Praca
| Dystans całkowity: | 116431.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%) |
| Czas w ruchu: | 6127:15 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2968 |
| Średnio na aktywność: | 39.24 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPDZ
-
DST
35.00km
-
Czas
01:27
-
VAVG
24.14km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+12 na starcie. Bezchmurne niebo. Do Dąbrowy Górniczej jechało mi się jeszcze całkiem nieźle zwłaszcza, że nieco dociskałem żeby wbić się w bezpieczne ramy czasowe bo wyjazd był lekko obsunięty. Od Dąbrowy jednak wrażenie jazdy na miękkich nogach. Mimo tego czas przejazdu całkiem niezły. Bez większych sensacji. We znaki daje się jedynie niedospanie po wczorajszym późnym powrocie.
Po pracy powrót maksymalnie krótką drogą. Miał być w tempie spacerowym emeryta ale poszło szybko i sprawnie. Młynki wrzucone na starcie i "chomikiem" dociągnąłem szybko do domu. Bardzo mi odpowiada taka temperatura jak jest w środku dnia czyli te 25+ i lepiej. Mięśnie i stawy ładnie ogrzewane, powietrze można ssać całą gębą bez obawy przeziębienia gardła. Dzięki temu jazda na młynkach w przedziale 26-33km/h to żaden problem. Jest to wręcz prędkość naturalna w takich warunkach :-)
W domu wciągam obiadek i "na chwilę" rozciągam kości na płaskim. Jakoś tak oko się zamyka i jak się ponownie otwiera to już wynik na zegarze 19:05. A mnie jeszcze trzeba zrobić kółko do wsiowego Lewiatana. Odpuszczam więc ustawkę przy molo bo i tak już po czasie i tylko zaginam po zaopatrzenie. Dziś wynik dzienny skromny. Ale za to udało się nieco odespać ostatnie dwa późne powroty.
Kategoria Praca
DP Się zaczęło na dobre OND
-
DST
80.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
04:16
-
VAVG
18.75km/h
-
VMAX
45.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+13 na starcie. To lubię :-) Wiaterek lekki i nieprzeszkadzający. W komplecie jeszcze ładne słoneczko. W końcu pogoda zrobiła się jak trzeba. Dojazd do pracy sprawny i spokojny.
Jak opis dojazdu do pracy lakoniczny tak opis powrotu będzie mocno rozwlekły bo się zaczęło. Zaczęło się ostre nie-tylko-jeżdżenie.
Po kolei.
Na początek to realizacja przejazdu projektowanym szlakiem rowerowym z Trójkąta Trzech Cesarzy do parku na Kazimierzu. Prezes prowadzi sprawę ze strony Cyklozy i generalnie jeżdżącej braci czyli rasowy rowerzysta, który wie jak pojechać żeby było dobrze. Umówiliśmy się wstępnie u mnie pod pracą ale Prezesowi przyszło jeszcze pojechać do PTTK-u i ostatecznie umówiliśmy się na Dańdówce naprzeciw kościoła. Docieram tam szybko i sprawnie ale Macina nie ma. Trochę czekałem ale mi się w końcu znudziło i ruszyłem w stronę centrum. Kawałek za cmentarzem się zjeżdżamy i zygzakami kierujemy się w stronę punktu startu szlaku czyli na Trójkąt. Po drodze Marcin prowadzi mnie zmienioną końcówką szlaku czerwonego. Jeszcze nią nie jechałem i przyznam, że wariant bardzo fajny. O wiele lepszy od poprzedniego. Poprawka szlaku jak najbardziej na plus. Podjeżdżamy pod Trójkąt. Marcin wchodzi na wał i nagle woła, że Czarna Przemsza jest czerwona. Pomyślałem przez chwilę, że coś mu się z oczami porobiło ale też się wdrapuję i faktycznie. Może nie czerwona ale na pewno kolor ma niewłaściwy dla rzeki bo jakiś taki rudy. Obowiązkowo strzelam kilka foto.
