limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:116396.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%)
Czas w ruchu:6125:33
Średnia prędkość:19.00 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2967
Średnio na aktywność:39.24 km i 2h 03m
Więcej statystyk

DP w poszukiwaniu sporka D

  • DST 61.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 02:59
  • VAVG 20.45km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 14 kwietnia 2015 | dodano: 14.04.2015

+2 na starcie. Trochę wysokich chmurek. Wschód niezbyt efektowny. Start udaje się zrobić dziś nieco wcześniej - 6:09. Dzięki temu mogę sobie jechać bez ciśnienia. Wychodzi jak zwykle i czas przelotu niewiele różni się od tego, jak jest presja czasu. Przejazd spokojny i bez sensacji. Po drodze foto hotelu. Na miejscu z zapasem 6 min.


Poranne foto hotelu. Zielone zrobiło się na początek żółte. Wiosna w natarciu. Choć jeszcze zimnawa.

Po pracy ruszam asfaltem na Niwkę. Na Dańdówce omalże ląduję pod kołami. Trochę moja wina bo jechałem przejazdem dla rowerów przez jezdnię i nie spojrzałem w lewo a dodatkowo widok zasłaniała jakowaś budowla. Na szczęście prędkość była niewielka i jak kątem oka zarejestrowałem ruch z lewej tak od razu po hamulcach. Dobrze, że klocki jeszcze niezdarte i amorek odblokowany bo dzięki temu stanąłem niemal w miejscu z tylnym kołem wysoko uniesionym :-p Skończyło się tylko na chwilowym braku akcji serca :-] Kawałek za Dańdówką prawie cała droga do ronda na Niwce rozgrzebana. Ciągle zwężenia, sznurki samochodów. Większość przejechana chodnikami. Na rondzie jadę w stronę mostu na Białej Przemszy i zaraz za nim wbijam na ścieżkę, którą ciągnę wzdłuż rzeki aż do postoju, który mieliśmy w trakcie niedzielnego śmigania. Tamże spodziewałem się odnaleźć zagubionego sporka. I tamże go znajduję. Leżał dwa dni.


Spork w pokrowcu.

Potem trochę na czuja, trochę na azymut gnę do Mysłowic. Chyba nawet o Jaworzno zahaczyłem bo mijałem tablicę "Jaworzno żegna". Trochę trwa nim rozpoznaję jakieś miejsca już nawiedzone ale jak tylko się w końcu zorientowałem w położeniu to bez większych problemów (choć robiąc eksploracje "na czuja") kręcę w stronę Sosnowca. Wbijam na czerwony szlak w stronę Milowic i niemal od razu robię stopa. Rypsnęło się drzewko na trasie.


Rypsnięte drzewko i rowerzysta przedzierający się bokiem.


Rypsnięte drzewko - widok po przeniesieniu rowerka.

Dzwonię do Prezesa z info gdzie by trzeba pilarzy posłać. I kręcę dalej. Teraz już wolniej bo kolejno zaczyna się ssanie czyli jadę na rezerwie. Do tego wiatr wali centralnie na front i trzeba by się zapalić żeby 25km/h przeskoczyć. Do kompletu zaczyna się stawiać lewe kolano. Kręcę więc nieco wolniej. Za stawikami, na moście nad trasą obok Real-a, przystaję założyć czapkę bo pizga po łepetynie bardzo nieprzyjemnie. Wczoraj jak wracaliśmy z Prezesem zwrócił moją uwagę na Szwedzkiego. Dziś był ładnie oświetlony słońcem więc stanąłem i jednak pstryknąłem.


Szwedzki na zoomie.

Przez Czeladź przebijam się też z lekkimi zakosami pod Strusie i dalej na most graniczny na czerwonym Szlaku. Delikatnie pod górkę w Przełajce i przez kawałek Wojkowic do mojej wioski.
Generalnie fajne kręcenie. Słonecznie. Słoneczko jednak bardzo zwodnicze, sugerujące miłe ciepełko. Tymczasem na dworze po prostu zimno. Dość konkretny, zimny wiaterek z kierunku mniej więcej północno-zachodniego.


