Praca
| Dystans całkowity: | 116465.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%) |
| Czas w ruchu: | 6128:54 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2969 |
| Średnio na aktywność: | 39.24 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
Trójkąt Trzech Cesarzy
-
DST
63.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
03:44
-
VAVG
16.88km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardowa "szesnastka". O wiele cieplej niż wczoraj ale czapka i pełne rękawiczki jednak w użyciu.
Po południu miałem wracać do domu w miarę krótką trasą z małą odchyłką na Grodziec ale życie zweryfikowało plan.
Marcin wrócił wcześniej z uczelni i dał mi znak esem, że możemy dziś przejechać trasę, która jest planowana na sobotę w ramach zamknięcia sezonu turystycznego PTTK. Wystartowaliśmy trochę z poślizgiem bo jeszcze robiłem wymianę klocków hamulcowych z tyłu a potem zaraz po starcie łańcuch przeleciał przez największą zębatkę z tyłu i zaklinował się między nią a szprychami. Dłuższą chwilę się szarpałem z tym "wydarzeniem" a potem jeszcze pozostało doszorować trochę łapy ze smaru i innych pozostałości tej operacji.
Ruszyliśmy około 16:00. Najpierw przejazd przez Sosnowiec pod halę sportową na Milowicach. Tam skręcamy w teren. Ścieżkami przez lasy, mostkiem nad trasą obok Reala (pierwszy raz jechałem tamtędy z Dariuszem), potem przez Stawiki. Trasą, którą jechaliśmy ma przebiegać szlak rowerowy. Jeszcze nie jest znana jego nazwa bądź barwa i sporo zostaje do uporządkowania na trasie ale też już i sporo jest zrobione. Docieramy w końcu do zbiegu Czarnej i Białej Przemszy czyli Trójkąta Trzech Cesarzy. Przechodzimy przez wał i chwilę odpoczywamy (Marcin nieco zakatarzony, ja osłabiony ostatnimi rajdami i w nietęgiej kondycji). Jest już po zachodzie słońca. Potem wałem docieramy do asfaltów i już resztę drogi jedziemy nimi aż do Placu Papieskiego. Tam chwila rozmowy. Potem Marcin odprowadza mnie jeszcze kawałek, żegnamy się i każdy z nas rusza do siebie. Ja najkrótszą drogą docieram najpierw do Lidla (czapeczek przyuważonych przez Kysu niestety nie ma ale mogły być bo jest sporo innych sportowych ciuchów choć nie moje rozmiary) i potem najkrótszą drogą do domu.
Jutro możliwe, że nie rowerkiem bo jakieś prognozy nieciekawe są na czwartek.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.50km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 6:00 rano -2 stopnie ale bez wiatru. Po pracy bez porównania cieplej. Powrót trochę inną trasą w spacerowym tempie. Przez centrum Dąbrowy Górniczej, na Zieloną, potem do Łagiszy, z Łagiszy polami do Gródkowa i potem dalej bocznymi i polnymi drogami do Psar.
Po weekendzie jakiś zdechły jestem. Dodatkowo siły zabierają poranne chłody. Chwilowo brak chęci na dalsze objazdy.
I jeszcze rowerek coś niedomaga. Albo rama już tak wyrąbana na wertepach albo znowu pękła oś z tyłu bo jak lekko nawet przydepnę to opona trze z lewej strony :-/
Jutro się muszę temu przyglądnąć.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
21.47km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 6:00 rano -3 ale prawie bez wiatru więc jechało się nienajgorzej. Std. "szesnastka" do pracy. Muszę się jednak rozejrzeć za czymś do ochrony stóp przed zimnem bo im najbardziej się taka pogoda daje we znaki. Może takie neoprenki jak miał jeden z masowiczów w Zabrzu?
Po południu szybki kontakt z Marcinem. Mieliśmy porozmawiać odnośnie sobotniego zamknięcia sezonu turystycznego PTTK. Podjechał do mnie do pracy i razem pojechaliśmy na Zieloną. W Dąbrowie trochę korków. Na Zielonej Marcin opowiedział mi jak ma wyglądać trasa dla wariantu z Milowic do Środuli. Ponieważ znam tylko jej część więc wstępnie umówiliśmy się, że razem ją przejedziemy w czwartek lub piątek - zależy jak pogoda pzwoli. Skoro mam ten wariant obstawiać jako fotograf :-p to muszę mieć jakieś rozeznanie gdzie można przyzwoite foto cyknąć.
