limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:116413.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%)
Czas w ruchu:6126:20
Średnia prędkość:19.00 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2968
Średnio na aktywność:39.24 km i 2h 03m
Więcej statystyk

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 01:25
  • VAVG 25.41km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 17 lipca 2014 | dodano: 17.07.2014

+17. Bajkowe warunki do jazdy, które też i wykorzystuję na maximum ze względu na wyjazd poza krawędzią okna startowego czyli o 6:20. Na początku mam długie proste więc jest gdzie nadrobić spóźniony start. W Dąbrowie Górniczej koło "dworca kolejowego" jestem tylko 4 minutki po czasie więc przy płynnych światłach dojadę z zapasem. Jednak światła nie były płynne. Jeszcze te na Kościuszki przy zjeździe do Nemo udało mi się tak dojechać, że się zmieniały jak je osiągnąłem. Na Górniczej stanie. Na Alei Róż przez chwilę też. Na Shellu stanie. Udaje się jednak dojechać punktualnie i urwać z czasu przejazdu jeszcze minutkę. I to wszystko przy obydwóch sakwach :-) Chyba jest coś magicznego w takim komplecie bagażu bo leci się z nim niczym śnieżna kula.

Powrót dziś bez zaginania. Mortimer -> molo przy Pogorii 3 -> dziki przejazd na Pogorię 4 -> Preczów -> Sarnów -> Dom. Po drodze był króliczek. Nawet ładnie ciągnął ale mi potem odbił w wertepy a ja na sztywniaku i z sakwami więc poleciałem asfaltem. Potem go jeszcze widziałem przy molo. Generalnie fajnie się jechało choć miałem wrażenie, że pogoda taka jakby zaraz miała być burza.


Kategoria Praca

DPODZ

  • DST 51.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:08
  • VAVG 23.91km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 16 lipca 2014 | dodano: 16.07.2014

+17 na starcie. Miodzio. Całkiem bez rzeźni :-) Start 6:10 więc spory zapas minutek. Mimo tego przejazd dość dynamiczny bo po prostu były do tego bardzo dobre warunki. Na Alei Róż nieczynne światła więc udaje się sprytnie wbić w potok pojazdów. Niestety następne przy Shellu już mnie zatrzymały. Wcześniej stałem jeszcze na Górniczej i u siebie na "86". Na Zielonej patrol Policji i pewnie dmuchanie. Akurat trzepali tych co jechali z kierunku od Preczowa.

Powrót dziś znów nieco pogięty. Na początek ruszam w stronę Kazimierza Górniczego. Tu już koniec wykopków. Ładny, równy asfalt, którym jadę w stronę Gołonoga. Odruchowo skręcam w gruntówkę wzdłuż torów przy Pogorii 1 ale potem się reflektuję, że przecież nie muszę ciągle rzeźbić tych samych tras i wracam na asfalt i ciągnę do Ząbkowic. Dalej w kolejności jest Antoniów i Piekło, gdzie wbijam na asfalcik wokół Porgorii 4. Przez kawałek do Preczowa plączą mi się jakieś 4 szosy. Jadę sobie swoje 30 km/ h a tamci wloką się spacerkiem sporo wolniej to ich wyprzedzam. Nie wiem, na honor im najechałem czy coś bo zaraz mnie dogonili i wyprzedzili i znowu zaczynają się wlec ze 20 na godzinę. Nosz kurde. Człowiek chce dojechać równym tempem do domu a tu mu jakieś pajace zajeżdżają. Zdecydowaliby się na jedno tempo a nie takie szarpanie. Na szczęście oni chyba w stronę Wojkowic Kościelnych jechali bo jak skręciłem na Preczów to już mi nie przeszkadzali. Wcale nie musieli się popisywać że są mnie w stanie wyprzedzić. To oczywiste. Do domu prosto przez Preczów i Sarnów. Tu zmieniam konfigurację sakw i jeszcze zataczam małe kółeczko do wsiowego Lewiatana.
GPS dziś -3 :-/


Kategoria Praca, GPS-

DPOD

  • DST 41.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 22.99km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 15 lipca 2014 | dodano: 15.07.2014

