limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:116413.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%)
Czas w ruchu:6126:20
Średnia prędkość:19.00 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2968
Średnio na aktywność:39.24 km i 2h 03m
Więcej statystyk

DPSD

  • DST 35.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:06
  • VAVG 16.67km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 30 czerwca 2014 | dodano: 30.06.2014

+15 na starcie. Jak wstawałem o 4:30 to było mokro ale nie padało. Na wyjściu (6:05) już lekko kropiło ale uznałem, że dojadę niezbyt mokry. Po 4 km wiedziałem już, że nie ma takiej opcji. Próbowałem jeszcze rzeźbienia szuterkiem bo spod kół by tak nie chlapało ale szuterek był w lesie i leciało z drzew więc wyszło na zero. Potem próbowałem jeszcze trzymać się chodników bo niby kostka bardziej sucha ale po tym, jak mnie mało co jakaś księżniczka w czerwonej pandzie nie zgarnęła to sobie dałem spokój i wyjechałem na asfalty. A tam jak w Amazonii... Rozlewiska, rzeki i strumienie, bajorka. Po jakichś 8 km w butach miałem już bardzo nieciekawie w związku z czym zupełnie przestałem się przejmować tym, że pada. Do pracy dojeżdżam 3 minutki po czasie.
Dzisiejsza pogoda przypomniała mi, że kiedyś w Decathlonie przyglądałem się butom dla nurków z myślą o zastosowaniu ich do jazdy w deszczu. Właśnie temat powraca.

Powrót też nie uszedł mi na sucho ale i tak było o niebo lepiej niż rano. Deszcz z tych, co je Paweł nazywa, że "kida". Z ciuchów jedynie kurtka nie wyschła ale to akurat nie problem bo polarowa i nawet mokra daje ciepło w ruchu. Powrót bez większego gięcia. Przez Środulę do Będzina pod ścianę płaczu przy Kauflandzie i potem do serwisu, po zwijkę. Naczytałem się u Amigi co to się może z oponą powyrabiać, sam też miałem w tym miesiącu podobne przejścia i zdecydowałem, że jednak na wyjazd z Mariuszem zabiorę zapas. Za daleko jedziemy żeby ryzykować, że w sobotę czy niedzielę coś nas uziemi. Jednak w "moim" serwisie mają taką, co to trochę za droga jak na zapas więc za doradztwem właściciela jadę do konkurencji czyli do Olimpijczyka. I tam trafiam nieco tańszą Kendę. Dokonawszy zakupu ruszam do domu. Przez Zamkowe wybijam się na ścieżkę do Grodźca i tu czuję, że mi siada zasilanie. Coś dziś cały dzień głodny byłem ale udawało się uratować z tego stanu. Jednak w końcu mnie dopadło. Noga za nogą wlokłem się pod górkę przedzierając się na dodatek przez rozlewiska na ścieżce. Wczołguję się na kolejne górki, mijam Gródków i zawijam jeszcze na chwilę do sklepu bo kilka drobiazgów. Potem już do domu wyskoczyć z mokrych ciuchów. O tym, że powrót nie był taki zły świadczy fakt, że w butach jednak wody nie było. Nieco tylko skarpetki zawilgły. Do jeżdżenia ta pogoda nie nastraja. Niewielu rowerzystów dziś po drodze spotkałem.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 51.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:13
  • VAVG 23.01km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 27 czerwca 2014 | dodano: 27.06.2014

+9. Ładne słoneczko i lekkie mgły na polach czyli będzie po południu ciepełko :-) W sam raz na koniec tygodnia. W związku z postępem w kwestii godziny wyjazdu (dziś start 6:07) przejazd najspokojniejszym wariantem do Dąbrowy Górniczej czyli przez Sarnów, Preczów i Zieloną. Na odcinku od Preczowa do Zielonej dosyć konkretne mgły. Na tymże odcinku nogi też jakoś nie chciały podawać. Musi wilgoć i ogólne wrażenie chłodu sprawiły, że nie mogłem wejść na obroty. Odcinek od centrum D. G. do pracy już na właściwych obrotach. Nawet światła koło zjazdu do Nemo były dziś współpracujące. Generalnie przyjemny dojazd do pracy.