Potem rozpoczynamy objazd właściwy projektowanego szlaku. Jedziemy niezbyt spiesznie częściowo mi znanymi miejscami. Są też jednak dla mnie zupełnie nowe i całkiem fajne przejazdy. Generalnie w tej postaci szlak będzie bardzo fajny do jeżdżenia.
Po drodze mamy małą awarię. Właściwie to maja Prezes w postaci przebitej dętki. Wypada to akurat na mostku nad Bobrkiem przy torach. Mnóstwo tam szkła i to pewnie była przyczyna problemu. Serwis przebiega sprawnie i jedziemy dokończyć przejazd aż do samego Kazimierza. Stamtąd kierujemy się na molo przy Pogorii 3, gdzie nasza klubowa koleżanka Monika organizuje z ramienia Dąbrowy Górniczej mini rajd na orientację. Bardziej rekreacja niż zawody ale bywalcy takich imprez biorą sprawę dość poważnie. Jakoś daję się namówić na ten hazard :-) Na szczęście jedziemy w fajnej grupie, która generalnie chce się przewieźć, pogadać a jak się uda to i może coś zaliczyć z punktów obowiązkowych. Na miejscu spotykam też dawno już nie widzianych rowerowych znajomych, z którymi ładne kilometry już nie raz i nie dwa kręciliśmy. Zjawił się Jacek z córką w przyczepce i przyjechał też Damian. Fajnie było się zobaczyć i była okazja zarówno powspominać jak i porozmawiać o nowych rzeczach. Czas przeleciał błyskawicznie do odprawy i startu mini-rajdu. W grupie (Prezes, Nieprezes, Doms, accjacek z latoroślą i ja) jedziemy raczej żwawo na poszczególne punkty nie zapominając bynajmniej o rozmowach. Jest wesoło. Nie wszystkie punkty znajdujemy. Trochę kręcimy się tu i tam. Po drodze spotykamy Domina, który dziś zalicza trasę pieszo. Pojawiają się to tu, to tam też inni uczestnicy (sporo Ghostbikersów). Generalnie jeżdżenie fajne. Kończymy w czasie ale bez wszystkich punktów. W sumie zupełnie mnie to nie martwi bo nie chodziło mi o wygraną tylko żeby się przewieźć ze znajomymi i to się udało wypełnić w 100000000%%% :-)
Kiedy oddajemy mapki i większość uczestników się rozjeżdża na miejsce dociera Domino. Decydujemy się zasiąść na chwilę jeszcze przy napoju izotonicznym (w moim przypadku w ilości nielegalnej aczkolwiek tylko minimalnie) i podelektować wesołą rozmową. Czas leci szybko na tejże czynności osiągając w końcu wartości powyżej 22:00. Opuszczamy lokal kilkanaście minut później ale rozmowy, żarty, docinki i inne takie trwają w najlepsze prawie do 23:00. Na kilka minut przed tą godziną żegnamy się po kolei i solo jadę przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu na włączonych młynkach. Powrót poleciał błyskawicznie. Puściutkie drogi, chyba nawet ani jeden samochód mnie nie wyprzedzał. Cisza. Cieplutko (jadę full na letniaka). Po prostu rowerowo dzień idealny. Mnóstwo fajnej zabawy, pozytywnej energii. Tak jak powinno być!
Link do pełnej galerii
Stąd zaczynamy tyczenie kolejnego szlaku. W tle widać, że Czarna Przemsza zrobiła się na rudo.
Wody Białej Przemszy (z lewej) i Czarnej (z prawej) mieszają się przy Trójkącie.
Awaria u Prezesa.
I akcja serwisowa.
Spodobała mi się chmurka i gra światła. Ale jakby tak zza tego głos doleciał...
