limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%)
Czas w ruchu:5998:30
Średnia prędkość:19.03 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2903
Średnio na aktywność:39.33 km i 2h 04m
Więcej statystyk

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 01:46
  • VAVG 20.38km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 4 lipca 2018 | dodano: 04.07.2018

Start o 6:10. Jak wstawałem kontrola termiki wykazała, że zimno. Jednak na wyjściu było na tyle przyjemnie, że zrezygnowałem z kurtki. Kręcę dojazd przez Będzin. Co prawda dziś dzień targowy ale jest jeszcze na tyle wcześnie, że w jego okolicach młynu nie ma i da się przejechać całkiem sprawnie. Kręcę niezbyt intensywnie. Na podjazdach jedyneczką z przodu. Ostatecznie na miejsce zataczam się z pięcioma minutami rezerwy. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.

Na powrocie w końcu lato. Cieplutko, słonecznie, trochę dmucha chyba z zachodu. Wracam tempem niespiesznym przez Mortimer i Reden w stronę Mostu Ucieczki z opcją decyzji którędy dalej jak zobaczę co się przy P3 dzieje. Sytuacja wygląda zachęcająco. Na bieżni nie ma tłumów. Możliwe, że plaża miejska w Będzinie zatrzymała nieco ludzi i stąd niejaki luz na P3. Wybieram więc bieżnię i przetaczam się pod Świątynię Grillowania i dalej na P4. Potem standard przez Preczów do Sarnowa. Za światłami od razu dobijam w prawo i boczną, nieasfaltową drogą między nowymi domkami przemykam się do lasu psarskiego. Na jego wylocie dowiaduję się, że teraz nosi nazwę Park Żurawiniec. Dowiaduję się też, że przy ośrodku zdrowia na trawiastym boisku, na którym grywałem w podstawówce, teraz powstaje przedszkole i żłobek w Psarach. Zmiany, zmiany, zmiany... Aby dalej zaznawać spokoju w drodze powrotnej wbijam w teren między polami a osiedlem w Malinowicach i kręcę do Strzyżowic. Potem już tylko niecały kilometr asfaltem i jestem w domu. Przyjemny i spokojny powrót.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 18.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 3 lipca 2018 | dodano: 03.07.2018

Wytaczam się na koła o 6:13. Generalnie pogoda, jak na lipiec to słaba. Jest zdecydowanie chłodno. Wysoko dywan chmur i zero słoneczka. Wiatru nie zauważyłem albo był korzystny. Pogoda jednak nie zachwyca. Kręcę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Dziś bez sensacji, spokojnie. Na miejscu jestem z zapasem 2 min. Założona wczoraj przerzutka działa bezbłędnie. Na powrocie zrobię jej test na zjeździe terenowym. Co do siodełka to może jeszcze się zastanowię nad jakimiś regulacjami ale to też już na powrocie.

Popołudnie termicznie o wiele przyjemniejsze. Co prawda wieje ale słoneczko ładnie daje i po prostu jest ok. Wracam na kierunku do Będzina czyli po drodze Mec i Środula. Przy dworcu Stary Będzin odbijam na ścieżkę przy Małachowskiego i ciągnę nią aż do stadionu. Tu trochę zygzakowania w stronę Biedronki i ścianek z graffiti. Objechałem, obejrzałem. Słabo. Nie wszystkie ścianki wykorzystane. Malunki zdecydowanie słabsze niż poprzednie jako ogół, a pojedyncze szczególnie. Może następnym razem będzie lepiej. Przez Zamkowe przebijam się do lasu grodzieckiego i przecinam go w stronę świateł na "86". Przy Lidlu zjeżdżam w teren i las gródkowski. Dotaczam się do podstawówki i kręcę w stronę żółtego szlaku, którym przecinam ul. Wiejską w Psarach i zajeżdżam do domu częściowo terenem od strony Strzyżowic. Na powrocie raczej tempo spacerowe. Jakieś takie zmęczenie-znużenie mnie dopadło i brakło weny do intensywnej jazdy. Za to przynajmniej było spokojnie więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :-)