Kategoria Praca

DP PTTK D

  • DST 48.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 02:20
  • VAVG 20.57km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 13 kwietnia 2015 | dodano: 13.04.2015

+2 na starcie obsuniętym - 6:17. Kręcę raczej żwawo by nadrobić ale i tak jestem na Zielonej później niż zwykle. Widzę Mariusza skręcającego w stronę Preczowa. Coś woła. Usłyszałem coś zupełnie innego niż mi potem napisał we "esie" :-p Po drodze foto hotelu. Na miejscu udaje się być z zapasem minutek.

Nim wyszedłem z pracy dogaduję się z Prezesem, że się spotkamy po drodze i pojedziemy na obrady klubu do PTTK. Tak i też czynimy. Szybkim przelotem trafiamy do centrum gdzie korki jak diabli. Zrobiłem sobie małą wycieczkę w stronę egzotarium by popatrzeć jak wygląda sprawa z przejazdami w poprzek Piłsudskiego. Nyndza. Wszystko rozgrzebane. Wracam i przejściem podziemny przebijam się na drugą stronę lądując w końcu w PTTK. Tam już czeka zgromadzenie: Andrzej, Darek, Paweł, Grzesiek, Marcin, Mariusz. Po mnie jeszcze pojawia się drugi Marcin. Troszkę nam schodzi na precyzowaniu parametrów najbliższych wyjazdów. Ruszamy się w końcu nieco przed 18:00. Chłopaki w większości nierowerowo ze względu głównie na braki czasowe. Z Prezesem odprowadzamy Mariusza do domu, który ma całkiem blisko do nas. Może w końcu uda też się go namówić, by został "cyklozem" :-) Potem już we dwóch gnamy czerwonym szlakiem na Milowice i przez Czeladź ponownie na fragment czerwonego szlaku by przeskoczyć na drugą stronę granicy. Przez Przełajkę jedziemy do Wojkowic i dalej pod moją kwaterę. Tu Prezes zostawia mnie bezpiecznie odeskortowanego i rusza w stronę Sarnowa i dalej na Pogorię 4 w usiłowaniu zakończenia jazdy przed zmierzchem. Chyba nie bardzo mu się to udało.
Dziś generalnie takie sobie warunki do jeżdżenia. W dzień chwilę padało. Dużo też wiało. Dłuższe stanie raczej nie było przyjemnością ale w trakcie jazdy nie było źle.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 39.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 23.40km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 10 kwietnia 2015 | dodano: 10.04.2015

Z zeznań termometru +2. Ładna, słoneczna pogoda. Trochę wysokich, niegroźnych chmurek. Start dziś poważnie obsunięty w czasie - 6:21. Teoretycznie jeszcze są szanse, że się wyrobię jak pocisnę. W Gródkowie trafiam na nieczynne światła, które przejeżdżam chyba nawet sprawniej niż jak działają ;-p Do Zielonej akcja toczy się sprawnie choć już jestem po czasie. Tu jednak harmonogram przejazdu rypie się na całego bo spotykam Mariusza. Kilka minut schodzi nam na pogawędce bo nie widzieliśmy się chyba od zeszłego roku. Jednak obydwaj jesteśmy na dojeździe do pracy więc nie przeciągamy i każdy z nas rusza w swoją stronę. Skoro już opóźnienie gwarantowane to jeszcze robię foto hotelu. Potem na odcinku od świateł na Alei Róż do przystanku na Mortimerze dwóch pacanów wyprzedzających dużo za blisko. Reszta drogi spokojna. Na miejscu ze stratą 11 minut.