Pożegnaliśmy się po 16:00 i ruszyliśmy w swoje strony. Ja do Preczowa najkrótszą drogą przez mostek na Czarnej Przemszy, potem do Sarnowa i do Psar.
Rano trochę przydeptywałem, żeby się rozgrzać ale powrót zrobiłem raczej w spacerowym rytmie. Po południu, w słoneczku nawet przyjemnie ale jakoś już nie mam ochoty na tempo charta.
Najlepiej to by mi pasowało teraz zapaść w sen zimowy i obudzić się na nowy sezon rowerowy :-)
Kategoria Praca
Masa Krytyczna w Zabrzu
-
DST
97.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
05:08
-
VAVG
18.90km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Standardowa "szesnastka" do pracy. Potem Tomek na "bikeu" zadaje mi pytanie, czy jadę na Masę do Zabrza. Po prawdzie to sam nie wiedziałem czy się wybieram, czy nie ale jak padło takie pytanie, to jak tu powiedzieć "nie"? Ale jeszcze trochę pościemniałem, że o 14:00 będzie wiadomo jak z pogodą itp. O 14:00 umówiliśmy się w Katowicach na Rynku. Dotarłem tam gdzieś około 16:20. Tomek już czekał. Właściwie nie było rozmowy czy jedziemy tylko którędy i kto prowadzi. Wbiłem do GPS-a trasę a potem i tak pojechaliśmy nam już znaną trasą przez Chorzów.
Po drodze ze 4x udało nam się prawie usiąść na kole wypasionej szosie (co prawda tylko na światłach, ale zawsze :-D ). Tomek napisze pewnie o kogo chodziło :-)
Masa ruszyła o 18:00. Tym razem albo trasa była krótsza, albo tempo żwawsze bo poszło dość szybko i przed 19:00 byliśmy już po objeździe. Czas było wracać. Tym razem znów wypadło Garminowi wytyczyć nam trasę. No i się postarał. Na początku, kulturalnie drogami. A potem jakiś tajny zjazd i nagle pakujemy się pod zakaz wjazdu, za nim rampa do ważenia ciężarówek a potem płyty i błoto. Lekko zwątpiłem. Ale droga odchodziła nieco w bok i była całkiem do jazdy. Tu też zrobiliśmy krótki popas: wymiana baterii, pojenie itp. Ruszamy dalej. Droga ładnie widoczna tyle, że patrzę na GPS-a a ten twierdzi żeśmy wjechali nie tam gdzie trzeba. No to wracamy i szukamy "właściej" drogi. I okazuje się, że jest takowa. Wyjeżdżone koleiny w trawie. Ciągną się wzdłuż torów. Ruszamy i GPS stwierdza, że teraz grzecznie trzymamy się szlaku. Spokojny kawałek w ciemnościach: trochę błota, trochę kamieni, odrobina piachu, znienacka wyłaniający się piesi. Poza tym idylla. Przekraczamy tory. Droga skręca w prawo. Tunel. Wygląda to ciekawie więc go przejeżdżamy. Ale Garmin mówi, że nie tędy droga więc wracamy. Droga oczywiście dalej ciągnie się wzdłuż torów. Gdyby nie nawigacja to w ciemnościach byśmy jej w ogóle nie zauważyli. Wkrótce docieramy do cywilizacji. Potem już bez większych problemów dojeżdżamy do Bytomia. Po drodze robimy w kilku miejscach zdjęcia (głównie kościołom i głównie księżycowi w chmurach). Od Bytomia prowadzenie przejmuje Tomek. I narzuca niezłe tempo. Drogę do Czeladzi przebywamy w ekspresowym czasie. Oj, rozgrzałem się, rozgrzałem :-) W Czeladzi jeszcze tradycyjnie kilka chwil pogaduch o tematach okołorowerowych i w końcu pożegnanie. Tomek rusza do Sosnowca, ja do Psar.
Po drodze jeszcze pstrykam kilka fotek to tu, to tam, głównie podświetlonym kościołom (w Czeladzi, Grodźcu) i kilka innych. W domu około 22:00
Dzięki, Tomek, za motywację i wspólną jazdę :-) Sam na pewno bym nie pojechał.
W Zabrzu przed startem Masy.
Rowerek cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Wielu było chętnych by przejechać na nim choć kilka metrów. I nie dziwię się temu ani trochę.
Masa minęła zadziwiająco szybko.
Potem był powrót. Tu wypadł dłuższy postój.
Ony tunel co to śmy go przejechali w te i nazad zupełnie niepotrzebnie.
Jeden z kilku kościołów sfotografowanych po drodze.
