Nadmiar O2 jest toksyczny
-
DST
176.00km
-
Teren
80.00km
-
Czas
09:40
-
VAVG
18.21km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś tylko liczby z ustawki. Jutro opis, foto i mapka.
Edit dnia następnego.
Plan na sobotę był taki by pojechać Leśno Rajze w drugą stronę niż 03.04.2016 r. Prognozy na sobotę były takie sobie i zwoływaliśmy się zastrzegając, że w przypadku opadów odpuścimy albo przynajmniej skrócimy trasę. Zbiórka w Sosnowcu o 7:15. Rano za oknem +12, dywan chmur i watr ale jest sucho. Ruszam nieco później niż planowałem - 6:40. Ubrany na krótko nieco zdziwiony przypatruję się ludziom po drodze bo poubierani jakby zimno było. Sam rozgrzany dynamiczną jazdą nie zwracam uwagi na warunki. Jedynym zmartwieniem jest to by się nie spóźnić. Udaje się przebić szybko przez Będzin (dzień targowy) i na czas dotrzeć do Sosnowca. W sumie zbiera się nas 7 osób: Maciek, Dominik, Michał, Przemek, Mariusz, Paweł i ja. Ruszamy na początek pod przewodnictwem Maćka do Czeladzi. Przemyca nas jakimiś ukrytymi ścieżkami na Piaski. Na światłach na "94" przejmuję prowadzenie i ciągnę ekipę przez Przełajkę, do Wojkowic i dalej do Dobieszowic i Świerklańca. Przy Biedronce robimy mały postój karmieniowy. Załatwiwszy paszę ruszamy na szlak zielony Leśnej Rajzy. Chechło mijamy asfaltem i jedziemy w stronę Miasteczka Śląskiego za którym na dobre wbijamy w lasy. Jedziemy po śladzie na GPS-ie więc nie ma problemu z nawigacją i niespecjalnie zwracamy uwagę na znaki, które miejscami są nieco mylące. W kilku miejscach szlak sobie ścinamy nieznacznie. Z każdym kilometrem poprawia nam się też pogoda. Temperatura, co prawda, nie rośnie ale za to chmurki robią się coraz mniejsze i gdzieś około 11:00 świeci już ładne słoneczko. Jedzie się bardzo przyjemnie. Warunki terenowe często się zmieniają. Po drodze udało nam się doświadczyć ładnych, leśnych duktów, piasku, błota, wrednych kamieni. Była przeprawa przez mały strumyczek. Ogólnie bardzo fajna jazda. W okolicach 14:00 docieramy do Koszęcina i w sprawdzonej restauracji zjadamy obiadek nieco regenerując siły. Ponownie na koła wsiadamy po 15:00 i jedziemy zrobić foto pamiątkowe przy fortepianie. Potem wracamy na szlak. Tu po kilkuset metrach robię sobie glebę na zeschniętej koleinie. Ryję dziobem w piasek ale poza tym bez większych strat: siniak na kolanie i lekko stłuczona lewa dłoń. Można jechać dalej. Kręcimy szlakiem LR do Woźnik. Poprzednim razem ominęliśmy ten kawałek. Przed Woźnikami szlak został wysypany dolomitem. Jeszcze to nie osiadło i jedzie się bardzo nieprzyjemnie. Wyjeżdżamy z lasu wprost na budowę węzła autostrady A1. Dziś tu pusto więc nie ma problemu z przedostaniem się pod drewniany kościółek i dalej do centrum miasta. Nie zatrzymujemy się jednak tylko wspinamy na górkę leżącą na drodze do Cynkowa. Tu długi zjazd świetnej jakości asfaltem. Udaje się nieco podkręcić tempo na kilka km. Za Cynkowem wbijamy do lasu w stronę Strąkowa skąd kierujemy się na Dziewki i dalej do Siewierza. Postoje są już teraz krótkie i tylko jak trzeba coś wypić czy zjeść. Grubo ponad setka w nogach, lekko zmoczeni w lasach przed Mokrusem chcemy dotrzeć do domu. W Siewierzu wbijamy na szlak i ciągniemy nim w stronę Wojkowic Kościelnych i Pogorii 4. Wzdłuż zbiornika jedziemy razem aż do Marianek (po drodze zawracając Krzyśka). Tu żegnam się z chłopakami, którzy w grupie jadą dalej w stronę Sosnowca. Solo wracam przez Preczów i Sarnów do domu. Ten odcinek cały czas pod mało przyjemny, zimny wiatr. Po drodze trochę technicznych problemów. Jeszcze w Czeladzi Mariusz nabiera podejrzenia, że ma kapcia. Przegląd jednak nic nie wykazuje. Faktycznego kapcia