Po pracy termika zupełnie inna niż rano. Bluza polarowa ląduje w plecaku ale i tak reszta wdzianka nieźle ogrzewa. Troszkę podwiewa ale ogólnie jest bardzo przyjemnie. Kręcę w stronę Pogoni (przez 3 rondka) i ścieżką do nerki w Będzinie. Potem Zamkowe, Grodziec (nawet nie myślę o odbiciu w teren) i ścieżką do Wojkowic. Za wiaduktem kawałek terenu i potem prosta do domu. Jechało się bardzo przyjemnie i dość sprawnie. W Grodźcu napotkałem rowerzystę z kapciem. Zapytałem czy potrzebuje pomocy ale powiedział, że mam jeszcze tylko 1,5km do domu więc dla niego faktycznie szybciej było "z buta" doprowadzić rowerek niż rozgrzebywać wszystko na środku chodnika. Wcześniej, jeszcze w Będzinie, dogania mnie info od Waldka na temat planów na niedzielę. Zapowiada się jeżdżony dzień w gronie klubowym.


Kategoria Praca

DPODZ

  • DST 45.00km
  • Czas 01:52
  • VAVG 24.11km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 9 kwietnia 2015 | dodano: 09.04.2015

+1. Start nieco obsunięty w czasie - 6:16. Od samego początku ładne słoneczko. Niebo bezchmurne. Z podmuchami to nie wiem jak do końca było bo cały czas wiaterek świszczał w uszach ale to bardziej od prędkości niż dlatego, że tak wiało. Nogi bardzo dobrze przyjęły warunki pracy i podawały bardzo ładnie. Zastanawiam się jakie miało przy tym znaczenie, że dziś na Rzeźniku. Przejazd spokojny. Po drodze foto hotelu. Na miejscu jeszcze z drobną rezerwą sekund. Luft nie ucieka z kółek więc chyba łatanie było skuteczne.

Po pracy słonecznie jednak bez upałów. Nieco zimnego, niezbyt mocnego wiaterku. Znów nastają te czasy, kiedy rano się trzeba naubierać a na powrocie część ciuchów upychać w bagażu. Dziś nieco powrót gięty. Na początek w stronę trzech rondek przed Plejadą. Na trzecim rondku zjeżdżam na 3-go Maja i za Czarną Przemszą w prawo, w stronę Pogoni. Tam kawałek ścieżką do świateł i zwrot w stronę Czeladzi. Przeskakuję "94" na światłach i ciągnę dalej do Wojkowic. Tu nieco zakosów by ostatecznie obrać kierunek na Strzyżowice. Z lekkim objazdem docieram w końcu do domu. Tu zmiana Rzeźnika na Błękitnego i z sakwami krótsze zagięcie do wsiowego Lewiatana. Stamtąd już prosto do domu. Przyjemnie się powrót kręciło, o wiele szybciej i energiczniej. Na światłach w Czeladzi odpaliłem nawet ekspres-młynek na połowie dostępnych przełożeń rozpędzając się do 35km/h pod górkę. Czad! :-) Niestety na wysokości kostki granitowej przed przystankiem już zaczęło brakować energii. Jeszcze nie jest tak ciepło by ssać powietrze pełną gębą. Latem oddechu zaczyna brakować dopiero na wypłaszczeniu obok marketów.


Kategoria Praca

DPD

Środa, 8 kwietnia 2015 | dodano: 08.04.2015

+4 na starcie. Do kompletu drobny, raczej niegroźny opad. Start 6:13. Dziś full sprawił mi przykrą niespodziankę w postaci kapcia na zadku. Znalazłem kolec jakiegoś zielska wbity w oponę. Ze względu na braki czasowe przełożyłem tylko GPS-a na Błękitnego i poturlałem się nim do pracy. Trochę brakowało tej miękkości w ramie ale w sumie jechało się nawet nieźle. Po drodze foto hotelu. Na Alei Róż znów pokaz chamstwa gdzie kierowca z lewego pasa wcisnął się na skręt w prawo na trasę. Na szczęście zrobił to z dala ode mnie więc tylko sobie sytuację pooglądałem. Przejazd spokojny. Trochę we znaki dawała się lewa noga w okolicach kolana. Podejrzewam, że z wychłodzenia.

