DPOD
-
DST
69.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
03:24
-
VAVG
20.29km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Termicznie rześko. Mimo tego występuję dziś "na krótko". Start tak na granicy spokojnej jazdy - 6:14. Jedzie się bardzo dobrze choć trochę po przedramionach chłodno. Dziś kilku rajdowców. Jeden już na wyjeździe z domu. Generalnie jednak stosunkowo spokojny przejazd. Nie stoję na "dworcu" w D. G. Na hotelu nie zauważyłem jakichś drastycznych postępów ale foto robię. Na miejscu z zapasem 5 min.
Po pracy miałem już dziś resztę dnia zaplanowaną na sprawy klubowe. Rano słoneczko a po południu dywan chmur. Ale na szczęście takie, co to raczej deszczu nie powinny dać. Skończyło się też na kilku niegroźnych kroplach około 17:00 i potem przed 20:00. Po pracy bez gięcia przemycam się na Niwkę pod stadion. Tam czekam na resztę umówionej ekipy. Pierwszy zjawia się Maciek. Przy rozmowie zastaje nas niedługo później Darek. Prezes zjawia się na samym końcu. Chwilę rozmawiamy i potem zabieramy się za robotę czyli objazd finalny trasy na sobotnie eskortowanie. Sprawa idzie tym razem sprawnie i szybko. Około 17:30 jesteśmy na Środuli gdzie Maciek robi Prezesowy 2:0 w piłkarzyki. Potem ruszamy w kupie podciągnąć Darka na jakąś sensowną drogę do Mysłowic. Pożegnawszy się z nim na Ludwiku we trzech przebijamy się pod kwaterę Maćka, gdzie okupujemy ławeczkę na skwerku wspominając, planując i świętując Maćkowe urodziny. Kiedy robi się już szarówka żegnamy się z jubilatem i z Prezesem przebijamy się na ścieżkę zaczynającą się przy kościele na Pogoni. Tąże kręcimy do Będzina. Na wysokości cmentarza nadziewamy się na klubowego kolegę Krzyśka z jego towarzyszem kręcenia. Oczywiście temat koszulek, który to już od maja nie może się urodzić. Jeszcze trochę i Prezesowi się od Krzyśka dostanie po uszach za to ;-p Że pora już ciemna a warunki mało sprzyjające do debat szybko się żegnamy i kręcimy do Będzina a chłopaki do Sosnowca. Z Prezesem kończę wspólne jeżdżenie przy przejściu podziemny pod Al. Kołłątaja. On odbija gdzieś na kierunek Dąbrowy Górniczej a ja na Łagiszę i dalej przez Sarnów do domu. Po drodze posiłkuję się autobusem linii "125", za którym to podciągam się kilka przystanków zyskując nieco na dziennej średniej i czasie przelotu powrotnego. Rowerowo udany dzień. Towarzysko takoż. Szkoda tylko trochę, że taki krótki. W domu jestem już za całkowitych ciemności. Plus taki, że całkiem ciepło. Całą drogę powrotną odprawiłem na krótko i było bardzo przyjemnie. Zupełnie nie to co rano.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
22.94km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start 6:12. Chyba cieplej niż wczoraj ale głowy nie dam, bo może to wrażenie wynikające z faktu założenia kurtki. Jednak może być coś na rzeczy bo nogi dobrze przyjęły warunki pracy i podawały ładnie. Po drodze jeden postój na kilka szybkich foto wschodzącego słońca. Potem jeszcze jeden na foto hotelu (znów mu okien przybyło). Wcześniej chwila spowolnienia na szlabanie przy "dworcu" w D. G. Było też trochę stania na światłach. Mam wrażenie, że dziś ruch na drogach jakby większy i nieco bardziej nerwowy. Na rondzie na Zielonej znów dmuchanie. Tym razem mi nie kazali. Na miejscu z zapasem kilku minut.