zalicza gdzieś w lesie Przemek. Jest okazja do postoju. Przy okazji Dominik bada sprawę swojego hamulca, który raz to pobrzękuje tarczą, raz nią trze. Ostatecznie za którymś podejściem udaje mu się wyregulować wszystko jak należy. U siebie stwierdziłem znów urwaną szprychę na tylnym kole. Gdzieś po drodze usłyszałem niepokojący brzdęk ale myślałem, że to jakiś kawałek gałęzi gdzieś w koło walnął. Dopiero później na postoju, podczas czyszczenia kółka przerzutki zauważam, że szprycha jest urwana przy piaście. Wykręcam uszkodzony drut. Mimo tego defektu jedzie się dobrze. Koło bije na boki ale nie zrobiło się jajowate więc nie rzuca rowerem. Defekty dziś z kategorii nieeliminujących z jazdy. W sumie wyszedł kawałek porządnego jeżdżenia w zgranej ekipie. Dobrze, że jest niedziela na regenerację :-)
Co do tytułowej toksyczności... Trzeba uważać żeby nie przegiąć z jazdą po lesie bo można przedawkować O2. Zwłaszcza miastowych się to tyczy. Chłopakom ewidentnie szkodził taki poziom tlenu w atmosferze bo wesoło im było nawet jak deszcz zacinał w gębę. Dowcip tak im się wyostrzył na świeżym powietrzu, że trzeba było uważać na ostre krawędzie każdego słowa ;-)
Link do pełnej galerii
Kategoria Jednodniowe, Szprycha
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
21.70km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przed 6:00 +11. Wiaterek zauważalny ze wschodu. Trochę chmurek i przebijające się słoneczko. Dziś mi się bardzo dobrze spało i do tego rozsypała mi się nieco procedura przedstartowa czego efektem był lekko opóźniony start - 6:15. Próbuję nieco podgonić i na dwóch punktach kontrolnych (światła na "86" i most na Czarnej Przemszy przed Zieloną) jestem z krótszym czasem przejazdu niż zwykle choć i tak nieco opóźniony. Jednak w granicach gwarantujących dojazd na czas. Od Dąbrowy Górniczej nieco już spokojniej. Ostatecznie na miejscu jestem z zapasem 4 min. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Dziś powrót bez zaginania bo jak jutro wypali, to sobie odbiję. Droga powrotna pod dywanem chmur i miejscami z jakimś drobnym, wręcz śmiesznym, pokropywaniem. Jest też chłodniej niż wczoraj i trochę wieje ale da się jechać "na krótko". Nie mam dziś weny na przepychanki z samochodami więc do Dąbrowy Górniczej przemycam się terenem przez las zagórski. Potem kawałek do mola na Pogorii 3 asfaltami. Stamtąd na Zieloną i na czarny szlak do Łagiszy. Terenem ciągnę aż do ul. Łąkowej i wybywam na asfalt dopiero niedaleko Prodła. Jakieś 2 ostatnie km asfaltem do domu. Dziś kręcenie powrotne bez ciśnienia, na spokojnie ile teren pozwalał a nogi miały chęci.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
24.21km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 6:00 +10. Słonecznie. Lekki podmuch. Bezchmurne niebo. Ruszam 6:10. Kręci się bardzo dobrze. Jest przyjemnie. Pomimo stania wszystkich świateł punkty kontrolne pozaliczane minimalnie przed czasem. Na światłach na Mortimerze ustawia się za mną rowerzysta. Obok stacji zjeżdżam na ścieżkę a on ciągnie asfaltem. Gdzieś tak do wylotu ul. Pięknej był przede mną ale mimo tego, że ścieżka jest garbata to jednak na Rzeźniku bez problemu udaje mi się rozpędzić tak, że wychodzę na prowadzenie. Gdyby nie to, że on leci dalej w stronę Mec-u to może bym się z nim pościgał. Co prawda czasu miałem nieco w zapasie ale jakoś tak skojarzyłem fakt jak już skręcałem w ul. Szymanowskiego. Cóż... Może następnym razem :-) Z kolei na ul. Szymanowskiego jakiś duży ruch dzisiaj. Na wylocie przy ul. Lenartowicza sznurek samochodów usiłujących skręcić w stronę trasy. Czyżby jakiś zator w okolicach Mec-u? Na miejscu z zapasem 10 min.