Kategoria Praca

DPDS

Poniedziałek, 2 lipca 2018 | dodano: 02.07.2018

Rozruch grzebany przeciętnie. Na kołach jestem o 6:13. Pogoda niezła. Rześko, strzeliłbym około +14. Podmuchy ledwo wyczuwalne. Dużo słoneczka i troszkę niegroźnych, wysokich chmurek. Ogólnie przyjemnie. Kręcę trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Dziś, dla odmiany, wkurzała mnie piechota. Najpierw jeden łazik w Łagiszy, który bez oglądania wlazł na pasy prawie mi przed koła. Potem powtórka w D. G. przy rondku obok Aldika. Potem łajza slalomująca z części pieszej na rowerową przy stadionie. Potem jeszcze w centrum Zagórza kolejna na ścieżce rowerowej. Też bywam pieszym ale, kurde blaszka, patrzę co robię. Przepuszczam szybszych ode mnie i nie łażę po drogach wyznaczonych dla rowerów. Dla samochodów tym bardziej. Niektórzy są albo kompletnie bezmyślni albo chamsko złośliwi. Poza tym spokojny i przyjemny dojazd do pracy. Na finiszu trochę powalczyłem o czas. Trochę dlatego, że rowerek odebrany z serwisu chodzi jak zegarek i aż chce się gnać :-)

Jednak amiga miał rację. Wiało z zachodu. Na powrocie ten wiaterek czułem. Nie był zbyt ciepły ale i tak, o dziwo, jechało mi się całkiem dobrze i wcale nie tak wolno. Dziś powrót bez gięcia bo na popołudnie wizyta u stomatologa a jeszcze chciałem o serwis zahaczyć. Tak więc krótko przez Mec i Środulę w stronę Starego Będzina i do serwisu. Tu nabywam nową przerzutkę na tył. Poprzednia - Shimano Acera - odsłużyła ponad 25k km i już na zjazdach tak ją rzucało na boki przy nierównym podłożu, że bałem się wkręcenia w koło, urwania haka i połamania szprych. Jeszcze sprawna wędruje do zbioru części które kiedyś tam może w czarnej godzinie jeszcze uratują sytuację. Tym razem na tyle ląduje Shimano Deore. Zobaczymy ile ta da radę. Biorę jeszcze nowe siodełko bo to, które mam jest od nowości i zaczęło pękać. Dalszy powrót uskuteczniam na kierunku Zamkowego i dalej do Grodźca. Stamtąd kusiło mnie zjechać do Wojkowic ale że czas nie jest z gumy to się ograniczyłem i poleciałem najkrócej jak się da czyli przez Gródków. Po wizycie zabieram się za wymianę. Poszło sprawnie i bez komplikacji. Przy okazji odkrywam, że niedługo wymiany może potrzebować również podsiodłówka mieszcząca zapasową dętkę. Na razie jednak zostaje. Również przy okazji serwisu i zbierania części zapasowych na wyjazd odkrywam, że zostały mi ostatnie klocki hamulcowe. Czyli w niedługim czasie będę musiał odwiedzić moją dealerkę klocków :-)


Kategoria Praca, PrzerzutkaT, Serwis, Siodełko

DPZDZ

  • DST 37.00km
  • Czas 01:59
  • VAVG 18.66km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 29 czerwca 2018 | dodano: 29.06.2018

Przedstart grzebany. Na kołach jestem o 6:14. Poranek bardzo przyjemny. Cieplutko, podmuchy niemal niewyczuwalne. Trochę chmurek, trochę słońca. Na drogach ruch taki sobie. Kręcę trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na światłach na Alei Róż kolejny już raz znany manewr. Wyprzedzanie z zajechaniem podczas zjazdu na "94". Tam powinien jakiś fotoradar stać i klepać mandaty ile wlezie. Reszta drogi spokojna. Na Szymanowskiego, na łuku tuż przed skrzyżowaniem z Lenartowicza stłuczka przy wyjeździe z osiedla. Lekki zacisk ale rowerkiem przemykam się bez problemów. Lawety zlatują się jak sępy ;-p Na miejscu jestem ze stratą 2 min.

