limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

ZDP

  • DST 21.00km
  • Czas 00:58
  • VAVG 21.72km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 21 kwietnia 2017 | dodano: 21.04.2017

Dziś nietypowo do pracy bo na nockę. Zanim to się jednak stało zrobiłem wcześniej standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Niecałe 3km. Potem przerwa i ruszam do pracy o 19:00. Kręcę nieco na około bo przez Sarnów, Preczów, Zieloną i centrum Dąbrowy Górniczej. Pogoda do jazdy nienajgorsza. Suche jezdnie. Niezbyt ciepło. Trochę wiało ale dla mnie akurat głównie sprzyjająco. Drogi pustawe. Spotykam tylko 3 rowerzystów. Chwila postoju na przejściu przy "dworcu kolejowym" w D. G. w oczekiwaniu na przejazd lokomotywy. Poza tym spokojny i przyjemny dojazd do pracy. I na dziś tyle jeżdżenia. Powrót pójdzie już na rachunek dnia jutrzejszego.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:09
  • VAVG 16.74km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 18 kwietnia 2017 | dodano: 18.04.2017

Psychicznie nastawiony przez ICM na pogodowy armagedon zostałem o poranku mile zaskoczony. Co prawda jest pochmurno ale nie pada, minimalnie wieje i na jezdniach generalnie schnie. Jeszcze o 5:50 wyglądam kontrolnie za okno ale dalej jest dobrze więc szybko wbijam się w obciski i ruszam. Jak już będę w drodze, nawet jakby się niebo oberwało, to już przecież nie wrócę :-) Zaczynam o 6:02. Kręcę niespiesznie bo lewe kolano mówi, że termicznie jest tak, że o naginaniu nie ma mowy. Trasa standardowa przez Łagiszę i centrum Dąbrowy Górniczej. Drogi pustawe. Jedzie się spokojnie i przyjemnie. W centrum Dąbrowy Górniczej, gdzieś w okolicach C. H. Pogoria chyba jakiś wypadek bo widzę z daleka światła radiowozu. Kilka minut później słyszę syrenę. Możliwe, że pogotowie. Nie mam jednak czasu sprawdzać. Kręcę spokojnie swoje. Czasy mam na punktach kontrolnych przyzwoite więc nie cisnę. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut. Przyjemny dojazd do pracy.

Powrót już tak przyjemny nie był. Około 14:00 zaczęło coś z nieba a to padać, a to sypać. Na wyjściu zacinający śnieg. Jadę tempem spacerowym i gdzie się da chodnikami bo na nich jest bardziej sucho. Śnieg od razu topnieje i na jezdniach zbiera się powoli woda w koleinach. Kręcę przez Reden w stronę Pogorii 3. Cały czas peeling gęby. Na Zielonej trochę osłaniają mnie drzewa. Potem przerzucam się na czarny szlak do Łagiszy. Gdzieś po drodze śnieg staje się bardziej deszczem ze śniegiem i jest nieco mniej intensywny. Z Łagiszy kręcę do Sarnowa dalej trzymając się chodników. Do domu dotaczam się nieco zmachany. W sumie mnie nie przemoczyło. Trochę tylko wilgoci dostało się do butów i wychłodziło stopy ale ogólnie nie było źle. Warunki do jazdy jednak marne. Dobrze, że nie musiałem dziś robić żadnych ekstra objazdów. Na drogach raczej pustawo. Spokojny powrót z pracy.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 01:43
  • VAVG 19.81km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 14 kwietnia 2017 | dodano: 14.04.2017

Niby wygrzebywanie się do wyjazdu miałem oporne ale startuję ciut wcześniej niż wczoraj - 6:05. Sucho. Wiatr, wg ICM-u, w plecy. Pochmurno. Niezbyt ciepło. W sumie niezłe warunki do jazdy. Dziś naszło mnie na odmianę i kręcę do pracy przez Będzin. Na drogach pustawo ale i tak w wielu miejscach jadę po chodnikach by nacieszyć się bujaniem :-) Na miejsce zataczam się z rezerwą 14 min. Bardzo spokojny i przyjemny dojazd do pracy.

