DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
21.60km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pierwszy rzut oka za okno ujawnił dywan chmur na niebie ale na zewnątrz było sucho i ciepło. Przygotowania przedstartowe poszły tak sobie i ruszam dopiero o 6:13. Niespodzianką jest drobny deszczyk. Jednak postanawiam zaryzykować i nie wdziewam przeciwdeszczówki tylko podkręcam tempo. Udaje się po kilometrze wyrwać z opadu. Nie na długo jednak. Kropelki pojawiają się co jakiś czas w drodze na Zieloną. Potem jeszcze przez trochę na granicy Dąbrowy Górniczej i Sosnowca. Na Zielonej dziś dmuchanie ale mną się Policjanci nie zainteresowali. Na światłach na Mortimerze bus spycha mnie na zapadniętą kratkę ściekową, którą chciałem objechać ale musiałem uciekać żeby mnie nie przytarł. To już nie pierwszy raz. Doganiam go na następnych światłach na tyle, by ku pamięci zrobić foto jego blach. Następnym razem pojadę tak szeroko, żeby nie miał szans mnie wyprzedzić nim nie przejadę newralgicznego punktu. Poza tym droga spokojna i przyjemna. Padające kropelki zdążyły wyschnąć nim dotarłem na metę z 5 minutami zapasu.
W ciągu dnia w okolicy Zagórza przeszła solidna burza i długi deszcz. Wypogodziło się gdzieś około 14:30. Jezdnie do 15:00 zdążyły nawet nieco podeschnąć miejscami. W powietrzu czuć jednak dużo wilgoci a chmury nie zniknęły. Trochę obawiam się, że może znów popadać pomimo tego, że ICM obiecuje spokój. Za dnia też miało być sucho. Kręcę powrót bez gięcia przez Mortimer, Reden, Zieloną, czarny szlak do Łagiszy i Sarnów. Na mojej wiosce asfalty suche. Nawet jeśli coś popadało, to nieznacznie i zdążyło wyschnąć. Udaje mi się wrócić na sucho.
Z serwisu info, że poza hamulcem reszta przeglądu zrobiona. Jednak trzeba sprowadzić uszczelkę i trochę Rzeźnik jeszcze poczeka.
Kategoria Praca
Po Sosnowcu
-
DST
61.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
03:51
-
VAVG
15.84km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiejszy dzień pod znakiem klubowego jeżdżenia z cyklu Poznaj
Sosnowiec. Prowadzi PTTK-owski przewodnik, nasz klubowy kolega, Grzegorz
Onyszko. Miejsce zbiórki to przedszkole na Porąbce. Ruszam lekko
obsunięty o 9:12 ale że trasa taka jak do pracy to powinienem się
zmieścić w czasie. Dzięki temu, że dziś niedziela jedzie się całkiem
dobrze. Ruch znikomy, światła niemal współpracują. Kiedy jestem na
wysokości fabryki sprawdzam czas i wychodzi mi, że byłby to niezły czas
dojazdu. Stąd mam na start już niedaleko i większość z górki. Na miejscu
jestem jakieś 5 min. przed czasem. Czeka już spora grupa z Cyklozy i
trochę osób z zewnątrz. Czekamy chwilę, potem przedstartowe foto i
Grzesiek przejmuje prowadzenie. Z Krzyśkiem trzymamy tyły zamykając
całkiem liczną grupkę. Zakosami miasta przebijamy się powoli przez różne
jego punkty dowiadując się ciekawostek z historii nie tylko Zagłębia.
Cały przejazd zajął nam ponad trzy godziny i zleciał właściwie
błyskawicznie. Pogoda dopisała, humory również. Obyło się bez kłopotów
technicznych i była tylko jedna, niegroźna gleba. Wycieczkę
zakończyliśmy przy Zamku Sieleckim. Pożegnawszy nieklubowiczów we
własnym gronie zataczamy się do ogródka piwnego niedaleko dawnego
pomnika hydraulików i zasiadamy do uzupełnienia elektrolitów. Przy
okazji omawiamy nieco detali dotyczących najbliższych wyjazdów. Potem
powoli się rozjeżdżamy. Solo kręcę w stronę centrum Zagórza i dalej na
standardową trasę powrotną przez Reden, Zieloną, Łagiszę i czarny szlak
do Psar. Tam nieco gnę powrót by przebić 60km za dzień i zahaczam o
Malinowice. Terenem przerzucam się do Strzyżowic i zjeżdżam do domu.