+15 na starcie. Ładne słoneczko i szczątkowe chmury a jeszcze wczoraj, nim poszedłem spać, prognoza wieszczyła, że będę miał bardzo mokro w drodze do pracy więc tym bardziej miłe zaskoczenie z rana. Niewiele brakło by udało się wyjechać dziś o czasie. Niestety przypomniałem sobie, że trzeba by kapnąć coś na łańcuch. Przy tej czynności tenże raczył spaść między największe kółko z tyłu a szprychy koła i musiałem się chwilę szarpać nim go uwolniłem. Potem smarowanie, mycie upapranych łap i tak minutki poleciały. Ostatecznie ruszam 6:20. Ostatnie przeloty to 41 min. więc jestem minimum 1 minutę do tyłu. Biorąc pod uwagę, że po drodze są światła to na pewno więcej. Pierwsze w Gródkowie - stoję. Drugie w D. G. na Kościuszki - stoję. Trzecie D. G. Górnicza - stoję. Czwarte D. G. Aleja Róż - stoję. Piąte Sosnowiec Shell - stoję. Kolejne na Braci Mieroszewskich udaje się dojechać tak, że tylko zwalniam. Na szczęście po drodze sporo prostych, na których można pocisnąć albo skorzystać ze zjazdu więc mimo wszystko udaje się nadrobić straty i na miejscu tylko minutę po czasie. Po drodze też gdzieś mi się GPS wyłączył na jakimś wyboju więc zdecydowałem się dodać kategorię "GPS-" żeby potem móc pozliczać ileż to razy się urządzenie rozkraczyło. A miało już ostatnio ze 2-3 wyłączenia. Poza tym spokojny dojazd do pracy.

Nim mi się dzień w pracy skończył spadła krótka ulewa. Na wyjściu było już jednak ładne słoneczko i wszystko szybko schło. Ruszam na początek wertepkami w stronę Placu Papieskiego i dalej obok Plejady na Pogoń skąd przebijam się do Czeladzi.  Przeskakuję na światłach przez "94" i lecę obok szpitala do Wojkowic. Od świateł ktoś mi się do koła próbował przyczepić ale dogonił dopiero przy przystanku. Potem jednak gdzieś odpadł. Albo człowiekowi było nie po drodze albo nie dawał rady utrzymać mojej, nie tak znów wyśrubowanej, prędkości ;-) W Wojkowicach skręcam przy kościele na Strzyżowice i ciągnę do skrzyżowania za szkołą. Tu stwierdzam, że braknie ciut jak pojadę najkrótszą drogą do 40km więc zawijam przez Belną. Zbliżając się do domu znów stwierdzam, że niewiele braknie do 41 więc jeszcze dociągam do sklepu po litrowe lody, na które to naszła mnie niespodziewanie ochota :-) Korciło mnie większe zaginanie - przez Bytom - ale spadły deszcz i niepewne chmurki ostudziły nieco moje zapędy. Cóż, skoro nie pojeździłem daleko to chociaż w miarę dynamicznie.
GPS znów się wyłączył na Okrzei jak po torach przelatywałem :-(


Kategoria Praca, GPS-

DPOD

  • DST 70.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 03:12
  • VAVG 21.88km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 14 lipca 2014 | dodano: 14.07.2014

+15. Trochę chmurek. Start 6:10. Przejazd byłby spokojny gdyby nie jeden spaliniarz, który prawie mnie dojechał jak objeżdżałem zapadniętą kratkę ściekową przy stacji benzynowej naprzeciw Expo Silesia. Podejrzewałem, że może spróbować. Następnym razem jak tylko będę miał choćby cień podejrzenia, że coś takiego może mieć miejsce od razu wyjeżdżam na środek swojego pasa.

Po pracy zaskakująco przyjemna pogoda. W sam raz by nieco wygiąć powrót do domu. Na początek standardem pod molo na Pogorii 3. Rzut oka czy nie ma kogoś znajomego i po negatywnej weryfikacji ruszam w stronę Pogorii 4 przy użyciu dzikiego przejazdu przez tory. Skręcając przy "Dębach" na P4 przelatują przez strefę rozbitej butelki prawdopodobnie po piwie. Wydawało mi się, że tym razem się udało. Żwawą "okołotrzydziestką" sprawnie przemieszczam się do Wojkowic Kościelnych. Że mi się dobrze kręciło to zamiast zbić od razu na Marcinków skręcam na Podwarpie. Wciąż dobrze się kręci więc wpadam na szlak w stronę Siewierza i nimże docieram do tegoż miasta. Bez zatrzymywania wbijam w las i ciągnę nim do Zadzienia. Nim jednak z lasu wyjechałem moją uwagę przykuła jakaś dziwna miękkość w tylnym kole. Zatrzymałem się, obmacałem i doszedłem do wniosku, że jest kapeć. W oponie znajduję kawałek szkła dzięki dziurze wypatrzonej w dętce. Czyli jednak nie udało się bezstratnie butelki przejechać. Łatam na poczekaniu (jakoś nie mogę się zabrać do poklejenia zapasu choć powtarzam sobie ciągle, że trzeba by) samoprzylepką i jadę dalej do Mierzęcic. Tam skręcam do Nowej Wsi i podjazdem ciągnę do Twardowic. Stamtąd do Góry Siewierskiej i doginam przez Strzyżowice do 70 km.