Na powrocie słonecznie i wietrznie. Kręcenie miejscami jest bardzo mozolne. Wracam przez Reden, Zieloną i czarny szlak do Łagiszy. Potem dalej przez pola prawie pod źródełko na ul. Wiejskiej. Tam wybywam na asfalty i bez kluczenia jadę prosto do domu. Tempo ogólnie spacerowe by się nie wykończyć w zmaganiach z podmuchami. Na starcie ruszam z kurtką w plecaku ale po kilkuset metrach wdziewam ją bo jednak podmuchy są chłodne. Kawałek dalej dokładam jeszcze czapkę i rękawiczki. I wcale mi nie było jakoś szczególnie gorąco. Niemniej jechało się przyjemnie.


Kategoria Praca

DPDZD

  • DST 37.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 19.47km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 13 kwietnia 2017 | dodano: 13.04.2017

Nie jest dobrze na starcie. Co prawda ICM ostrzegał, że może popadać, ale miałem nadzieję, że to się nie sprawdzi. Pada drobny deszczyk, wieje dość mocno z zachodu. Mimo tego w ogóle nawet nie myślałem o zbiorkomie. Ruszam o 6:07. Jedzie się bardzo przyjemnie. Gdzie mogę, to wbijam na chodnik zwłaszcza, jeśli jest zrobiony z kostki. Jest na nich bardziej sucho niż na jezdniach. No i ciut bezpieczniej. Zakładam już na starcie, że przejazd będzie wolniejszy ale chyba ten wiatr jednak nieźle pracował, bo punkty pośrednie zaliczam w bardzo dobrym czasie. Droga standardowa przez Łagiszę i centrum Dąbrowy Górniczej. Gdzieś w okolicach Zielonej przestaje padać ale w butach już nie jest sucho więc mi to większej różnicy nie robi. Na miejscu jestem z zapasem około 10 min. Całkiem przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

Powrót to jazda pod wiatr. Nie walczyłem bo to nie miało najmniejszego sensu. Zależało mi jedynie by sprawnie i bez objazdów wrócić do domu bo są plany na później. Kręcę przez Mec i Środulę do Starego Będzina. Stamtąd na ścieżkę przy Małobądzkiej i nią do nerki. Potem przez Zamkowe na ścieżkę do Grodźca. Na wylocie z ul. Mickiewicza pojawia się jakiś młodzian z ewidentną potrzebą pościgania się. Mnie nie specjalnie się chce ale patrzę czego dokona. Rusza ostro pod górkę. Chyba jednak nie odkrył jeszcze potencjału przerzutek i jazdy wysokokadencyjnej bo ciśnie siłowo aż kolana chodzą mu na boki. Wrzucam łańcuch na większe zębatki i ruszam na młynkach pod górę. Nawet nie wiem kiedy go gubię. Spokojnie jadę do Gródkowa i stamtąd do domu. Tu odstawiam Rzeźnika i wrzucam sakwy na Srebrnego. Kręcę standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu. Przyjemna jazda powrotna. Było trochę słońca.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 38.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 01:59
  • VAVG 19.16km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 12 kwietnia 2017 | dodano: 12.04.2017

Trudno powiedzieć, czy dzisiejsze warunki startowe są lepsze. Na pewno inne niż wczoraj. Chyba mniej wieje (albo z kierunku korzystnego). Na pewno jest chłodniej. Jezdnie są suche. Niebo pokryte chmurami, przez które próbuje się przedrzeć słońce. Startuję o 6:05. Jedzie się dobrze ale nieco wolniej niż wczoraj. Mimo tego czasy pośrednie mam bardzo dobre więc w centrum Dąbrowy Górniczej robię jeszcze wygięcie pod ścianę płaczu. Potem wracam na standardową trasę dojazdową. Na miejscu jestem z zapasem czasu. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

