Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPDZ
-
DST
40.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
20.69km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2. Jezdnie mokre. Jakiś szczątkowy wiatr. Generalnie jechało się całkiem dobrze. Bez większych akcji ze strony "kierowników" choć widać, że niektórych by trzeba na nowo przepytać z przepisów. Coraz jaśniej.
Po pracy na początek pod ścianę płaczu. Niestety pierwsza puściutka. Zmusza mnie to do powrotu do centrum i uderzenie do drugiej. Tym razem sukces choć i tak chyba niedługo wyschnie bo rozdaje już tylko najniższe nominały. Potem przez "dworzec kolejowy" na Zieloną i dalej asfaltem przez Preczów i Sarnów do stomatologa zaklepać wcześniejszą wizytę. Na zakończenie rundka do domu gdzie zostawiam trochę balastu i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Całkiem przyjemnie się dziś kręciło. Niestety nie upały ale i tak przyjemnie.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
52.00km
-
Czas
02:36
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-1 na starcie. Wiaterku nie odczuwałem ale na koniec jazdy ujawnił się jednak. Drogi trochę niepewne. Miejscami wyglądały jak mokre, miejscami widać było szron. Na szczęście nie było potrzeby gwałtownego hamowania a próba przy domu wypadła raczej pozytywnie. Dziś przez Będzin. Jazda spokojna i przyjemna.
Pogoda dziś znów dopisała po południu więc powrót nieco pozaginany. Na początek standardową trasą pod molo na Pogorii 3. Bieżnią do zjazdu obok "13" i na Piekło. Potem asfaltem dookoła Pogorii 4. Z Wojkowic Kościelnych przez Toporowice, Dąbie, Goląszę Dolną, Brzękowice Dolne i Strzyżowice do domu. Po drodze tylko mały wjazd do dentystów umówić się na wizytę.
Dziś miałem okazję przekonać się, że wariaci za kierownicą są też i wśród Policjantów. Przykre to, bo oni powinni dawać przykład jak się jeździ spokojnie i bezpiecznie. Tymczasem wyprzedzali mnie conajmniej agresywnie jeśli nie wręcz niebezpiecznie. Dodam, że nie jechali na sygnale.
Poza tym spokojny i przyjemny powrót z pracy. Trochę wiało z kierunku zachodniego ale na młynkach spokojnie dawało się ten wiaterek przebić. Miejscami udawało mi się nawet ciągnąć 24km/h pod te podmuchy. Ale tylko na płaskim. Pod górkę już tempo spacerowe. Za to jak jechałem z wiatry w plecy to wręcz wydawało się, że jest przyjemnie ciepło.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
44.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1. Nie do końca chciało mi się wierzyć, że aż tyle zeznaje termometr. Jednak na wyjściu faktycznie dość ciepło. Pierwsza próba hamowania przed domem wypada pozytywnie. Jednak dalej były miejsca, gdzie jezdnia była na całych połaciach oszroniona i to zapaliło mi lampkę ostrzegawczą, że z hamulcami trzeba ostrożnie. Dziś przez Dąbrowę Górniczą. Jechało mi się bardzo dobrze. Jest już zauważalnie jaśniej. Większość drogi bez wspomagania czołówką. Spokojny dojazd do pracy.
Pogoda coraz bardziej dopisuje. Na wyjeździe (około 15:30), piękne słoneczko, niezbyt namolny wiatr i całkiem ok temperatura. Ruszam w stronę Plejady. Dalej obok "Żylety" w stronę Czeladzi, skąd dalej do Wojkowic, Strzyżowic i do domu. Całkiem fajnie się kręciło. Prędkości jeszcze nie te, nogi jeszcze nie podają jakby mogły ale różnica jest zauważalna i zdecydowanie na "+". No i jeszcze jedna pozytywna sprawa: powrót za jasności a tu prawie 17:00.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
19.16km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Znów -5 na starcie. Bezwietrznie. Dziś kręciłem delikatnie żeby się nie przegrzać lub nie przemarznąć i w zasadzie udało się i jedno i drugie. Jezdnie suche, światła niemalże współpracujące, ruch niezbyt duży. Generalnie spokojny dojazd do pracy. Intryguje mnie coś jasno świecącego na niebie mniej więcej na wschodzie. Czyżby Wenus?
Po pracy lekkie zaginanie. Miałem plan by objechać Pogorię 3 przez Łęknice na Piekło i potem wzdłuż Pogorii 4 do Wojkowic Kościelnych i potem do domu ale zniechęciłem się już na Łęknicach gdzie musiałem się przedzierać przez wykopki. Dobiłem tylko do Piekła i potem objechałem Pogorię 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Chyba nieco wyłazi weekendowe ganianie w deszczu bo jakoś tak niewyraźnie się czuję i ochoty, pomimo cudnego słoneczka, jakoś nie mam na objazdy.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-5 na starcie. Bez wiatru. Próby hamowania raczej pozytywne jeśli nie brać pod uwagę tego, że hamulec z tyłu coraz gorzej trzyma. Chyba przyjdzie założyć na dniach kupione wczoraj klocki. Jechało się zadziwiająco dobrze. Coraz bardziej bawią mnie miny ludzi na przystankach: zmarznięci, tupią w miejscu i czekają na zmiłowanie. No i skrobiący szybki :-)
Powrót może nienajkrótszą drogą ale też i bez zaginania. Pod molo na P3 i zwrot na Preczów i Sarnów. W domu zmiana konfiguracji sakw i kółeczko do wsiowego Lewiatana. Na powrocie gdzieś mi w oczy wlazł termometr elektroniczny i utkwiło w pamięci wskazanie +13 st. C. W słońcu może i faktycznie tyle było ale odczuwalnie raczej sporo mniej. Jechało się bardzo dobrze ale nie spieszyłem się zbytnio bo chciałem nacieszyć się troszkę słońcem.
