Okienko Pogodowe
-
DST
64.00km
-
Teren
25.00km
-
Czas
04:08
-
VAVG
15.48km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
W czwartek rano zerknąłem na prognozę pogody w okolicach soboty. ICM
zapowiadał pogodową nędzę czyli deszcz cały dzień. Za to piątek miał być
dość ciepły, może nawet słoneczny i tylko trochę wietrzny. Jako, że
jeszcze mi się ostało niemało urlopu to na szybko zdecydowałem się wziąć
jeden dzień z przeznaczeniem na rowerowanie.
Dzwonię
jeszcze tego samego dnia do Prezesa czy pracuje w piątek. Pracował.
Rano jednak usłyszałem sms-a i po sprawdzeniu okazało się, że jednak
Marcin ma wolne. Umawiamy się przy Orlenie w Wojkowicach o 9:30. Wciągam
nieco paliwa, zbroję się do wyjazdu i ruszam na spotkanie.
Od
razu zderzenie z silnym, południowym wiatrem. Spowalniał mnie o dobre
10km/h. Pod Orlenem jestem pierwszy więc czekam. Marcin ma dalej i też
trochę walki z wiatrem ale w końcu dociera. Teraz już we dwóch kręcimy
bez napinek. Na początek przez całe Wojkowice aż do Bobrownik.
Trochę
na GPS-a a trochę na moją pamięć kręcimy w stronę Piekar Śląskich i
dalej Radzionkowa. Po drodze mamy Kopiec Wyzwolenia w Piekarach
Śląskich. Zawsze jakoś mi się udało go ominąć będąc w tych stronach więc
dziś się na niego wspinamy. Można by wjechać bo stromo nie jest ale
zabrania tego regulamin a po drugie jednak ścieżka jest wąska. Poza tym
nie będziemy robić wiochy. Grzecznie wprowadzamy rowerki na szczyt i
robimy kilka foto. Długo tam się zostać nie da bo wiatr na górze hula
konkretnie. Szybko wychładza więc schodzimy i kontynuujemy jazdę.
Jest
po drodze trochę odcinków terenowych. Na początek jedziemy do Rezerwatu
"Segiet". Ścieżki są nieco zdradliwe bo przykryte liśćmi i niejeden raz
mieliśmy z tego tytułu niespodzianki. A to ukryte kamienie, a to jakieś
bagienko, gałązki. Na szczęście udało się to przejechać bez problemów
choć niezbyt szybko. W sumie to nam się w ogóle nie spieszyło. Jedyne
założenie na dziś to wrócić za jasności a poza tym rzeźbienie trasy "na
żywca".
Punktem zwrotnym były Domy Celne z Reptami Śląskimi. Tak
stało na mapie GPS-a (OpenStreetMap). W realu to po prostu domy
mieszkalne, które kiedyś może miały taką funkcję ale teraz nic o tym nie
świadczy. Znajdują się niedaleko kościoła w Reptach. Za tymiż domami
skręcamy znów w teren i do parku przy centrum rehabilitacyjnym, przy
którym też w końcu się wyłaniamy z lasu.
Asfaltami dotaczamy się
do zamku w Starych Tarnowicach. Tu chwila na foto, Marcin bierze
pieczątkę i robi rozpoznanie w temacie ewentualnego zwiedzania. Mniej
więcej w tym czasie obydwaj stwierdzamy, że czas by zassać nieco paliwa.
Pora jest taka, że spokojnie można zasiąść do wczesnego obiadu.
Jedziemy na rynek w Tarnowskich Górach, gdzie znamy sprawdzony już punkt
karmieniowy. Dziś w zestawie dnia pieczarkowa, rybka z ziemniaczkami i
surówką z białej kapusty. Pasuje. Do tego gorąca herbatka i szybko
akumulatory zostają doładowane.