Plan powrotny miałem inny od wykonu. Rano ujawnił się zgon baterii podtrzymującej zegarek w aparacie. Pracowała od nowości, a to już przynajmniej ze 2-3 lata. Tak więc powrót kręcę przez centrum Zagórza do Dąbrowy Górniczej. W centrum najeżdżam najpierw sklep elektroniczny. Tu niestety akurat potrzebnych mi baterii nie mają. Niedaleko jest jeszcze jeden z różnymi drobiazgami i tam udaje mi się nabyć CR1220. Od razu instaluję w aparacie i zapisuję ustawienia zegarka. Potem bocznymi uliczkami, mniej więcej równolegle do "910" kręcę aż do Hubertusa. Tu przebijam się na drugą stronę i chodnikami dokręcam do zjazdu na Ksawerę. Stamtąd kręcę w stronę mostu na Czarnej Przemszy i chwilę dalej na zakręcie odbijam w teren sprawdzić, czy da się tamtędy jeszcze przejechać w stronę Łagiszy. Da się. Przy okazji robię mini eksplorację sprawdzając "ślepość" jednego odbicia z tego skrótu. Na asfalt wracam przy elektrowni i kręcę kawałek trasy odwrotnie jak dzisiejszy dojazd. Potem na skrzyżowaniu przy Biedronce obieram kierunek na Sarnów. Na wlocie do Sarnowa zatrzymuję się na moment przy stadionie. Gmina szarpnęła się na postawienie budynku socjalnego do tego obiektu i właśnie trwają prace w tym zakresie. Info zaczytane z tablicy. Zaspokoiwszy nieco ciekawość dotaczam się asfaltem do świateł na "86" i przebiwszy się na zachodnią stronę tej drogi skręcam od razu w prawo w teren. Polami i lasem dokręcam do ośrodka zdrowia w Psarach. Przeskakuję na drugą stronę drogi do Malinowic i ciągnę dalej na zachód do Strzyżowic. Stąd już szybki zjazd do domu. Pogoda po drodze umiarkowanie przyzwoita. Dość zauważalny wiatr mniej więcej z zachodu. Nie za ciepło. Trochę słoneczka, które jednak nie daje rady podgrzać atmosfery jakoś zauważalnie. W sumie jednak całkiem przyjemny i bardzo spokojny powrót do domu.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 32.00km
  • Czas 01:35
  • VAVG 20.21km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 11 kwietnia 2017 | dodano: 11.04.2017

Start po deszczu o 6:08. Wieje w plecy. Cieplej niż wczoraj. Dziś na większym kole i to wszystko daje razem lepszy czas dojazdu. Trasa standardowa. Kilka razy mała niepewność co zrobią "kierownicy" po drodze ale obeszło się bez ekscesów. Na miejscu z zapasem 9 min. Impregnacja butów wytrzymała i w środku sucho więc dojazd całkiem ok.

Powrót bez gięcia i tempem spacerowym. Do wyginania nie zachęcała temperatura, a do pośpiechu wiatr z kierunku przeciwnego. Maksymalnie krótko do domu: Mec, Środula, Stary Będzin, Nerka, Fabryka Domów, Gródków. Dość spokojna jazda. Miejscami przyświecało słoneczko ale za ciepło nie było. Za to przynajmniej sucho. W sumie przyjemny powrót z pracy.


Kategoria Praca

DPDZD

  • DST 38.00km
  • Czas 01:55
  • VAVG 19.83km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 10 kwietnia 2017 | dodano: 10.04.2017

Po dniu regeneracji aż chciało się jechać. Niestety temperatura nieco utemperowała ten zapał. Jest odczuwalnie tak, ze 2-3 stopnie. Bez wiatru, bez chmur za to sporo zamgleń. Startuję o 6:06. Już na pierwszym, lekkim podjeździe czuję, że nogom się nie podobają warunki termiczne i podają tak średnio. Tak więc nie cisnę tylko młynkuję. Trasa standardowa. Punkty pośrednie pozaliczane w dobrym czasie. W ostatniej chwili załapuję się na stanie przed szlabanem na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej. 15 sekund wcześniej i bym zdążył przed pociągiem KŚ. Potem seria świateł od Alei Kościuszki do Shella obok Expo Silesia i można dalej jechać bez przestojów. Na miejscu jestem z minimalnym zapasem czasu. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy. W sumie tylko jedna "urwa" poleciała. Znów na dojeździe do Robotniczej od strony Zielonej. Wyprzedzało mnie czerwone Clio (SD 17026) mając z przeciwka nadjeżdżający samochód. Zamiast zwolnić to "kierownik" jeszcze depnął i na chama się przepchnął. Mnie, co prawda, objechał z zapasem ale temu z przeciwka wiele miejsca na manewry nie zostawił. Zupełnie nie wiem po co się tak spieszył bo pewnie i tak stał potem na szlabanie przed pociągiem KŚ jeśli tylko skręcał w stronę centrum D. G.