Niby robi się cieplej ale nogi jeszcze mają inne zdanie w tej materii. Ja zresztą też. Wrażenie z jazdy takie, że nieco opornie. Zwłaszcza przy zwrocie na północny, chłodny wiatr. Powrót bez większego gięcia. Na początek do centrum Dąbrowy Górniczej pod ścianę płaczu. Potem przez Warpie do serwisu w Będzinie. Miały już dziś być haki do Sparka. Okazało się jednak, że dopiero dotarły do naszego wszechświata. Jutro będą się kierować w stronę naszej galaktyki i na środę jest cień szansy, że dotrą. Tak więc nic nie załatwiwszy wracam do domu. Przez Łagiszę i Sarnów zupełnie bez ciśnienia bo pod ten wredny wiatr. W domu zabieram się za kapcia na Rzeźniku. Kleję łatkę na tyle i robię rundkę kilkusetmetrową dla testu. Dalej coś nie tak. Na dodatek miękko robi się też na przodzie. Zostawiam na razie tył i zdejmuję przód. Podobnie jak na tyle znajduję kolec. Potem drugi. Czyli już 3 łatki. Potem zdejmuję tył i dokładnie oglądam wywiniętą oponę i znajduję czubek kolejnego kolca. W użycie idzie 4 łatka. Zakładam koła i znów kilkaset metrów testu. Na razie wygląda ok. Zobaczymy jak będzie rano. Jak nic nie zejdzie znaczy się, że znalazłem wszystko. Jak zejdzie, to coś jeszcze musi gdzieś tkwić. Tak się zastanawiam gdzie ja tyle tego nałapałem? Przy okazji pierwszej wulkanizatorki dochodzę do wniosku, że te oponki trzeba szybko zarżnąć i kupić jakieś cięższe i grubsze. Najlepiej takie, żeby dało się nimi jeździć po tłuczonym szkle. Te w dotyku wydają się niemal jak z papieru, jakby za delikatne do walki w terenie choć przyczepność mają ładną.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 40.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:55
  • VAVG 20.87km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 7 kwietnia 2015 | dodano: 07.04.2015

Z zeznań termometru wynikło, że zero. Założyłem, w związku z tym, że mogą być miejsca, gdzie będzie ślisko i wzmożona ostrożność jest wskazana. Jak się okazało były odcinki z koleinami błyszczącymi od lodu. Na szczęście przejazd bez problemów z uślizgami. Start 6:13. Miało zawiewać z północy ale nawet jeśli tak było, to niezbyt przeszkadzająco. Spokojny przejazd do pracy. Na miejscu z zapasem minutek.

Po pracy podjąłem kolejną próbę ustrzelenia Mariotrucka w drodze powrotnej. Więc kolejno przez Plejadę ciągnę pod kościół na Pogoni i wbijam na ścieżkę w stronę Będzina. Kręcę niezbyt spiesznie ale na odcinku do zjazdu na "Wiśnię" nie spotykamy się. Hm... Czyżbym musiał wystartować jeszcze wcześniej? Ścieżką dociągam do nerki w Będzinie i przez Zamkowe wybijam się na Grodziec. Ścieżka na dawnym torowisku tramwajowym linii "25" dalej rozgrzebana ale jakby się miała ku lepszemu czyli powrót do stanu pierwotnego. Tymczasem jadę drugą stroną chodnikiem. Na asfalt wracam przed kościołem i korzystając z gładkiej jezdni staczam się aż pod Biedronkę a za światłami wbijam na kolejną ścieżkę w stronę Wojkowic. Jednak po drodze przypomniało mi się, że ma tu wlot kawałek terenowy kończący się fajnym zjazdem. Tak więc porzucam ścieżkę i wbijam w teren. Po drodze czynię kilka eksploracji napotykając ślepe odnogi ścieżek działkowych. Potem wracam na właściwy tor i wbijam na zielony szlak rowerowy. Niestety jakaś menda nawrzucała w kilkunastu miejscach spore kamienie i gałęzie i trzeba uważać by się na coś nie nadziać. Zjazd w stronę Psar okazał się czysty ale mając w pamięci, że po drodze były przeszkody nie rozpuszczałem klamek do końca. I nawet dobrze, bo poniżej był jeszcze rowerzysta, któremu mógłbym w ferworze walki wjechać w plecy. Za to nie było już więcej niespodzianek typu kamienie i gałęzie. Pomimo tego, że się hamowałem to i tak pęd wyciskał łzy z oczu :-) Łzy radości ;-p Końcóweczka asfaltem. Trochę dziś przyszło poszarpać się z wiatrem gdy kierunek jazdy był mniej więcej na północ. Mimo tego jechało się przyjemnie. Zauważalnie cieplej niż rano ale do upałów sporo brakuje.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 41.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 20.50km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 3 kwietnia 2015 | dodano: 03.04.2015