Na wyjściu bardzo przyjemne ciepełko. Lekki wiaterek. Jest tak, jak latem powinno być. Kręcę powrót w kierunku na Będzin czyli przez Mec i Środulę. Zawijam do będzińskiego Kauflanda na rundę zaopatrzeniową. Z balastem wracam przez Grodziec i Gródków tempem niespiesznym bo na wyjeździe z przejścia podziemnego nieoczekiwanie przeskakuje mi łańcuch. Hm... Czyżby już napęd do wymiany? W domu zostawiam plecak i pierwszą rundę zakupów. Zakładam Strzale sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Tu uzupełniam zakupy z Kauflanda i z balastem staczam się do domu. Przegląd zapisków z BS wykazuje, że napęd ma około 2,7k km. Niedużo. Jednak przyglądając się kasecie widzę, że czwóreczka zauważalnie mocniej spiłowana niż reszta czyli łańcuch może być wyciągnięty i skakanie nie jest takie bezzasadne. Może to i dobrze. Wrócę ze zlotu to Strzałę odstawię do przeszczep. Korba zresztą też nieco zjechana. W sumie za bardzo mnie to nie dziwi bo Strzała orała głównie w mało korzystnych warunkach. Jutro po odbiór Błękitnego czyli runda testowa.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 17.50km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 28 czerwca 2018 | dodano: 28.06.2018

Dziś jazda w kropli i strumieniu. Zbieram się w miarę sprawnie. Na dworze mokro i coś tam sobie pryga ale nie na tyle, by mnie zniechęcić. Kiedy wytaczam rower na zewnątrz już regularnie pada. Opcji jednak nie ma innej jak rowerek, zwłaszcza, że po południu ma być dużo lepiej. Walczę. Jest w miarę ciepło, wg ICM-u około +15. Nie wieje jakoś specjalnie uciążliwe. Kapie równo ale niezbyt mocno. Od samego początku gdzie się da jadę chodnikami. Większość jest z kostki więc woda na nich stoi tylko w zagłębieniach. Mniej syfu leci na twarz. Nie wszędzie się tak jednak da. Dziś wybieram trasę przez Będzin. Tempo takie sobie, powiedziałbym nawet, że spacerowe ale nie mam weny by cisnąć. Zresztą nogi mówią, że nawet jakbym chciał, to tylko na tym chceniu by się skończyło. Za izbą wytrzeźwień zaczyna się jazda w strumieniu. Spływająca ze Środuli woda tutaj już przypomina potok. Potem jeszcze raz na wjeździe za cmentarzem powtórka. Ostatecznie na mecie mam 5 min. obsuwy. W butach lekka wilgoć. Mimo tego jechało się nawet całkiem przyjemnie. Po drodze bez sensacji.

Powrót częściowo w kropelce. Szczęśliwie znacznie słabszej niż rano. Właściwie gdyby nie to, że na okularach osiadały drobiny wody, to bym nawet tego nie zauważał. Troszkę też podwiewało choć nie zwróciłem uwagi na kierunek wiatru. Za to zauważyłem, że powietrze jest całkiem ciepłe. Chyba sprawdzi się na jutro te +25 :-) Wracam w tempie swobodnym przez Mortimer i Reden. Zahaczam o ścianę płaczu i Tesco. Potem bez gięcia pod Most Ucieczki i na bieżnię przy P3. Ludzi tam niewielu, ze 3 rowerzystów, ze dwie kijkarki i chyba troje spacerowiczów. Ogólnie błogi spokój. Może też dlatego, że kąpielisko zamknięte z powodu coli. Z P3 przeskakuję na P4 i dalej spokojnie kręcę przez Preczów i Sarnów do domu. Tak spokojnie i pusto na drogach było ostatnim razem jak wracałem z pracy w Sylwestra. Czyżby jakiś mecz? Jeśli tak, to mogą się o tej porze odbywać codziennie. I jeszcze o 6:00 rano. Jechało się bardzo spokojnie.