Ciekawe czy Olo wie gdzie to :-)
(Dez)organizatorzy orientu ;-P
Nawet orientowi wyjadacze połamali sobie zęby na "3". A jakiś amator znalazł od pierwszego strzału :-)
Dawno niewidziany Jacek wraz z córką.
I już po. Stwierdziłem, że już nigdy więcej... ale kto wie? Może się jeszcze kiedyś złamię?
Tak liczyłem, że dziś więcej jak 65km nie zrobię. I by pewnie tak było gdyby nie Monika.
Kategoria Praca
DP PTTK OND
-
DST
53.00km
-
Czas
02:28
-
VAVG
21.49km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie. Odczuwalnie przyjemnie aczkolwiek rześko. Z tego też powodu na klatę kurtka, reszta "na letniaka". Droga spokojna. Wyjechane o czasie i dojechane przed. Jedynie na Zielonej nieco spowolniła mnie koparka ale jak tylko wyszedłem na prostą to bez problemu wyprzedzam i jadę swoje. Przy elektrowni Łagisza na ul. Dąbrowskiej wyrwali tory kolejowe. Na byłym torowisku obok ronda na Zielonej zauważyłem, że wysypali tłuczeń. Chyba powstanie alejka spacerowa albo ścieżka rowerowa. Na Robotniczej dalej krajobraz księżycowy. Chyba chcą pobić rekord na najdłuższy czas remontu.
W pracy dziś sporo zajęć więc dzień przeleciał piorunem. Przed wyjściem umawiam się z Prezesem pod "eklerkiem" na Zagórzu gdzie docieram w miarę sprawnie. Szybko jeden zakup i razem jedziemy bokami do centrum na spotkanie Cyklozy. Dziś całkiem liczne grono i więcej niż połowa ekipy na dwóch kołach. Jest trochę spraw do omówienia a dla mnie szczególnie istotny punkt czyli wyjazd czerwcowy wzdłuż Odry. Ustalamy podstawowe dane typu punkt startu, czas, sposób dotarcia, przybliżoną trasę i miejsca do odwiedzenia. Planujemy też wstępnie najbliższy weekend i inne, nieco późniejsze, wyjazdy. Tak czas biegnie i robi się prawie 18:00. Z racji tego, że Cyklozie stuknęły niedawno okrągłe 3 latka to spotkanie ma też akcent ku czci i radości. Przenosimy się na kołach do Waldka na działkę, gdzie przy grillu i symbolicznym izotoniku próbujemy regionalnego produktu gruzińskiego przywiezionego przez naszego gospodarza z niedawnej wyprawy w tamte rejony. Tym razem odbywał ją pieszo by poznać kraj z nieco innej perspektywy. Oczywiście również spora porcja rozmów okołorowerowych i dalsze planowanie wyjazdów bliższych i dalszych. Kiedy godzina osiąga wartość mniej więcej 20:30 zwijamy sztandary i rozjeżdżamy się. Prezes, Panp i ja jedziemy bez kombinowania, dość żwawym tempem, w stronę Mecu i dalej obok Expo Silesia pod molo na Pogorii 3 gdzie zastajemy niedobitki z wydarzenia prowadzonego przez naszą koleżankę klubową, Monikę. W ciemnościach witamy się z Markiem, Andrzejem i Dominem. Kolejne pół godziny upływa na wesołej rozmowie i wymianie opowieści rowerowych oraz planów na bliższą i dalszą przyszłość. Przy wartości czasu na poziomie 22:20 żegnam się z chłopakami, choć nie jest to łatwe bo atmosfera wesoła. Niestety jutro do pracy więc trzeba wrócić o jakiejś ludzkiej porze. Sprawnie wzdłuż P3 ciągnę do Świątyni Grillowania, gdzie przeskakuje na P4 i przez Preczów i Sarnów dociągam do swojej wioski i do domu na kilkanaście minut przed 23:00.