Link do pełnej galerii
Przedstartowe foto.
Grzesiek opowiada o nieistniejącym browarze.
Pogórnicze domy z przełomu XIX i XX wieku.
Dawny Fakop obecnie Foster-Wheeler i tramwajowa zawracanka na Okrzei.
Chcieć a móc
-
DST
59.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:43
-
VAVG
21.72km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miał być dziś wyjazd do Ojcowa. Umówiłem się z Michałem i Przemkiem na Pogoni. Dojeżdżam lekko obsunięty. Na miejscu jest też jeszcze Paweł. Mówią, że jedziemy na molo przy Pogorii 3 bo ma być jeszcze Marcin. No pięknie. Gdybym wiedział to bym z domu pojechał na P3 przy okazji korzystając z nieco dłuższego snu. Od razu się zastrzegam, że dziś mam słaby dzień do jeżdżenia. Dopadło mnie wczoraj jakieś małe zatrucie i czuję, że jestem osłabiony. Kręcimy na Pogorię dość konkretnym tempem przez Będzin i centrum Dąbrowy Górniczej. Udaje mi się trzymać tempo ale tak coś czuję, że na dłuższym dystansie może być problem. Marcin, zupełnie jak to nie Marcin, czeka już na nas. Normalnie to czeka się na niego. Trochę pogaduch i ruszamy dość opornie co chwilę stając. W międzyczasie znów odzywa mi się coś we wnętrznościach ale jeszcze jadę z chłopakami. Kierujemy się w stronę Sławkowa. Tempo znów dość uczciwe i czuję, że na przewidywany dystans nie dam rady dziś tak intensywnie jechać. Po drodze żegnam się z chłopakami i odbijam na Gołonóg. Stamtąd już oklepaną trasą na Piekło, Preczów, Sarnów i do domu. Na swojej wiosce kombinuję z dogięciem do 60km ale już nie za bardzo jest gdzie. Zahaczam jeszcze o wsiowego Lewiatana i z zapasem izotoników w czteropaku staczam się do domu. Wyjmuję z zamrażarki zimny kufel i rozpoczynam alkoholizowanie, które to planuję uskuteczniać do końca dnia.
Kategoria Inne
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
11.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
19.09km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start nieco wcześniejszy - 6:03. Warunki jeszcze bardziej sprzyjające niż wczoraj: słoneczko, bezwietrznie, bezchmurnie, cieplej. Kręcę niezbyt spiesznie bo zapas czasu mam spory. Punkt kontrolny na Zielonej osiągam 10 min. wcześniej niż wczoraj kiedy to byłem nieco obsunięty w czasie, i 6 min. wcześniej niż w zwykłym harmonogramie przejazdu. Dzięki temu mogę w centrum Dąbrowy Górniczej spokojnie zahaczyć o ścianę płaczu. Potem powrót na standardową trasę. Na miejscu z zapasem 8 min.
Po pracy przyjemnie cieplutko. Nie miałem najmniejszej ochoty na przepychanie się z samochodami i wybrałem powrót z dużym udziałem terenu. Na początek przemycam się przez las zagórski pod przejazd pod "94". Tu kawałek asfaltem pod Most Ucieczki i dalej na Zieloną. Standardem na czarny szlak i dalej przedłużeniem gruntowym do przejazdu pod "86". Wciąż trzymając się terenu dociągam do rozgrzebanej ul. Łącznej i równie rozgrzebaną Boczną dociągam do wsiowego Dino. Stąd końcówka asfaltem obok wsiowego Lewiatana. Przejazd powrotny może nie za szybki ale za to bardzo spokojny i przyjemny.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
38.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:57
-
VAVG
19.49km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano rześko pomimo tego, że słoneczko nadawało od samego wschodu a na niebie prawie nie było chmur. Również bezwietrznie. Rozgrzałem się dopiero po jakichś 7km. Start o 6:13. Punkty pośrednie pozaliczane w górnych granicach punktualnego przejazdu. Stanie na wszystkich światłach. Na Alei Róż furiat wyprzedza mnie zdecydowanie za szybko i za blisko skręcając przede mną na "94". Dawno już tu nie miałem takiej sytuacji. Poza tym lekkim wnerwem przejazd spokojny i przyjemny. Na miejscu z zapasem 2 min.