Kategoria Praca

DPS

Środa, 27 czerwca 2018 | dodano: 27.06.2018

Rozruch słaby. Na kołach jestem o 6:16. Chłodnawo. Nie wieje. Słoneczko. Jezdnie ze śladami opadów. Kręcę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na trasie spokojnie choć ruch dalej niewakacyjny. Na miejscu jestem z zapasem 1 min. Przyjemny dojazd do pracy. Nogi podawały nawet całkiem, całkiem.

W ciągu dnia przeleciał jakiś deszczyk. W ogóle poranne słoneczko wcięło się za chmurami i tak pozostało. Na wyjściu lekko kropi. Pięknie. Kręcę powrót na kierunku do Będzina czyli przez Mec, Środulę i Stary Będzin. Docieram do serwisu i zostawiam Błękitnego na przeszczep napędu i kilka innych drobiazgów. Kapało całą drogę ale na szczęście niegroźnie. Reszta powrotu z buta, zbiorkomem i znów z buta.


Kategoria Praca

DPD

Wtorek, 26 czerwca 2018 | dodano: 26.06.2018

Przedstart niby dobry a na kołach jestem o 6:11. Warunki podobne jak wczoraj czyli chłodno, pochmurno, prawie niewyczuwalne podmuchy. Jezdnie miejscami mokre. Od samego początku kręcę bez większego entuzjazmu. W ogóle cały dojazd jakiś taki wymęczony. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Zupełnie nie widzę tego mniejszego, wakacyjnego ruchu na drogach. Może jak się lipiec zacznie... Tymczasem dwie irytacje spowodowane przez "kierowników". Jedna przed światłami na Alei Róż. Wcisnął mi się kombiak prawie pod kierownicę koniecznie chcąc stać na czerwonym przede mną. Potem w centrum Zagórza od ronda do Mortimeru gnał kolejny kombiak jakby mu się zaraz gwarancja na życie miała skończyć, zupełnie nie zważając na to, że ma po drodze trochę przejść dla pieszych i przejazd rowerowy. Nawet przed przejazdem nie zwolnił. Gdybym miał w zwyczaju lecieć na łeb na szyję, to by mnie zgarnął na tym przejeździe. Poza tym w sumie przyjemna jazda. Na miejscu z minutą obsuwy.

Przez drugą połowę dnia w pracy zerkałem co jakiś czas na radary obserwując nadciągające opady. Na początku lunęło całkiem mocno. Z czasem opady to zanikały to pojawiały się ale wątpliwości nie było, że na powrocie będę jechał w opadzie. Pytanie pozostawało tylko takie, w jak mocnym? Zbieram się na powrót o 15:10. Kapie tak, że nie odstrasza. Przyjemnie nie będzie ale od biedy obleci. Kręcę gdzie się da chodnikami, ścieżkami. Na nich jest trochę mniej wody. Przez Mortimer i Reden dążę do Mostu Ucieczki. Od tego miejsca droga już spokojna wzdłuż Pogorii 3. Spotkałem tylko jednego kijkarza na odcinku od mola do Świątyni Grillowania. Na Pogorii 4 tylko jeden rowerzysta. Ogólnie pusto. Kapanie towarzyszy mi całą drogę ale nie jest jakieś bardzo mocne. Zadziwiająco dobrze podawały nogi, które zdecydowanie nie miały komfortowej temperatury do pracy. Tempo jednak niezbyt intensywne. Przez Preczów i Sarnów przetaczam się chodnikiem. Przez moją wioskę tylko kawałek. Od szkoły już wbijam na asfalt i ciągnę na szybko do domu. Na miejscu stwierdzam, że nie było tak źle bo w butach sucho. Kwadrans po tym jak odpaliłem pranie mokrych ciuchów przez chmury przebiło się słoneczko. Ja to mam szczęście.


