DPDZD
-
DST
40.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:20
-
VAVG
17.14km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch miał wyjść lepiej ale było jak zwykle. Startuję o 6:14. Całkiem przyjemne warunki. Trochę niegroźnych chmurek na niebie, raczej bezwietrznie, chłodno. Czapka okazała się całkiem na miejscu.
Początkowo miałem pojechać przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą ale ostatecznie, by nie walczyć o utrzymanie się w oknie czasowym, pojechałem przez Będzin.
Przejazd spokojny, przyjemny i niespecjalnie spieszny. Na miejscu mam rezerwę 4 min.
Na wyjściu ładne słoneczko ale nie daje ono rady podgrzać atmosfery do przyjemnych wartości. Czuć chłodne powietrze.
Kręcę początek powrotu przez las zagórski. Przez Reden i Łęknice toczę się na Piekło i tam wbijam na bieżnię przy P4 i zaraz zjeżdżam na piaski. W końcu jestem dziś na Mamucie więc okazję trzeba wykorzystać. Przy tym rozglądam się za grzybkami. Trafia się kilka ale ledwie drobna garstka, a ten najbardziej okazały pogryziony przez robaki i wiele z niego nie udało się uratować. Akurat będzie dodatek do jajecznicy na śniadanie. Kiedy mi się piaski kończą wracam na bieżnię i kręcę zwykłą trasę przez Preczów i Sarnów do domu.
Zakładam sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem zjazd do domu. Z minuty na minutę temperatura robi się coraz mniej przyjemna. Jednak całe powrotne kręcenie bardzo przyjemne i spokojne.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
31.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
19.79km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozlazł mi się start i na kołach jestem dopiero o 6:13. A zapowiadało się dobrze. Potem jeszcze na skrzyżowaniu z "913" nagle się zrobił ruch. Następnie jeszcze chwila zwłoki żeby poprawić ochronę przed wiatrem w okolicach głowy i szyi, i jest już 6:17. Trochę mało czasu więc wybieram trasę przez Będzin.
Warunki ewidentnie słabsze niż wczoraj. Mokre jezdnie. Wieje nieco z zachodu. Niebo przykryte dywanem chmur. Temperatura też nie powala. Miejscami wydychane powietrze zamienia się w parę. Mimo tego jest przyjemnie.
Kręcę bez ociągania ale jeszcze z rezerwą mocy. Ostatecznie zataczam się na miejsce z rezerwą dwóch minut. Przejazd spokojny.
Na wyjściu z pracy czuję, że jest zauważalnie chłodniej niż rano. Trochę wieje. Sporo chmur na niebie ale czasem słoneczku udawało się przedrzeć. Ogólnie warunki sprawiły, że nogi nie chcą podawać jak przy wyższych temperaturach. Kręcę w tempie spokojnym.
Trasa w wariancie krótkim, przez Będzin ale inna niż dojazdowa. Tym razem przez las mydlicki, las grodziecki i las gródkowski. Wykończenie "913".
Spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
20.39km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niespecjalnie poprawiam czas startu. Kręcę dopiero o 6:14.
Warunki niezłe. Trochę chmurek robiących ładne tło dla wschodu słońca. Wiaterek momentami dość zauważalny. Ciepło jak na zestaw wdzianka, które na siebie naciągnąłem.
Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą kręcona z zaangażowaniem ale jeszcze nie na maksimum. Nie chciałem się za mocno przegrzać
Dojazd spokojny i przyjemny. Na miejscu 2 min. zapasu.
ICM zapowiadał powrót w kropli ale kiedy ruszam jeszcze jest ok. Jedynie chmury na niebie nie wróżą za dobrze. Kropelki zaczęły się jak wybywałem z lasu zagórskiego. Przez Reden i Most Ucieczki przetoczyłem się w kropli z nadzieją, że jednak ustanie. Na Zielonej porzuciłem tą nadzieję i wdziałem warstwę przeciwdeszczową. Nie padało za mocno ale przez czarny szlak do Łagiszy trochę mnie okapało mimo lekkiej osłony drzew. W drodze na Stachowe i dalej do magazynów było bez osłony więc kropla była bardziej zauważalna. Finisz robię chodnikiem by się za mocno nie uflejać. Asfalt był bardziej mokry. Nie za spiesznie dotaczam się do domu.
Ostatecznie w butach sucho więc uznaję, że nie zmokłem. Chyba bardziej się spociłem bo było termicznie nawet dość przyjemnie.
Powrót ogólnie ok.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
35.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:38
-
VAVG
21.43km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wtorkowy poniedziałek. Pierwszy dzień w tym tygodniu na dojeździe do pracy. Warunki za oknem zupełnie przyjemne. Nie wieje, nie za chłodno, minimalnie chmurek. Zbieram się znów dość późno. Na kołach jestem o 6:17. Żeby nie ryzykować obsuwy wybieram trasę przez Będzin. Jedzie się szybko, sprawnie i spokojnie. Na metę zataczam się z zapasem 3 min.