Jest już po 13:00, kiedy ruszamy
dalej. Plan był wstępnie taki, że jak będzie czas to jedziemy w stronę
Zendka i dalej do Siewierza ale już wiemy, że za dnia tej trasy nie
zrobimy więc skracamy. Jedziemy nad zalew Chechło i stamtąd lasami w
stronę Świerklańca. Wypadamy spomiędzy drzew przy mostku na Brynicy.
Kawałek jedziemy "78" i w Niezdarze zjeżdżamy w boczne drogi i pola by
wybić się nimi do Sączowa. Tu już nieco siły nas opuszczają. Dzień
pogodny, słoneczny i niespecjalnie zimny ale wiatr wysysa energię.
Przejeżdżamy pod A1, przecinamy "913" i bocznymi drogami docieramy do
Twardowic skąd znów terenem w stronę Rogoźnika.
Rezygnujemy
jednak z tego kierunku i wbijamy na "913". Wjazd pod cmentarz w
Strzyżowicach i długi zjazd aż do Psar. Przy kościele przerzucamy się
skrótem na ul. Szkolną, gdzie żegnam się z Marcinem i wracam do domu.
Wyszło
bardzo fajne, spokojne kręcenie. Jak na listopad to bardzo ładny dzień.
Trochę wiatr utrudniał ale nie na tyle by zniechęcić do kręcenia. W
domu jestem na tyle wcześnie, że mam jeszcze prawie godzinę do zachodu
słońca. Dzięki temu udaje mi się umyć Rzeźnika, który dziś jeszcze
trochę dozbierał błotka, igiełek i innych ozdóbek do tego, co mi się
dokleiło wczoraj na ul. Szymanowskiego i wcześniej w Preczowie.
Link do pełnej galerii
Na kopcu.
W rezerwacie.
Domy Celne.
Park przy Centrum Rehabilitacji.
Zamek w Starych Tarnowicach.
Selfie trening nad Chechłem.
Średnia nędzna ale kręcenie bardzo przyjemne.
Kategoria Inne
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
20.75km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
"Drastyczna" zmiana pogody ;-p Zrobiło się zauważalnie cieplej. Nie patrzyłem na termometr ale odczuwalnie to tak z +5. Trochę wiało ale akurat niezbyt przeszkadzająco. Jezdnie nieco mokre. Ogólnie o wiele lepiej niż wczoraj. Startuję o 6:05. Od razu widać, że są lepsze warunki bo nogi podają bardzo ładnie, nie ma problemów z napowietrzaniem, prędkość większa i tym samym zaliczanie punktów kontrolnych idzie bardzo sprawnie. Na Zielonej jestem o 6:32 więc nieco zrzucam z tempa. Światła na Alei Róż i Mortimerze bez stania. Spory kawałek ul. Szymanowskiego zakwalifikowałem dziś jako odcinek terenowy. Drogowcy już drą młotami pneumatycznymi asfalt wokół studzienek wykańczając to, czego nie zebrała wczoraj maszyna. Z boku czekał już zestaw do układania asfaltu. To będzie chyba szybka akcja z tą jezdnią i podejrzewam, że do końca tygodnia położą nową nawierzchnię. Na miejscu jestem z zapasem 7 min. Przejazd ogólnie przyjemny i prawie spokojny. Jedynie jeszcze w mojej wiosce jakieś durne babsko zajechało mi drogę. Najpierw stała na skrzyżowaniu od strony Malinowic czekając diabli wiedzą na co, a jak byłem już od niem może z 5 metrów to nagle ruszyła i wyjechała centralnie przede mnie zmuszając mnie do gwałtownego redukowania prędkości. Oby karma ją dopadła gdzieś po drodze.
