DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
18.38km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardowe "16". -2. Trochę mgieł. Bezwietrznie. Ciemno.
Po pracy powrót przez centrum Dąbrowy Górniczej, Zieloną, Łagiszę i Gródków. Do Zielonej odprowadził mnie Marcin. Wcześniej graliśmy u mnie w pracy w ping ponga. W parku dłuższą chwilę porozmawialiśmy o różnych sprawach okołorowerowych związanych z klubem rowerowym przy PTTK w Sosnowcu. Sformował się pomysł żeby zrobić pod koniec listopada spotkanie członków w celu porozmawiania o planach wypadowych na przyszły rok (2 tygodnie nad morze i inne tego typu imprezy). Mile widziany każdy chętny do przyłączenia do nas. accjacek, t0mas82, Kysu, Krzychu22, andi333, Dariusz79 jesteście z Sosnowca i okolic może się przyłączycie? :-)
Dziś też zrobiłem test wczorajszego nabytku, tj. "neoprenków". Rewelacyjny patent. W stopy cieplutko. Teraz najbardziej marzną mi uszy :-p
Kategoria Praca
Cykloza ułaskawiona ale jeszcze nie zaspokojona ;-)
-
DST
18.00km
-
Czas
01:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po pracy odebrałem Srebrną Strzałę z serwisu. Od razu widać, że kółko jest już ok.
Ale rama zdecydowanie do wymiany. Wyżarta oponą dziura dyskwalifikuje ją do użytku innego niż do lekkiej, spokojnej jazdy. W ramach testów czy cała reszta jest ok najpierw pojechałem do Decathlonu zaopatrzyć się w ochraniaczo-ocieplacze na buty. O! Takie!
119 zetów.
A co! Se poszalałem. Może gdzieś by się taniej dało dorwać te same ale nie mam jakoś ani chęci ani czasu na szukanie i czekanie aż dotrą. A w razie problemów to blisko z reklamacją można podskoczyć.
Powrót bez udziwnień w miarę krótką drogą.
Testy wykazały, że jednak dalej jest coś nie tak ale tym razem to nie wina koła. Podejrzewam łańcuch. Jak depnę np. przy 2 z przodu i 3 z tyłu to łańcuch leci po zębatce. Przy młynkach jest ok. W domu wypiąłem kilka ogniw. Jedzie się bardziej twardo i łańcuch już tak nie leci na płaskim ale przy podjeździe niestety tak.
Poza tym jest jeszcze inny feler. Opona trze o prowadnicę przedniej przerzutki jeśli na przodzie jest 1 - albo za długa prowadnica albo support za krótki i przerzutka za blisko koła. W oryginalnym zestawie wszystko grało. Tyle, że z oryginału to zotsała właściwie już tylko ta przednia przerzutka... i Grip Shift-y.
Czas, oj czas, Strzale na emeryturę. Jak ja się nie mogę doczekać nowego pojazdu... Już zamówiony. Jak fundusze dopiszą, to 25 odbieram.
Kategoria Inne
DPS(erwis)
-
DST
24.00km
-
Czas
01:10
-
VAVG
20.57km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano "16" emeryckim tempem. Depnąć się już nie da bo koło staje niemal bokiem i łańcuch po ząbkach z tyłu leci jak po gładkim. Strasznie dołujące. Dobrze, że jeszcze na młynkach na niskich biegach jakoś się toczyła Strzała do przodu.
Urwałem się godzinę z pracy (kiedyś będzie trzeba to odsiedzieć) i dopadłem serwis przed zamknięciem. Zabiegi reanimujące zaordynowane ale niestety operacja zakończy się dopiero w poniedziałek. W przyszłym roku pewnie będzie przekładka całego osprzętu na nową ramę żeby rezerwowy rowerek był pod ręką.
Za to jest plus bo już zdecydowałem się czym będę jeździł od końca listopada :-)
Będzie to Merida Matts 100-D 2011r. Ma to co mi potrzeba i da się do niego dołożyć to co mi potrzebne będzie, a do tego cena gołego roweru ze względu na posezonowe rabaty całkiem korzystna. Pozostaje doczekać do momentu napływu gotówki :-]
Kategoria Praca, Serwis
DPD. Macie pojęcie jak to boli?
-
DST
33.00km
-
Czas
01:33
-
VAVG
21.29km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pewnie macie. Środek sezonu w pełni. Pogoda do jazdy wymarzona. A ja, kurna, nie mam na czym jeździć. Marne 3 dyszki na liczniku. Kiedyś się zastanawiałem po co ludziom 2 rowery. Albo więcej. Teraz wiem po co. Jak się jeden spier(man)doli to się go odstawia do serwisu, bierze drugi i jeździ.
