Praca
| Dystans całkowity: | 116413.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%) |
| Czas w ruchu: | 6126:20 |
| Średnia prędkość: | 19.00 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2968 |
| Średnio na aktywność: | 39.24 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:37
-
VAVG
21.65km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+16 ale po wczorajszych opadach wrażenie rześkości. Na niebie dywan chmur. Bez deszczu. Wiaterek. Start poza oknem - 6:21 i duży opór na jazdę. Dodatkowo po drodze niewspółpracujące światła, rozlewisko na Zielonej i szlaban przy przejściu dla pieszych na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej. Wszystko to sprawia, że na miejscu z 6-cio minutową obsuwą. Przynajmniej przejazd spokojny.
Od kilku już dni coś strzela Srebrnej Strzale w kościach. Nabieram podejrzeń, że to może być znów złamana ośka w tylnym kole. W związku z tymi podejrzeniami decyduję się na powrocie zahaczyć o serwis i zweryfikować je. Przez Mec, Środulę i Stary Będzin docieram do serwisu. Ich diagnoza jest niestety zgodna z moimi podejrzeniami jednak Strzały nie zostawiam na operację bo na szybko ośkę by wymienili ale gdyby się okazało, że jest coś więcej to bym musiał rowerek zostawić i wracać zbiorkomem. Decyduję się wrócić na rannej Strzale i przyprowadzić ją rano w poniedziałek. W międzyczasie sprawdzę sobie zapiski czy przypadkiem czegoś jeszcze nie trzeba obejrzeć i ewentualnie wymienić. Zrobię też ogląd szczegółowy przy czyszczeniu. Mam wrażenie, że chyba też suport będzie walnięty bo też irytująco coś w jego okolicach pstryka. Jak już to będę ruszał to pewnie też wymienię wolnobieg z łańcuchem żeby mieć za jednym zamachem spokój. Nieco delikatniej kręcąc wracam przez Łagiszę i Sarnów do domu. Niby mówili mi żebym już za mocno nie katował rowerka w czasie jazdy ale nogi jakoś tak same się rozkręcały i wcale nie jechałem spacerowo. Na dworze pochmurno i bez upałów ale jeszcze dość przyjemnie. Jednak chyba już należy się zacząć powoli przyzwyczajać do myśli, że lato rychło będzie historią.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
22.34km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+13 na starcie i pochmurne niebo. Start poza oknem startowym - 6:25 więc od razu jazda z sercem. O dziwo, kręciło się dziś bardzo dobrze. Dąbrowę Górniczą Centrum osiągam jednak już dość późno a na światłach na Alei Róż jestem 6:58. Spóźnienie nieuniknione ale jeszcze próbuję je zminimalizować osiągając efekt 3 minut po czasie. Może gdyby nie światła i inne drobne przeszkody po drodze to by się udało dociągnąć równo na 7:00.
W ciągu dnia ładne słoneczko a na wyjściu z pracy chmury. Na szczęście wysokie, niedeszczowe. Powrót przez ścianę płaczu w centrum Dąbrowy Górniczej, Ksawerę, wertepkami do Łagiszy i dalej przez Sarnów do domu. Jechało się bardzo fajnie ale jakoś nie miałem pomysłu na wyginanie trasy powrotnej więc nic na siłę i dziś bez ekstra kilometrów.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
40.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:16
-
VAVG
17.65km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+16. Pochmurno ale raczej odczuwalnie przyjemnie. Dziś wstawanie mocno oporne i start przez to sporo poza oknem - 6:26. Przed startem jeszcze trochę pokapałem łańcuch smarem żeby nieco uspokoić sumienie, że rowerek jakoś tam serwisowany. Niestety coś gdzieś w czasie jazdy czasem stuka i zastanawiam się czy sypie się suport czy coś w tylnej piaście. Cóż... rozsypie się, to będę wiedział. Oby tylko na powrocie do pracy a nie na dojeździe. Ruch na drogach inny niż normalnie podczas jazdy a różnica w czasie tylko 6 minut. Przejazd spokojny. Na miejscu obsunięty jakieś 12 min. :-(
Po pracy powrót zagiąłem sobie przez teren błąkając się nieco po lesie zagórskim i wypadając ostatecznie przy cmentarzu na Kazimierzu. Stamtąd bez gięcia w stronę Pogorii 3 i dzikim przejściem przeskok na Pogorię 4. Jakoś tak bardzo mi się nie chciało jechać i tempo mocno spacerowe. Jednak w Preczowie wyprzedza mnie parka króliczków w ciuchach WELTOUR-a i tak mi się jakoś nagle zachciało jechać. Ustawiłem się tak z 5m za nimi i nieco żwawiej potoczyłem się do świateł w Sarnowie. Tam się nieco odsunęli ode mnie bo mi się auta powciskały ale jak zacząłem się zbliżać to mi odjechali do Malinowic czyli mnie zupełnie nie po drodze. I znowu mi się wyłączyła chęć do jechania. Resztę drogi, noga za nogą, do wsiowego Lewiatana, gdzie wpadam na małe zakupy i ostatni kilometr do domu też spacerowo. Jakiś ten dzień dziś nędzny.