Po pracy tak sobie termicznie. Ani zimno, ani ciepło. Jadę na krótko. Dziś trochę inaczej gnę powrót by odrobinę złamać rutynę. Na początek w stronę Mecu. Dalej w stronę Górki Środulskiej i Plejady. Stamtąd na początek ścieżki obok kościoła na Pogoni. Ścieżką do Będzina. Tamże spotykam Mariusza, z którym dłuższa chwila schodzi nam na gadce o tematach różnorakich. Po pożegnaniu ruszam dalej w stronę Nerki i przez Zamkowe na ścieżkę do Grodźca. Tu robię sobie zjazd do Biedronki i ponownie wbijam na ścieżkę do Wojkowic. Kawałkiem terenu wybijam na prostą do domu. Kręcenie niezbyt intensywne daje i tak nienajgorszą średnią. W sumie przyjemny powrót do domu pomimo wiszącego nad głową dywanu chmur i lekkiemu wiaterkowi.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
64.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
03:10
-
VAVG
20.21km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
No i się wkurzyłem. Kolejny raz mi przy edytowaniu wpis zeżarło, całą zawartość łącznie z linkami do zdjęć. Zostają więc tylko dane co do kilometrażu bo mi się już nie chce 2x tego samego klepać.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
48.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
24.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Termicznie chyba nieznacznie lepiej niż wczoraj ale znów nie zerknąłem na termometr więc ile dokładnie było, nie wiem. Nogi jednak o wiele lepiej przyjęły warunki pracy i podawały całkiem dobrze. Pochmurno, bezwietrznie. Dziś dzień dziecka czyli full-em do pracy. Start trochę grzebany wypadł o 6:11. U mnie jezdnie były mokre i nawet kilka kropelek mnie dosięgnęło. Dalej różnie. Trochę mokrych asfaltów, trochę suchych. Punkty kontrolne zaliczone wcześniej niż zwykle. W Łagiszy 2 jełopy wyprzedzające dużo za blisko. Hotel dorobił się kolejnych okien więc jest postęp prac. Na miejscu ze sporym zapasem czasu.
W pracy szybki serwis. Wymiana klocków w hamulcu na przodzie. 5,6k zrobiły i już zaczynały piszczeć przy hamowaniu. Po zdemontowaniu widać, że już pora była by je wymienić. No i klamki nie muszę już tak mocno ściągać. Przy okazji dobiłem trochę luftu do kółek.
Po pracy na próbę startuję "na krótko". Termicznie dupy nie urywa ale też nie jest jakoś specjalnie zimno. Pojawił się też zauważalny wiaterek. Dla odmiany przerzedziły się chmury i słoneczko dzielnie przez nie przebija. W sumie nawet przyjemnie. Dość dobrze i stosunkowo szybko mi się jechało dziś powrót. Na początek przez centrum Zagórza, Mortimer i Reden na bieżnię. Tąże porzucam w okolicach Świątyni Grillowania i jadę w stronę Preczowa. Jednak pogoda skusiła mnie do wygięcia powrotu i pomimo wiatru dość energicznie pokręciłem asfaltem wzdłuż Pogorii 4 do Wojkowic Kościelnych. Miałem nadzieję, że będą króliczki ale okazało się, że wszyscy jechali spacerowo i na młynkach, ze sporym zapasem biegów bez problemu zostawiłem ich z tyłu. Może pora za wczesna na bardziej wyjeżdżonych zawodników. Z Wojkowic bez gięcia na Marcinków, Przeczyce, Twardowice i Dąbie. Dalej Goląsza Dolna, Brzękowice Dolne, Strzyżowice i do domu z minimalnym zagięciem do najbliższego sklepu.
Zastanawiała mnie na powrocie akcja, która się w okolicy toczyła. W Dąbrowie Górniczej na Starocmentarnej Policja. Potem u mnie na skrzyżowaniu z "913" też Policja. Jakaś grubsza akcja?
Kategoria Serwis, KlockiT, Praca
DPOD
-
DST
52.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:53
-
VAVG
18.03km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś jeszcze bardziej rześko niż wczoraj ale nie sprawdzałem wskazań termometru. Wyszedłem na moment na zewnątrz i stwierdziłem, że da się jeszcze jechać w krótkich spodenkach. W trakcie lotu okazało się, że dać się da ale żadna to przyjemność i na finiszu kolana nieco zmarznięte. Start 6:09 więc kręcenie bez ciśnienia. Dziś o wiele spokojniej niż wczoraj. Na Zielonej dmuchanie. Tym razem się załapałem. Na "dworcu" przejeżdżam bez stania. Foto hotelu ujawnia, że prace postępują. Przybyły kolejne wstawione okna. Reszta drogi spranie i spokojnie. Na miejscu z zapasem 3 min. Jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie się przerzucić na długie spodnie :-/ Definitywnie lato poległo.