Powrót z pracy w niemal letnich warunkach. Jest ładne słoneczko. Temperatura chyba bliska wieszczonej przez ICM czyli coś między +15 a +20. Niestety jest też trochę wiaterku i to zauważalnego. Na dodatek nie jest zbyt ciepły. Jednak i tak połowa ciuchów ląduje w plecaku a początkowo odczuwalny chłodek wiatru szybko przestaje dawać się we znaki po uprzedni zamłynkowaniu. Kręcę przez centrum Zagórza w stronę Redenu. Przystaję na chwilę niedaleko DorJan-a by nieco kapnąć smaru na łańcuch i ściągnąć nieco linki od hamulców. Już od jakiegoś czasu czuję mniejszą siłę hamowania. Powoli kończą się klocki. Muszę dorzucić do bagażu zapasowe bo następna utrata hamowania będzie oznaczała definitywny koniec obecnie pracujących. Potem już bez postojów kręcę przez Reden pod Most Ucieczki i dalej na bieżnię przy Pogorii 3. Jest trochę ludzie ale jeszcze bez tłumów i da się dość spokojnie i równo jechać. Potem przemycam się jeszcze dzikim przejściem obok Świątyni Grillowania na Pogorię 4 i stamtąd kręcę do Preczowa. Potem standard przez Sarnów do domu. Tu chwila dłuższa przerwy i robię potem standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Stamtąd prosto do domu i na dziś koniec jeżdżenia. Przyjemnie ale jeszcze nie te ciepełka co to je lubię. Niestety w nocy ma coś popadać i spaść temperatura więc jutro znów pełny komplet na długo :-/


Kategoria Praca

Zródła Brynicy

  • DST 124.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 07:43
  • VAVG 16.07km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 8 kwietnia 2017 | dodano: 08.04.2017
Uczestnicy

Dziś planowa wycieczka klubowa do źródeł Brynicy.

Zaczęło się mało optymistycznie. Startuję z poślizgiem około 7:25. Pada coś trochę mocniejszego od mżawki. Jezdnie mokre. Trochę wieje z zachodu. Mocno zniechęcająco. Jednak w opisie wyjazdu było napisane, że jedziemy niezależnie od pogody więc wyboru nie miałem za dużego.

Zahaczam jeszcze o pobliską piekarnię po zapas drożdżówek i napojów i ruszam na miejsce zbiórki. W drodze reflektuję się, że źle sobie czas policzyłem. Gdybym miał dotrzeć na plac przy PTTK-u, to bym był idealnie na 8:00 ale zbiórka dziś była pod bramą Stadionu Ludowego. W locie modyfikuję dojazd przebijając się przez uliczki Pogoni i ostatecznie jestem jakieś 5 minut po czasie na starcie.

Tu już całkiem liczna grupa czeka na odprawę. Swietłana ogarnia tłumek, Marcin robi listę. W międzyczasie nadjeżdżają jeszcze kolejne osoby. Ustawiamy się do foto i ruszamy.

Zaczynamy czerwonym szlakiem do Milowic. Na razie spokojnie bo jeszcze jest trochę niewyraźnie i trzeba się dopiero rozkręcić i przyzwyczaić do pogody. Z Milowic kierujemy się do Czeladzi odpuszczając nieco terenu. Po wczorajszych opadach mogłoby tam być nieciekawie. Zaginamy do Galerii Elektrownia, gdzie chwila postoju na foto i pieczątki do książeczki Zabytków Szlaku Techniki.

Przy "Strusiach" zjeżdżamy z "94" w stronę czerwonego szlaku do Bytomia. Chcemy przemycić się mostkiem na Brynicy na śląską stronę do Przełajki. Tu trochę asfaltu w stronę Wojkowic. Jak tylko przekraczamy ponownie Brynicę, tym razem mostem drogowym, wbijamy w teren by pojechać trochę wzdłuż wałów rzeki, która jest tematem dzisiejszego wyjazdu. Tym sposobem przemieszczamy się do Wojkowic, gdzie przy NETTO robimy chwilę przerwy na pobranie kalorii.

