limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPODZD

Piątek, 19 maja 2017 | dodano: 19.05.2017

Poprawiam godzinę startu i na kołach jestem o 6:07. Słonecznie ale rześko, choć jakby jednak cieplej niż wczoraj. Kręcę spokojnie, bez ciśnienia. Punkty przelotowe pozaliczane w dobrym czasie. Przejazd spokojny i bez sensacji. Na miejsce zataczam się z zapasem kilku minut.

Po pracy ruszam nieco objazdem do domu. Kręcę przez Pogoń do Czeladzi i stamtąd chcę sprawdzić jeden singielek jak teraz wygląda. Początek fajny ale mi końcówkę przysypali. Miał być w jutrzejszym objeździe ale nie będzie. Może jak go ludzie rozjeżdżą i rozdeptają znowu to nada się do użycia. Modyfikuję plan na jutro. Sprawdzam jeszcze jeden z wjazdów na Dorotkę. Tu też mała modyfikacja planu na jutro. Potem już bez zagięć wracam do domu. Chwila przerwy i wrzucam Błękitnemu sakwy. Robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem zjazd do domu.
Spoglądnąłem na prognozę pogody i potężne rozczarowanie. Dwa dni słońca i znów kiszka. Cieszę się, że choć dziś sobie w słoneczku poeksplorowałem. Gdybym wiedział, że się posypie to bym jeszcze coś zakręcił.


Kategoria Praca

DP asfaltem po pagórkach D

Czwartek, 18 maja 2017 | dodano: 18.05.2017
Uczestnicy

Poprawiam dziś wynik startowy i ruszam o 6:08. Słonecznie. Rejestrowalny wiaterek ze wschodu czyli dla mnie na twarz. Po nogach chłodno, ale nie mam zamiaru targać na powrocie całego plecaka ciuchów więc walczę w krótkich spodenkach z nadzieją, że wkrótce jednak nadejdą cieplejsze poranki. Na drogach dość spokojnie. Bez problemów przetaczam się standardową trasą. Chwilę stoję na przejeździe kolejowym przy "dworcu" w Dąbrowie Górniczej. Na miejscu z zapasem 4 min.

Nim wyszedłem z pracy dzwonię do Krzyśka w temacie omawianego wcześniej małego kręcenia asfaltem po pagórkach. Dogadujemy miejsce i godzinę startu. Krzysiu rozsyła info do klubowiczów.

Z pracy wychodzę jak zwykle ale celem nie jest tym razem dom lecz miejsce zbiórki na zwołaną ustawkę. Kręcę przez Mec i Środulę pod sosnowiecką Żyletę. Tu czekając na Krzyśka i ewentualnych innych chętnych wypatruje mnie Ania. Chwilę rozmawiamy. Pojawia się chwilę później Krzysiek i próbujemy ją namówić by się dołączyła. Pewnie gdyby nie plany na popołudnie to byśmy długo namawiać nie musieli. Nie zjawia się przez studencki kwadrans nikt więcej więc żegnamy się z Anią i ruszamy w drogę.

Na początek ścieżką małobądzką w stronę Będzina z wygięciem przez 12%. W końcu w planach były górki więc trzeba było zaznaczyć charakter przejazdu dobitnie. Na Syberce chwila postoju przy sklepie by uzupełnić zapasy napojów i kręcimy dalej. Zjeżdżamy z Syberki na Zamkowe i kierujemy się na ścieżkę do Grodźca. Tu dopada nas telefon od Prezesa. Wyjaśniamy mu plan trasy i nieco zrzucamy z tempa. Będzie nas gonił z centrum Sosnowca.

Spacerem wdrapujemy się do Grodźca ścieżką i potem chodnikiem by potem zjechać asfaltem pod Biedronkę i dalej pod dom kultury. Gdzieś na zjeździe Krzysiu wciąga w locie robala ale ten nie daje się skonsumować zbyt łatwo i chwilę musimy zrobić przerwę by zmusić owada do przesunięcia się w jedną lub drugą stronę.