Kategoria Praca

DPD z awarią

  • DST 34.00km
  • Czas 01:43
  • VAVG 19.81km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 11 lipca 2014 | dodano: 11.07.2014

+15. Niebo niewyraźne. U mnie sucho ale im bliżej Sosnowca tym jezdnie bardziej mokre. Coś tam dmuchało ale niezbyt przeszkadzająco. Wyjechałem ciut poza krawędzią okna startowego ale udało się po drodze wykorzystać długie proste i nadrobić zaległości. Przejazd spokojny.

Dziś Srebrna Strzała miała zdecydowanie gorszy dzień. Na wyjściu z pracy orientuję się, że na tyle ma kapcia. Nie pozostało nic innego jak tylko się z tym rozprawić. Podejrzewałem, że znów szkło ale jednak nie. Puściła samoprzylepna łatka. Dość zniszczona znaczy się musiała pracować od dawna. Zdarza się. Naklejam nową i ruszam do domu. Gdzieś koło 14:00 tak solidnie lało ale śladów po tym już niewiele. Jedynie chmury jakieś takie ołowiane. Wolałem nie ryzykować, że mnie zleje i do domu ruszam standardem na Mec, Środulę, Stary Będzin, ścieżkę przy Małobądzkiej i Zamkowe. Tu jednak nie przez lasek grodziecki tylko sam Grodziec. Zjeżdżam na dół i wbijam na klinkierek w stronę stadionu. Za stadionem coś strzela w prawym pedale i nagle zaczyna się zsuwać z ośki. Zarżnąłem młynkami kolejny :-( Plus jest taki, że robi się ciszej. Wychodzi na to, że to nie sztyca tak trzeszczała tylko konające łożysko. Demontuję uszkodzony pedał, wycieram ośkę ze smaru i kręcę najkrótszą drogą do domu (obok cmentarza w Psarach). Jazda kiepska bo stopa przesuwa się w trakcie kręcenia i trzeba podeszwę oderwać i przesunąć żeby nie walnąć ścięgnem Achillesa w twardy metal. Ostatnie 5km więc nieco uciążliwe. Kolejny plus jest taki, że już nie muszę planować nic na sobotę. Plan się wyklarował sam czyli wyjazd po nową parę do serwisu i potem objeżdżenie nowych pedałków.


Kategoria Praca, Pedały

DPDZ

  • DST 39.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 19.50km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 10 lipca 2014 | dodano: 10.07.2014

+15 na starcie. Mokro i pochmurno. Wyjeżdżam dość spóźniony ze względu na poranny serwis kapcia w Srebrnej Strzale, którego to nie uskuteczniłem ani wczoraj, ani dzień wcześniej. Wiem, że na miejsce dojadę spóźniony. Dodatkowo na pierwszych 4 km pada. Drobny deszczyk ale udaje mu się zrobić mi w butach bagienko. Dziś definitywnie jadę do Decathlonu zaopatrzyć się w kapcie dla nurków. Zobaczymy czy ten patent na deszcz się sprawdzi.


Po pracy powrót raczej spacerowym tempem. Na początek pod molo na Pogorii 3. Potem Zielona i Preczów. Na koniec Sarnów i do domu. Tu zmiana konfiguracji sakw i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Generalnie jakieś zmęczenie mnie dręczy. Może uda mi się zmobilizować na coś dłuższego w sobotę. Dziś kilka rozmów telefonicznych z rowerowymi znajomymi. Jadwiga dała mi posłuchać szumu morza jak niedawno ja jej, kiedy jechaliśmy szlakiem latarni morskich. Rozmarzyłem się :-) Potem konferencja z Prezesem i okazuje się, że inspirowany naszą ostatnią trzysetką do Dęblina zamiaruje coś podobnego tylko w inną stronę. Zresztą Jadwiga też rzuciła ciekawy pomysł na sierpień. Jeszcze chwilkę porozmawiałem z Mariuszem, który opowiedział mi jak to im szła jazda powrotna z Dęblina i zastrzelił mnie info, że Robredo, po tym jak odstawił Mariusza do domu, pojechał dokręcić do 400. Szok! Ale jakoś zawsze wiedziałem, że ma coś z robota. Nie bez powodu straszy się Robertem kozaków :-) Przy nim kozaczenie to nie taka prosta sprawa. W sumie ciekaw jestem czego byłby w stanie dokonać gdyby jeździł w zawodach. Może czas zrobić zrzutkę na szoskę dla Roberta i zobaczyć jak gnębi zawodników :-) Generalnie sierpień zapowiada się mocno ciekawie. Parafrazując pewne powiedzenie "Jak tu nie jeździć, Panie Premierze?" ;-)