Po pracy niezbyt spiesznie przez Mortimer na targ na Redenie. Potem pod Mostem Ucieczki na Zieloną i dalej na czarny szlak do Łagiszy i dalej nim aż pod Urząd Gminy w Psarach. Tam przerzucam się na teren w stronę Strzyżowic i finisz w domu. Zostawiam plecak i z sakwami robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem powrót na kwadrat. Przyjemny i spokojny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:10
-
VAVG
21.23km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start nieco oporny o 6:12. Na dworze całkiem przyjemnie. Szczątkowe chmury, dużo słońca, temperatura taka, że można jechać "na krótko". Na drogach ruch niezbyt duży. Kręcę tak by się trzymać w czasie przelotu, co właściwie się udaje. Standardowe stanie na światłach. Bez focenia. Bez sensacji. Spokojny i przyjemny dojazd do pracy. Jedyne co mnie zdziwiło, to wyjątkowo mała liczba rowerzystów po drodze.
Dziś po pracy zrobiłem sobie małe zagięcie powrotne z okazji ładnej pogody. Na początek zaturlałem się na punkt zbiórki niedzielnego, klubowego kręcenia po Sosnowcu. Potem na czuja ruszyłem na Dańdówkę używając w tym celu nieco terenu. Potem bocznymi drogami w stronę czerwonego szlaku rowerowego i dalej nim do Milowic. Stamtąd grzecznie asfaltami przez Czeladź do Wojkowic i standardową prostą od Orlenu do domu. Bardzo przyjemnie się kręciło. Warunki w sam raz. Nie za ciepło, nie za zimno, niemal bez podmuchów, słoneczko.
Kategoria Praca
DPS
-
DST
24.00km
-
Czas
01:05
-
VAVG
22.15km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przed 5:00 jeszcze widziałem kawałek bezchmurnego nieba ale do godziny startu - 6:08 - już pełen dywan chmur. Na szczęście sucho. Wiaterek zauważalny ale nieprzeszkadzający. Dziś jedzie mi się bardzo dobrze. Punkty kontrolne pozaliczane w dobrym czasie mimo stania 3x na światłach. Przejazd spokojny. Tylko jeden furiat za kierownicą po drodze. Na miejscu z zapasem 10 min.
Po pracy kręcę bez gięcia przez Mec, Środulę i Stary Będzin do serwisu oddać Rzeźnika na przegląd. Zebrało się trochę drobiazgów do poprawienia no i od ostatniej wizyty w tym miejscu minęło już ponad 3 tys. km więc coś się rowerkowi należy przed planowanym na sierpień zlotem w Krasnobrodzie. A i wcześniej też coś jeszcze się uda przekręcić. Potem z buta na zbiorkom do domu i na dziś koniec kręcenia.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
38.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
No nie tak to miało wyglądać. Zupełnie nie tak. Miałem dziś się zaturlać do pracy Rzeźnikiem i po pracy odprowadzić go do serwisu na przegląd. Zbieram się do startu a tu za oknem napiernicza drobny ale gęsty deszczyk. I wszystko poszło... Buty i skarpetki do plecaka. Na grzbiet przeciwdeszczówka, na plecak pokrowiec, na nogi kapcie do chodzenia w wodzie i ruszam Błękitnym. 6:12. Przez moment mam deszcz z prawej strony ale po obraniu kierunku na Będzin daje już w plecy. Termicznie jest chyba blisko tego co wieszczył ICM czyli jakieś +15. Nienajgorzej. Kręcę bez napinki ale też i bez ociągania. Punkty pośrednie zaliczone nieco po czasie ale jeszcze w granicach bezpieczeństwa. Ostatecznie jestem na miejscu minutę przed czasem. Padać przestało po jakichś 3km więc bardziej mokry jestem od potu jak od deszczu. Jedynie trochę w kapcie się nabrało. Generalnie nie jest źle.