Dalej toczymy się ścieżką w stronę Wojkowic. Przed Samym miastem dopada nas drugi telefon od Prezesa. Jest na wojkowickim Orlenie. My od niego jakieś 300m. Chwilę potem się zjeżdżamy. Prezes dokańcza izotonika i ruszamy dalej. Wdrapujemy się kawałek pod górkę jadąc w stronę centrum Wojkowic by za kościołem skręcić w stronę Strzyżowic. Pokonując górki w kierunku północnym docieramy w końcu do "913" w Strzyżowicach i skręcamy na podjazd pod cmentarz. Potem zjazd w stronę Rogoźnika i zwrot na Górę Siewierską. Chłopaki wypatrują króliczka i przypuszczają atak. Trochę trwa nim się rozpędziłem ale udało mi się na podjeździe wyprzedzić i króliczka i moich towarzyszy.

Robimy przerwę pod sklepem w Górze Siewierskiej. U mnie świeci już czerwona lampka. Jest około 17:30 i już czas zapodać sobie nieco paliwa. Wciągam 4 pączki i sok. Można jechać dalej. Zjeżdżamy w stronę Brzękowic Dolnych i dalej do Dąbia kierując się na Toporowice.

Przed Toporowicami skręcamy na ściankę pod cmentarz i kręcimy dalej utrzymując kierunek na Brzękowice Górne i siodełko między Górą Siewierską a Twardowicami. Osiągnąwszy ten punkt skręcamy do Twardowic i jedziemy pod górkę aż do Nowej Wsi, gdzie znów robimy zwrot. Tym razem do Najdziszowa. Trzymamy kierunek do Twardowic zjawiając się tam przed kolejną ścianką w stronę Mierzęcic.

Wbiwszy się na ten podjazd chwila oddechu i tankowanie płynów a potem robimy zjazd do Przeczyc. Mostkiem przemycamy się pod hodowlę ryb i dalej kręcimy do Tuliszowa. Kolejna ścianka w stronę Hektarów i potem zjazd i lekki podjazd do świateł na Podwarpiu. Dobrze, że się nie spieszyliśmy z przejeżdżaniem bo od Częstochowy przeleciał TIR na pełnej prędkości kiedy my już mieliśmy zielone. Bezpiecznie przebiwszy się na wschodnią stronę "86" kręcimy do Wojkowic Kościelnych i wbijamy na bieżnię wzdłuż Pogorii 4. Prezes przez kawałek tępi króliczki.

Bieżnią ciągniemy aż do lokalu "Pod Dębami". Tu żegnam się z Krzyśkiem i Marcinem. Solo robię podjazd preczowsko-sarnowski do "86" i przeskakuję trasę, tym razem na stronę zachodnią. Stąd dość długa prawie prosta lekko opadająca w stronę domu. Potem krótki podjazd pod gimnazjum w Psarach i już prosta opadająca do domu.

Wróciłem nieco po 20:00. Trochę zmachany ale też i z obserwacją, że takie pośmiganie po pagórkach nieźle rozkręca. Wjazd od strony Preczowa do Sarnowa poszedł mi dziś dość sprawnie. Czasem na tym odcinku wlokę się gorzej niż rencista.

Cały dzień dopisywała pogoda. W końcu temperatury były omalże takie jak lubię. Dopiero w okolicach 19:00 zaczęło robić się nieco chłodniej. Jednak do domu dokręcam bez wkładania ekstra warstw. Może trochę też dlatego, że od Preczowa wiaterek mi pomagał. W sumie bardzo przyjemne i wesołe kręcenie popołudniowe.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 50.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 03:00
  • VAVG 16.67km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 17 maja 2017 | dodano: 17.05.2017

Start poszedł dziś odrobinę sprawniej i kręcenie rozpoczynam o 6:09. Raczej chłodno. Wiaterek chyba ze wschodu. Słonecznie. Kręcę niezbyt intensywnie bo nogi mówią, że na więcej i tak nie pozwolą. Trasa standardowa. Czas wyjazdu i przejazdu wyszedł na tyle dobrze, że trafiam między pociągi KŚ i nie muszę stać na przejeździe kolejowym. Po drodze zupełnie bez sensacji. Na miejscu jestem z zapasem 3 min.