Kategoria Praca
DP D na mokro
-
DST
34.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
19.07km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nim słońce dosięgnęło termometru ten wskazywał +17. Od samego rana praktycznie lampa. Start znów poza oknem - 6:21. Nie pozostaje nic innego jak włożyć trochę uczucia w kręcenie. W centrum Dąbrowy Górniczej jestem 6:44. Nie ideał ale wystarczy by się wyrobić na czas. Po drodze foto budowy hotelu i prosto do pracy z postojem na światłach na Mortimerze. Generalnie spokojny dojazd.
Przed końcem dnia w pracy wystartowała ulewa. Przeczekałem jakieś 30 min. nim zelżał do zwykłego deszczyku, wdziałem kapcie od chodzenia w wodzie i ruszam. Bez kombinowania na początek kataraktami Lenartowicza, potem nieco suchszym płaskowyżem Lenartowicza. Na światłach przeskakuję w stronę potoku na Dworskiej i dalej z jego biegiem przebijam się przez zalew przy cmentarzu. Kawałek dalej wjeżdżam na chodnik mając po lewej potok Zuzanny, którego brzegiem wydostaję się na płaskowyż przy Środuli. Stamtąd zjazd kolejną rzeką w stronę izby wytrzeźwień gdzie przychodzi mi przebrnąć kolejne 2 rozlewiska. Przeskakuję na drugą stronę torów i zmierzam obok Domu Złego Ghostów na nieco bardziej suchy szlak w postaci ścieżki rowerowej wzdłuż Małobądzkiej, którą to docieram do Syberki. Przemknąwszy obok Biedronki przemykam nielegalnie przez pasy przy Nerce i wbijam się w osiedle Zamkowe pokonując różne rodzaje przeszkód wodnych w postaci strumieni i rozlewisk. Zwalczywszy te przeciwności losu docieram do ścieżki rowerowej do Grodźca i podążam nią (przebywając kolejne rozlewiska) aż do browaru i dalej na samą górkę gdzie po zjeździe odbijam w stronę Gródkowa. Tu ponownie przychodzi powalczyć ze strumieniami i rozlewiskami w drodze ku podstawowóce gródkowskiej. Skręcam na "913" w stronę Pyrzowic i ciągnę nią do domu walcząc z nurtem spływającego spod tartaku cieku wodnego. Chwilę przystaję na migających światach na przejeździe kolejowym ale nie stwierdzam obecności pociągu więc dochodzę do wniosku, że to deszczyk musiał coś namieszać w instalacji i pokazuje bzdury. Do domu docieram zlany do gołej skóry ale w sumie jechało się całkiem przyjemnie. Woda w kałużach była zadziwiająco ciepła, sam deszcz również. Po domem jeszcze tylko oblewam Srebrną Strzałę wodą z podlewaczki by spłukać piach.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
52.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
23.64km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+16. Niebo zachmurzone. Zamglenia. Jednak mimo tego odczuwalnie przyjemnie. Start nieco poza oknem - 6:19. Przejazd dość sprawny i na miejscu z zapasem 3 minutek. Po drodze dość sporo śladów po opadach.
Po pracy tym razem zagięcie powrotu przez Kazimierz Górniczy, Gołonóg, Antoniów, Ujejsce, Wojkowice Kościelne, Pogorię 4, Przeczyce i Sarnów. Troszkę drobnych eksploracji po drodze. Jazda spokojna, bez ciśnienia na tyle by się nie pozbawić tlenu ale też i nie marudzić za bardzo. Po drodze było kilka króliczków ale na krótkich dystansach bo skręcali mi ciągle nie tam gdzie ja jechałem ;-)
GPS znów dziś na minusie. 300m od domu jełop z komórką przy uchu wymusza pierwszeństwo. Szkoda, że nie trafił na jakiegoś ciężarowego. Przynajmniej by kretyna ubyło jednego z drogi. A tak jeszcze kogoś może trafić.