Końcówka dnia w pracy dość nużąca z powodu małej ilości światła słonecznego. Już w południe miałem wrażenie, że jest wieczór. To bardzo męczące. W powrót ruszam trasą prawie jak wczoraj. Drogowcy zrobili kawał solidnej roboty i ul. Szymanowskiego na odcinku od Lenartowicza aż za kościół już z nowym asfaltem. Jeszcze tylko będą musieli poprawić przy studzienkach i będzie idealnie. Dziś też kręcę chodnikami ale tempo żwawsze. Raz, że cieplej, dwa, że dziś Rzeźnikiem a nim się wszelkie nierówności wybiera o niebo lepiej niż Weteranem. Na Redenie zahaczam o ścianę płaczu i potem zaginam na targowisko. Z balastem już niespiesznie w stronę bieżni i dalej za Świątynią na Pogorię 4 a potem prosta przez Preczów i Sarnów do domu. Lądowanie już grubo po zachodzie słońca. Przyjemny i spokojny powrót z pracy. Trochę podwiewało mniej więcej z południa ale akurat ten kierunek wiatru jest dla mnie mało przeszkadzający. Zdopingowany prognozą ICM-u na temat nędzy w sobotę wziąłem na jutro urlop z zamiarem wykorzystania jak największej części dnia na rowerowanie. Zobaczymy na ile się zdobędę ;-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
02:04
-
VAVG
17.90km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Bardzo mi się podoba jak pozytywna prognoza pogody z ICM-u się sprawdza. Co prawda nazwać "pozytywną" dzisiejszą prognozę to tak trochę dziwne ale jednak mimo to taka była. W nocy miał sypać śnieg, i sypał. Potem miał padać deszcz, i padał. Na starcie miałem mieć na plusie, i miałem. I tylko to mnie interesowało bo bałem się szklanki. Startuję o 6:06. Na trawnikach nieco śniegu. Jezdnie mokre. Dość konkretny wiatr głównie z południa z lekkim zacięciem od zachodu. Pierwsze 250m to walka z nim ale jak już obieram kierunek na Sarnów, to przestaje przeszkadzać. W powietrzu jakieś drobne kropelki, które uporczywie osiadają na okularach zmuszając mnie do ich przecierania. Mimo tego, że dziś cieplej to jednak ta wilgoć sprawia, że odczuwalnie dużo mniej przyjemnie niż wczoraj. Do świateł na "86" w Sarnowie całkiem przyjemnie ciepło. Za "86" znów ściana zimna. Ale i tak jedzie się dość dobrze. Na Zielonej jestem o 6:39. Szału nie ma ale obleci. Reszta drogi bez sensacji. Na Szymanowskiego drogowcy zabrali się za rozgrzebywanie asfaltu. Zastanawiam się czy będą cały asfalt wymieniać czy tylko zdejmą kawałki. Muszę jednak wziąć poprawkę na te roboty i dać sobie więcej czasu na dojazd gdyby zaszła potrzeba lawirowania chodnikami. Na mecie jestem 4 min. po czasie.
Nim wyszedłem z pracy zamyślałem wracać przez Czeladź i Wojkowice. Jednak kiedy znalazłem się na zewnątrz jakoś przeszła mi ochota na tamten kierunek. Głównie chodziło o to, że tamtędy miałbym większą dawkę jazdy w intensywnym ruchu miejskim, na co nie miałem zupełnie ochoty. Wracam więc zbliżoną trasą do porannej. Ul. Szymanowskiego zdarta jeszcze bardziej i po drodze wymijam maszynę dokonującą dzieła zniszczenia. Należy się tu już wymiana nawierzchni bo po ostatnich robotach to już niemal poligon doświadczalny dla terenówek. Przebiwszy się przez ten odcinek dalej jadę w stronę Mortimeru korzystając z chodników. Niespiesznie, spacerowo. Również chodnikami Starocmentarną ciągnę aż do przejazdu pod "94". Tu kawałek kręcenia między samochodami do Mostu Ucieczki. Potem pod molo na Pogorii 3 i spokojnie bieżnią do Świątyni Grillowania. Przeskok przez tory na Pogorię 4 i standard pod górkę przez Preczów i Sarnów. Wjeżdżając do Psar wstępuję na chwilę do piekarni. Jak wchodziłem to jeszcze było szaro. Chwilę po zakupach już noc. Ten ostatni odcinek dodatkowo jeszcze pod wiatr, który w połączeniu z wilgocią dość nieprzyjemnie wychładza. Na szczęście większość końcówki to zjazd więc idzie sprawnie. Niby niefajna pogoda, mokro, wietrznie ale jednak coś jest takiego w jeżdżeniu w takich warunkach, że jednak to cieszy. Takie mikro szaleństwo ;-p