Powrót z pracy dziś zaginam w inną stronę. Ruszam na Kazimierz. Od trasy ciągnie sznurek samochodów. Na szczęście rowerkiem da się tak pojechać, że nie przejmuję się tym tłumem. Przebijam się sprawnie dalej w stronę Gołonoga czyniąc tam jedną małą, acz przydatną eksplorację. Potem cisnę na terenowy skrót wzdłuż torów przy Pogorii 1 i wybywam nim na Piekle. Stąd bez gięcia przez Preczów i Sarnów do domu. Bardzo dobrze mi się jechało powrót. Ładne, równe tempo. Na kontrolnym podjeździe pod gimnazjum w Psarach prędkość nie spadała poniżej 27km/h. Przy podłym dniu to potrafię się tam wlec 13km/h. Podjazd nie jest specjalnie stromy i długi ale potrafi zredukować prędkość. Jeśli mi się udaje jej nie stracić tzn., że nogi podają rewelacyjnie. Na miejscu jestem niewiele później niż zwykle pomimo nieco dłuższego powrotu. Już niewiele brakuje do moich ulubionych temperatur. Niestety ICM wieszczy spadek na weekend :-/ Szkoda bo w planach jest Leśno Rajza w odwrotną stronę a w prognozie tymczasem stoi, że może nawet popadać.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
39.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
21.47km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4 przed 6:00. Lekkie mgły na polach, trochę wysokich chmurek, raczej bez wiatru. Ruszam o 6:09. Jedzie się całkiem dobrze. Punkty pośrednie pozaliczane w standardowym czasie. Dziś jadę przez Łagiszę. Stoję wszystkie światła. Bez focenia. Bez sensacji. Na miejscu z zapasem kilku minut.
Popołudnia coraz przyjemniejsze. Jest cieplej niż wczoraj. Trochę wiaterku, trochę chmurek. Miło. Powrót dziś planowo wyszedł przez Decathlon w Sosnowcu. Z zakupami jadę Sokolską do Będzina gdzie zaliczam małego dzwona z lawetą. Na światłach na Al. Kołłątaja przy wiadukcie nad torami kolejowymi ustawiam się za lawetą. Robi się zielone. Laweta stoi a ja czekam aż ruszy. W końcu rusza. Deptam mocno na pedały a ten gamoń przede mną hamuje. Na 1,5m ciężko się nagle zatrzymać. Z wrażenia ściskam klamkę od przedniego hamulca tak uczciwie, że mi tylne koło leci do góry a siodełko wali w plecak. Przednim kołem odbijam się od zadka samochodu. Jakimś cudem udało mi się ustać na nogach ale obróciło mnie bokiem. Pozbierałem się szybko i jeszcze udało mi się przejechać na końcówce zielonego. Lekko pobolewała prawa kostka i lewe kolano. Trochę mi to do końca dojazdu do domu doskwierało. Od tego momentu ubyło nieco przyjemności z jazdy. Spokojnie, niespiesznie przez Łagiszę i Sarnów dotaczam się do domu. Tu odkładam zakupy z Decathlonu, zarzucam sakwy i kręcę standardowe kółko do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
14.00km
-
Czas
02:04
-
VAVG
22.26km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przed 6:00 +6. Wiaterek, jak ICM przewidywał, ze wschodu. Niezbyt mocny. Słonecznie. Startuję o 6:09. Aby przełamać rutynę dojazdów do pracy dziś kręcę przez Sarnów i Preczów na Zieloną. Reszta drogi już standardowo przez centrum Dąbrowy Górniczej, Mortimer, centrum Zagórza. Światła na Alei Róż dziś chyba na mnie czekały bo świeciły się bardzo długo i udało się je przejechać bez zatrzymania. Przejazd bardzo przyjemny i spokojny. Może przerzucę się na ten wariant. Sprawa do rozważenia.