Po pracy sprawnie pod molo na Pogorii 3. Po drodze trochę zmian się uwidoczniło. Trochę połatanych dziur, w innych miejscach posunięte do przodu prace. Przy molo dzwonię do Mariusza, czy dziś rowerkiem ale okazuje się, że jest jeszcze w pracy i wstępnie umawiamy się na niedzielę by coś pokręcić i pogadać przy okazji o najbliższym lipcowym weekendzie. Potem objeżdżam P3 od strony Łęknic. Przy klubie jachtowym odbijam na Piekło i asfaltem objeżdżam Pogorię 4. Po drodze w oczy rzucają mi się nowe znaki pod tytułem zakaz kąpieli. Na regulaminach wcześniej to było napisane ale ludzie zlewali i pewnie to było powodem ustawienia nowych blach. Asfalcik pokonuję głównie na młynkach przy prędkości między 27 a 33 km/h jeszcze z rezerwą mocy i zapasem oddechu. Na podjeździe do Pogorii 4 dzwonię do Prezesa, który był mnie napadł akurat w czasie jazdy. Przypomina mi o jutrzejszym wyjeździe klubowym, o którym wcześniej powiedział mi Waldek jak rozmawialiśmy nim jeszcze z pracy wyszedłem. Potem ruszam w dalszą drogę. Na tymże wjeździe stoi sobie radiowóz a za nim sznurek samochodów. Tak się zastanawiam o co chodzi. Czyżby zrobiła się jakaś chryja o to, że ludzie tam do wody ciągną? Oj! Będzie chyba o to wojna. I tak sobie myślę, że tylko patrzeć jak na wylocie tej krótkiej uliczki ktoś zrobi płatny parking i zacznie czesać amatorów wywczasu nad wodą. Ja sobie objeżdżam spokojnie ten kram i jadę dalej w stronę świateł i na Marcinków. Osiągnąwszy Preczów śmigam obok remizy strażackiej w stronę Toporowic. Tu pierwszy kawałek terenowy czyli skrót do ul. Dąbrowskiej i dalej do Dąbia. Potem jeszcze jeden kawałek terenowy by się dostać do Strzyżowic i dalej prosto do domu. 4 tygodnie w tych okolicach nie jeździłem i zmiany, zmiany, zmiany... Niekoniecznie wszystkie na lepsze.


Kategoria Praca

DPDSOZ

  • DST 48.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:15
  • VAVG 21.33km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 czerwca 2014 | dodano: 25.06.2014

+12 na starcie. O wiele mniej rześko niż wczoraj. Chmurki z prześwitującym słabo słońcem i wiaterek z kierunku nieoznaczonego. Dziś znów lekka poprawa w kwestii godziny startu ale do ideału jeszcze trochę brakuje. Bezpieczne ramy czasowe osiągnięte ponownie w okolicach "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej. Spokojny dojazd do pracy bez sensacji.



Zebrałem się dziś w sobie i połączyłem wszystkie ślady z wakacyjnego wyjazdu żeby mieć ogólny pogląd jak to wyglądało. Takie "mniejsze pół" Polski objechane.