Kategoria Praca

DPO PTTK OD

  • DST 54.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 03:00
  • VAVG 18.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 25 czerwca 2018 | dodano: 25.06.2018

Wczoraj 3x zbierałem się do jazdy i 3x mnie deszcz zatrzymał. Ostatecznie nie pojeździłem. Ale dzień zmarnowany nie był. Dziś zwykły dojazd do pracy. Grzebanie przedstartowe się przeciąga i wytaczam się na koła o 6:19 :-/ Nie jest za dobrze, bo nie dość, że późno, to jeszcze warunki do pociskania takie sobie. Trochę wieje niezbyt ciepłym powietrzem. Jezdnie miejscami mokre po nocnych opadach. Temperatura może nawet poniżej +10 miejscami. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Właściwie spokojnie choć w centrum D. G. na rondzie wyjechała mi księżniczka od strony Będzina. Obserwowałem sytuację czujnie gotów hamować w razie "W" ale na szczęście panna się zreflektowała. Obyło się bez bluzgów i nerwów. Na miejscu jestem 4 min. po czasie. Nawet nie próbowałem się siłować z czasem zakładając lekkie spóźnienie. Mimo tego przyjemny dojazd do pracy.

Po pracy umawiam się z Prezesem, że pojedziemy razem na zebranie CYKLOZY. Że jednak spotykamy się wcześniej to objazd lekko zagięty. Początek standardowo przez Mec, Środulę, Kombajnistów i Ludwik. Potem jednak zaczynamy kluczyć nieco i w efekcie wypadamy na czerwony szlak prowadzący do Stawików. Tam też zasiadamy na ponad pół godziny na ławeczce przyglądając się wyczynom "surferów" i gadając. Pół godzinki przed spotkaniem leniwie przetaczamy się do siedziby PTTK gdzie już powoli zjawiają się kolejni klubowicze. Obrady nie trwały zbyt długo ale na kołach powrotnych jesteśmy gdzieś po 19:00.  Marcin postanawia jeszcze pozaginać trochę ze mną więc toczymy się ponownie na Stawiki i dalej czerwonym szlakiem do Milowic. Stamtąd kręcimy do Czeladzi przy okazji czyniąc małą eksplorację. Przy tej czynnoś Prezes odkyrwa, że czas zmienić linkę od przedniej przerzutki. Oględziny wykazały, że jeszcze tylko 2 włókna dzieliły ją od zerwania. Operacja przebiega sprawnie i toczymy się dalej.  Na światłach przebijamy się na drugą stronę "94" i zjeżdżamy w boczne uliczki by dotrzeć na czerwony szlak przecinający mostem Brynicę. Przez Przełajkę przetaczamy sie do Wojkowic pod Orlen. Tu dogania Prezesa telefon i wzywa do nawrotu w stronę inną niż moja. Żegnamy się. Solo wbijam w teren przechodzący w prostą do domu. Tu zostawiam plecack i robię jeszcze szybkie zagięcie do wsiowego Lewiatana. Potem już ostateczny zjazd do domu. O ile rano było dość chłodno, to popołudnie i wieczór objeżdżone właściwie w zestawie "na krótko". Nie było upałów ale też nie było jakoś zauważalnie chłodno. W każdym bądź razie poranne zapowiedzi ICM-u były gorsze niż wykon. Oby jutro było tak samo albo jeszcze lepiej :-)


Kategoria Praca

DPDZD

Piątek, 22 czerwca 2018 | dodano: 22.06.2018

Dzisiejszy rozruch to totalna porażka. Efekt jest taki, że na kołach jestem o 6:19. Trzeba będzie cisnąć. Tymczasem po nocnych opadach i wietrze spadła znacznie temperatura. Jeśli wierzyć ICM-owi to jest mniej więcej połowę tego co wczoraj rano. Do tego wieje choć szczęśliwie dla mnie, z zachodu. Zakładam jednak, że nogi mogą nie chcieć podawać za dobrze. Od razu zaczynam kręcenie z uczuciem i nawet na podjazdach odrobinę walczę. Do świateł na "86" nieco ruchliwie. Potem już spokojniej. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Ostatecznie na mecie jestem równo o 7:00 mimo trzech postojów na światłach. O dziwo, nogi podawały całkiem dobrze. W sumie przyjemny dojazd.

