Terenowo
-
DST
21.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
11.89km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wstępne plany na dziś były inne ale temat nie został podchwycony bo ludzie albo poumawiani albo niedysponowani. Samemu tematu mi się nie zechciało podjąć i skończyło się na tym, że się wyspałem a potem świetnie bawiłem w terenie.
Dystans i prędkość średnia za dziś podła ale przyczyną tego były miejsca, po jakich jeździłem czyli głównie polne i leśne drogi. Bezdroży też kapeńkę się trafiło. Pod nóż poszły pola Strzyżowic, bezdroża i lasy Rogoźnika oraz Siemoni i ponownie pola, tym razem Góry Siewierskiej. O dziwno niektóre odcinki jechało się lepiej niż latem. Np. kawałek terenowy wzdłuż zbiornika Rogoźnik to piaszczysta droga. Latem trzeba się naszarpać by się przezeń przebić a dziś tylko z wierzchu trochę sypkiego a pod spodem twarde, zmrożone.
Fajnie było się trochę pomęczyć ale rowerek wyglądał potem koszmarnie i na asfaltowych zjazdach błoto leciało na wszystkie strony. W domu pół godziny czyszczenia.
Link do pełnej galerii
Awangardowy kolorek opon.
Wziął się z rogoźnickich bezdroży.

Na Rogoźniku "rybacy". Kto wie? Może to ich ostatnie zdjęcie? Niestety nieostre bo z idioten-kamera tak to bywa, że "ostrzy" się nie na tym co trzeba :-/
Ci sami "rybacy" od strony tamy na zbiorniku.
Tempo miałem spacerowe i często też stawałem pstryknąć foto. Aż sam się zdziwiłem, że na tak nędzną liczbę km-ów tyle ich wyszło.
"Do przeprawy! Marsz!"
Finalnie, jak dałem sobie spokój z terenem, ufajdany rowerek miałem tak :-)
Kategoria Inne
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.56km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3 na starcie. Sucho. Bez wiatru. Dobra widoczność. Start z lekkim poślizgiem o 6:08 ale udało się nadrobić dzięki temu, że cieplej. Na miejsce docieram o czasie i bez przygód po drodze.
Dziś w pracy kolega pokazał mi jak miejsce z powyższego zdjęcia, które sfociłem wczoraj, będzie wyglądało.
Ma wyglądać tak. Czyli jednak rondka nie będzie tylko zmiana organizacji ruchu. Widać też ścieżki rowerowe tylko jak zwykle prowadzące z nikąd do nikąd.
A na razie pozostaje mi znaleźć jakiś objazd tego miejsca na czas, kiedy będzie to wszystko zryte. No i pewnie Dąbrowę Górniczą czekają niezłe korki przez ten czas. Rowerek znów pokaże swoją przewagę w takich warunkach :-)
Powrót zupełnie bez zaginania choć nieco inną niż zwykle trasą. Do Zielonej właściwie standardowo ale stamtąd przez Łagiszę i Sarnów. Zniechęciły mnie do objazdów warunki. Pojawił się zimny wiatr, który sprawił, że odczuwalnie było dużo zimniej niż rano. Do tego jeszcze miejscami coś pokapywało. Tempo spacerowe. Nogi nie chciały za bardzo podawać.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
40.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
20.69km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-1 na starcie i pieruńskie mgły. Obawiałem się, że może być szklanka po wczorajszych opadach ale próby hamowania wypadły nawet nieźle. Mimo tego prędkość raczej spacerowa bo ciągle musiałem przecierać okulary by w ogóle coś widzieć. Droga dość spokojna. Większość kierowców dostosowała prędkość do warunków. Generalnie całkiem przyjemny spacerek na rowerze.
Po pracy pogoda wręcz cudna. Stosunkowo ciepło, ładne słoneczko, minimalny wiaterek. Nic tylko nieco wygiąć powrót. Tak też i czynię. Na początek pod molo na Pogorii 3. Potem bieżnią do "13" i dalej na Piekło. Wzdłuż Pogorii 4 do tamy, wałem na asfalt i przez Preczów i Sarnów do domu. Przy końcu na wiosce jeszcze ciut zaginam by do 40km dociągnąć. Przyjemnie się jechało.
Po drodze trochę zmian w terenie.
Dąbrowa Górnicza. Światła przy skrzyżowaniu ul. Majakowskiego i Al. m. J. Piłsudskiego. Trochę pocięli drzew. Podejrzewam, że mogą chcieć tu rondo zrobić. I chyba nie byłby to taki głupi pomysł bo czasem tu się dziwnie jedzie.
Preczów. Most nad Czarną Przemszą. Wczoraj jak jechałem wieczorem to już był zwężony. Dziś widziałem, że ekipa coś spawarkami operuje. Wygląda jakby remont się odbywał.