Popołudnie dziś znów nieco pokręcone jeśli chodzi o użycie rowerków. Z pracy zwijam się tak szybko jak tylko mogę i wracam najkrótszą drogą do domu. Trochę pokapuje na początku ale niegroźnie. Potem dalej miejscami drogi mokre. To jeszcze na Srebrnej Strzale. W domu pakuję plecak i na zbiorkom do Będzina. Jadę odebrać Błękitnego po serwisie. Założone zapasowe kółko po uprzedni jego wycentrowaniu. Przednia piasta przejrzana gruntownie i jest ok. Do tego reszta rowerka też przejrzana. I to czuć jak się jedzie bo wszystko pracuje cicho, bez jęków, trzeszczenia, brzęczenia czy co tam jeszcze elementy składowe rowerka za odgłosy są wstanie wywołać. Po prostu ideał. Tylko szum nowiutkich opon na drodze. Ze starego kółka uratować da się tylko tarczę, bębenek i zacisk. Reszta tak ściorana, że nadaje się na złom. Z serwisu podjeżdżam na ścianki z graffiti obok Biedronki na dole Syberki. Jest tan nowa galeria, którą już jakiś czas temu przyuważyłem i nawet wczoraj w przelocie obejrzałem ale nie było wtedy czasu na focenie. Dziś podjechałem i te ciekawsze pstryknąłem (czyli większość). Ładnie wykonane choć mam wrażenie, że galeria z roku poprzedniego jakoś bardziej oko przyciągała. Potem bez zaginania ponownie przez Zamkowe i dalej przez Grodziec (a nie jak godzinę wcześniej przez lasek grodziecki) i Gródków do domu. Tu odstawiam Błękitnego i ponownie w użycie idzie Strzała. Z sakwami kółko do wsiowego Lewiatana. Błękitny teraz trochę będzie odpoczywał do pewnej imprezki, którą zaplanował Mariotruck :-)

Link do galerii z Art-ami.


I tak ze 3 arty dla wyrobienia pojęcia jak to wygląda.







Kategoria Praca, Opona, Serwis, Koło

DPDS

  • DST 42.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 23.55km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 czerwca 2014 | dodano: 24.06.2014

+10 i wrażenie, że dziś o wiele bardziej rześko. Może i coś wiało ale nie miałem za bardzo czasu zwracać na to uwagi bo znów plan wyjechania z zapasem minutek nie wypalił i cała podróż do pracy po krawędzi okna przelotowego. Z nowości, które się urodziły jak mnie nie było, to zrobili asfalt na Robotniczej w D. G. Już wczoraj miałem okazję nim śmignąć. Pewnie będą się spieszyć by przed lipcem uruchomić bo to dojazd  na Zieloną i do Pogorii 3. Tylko została im jeszcze cała Bolesława Limanowskiego do zrobienia. Na razie wszystko śmiga objazdem. Poza tym spokojny dojazd do pracy.

Po pracy najkrótszą drogą do domu w żwawym tempie. Wszystko to z powodu nieco dłuższego zasiedzenia w pracy a chciałem się jeszcze wyrobić z odstawieniem do serwisu Błękitnego. W domu zmiana rumaków i rzutem na taśmę odstawiam Błękitnego na wymianę tylnego kółka, zmianę opon i ogólny przegląd. Te 2 tys. km w niecałe 3 tygodnie nieco dały mu popalić. Napęd jest co prawda ok ale pojawiły się luzy na przedniej piaście a tylne koło ma już tak zjechaną piastę w miejscu zaczepień szprych, że lada moment i tak by się rozleciało. Na szczęście mam zapasowe kółko więc tylko wystarczy je zamienić po uprzednim wycentrowaniu zapasu. Powrót zbiorkomem. Odbiór jutro więc historia się powtórzy. Po pracy słoneczka nie za dużo ale ciepło i trochę wrogiego wiaterku.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 38.00km
  • Czas 01:44
  • VAVG 21.92km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 23 czerwca 2014 | dodano: 23.06.2014

+12 na starcie. Słoneczko, lekkie chmurki, jakiś tam podmuch. Start nieco obsunięty choć bardzo starałem się dziś wyjechać wcześniej by się nie spóźnić. Na szczęście światła dość współpracowały, nie nadziałem się na pociąg, samochody nie nastawały na moje zdrowie i życie... Prawie jak w bajce ;-) Gdzieś w okolicach "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej udaje mi się wbić w bezpieczne ramy czasowe i na miejsce docieram punktualnie. Chyba wypakowana na full sakwa pomogła utrzymać przyzwoite tempo. Na pusto jakoś tak dziwnie mi się jedzie.