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
18.58km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Znalazłem ICM-owego minusa. Był za zakrętem. Z domu wyruszam spóźniony o sznurówki. Prognoza mówiła o jakichś mrozach na poziomie -5 i odczuwalnych -10 ale u mnie przed domem było całkiem przyjemnie. Minus, owszem, ale tak może 1. Nie więcej. I całkiem ciepłe powietrze. Zniknęły też mgły, które pojawiły się jeszcze wczoraj wieczorem i utrzymywały się tak gdzieś do 5:00 z groszami. Ruszam dziarsko próbując nieco dogonić harmonogram przejazdu, rozwalony przez urwane sznurówki, ale wszystko idzie do tyłu. Na zielone na światłach na "86" spóźniam się może z 10 sekund. W Sarnowie mijam kościół, biorę zakręt w prawo i wpadam w tego ICM-owego minusa. Zimno tu jak w psiarni. Na poboczach biało. I tak już było przez całą Dąbrowę Górniczą i Zagórze. Bałem się, że będzie ślisko i w wielu miejscach asekuracyjnie zwalniałem ale okazało się, że przyczepność była całkiem dobra. Drogowcy się nie pieprzą i już solą. Przynajmniej te bardziej ruchliwe ciągi komunikacyjne. Przetrzebiło też rowerzystów. Jedynego jakiego spotkałem, widziałem na Zielonej. Podejrzewam, że był to Mariusz choć pewności nie mam bo widziałem go z daleka w parku. Ale miejsce i pora by się zgadzały. Zresztą chyba się oglądał w moją stronę więc pewnie też spodziewał się mnie. Poza jednym narwańcem w Preczowie i jednego na granicy Dąbrowy z Zagórzem to właściwie spokojny przejazd. Z pewnością też dość przyjemny mimo ciągłego zalewania układu napowietrzania. Eh... przydałaby się druga para rączek. Niestety lądowanie z obsuwą 7 min.
Po pracy wracam przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Rondo UE, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Niby cieplej ale jakoś lepiej mi się chyba jednak rano jechało. Może to zmęczenie materiału popracowe, a może brak słońca. To zachodzi już przed 16:00 i lądowanie w domu odbywa się przy zapadających błyskawicznie ciemnościach. Dobre z tej jazdy chociaż to, że było spokojna. Jezdnie suche, podmuchy nieprzeszkadzające. Trochę się chyba nawet zagotowałem.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
19.16km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Długi weekend niejeżdżony. Nikt nie dzwonił, że jest jakaś akcja a samemu mi się na zimno nie chciało wychodzić. Dziś trzeba się było dostać do pracy i inna opcja jak rowerek jakoś mi się w ogóle nie uśmiechała. Trochę martwiłem się czy nie będzie ślisko ale wg ICM-u miało być gdzieś około +1. I chyba było nawet więcej bo jezdnie były mokre a powietrze omalże ciepłe. Bez wiatru. Pochmurno. Ruszam o 6:06 i kręcę standard przez Preczów. Czasy na punktach kontrolnych słabe ale jeszcze w granicach dopuszczalnych. Na drogach pustawo. Tempo niezbyt ambitne co kolejny raz skłania mnie do refleksji, że czas popracować nad wcześniejszym startem. Ostatecznie na miejscu jestem z minutą poślizgu. Za to przejazd bez sensacji, spokojny.