Powrót w towarzystwie dość silnego wiatru przez część raczącego być przeciwnym. Walczyłem z tą "przeciwnością" wykorzystując do tego wątki terenowe przez las. Pomogło.
Trasa przez las zagórski na Reden, Most Ucieczki i Zieloną. Potem czarnym szlakiem do Łagiszy, Stachowe, magazyny i asfaltem do domu. Tu się okazuje, że jeszcze muszę wyskoczyć po chlebek więc szybkie kółeczko z mikrozagięciem do pobliskiej piekarni.
Dziś bez większych objazdów bo w planach wizyta u stomatologa.
Kategoria Praca
Nieplanowy mikrowyskok
-
DST
14.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
00:45
-
VAVG
18.67km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś nie było w planie kręcenie ani trochę ale jak to z planami bywa...
Trasa przez Górę Siewierską do Twardowic i dalej w stronę Siemoni. Po drodze wbicie w las i powrót przez Strzyżowice "913".
Spokojnie, niespiesznie.
Kategoria Inne
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Udało mi się odrobić 3 min. Ale i tak obsuwa na mecie 7 min. W ogóle start poszedł tak koślawo, że toczyć zaczynam się dopiero o 6:27.
Ponieważ czasu mało to trasa najkrótsza czyli przez Będzin. Cisnę ale nie na maksa bo i tak nie było szansy zajechać na czas.
Na drogach o wiele większy ruch niż jak jadę tuż po 6:00. Na szczęście przejazd bez sensacji.
Warunki takie, że koło domu miałem mgły. Kilometr dalej już powietrze czyste. Bezchmurnie. Bezwietrznie. Od Środuli wyraźnie cieplej.
Powrót pod pochmurnym niebem i przy lekkich podmuchach ale ogólnie w przyjemnych warunkach. Wychodzę deczko później niż normalnie i już nie mam ochoty na gonitwę. Kręcę spokojnie powrót przez las zagórski, Reden, Most Ucieczki, Zieloną, czarny szlak do Łagiszy, Stachowe, magazyny i finisz asfaltem spod piekarni. W domu jestem równo o 17:00.
W opcji była masa krytyczna w Bytomiu ale zbyt późno dotarłem do domu by się nafutrować i dojechać na czas więc odpuściłem.
Jutro może jakiś lajcik po okolicy choć szansa na to, że mi się zachce, jest słabsza, niż nędzna.
Kategoria Praca
DPODZD
-
DST
46.00km
-
Teren
12.00km
-
Czas
02:40
-
VAVG
17.25km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch sprawny ale start jednak późniejszy, niż wczoraj - 6:06.
Warunki dość przyjemne. Nie czuć chłodu. Nie wieje. Na polach mgły. Jezdnie mokre, miejscami w koleinach woda.
Kręcę umiarkowanie intensywnie zwykłą trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Generalnie spokojnie.
Na mecie mam 5 min. zapasu. Przyjemny dojazd do pracy.
Powrót z pracy zrobił się spontaniczną improwizacją. Zaczynam standardowy przejazdem przez las zagórski na Reden. Po drodze dogania mnie telefon. Marcin. Pyta gdzie jestem. Chwilę się lokalizujemy i ostatecznie umawiamy przy fontannie na Zielonej. Zataczam się tam przez Most Ucieczki. Chwilę krążę po parku nim zjawia się Prezes. Niespiesznie kręcimy na czarny szlak do Łagiszy i dalej do Parku Żurawiniec skąd terenem do Strzyżowic. Potem zagięcie przez ul. Kasztanową w stronę DINO i dalej do torów. Wracamy kawałek do Gródkowa i na drugą, asfaltową, stronę by dociągnąć do zjazdu w tunel pod torami, który drugi wylot ma przy cmentarzu w Psarach. Przy cmentarzu, po chwili rozmowy, rozjeżdżamy się Marcin w stronę Wojkowic, ja prosto do domu.
W domu zostawiam oporządzenie podróżne i zakładam Mamutowi sakwy. Robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu.
Na powrocie pogoda kapana. Najpierw skropiło nas na czarnym szlaku. Potem trochę w Parku Żurawiniec. Ostatnie kapanie przeleciało jak byłem na zakupach. Termicznie tak sobie. Ostatecznie nie było najgorzej. Nie zmokłem, pojeździłem.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
19.46km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
O dziwo, dziś udało mi się pozbierać całkiem szybko i na kołach jestem już o 6:01.
Minus taki, że ciemno i kapie. Na szczęście kropelek nie jest zbyt wiele i nie jest potrzebna specjalna warstwa ochronna.
Miałem pokręcić wertepkami ale postawiłem ostatecznie na asekurację i pojechałem asfaltem. Nawet przez chwilę zakładałem wariant przez Będzin. Jednak kropelki po kilometrze zniknęły i potoczyłem się zwykłą trasą przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Kilka razy kropelki jeszcze się objawiały. Na szczęście w takiej samej, nieszkodliwej ilości jak wcześniej.
