DPDZD
-
DST
42.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
21.18km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niby wstałem wcześniej i na rozruch było dużo czasu a jak przyszło co do czego, to wytaczam się o 6:14. Jest mocno rześko. Rękawiczki i bluza z długim rękawem to minimum ale dołem jeszcze krótkie spodenki. Na początku trochę marzną uszy i nogi. Potem już tylko nogi dają znać, że mogłoby być cieplej. Kręcę trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Tradycyjnie do świateł na "86" spory ruch. Zdecydowanie intensywniejszy niż w wakacje. Potem do Zielonej raczej pustawo. O Dąbrowy Górniczej umiarkowanie. Przejazd bez sensacji i całkiem przyjemny. Niestety na mecie z obsuwą 5 min.
Na powrocie jeszcze prawie lato. Już bez upałów ale przyjemnie. Dużo słoneczka, trochę wiaterku. Kręcę powrót na kierunku do centrum Zagórza i dalej przez Mortimer na Reden pod ścianę płaczu. Potem w stronę Łęknic i na P3 wzdłuż której jadę na Piekło. Tam wbijam na bieżnię przy P4. Wsiada mi na koło jakiś rowerzysta ale mam to dziś całkowicie gdzieś. Jadę swoje równo tak by sobie oddechu nie przyspieszać i ciśnienia nie podnosić. Nie wyprzedza. Może chciał skorzystać z osłony przed wiatrem. Nie wiem. Na Mariankach on jedzie dalej wzdłuż P4 ja odbijam na Preczów. Kątem oka widziałem, że ten co za mną jechał, był na szosie więc i tak dobrze, że się nie spinałem bo by mnie pozamiatał. Przez Preczów i Sarnów przetaczam się spokojnie prosto do domu. Tu zostawiam plecak, zakładam Błękitnemu sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem, bez kluczenia, prosto do domu. Przyjemnie się jeździło i w sumie warunki w sam raz na zaginanie ale ze względu na inne zajęcia trzeba było sobie darować. Dość sporo rowerzystów na powrocie.
Kategoria Praca
komentarze