Dzisiejszy dzień rowerowy rozwinął się bardzo sympatycznie. Tym bardziej sympatycznie, że spontanicznie i bez ciśnienia. Było ludno, wesoło, pogoda dopisała a noc nastała nawet nie wiem kiedy. Po prostu super!
Kategoria Praca
Testowo po przestoju z ideą w tle
-
DST
15.00km
-
Czas
00:35
-
VAVG
25.71km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pogoda dziś dopisała właściwie od samego rana jednak ze względu na dzisiejszy plan pracy do i z pracy nierowerowo. Potem chwila marudzenia przy rzeczach różnych aż w końcu wyciągnąłem Błękitnego. Na początek smarowanie amorka i łańcucha. Sakwy na bagażnik i start zrywny. Na początek w stronę Góry Siewierskiej i zwrot do Dąbia. Stamtąd na Chrobakowe i nawrót do Malinowic skąd dalej do Psar i "zrealizować ideę" czyli wjazd do wsiowego Lewiatana. Z pełnymi sakwami jeszcze lekkie zagięcie by dociągnąć do 15 km. Termometr na starcie pokazywał +20 (w cieniu). Ładne słoneczko i sunące chmurki tworzyły piękny kolorystycznie spektakl. Ciepły wiaterek czasem nieco dawał o sobie znać ale głównie na zjazdach więc nie przeszkadzał. Kręcenie dziś może nie na maximum ale tak, żeby serducho nieco popracowało wespół z płucami i nogami. Przeziębienie jeszcze jakieś drobne znaki po sobie zostawiło ale liczę na to, że już się nie odnowi. Po drodze 3 króliczki, no 3 i pół. 2 i pół to rodzinka na wypasie więc właściwie były marne szanse, że pociągną. Na zjeździe do Dąbia jeden jakby pro ale chyba na spacerze bom go śmignął raz dwa i chyba nie próbował nawet gonić.
Kategoria Praca
DPDS
-
DST
35.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
19.81km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na termometrze ale odczuwalnie mniej. Wiaterek dziś z kierunku głównie północnego więc ani nie przeszkadzał, ani nie pomagał. Jeno chłodził. Po jakichś dwóch kilometrach pojawiły się pierwsze kropelki deszczu. Mniej więcej do Zielonej opad był raczej symboliczny. Rozkręcił się dopiero trochę od centrum Dąbrowy Górniczej ale nim dotarłem do celu nie udało mu się jednak osiągnąć poziomu, który prowadziłby do przemoczenia. Skusiłem się dziś na skorzystanie ze "ścieżki rowerowej" przy Braci Mieroszewskich i oczywiście z tej okazji nie mogło się obyć bez kwiatka. Jakaś "królewna" wyjeżdżała z osiedla "cienkim" zupełnie nie zwracając uwagi na fakt, że ma ścieżkę rowerową po drodze. Zaczęła się rozglądać na boki jak już mi zajechała drogę. Innymi słowy kolejny raz się potwierdziło to, że jest grupa kierowców, która ma w dupie ścieżki rowerowe i ich użytkowników i jak sami nie będziemy o siebie dbać to na tych ścieżkach polegniemy. Następny raz jadę asfaltem.
Po pracy ruszam bez zaginania do domu. Na Mecu pojawiają się pierwsze kropelki i towarzyszą mi przez Środulę, Stary Będzin aż do Syberki i dalej do Zamkowego. Na ścieżce do Grodźca już powoli zanikają. Na szczęście opad był z kategorii niegroźnych i dojeżdżam do domu (przez Gródków i z zawinięciem do wsiowego Lewiatana) praktycznie suchy. A zapowiadało się naprawdę wrednie bo o koło 12:00 w Sosnowcu padał silny deszcz z gradem i minę wtedy miałem dość niewyraźną :-/ Na szczęście stopniało, spłynęło i wyschło. Temperatura jednak słabiutka i podobnie jak rano powrót w pełnych rękawiczkach i czapce. Jak na maj to pogoda wysoce rozczarowująca. Zastanawiam się, patrząc na wykresy z ICM-u, czy jutro będzie szansa pokręcić na rowerku do pracy. Wydaj się, że będzie ok ale jak zwykle poranny ogląd widoku za oknem zadecyduje.