Na mecie jestem z zapasem 10 min. Przejazd prawie spokojny. Jedynie na rondzie w centrum D. G., jak zwykle, moment niepewności czy kierownik od strony Będzina ustąpi mi pierwszeństwa. Tak ledwo, ledwo ale ustąpił.
Powrót też w kapaniu i to chyba nawet większym niż o poranku ale na tyle dużym, by wdziewać ekstra warstwę. Nawet ciepło.
Kręcę początek przez las zagórski w stronę Redenu i dalej do Mostu Ucieczki. Stamtąd na Zieloną i czarny szlak do Łagiszy. Do mojej wioski wjeżdżam od strony Stachowego i magazynów. Finisz grzecznie asfaltem.
Taki trochę smętny dzisiejszy dzień ale jeździło się dobrze. Powrót zdecydowanie spokojniejszy niż dojazd do pracy.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
43.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
02:07
-
VAVG
20.31km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Odrobinę poprawiam start ale jeszcze nie jest idealnie. Na razie 6:09.
Od razu rzuca się w oczy i na inne zmysły zmiana pogody. Niebo zaciągnięte szczelnie chmurami co przekłada się m. in. na większe ciemności o poranku. Do tego czuć, że powietrze jest cieplejsze i niesie z sobą więcej wilgoci. Przez to przejrzystość powietrza jest mniejsza. Wieje ze wschodu, czyli dla mnie raczej niepomagająco. Znajduje to odzwierciedlenie w czasie przelotu.
Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą przebiegła spokojnie. Na miejsce zataczam się równo o 7:00. Chyba trochę za ciepło się ubrałem bo jestem lekko podgotowany.
Jesień. Taka przyjazna. Słoneczko, lekki wiaterek, umiarkowanie ciepło, sucho. W sam raz pogoda do jeżdżenia. Początkowo zamiarowałem szybkie dotarcie do domu ale akcja potoczyła się w kierunku lekkiego wygięcia.
Zaczynam standardowym odcinkiem przez las zagórski na Reden. Tu, na światłach, widzę króliczka. Doganiam go przed Mostem Ucieczki. On śmiga pod niego, ja na Łęknice. Trudno. Kręcę swoje w stronę przejazdu między P3 a P4 i na wylocie z dzikiego przejazdu widzę znów mojego króliczka. Ciutkę zwiększam kadencję i kawałek za przybytkiem RZGiW siedzę mu na kole. Niestety jechał trochę za mało intensywnie, jak na moją dyspozycję więc go wyprzedzam i swoim tempem systematycznie się oddalam.
W okolicach Ratanic widzę kolejnego króliczka. Znów nieco podkręcam kadencję i dość szybko udaje mi się go dogonić. Ten też, niestety, jedzie o jakieś 3-4km/h wolniej niż mi odpowiada więc i jego zostawiam w tyle. Więcej okazji do pościgu nie było.
Przy Kamieniu Ornitologa odbijam na Kuźnicę Piaskową i przez Warężyn dotaczam się do Dąbia-Chrobakowego. Stamtąd do Malinowic, gdzie na zakręcie odbijam w teren, którym to dociągam do Strzyżowic. Korciło mnie wykończyć przez ul. Kasztanową ale odpuściłem. Staczam się już prosto do domu.
Bardzo przyjemny, i momentami dynamiczny, powrót do domu.
Kategoria Praca
DP PTTK ND
-
DST
41.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Chyba muszę przestawić budzik na pół godziny wcześniej bo nijak nie wychodzi mi start tak, jak bym chciał. Dziś podobnie, ruszam dopiero o 6:18.
Mało czasu, więc wybór pada na trasę przez Będzin. Kręcę z zaangażowaniem ale ostatecznie i tak mam na mecie 2 minuty straty. Plus przejazdu taki, że w miarę spokojnie.
Warunki niezłe, trochę chmurek, raczej bez wiatru, chłodno. Słoneczko pracowało nad ładnym wschodem słońca ale nie bardzo mogłem się skupić na obserwacjach bo utrzymanie się w oknie czasowym angażowało większość mojej uwagi.
Po pracy umawiam się z Marcinem na Orionie i razem kręcimy bokami w stronę centrum Sosnowca do siedziby PTTK. Dziś spotkanie klubowe. Jesteśmy sporo przed czasem ale kiedy nadchodzi wyznaczona godzina nagle robi się niezły tłok. Dawno już tylu uczestników nie było. Spotkanie trwa około 1,5h. Dużo było po wakacjach do powiedzenia o wyjazdach odbytych, trochę też o zbliżających się niebawem i w nieco dalszej przyszłości. Rozchodzimy się prawie przed 19:00.
We dwóch, z Marcinem, ruszamy już w ciemnościach na czerwony szlak do Milowic. Stamtąd do centrum Czeladzi, gdzie się rozjeżdżamy. Solo kręcę przez Wojkowice do domu. Nawet sprawnie i spokojnie poszło.
Warunki były takie, że deczko się zgrzałem. Mogłem spokojnie kurtki nie zakładać. W domu jestem równo o 20:00.
Kategoria Praca






