Droga z Czeladzi do Grodźca (i nieustannie fascynujący mnie klinkierek - jego trwałość i wygoda użytkowania).
Gródków. Droga do Psar.
Link do pełnej galerii (Masa Krytyczna w Zabrzu i "nocne" zdjęcia).
Kategoria Praca
DPD (rozciągnięte)
-
DST
38.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
22.35km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano std. "szesnastka". Powrót nieco pokręconą trasą (przez Mydlice, Warpie, obok Kauflanda, do Łagiszy, Sarnowa i do domu) żeby dziebko pojeździć. Niestety nie za długo bo na 18:00 musiałem być u dentysty. Pogoda nawet nienajgorsza do jazdy ale już nie za ciepło. Czapka i rękawiczki nie były wcale przesadą.
Kategoria Praca
DP(bonus)D
-
DST
50.00km
-
Czas
02:23
-
VAVG
20.98km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do pracy standardowa "szesnastka". Poszło łatwo bo wiatr w plecy.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą, Pogorię III i IV, Wojkowice Kościelne, Toporowice, Dąbie, Goląszę Dolną. Wiało z zachodu. Pół drogi to walka z wiatrem ale w sumie jechało się nawet całkiem dobrze. Gdyby wiatru nie było to pogoda do jazdy byłaby rewelacyjna. Na Pogoriach ludzi śladowe ilości: ze 3-4 rowerzystów, dwóch rolkowców, ze dwóch narciarzy bez desek, 1 od windsurfingu i 4 od kitesurfingu.
Poza tym cała ścieżka moja.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
32.00km
-
Czas
01:30
-
VAVG
21.33km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
16km tam, 16km powrót. Od Będzina kurs zaopatrzeniowy. Rano całkiem ciepło. Po południu silny południowo-zachodni wiatr. Czasem miałem wrażenie, że mnie mocniejsze porywy przewrócą.
Kategoria Praca
Głupio mi + DPD(z bonusem)
-
DST
45.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:19
-
VAVG
19.42km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Głupio mi bo ja tu śmigam w krótkich gatkach i bez długich rękawów a wszyscy naokoło poubierani jakby już zima była. Nawet kogoś w szaliku widziałem.
Do pracy std. 16 km. Po pracy niestandardowo. Najpierw do Dąbrowy Górniczej (ProLine - zakup pena), potem do Będzina (oskubać się trochę na czubie), potem przez Czeladź (obok M1 i do centrum), potem do Grodźca. I tu mię była skusiła taka jedna droga gruntowa. Ponieważ miała z tej strony koniec to i z tamtej też jakiś musiała mieć. Kierując się tą logiką wziąłem i się w nią zapuściłem. Dobrze wyjeżdżona, ze śladami pozostawionymi przez braci (bądź siostry) rowerzystów - czyli albo dokądś prowadziła albo skądś prowadziła, gdzie dało się dwoma kołami dojechać. Tak i też dojechałem. Durgi koniec (albo początek - zależy od punktu siedzenia) miała koło cmentarza w Czeladzi, tego, co to koło niego wczoraj robiłem pentelkę po ściernisku. Ruszyłem dalej w stronę Wojkowic ale zaraz potem niedługo skręciłem w prawo i neco pod górkę i wróciłem ponownie do Grodźca. Tu mi w oko wpadła chałupka, która jest siedzibą ukulturniania lokalnego społeczeństwa więcem wyciągnął aparat i jej pstryknął zdjęcie. Aparatu nie schowałem bo miałem w planie dziebko się jeszcze pokręcić po okolicy i coś pstryknąć.
Szybko też trafiła się kolejna okazja. Skierowałem się spod ośrodka ukulturniania w stronę Będzina ale zamiast wdrapywać się pod górkę skręciłem w wąski przejazd tylko nie wiem pod czym on był (tory, inksze jakieś miedium transportowe?) obok cementowni. Tamże nie mogłem się oprzeć i cyknąłem foto zykłej drogi. A właściwie niezwykłej. Ułożona z klinkieru pewnie jeszcze po wojnie do tej pory się trzyma. Rozlatuje się tam, gdzie jakiś "fachowiec" musiał coś zrobić i nieudolnie załatał wykonany przez siebie dołek. W okolicy Grodźca jest jeszcze kilka takich fenomenów, do których pielgrzymki powinni odbywać obecni budowniczowie dróg i robić foto i studia wyższe jak zrobić coś równie trwałego.