Po pracy ładny, słoneczny dzień. Ale ciągle jeszcze nie jest ciepło. Przynajmniej nie tak, jakbym sobie życzył. Ale trudno. Jeździ się co jest. Powrót dziś nieco kombinowany z objazdami terenowymi, eksploracjami itp. Zakres badanego terenu to głównie pogranicze Sosnowca, Czeladzi i Siemianowic Śląskich. Sporo terenu. Wszystko to pod kątem małej ustawki sobotniej. Ostatecznie staczam się do domu przed 18:00 z kierunku wojkowickiego. Jadę już noga za nogą bo paliwo się kończy. Przyjemnie było się tak niespiesznie pokręcić trochę po okolicy.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 18.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 16 maja 2017 | dodano: 16.05.2017

Wstałem z zapasem czasu ale wyjazd mi się ostatecznie poobsuwał. Przez deszcz. O 5:00 za oknem było nawet całkiem całkiem. Suche jezdnie, raczej bez wiatru, mglisto i tylko jakieś nieciekawe zaciemnienie na południowym zachodzie. O 5:40 z tego zaciemnienia zrobiła się deszczowa chmura i trochę popadało. Wtedy to zacząłem spowalniać rozruch by ocenić jak się potoczy historia z opadem. Ostatecznie przestało gdzieś tak o 5:50. Mogło być gorzej. Ostatecznie na koła wytaczam się o 6:17. Trochę późno ale nie cisnę. W powietrzu jest na tyle dużo wilgoci, że odczuwalnie nie jest zbyt ciepło. Kolana dają sygnały, że szału nie będzie. Kręcę spokojnie ale poza bezpiecznym oknem przelotowym. Trasa jak wczoraj. Przesiadka na hardtail-a od razu uzmysławia jak nierówne są nasze drogi, ścieżki i chodniki. Czuję teraz każdą łatę na asfalcie, każdą nierówno ułożoną kostkę, patyczek czy dziurę. Wszystko to przekłada się nieco na prędkość dokładając się jeszcze do wolniejszego przelotu. W Dąbrowie Górniczej trafiam na opadające szlabany przy "dworcu kolejowym" i czekam aż na peronie zaparkuje KŚ do Gliwic. Ostatecznie na mecie jestem obsunięty o 6 min. Mimo tego przyjemny i spokojny dojazd do pracy. Mam nadzieję, że prognoza na popołudnie sprawdzi się tak jak wczoraj czyli zdążę przed burzą do domu. Nie chciałbym znaleźć się pod tym, co wczoraj z nieba spadało.

Myślałem, że na dojeździe do pracy jest opornie. Powrót przekonał mnie jak bardzo się myliłem. Na wylocie słoneczko, suche jezdnie ale za fajnie nie jest. Wieje mniej więcej z zachodu zimnym powietrzem. Kręcę spacerowo przez Reden do Mostu Ucieczki i dalej na Zieloną. Potem trochę lasu w drodze do Łagiszy i powrót na asfalt przy wjeździe do Sarnowa. Reszta to asfaltowy standard do domu. Większość w niestandardowym, spacerowym tempie na młynkach. Powrót to potężne niechcenie na jeżdżenie.


Kategoria Praca

DPS

  • DST 24.00km
  • Czas 01:05
  • VAVG 22.15km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 15 maja 2017 | dodano: 15.05.2017

Oj! Nie chciało mi się dziś wstawać, nie chciało! Tak zamulałem, że na kołach jestem dopiero o 6:20. Jakby wszystko poszło idealnie i bym pocisną to na styk bym był na miejscu. Jednak po drodze jest trochę świateł, skrzyżowań, pagórków i innych atrakcji więc z góry założyłem, że będzie opóźnienie. Mimo tego starałem się cisnąć gdzie się dało choć organizm mówił żebym na zbyt wiele nie liczył. Pogoda nienajgorsza. Wysoko chmurki, wschodzące słońce, lekki wietrzyk chyba ze wschodu. Zdecydowałem się wystąpić dziś w krótkich spodenkach i lekkich butach. Mam nadzieję, że się to nie zemści później. ICM na razie wieszczy burze i deszcze na popołudnie. Tymczasem jednak warunki dobre więc ruszam kręcąc standardowy dojazd przez Łagiszę, Zieloną i centrum Dąbrowy Górniczej. Po drodze drobne irytacje ale ogólnie jedzie się sprawnie i dość przyjemnie. Ostatecznie cel osiągam z trzyminutowym opóźnieniem. Mogło być gorzej.