Po pracy nieco cieplej ale i wietrznie. Ruszam na krótko ale kilkaset metrów dalej staję i wdziewam jednak kurtkę. Aż tak ciepło nie jest. Bez napinek kręcę sobie przez Mortimer i Reden pod molo na Pogorii 3. Tłumów nie ma. Skręcam na bieżnię w stronę Świątyni Grillowania i zaraz zauważamy się z Andrzejem. Powitania i oczywiście rowerowe opowieści. Dawno razem nie jechaliśmy i trochę się uzbierało. W międzyczasie od strony Świątyni nadciąga Mariusz i dołącza do opowieści wzajemnych. Długo nie trzeba było czekać, by do niespodziewanego zlotu dołączył jeszcze Rafał. Troszkę nam zeszło na wymianie wspominek i nowinek. Chyba gdzieś z godzina uciekła. Andrzej w końcu zwija się w swoją stronę. Rafał wspomniał coś, że chyba objedzie lotnisko. Ja odprowadzam Mariusza do Będzina. Przez Zieloną i wzdłuż Przemszy docieramy tamże. Że dobrze się kręci i gada to ścieżką wzdłuż Małobądzkiej kręcimy do Sosnowca i dalej do Czeladzi (teraz to Mariusz odprowadza mnie kawałek). Żegnamy się w locie i już solo kręcę do centrum Czeladzi i potem dalej do Wojkowic. Stąd skrót terenem i prosta do domu. Na ostatnim kilometrze rozkręca się drobny deszczyk z chmur, które od jakiegoś już czasu gromadziły się nad okolicą. Jesień :-/ Taki mamy klimat...
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
39.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:11
-
VAVG
17.86km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie spojrzałem na termometr. ICM wieszczył w okolicach +10. Odczuwalnie może było nawet ciut więcej. Nogi, w każdym bądź razie, przyjęły warunki całkiem nieźle. Start 6:09. Już na pierwszym kilometrze objawia się "kierownik". Koniecznie musiał mnie wyprzedzić przed nadjeżdżającymi dwoma samochodami i przy tej okazji skrócił manewr zjeżdżając przede mnie dość blisko. Kolejny taki trafia się na Zielonej. Ten jest lepszy bo dokłada jeszcze wyprzedzanie na łuku w prawo. Oczywiście przed nadjeżdżającymi samochodami. Prawie mnie zepchnął do kałuży. Niewiele dalej, bo na końcu ul. Robotniczej kolejny niewydarzony "kierownik" na ostatnich metrach przed skrętem w prawo jeszcze wciska się przede mnie. Dziś poranek jełopów na drodze. Poza tym przejazd spokojny i niezbyt spieszny. Na miejscu z zapasem 3 minut.