Po pracy na początek pod ścianę płaczu. Jak już wziąłem co miałem wziąć, to tak sobie pomyślałem, że w sumie mogłem pojechać do tej drugiej bo i tak do ProLine się wybierałem. Ehh... przyzwyczajenie. Tak więc spod ściany do ProLine po dwa podzespoły do komputerka. Stamtąd do serwisu w Będzinie umówić się na odstawienie Błękitnego na robotę przy kołach i potem przez Zamkowe i Grodziec do domu. Na powrocie kapkę wiało ale i tak jechało się fajnie. Może dlatego, że sakwa znów wypchana na full i ładnie tył dociążała :-)


Kategoria Praca

DP - wszystko przez Pawła

  • DST 84.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 04:17
  • VAVG 19.61km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 30 maja 2014 | dodano: 30.05.2014

+8 na starcie ale w centrum Dąbrowy Górniczej musiało być sporo chłodniej bo wydychane powietrze zamieniało się w parę. Przejazd generalnie spokojny. Pierwsze kilometry dziś z obciążeniem bo bezpośrednio po pracy ruszam na spotkanie z Krzyśkiem i potem Maćkiem i razem jedziemy do Katowic na pociąg. Tam dołączy do nas Paweł. W związku z tym do pracy z bagażem wyprawowym. Nie sprawiał jednak większego problemu jeśli chodzi o zrywność czy prędkości. Jedynie bardziej staram się uważać na różnego rodzaju garby i dziury żeby nie ryzykować rozwalenia dość obciążonego i nieamortyzowanego tylnego koła. No i sterowność nieco inna.

Po pracy na początek na spotkanie z Krzyśkiem przed dworcem PKP w Sosnowcu. Razem jedziemy po Maćka. We trzech jedziemy do Katowic na dworzec kolejowy gdzie spotykamy się z Pawłem.  Drużyna w pełnym składzie.  Pakujemy się do pociągu do Rybnika, który startuje z kwadransem opóźnienia. Potem jeszcze okazuje się, że nie dojedziemy do celu.  Był wypadek śmiertelny przed Czerwionkami-Leszczyny i albo pakujemy się do autobusu,  co z rowerami przy tej liczbie pasażerów jest nieprawdopodobne,  albo jedziemy do celu na rowerkach. Pada na to drugie. Idzie sprawnie ale obsuwa w czasie nie do nadrobienia. W Rybniku jesteśmy przed 20:00. Na nocleg dobijamy przed 22:00. Wszystko przez Pawła.

Link do pełnej galerii


Pod dworcem PKP w Sosnowcu spotykam się z Krzyśkiem.


Razem jedziemy po Maćka.


We trzech jedziemy na dworzec kolejowy do Katowic, gdzie spotykamy się z Pawłem.


Chyba przez ten pociąg zmuszeni jesteśmy do wcześniejszego skorzystania z naszych kół.


Pierwszy nocleg wspólnie z rowerkami :-)


Kategoria Praca, Kilkudniowe

DPOD

  • DST 42.00km
  • Czas 02:07
  • VAVG 19.84km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 28 maja 2014 | dodano: 28.05.2014

+15 na starcie. Zanikające mgły i lekki wiaterek na początku, potem słoneczko. Dojazd byłby spokojny gdyby nie jakiś idiota w niebieskim Saxo. Znów znajomy manewr wyprzedzanie na podwójnej ciągłej przed światłami w Gródkowie. A i tak burak musiał stać bo czerwone. Nie rozumiem tych ludzi. Ani trochę. Potem jeszcze delikwent na "ścieżce rowerowej" na Braci Mieroszewskich. Zjechałem na nią przed rozlewiskiem obok stadionu i ciągnąłem dalej kiedy z osiedla wyjechał jakiś srebrny kombiak. Specjalnie wyglądałem nad ogrodzeniem czy coś nie pojedzie i dobrze zrobiłem bo baran w ogóle się nie rozglądał na boki. Dopiero jak zatrzymał się przy wylocie do głównej to spojrzał w lewo. Chyba nie ma tam znaku ustąp i ścieżka rowerowa i kierowcy jadą w ciemno nie patrząc na boki aż nie muszą się włączyć do ruchu. Dla jadącego rowerzysty może być wtedy już dużo za późno.