ICM wieszczył, że na powrocie armagedon. Burze, ulewy, wody wyżej uszu. Martwiło mnie to bo chciałem oddać Rzeźnika nieusyfionego do serwisu. Na szczęście okazało się na wylocie, że się prognoza nie spełniła. Jedynie na Środuli spadło kilka symbolicznych kropel. Sprawnie udało mi się dotoczyć do serwisu i zostawić full-a na przegląd i wymianę kilku zużytych elementów. Powrót z Będzina zbiorkomem.


Kategoria Praca

Okoliczne pagórki

  • DST 41.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:51
  • VAVG 22.16km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 14 maja 2017 | dodano: 14.05.2017

ICM-u prognoza się sprawdziła. Dziś piękny, letni dzień. Dużo słońca, prawie ciepło, lekki wiaterek, fotograficzne chmurki. Stwierdziłem, że sokoro przy wczorajszych warunkach machnąłem grubo ponad sto, to dziś choć małe kółeczko warto by ukręcić. Tak też i ruszyłem asfaltowy objazd pobliskich pagórków. Całą drogę intensywne młynkowanie by rozruszać i rozgrzać mięśnie i kolana.

Rozpoczynam od rozgrzewkowego wjazdu do Góry Siewierskiej. Potem siodełko i wjazd do Twardowic. Potem wzdłuż grzbietu przez Siemonię do Sączowa. Tu wspinam się pod kościół i grzbietem kręcę do Niezdary. "78" jadę przez Świerklaniec do Kozłowej Góry, gdzie skręcam na kierunek do Dobieszowic. Tu mam pierwszego króliczka. Doganiam go i trzymam jego tempo sprawdzając czy dam mu radę. Gdyby jechał prosto to byśmy powalczyli na podjeździe do skrzyżowania na Wymysłów. Niestety przy bunkrze skręcił w prawo. Cóż. Trudno. Kręcę swoje na podjeździe w Dobieszowicach i potem zjeżdżam w stronę Urzędu Gminy w Bobrownikach. Patrzę na licznik: 27km. Mało. Z tego miejsca jest jeszcze jak pozaginać. Obieram kierunek na Bobrowniki. Mignął mi na skrzyżowaniu kolejny króliczek. Wrzucam młynki i ciągnę pod górkę doganiając go na skrzyżowaniu. Jest dobrze. Skręca tam gdzie ja czyli na Wojkowice. Chyba próbował się oderwać na zjeździe ale mu się nie udało. Ciągnę za nim odpoczywając. Mam nadzieję, że będzie też wtaczał się na podjazd pod więzienie w Wojkowicach. Na skrzyżowaniu okazuje się jednak, że nie. Jedzie na Michałkowice. Trudno. Kręcę swoim tempem wjazd. Bokiem dotaczam się w pobliże Orlenu w Wojkowicach i wbijam w terenowy skrót na prostą do domu. Na skrzyżowaniu z "913" mam 39 km. Zaginam jeszcze obok wsiowego lewiatana przebijając 40km.

Jechało się nawet bardzo przyjemnie. Nogi podawały. Warunki prawie takie jak lubię. Gdyby było jeszcze o +5 stopni więcej, to byłby ideał. Ale i tak po objeździe zimny browarek wszedł jak woda w gąbkę :-) Po drodze napotkałem mnóstwo rowerzystów. Całe rodziny. Widać, że wielu czekało na taką pogodę.


Kategoria Inne

Klubowo do Pieskowej Skały

  • DST 180.00km
  • Teren 50.00km
  • Czas 10:30
  • VAVG 17.14km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 13 maja 2017 | dodano: 13.05.2017
Uczestnicy

Dziś tylko podstawowe parametry wyjazdu. Jutro, jak odeśpię będzie reszta (ślad, foto i opis).

Edit dnia następnego:

Trasa w mapce więc nie będę opisywał po kolei. Rozczulę się nad innymi rzeczami.

Na początek pogoda. Tydzień temu na objeździe było słabo i dziś nie było lepiej. Dzień prawie cały pochmurny. Widoczność słaba. Często wpadaliśmy w obszary występowania mżawki. Była nie na tyle intensywna żeby przemoczyć ale nieco nasiąknięte ubrania wychładzały, zwłaszcza na zjazdach. Kosztowało nas to trochę sił i energii. Na szczęście obyło się bez większych opadów. Na wstępie do finiszu, około 19:00, niebo przetarło się i powrót jechaliśmy w stronę zachodzącego słońca. Niestety zaszło szybciej niż byśmy sobie życzyli i fragment powrotu odbył się już w ciemnościach.