Warunki po pracy robią się coraz bardziej zachęcające do objazdów. Dziś może niezbyt daleko ale za to niestandardowo i trochę terenowo. Od razu spod firmy wbijam w teren i przemycam się nim prawie na Dańdówkę. Stamtąd asfaltami przechwytuję czerwony szlak i ciągnę nim aż do Milowic. Tu na zjeździe w stronę Brynicy włącza się szysty zmysł. Samochód sygnalizujący skręt w lewo (czyli przecinający mój pas ruchu) stoi i czeka ale zza niego wyjeżdża drugi. Kombi z kobietą za kierownicą. Coś czułem, że może być niebezpiecznie bo asekuracyjnie łapki trzymałem na Dźwigniach Tchórza. Tym razem się przydały. Przed mostem wbijam na ścieżkę po wale Brynicy i jadę w stronę Czeladzi. Po drodze przerzucam się na drugi brzeg rzeki i z terenu wybywam niedaleko działek. Tu znów asfalty. Przecinam "94" jadąc na czerwony szlak w stronę Rozkówki i przy cmentarzu skręcam do Wojkowic. Tu już standard do Orlenu i potem prosta do domu. Bardzo przyjemne i spokojne kręcenie powrotne. Jeszcze tak z 5 stopni więcej i będą moje ulubione warunki do kręcenia.
Kategoria Praca
DPD - zdążyć na Merkurego
-
DST
35.00km
-
Teren
9.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
22.34km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 przed 6:00. Wg ICM-mu miało wiać ze wschodu i wiało. Na szczęście niezbyt mocno. Słonecznie, śladowe chmury. Ruszam 6:09. Kółko z nową szprychą szczęknęło ze 2-3 razy ale nic nie strzeliło więc ruszyłem od razu dziarsko. Pierwsze światła stane (na "86"). Punkty kontrolne zaliczane w dobrym czasie. Drugie światła (na Alei Róż) stane. Trzecie udało się przelecieć z rozpędu (na Mortimerze). Dziś robiłem przez moment za króliczka ale zawodnik jechał gdzieś w stronę Mecu a ja ścieżką za rondo i potem na Szymanowskiego więc nie było okazji sprawdzić się kto kogo. Na miejscu z zapasem 10 min.
Po pracy ładne słoneczko ale jakoś po kilkuset metrach odechciało mi się jechać w krótkim rękawku. Trochę podwiewało. Ruszam wertepkami do Dąbrowy Górniczej. Potem przez Reden w stronę Pogorii 3 ale bez zahaczania o bieżnię tylko od razu na Zieloną. Stamtąd na czarny szlak do Łagiszy. Robię foto wiaduktu budowanego nad "86". Na razie jakoś nie widać oszałamiających postępów. Przynajmniej z tak daleka, jak robiłem foto. Czarny szlak porzucam w miejscu, gdzie skręca w stronę Urzędu Gminy w Psarach i jadę dalej polami przecinając szlak żółty. Ostatecznie na drogi wybywam kilkaset metrów dalej i ostatnie 1,5 km asfaltem do domu. Przyjemny i spokojny powrót do domu. Dziś bez gięcia bo chciałem zdążyć na środek przejścia Merkurego przez tarczę Słońca. Moja lunetka mocna nie jest ale widać było czarną kropkę powoli pełznącą po oślepiającym kręgu naszej gwiazdki. Oczywiście obserwacja z zabezpieczeniem w postaci szybki spawalniczej. Inaczej by mi gały wypaliło. Widać też było drugą, mniej regularną plamkę na tarczy słonecznej. Zgaduję, że musiała to być jedna z owych plam na Słońcu. Niestety mój sprzęt nie pozwolił na utrwalenie obserwacji. Merkury na tle Słońca to była ledwie drobna kropka i aparat w ogóle nie zauważał takiego detalu na jasnej plamie. Cóż... pozostaje liczyć na foto, które pewnie znajdą się w internecie. Następna okazja za 23 lata. Może do tego czasu dorobię się jakiegoś bardziej zaawansowanego sprzętu? ;-p
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start mocno oporny. Bardzo dobrze się spało i wstawanie rozpocząłem z poślizgiem. Potem na wyjściu okazało się, że full-owi zeszło powietrze z tylnego koła :-/ Tu ponownie okazało się jak dobrze mieć więcej niż jeden sprawny rowerek do dyspozycji. Przekładam tylko kokpit na Meridę i ostatecznie ruszam o 6:17. Na termometrze przed 6:00 było +4. Ciuchy biorę na lekko ale na dłonie rękawiczki pełne i czapka pod kask. Okazuje się, że jest całkiem przyjemnie. Co prawda lewe kolano dalej twierdzi, że mogłoby być cieplej ale daje radę. Sprawdzając czas na punktach pośrednich widzę, że opóźnienie rośnie ale nie próbuję z tym specjalnie walczyć by nie zaszkodzić nogom. Spóźnienie powinno być w dopuszczalnych granicach. Pierwsze światła udało się przelecieć bez zatrzymywania. Dwoje następnych już nie. Ostatecznie na mecie mam 5 minut straty. Przejazd raczej przyjemny i spokojny.