Załatwiwszy tankowanie, wbijamy na klinkierek w stronę Rogoźnika i kręcimy nim aż do zjazdu na Dobieszowice gdzie mamy do odwiedzenia kolejny punkt wycieczki. Tym razem obecny Dom Kultury. Kto ciekaw czym ten budynek był wcześniej, niech zakręci i sprawdzi :-)

Zjeżdżamy dalej do Wymysłowa i kierujemy się na tamę by ostatecznie skręcić na wał wzdłuż zbiornika Kozłowa Góra, a z niego do parku w Świerklańcu. Tu podjeżdżamy kolejno pod pałac, gdzie jest chwila przerwy na posilenie i potwierdzenie się. Następnie podjeżdżamy na chwilę pod kościółek. Stamtąd przez park i las wybijamy się na asfalt w stronę Ożarowic przekraczając przy okazji kolejny raz Brynicę.

Z Ożarowic nasza droga widzie do Zendka. Objeżdżamy zachodni kraniec lotniska w Pyrzowicach i trwające tam roboty przy autostradzie "A1". W Zendku skręcamy do Strąkowa, gdzie robimy przy sklepie dłuższy popas. Tu bardzo lubią takie najazdy bo można się załapać na herbatkę i kawę nawet jak się zajedzie niezapowiedzianie.

Ze Strąkowa, strasznie dziurawą drogą przez las, kierujemy się do Cynkowa pod drewniany kościół. Chwila przerwy na foto. Niestety nie udało się zorganizować wejścia do środka.

Z Cynkowa kręcimy bocznymi drogami do Koziegłów. "E75" przekraczamy na światłach i jedziemy pod posterunek Policji. Chłopaki liczyli na potwierdzenie się tam w książeczce zamków ale coś nie bardzo wyszło. Z zamku koziegłowskiego nic nie zostało. Jedynie puste pole. W samych Koziegłowach robimy chwilę przerwy na foto przy fontannie i małe zakupy. Potem kręcimy już prosto do źródeł Brynicy w Rzeniszowie. Po drodze musimy najpierw jednak zwalczyć górkę w Koziegłówkach.

Tu chyba wypada najcieplejszy moment dnia. Jedziemy w kierunku, w którym wieje wiatr i na dodatek świeci słoneczko. Nie trwa to jednak długo, tym bardziej, że musimy zmienić kierunek jazdy by zjechać na szlak prowadzący do celu. Przez las podjeżdżamy pod znajome już miejsce. Trochę obawialiśmy się, że po deszczach same źródła będą niedostępne ale okazało się, że nie jest tragicznie. Co prawda łąka, którą trzeba było przejść w drodze do źródeł, była nieco bardziej grząska i więcej wody stało w zagłębieniach ale części uczestników chciało się, i udało, przedrzeć do rozlewisk mających być głównym źródłem rzeki Brynicy.

Robimy pamiątkowe foto z flagą klubu i ruszamy w stronę Pińczyc, gdzie tydzień temu zapowiedzieliśmy się w gościńcu z grupą na obiadek. Rano Marcin potwierdził liczbę i kiedy docieramy do celu czekają na nas już zastawione stoły. Rosołek zniknął błyskawicznie. Drugie danie też długo nie postało. Chyba wszystkim dobrze to zrobiło, bo kręcenie powrotne potoczyło się jakby raźniej.

Zresztą zaczęło się od fajnego zjazdu. Potem górka w Dziewkach i kolejny zjazd. Potem jeszcze jedna górka, zjazd i jesteśmy w Siewierzu. Omijamy rynek bo już trochę zmęczenie daje się we znaki i nikt nie ma ochoty na marudzenie. Skracamy sobie pod zamek biskupi, gdzie robimy foto i już znaną drogą wracamy przez szlak rowerowy do Podwarpia i dalej do Wojkowic Kościelnych by ostatecznie dostać się na ścieżkę przy Pogorii 4. Niąże dotaczamy się w pełnym składzie do Ratanic gdzie ostatecznie kończymy oficjalnie wycieczkę. Część uczestników rusza od razu do domu. Reszta zasiada na chwilę by się pokrzepić przed ostatnim skokiem do domu.