Powrót z pracy czynię dziś na kierunku Dąbrowy Górniczej. Jest jakby chłodniej niż rano. Nie wieje. Chmury nieco się przerzedziły. Zaginam na chwilę do C. H. Pogoria, przez "dworzec kolejowy" w stronę Biedronki i dalej pod molo na Pogorii 3. W końcu nastały czasy kiedy można sobie prawie pustą bieżnią spokojnie pokręcić. Tylko kilku rowerzystów i biegaczy. Korzystam z odcinka między molem a Świątynią Grillowania i dzikim przejściem przez tory przenoszę się na bieżnię przy Pogorii 4. Dawno mnie tu nie było bo ostatni raz jak jeszcze była otwarta brama na tamie. Potem już standard przez Preczów i Sarnów do domu. Niestety lądowanie już po zachodzie słońca. Chwilę potem wschodzi superksiężyc.
Kategoria Praca
DPDZND
-
DST
38.00km
-
Czas
02:05
-
VAVG
18.24km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start odrobinę mi się obsunął i ruszam o 6:10. Jest zauważalnie zimniej. Nie ma mgieł choć widoczność raczej nie za rewelacyjna. Jest też mniej chmur dzięki czemu szybciej robi się jasno. Kręcę obecny standard przez Sarnów i Preczów. Punkty kontrolne zaliczają mi się zauważalnie później. Tak sobie pomyślałem, że chyba dziś Mariusza spotkam skoro mam taką obsuwę. I się nie pomyliłem. Spodziewałem się go wyminąć nieco dalej czyli, że obsuwa konkretna. Na Zielonej jestem 5 min. później niż wczoraj. Na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej chwilę muszę odstać przed pociągiem KŚ. Potem moment postoju na światłach na Alei Róż. Reszta drogi już bez większych przeszkód. Przed zajezdnią przystaję na chwilę podziwiać słoneczko wyłaniające się spomiędzy chmur. W pracy jestem 2 min. po czasie. Może byłoby lepiej gdyby było cieplej. Nogi zdecydowanie powiedziały, że jest za zimno na kozaczenie i w grę wchodzi tylko delikatne młynkowanie, a co za tym idzie, mniejsza prędkość.
Nim wyszedłem z pracy zadzwonił Prezes. Umawiamy się wstępnie w okolicach Starego Będzina. Jest cieplej niż rano ale szału nie ma i naginać nie bardzo się da. Zjeżdżamy się gdzieś około 15:30 na ścieżce małobądzkiej i niespiesznie, rozmawiając, kręcimy w stronę stadionu i dalej przez nerkę na Zamkowe. Z osiedla wjeżdżamy na ścieżkę do Grodźca i dalej do Gródkowa. Zaciągam jeszcze Marcina na małe wygięcie pod remizę w Psarach gdzie się żegnamy. Ja kręcę do siebie a Marcin w stronę Sarnowa. W domu zostawiam plecak, zabieram sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Już na dojeździe do sklepu było całkiem ciemno. Całą drogę powrotną jakiś dziki ruch na drogach. Podejrzewam, że w Sosnowcu częściowo to wina przebudowy w okolicach jednego ze zjazdów z "94" na Zagórzu. Przez to zapchana ul. Zuzanny. Ale czemu w Będzinie kociokwik to nie wiem. W Grodźcu również. Może też jakieś znaczenie ma zaczynający się jutro dłuższy weekend. Na szczęście udało się przeżyć ten wzmożony ruch.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
20.18km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zgodnie z prognozą ICM-u zimniej niż wczoraj. Do tego dość konkretne mgły. Biorąc poprawkę na kiepską widoczność staram się wyjechać wcześniej. Udaje się minimalnie - 6:04. Przyczepność całkiem dobra więc mogę kręcić bez obaw o poślizgi. Punkty kontrolne początkowo zaliczam wcześniej ale za Zieloną minuty zaczynają się gdzieś gubić. Kilka razy muszę przystanąć by przetrzeć okulary. Na rondzie w centrum Dąbrowy Górniczej chwila strachu bo jakiś narwaniec wjeżdża od strony Będzina tak, jakby chciał zdążyć przede mną przejechać mimo tego, że miał obowiązek ustąpić. Na wszelki wypadek łapię się za klamki bo nie mam zamiaru sprawdzać czy mnie widzi i ustąpi, czy nie. Tył lekko zatańczył ale udało się zwolnić a tamten jednak się zreflektował i zatrzymał. Reszta drogi spokojna. Wyjątkowo dziś korzystam ze ścieżki mimo, że dalej jest przekopana. Na Zagórzu widoczność jest chyba najgorsza na całej trasie dojazdu. Wolę nie ryzykować, że mnie ktoś przeoczy. Do celu dotaczam się już na spokojnie. W sumie jechało się przyjemnie.