Kreska na termometrze ledwo nad zerem. Start dziś mocno obsunięty - 6:21. Doooobrze się spało :-) Jezdnie w niezłym stanie. Lekko mokre więc nie powinno być ślisko. Trzeba mi będzie się spieszyć by nieco choć zmniejszyć spóźnienie. Jedzie się dobrze. Na początku tylko lekko postraszyło śnieżkiem ale udało mi się wyrwać spod chmury. Na drogach raczej pustawo. Zastanawiam się tylko czy to z powodu tego, że jadę później czy też niektórzy przedłużyli sobie święta. Mimo tego nie brakło kilku narwańców, którzy wyprzedzali mnie ociupinę za blisko, jak na mój gust. Udało mi się nawet zrobić foto hotelu pomimo tego, że z czasem było krucho. Na miejscu z poślizgiem 2 min. czyli nienajgorzej.

Po pracy zmyłka dla zmysłów. Ładne słoneczko sugerujące miłe ciepełko i pieruńsko zimny wiatr w starciu z rzeczywistością. Kręcę spacerowo. Nie ma sensu się szarpać. Mortimer, ściana płaczu, P3 od mola do "13", Piekło, P4 do zjazdu do Preczowa. Otwarte jest już przejście nad tamą z Pogorii 4. Po drodze czasem chwile postoju na zachwyt. Woda, chmury i słońce czynią miejscami ciekawe efekty optyczne. Generalnie przy zbiornikach jednak pustawo. W domu odstawiam Rzeźnika i jeszcze zawinięcie Błękitnym do najbliższego sklepu.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:03
  • VAVG 17.56km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 2 kwietnia 2015 | dodano: 02.04.2015

Na wstawaniu zaskoczenie. Za oknem widzę śnieg. Mocno mi się obrazek nie zgadzał z prognozą pogody. Zerkam jeszcze na termometr - zero. Gebels mówi, że na drogach ślisko, że ciężarówki coś tam blokują, kanał na jezdniach. Po standardowej procedurze przedstartowej zerkam ponownie na termometr. -1. Czyli na mur będzie gdzieś ślisko. Przed domem pierwsze próby hamowania. Jest dobrze. Ale po półtora kilometra już wiem, że jednak trzeba bardzo uważać. Zatrzymuję się na STOPie przed przejazdem kolejowym w Gródkowie. Rzut oka w lewo, w prawo i napieram. A tu nic. Kółko ucieka. Powtórka i to samo. Dopiero trzecia próba skutkuje ruchem do przodu. Trzymam się środka swojego pasa ruchu bo w koleinach warstewka lodu. Kolejne przypomnienie, że jest nieciekawie następuje w Łagiszy. Wchodzę na skrzyżowaniu w skręt w prawo i czuję, że tył traci przyczepność. Szybko prostuję tor jazdy i wyrzuca mnie na przeciwległy pas ruchu. Na szczęście nic nie jechało ale serducho na moment zdębiało. Kawałek dalej postój na zachwyt czyli wschód słońca. Tzn. już wzeszło ale jeszcze za chmurą się chowało. Jak stanąłem to chwilę potem zaczęło się wychylać. Na zachwycie schodzą mi 3 min. Potem już standard przez Zieloną do parku Hallera. Stąd większość drogi chodnikami bo te zapewniają większą przyczepność z racji większej ilości nieciągłości nawierzchni. Hotel focę dziś z nieco innej pozycji. Na miejscu z lekką obsuwą ale już bez większych sensacji.