Rano "16" do pracy. Tempo emeryta. Jedynie na zjazdach rowerek jeszcze sam się toczy.
Po pracy podjechałem do serwisu i niestety nie zdążyłem przed zamknięciem. Klientów teraz mniej to i zamykają wcześniej. Jutro będę musiał spróbować urwać się godzinę wcześniej z pracy i może się uda tym razem Srebrną Strzałę zostawić do remontu. Na razie zrobię tylko to nieszczęsne tylne koło. Po zakupie nowego w Strzale na spokojnie wymiana ramy. Ale to już w przyszłym roku.
Oby tylko się udało przed weekendem operację wykonać. Jak się nie uda, to do poniedziałku dupa blada, zero jazdy.
Kategoria Praca
DPD z problemami
-
DST
37.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.50km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano 16 bez większych problemów choć nie za szybko.
Powrót to zupełnie inna bajka. Po pracy zostałem na sali gimnastycznej trochę pograć w ping-ponga z kolegą z pracy Sławkiem i z Marcinem. Zeszło nam do 17:00.
Potem pożegnaliśmy się ze Sławkiem i z Marcinem ruszyliśmy w stronę Dąbrowy.
Jeżdżę teraz tempem emeryta w mocno zaawansowanym wieku. Powodem jest moja coraz bardziej niedomagająca Srebrna Strzała. I tym razem przy powrocie pokazała co potrafi. Podjeżdżając pod przystanek Expo Silesia od strony Zagórza, tylna przerzutka przerzuciła łańcuch za największe kółko. Łańcuch się zwiną i zaklinował między szprychami a "jedyneczką". Ponieważ było to już nie pierwszy raz byłem przygotowany na taki wypadek. Wyjąłem rekawiczki robocze i zacząłem się z opornymi elementami szarpać. Zeszło coś ze 20 min. zanim udało się wydłubać łańcuch z pułapki. Resztę drogi do domu przejechałem głównie na "2" z przodu i "3" z tyłu. Tylko na zjazdach nieco podnosząc biegi. A tak, to młynkowanie i unikanie jak ognia "1" z tyłu żeby znowu mi łańcuch nie przeleciał.
Powrót przez Zieloną, Łagiszę, Sarnów.
Planowaliśmy z Marcinem jutro do Piekar Śląskich objazdówkę na kopiec zrobić ale z racji tego, że mój dwukołowy rumak niedomaga i nie mam chwilowo nic innego do dyspozycji plan upadł. Może jeszcze będzie pogoda zdatna do jazdy jak już będę miał sprawny pojazd to wtedy by się może ten plan udało zrealizować.
Weekend zapowiada się ładny ale dla mnie niestety bezrowerowy. Chyba z żałości przytulę się do browarków czekających w lodówce na swoją kolej :-(
W poniedziałek do serwisu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
20.92km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano std. 16.
Powrót przez Pogorię III i IV, potem do Preczowa, Sarnowa i do domu.
Przy molo na Pogorii III spotkałem Sławka, z którym miałem okazję we wrześniu robić weekendowy wypad do Wisły (i z Jackiem). Właściwie, to Sławek zauważył mnie bo ja to ślepawy jestem zwłaszcza jak się zaczyna ściemniać. Ale poznał mnie po kamizelce i mojej Srebrnej Strzale :-) Dłuższą chwilę porozmawialiśmy na tematy różne. Potem się pożegnaliśmy i Sławek pojechał w swoją stronę a ja w swoją, dokładnie przeciwną.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
19.44km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano std. 16 do pracy.
Powrót przez Będzin. Podjechałem pod serwis rowerowy ale się okazało, że zamknięte. Trochem ślepawy więc nie doczytałem czy do 3.11 czy do 5.11 ale zakładam ten drugi wariant więc pojadę tam dopiero po niedzieli.
Powrót przez Łagiszę i bocznymi drogami między Gródkowem a Psarami.
Kategoria Praca
Ja to chyba jednak lubię :-]
-
DST
41.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:18
-
VAVG
17.83km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Narzekam na to, że ciemno, że źle się jeździ. Tymczasem mając kawał słonecznego dnia do dyspozycji wybrałem się na rowerek o 15:30. 100% pewne, że powrót przy starcie o tej godzinie wypadnie po ciemku. Czyli chyba jednak muszę lubieć te nocne jazdy. Mają swoje minusy, to fakt. Ale mają też i plusy.