Po drodze też trochę połatanych dziur w asfaltach ale tak raczej mało dokładnie i na rowerze bardzo się odczuwa przejazd po tych łatach. Wystają i nie są zbyt precyzyjnie wypełnione. Wyglądają jak prowizorki a nie docelowa naprawa.
Kategoria Praca
Popłakałem się po nocy
-
DST
27.00km
-
Czas
01:25
-
VAVG
19.06km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś urlop na okazję wizyty u dentysty więc i też jeżdżenie nieco inne. Wg prognoz w ciągu dnia miało lać. W związku z tym wykombinowałem sobie, że trzeba z jeżdżeniem zdążyć przed deszczem czyli między 4:00 a 7:00 rano. Próbowałem namówić jeszcze Marcina ale w końcu się nie zdecydował. Kiedy rano zawyła komórka tylko ją wyłączyłem i obróciłem się na drugi bok. Tyle wyszło z porannego jeżdżenia. Potem sprawdziła się prognoza pogody czyli deszcz i później deszcz ze śniegiem. I tak do 15:00. Zanim się spiąłem i ruszyłem zrobiła się 17:20 czyli jeżdżenie nocne.
Trasa mało ambitna, asfaltowa. Psary -> Dąbie -> Twardowice -> Przeczyce -> Wojkowice Kościelne -> Preczów -> Sarnów -> Psary. Tempo też raczej spacerowe.
Aaaa... i jeszcze co do tego popłakania... Nie wiem czy coś dziś było w powietrzu, czy oczy jakoś przemęczone ale całą drogę łzawiły. Jeszcze do tej pory tak nie miałem.
Kategoria Inne
DPOD
-
DST
46.00km
-
Czas
02:20
-
VAVG
19.71km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4. Jak wstawałem było sucho. Około 5:00 spadł deszcz. Na wyjściu posłuchałem co za oknem i cisza. Wdziewam więc tylko stuptuty żeby nie być za bardzo ufajdanym i ruszam. W świetle czołówki widać, że coś jednak kapie. Po 200 metrach dochodzę do wniosku, że trzeba założyć warstwę wodoodporną bo na dłuższym dystansie nawet taki drobny opad przemoczy mnie do gołej skóry, a przy tej temperaturze to żadna przyjemność. Jak się okazało, była to bardzo dobra decyzja. Im dalej od domu, tym bardziej opad się rozpędzał przechodząc w końcu w drobny ale regularny deszczyk. Na finiszu kamizelka totalnie zachlapana. Droga spokojna. Prędkość taka sobie ale musiałem się miarkować żeby w wodoodpornej warstwie się nie zagotować.
Powrót w znacznie lepszych warunkach niż dojazd do pracy. Jezdnie, co prawda, mokre ale nie na tyle, by się uflejać. Temperatura przyzwoita, wiaterek ledwo-ledwo czyli nie pozostaje nic innego jak pozaginać powrót. Na początek standardem pod molo. Bieżnią na Piekło i asfaltem dookoła Pogorii 4 do zjazdu na Kuźnicę Piaskową. Dalej przez Warężyn, Dąbie-Chrobakowe i Malinowice do domu. Kręciłem sobie spokojnie i relaksacyjnie żeby się przewieźć a nie ścigać. Wyszła z tego całkiem przyjemna przejażdżka. Czasem tylko "kierownicy" mogli by się nieco mniej napalać na wyprzedzanie bo robili przy tym raczej dość głupie manewry. Nie wszyscy, oczywiście, ale tych kilku robi złą prasę całej reszcie.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
40.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
20.69km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2. Jezdnie mokre. Jakiś szczątkowy wiatr. Generalnie jechało się całkiem dobrze. Bez większych akcji ze strony "kierowników" choć widać, że niektórych by trzeba na nowo przepytać z przepisów. Coraz jaśniej.
Po pracy na początek pod ścianę płaczu. Niestety pierwsza puściutka. Zmusza mnie to do powrotu do centrum i uderzenie do drugiej. Tym razem sukces choć i tak chyba niedługo wyschnie bo rozdaje już tylko najniższe nominały. Potem przez "dworzec kolejowy" na Zieloną i dalej asfaltem przez Preczów i Sarnów do stomatologa zaklepać wcześniejszą wizytę. Na zakończenie rundka do domu gdzie zostawiam trochę balastu i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Całkiem przyjemnie się dziś kręciło. Niestety nie upały ale i tak przyjemnie.