Powrót to pasmo przeszkód atmosferycznych. Poszedłem się przebrać przed startem. Nawet nie wdziałem jeszcze całego kompletu do jazdy kiedy to za oknem rozległy się dziwne odgłosy. Rozchylam żaluzje i... ten !@#$!@^%!~@#$ śnieg @#$!@#$@!# jak najęty i nie wygląda jakby miał zaraz przestać. Kanał. Siadam sobie wygodnie na 4 literach i dłubię sobie przy kronice za 2013 rok zerkając czasem za okno. A !#@$!%!@ śnieg ani myśli przestać. Mało tego, rozpędza się. I tak zlatuje ponad półtorej godziny. Kiedy opad ustaje do poziomu niemal niezauważalnego ruszam. Wszędzie bagno. Na jezdniach zdążyło już się roztopić i płynie gdzie tylko nie spojrzeć. Jadę spacerowym tempem głównie chodnikami ale tam też bagno. Kręcę na Mortimer i Starocmentarną by przebić się pod "94" w stronę Pogorii 3. Nie podjeżdżam jednak pod molo tylko od razu skręcam na Zieloną. Dalej przez mostek na Czarnej Przemszy w stronę Preczowa i terenem do Sarnowa. Stąd już standardem asfalt do domu. Po drodze kilka razy wiaterek zawiewał śniegiem po gębie. Mało motywujące do zaginania warunki. Na finiszu w butach nieco mokro. Rowerek uflejany wzorcowo i konieczne było mycie :-/


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 01:49
  • VAVG 19.82km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 1 kwietnia 2015 | dodano: 01.04.2015

+3. Silny wiatr ale wg prognoz na dojeździe ma pomagać. W praktyce okazało się, że czasem miał jakieś zawirowania i wrażenie było takie, jakby z prędkości odjęło nagle ze 20km/h. Generalnie jednak dało się jechać. Dziś bez ciśnienia bo udaje się wyjechać stosunkowo wcześnie - 6:06. Na światłach na Alei Róż występ buraka. Ze świateł ruszyła wolno ciężarówka (na moje oko dość przeładowana), za nią osobówka, ja i sznurek samochodów za mną. Powoli się to toczy przez dużego na początku. Ciężarówka skręca na wjazd na trasę, osobówka za nią a tu z lewego pasa ciśnie się na chama kolejna osobówka. Mnie akurat drogi nie zajechał ani nie spowodował dla mnie zagrożenia ale zachował się buracko. Zamiast ustawić się na właściwym pasie i odczekać aż będzie dało się wjechać w kolejności to musiał napsuć innym krwi a zyskał pewnie tyle co nic bo i tak się musiał za dużym wlec potem. Dla mnie generalnie spokojny i całkiem przyjemny dojazd do pracy. I najważniejsze, że na sucho. Większa część jezdni sucha. Trochę tylko małych kałuż na Zielonej.

Powrót rozpoczęty w ładnym słoneczku. Gdzieś tak mniej więcej przez Mec i Środulę było ok. Jednak już na zjeździe ze Środuli w stronę izby wytrzeźwień widziałem na horyzoncie nisko sunącą szarą chmurę. Przy tym wietrze, który był, a był konkretny, nim dojechałem do przejazdu kolejowego przy złomowisku już zaczęło kropić. Przy dworcu Stary Będzin regularny deszcz ze śniegiem. Wbiłem na ścieżkę i zaczęła się szarpanina z wiatrem (choć i wcześniej lekko nie było) i zacinającym opadem. Przed centrum ubezpieczeniowym odbijam w lewo na 12% i jadę na Syberkę. Koło kościoła już w pięknym słoneczku ale za to mokry. Nogi nieco odczuły te warunki. Z Syberki zjeżdżam na Zamkowe i zmieniam kierunek na Grodziec. Ścieżka rowerowa zryta już prawie cała więc jadę drugą stroną po chodniku. Z Grodźca zwrot na Gródków. Przecinam 913 i na końcu asfaltu skręcam w lewo a przed torami w krótki, terenowy łącznik do klinkierówki w stronę remizy strażackiej w Psarach. Stąd już 1,5km do domu po asfalcie i z wiatrem na klatę. Fajnie się jechało generalnie pomimo opadu i walki z wiatrem. Tempo raczej spacerowe, co było do przewidzenia. Miejscami nieźle mną szarpało.