Kategoria Praca, GPS-
DPODZ
-
DST
54.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:26
-
VAVG
22.19km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+17. Dywan chmur. Odczuwalnie bardzo przyjemnie. Start dziś poza oknem - 6:22 - więc od razu kręcenie dość żwawe, choć nie tak bardzo jak wczoraj. Udaje się jednak do "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej dojechać o czasie, który daje nadzieję na punktualne dotarcie do pracy. Po drodze przystanek na sfocenie miejsca budowy hotelu obok Nemo. Potem bardzo ekspresowy przejazd do centrum Zagórza i na miejscu jestem minutę przed 7:00.
Dziś powrót z pracy zdecydowałem się nieco pozaginać. Na początek obok Plejady i przez Chemiczną do Czeladzi. Tu nieco zaginam by nie rzeźbić znów tych samych asfaltów. Od świateł na "94" kręcę w stronę mostku na Brynicy i dalej przez Przełajkę do Wojkowic. Nieco terenem i bokami docieram pod Netto. Klinkierkiem wzdłuż Brynicy jadę do Rogoźnika. Przez park i wzdłuż zbiornika kręcę do Góry Siewierskiej i stamtąd zjeżdżam do domu. Opróżniam sakwę i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Miejscami chyba padało bo asfalt był mokry np. w Górze Siewierskiej. Chmury były nieco dwuznaczne w kolorach ale akurat mnie nie kapnęło nic. Bardzo fajnie się kręciło na powrocie, bez ciśnienia, prawie spacerowo.
GPS -3 na powrocie :-(
Kategoria Praca, GPS-
DPZD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:26
-
VAVG
24.42km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+15. Nienachalne słoneczko i nieco chmurek. Albo mam dziś dobry dzień do jeżdżenia albo musiał być jakiś sprzyjający podmuch bo przejazd do pracy wyjątkowo ekspresowy. Start poza oknem - 6:19 (ze względu na przekładkę kokpitu na Srebrną Strzałę i smarowanie jej łańcucha). Przejazd bez sensacji. Może trochę też udaje się z czasu urwać, bo zmieniłem sobie kawałek przez centrum Dąbrowy Górniczej. Zamiast jechać Al. Kościuszki i dalej na Górniczą, jadę z ronda w stronę PZU i przed nim skręcam w prawo do parku i wyjeżdżam na Alei Róż wyjazdem od Nemo. Kilka świateł dzięki temu udaje się ominąć.
Dziś w planach wjazd zaopatrzeniowy do Kauflanda w Będzinie tak więc też i przez to miasto powrót. Wcześniej standardowo Mec, Środula, Stary Będzin. Kręci mi się dalej całkiem dobrze i dość szybko docieram do celu. W trakcie zasypywania koszyka dzwoni Waldek z pytaniem do przyjaciela w temacie "..bała mi się przednia przerzutka, jak się rozkuwa łańcuch". Szybko płacę za towar i już na spokojnie przy rowerku opowiadamy sobie co się stało i jak sobie z tym poradzić. Waldek zabiera się za serwis a ja pakuję sakwy i ruszam w stronę domu. Przy przejściu podziemnym obok nerki w Będzinie przyuważam Mariusza. Żółwik na powitanie i chwila rozmowy. Obdzielamy się wzajemnie różnymi informacjami o zbliżających się imprezach okołorowerowych. Żegnamy się po kilkunastu (chyba) minutach. Kręcę przez Łagiszę i Sarnów do domu. Z balastem mimo wszystko dalej jedzie się całkiem fajnie wychodzi więc na to, że poranne kręcenie to nie do końca były sprzyjające warunki tylko po prostu mam dziś dobry dzień. Jednak nie decyduję się na objazdy. W domu dzwonię do Waldka zapytać jak mu idzie ale nie może rozmawiać bo akurat załatwia sprawy w serwisie. Przy zimnym radlerku czekam z niecierpliwością aż się odezwie i opowie jak mu się awaria potoczyła. Pół godzinki później Waldek daje znać, że ze skuwaniem łańcucha sobie poradził i dopytawszy ludzi dotarł do serwisu. Tam wywalił starą przerzutkę i za nieduże pieniądze kupił nową i jedzie dalej. Niestety trochę go ta awaria spowolniła i jest w plecy z planem ale jeszcze 3 godziny dnia więc może uda mu się nieco podgonić. Pierwszą przygodę już ma jednak na koncie :-) Oby takich już nie miał więcej.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
42.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
24.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+16. Pochmurno ale bez opadów. Zamglenia i ogólne wrażenie, że w powietrzu jest nieco za dużo wody. Jedzie się jednak całkiem dobrze. Start prawie w oknie startowym (6:18). Generalnie przejazd dość spokojny. Przed samym startem zauważyłem, że znów wywalona szprycha w tylnym kole. Tak mi się coś majaczy, że jakoś niedawno dość z uczuciem wpadłem na próg zwalniający. Amorek na przodzie ładnie wybrał ale tyłem nieźle podrzuciło. Być może to właśnie wtedy szprycha poszła.