W ciągu dnia jeszcze trochę popadało ale do startu z pracy wiaterek zdążył podsuszyć drogi. Zresztą działał dalej cały mój powrót. Niebo zakryte dywanem chmur. Powrót dziś bez gięcia przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Bez napinek, zgodnie z rytmem terenu i wiejącym nieco w twarz wiatrem. Trochę chyba zaszalałem jadąc we wdzianku "na krótko". Nie było jednak jakoś zimno. W domu zostawiam plecak, wieszam sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Tym razem już wdziałem kurtkę. Głównie po to by nie przewiało mi pleców, których nie chronił już plecak. Z balastem prosto do domu. Przyjemne, powrotne kręcenie. W Lewiatanie dogonił mnie sms od Michała czy bym się w sobotę do Ojcowa nie wybrał. Qrka. Znowu kuszą wyrypą. Jak będę miał full-a po serwisie, to pewnie się skuszę.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nieco się dziś ochłodziło. Po wczorajszych deszczach i nocnych wiatrach jezdnie w większości suche. Nawet rozlewisko na Zielonej prawie wyschnięte. Na niebie dywan chmur. Wiatr. Ruszam 6:08 i kręcę spokojnie. To nie są moje ulubione warunki do jazdy więc nie zamierzam się z nimi szarpać. Temperatura mniej więcej zgadza się z prognozami ICM. Zdecydowałem się na bluzę z długim rękawem i pełne rękawiczki. Okazało się, że taki zestaw był w sam raz. Punkty kontrolne zaliczone, o dziwo, w dobrym czasie. Od DorJan-a kręcę już spacerowo bo jeszcze mam sporo czasu w zapasie. Ostatecznie metę osiągam z 2 minutami rezerwy. Nawet przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy kręcę bez ociągania do domu bo na 17:00 wizyta u stomatologa. Na początek przez Mortimer pod ścianę płaczu na Redenie. Potem przez Zieloną na czarny szlak do Łagiszy i stamtąd asfaltem przez Sarnów do domu. Na niebie dywan chmur. Wiatr dość zauważalny z kierunku mniej więcej zachodniego. Na całe szczęście powrót uchodzi na sucho i w domu jestem o dobrym czasie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Warunki podobne jak wczoraj czyli świeżo po deszczu, nieznaczny podmuch, mokre jezdnie i z wodą w koleinach, dywan chmur na niebie. Przed wyjazdem smaruję nieco amorek i łańcuch co nieco opóźnia rozruch. Ostatecznie zaczynam kręcić o 6:13. Jedzie się przyjemnie. Nie cisnę. Powinienem być na czas. Niestety trochę po drodze spowolniły mnie rozlewiska (tym razem tylko 2 - na Zielonej i na Zagórzu) i światła. Ostatecznie na mecie jestem 2 minuty po czasie. Za to przejazd był przyjemny i spokojny.
Powrót początkowo w nienajgorszych warunkach. Jezdnie suche ale wieje dość mocno. Do tego niebo pokryte ołowianymi chmurkami. Kręcę bez gięcia przez Mec i Środulę do Będzina. Zahaczam o serwis umówić się na oddanie Rzeźnika do przeglądu. Potem przez Łagiszę i Sarnów wracam do domu. Zaczyna lekko kapać już na wylocie z Będzina ale jeszcze niegroźnie. Rozkręca się dopiero przed Sarnowem choć jeszcze nie jest źle. Dopiero zwrot na zachód sprawia, że jest niefajnie. Deszcz nie jest zbyt mocny ale napędzany wiatrem z tamtego kierunku zacina w twarz i wychładza. Najgorsze były ostatnie 2 km. Trochę nasiąknąłem ale na szczęście nie do gołej skóry. Mimo tego i tak fajnie się powrót jechało.
Kategoria Praca






