Trasa była dość wymagająca i choć do Pieskowej Skały nie było problemów z integralnością grupy, to już na powrocie powoli niektórym zaczęło brakować sił. Ostatecznie przed Tenczynkiem dwie osoby odłączają się by ominąć zamek, a dwie bo chcą szybciej dotrzeć do domu ze względu na późniejsze plany. My wdrapaliśmy się pod sam zamek trafiając akurat na moment jego zamknięcia. Ale pieczątki udało się zdobyć do potwierdzenia trasy. Wcześniej, przy Pieskowej Skale, pożegnaliśmy jeszcze dwie inne osoby, które miały nieco mniejsze zapasy czasu i nie mogły sobie pozwolić na naszą zaplanowaną trasę. Potem jeszcze w Ciężkowicach jedna osoba pożegnała się z nami w mało dyplomatyczny sposób. Podejrzewam, że człowiek przeliczył się z siłami, miał gdzieś po drodze w Puszczy Dulowskiej kryzys i jechał z nami tylko do miejsca gdzie wiedział jak wrócić do domu. Nim odjechał sfrustrowany chciał nam wmówić jakąś winę za jego problemy. Niestety tak bywa, że czasem trafi się ktoś nie nadający się do jazdy w grupie. My nie zostawialiśmy nikogo ale też nikogo na siłę nie trzymaliśmy.

Z rzeczy, które nas zaskoczyły to zlot samochodów tuningowanych w Ojcowskim Parku Narodowym. Ryki podkręconych silników słychać było ładnych kilka godzin kiedy zwiedzaliśmy zamek i potem czekając i jedząc obiad. Mało to przyjemne. Pomysł na zorganizowanie takiej imprezy, w takim miejscu to kompletna porażka. Jedna wąska i kręta droga, mnóstwo samochodów, jeszcze więcej ludzi i ryki dobywane z maszyn. Nie potrafię sobie przypomnieć żebym widział tydzień temu jakieś informacje na temat tej imprezy a z pewnością musiała być planowana dużo wcześniej.

Czasowo przejazd zajął nam mniej więcej tyle ile testowanie trasy choć w kilku miejscach zmieniliśmy drogę. Wyszło lepiej i ciekawiej pod względem trasy - więcej terenu i spokojniejszy przejazd. Dolina Będkowska trochę podeschła i udało się ją przejechać terenem dość spokojnie. Co prawda był jeden upadek ale bez obrażeń. W sumie to drugi na tym wyjeździe. Jeden wydarzył się tuż po starcie w Sosnowcu ale też bez większych strat. Ze strat to jeszcze był kapeć na podjeździe do zamku. Jeden z uczestników wbił w oponę dość solidny kawał żelastwa.

Ogólnie wyjazd raczej udany choć w kość trochę dał. No i znowu muszę czyścić rowerek.



Link do pełnej galerii


Policzeni na starcie.


Bukowno.


Na szlaku w stronę do Pieskowej Skały. Mży. Znowu.


Cel główny dnia dzisiejszego - zamek w Pieskowej Skale.


Kolejny zamek, tym razem w Ojcowie.


Muzeum już nie zwiedzaliśmy. Tylko potwierdzenia i foto. Straciliśmy dużo czasu czekając na obiad i trzeba było ciąć program wycieczki.


Nieco podeschnięta Dolina Będkowska.


Nieco uszczuplona grupa pod zamkiem Tenczyn.


Gdzieś na wylocie z Trzebini.


W liczbach dystans krótszy niż na objeździe testowym, czas podobny, powrót minimalnie wcześniejszy. Dobrze, że to była sobota :-)




Autor filmu: Paweł Szczepaniak


Kategoria Jednodniowe

DPDZD

  • DST 38.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 01:46
  • VAVG 21.51km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 12 maja 2017 | dodano: 12.05.2017

Dziś start obsunięty celowo. Około 5:40 wyszedłem na chwilę na dwór by sprawdzić jak jest z temperaturą. Wyszło, że na długie spodnie. O 5:45 lunęło. 5 min. solidnej ulewy i na ulicy przed domem pełno wody. Spowolniłem odrobinę procedurę by dać trochę czasu opadowi na spłynięcie. Wiele to nie dało bo kiedy jestem na kołach o 6:14 jezdnie wciąż mokre :-/ Ale przynajmniej wiaterek minimalny i umiarkowanie ciepło. Kręcę od początku bez ociągania trasę jak przez ostatnie kilka dni. Jakby dziś więcej samochodów ale jedzie się dobrze i spokojnie. Lekka obsuwa sprawia, że jestem po pociągu KŚ więc nie muszę stać w Dąbrowie Górniczej. Ostatecznie na metę zataczam się z rezerwą kilku minut. Okazało się, że ulewa była tylko w mojej okolicy. 2km od domu, w Gródkowie, praktycznie jezdnie już suche i tak do samego końca.