Nim wyszedłem z pracy udało mi się wymienić urwaną szprychę. Niestety przy tej okazji odkryłem, że prawdopodobnie za jakiś czas czeka mnie znów wymiana tylnego koła. Wszystko będzie zależało od tego jak to obecne będzie się zachowywało. Odkryłem na obręczy deformację, która musi być wynikiem jakiegoś solidnego uderzenia. Było też trochę ostrych krawędzi w tym miejscu a na oponie było już drobne wytarcie. Nieco to przyklepałem, nieco spiłowałem i zobaczymy. Jak się nie będą opony darły to jeszcze na tym kółku pojeżdżę. Z pracy powrót bez większego gięcia: Mortimer, krawędź Redenu, molo na Pogorii 3, ścieżką na Piekło i wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Opróżniam sakwę, biorę drugą i jeszcze małe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Na powrocie nieco szarpaniny z wiaterkiem. Temperatura nieco bardziej przyjazna do życia niż wczoraj.
Kategoria Szprycha, Praca
DPD
-
DST
40.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
24.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+17. Ładne słoneczko. Wiaterek nawet jeśli był, to nie przeszkadzał. Start dziś znów poza oknem - 6:22. Trochę udało się nadgonić do Dąbrowy Górniczej ale straciłem na przejściu przez tory obok "dworca kolejowego". W Dąbrowie nieco modyfikuję trasę i przelatuję obok Nemo by cyknąć foto miejsca gdzie rozpoczęła się budowa hotelu. Zamierzam w drodze do pracy przejeżdżać przez ten sam punkt i strzelać jedną fotkę za każdym razem aż do skończenia budowy. Swoją droga fatalny wybór miejsca na hotel. W pracy 5 minut po czasie. Trzeba będzie się zmobilizować i wyjeżdżać nieco wcześniej. Przejazd raczej spokojny.
Po pracy bez zaginania przez Mortimer, krawędzią Redenu na Pogorię 3. Wzdłuż zbiornika na Piekło i wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej do Sarnowa. Tu wizyta u weterynarza. Ponieważ wrócił z urlopu więc trochę pacjentów jest przede mną. Kiedy w końcu załatwiam lekarstwo dla kota i wychodzę nade mną niemal wisi ołowiana w kolorze chmura a na południowym horyzoncie widać, że już leje. Szybko kręcę przez swoją wioskę do domu. W momencie kiedy zamknąłem drzwi od garażu zaczęło padać. Można by powiedzieć, że idealna synchronizacja. Miałem jeszcze zrobić kółko do wsiowego Lewiatana ale 1,5h czekania nie dało efektu i odpuściłem kręcenie w deszczu. Jutro prawdopodobnie zmoknę na powrocie to już mi nie będzie przeszkadzało, jak mokry pokręcę do sklepu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
21.70km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+17. Pochmurno ale bez opadów i bez wiatru. Dziś ze względu na planowany wyjazd weekendowy poranne pakowanie, przez które robi mi się obsuwa w czasie. Wrzuciłem bagaż do mniejszych sakw ale tak stojąc pod prysznicem pomyślałem sobie, że jak znowu będzie lało po drodze to może okazać się, że przydatna byłaby większa przestrzeń ładunkowa. Wszystko więc znowu wywaliłem i wpakowałem do większych sakw. Potem jeszcze przekładka kokpitu między rowerkami i tym sposobem wyruszam 6:26. Tak późno, że nie ma szans nadrobić. 10 min. spóźnienia bardzo prawdopodobne. 100% pewne staje się przy przejściu przez tory na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej. Czekam na przejazd pociągu Kolei Śląskich. Po drodze mnóstwo śladów wczorajszej ulewy w postaci naniesionego piachu ale bez większych rozlewisk. Późniejszy wyjazd wiązał się też z tym, że na drogach ruch był już nieco intensywniejszy. Dojeżdżam jednak bez problemów 12 min. spóźniony.
Wychodząc z pracy miałem wrażenie, że oddycham parą wodną. Z wyjazdu zrezygnowaliśmy już dużo wcześniej ze względu na prognozy pogody. Wieszczyły, że po 17:00 może być niezła burza. Podobnie w sobotę i niedzielę. Ruszam w stronę Mecu i dalej przez Środulę, Stary Będzin, Syberkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków do domu. Cały czas spodziewałem się, że lunie solidnie. Jednak wytrzymało i do celu dotarłem na sucho.
Kategoria Praca






