Ostatecznie żegnam się z chłopakami przy "Pod Dębami" i solo kręcę przez Preczów i Sarnów do domu. Finiszuję jeszcze za jasności, co w przypadku wycieczek Cyklozy jest nieco niezwykłe. Przynajmniej dla mnie. Ale ani trochę mi to nie przeszkadza. Było dobrze. Plan się udał. Nikt nie miał defektu. Nie było żadnego wypadku. Pogoda ostatecznie się ugięła przed naszą nieustępliwością. Po prostu udany wyjazd i dobrze zużyta sobota.


Link do pełnej galerii















Kategoria Jednodniowe

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 02:03
  • VAVG 17.56km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 7 kwietnia 2017 | dodano: 07.04.2017

Udało się dziś pokręcić do pracy mimo tego, że prognozy były nieciekawe. ICM wieszczył opady na poziomie 1 mm więc uznałem, że powinno się dać jechać. Chyba mniej więcej się sprawdziło. Ruszam o 6:06. Lekko pada. Trochę wody w koleinach. Wiatr minimalny czyli poprawa w stosunku do wczoraj. Kręcę standard. Jedzie się nienajgorzej. Tylko kolana dostają nieco w kość. Wraz z kilometrami namakam coraz bardziej. Na finiszu, po dość spokojnym przejeździe, jestem z zapasem 1 min. W butach nieco morko ale do tragedii jeszcze daleko. Przebierając się w suche ciuchy czuję jak zaczyna odmarzać lewe kolano. Średnio zabawne uczucie.

Powrót też mi nie uszedł na sucho ale już też nie tak bardzo na mokro. Kapało większość drogi, raz mocniej, raz słabiej. Trochę też wiało z kierunku zachodniego ale bez porównania słabiej niż wczoraj. Kręcę powrót tą samą trasą co wczoraj. W ogóle dużo tego "jak wczoraj". Różnica mała taka, że staram się gdzie mogę jechać chodnikami. Jest na nich nieco bardziej sucho. Dzięki temu na finiszu w butach mam lepszą sytuację niż na porannym dojeździe. Przejazd spokojny i niespieszny. Na Pogoriach pusto. Jedna spacerowiczka, dwóch rowerzystów a tak to cała bieżnia moja.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 02:03
  • VAVG 17.56km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 6 kwietnia 2017 | dodano: 06.04.2017

W nocy wiało i padało. Zastanawiałem się jak będzie rano, czy przypadkiem nie będzie trzeba się posiłkować zbiorkomem. Na szczęście na starcie jest całkiem przyzwoicie. Co prawda wieje konkretnie ale akurat z kierunku właściwego. Niebo zaciągnięte chmurami. Jezdnie schnące. Wytaczam się na asfalt o 6:08. Od razu czuję, że mnie wspomaga. Jedzie mi się bardzo dobrze choć czasy na punktach pośrednich mam jak wczoraj, przyzwoite jedynie. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Drogi spokojne i raczej pustawe. Zero zgrzytów. Na miejscu z 4 minutami zapasu. Po drodze kilka razy trafiłem na strefy chłodniejszego powietrza generalnie jednak umiarkowanie ciepło.

Powrót to walka. Kręcę spacerowo przez Reden na bieżnię przy Pogorii 3. Tam prawie całkiem pusto. Tylko jakieś koparki, nowy słup (chyba pod transformator) i grupka robotników kończąca pracę. Na samej bieżni spotykam dwóch rowerzystów, jedną rolkarkę i jednego wędkarza. Pogoda raczej zniechęca do wychodzenia. Za to ładny widoczek na zbiornik. Między Pogorią 3 i 4 dopada mnie zamieć z gradem. Przystaje na tamie P4 bo nie da się jechać. Tnie po twarzy jak diabli. Kurtka nasiąka błyskawicznie. Na szczęście opad szybko przechodzi. Ubieram jednak ekstra warstwę i kontynuuję kręcenie spacerowe do domu. Po drodze wychodzi słoneczko ale nie jest ani trochę cieplej. Do domu zataczam się zmachany niemożebnie.


Kategoria Praca