że nic więcej nie nawywija i że to stuknięcie głową jednak nie dało efektów ubocznych. Chyba nie dało, bo jak go zapytałem jak ma na imię Marcin to się dość przytomnie i złośliwie zapytał który? ;-P Żegnamy się i Rychu idzie nawciskać kitu, że wcale nie było tak źle, jak to wygląda a ja ruszam objazdowo do domu.
Na początek kieruję się w stronę Chorzowa-Batorego. Kiedyś tam do szkoły chodziłem. Sporo zmian od tego czasu się ujawniło. Inna organizacja ruchu, przebudowy torowisk. Kręcąc na czuja przebijam się w stronę Bytomia. Potem w samym Bytomiu też trochę sobie zwiedzam różne zakamarki. Potem już bez zaginania przez Piekary Śląskie i Wojkowice wracam do domu.
Wniosek z dnia dzisiejszego taki, że w Piekarach Śląskich trzeba by zrobić ludziom egzaminy dodatkowe dla kierowców. Jedna "kierowniczka" z rejestracją piekarską wyprzedzała mnie dziś na skrzyżowaniu z prawej strony. Potem kolejna akcja też w Piekarach. Zjechałem już z ronda w stronę Będzina i przed wiaduktem autostrady chcę skręcić w lewo. Powoli zbliżam się do lewej krawędzi pasa, który dzieli się dalej na dwa pasy jeden z kierunkiem na wprost i jeden do skrętu w lewo. Oglądam się ze siebie: samochód. Sygnalizuję skręt w lewo i o mało co mi łapy nie utrąca ta konserwa. Jakiś idiota (albo idiotka, nie zauważyłem kto za kierownicą siedział), wyprzedza mnie z LEWEJ strony jadąc na wprost czyli po drodze jeszcze zajeżdżając mi drogę. Jak tak dalej pójdzie to będzie trzeba jeździć z rejestratorem. Reszta drogi już bez sensacji. Spokojnie docieram do domu. Dziś zauważalnie cieplej. Na wyjeździe miałem +5. Większość dnia słoneczko ale też i wiatr, który czasem zauważalnie obniżał prędkość jazdy.
Stygmat Rycha.
Pęknięty kask V1.
Pęknięty kask V2. Kolejne potwierdzenie tego, że jeżdżenie w kasku ma sens.
W Bytomiu pstrykam zabytkowy tramwaj.
A na 2 km od domu pstrykam foto własnego cienia.
Kategoria Inne
DPSD
-
DST
35.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
15.91km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-7. Wiaterek ze wschodu. Jezdnie w większości czyste. Jechało się zauważalnie lepiej i generalnie bez problemów. Jedynie kilku "kierowników" wyprzedzało mnie po drodze jak na mój gust ciut za blisko. Chyba prognozy tak nie do końca się sprawdzą bo rano miało być nieco cieplej.
Po pracy nieco niestandardowo na początek pod Makro. Za Decathlonem zaginam w stronę ul. Krakowskiej stosunkowo niedawno wybudowaną drogą. Potem przez Warpie do serwisu. Skończył mi się smar do łańcucha i trzeba było mi nabyć zapas bo skoro robi się mokro, to i smarowania będą pewnie częstsze. Potem przez Zamkowe do Grodźca. Kawałek ścieżki od Zamkowego do Browaru nieodśnieżony i jazda jak po plaży ale całkiem fajna :-) Potem dalej chodnikiem też częściowo nieodśnieżonym. Dalej przez Gródków do domu.
Drogi mokre. Zauważalnie cieplej. Ciuchy dobre rano na -7 przy powrocie sprawiły, że niemal się zagotowałem. Ale to dobrze :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
15.91km/h
-
VMAX
32.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
W kontinuum pojawia się coraz więcej nieciągłości. Dodajmy, że mowa o jezdniach i dziurach. A poza tym -10 i wiatr. Jak smarowałem łańcuch to trochę się łamałem czy dziś jechać rowerkiem bo wiaterek dosyć zniechęcająco wył za drzwiami. Jednak jak już pojazd wytoczyłem to doszedłem do wniosku, że nie jest tak tragicznie i wyruszyłem. W nocy nie sypało więc jezdnie były stosunkowo czyste. Niestety pierwsze zdanie z dzisiejszego wpisu oddaje to, co się tradycyjnie w zimie pojawia na naszych kochanych, polskich drogach. Dojazd do pracy dziś bez żadnych problemów. Nawet światła ładnie współpracowały i na wszystkich przejechałem bez stania.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą. Niedaleko molo na P3 przystaję na chwilę i rozglądam się czy czasem nie pojawi się na horyzoncie Mario. Tak też się dzieje w niecałą minutę. Witamy się i razem jedziemy na Zieloną. Zatrzymujemy się przy mostku na Czarnej Przemszy i dość długą chwilę rozmawiamy o wydarzeniach z zeszłego roku i wymieniamy się receptami na radzenie sobie w różnych warunkach, zwłaszcza zaś w obecnie zimowych. Kiedy robi się lekka szarówka żegnamy się i każdy w swoją stronę. Ja przez Preczów i Sarnów do domu.