Robi się coraz przyjemniej. Po pracy jest na tyle ciepło, że można jechać na krótko choć to jeszcze nie te moje ulubione ciepełka w okolicach +25, +30. Dziś bez większego gięcia powrót do domu przez Mortimer, Reden, Koszelew, Grodziec i Wojkowice. Przyjemne, niespieszne kręcenie zgodnie z rytmem terenu.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
19.66km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 ale takie raczej odczuwalnie chłodne. Dywan wysokich chmur. Wiaterek. Sucho. Ruszam 6:11. Dziś już nieco większy ruch na drogach. Nogi mówią, że chłodno ale mimo to podają. Punkty pośrednie pozaliczane o dobrym czasie. Światła stane. Od jakiegoś czasu spotykam wyjątkowo mało rowerzystów po drodze. Albo nie ten czas albo wystraszeni prognozą. Na miejscu z zapasem 2 min. W sumie przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy cieplej, więcej słońca, trochę wiaterku i sucho. W sumie niezłe warunki do jazdy. Dziś w planach runda zaopatrzeniowa więc bez gięcia przez Mec i Środulę do Będzina. Pierwsza tura zapasów w Kauflandzie. Potem z balastem do Łagiszy. Zdziwiło mnie to, że po drodze wyprzedzają mnie 2 radiowozy. Pomyślałem, że objeżdżają jakiś zator na "86" ale okazało się, że nie. Przy moście nad torami, wciśnięty między barierkę a drzewo leży rozbity samochód wielkości Punto. Coś drugiego stało na boku. Nie przyglądałem się za bardzo bo miejsce niezbyt zdatne do stania i podziwiania zwłaszcza, jak za plecami sznurek samochodów. Reszta drogi bez sensacji przez Sarnów do domu. Tu rozładowuję plecak i zamieniam go na sakwy. Robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Stamtąd zjazd z balastem. A na wieczór robota by tylnym kółku Rzeźnika. Jutro ma być pogoda więc może będzie okazja bardziej zagiąć powrót.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
20.39km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 6:00 +7 na termometrze ale takie przyjemne +7. Bez wiaterku, słońce za lekkimi chmurami, sucho. Ruszam 6:10. Kręci się dobrze choć lewe kolano ciągle mówi, że to jeszcze nie te fajne temperatury. W łapki górne przestaje być zimno po około 2,5 km. Punkty pośrednie pozaliczane w dobrym czasie. Chyba jeszcze sporo ludzi ma długi weekend bo na "913" do świateł dość pustawo. Dalej zresztą też. Światła wszystkie stane. Na Szymanowskiego widzę króliczka. Szybko go doganiam i wyprzedzam na podjeździe. Dzięki temu udaje się ociupinkę skrócić czas przelotu. Na miejscu z zapasem 9 min.