Po pracy pogoda wyglądała lepiej niż rano ale tylko o tyle, że było mniej chmur a więcej słońca. Wiatr, który rano pomagał, na powrocie przyszło mi zwalczać. W związku z tym kręcenie raczej niezbyt spieszne i z wykorzystaniem terenu do osłony przed podmuchami. Powrót przez Mec, Środulę do Starego Będzina i dalej ścieżką do Nerki. Potem Zamkowe, ścieżka do Grodźca i zjazd asfaltem pod Biedronkę, gdzie znów wbijam na ścieżkę tym razem do Wojkowic. Fajnie by było, gdyby w końcu z tego zrobił się jakiś nieprzerwany ciąg zdarzeń bo torowisko tramwajowe, po którym teraz ścieżka biegnie, było przecież ciągiem. Może i byłoby trochę naokoło ale przynajmniej człowiek nie miałby czkawki albo zwidów na widok pojawiam-się-i-znikam-ścieżki-rowerowej. W Wojkowicach obok Orlenu niejakie postępy choć do końca robót chyba jeszcze trochę będzie trzeba poczekać. Zrywają teraz klinkier ukryty pod asfaltem na wysokości wiaduktu kolejowego i ruch tamtędy był przyblokowany i skierowany na objazd. Na szczęście rowerkiem myknąć między paletami z kostką to nie problem. Kawałek terenu i znów jestem na asfalcie. Prosta do domu. Tu zrzut czarnych sakw, chwila dłuższa przerwy i jeszcze standardowe zagięcie z sakwami czerwonymi do wsiowego Lewiatana. Na powrocie z zakupami piękny widok zachodu słońca. Cudne kolorki. Niestety bez foto bo i telefon, i aparat zostawiłem w domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
19.81km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+13. O 4:00 obudził mnie dość intensywny szum deszczu. Prognoza zresztą obiecywała, że będzie rano dość mokro. Psychicznie byłem przygotowany na to, że do pracy dotrę zlany do gołej skóry. Jednak do godziny startu nieco się uspokaja i o 6:03 już tylko drobny deszczyk, który wraz z ubywającymi kilometrami zamieniał się w coraz słabsze kapanie by w końcu ustać. Tempo dziś raczej spokojne by się nie zagotować w polarowej kurtce i nie zbierać bryzgów spod przedniego koła. Przejazd raczej spokojny choć hałasujące na mokrym asfalcie opony samochodów sprawiały wrażenie, że wyprzedzają raczej za blisko. Dziś nie focę hotelu bo nie widzę zauważalnych zmian a aparat zakopany w sakwie. Po prostu mi się nie chciało. Na miejsce docieram z zapasem kilku minut z lekko tylko zmoczonymi kapciami do chodzenia po wodzie. Ogólnie przejazd całkiem przyjemny.
ICM-owe prognozy z wczoraj się nie do końca sprawdziły. Miało zaraz po moim przyjeździe do pracy rozpadać się na dobre a tymczasem tylko nieco pokropiło i potem zrobił się całkiem ładny dzień. Co prawda bez upałów ale ze znośnym (choć przeciwnym) wiatrem i całkiem sporą dawką słońca. Kręcę powrót zupełnie na luzie i bez gięcia. Kolejno centrum Zagórza, Mortimer, Reden, molo na Pogorii 3 bieżnią do Świątyni Grillowania, dzikim przejściem przez tory na Pogorię 4 i przez Preczów i Sarnów do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:29
-
VAVG
23.60km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
+13. Trochę chmurek. Wiatr jeśli był, to nieprzeszkadzający. Start 6:08. W związku z tym, że jest zapas czasu kręcę raczej niezbyt intensywnie, zgodnie z rytmem narzucanym przez teren. Przejazd generalnie prawie spokojny. Po drodze usiłowałem sfocić wschód słońca ale się spóźniłem o kilkanaście sekund i nie wyszło to co chciałem. Potem foto hotelu. Na miejscu z zapasem 11 min.
Po pracy zrobił się całkiem ładny dzionek. Już nie upalnie ale jeszcze przyjemnie. Lekki wiaterek. Wertepkami przemycam się do Dąbrowy Górniczej. Mały stop przy ścianie płaczu i potem sprawny przejazd pod molo na Pogorii 3. Aż dziw jak tam teraz pusto. Bieżnią przemieszczam się w stronę Świątyni Grillowania i dzikim przejściem przez tory dalej na Pogorię 4. Stamtąd do Preczowa i przez Sarnów do domu z krótkim stopem u weterynarza. Bardzo przyjemnie się dziś kręciło powrót. Mam też wrażenie, że dość szybko.
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
22.11km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
+19. Przed wyjściem spoglądam za okno. Wizja wykazuje chmury a na horyzoncie coś, co może być opadami. U mnie na razie nic nie widzę. Wieje. Wyciągając Rzeźnika stwierdzam, że u mnie też jednak pada. Drobny deszczyk nieco intensywniejszy niż mżawka ale jeszcze nie kapuśniaczek. Na szczęście wiatr był w plecy i woda z nieba nie zacinała w gębę za bardzo. Start o 6:09. Cały przejazd bardzo przyjemny i sprawny. Trochę irytowało mnie, że rowerzyści bez światełek dziś śmigali. Przez mokre okulary tak średnio ich było widać z daleka. Po drodze robię postój na foto hotelu choć znów optycznie nic się w nim nie zmienia zauważalnie. Na finiszu ze sporym zapasem czasu i nieznacznie nasiąknięty wodą.