Na powrocie jakby cieplej i wiaterek tak nie męczył.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
02:22
-
VAVG
14.79km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-9 na starcie. Wschodni, raczej zauważalny, wiaterek. Przez noc trochę podsypało i dziś jazda do pracy miejscami jak po plaży. Większość drogi jednak w błocie śniegowym miejscami tylko rozjeżdżonym do gołego asfaltu. Dziś przez Będzin. Generalnie spokojna droga. Przy dworcu autobusowym w Będzinie stłuczka. Jakaś furgonetka na awaryjnych z rozwalonym prawym przodem stała na wjeździe. Drugiego pojazdu nie widziałem ale też i za bardzo nie było okazji się przyglądać bo nie dość, że ciemno, to jeszcze jezdnia zaprzątała lwią część mojej uwagi ze względu na swój stan. Trzeba było uważać by się nie wpakować na jakiś kawał zmrożonego śniegu. Nauczony doświadczeniem dnia wczorajszego zabrałem dziś zmiotkę. Przydała się na zakończenie jazdy do pozbawienia rowerka sporego narzutu śniego-błota. Ale i tak jak znalazł się w ciepełku to jeszcze niezła kałuża się zrobiła.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą bez kombinowania i zaginania. Kolejno ściana płaczu, molo na P3, bieżnia do Świątyni Grillowania, P4, Preczów, Sarnów. W sumie dziś sporo jeżdżenia w stylu plażowym. Powrót spokojny.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Czas
02:31
-
VAVG
15.10km/h
-
VMAX
31.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-7 na starcie. Po wczorajszej wieczornej przejażdżce myśl o jechaniu na rowerku do pracy była tak natrętna, że się rano zebrałem, spiąłem, zmobilizowałem i pojechałem. Ruszam o 5:44. Pierwszy głębszy wdech i nie mogłem się oprzeć by w myślach sparafrazować pewne znane z filmu powiedzenie: "Uwielbiam zapach soli o poranku" :-) Tym razem dobrze, że drogowcy doprawili jezdnie bo zaczął lekko prószyć śnieżek, który jak się okazało, przy końcu mojej drogi do pracy sprawił, że warstewka puchu była trudna do przeoczenia. Widzę tu zastosowanie dla konserw. Mam nadzieję, że ładnie to rozjeżdżą i zdąży breja spłynąć nim zacznę powrót do domu. Jeśli nie, to będę musiał się przedzierać chodnikami by się nie uflejać po uszy. Generalnie spokojny dojazd do pracy. Tylko niektórzy "kierownicy" konserw jeszcze chyba nie wpadli na to, że jest zima i dość konkretnie pomykali. Niektórzy też ewidentnie nie mają wyobraźni bo jak na warunki zimowe wyprzedzali mnie ze zdecydowanie zbyt małym zapasem wolnej przestrzeni.
Po pracy miałem podjechać pod ścianę płaczu ale się zorientowałem, że nie mam sterownika więc kierunek sam się ustalił na powrót. Jadę sobie standardową trasą pod molo na Pogorii 3 i widzę jak dojeżdża inny rowerkowiec w kamizelce. Od razu powziąłem podejrzenie, że to Mario. I się nie mylę. Dawno się nie widzieliśmy na rowerowych wypadach więc jest o czym porozmawiać tyle, że pogoda średnio sprzyja bo wieje znad zamarzniętego zbiornika. Kilka minut jednak wymieniamy się różnymi newsami. Mario zadowolony bo transplantacja napędu w jego rumaku przebiegła bardzo pomyślnie. Dowiaduję się też o jakich to plastrach rozgrzewających do obuwia wspominał w swoim wpisie. Ciekawy patent ale trochę drogi. Jednak byłby użyteczny na zimę. Może się zdecyduję. Żegnamy się w końcu i Mario w swoją stronę ja w swoją. Bieżnią do Świątyni Grillowania i tam przeskakuję na Pogorię 4 i dalej przez Preczów i Sarnów do domu. Zmieniam konfigurację sakw i robię jeszcze kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Śnieżek sobie popyla delikatnie ale jak tak będzie całą noc, to rano będzie niezła kołderka. Możliwe, że jutro znów zbiorkom a jeżdżenie dopiero wieczorem po powrocie. Termometr na zakończenie jazdy zeznał -9. Trochę dziwne, bo wg prognoz miało się ocieplić.
Kategoria Praca
N
-
DST
13.00km
-
Czas
00:48
-
VAVG
16.25km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zdecydowanie dziś nocnie. Ruszam 22:31. Przez moją wiochę do Sarnowa. Stamtąd do Łagiszy i przez Gródków do domu. Nic ambitnego. Drogi ładnie przyprawione co sprawiło, że dopuściłem się w Łagiszy zawrotnych 33 km/h. Zauważalnie cieplej ale ile nie wiem, bo jakoś nie złożyło mi się pofatygować pod termometr ani na wyjściu, ani na powrocie. Fajnie pusto. Ruch śladowy.






