W trakcie powrotu, i trochę też w trakcie jazdy do pracy, tylne kółeczko jakoś dziwnie "tańczyło". Na powrocie przy podjazdach przyglądałem się jak pracuje pod obciążeniem i nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że się nieco gnie. W domu przyjrzałem się bliżej sprawie i okazało się, że jest walnięta szprycha. Nie pozostało nic innego jak tylko zabrać się za serwis. Po zdjęciu kasety i tarczy ujawniła się jeszcze jedna pęknięta szprycha. To tłumaczyło dziwne wrażenie z jazdy. Wymiana, centrowanie na czuja i mam nadzieję, że będzie lepiej. Jeśli pogoda się rano nie rozsypie i pojadę rowerkiem to będzie test bojowy.
Kategoria Praca, Serwis, Szprycha
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:42
-
VAVG
17.04km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+7 na termometrze ale odczuwalnie znacznie mniej. W ruch poszła i czapka, i pełne rękawiczki. Dzięki temu komfort termiczny doskonały i jazda bardzo przyjemna. Nieco blisko krawędzi okna startowego dziś ruszyłem ale udało się sprawnie pokonać pierwsze światła, co pozwoliło wbić się w zwykły czas przelotu i na miejsce dotrzeć bez opóźnienia. Generalnie bez sensacji po drodze.
Po pracy pogoda dalej tylko znośna tzn. nie pada, wieje umiarkowanie i temperatura słabiutka w porównaniu do tej, jaka mogłaby już być. Bez zaginania jadę w stronę Zielonej. Na kilkaset metrów przed molem na Pogorii 3 decyduję się jednak tam podjechać i sprawdzić czy nie będzie jakiegoś rowerowego znajomego (w domyśle Mariusza). Jakby wywołany z lasu wchodzi w zakręt w stronę Zielonej jadąc od Pogorii 4. Podajemy sobie łapy na powitanie i ruszamy na Zieloną. Jako, że dziś mi się nigdzie nie spieszy i jest z kim pokręcić to decyduję się towarzyszyć Mario do Będzina. Jedziemy częściowo wałami po drodze, a jakże by inaczej, rozmawiając na tematy rowerowe. Dobijamy do nerki. Przejściami podziemnymi przedostajemy się na Syberkę, gdzie żegnamy się i solo kręcę kładką w stronę M1 i dalej do Czeladzi. Z Czeladzi jadę do Wojkowic i za Orlenem wbijam w teren w stronę domu. Powrót generalnie spokojny.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
39.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
19.02km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Odczuwalnie chłodno ale ile na termometrze jakoś nie zakontowałem. Prognoza wieszczyła między +5 a +10. Powiedziałbym, że raczej bliżej tych +5. A może nawet i nieco niżej. Generalnie termicznie słabo. Wiatr chyba był ale nieprzeszkadzający. Generalnie spokojny przejazd do pracy z równym kręceniem by nie wywołać problemów z napowietrzaniem. Pochmurno.