Kategoria Praca
Spacerowo po pagórkach
-
DST
23.00km
-
Czas
01:05
-
VAVG
21.23km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wczorajszy dzień dał mi nieźle w kość i wyssał sporo sił. Do 14:00 dzień składał mi się głównie ze spania i jedzenia, co w sumie też było jakąś rozrywką :-) Po 14:00 zacząłem się psychicznie nastawiać na rozruszanie kości co zaowocowało w końcu startem prawie o 16:00. Na początek podjazd ze Strzyżowic do Góry Siewierskiej i zwrot na Dąbie. Stamtąd przez Toporowice do Mierzęcic i zwrot w Targoszycach na Sadowie. Za Zawadą kolejny zwrot, tym razem na Twardowice, w których to odbijam na Siemonię. Dociągam do "913" i nią przez Górę Siewierską i Strzyżowice wracam do domu. Na zjeździe spod Ligęzy zaczęło pokapywać. Wychodzi na to, że prognoza z ICM-u się sprawdziła. Korciło mnie, żeby jeszcze zagiąć przez Rogoźnik i Wojkowice ale już w Siemoni odezwało się ssanie i wolałem nie ryzykować, że mi gdzieś po drodze odetnie zasilanie. Ale i tak dziebko się przegoniłem bo na wykonanej trasie jest kilka ładnych pagórków do zwalczenia :-)
Kategoria Inne
Poraj - Ustawka Wojtka
-
DST
142.00km
-
Czas
06:35
-
VAVG
21.57km/h
-
VMAX
56.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jakoś tak w czwartek Wojtek dał mi znać, że szykuje się ustawka na Poraj. Jedynie co mnie interesowało, to gdzie i o której zbiórka :-) Info dostałem i sobota była już rowerowo zaplanowana.
Trochę się grzebałem ze startem i na zbiórkę wpadłem kilka minut po 10:00. Na miejscu był już Wojtek i Grzegorz czyli starzy, ustawkowi wyjadacze. Info było skierowane też do innych ale nikt więcej się nie zjawił więc zwyczajowo odczekawszy jeszcze kilka minut ruszyliśmy. Na początek na Zieloną i dalej pod molo na Pogorii 3. Stamtąd kierujemy się na Ząbkowice. Przy przekraczaniu E75 niewiele brakło a jakiś idiota trafiłby Wojtka. Wjechał ewidentnie na czerwonym i to nieźle rozpędzony. Dobrze, że tradycyjnie nie ufaliśmy "kierownikom" w blachosmrodach bo inaczej byłaby tragedia. Pozostali kierowcy też byli mocno zdziwieni tą akcją. Dalej już bez takich sytuacji. Jedziemy przez Chruszczobród do Zawiercia. Stamtąd plan wstępny zakładał przez Myszków do Poraja ale kiedy dopytałem o powrót i padła odpowiedź, że potem powrót ten kawałek tą samą trasą to zasugerowałem, że może by jednak inną trasą i zrobić kółeczko. Chłopaki pochylili się nad smartfonami i wydumali, że przez Włodowice pojedziemy do Mirowa i potem do Bobolic. Tak też czynimy. Przy zamkach nieco focenia i ruszamy dalej do Niegowej i Żarek. Powoli zaczyna mi się włączać ssanie i zaczynam sygnalizować, że warto by coś zjeść. Przez Ostrów dobijamy do Poraja. Na wjeździe przyuważam gospodę Jaś i Małgosia czy coś w tym stylu. Zajeżdżamy, Grzegorz robi zwiad i decydujemy się zasiąść do obiadu. Każdy zamawia co mu tam fantazja podyktowała. Wszystko wygląda apetycznie i co do mojej porcji, to mogę powiedzieć, że też takie jest. Przydał się ten obiadek w drodze bo powrót to jeszcze kawał drogi. W międzyczasie robi się zachód słońca, którego resztki pstrykamy na zaporze. Potem już generalnie tylko jazda.
Kolejno Koziegłowy, Koziegłówki, Mysłów, Osiek, Pińczyce i prosto do Siewierza. Na rynku chwila przerwy. Wojtek robi sesję łącznościową, Grzesiek wykańcza resztę herbaty z termosu a ja pstrykam kilka foto. Stamtąd jedziemy na Pogorię 4 ale omijamy szlak rowerowy obawiając się, że przy tych warunkach może być rozmiękły i rzeźbimy asfaltami. Na asfalcie wzdłuż Pogorii 4 pustki. Dociągamy do RZGW i tam się żegnam z chłopakami. Oni cisną do Będzina a ja prosto przez Preczów i Sarnów do domu. O mało co kilometr od domu nie rozjeżdżam jakiegoś gamonia, który nagle zdecydował się przejść na drugą stronę nawet się nie rozglądając. Na dodatek szedł wzdłuż ulicy nie po chodniku. Coś tam chyba mu się z gęby wyrwało ale że koło niego śmignąłem raczej wartko nie dosłyszałem i niespecjalnie mi na tym zależało. Chciałem już dobić do domu i ogrzać się oraz złapać za zimnego radlerka :-)
Dzisiejszy dzień bardzo pięknie zużyty. Mnóstwo konkretnego jeżdżenia w świetnym towarzystwie i w ciekawe miejsca. Do tego dopisała pogoda. Praktycznie cały dzień słoneczko ładnie operowało.