Kategoria Praca

DPD

  • DST 33.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:35
  • VAVG 20.84km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 9 lipca 2014 | dodano: 09.07.2014

+18 na starcie. Trochę chmurek na niebie i jakieś pojedyncze, zabłąkane i niegroźne podmuchy. Dziś wyjeżdżam bez zapasu minutek i zupełnie bez chęci do kręcenia. W Łagiszy i na Zielonej męczy mnie znużenie i senność. Nie pomaga w mobilizacji świadomość, że nie mieszczę się w oknie przelotowym. Dopiero od ronda w centrum Dąbrowy Górniczej włącza mi się ścigacz jak widzę przed oczami podjazd i światła na Kościuszki. Potem jeszcze pojawia się "182", za którym podciągam się na kolejnych światłach. W okolicach Orlenu na Zagórzu jestem już o zwykłej porze a do miejsca docelowego dojeżdżam równo o 7:00.

W ciągu dnia rozpędziły się deszcze do postaci solidnych ulew. Pogodziłem się z myślą, że na sucho powrót mi nie ujdzie. Moje zdziwienie było wielkie, kiedy ciut przed 15:00 niemal przeschło. Jednak by nie kusić losu wracam do domu najkrótszą drogą przez Mec, Środulę, Stary Będzin, ścieżka przy Małobądzkiej, Zamkowe, lasek grodziecki i Gródków do domu. Niestety w Będzinie deszcz zaczął znów padać i do końca jazdy już nie odpuszczał. Nie jakaś koszmarna ulewa ale regularne kapanie, które zlało mnie prawie do gołej skóry. Gdyby pogoda wytrzymała, to bym jeszcze coś tam ukręcił a tak, to zupełnie nie miałem ochoty.


Kategoria Praca

DPD

Wtorek, 8 lipca 2014 | dodano: 08.07.2014

Na starcie coś koło +17. Wiaterku nie zarejestrowałem. Pogodnie. Rajd do Dęblina chyba w końcu nasycił mnie jeżdżeniem na jakiś czas bo dziś skrzętnie skorzystałem z zapasu minutek na starcie i pokręciłem sobie w tempie swobodnym do pracy standardową ostatnio drogą przez Łagiszę i Zieloną. Teraz czas na regenerację. Zwłaszcza zadniej części ;-p

Powrót kolejno przez ścianę płaczu, molo na P3, Zieloną, Preczów i Sarnów do domu. Po drodze trochę straszyło opadami ale na szczęście rozeszło się po kościach. Dziś bez objazdów bo wypadałoby się w końcu nieco zregenerować a i prognoza niezbyt zachęca. Poza tym jeszcze mam do zrobienia zaległego kapcia w Srebrnej Strzale.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 101.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 04:26
  • VAVG 22.78km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 3 lipca 2014 | dodano: 03.07.2014

+11 na starcie i wrażenie rześkości. Jadę w długim rękawie czego potem trochę żałuję. Dojazd spokojny przez Gródków, Łagiszę, Zieloną i Dąbrowę Górniczą. Na miejscu o czasie. Bez większego stania na światłach. Dojazd całkiem ok.
Wczoraj dzień nierowerowy zaczęty od badań okresowych a zakończony spaniem i ładowaniem paliwa na dzisiejszy start. Niestety na nic się to zdało, bo przy oddawaniu zaświadczenia okazało się, że czegoś tam brakuje i muszę znowu jechać do przychodni. Nie namyślam się wiele tylko wskakują na powrót w obciski i ruszam. Na starcie jednak coś mnie tknęło i zajrzałem do sakwy. No tak! Nie mam ze sobą blokady. Czyli zamiast od razu do przychodni na początek do domu. Chyba rekord powrotu wycisnąłem. 43 min. Z blokadami najkrótszą drogą na Hutę Katowice (przez Sarnów, Preczów, na Piekło wokół P4 i dalej terenem wzdłuż torów obok P1, Gołonóg). Na miejscu mówią, że uzupełnią, owszem ale lekarz będzie dopiero po 11:00. Zostawiam więc papierek i gnam do pracy. Kolejne 20km wpadnie po 13:00 a potem jeszcze ze 16km na powrocie do domu i potem ze 20km na dojeździe do Wojkowic Kościelnych na spotkanie z Mariem i Robredo. To tyle, z tego co już zaplanowane. A co jeszcze wpadnie, to się okaże. No nie tak się miał ten dzień rozpocząć.