Z zamiarem powrotu bez odchyłek do domu zacząłem się piąć pod górkę obok boiska ale znowuż znęciła mię była jakowaś droga odbijająca w prawo. Początkowo asfaltowa, potem gruntowa w końcu przeszła w trawiastą. Objeżdżała jakoweś wzniesienie, na które pewnikiem drapali się quadowcy bo wjazd był strony. Ale co to dla mnie. Wprawiony w targaniu roweru po sobotniej wyrypie sprawnie wprowadziłem pojazd na czubiek tegoż pagórka i zostałem nagrodzony za ten wysiłek panoramą okolic. Co też uwieczniłem na obrazkach. Grzbietem owego wzniesienia dojechałem do drogi łączącej Grodziec z Gródkowem i stamtąd już potoczyłem się prosto do domu.
Centrum ukulturniania. Kiedyś pewnie zwykły budynek. Dziś, na tle powszechnie stawianych "kwadratów", oklejonych styropianem i pomalowanych na jednakowe, pastelowe kolory, budowla z charakterem. 
Przejazd i klinkierek.
Tyle razy obok tego miejsca przejeżdżałem i zawsze ten domek jakoś moje oko przyciągał. Dziś w końcu mu fotę strzeliłem. Podobnych w Grodźcu jest więcej.
Ów "klinkierek", który tak mnie fascynuje. Nie pęka, nie robią się dziury, leży latami. No i o niebo lepiej wygląda na zdjęciach niż asfalt :-)
Mała panoramka. Niezbyt udana bo robiona w pośpiechu ale jeszcze kiedyś się tam wdrapię i powtórzę sesję przy lepszym świetle.
Ten domek jakoś moje oko ściągnął więc mu na zbliżeniu foto zrobiłem.
Nie wiem co to dokładnie za ruiny ale z tego pagórka podobno kiedyś latali szybowcami. Może jakieś pozostałości hangaru?
Cementownia w Grodźcu na zbliżeniu.
Kategoria Praca
DPD ale tak jakby luźna piędziestka.
-
DST
50.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:49
-
VAVG
17.75km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano do pracy standardowe 16 km. Tym razem udało mi się wyjechać wcześniej. Zadziwiająco ciepło choć niestety już ciemno.
Po południu postanowiłem się powłóczyć i wracałem okrężną drogą. Pojechałem najpierw w stronę Kazimierza ale nie dojeżdżając tam odbiłem na Klimontów, potem Wawel, do Czeladzi (obok rynku), z Czeladzi do Wojkowic (w lewo przed szpitalem). Za cmentarzem zainteresowała mnie pewna droga gruntowa. Nawet były na niej oznaczenia szlaku rowerowego ale oczywiście odbiłem w nie tą odnogę co trzeba i skończyło się na kilku zdjęciach i rundce po ściernisku. Wróciłem na asfalt i poturlałem się do Wojkowic. Koło kościoła (tego od strony Grodźca) skręciłem na Strzyżowice. Wdrapałem się na startowisko paralotniarzy w Górze Siewierskiej. Podziwiając widoki i niezdecydowanych paralotniarzy wszamałem bułkę z makiem. Ponieważ nikt nie kwapił się do startu (chyba za silny wiatr), zjechałem ze startowiska i ruszyłem do domu. Pojechałem przez Strzyżowice, żeby dobić do 50 km. Tempo średnie słabe bo część drogi w ogóle się nie spieszyłem.
Odkryłem w Czeladzi, że jeden z nitów mocujących sakwę to listwy z hakami był się wziął i urwał. Przygotowany jednak na taką ewentualność już od dość dawna, dobyłem śrubkę z nakrętką i podkładkami i skręciłem jedno z drugim. Jutro poprawię dodając gumowe uszczelki.
Kategoria Praca
D(expresowe)PD(spacerowe)
-
DST
38.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
19.16km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano tradycyjnie start z opóźnieniem czyli gonitwa na trasie. Opóźnienie jeszcze wzrosło bo po jakichś 3 km GPS zawołał jeść i nie było rady, trzeba było się zatrzymać i nakarmić. 6 st. na plusie i miejscami mgły. Ale generalnie nienajgorzej.
Po południu miałem plan pojeździć ale zupełnie zapomniałem, że ma dotrzeć dostawa zamówionych gadżetów i plany się zmieniły. Z jedną obładowaną torbą wracałem spacerowym tempem przez Dąbrowę Górniczą, wzdłuż Pogorii III i trochę wzdłuż IV, potem Preczów i Sarnów. Ciepło choć trochę zawiewało. Generalnie ładny dzień na rower.
Wyrypa jeszcze trochę wychodzi.
Kategoria Praca






