Wojtek, dzięki za info i zaproszenie do wspólnego jeżdżenia.
Jutro jakieś małe regeneracyjne 30km.
Galeria FERU z naszego wyjazdu
Link do mojej pełnej galerii
Na zamarzniętej Pogorii 3 ludzie łowią ryby. Z dzieckiem. Mam wrażenie, że niezbyt to rozsądne.
Za Zawierciem dochodzę do wniosku, że my jednak nie jesteśmy hardcorami jeżdżąc na rowerkach w lutym. Siedzieli tam dość długo.
Tu by się mandat chyba należał.
Po drodze zatrzymujemy się przy cmentarzu z okresu pierwszej wojny światowej w Kotowicach.
Gdzie też udaje mi się sfocić "zięcioła" ;-)
Ekologiczny stojak na rower produkcji Grzegorza.
Wygląda na to, że Mirów niedługo może skończyć podobnie jak Bobolice.
A Bobolice wyglądają tak.
Przystajemy na chwilę przed Żarkami gdzie focę czary czynione przez słoneczko.
Resztki zachodu słońca nad Porajem.
I my tamże. Miało być my i zachód słońca nad Porajem ale Feru pokazał "ok" i zachód poszedł się...
Nie mogłem się oprzeć by zrobić foto. Mocna deklaracja ;-)
Koziegłówki już po ciemq.
Siewierz.
Feru i jego "latarnie".
"W locie" na Pogorii 4.
Moje podsumowanie dzisiejszego dnia po lądowaniu.
Kategoria Jednodniowe
DPOD
-
DST
52.00km
-
Czas
02:36
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-1 na starcie. Wiaterku nie odczuwałem ale na koniec jazdy ujawnił się jednak. Drogi trochę niepewne. Miejscami wyglądały jak mokre, miejscami widać było szron. Na szczęście nie było potrzeby gwałtownego hamowania a próba przy domu wypadła raczej pozytywnie. Dziś przez Będzin. Jazda spokojna i przyjemna.
Pogoda dziś znów dopisała po południu więc powrót nieco pozaginany. Na początek standardową trasą pod molo na Pogorii 3. Bieżnią do zjazdu obok "13" i na Piekło. Potem asfaltem dookoła Pogorii 4. Z Wojkowic Kościelnych przez Toporowice, Dąbie, Goląszę Dolną, Brzękowice Dolne i Strzyżowice do domu. Po drodze tylko mały wjazd do dentystów umówić się na wizytę.
Dziś miałem okazję przekonać się, że wariaci za kierownicą są też i wśród Policjantów. Przykre to, bo oni powinni dawać przykład jak się jeździ spokojnie i bezpiecznie. Tymczasem wyprzedzali mnie conajmniej agresywnie jeśli nie wręcz niebezpiecznie. Dodam, że nie jechali na sygnale.
Poza tym spokojny i przyjemny powrót z pracy. Trochę wiało z kierunku zachodniego ale na młynkach spokojnie dawało się ten wiaterek przebić. Miejscami udawało mi się nawet ciągnąć 24km/h pod te podmuchy. Ale tylko na płaskim. Pod górkę już tempo spacerowe. Za to jak jechałem z wiatry w plecy to wręcz wydawało się, że jest przyjemnie ciepło.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
44.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1. Nie do końca chciało mi się wierzyć, że aż tyle zeznaje termometr. Jednak na wyjściu faktycznie dość ciepło. Pierwsza próba hamowania przed domem wypada pozytywnie. Jednak dalej były miejsca, gdzie jezdnia była na całych połaciach oszroniona i to zapaliło mi lampkę ostrzegawczą, że z hamulcami trzeba ostrożnie. Dziś przez Dąbrowę Górniczą. Jechało mi się bardzo dobrze. Jest już zauważalnie jaśniej. Większość drogi bez wspomagania czołówką. Spokojny dojazd do pracy.
Pogoda coraz bardziej dopisuje. Na wyjeździe (około 15:30), piękne słoneczko, niezbyt namolny wiatr i całkiem ok temperatura. Ruszam w stronę Plejady. Dalej obok "Żylety" w stronę Czeladzi, skąd dalej do Wojkowic, Strzyżowic i do domu. Całkiem fajnie się kręciło. Prędkości jeszcze nie te, nogi jeszcze nie podają jakby mogły ale różnica jest zauważalna i zdecydowanie na "+". No i jeszcze jedna pozytywna sprawa: powrót za jasności a tu prawie 17:00.
Kategoria Praca






