Po pracy zdecydowanie cieplej ale mgły tak całkiem nie ustąpiły. Słoneczko przez chwilę tylko bardzo słabo prześwitywało. Na szczęście jezdnie dalej suche i nie ma wiatru więc kręcenie powrotne również przyjemne. Wracam przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Wojkowice. Po drodze znów spotkanie z takim co by mu się należał powtórny egzamin na prawo jazdy z teorii. Mimo, że sygnalizowałem skręt w lewo i tak zostałem przez narwańca wyprzedzony. Poza tym przyjemny i spokojny przejazd powrotny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
21.76km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start dziś o tej samej godzinie co wczoraj. Trochę obawiałem się, że będę miał wąsko z czasem, bo temperatura zauważalnie niższa niż wczoraj i mogło podawanie być słabe, ale okazało się, że jednak nie jest źle. Jezdnie suche, podmuchy nierejestrowalne. Całkiem niezłe warunki do jazdy. Dzięki temu punkty kontrolne zaliczam w dobrym czasie. Na Zielonej jestem o 6:34 czyli jest ok. Cały przejazd bez sensacji, spokojny, przyjemny. Tuż przed zajezdnią zatrzymuję się na kilka minut podziwiać wschód słońca. Chwilkę też znęcam się nad nim fotograficznie. Ostatecznie ląduję na mecie bez zapasu minutek ale warto było chwilę poświęcić na poranny spektakl.
Po pracy pogoda nienajgorsza do jeżdżenia. Sucho, nie wieje, pochmurno. Kręcę na początek do Dąbrowy Górniczej na Reden pod ścianę płaczu. Potem w stronę mola na Pogorii 3, gdzie skręcam do parku na Zielonej i dalej przez mostek na Czarnej Przemszy na czarny szlak do Łagiszy. Trochę drzew wycięli po lewej stronie szlaku, zaraz na początku. To zauważam od razu bo jakiś czas tędy nie jechałem i taka zmian rzuca się w oczy. Trochę obawiałem się bagna w lesie ale nie było w sumie źle. Kontynuuję więc w Łagiszy dalej terenem do Gródkowa i Psar. Na asfalt ostatecznie wybywam na oddanej do użytku niedawno ulicy Łącznej. Gruntowny remont sprawił, że nawierzchnia klinkierowa została zastąpiona asfaltową. Finisz obok Dino i kościoła do domu. Na skrzyżowaniu podłączyła się do mnie pogoń na szosie ale wiele nie skorzystała bo jakieś 300m dalej byłem już w domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:38
-
VAVG
21.43km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Prognozy ICM-u ostatnio sprawdzają się niemal co do minuty. Dziś rano zapowiadali, że będzie minimalnie kapało, temperatura w okolicach +5, zachmurzenie, nieznaczny wiatr. Jak w mordę strzelił, sprawdziło się. Ruszam o 6:08. Przez chwilę targał mną podmuch wiatru ale po obraniu kierunku mniej więcej wschodniego było już ok. Kręcę bez ociągania ale też i bez większego ciśnienia. Punkty kontrolne zaliczam w niezłym czasie. Na Zielonej chwila zaskoczenia rozlewiskiem na jezdni ale udaje się bokiem objechać nie zamoczywszy odnóży. Po drodze dwóch narwańców ale obeszło się bez podnoszenia ciśnienia. Ścieżka przy Braci Mieroszewskich dalej rozgrzebana więc nie pozostaje nic innego jak turlanie się do ronda główną drogą. Potem już spokojny standard po dziurawej Szymanowskiego aż do mety. Ląduję z zapasem 5 min. Całkiem przyjemny dojazd do pracy.