Po pracy warunki się nieco poprawiają. Jezdnie są suche. Delikatnie wieje mniej więcej z północnego wschodu. Jest na tyle ciepło, że mogę wsadzić kurtkę do plecaka. Powrót czynię bez większych zagięć przez Reden, Most Ucieczki, Zieloną, czarny szlak do Łagiszy, wertepkowe przedłużenie szlaku w stronę źródełka w Psarach i do domu. Bez ociągania, marudzenia ale też i bez większego ciśnienia. W domu odstawiam Rzeźnika, wytaczam Błękitnego i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana po zakupy uzupełniające. Z balastem zjazd do domu.
Potem jeszcze wieczorem czyszczenie i smarowanie Rzeźnika na jutrzejszą wycieczkę klubową ale już bez jeżdżenia testowego.


Kategoria Praca

DP po przyczepkę D

  • DST 58.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:32
  • VAVG 22.89km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 11 maja 2017 | dodano: 11.05.2017

Organizm chyba jednak wyczuwa, że to już ta pora roku, że można zacząć zamulać przy wstawaniu bo i tak się nadrobi na dojeździe. Gdyby maj był taki, jak powinien, to by się to sprawdzało. Tymczasem dalej na starcie zimno i potem nadrabianie strat okołostartowych kosztuje nieco wysiłku. Ruszam dojazd o 6:11. Niby cieplej niż wczoraj ale cieńsze warstwy sprawiają, że odczuwalnie jest chłodno. Wolę się jednak trochę pomęczyć z rana i lekko wychłodzić niż potem targać na powrocie plecak pełen ciuchów - ICM twierdzi, że może być nawet ponad +20. Trasa dojazdowa jak wczoraj. Chwilę czekam w D. G. na przejazd KŚ. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut. Przejazd przyjemny i spokojny.


Z pracy wytaczam się dziś o godzinkę później bo umówiłem się z Moniką na odbiór przyczepki, której to właścicielem postanowiłem się stać jakiś czas temu.

Jest o wiele przyjemniej niż rano. Słoneczko, lekki wiaterek, stosunkowo ciepło. Kurtka ląduje w plecaku ale chwilę po starcie czuję lekki chłodek. Dopiero rozkręciwszy się odrobinę robi się prawie przyjemnie. Niestety w zacienionych miejscach już tak ciepło nie jest.

Kręcę dojazd do Kosmicznej Bazy zaczynając od kierunku na Kazimierz. Chwilę stania na przejeździe kolejowym na Strzemieszyckiej aż przejedzie towarowy i kontynuuję Strzemieszycką do skrzyżowania z "790". Tąże dociągam do Łośnia po drodze odbijając w skrót terenowy przez las. Nim docieram do celu wyprzedza mnie Firmowa Fura Rowerowej Norki :-) Chwilę potem jestem pod Bazą.

Trzecie koło już czeka. Takie ładne, nowe, czyste, okrągłe, z żółtymi sakwami i workiem. Miło oko zawiesić. Po szybkim montażu dłuższą chwilę rozmawiamy o sprawach, jakże by inaczej, okołorowerowych. Tym sposobem robi się prawie 18:00. Ja ruszam w powrót pożegnany okazyjnym foto, a Monika zabiera się za ciągnięcie Firmy dalej na przekór ZUS-owi, Skarbówce i innym przeciwnościom losu.

Powrót czynię tym razem na kierunku ząbkowickim. Wg meldunku z Endo Tomek jest już blisko i powinienem go spotkać gdzieś po drodze. Stało się to jednak dalej niż się spodziewałem i gdyby mnie nie zauważył to byśmy się wyminęli bez słowa. On rzeźbił pod górkę wolniej nieco więc miał czas się rozglądać. Ja leciałem dość szybko w stronę tunelu i mało zwracałem uwagę na rzeczy inne niż dziury w jezdni. Zakrzyknęliśmy do siebie "Cześć!" i tyleśmy się widzieli.