Nim wyszedłem z pracy już zaczęło padać. Pierwsza myśl, to przeczekać. Wyszedłem jednak na zewnątrz sprawdzić jak to rzeczywiście wygląda. Nie było tak źle. Ruszam w stronę Dąbrowy Górniczej. Kapie zauważalnie ale nie tak by przemoczyć kompletnie. Bez większego kluczenia jadę na początek na "dworzec kolejowy" kupić bilety na piątek na trasie Katowice-Rybnik. Potem pod ścianę płaczu i do ProLine odebrać reklamowany tusz. Stamtąd przez Mydlice do Decathlonu kupić kilka drobnych gadżetów. Nim dojechałem do celu przestało padać. Jednak jak wychodziłem lekkie kapanie znów się odezwało. Na szczęście był to ostatni podryg. Do domu dojechałem na sucho przez Zamkowe, Grodziec i Gródków. Po drodze jeszcze zahaczyłem o wsiowego Lewiatana. Generalnie jechało się przyjemnie.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 43.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:04
  • VAVG 20.81km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 27 maja 2014 | dodano: 27.05.2014

+12 na przebudzeniu. Na wyjeździe nie sprawdzałem ale z pewnością się jeszcze ciut podniosło. Jezdnie noszą ślady wczorajszej burzy - miejscami w koleinach stoi woda. Troszkę nieszkodliwego wiaterku. Jechało się całkiem przyjemnie i w miarę dynamicznie. Dziś nie przeszkadzały szlabany i niebardzo światła. Dojazd bez sensacji choć nieco irytowali mnie zarówno piesi jak i zmotoryzowania na "ścieżce" przy Braci Mieroszewskich - albo szli nie tą stroną albo zastawiali samochodami ścieżkę.

Po pracy był wstępny plan, że jadę na molo na spotkanie z Krzyśkiem ale nim ruszyłem zadzwonił, że u niego pada. U mnie ok tylko pojedyncze krople. W końcu umawiamy się w parku sieleckim obok dawnego pomnika hydraulików. Docieramy niemal jednocześnie. Omawiamy kilka spraw związanych z piątkowym wyjazdem. Zajmuje nam to jakieś pół godziny. Żegnamy się i ruszam estakadą w stronę Pogoni. Obok cmentarza wbijam na ścieżkę i ciągnę nią aż do skrętu na 12%. Tam odbijam na pocztę wysłać poleconym oświadczenie do ZUS-u, że nie chcę by mnie okradali i zostaję z tym co mogę w OFE. Potem wracam i wbijam się na 12%. Jadę pod kościół na Syberce i dalej kładką nad "86/94" w stronę M1. Objeżdżam CH i obok GLS-u jadę do Czeladzi. Tam zwrot w stronę szpitala i dalej do Wojkowic. Za wiaduktem skręcam w kawałek terenowy i jak dobijam ponownie do asfaltu to zaczyna się pokapywanie. Ostatnie 2 kilometry z lekkim hakiem w deszczyku. Na szczęście krople są grube i niezbyt gęsto padają więc udaje się nie przemoknąć przed dotarciem do domu.


Kategoria Praca

DPSD

Poniedziałek, 26 maja 2014 | dodano: 26.05.2014

Po przebudzeniu +11. Na wyjeździe +14 i mgły z nikąd oraz lekki wiaterek. Jechało się bardzo przyjemnie i zadziwiająco dobrze. Gdyby nie światła i szlabany to czas przejazdu jeszcze dałoby się o 2 min. zmniejszyć. Ale i tak nie jest źle. Dziś Błękitnym bo chcę go do serwisu odstawić na przegląd i wielonarządową transplantację przed wyjazdem. Droga spokojna.