W ciągu dnia przeszła nad fabryką burza. Nim wyszedłem zdążyło trochę przeschnąć ale pochmurno było dalej i do tego wiało. Niezbyt ciepło. ICM na dziś wieszczył jeszcze opady więc powrót bez zaginania. Jadę przez Mec i Środulę w stronę Starego Będzina. Tu więcej wody. Chyba skończyło padać całkiem niedawno. Ścieżką wzdłuż ul. Małobądzkiej docieram do nerki i wbijam się na osiedle Zamkowe. Pojawiają się pierwsze krople. Przez osiedle wybijam się na ścieżkę do Grodźca. Tu już deszczyk zauważalny. Do tego na początku ścieżki coś mi trzasnęło. Rozglądam się dookoła ale pod kołami nic nie było, łańcuch ciągnie. Szprycha? Przejeżdżam nad "86" i zatrzymuję się na przystanku. Szprycha :-/ Dla uspokojenia nerwów i przeczekania deszczyku, którzy nad Dorotką wygląda bardzo nieciekawie, wciągam dwa batony, robię kilka foto (aury i defektu) a potem zawijam szprychę dookoła piasty by mi nie haczyła o tarczę lub kasetę. Akurat kiedy skończyłem się z tym szarpać deszcz ustał. Niespiesznie wciągam się na górkę i skręcam w stronę Gródkowa. Tu jeszcze przez chwilę trochę kropelek ale na szczęście nie przeradzają się w regularny deszcz. Spokojnie końcówkę wyginam przy Dino jadąc pod wsiowego Lewiatana i dalej do domu. Chciałem zjechać choć trochę wcześniej z "913" bo miałem wrażenie jakby ruch był na niej zbyt nerwowy. W domu mycie Rzeźnika. Potem odstawiam go do garażu by obeschnął a w międzyczasie na warsztat idzie kółko od Błękitnego. Jutro i tak planuję jechać Strzałą więc z full-em nie muszę się dziś spieszyć. Dobrze mieć kilka rowerków do dyspozycji choć jeszcze jeden by nie zaszkodził ;-p
Kategoria Praca, Szprycha
ZMK
-
DST
46.00km
-
Czas
03:01
-
VAVG
15.25km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
3 maja to już od kilku lat termin Zagłębiowskiej Masy Krytycznej. Jako, że nie było innych ciekawych opcji, zdecydowałem się wybrać na to wydarzenie. Wezwanie do zbiórki klubowej mówiło o fotnannie i 14:00. Ruszam 13:25. Pewnie bym się wyrobił w czasie ale zastopowało mnie trochę to, co zastałem w Czeladzi, tzn. potoki na drogach. Musiało niedawno tu przejść jakieś oberwanie chmury czy coś w tym rodzaju. Przez to przerzucam się na nieco suchsze chodniki ale tracę na prędkości. Na Milowicach już praktycznie sucho tyle, że trafiam na dość zauważalny wmordewind, który jest kolejną przyczyną lekkiej obsuwy. Na szczęście pod fontanną zastaję już grupkę klubowiczów a kolejni nadjeżdżają. W sumie było nas całkiem sporo. Trochę pogaduch i ruszamy lekkim objazdem na miejsce startu. Pod dworcem PKP już nielichy tłum i zewsząd ciągną kolejni rowerzyści. Dostajemy kamizelki z numerkami i czekamy na godzinę startu. O 15:00 ruszamy. Choć to "ruszamy" to tak trochę na wyrost. Nim zaczęliśmy się toczyć upłynęło ze 20, albo i więcej, minut. Taka masa ludzi potrzebowała czasu i mijesca na rozpędzenie się. Tempo jest mocno spacerowe nawet na podjazdach. Trasa wiedzie głównymi drogami obstawiona przez Policję. Jedziemy przez ślimak na Pogoń i dalej do Będzina. Przez nerkę wjeżdżamy na górkę obok kościoła i dalej na Koszelew. Tu już zjazd do centrum Dąbrowy Górniczej i na rondzie skręcamy w stronę dworca PKP. Potem dalej przez przejazd kolejowy i prosto na parking przy molo na Pogorii 3. Po drodze dużo gadania, trochę focenia i ogólnie miła i spokojna przejażdżka. Nie zauważyłem żadnej kraksy i może ze 3-4 osoby serwisujące chyba kapcie. Na miejscu gorchówka i losowanie 4 rowerów i kilku innych nagród. Ostatnie rozdawane w lekkim pośpiechu bo rozpętał się zimny deszczyk. Zarzucam kurtkę, żegnam się ze znajomymi i ruszma na Zieloną. Tu jednak zniechęca mnie ścisk na mostku i przejściu przez tory więc odbijam w prawo i wracam objazdem na bieżnię. Jadę nią do Świątyni Grillowania, przerzucam się przez dzikie przejście na Pogorię 4 i dalej do Preczowa. Na podjeździe do Sarnowa sucho. Kurtkę zawieszam na plecaku i całkiem żwawo kręcę końcówkę do domu. Dojeżdżam na sucho ale wokół ołowiane chmurki a w dwóch miejscach widać, że pada. Ostatecznie jednak nie przeradza się to w jakieś wielkie ulewy.
Link do pełnej galerii
Kategoria Inne






