Kategoria Praca
DPSNOD
-
DST
44.00km
-
Czas
02:24
-
VAVG
18.33km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-2 na starcie. Ruszam o 6:00. Wydaje mi się, że jestem nieźle spóźniony. Jednak jedzie się zadziwiająco dobrze i bez problemu wbijam się w harmonogram przejazdu. Mając w pamięci wczorajsze deszcze obawiam się szklanki. Próby przyczepności wypadają nawet nieźle. Po drodze są jednak miejsca, gdzie jezdnia zauważalnie błyszczy i tam włącza mi się paranoiczna niemal ostrożność. Na skrzyżowaniu przy stadionie w Będzinie jeden delikwent o mało co a by wyleciał na skrzyżowanie na czerwonym. Uratował go ABS. Szkoda, że mózgu nie zabrał z domu razem z kluczykami. Kolejna śliskość objawia mi się ma Mecu. Ruszam ze świateł a tu ni hu hu. Kółko w miejscu się obraca przy depnięciu. Dopiero delikatny start daje efekt. Kilkaset metrów dalej sprawdzam przyczepność i jest bardzo kiepsko. Zblokowane tylne koło sunie praktycznie w ogóle nie hamując. Do końca już bardzo ostrożnie bo przede mną dość długi i stromy zjazd. Jechało się jednak o wiele lepiej niż we wczorajszym deszczu.
Po pracy turlam się standardową trasą na molo przy Pogorii 3. Tel do Mariusza na jakim jest etapie i czy w ogóle rowerkiem. Okazuje się, że ma jeszcze kilka km do przejechania nim dotrze do mola więc czekam na niego. Potem razem kręcimy do Będzina. Kawałek ścieżką na wale Czarnej Przemszy ale porzucamy ją jak tylko jest okazja wjechać na asfalt. Wał jest rozmoknięty, pokryty zlodowaciałym śniegiem i kałużami. Momentalnie mam cały rowerek uflejany. Resztę drogi robimy ulicami. Dojeżdżamy do nerki i jeszcze dłuższą chwilę gadamy. Potem Mario do domu a ja do serwisu po nowe klocki do V-ek Srebrnej Strzały. Wszystkie jakie miałem już mi wyszły a obecne też mocno zdarte. Potem przez Łagiszę i Sarnów wracam do domu. Ładnie się jechało pomimo ciemności. Jezdnie robią się coraz bardziej suche. Może rano nie będzie szklanki.
Kategoria Praca
DPSD
-
DST
35.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
15.91km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-7. Wiaterek ze wschodu. Jezdnie w większości czyste. Jechało się zauważalnie lepiej i generalnie bez problemów. Jedynie kilku "kierowników" wyprzedzało mnie po drodze jak na mój gust ciut za blisko. Chyba prognozy tak nie do końca się sprawdzą bo rano miało być nieco cieplej.
Po pracy nieco niestandardowo na początek pod Makro. Za Decathlonem zaginam w stronę ul. Krakowskiej stosunkowo niedawno wybudowaną drogą. Potem przez Warpie do serwisu. Skończył mi się smar do łańcucha i trzeba było mi nabyć zapas bo skoro robi się mokro, to i smarowania będą pewnie częstsze. Potem przez Zamkowe do Grodźca. Kawałek ścieżki od Zamkowego do Browaru nieodśnieżony i jazda jak po plaży ale całkiem fajna :-) Potem dalej chodnikiem też częściowo nieodśnieżonym. Dalej przez Gródków do domu.
Drogi mokre. Zauważalnie cieplej. Ciuchy dobre rano na -7 przy powrocie sprawiły, że niemal się zagotowałem. Ale to dobrze :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
15.91km/h
-
VMAX
32.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
W kontinuum pojawia się coraz więcej nieciągłości. Dodajmy, że mowa o jezdniach i dziurach. A poza tym -10 i wiatr. Jak smarowałem łańcuch to trochę się łamałem czy dziś jechać rowerkiem bo wiaterek dosyć zniechęcająco wył za drzwiami. Jednak jak już pojazd wytoczyłem to doszedłem do wniosku, że nie jest tak tragicznie i wyruszyłem. W nocy nie sypało więc jezdnie były stosunkowo czyste. Niestety pierwsze zdanie z dzisiejszego wpisu oddaje to, co się tradycyjnie w zimie pojawia na naszych kochanych, polskich drogach. Dojazd do pracy dziś bez żadnych problemów. Nawet światła ładnie współpracowały i na wszystkich przejechałem bez stania.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą. Niedaleko molo na P3 przystaję na chwilę i rozglądam się czy czasem nie pojawi się na horyzoncie Mario. Tak też się dzieje w niecałą minutę. Witamy się i razem jedziemy na Zieloną. Zatrzymujemy się przy mostku na Czarnej Przemszy i dość długą chwilę rozmawiamy o wydarzeniach z zeszłego roku i wymieniamy się receptami na radzenie sobie w różnych warunkach, zwłaszcza zaś w obecnie zimowych. Kiedy robi się lekka szarówka żegnamy się i każdy w swoją stronę. Ja przez Preczów i Sarnów do domu.