W trakcie pracy zwalniam się na dłuższą chwilę by odstawić Błękitnego Rumaka do serwisu na operację. Suport, kaseta, łańcuch, korba, klocki na przodzie, i 3 szprychy na tyle. Poza stukającym suportem (choć jak na złość dziś milczał jak zaklęty) reszta jeszcze w nienajgorszej kondycji i łańcuch z kasetą sobie zostawiłem na dorżnięcie w późniejszym czasie. Na planowanym wyjeździe chcę mieć jak najmniej niespodzianek ze strony rowerka. Wracam do pracy zbiorkomem i tymże wracam po pracy do serwisu. Tam już Rumak gotowy. Powrót do domu przez Łagiszę i Sarnów by na pagórkach przetestować jak wszystko chodzi. Jest bardzo pozytywnie :-)


Kategoria Praca, Kaseta, KlockiT, Korba, Łańcuch, Serwis, Suport, Szprycha

DPD

Piątek, 23 maja 2014 | dodano: 23.05.2014

Jak sprawdzałem zaraz po przebudzeniu to na termometrze było +13. Przed wschodem słońca. Na wyjeździe było o wiele cieplej. Przyjemny wiaterek, słoneczko. Wyjechałem z lekkim wyprzedzeniem więc miałem w planach spokojny dojazd. Plan poległ na skrzyżowaniu 300 m od domu, gdzie mi w oddali śmignął króliczek. Rozwój wydarzeń mógł być jeden. "Chomik" i pościg. Po niecałym kilometrze doganiam, witam się, wyprzedzam i dalej na "chomiku" ciągnę już do samej Dąbrowy Górniczej. Tutaj jestem ze sporym wyprzedzeniem. Przy kasie Kolei Śląskich dopytuję się o cenę biletu na trasie Katowice-Rybnik (11,40 + 5 za rower). Potem już spokojniej do celu a i tak czas wyszedł całkiem niezły. Jakby tak pocisnąć na granicy utraty oddechu to bym się może z przejazdem zmieścił w 35 min. :-)

Po pracy bez większego gięcia pod molo na Pogorii 3. Nie spotykam znajomych więc objeżdżam P3 od strony Łęknic i przed przystanią odbijam na Pogorię 4. Śmiga mnie króliczek. Trochę go gonię ale szybki skubaniec i na dodatek na dużych kołach. Raz go doganiam ale na stojąco rozpędza się powyżej 35km/h i mu odpuszczam. Dociągam do RZGW i potem już przez Preczów i Sarnów spacerowo do domu z małą odchyłką do pobliskiego ODIDO by kupić sobie litrowe lody w nagrodę za zarżnięcie kolejnego suportu. Tym razem wytrzymał jakieś 4,6 tys. km mojego "chomikowania" :-/ Trochę mało ale poprzedni skończył z podobnym wynikiem. Chyba muszę się wykosztować na jakiś solidniejszy bo te po 35 zetów padają jak muchy. Mam tylko nadzieję, że mi zdążą wymienić przed wyjazdem bo inaczej będzie kanał.

Do kompletu rozsypał mi się jeszcze hamulec w Srebrnej Strzale. Zabrałem się za wymianę linek od przerzutek bo już coś kiepsko przerzucało i miałem podejrzenie, że są nadżarte zębem czasu. Przednia wisiała na 3 włóknach czyli lada moment byłby problem. Tylna miała się nieco lepiej ale mimo to ją wymieniłem tym bardziej, że połamany pancerz przy przerzutce i tak wymagał lekkiego skrócenia. Potem zabrałem się za linkę od tylnego hamulca. Niestety śruba mocująca linkę dokręcona na amen. Zniszczyłem łebek a nie drgnęła nawet o włos. Próbowałem rozwiercić ale nie ruszyło ani o milimetr. Przyjdzie zakupić nowy hamulec na tył. I w związku z tym mój jutrzejszy udział w wyjeździe na inscenizację bitwy stoi pod znakiem zapytania. Jeśli dojadę na 10:00 do serwisu nie zabijając się przy braku tylnego hamulca, i uda się kupić i zamontować na czas brakujący mechanizm, to jadę. Jak nie, to powrót. Coś pechowy dziś dzień dla moich rowerków :-(


Kategoria Praca, LinkaP, Serwis, LinkaH