Startuję w powrót we wdzianku "na krótko" ale po 100m zatrzymuję się założyć bluzę z długim rękawem. Kręcę dalej Lenartowicza i kiedy jestem na górze ponownie przystaję. Tym razem by założyć rękawiczki. Jest mało sympatycznie. Słońce za chmurami. Wiatr z zachodu lub północnego zachodu jest nie za ciepły i raczej niesłaby. Kręcę spokojnie by się bez potrzeby z nim nie szarpać. Na światłach na Środuli przy Auchanie stoję i czekam aż sznurek samochodów od strony Żylety nieco osłabnie. Chyba coś jest w tym, co Amiga napisał, że dziś jakiś wyjątkowo wzmożony ruch. Nawet w Będzinie, gdzie zwykle o tej porze jest w miarę spokojnie, też sporo pojazdów. Postanawiam uciec gdzieś na bok. Przez nerkę przedostaję się na Zamkowe. Na początku drogi rowerowej do Grodźca przystaję i przyglądam się moment jak zbierają jeden z autobusów, który dziś uczestniczył w wypadku. Tryknęły się dwa autobusy. Jeden linii 721 ze 125. Na stojący na przystanku najechał drugi tylko nie pamiętam, który na który. 17 rannych. Jedno dziecko śmigłowcem do szpitala odwieźli. Na stronie Dziennika Zachodniego widziałem całkiem sporo fotek. Z drogi rowerowej jednak korzystam tylko ociupinkę i zaraz uciekam w las grodziecki w drodze na światła na "913". Tą też jadę tylko do zjazdu w stronę centrum dystrybucyjnego Lidla i tam wbijam w teren do lasu gródkowskiego, wzdłuż którego jadę do podstawówki. Potem w stronę szlaku żółtego. Szybko go porzucam zwracając się w stronę wsiowego DINO. Osiągnąwszy jego pobliże robię zagięcie w stronę Lewiatana i potem do domu. Tu chwila na dychnięcie. Potem zakładam Błękitnemu sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu. W sumie przyjemnie i bez sensacji kręcenie powrotne. Spadek temperatury jednak zniechęcił mnie do objazdów.


Kategoria Praca

DPD

Czwartek, 21 czerwca 2018 | dodano: 21.06.2018

Wylot na koła o 6:11 chyba już na jakiś czas będzie standardem. Jakbym się nie grzebał, szybko czy wolno, ostatecznie o tej godzinie wytaczam się na trasę. Warunki bardzo przyjemne. Słoneczko. Minimalne podmuchy. Ciepło. Na początku mam wrażenie, że zamulam ale gdzieś po drodze nagle robi się lepiej i już potem leci normalnie mimo tego, że nie naciskam specjalnie. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie, bez sensacji. Znów mnie dziś kierowcy na Zagórzu przepuścili na przejeździe rowerowym. Miłe. Na miejscu z zapasem 6 min.

Dzionek przyjemnie ciepły po południu. Również wietrzny. Momentami wręcz porywiste podmuchy. Powrót spacerowy, odrobinę wertepami i lekko naokoło. Na początek terenem pod Plac Papieski. Potem bokiem górki środulskiej w stronę przejazdu kolejowego i dalej na Chemiczną i Rybną. Stamtąd bocznymi uliczkami do Czeladzi na Piaski i pod Urząd Miejski. Przekraczam "94" na światłach i za skrzyżowaniem odbijam w lewo by przedostać się do czerwonego szlaku przecinającego Brynicę. Tam też przebywam granicę i przez Przełajkę przetaczam się do Wojkowic pod Orlen. Potem już prosta do domu. Przyjemne, niespieszne kręcenie powrotne.


Kategoria Praca