W trakcie pracy jeszcze jeden kurs na Hutę Katowice odebrać poprawione zaświadczenie. Potem powrót najkrótszą drogą przez Mec, Środulę, krawędzią Łagiszy do Gródkowa i do domu. Tu trochę czyszczenia Błękitnego i następnie pakowanie na wieczór. Resztę tego co dziś przejadę dobiję już do dnia jutrzejszego bo będzie to jeden przejazd.


Kategoria Praca

DP - mocne wejście - OD

  • DST 56.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 02:43
  • VAVG 20.61km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 1 lipca 2014 | dodano: 01.07.2014

+12 na starcie ale ze względu na wilgoć po wczorajszych opadach odczuwalnie chłodniej. Przed startem zabieram się za poczyszczenie nieco Srebrnej Strzały bo wczoraj na powrocie przerzutki już opornie pracowały. Rowerek ląduje na stojaczku i akcja rozwija się pozytywnie. Zestawiam wyczyszczony na ziemię, wrzucam sakwy i zonk. Kapeć na przodzie. Czyli dziś do pracy Błękitnym. Z tego wszystkiego zrobiło mi się opóźnienie dość spore i startuję w końcu o 6:30. Jakby nie jechać minimum 15 min. spóźnienia. Za to jedzie się bardzo komfortowo. Rowerek idzie lekko i cicho połykając sprawnie kilometry. Niestety sprawność przejazdu poległa na przejeździe przez tory przy "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej. Z jednej strony Koleje Śląskie, z drugiej InterCity nad morze i nie pozostaje nic innego jak czekać aż odjadą. Nawet gdybym chciał po buracku przejść pod szlabanami to by się nie dało bo ten nad morze taki długi, że się nie zmieścił przy peronie. Lokomotywa za peronem, dwa wagony przed peronem. Nijak przejść. Jak już pojechały to dalej spokojna jazda przerywana postojami na światłach. Do celu docieram już bez większych przerw ale spóźniony 18 minut :-/
A w pracy od razu mocne wejście. Na biurku leży sobie dysk z monitoringu z notatką, że pilne. Czytam detale: potrącenie pieszego wybiegającego zza autobusu. Jak zobaczyłem w końcu co się nagrało... Jak ktoś wierzy, to niech się pomodli żeby przeżył.

Po pracy jadę pod molo na Pogorii 3 na spotkanie z Mariuszem by obgadać kilka spraw związanych z weekendowym wyjazdem. Zjeżdżamy się niemal jednocześnie i zasiadamy na ławeczce podebatować nad mapą. Potem jeszcze sporo tematów innych i robi się 17:00. Ponieważ Mariusz "ma plana" dołączyć do cotygodniowego objazdu Ghostbikersów ale ma jeszcze czas to robimy objazd we dwóch. Wzdłuż Pogorii 3 do przystani żeglarskiej gdzie odbijamy na Piekło i dalej terenem objeżdżamy Pogorię 4 do Wojkowic Kościelnych. Dziś nie ma policji na wjeździe i kilka samochodów parkuje już przy budce z kawą. Tu wracamy na asfalt i jedziemy w stronę Marcinkowa gdzie skręcamy do Preczowa. Dalej do Twardowic robiąc kolejny kawałek terenowy aż do Dąbia. W Dąbiu skręcamy na Chrobakowe skąd znów terenem do Malinowic. Obok szklarni wbijamy kolejny raz w teren i ciągniemy pod stadion piłkarski w Psarach. Tu się żegnamy. Mariusz jedzie gonić klubowiczów a ja wracam do domu. Tu opróżniam sakwę i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Tak trochę boję się tego weekendu bo jak Mariusz sobie depnął, żeby podnieść ciśnienie, to ja miałem na liczniku 40km/h a on wciąż się ode mnie oddalał. Musiał mieć tak z 10km/h więcej. Strach się bać. Liczę tylko na to, że na długiej trasie nie będzie tak szalał ;-) Inaczej będzie musiał mnie skopać gdzieś do rowu jak padnę ;-p


Kategoria Praca