W ciągu dnia przez chwilę widać było nawet słońce ale do wyjścia z pracy niebo zdążyło zaciągnąć się chmurami. Szaro, buro i ponuro. Zupełnie niezachęcająco jeśli chodzi o rowerowanie. W związku z tym lecę na szybko w stronę domu przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Gdzieś w okolicach stadionu zaczyna lekko kapać i tak już jest do końca powrotu. Mimo tego jedzie się przyjemnie. Spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
Po Jaworznie
-
DST
100.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
06:34
-
VAVG
15.23km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Początkowo kombinowałem nad ukręceniem dwusetki w dniu dzisiejszym. Zadzwoniłem do Prezesa czy ma jakieś plany na sobotę i okazało się, że plany są. Paweł zaproponował rundkę terenową wokół Jaworzna. Trochę się łamałem czy jednak nie pojechać swojego pomysłu ale spało się tak dobrze, że czasu na moją wersję wydarzeń było już za mało. By nie zmarnować soboty wyruszam na spotkanie pod fontanną.
Trochę się przeliczyłem z siłami, trochę z temperaturą i w efekcie na miejsce zbiórki docieram lekko spóźniony ale jeszcze w kwadransie akademickim. Powitanie z ekipą i małe co-nieco na dobre kręcenie. Potem prowadzenie obejmuje Paweł i można się cieszyć niczym niezmąconym dobrodziejstwem kręcenia z kołem prowadzącego :-) Jadę sobie na końcu stawki.
Trasę mam na śladzie z GPS-a i dobrze, bo sam bym jej z pamięci nie powtórzył. Znów trochę nowych ścieżek po Sosnowcu i całkiem sporo po Jaworznie choć większość miejsc była mi już znana tylko pojechana w innej kolejności. Ogólnie to eksploatowaliśmy czarny szlak wokół Jaworzna z drobnymi przeskokami czerwonym i zielonym. Tempo było rekreacyjne więc czasem udało mi się strzelić jakieś foto. Było sporo czasu na pogaduchy i marudzenie. Zresztą pogoda sprzyjała leniuchowaniu bo cały dzień świeciło słoneczko i temperatura była całkiem przyjemna.
Kończymy wspólną jazdę na Niwce. Tu Paweł z Michałem odbijają do Mysłowic a my kręcimy w stronę centrum Sosnowca czerwonym szlakiem. Po drodze kolejno odłączają się ci, którzy są już blisko domu. Ostatecznie w czworo lądujemy na Pogoni. Tu chwila rozmowy i w końcu żegnam się z niedobitkami dzisiejszej ekipy.
Ruszam żwawo do Będzina i dalej przez Łagiszę i Sarnów do swojej wioski. Licznik zeznał, że powinno się dać zagiąć do setki i pomimo wcześniejszego postanowienia, że nie będę dokręcał, jednak dokręcam. Skręcam do Malinowic i stamtąd przez Brzękowice wyginam do Strzyżowic. "913" wracam do swojej wioski i już prosto do domu lekko przebijając 100km.
Bardzo przyjemnie spędzony dzionek. Ekipa, jak zwykle stanęła na wysokości zadania fundując niezły trening zarówno dla nóg, jak i dla przepony :-)
Link do pełnej galerii
Kategoria Jednodniowe






