W Ząbkowicach trochę mi się droga pomerdała co zaskutkwało kawałkiem terenowym, który wyprowadził mnie ostatecznie na Ujejsce. Stąd już drogi nie dało się pomylić. Szybko dotaczam się do Wojkowic Kościelnych i wbijam na bieżnię wzdłuż Pogorii 4. Trochę króliczków ganiało ale ostatecznie jak wszedłem na obroty to jakoś nie było kogo gonić :-( Chyba mi się ktoś przyczepki trzymał albo dogonił mnie za Ratanicami. Nie jestem pewien bo się za siebie nie oglądałem starając się utrzymać równą kadencję na zwiększonych obrotach. Trochę też zależało mi już na jak najszybszym powrocie do domu.

W Preczowie zrzucam nieco z tempa i spokojnie wjeżdżam sobie pod światła w Sarnowie. Tu jest lekko z górki więc znów mogę nieco rozkręcić tempo. Chwila spowolnienia na podjeździe pod gimnazjum i 1,5km lekko opadającej jezdni prosto do domu.

W domu robię mały ogląd brzęczącej tarczy. W końcu odkręcam tylny hamulec i oglądam klocki. Zdarte. Zakładam jakieś zdemobilizowane ale jeszcze w niezłym stanie i robię kilka prób hamowania. Jest lepiej... i ciszej czyli ok.

W sumie dziś jeździło się całkiem przyjemnie. Nawet rano, mimo chłodu. To jeszcze nie jest to, co już powinno być w maju w pogodzie ale jak na razie najlepszy dzień w tym miesiącu. Oby tylko tak dalej. Niestety ICM znów "proroczy" wodę z nieba :-/


Kategoria Praca, KlockiT, Serwis, Z trzecim kołem

DPOD

  • DST 45.00km
  • Czas 02:03
  • VAVG 21.95km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 10 maja 2017 | dodano: 10.05.2017

Normalnie zima. Wygrzebywanie się przedstartowe zajęło mi znów nieco więcej niż zakładałem i na kołach jestem o 6:10. Trawy oszronione. Słoneczko, bez wiatru ale zimno. Dobrze, że wczoraj nie padało bo dziś byłaby szklanka. Zdecydowanie poniżej zera. Kręcę trasę jak wczoraj. Czas odrobinę gorszy bo w tej termice nogi nie chcą podawać. Poza tym wczoraj pomagał wiatr. Mimo tego jedzie się całkiem sympatycznie i spokojnie. Te kilka minut różnicy w czasie przelotu sprawiają, że nadziewam się na szlaban przy "dworcu kolejowym" w centrum Dąbrowy Górniczej. Minuta stania aż przejedzie KŚ. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut.

W ciągu dnia padało. Nawet śnieg. Na wyjściu jest nawet znośnie. Trochę wieje (wg ICM-u z południowego zachodu), jest słoneczko, temperatura taka, że połowę ciuchów z porannego dojazdu wiozę w plecaku. Trochę znudziły mnie już powroty na kierunku Będzina i Dąbrowy Górniczej więc dziś zdecydowałem się na zagięcie w inną stronę. Kręcę początek w stronę Kazimierza. Stamtąd do Gołonoga i na Gwardii Ludowej aż do drugich torów, gdzie skręcam w stronę Piekła. Potem objazd P4 od południa na Marianki i standardowe wykończenie przez Preczów i Sarnów. Przyjemny powrót do domu choć czasem przyszło nieco posiłować się z wiatrem. Na P4 wyprzedził mnie rowerzysta na przełajówce. Rzeźbiłem swoje delikatnie na poziomie 22km/h ale jak mi przed oczy króliczek wyskoczył, to trzeba było sprawdzić ile pojedzie. Trzymał równo tak na poziomie 25-26km/h. Nawet nie musiałem biegów zmieniać. Wystarczyło tylko lekko kadencję zwiększyć. Trzymałem się tak ze 2m za jego kołem. Przy "Pod Dębami" króliczek odbił na kierunek Ratanic a ja swoje do domu.


Kategoria Praca