W ciągu dnia popadało i na wyjściu chmurki wisiały ołowiane. Uciekł mi moment fajnego kontrastu między światłem, chmurami i mokrą zielenią ale co oczy widziały, to moje. Potem po drodze jeszcze kilka innych ładnych widoczków było. W drodze do centrum Dąbrowy Górniczej pod ścianę płaczu posiłkuję się częściowo "ścieżką rowerową" przy Braci Mieroszewskich. Powód jest taki, że tam w większości jest kostka czyli po deszczu bardziej sucho. Przebijam się do celu, wyszarpuję trochę nowych "pięćdziesiątek" (na oko widać od razu, że się różnią od poprzednich) i kręcę pomiędzy blokami w stronę Koszelewa. Po drodze nieco kapie. W połączeniu z zimnym wiatrem wrażenia takie sobie. Za przejazdem kolejowym na Koszelewie wbijam w kawałek terenu i ciągnę nim pod elektrownię w Łagiszy po drodze robiąc kilka foto rur dla Noibasty. Potem za mostem nad torami przy granicy Łagiszy z Sarnowem wbijam znów w teren i ciągnę nim do lasu gródkowskiego, przez który przebijam się w pola i dalej do Psar. W domu zmiana konfiguracji sakw i jeszcze kółeczko do wsiowego lewiatana. Kółeczko już na pełnych rękawiczkach bo mnie to pizganie wiatru nieco wychłodziło. Jeszczem nie całkiem zdrów więc wolę się oszczędzać.
Rury specjalnie dla Noibasty :-)
I jeszcze panoramka poza konkursem.
Widok z Łagiszy na odcinek "86"-tki między światłami w Gródkowie a światłami w Sarnowie. Niestety aparat nie daje rady pokazać tego tak, jak widzą to oczy. Szkoda bo widok był bardzo ładny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
18.58km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10. Jezdnie mokre. Wiaterek wg prognozy sprzyjający. Od samego rana samopoczucie podłe, coś wsiadło na płuca i dusi kaszel więc jazda mocno oporna i generalnie spokojna. Po drodze dwóch szajbusów, którym się pomyliła zwykła droga z 4-pasmową autostradą u Niemców (jeden jeszcze u mnie na wiosce WV Nowy Garbus, drugi w Sosnowcu prawie pod pracą - czarne BMW). Gdzieś w tle słychać było syreny a zjeżdżając do pracy śmignęła mi obok karetka. Czyżby wypadek gdzieś na trasie?
Samopoczucie dalej nędzne więc powrót bez zaginania. Najkrótszą drogą w stronę Zielonej. Na ścieżce między Zieloną a Pogorią 3 zjeżdżamy się z Noibastą i oczywiście pogaduchy. Potem jeszcze dojeżdża Mariotruck i pogaduchy trwają w najlepsze. Na tematy okołorowerowe oczywiście. Z pół godzinki schodzi? Żegnamy się i z Mariuszem jadę na Zieloną. Przystajemy na chwilę przy mostku na Czarnej Przemszy bo tu się mamy rozjechać i w trakcie kolejnej pogadanki nadjeżdża Dariusz79. Znów chwila rozmowy. Robi się prawie 17:00 i tym wynikiem zmotywowani rozjeżdżamy się. Solo kręcę przez Preczów i Sarnów do domu.
Pogoda nawet nienajgorsza ale generalnie średnia. Trochę chmurek, słońca, wiatru. Jutro robię sobie wolne i kuruję się by do poniedziałku jakoś już normalnie funkcjonować. Może trzydniowe niejeżdżenie mnie nie zabije ;-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
23.40km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Mocne +10. Miła odmiana. Można spokojnie na krótko jechać. Prognoza na popołudnie jeszcze bardziej łaskawa więc chyba będzie na powrocie zaginanie. Dojazd spokojny bez ekscesów.
Po pracy na dworze trochę nijako. Niby ciepło ale pochmurno i lekki wiaterek. Pod fabryką spotykam Prezesa ze znajomym. Chwila gadki i z Prezesem jedziemy do centrum Zagórza. Dalej solo przez Łęknice, Piekło, Preczów i Sarnów do domu. Fajnie, sprawnie się jechało. Trochę korciło mnie by pozwolić koło zatoczyć się w stronę Wojkowic Kościelnych ale opanowałem te zapędy.