Kategoria Praca

DPDZ

  • DST 37.00km
  • Czas 01:42
  • VAVG 21.76km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 31 marca 2015 | dodano: 31.03.2015

W radio mówio, że zima lezie. Cosik na rzeczy musi być bo temperatury poranne spadają. Dziś +2. Nieco wiaterku. Chmurki i potem przezierające słoneczko, które w pewnym momencie skłoniło mnie do chwili postoju i zachwytu ;-) Start 6:13. Nieco późno bo mi jeszcze przyszło posmarować amorki. Jedzie się bardzo dobrze i bez sensacji. Jezdnie suche. Na Zagórzu motam się chwilę przy wykopach pod nowe rondo. Tak zryli, że nie da się sprawnie tego przejechać. Chyba jednak trzeba będzie się bujać przez Kosynierów żeby nie tracić czasu. Przy okazji focę też ten księżycowy krajobraz. Podobnie jak hotel nieco wcześniej. Na miejscu z zapasem 60 sekund.


Zachwycam się.


Hotel powoli rośnie w górę.


Masakrycznie zryte centrum Zagórza.

Po pracy start w drobnym deszczyku. Niestety ów deszczyk nadawał, raz mocniej, raz słabiej, sporą część dnia i w związku z tym na jezdniach konkretnie mokro. Miałem ze sobą stuptuty i trochę sprawę poratowały ale butów nie udało się uchronić przed przemoknięciem (ciągle sobie powtarzam, że trzeba by do Decathlou po impregnat skoczyć ale jakoś się nie składa). Tak więc z bagienkiem pod podeszwami kręcę do Będzina przez Mec, Środulę i Stary Będzin. Na chwilę wstępuję do serwisu i doposażam Rzeźnika w błotnik na przedzie. Trochę musztarda po obiedzie ale prognozy na dni następne nie są optymistyczne i nabytek jeszcze powinien posłużyć. Ponadto lekkie dopompowanie zadniego amorka. Mówili, że będzie lepiej. Na powrocie faktycznie trochę inaczej się jechało. Hm. Faktycznie, chyba lepiej. Trzeba będzie się jednak wyposażyć w pompkę i opanować zasady uzupełniania luftu w amorkach. Może się to kiedyś przydać. W międzyczasie na pogaduchach schodzi trochę czasu i pogoda robi się o niebo lepsza, o niebieskie i słoneczne niebo. Co prawda trochę wieje ale to zawsze lepsze od wody. Posiłkując się chodnikami coby potestować nowe ciśnienie w amorku kieruję się do Łagiszy i potem przez Sarnów do domu. Po drodze widzę aż dwa radiowozy Policji. W mojej okolicy to rzadkość. Warta odnotowania ;-) W domu na początek mycie Rzeźnika bo uflejany od wczoraj jeszcze i potem smarowanie amorków. Jazdy jednak to jeszcze nie koniec. Wrzucam sakwy na Błękitnego i robimy zagięcie do wsiowego Lewiatana. Szybki powrót do domu i w ruch idzie procedura suszenia butów. Może uda się je do jutra reanimować. Generalnie fajnie się kręciło mimo częściowo podłych warunków. Nawet jak wiatr na gębę rzucał to co spod przedniego koła leciało. To już chyba stan cyklozy nieoperowalnej.


Kategoria Praca