Na powrocie jakby cieplej i wiaterek tak nie męczył.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
02:22
-
VAVG
14.79km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-9 na starcie. Wschodni, raczej zauważalny, wiaterek. Przez noc trochę podsypało i dziś jazda do pracy miejscami jak po plaży. Większość drogi jednak w błocie śniegowym miejscami tylko rozjeżdżonym do gołego asfaltu. Dziś przez Będzin. Generalnie spokojna droga. Przy dworcu autobusowym w Będzinie stłuczka. Jakaś furgonetka na awaryjnych z rozwalonym prawym przodem stała na wjeździe. Drugiego pojazdu nie widziałem ale też i za bardzo nie było okazji się przyglądać bo nie dość, że ciemno, to jeszcze jezdnia zaprzątała lwią część mojej uwagi ze względu na swój stan. Trzeba było uważać by się nie wpakować na jakiś kawał zmrożonego śniegu. Nauczony doświadczeniem dnia wczorajszego zabrałem dziś zmiotkę. Przydała się na zakończenie jazdy do pozbawienia rowerka sporego narzutu śniego-błota. Ale i tak jak znalazł się w ciepełku to jeszcze niezła kałuża się zrobiła.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą bez kombinowania i zaginania. Kolejno ściana płaczu, molo na P3, bieżnia do Świątyni Grillowania, P4, Preczów, Sarnów. W sumie dziś sporo jeżdżenia w stylu plażowym. Powrót spokojny.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Czas
02:31
-
VAVG
15.10km/h
-
VMAX
31.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-7 na starcie. Po wczorajszej wieczornej przejażdżce myśl o jechaniu na rowerku do pracy była tak natrętna, że się rano zebrałem, spiąłem, zmobilizowałem i pojechałem. Ruszam o 5:44. Pierwszy głębszy wdech i nie mogłem się oprzeć by w myślach sparafrazować pewne znane z filmu powiedzenie: "Uwielbiam zapach soli o poranku" :-) Tym razem dobrze, że drogowcy doprawili jezdnie bo zaczął lekko prószyć śnieżek, który jak się okazało, przy końcu mojej drogi do pracy sprawił, że warstewka puchu była trudna do przeoczenia. Widzę tu zastosowanie dla konserw. Mam nadzieję, że ładnie to rozjeżdżą i zdąży breja spłynąć nim zacznę powrót do domu. Jeśli nie, to będę musiał się przedzierać chodnikami by się nie uflejać po uszy. Generalnie spokojny dojazd do pracy. Tylko niektórzy "kierownicy" konserw jeszcze chyba nie wpadli na to, że jest zima i dość konkretnie pomykali. Niektórzy też ewidentnie nie mają wyobraźni bo jak na warunki zimowe wyprzedzali mnie ze zdecydowanie zbyt małym zapasem wolnej przestrzeni.
Po pracy miałem podjechać pod ścianę płaczu ale się zorientowałem, że nie mam sterownika więc kierunek sam się ustalił na powrót. Jadę sobie standardową trasą pod molo na Pogorii 3 i widzę jak dojeżdża inny rowerkowiec w kamizelce. Od razu powziąłem podejrzenie, że to Mario. I się nie mylę. Dawno się nie widzieliśmy na rowerowych wypadach więc jest o czym porozmawiać tyle, że pogoda średnio sprzyja bo wieje znad zamarzniętego zbiornika. Kilka minut jednak wymieniamy się różnymi newsami. Mario zadowolony bo transplantacja napędu w jego rumaku przebiegła bardzo pomyślnie. Dowiaduję się też o jakich to plastrach rozgrzewających do obuwia wspominał w swoim wpisie. Ciekawy patent ale trochę drogi. Jednak byłby użyteczny na zimę. Może się zdecyduję. Żegnamy się w końcu i Mario w swoją stronę ja w swoją. Bieżnią do Świątyni Grillowania i tam przeskakuję na Pogorię 4 i dalej przez Preczów i Sarnów do domu. Zmieniam konfigurację sakw i robię jeszcze kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Śnieżek sobie popyla delikatnie ale jak tak będzie całą noc, to rano będzie niezła kołderka. Możliwe, że jutro znów zbiorkom a jeżdżenie dopiero wieczorem po powrocie. Termometr na zakończenie jazdy zeznał -9. Trochę dziwne, bo wg prognoz miało się ocieplić.
Kategoria Praca






