Kategoria Praca
DPSDZ
-
DST
37.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
21.55km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
4:30 zero na termometrze. 6:10 +2. Szału nie ma. Przynajmniej ładne słoneczko ale wiaterek w gębę. Nieco ponad 3 km od domu rozgrzewa mnie do czerwoności jeden "miszczu" kierownicy. Przed światłami z Gródkowa do Będzina na "86", na podwójnej ciągłej wrypuje się przede mnie czerwony cienki prawie wbijając w wysepkę. Nie wiem po cholerę się tak spieszył bo i tak mieliśmy czerwone a na skrzyżowaniu stał już jeden samochód więc przede mną i tak by nie przejechał. Zresztą skrzyżowanie przejeżdżam i tak przed nim bo ja na rozpędzie dojeżdżam akurat na zielone a samochody musiały się dopiero ruszyć. Reszta drogi spokojna.
Wczoraj kolejny raz już pojawił się tekst na wp.pl o tym, jakie to niby teraz my, rowerzyści, mamy super uprawnienia na drodze ale też i obowiązki. Poza komentarzami gimbazy i paroma fanatykami, którzy tradycyjnie najchętniej rozjeżdżaliby wszystko co mniejsze od nich, zirytowało mnie nieco przypomnienie dla rowerzystów, że jeśli mają przy drodze ścieżkę w kierunku, w którym jadą to mają obowiązek z niej korzystać. Jadąc do pracy mam przy drodze "ścieżkę" przy Braci Mieroszewskich ale nią nie jadę. Wychodzę z założenia, że lepiej zaryzykować mandat za niekorzystanie z tego tworu niż zdrowie i życie. Będąc na jezdni kierowcy przynajmniej się obejrzą na wyjazdówkach z osiedli czy coś nie jedzie. Ścieżkę i chodnik mają głęboko gdzieś. Już nie raz i nie dwa miałem sytuacje, gdzie wyjeżdżający z osiedla (albo skręcający w nie) trafiłby mnie centralnie na przejeździe gdybym faktycznie korzystał z tego niby prawa, że na ścieżce mam pierwszeństwo. Zresztą kilka innych zapisów rzekomo korzystnych dla rowerzystów też jest wątpliwych jeśli chodzi o sens a na pewno jednoznaczność. Szkoda, że idioci piszą prawo bo robią to tak, że zawsze coś jest źle.
Na wyjściu z pracy przyjemnie ciepło i ładne słoneczko. Tak sobie pomyślałem, że znowu nie udało się pokleić zapasu. Może nie będzie potrzebny. Coś jest jednak nie tak. Tył na schodach nieco za bardzo dobija. Idę na pobliską trawkę i zabieram się za tylne kółko. Spuszczam powietrze, wyciągam dętkę, pompuję żeby znaleźć uchodzące powietrze. Obracam napompowaną dętkę a tu po przeciwnej stronie obwodu od wentyla sterczy takie coś:
Musiałem zgarnąć to jadąc do pracy. Pewnie gdzieś na Robotniczej bo tam ciągle wszystko rozgrzebane, ani asfaltu, ani chodnika. Jeden wielki rozkurz. Niestety zapas dziurawy od niedzieli więc nie zostaje nic innego jak klejenie. Zużywam przedostatnią łatkę samoprzylepną. Składam wszystko do kupy i postanawiam zahaczyć o serwis by odbudować rezerwę "samoprzylepek".
Przez Mec, Środulę i obok Starego Będzina jadę do serwisu. Samoprzylepki mają dopiero przyjechać. Ale i tak robię zakupy: rezerwowe klocki do hamulca bo na tyle klamka wpada coraz dalej więc będzie je trzeba wymienić niedługo, 2 linki do przerzutek, smar i zwykłe łatki na klej. Potem przez Zamkowe, Grodziec i Gródków wracam do domu. Tu opróżniam sakwę, zabieram drugą i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Dziwna pogoda dziś. Rano zimno, przymrozki. Po południu słonecznie i ciepło. Pod wieczór jakoś niewyraźnie i tak sobie termicznie.
Kategoria Praca






