W ciągu dnia ICM odwołał deszcze i faktycznie zrobiło się całkiem przyjemnie. Temperatura co prawda spadła ale nie aż tak, żeby nie dało się jechać na krótko (choć polarowa kurtka i kapcie do chodzenia w wodzie profilaktycznie podróżowały w plecaku). Na niebie chmurki ale gdzieniegdzie udawało się na moment przedrzeć słoneczku. Wiaterek zauważalny, nieprzeszkadzający. Powrót pokręciłem sobie spokojnie, zgodnie z rytmem terenu. Gdzie rower sam leciał to go nie hamowałem, gdzie trzeba było pokręcić to na spokojnie by się zbytnie nie ekscytować. Wracam przez Mec, Środulę, Stary Będzin. Naprzeciw Biedronki, przy Stadionie rozłożony cyrk. Moją uwagę zwróciło coś, co wyglądało jak jakowyś smok, jaszczur czy inna tego typu bestyja. Chyba namiot w tym kształcie. Przebiwszy się na Zamkowe kręcę na ścieżkę do Grodźca. Tu znów zabawy z logo Będzina. Tym razem zamalowane na czarno również to poprawne logo. Trochę nonsensowna zabawa ale skoro kogoś to raduje... Z Grodźca zjeżdżam pod szkołę w Gródkowie i jadę dalej prosto aż za tory. Odrobinę klucząc przebijam się na kilnkierówkę pod OSP w Psarach i resztę asfaltem do domu. Bardzo przyjemne kręcenie powrotne. Trochę mnie tylko 2x zirytowali kierownicy. Sygnalizuję skręt w lewo a oni i tak mnie wyprzedzają. Dobrze, że się oglądałem bo pewnie któryś by mnie w końcu wziął na maskę.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
21.35km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+15. Czyściutkie niebo. Bez podmuchów. Bajkowe warunki do jazdy. Dziś udaje mi się wygrzebać wcześniej i start następuje o 6:09. Jedzie się bardzo dobrze. Ponieważ GPS już przy wyjmowaniu rowerka z garażu zaliczył wpadkę przewieszam go na smyczkach obok aparatu i telefonu. To z kolei sprawia, że nie mam na bieżąco wglądu w parametry przejazdu (czas, prędkość) więc jadę na wyczucie. Tylko na spokojniejszych odcinkach czasem zerkam na odczyty biorąc Garmina w łapę. Trochę to uciążliwe ale pozwala mi się zorientować w sytuacji i ocenić, że przelot odbywa się zgodnie z harmonogramem. Nie jest źle. Niezależnie od tego którym rowerkiem jadę do pracy czasy przejazdu różnią się bardzo niewiele. Z postojów to tylko foto hotelu i jedne światła. Na miejscu ze sporym zapasem czasu - 7 min.
Po pracy przyjemne ciepełko jednak znów nie mam za bardzo czasu na zaginanie. Na początek kręcę przez rondo w centrum Zagórza pod Makro i dalej do "Liroja Merlina". Stamtąd przez światła na Środuli do Starego Będzina i dalej do serwisu. Miałem zostawić Srebrną Strzałę na zmianę gripów na manetki ale się okazało, że jutro są czynni ostatni dzień i potem 2 tygodnie urlopu więc odpuszczam serwis na ostatnią chwilę. Przyjadę Strzałą pod koniec miesiąca i na spokojnie zlecę wymianę. Bez gięcia przebijam się na kierunek Łagiszy i dalej przez Sarnów wracam do domu. Bardzo przyjemne kręcenie powrotne. Chyba będę częściej też Strzałę zaprzęgał do jazdy do pracy. Jedzie się inaczej ale też dobrze.
Kategoria GPS-, Praca






