Tym razem trasa wyglądała tak: najpierw do Góry Siewierskiej (na podjeździe pod las wyprzedził mnie "szosowiec"; powiedzieliśmy sobie "cześć" i szybko mi z oczu zniknął). Z Góry Siewierskiej zjechałem do drogi Strzyżowice-Siemonia. Wzdłuż Rogoźnika, przez tamę do drogi Dobieszowice-Siemonia. Przeskoczyłem do lasu po drugiej stronie. Jego obrzeżem dojechałem do Wymysłowa. Wygląda na to, że wkrótce będzie tu ładny asfalcik. Z Wymysłowa dalej drogą przy zbiorniku Kozłowa Góra i potem wałem między zbiornikiem a parkiem w Świerklańcu do samego końca i w lewo. Przeskoczyłem drogę Tarnowskie Góry-Siewierz i zrobiłem mały dystans po lasach. Było już po zmierzchu a jak z lasu wyjechałem to całkiem ciemno. "78" kawałek do Niezdary i stamtąd bocznymi drogami przez Tąpkowice do Sączowa. Wyjechałem na górce obok kościoła. Tam w prawo i cały czasz drogą do Siemoni (pod wiadukiem autostrady, który jeszcze ciągle jest zamknięty ale rowerkiem da się spokojnie przeskoczyć). Mały postój na kilka zdjęć kościoła i cmentarza. Wjechawszy do Siemonii skręciłem na Dobieszowice. Chwila postoju przy cmentarzu na kolejne foto i dalej przez tamę na Rogoźniku pod kolejny cmentarz. Tam kolejne foto. Potem pojechałem do Wojkowic w stronę Orbitalnej. Po drodze skręt w lewo. Nie wiem jak się ta ulica nazywa ale miejsce trudno zapomnieć bo jest brukowana kostką granitową. Bez "amorka" to "droga przez mękę". Większość drogi przejeżdżam chodnikiem raz w ostatniej chwili robiąc unik kiedy zorientowałem się, że ta ciemna plama przede mną to zaparkowany samochód :-)
Dojeżdżam do skrzyżowania i skręcam na Strzyżowice a potem pod "Skrzynówkiem" na Psary. Na cmentarzu po drodze jeszcze kilka zdjęć i prosto do domu.
Pogoda zupełnie nie listopadowa. Dosyć ciepło nawet po zachodzie słońca. Niemal bezwietrznie. Jak dla mnie to może tak być do samej wiosny.
Kategoria Inne
Co to się jutro będzie działo jak już dziś był kociokwik przy cmentarzach...
-
DST
69.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
03:38
-
VAVG
18.99km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano std. "16". Na ulicach pusto. Za to na przystanakch ludzie nieświadomi tego, że autobusy jeżdżą dziś jak w sobotę.
Po pracy, korzystając z pogody, wybrałem się na nieco dłuższy objazd.
Z pracy przemknąłem obok Placu Papieskiego, potem obok Plejady i na Milowice. Z Milowic dalej do Czeladzi i Wojkowic, gdzie wspiąłem się na ono wzgórze, gdzie droga kończyła się "ślepością" dla samochodów a dla rowerów i piechurów ścieżynką, co to jej koniec wypadał niedaleko Orbitalnej. Stamtąd dalej bokiem w kierunku Brynicy, mostem na drugą stronę i skręt na skrzyżowaniu do Bobrownik. Przejechałem Bobrowniki aż za kościoły i skręciłem w prawo. Było już całkiem ciemno. Kiedyś była to droga ślepa, przechodząca w gruntową. Zastanowił mnie brak znaku "ślepości" ale zapuściłem się w nią bez wahania bo chciałem dostać się do Wymysłowa. Jakież było moje zdumienie, kiedy okazało się, że spory kawałek jest wyasfaltowany. Dalej jednak trzeba było się przebijać gruntem. Miejscami ździebko błota ale niegroźnie. Dotarłem gdzie chciałem czyli do Wymysłowa (konkretnie to miejsce chyba się Wesoła nazywa). Stamtąd pojechałem w stronę zapory na Kozłowej Górze ale nie skręciłem na nią tylko wjechałem prosto w las na drogę do Ossów? Oss? diabli wiedzą jak się to odmienia. Jednak tam też nie pojechałem w prawo odbija droga brzegiem lasu w stronę Rogoźnika. Pojechałem tąże drogą. Wyjechałem niedaleko cmentarza w Dobieszowicach przecinając po drodzę budowę autostrady. Wygląda na to, że w tym miejscu nie będzie się jej dało później przejechać bo nie ma żadnego tunelu pod nią ani wiaduktu nad nią. W przyszłości będę sobie musiał znaleźć jakiś przejazd w tamtą stronę. Oby nie okazało się, że jedyny to droga Siemonia-Sączów albo most w Dobieszowicach. Trzeba by wtedy sporo nadkładać.
Wydostawszy się na asfalt pojechałem przez przepust na Rogoźniku i skręciłem w kierunku drogi Strzyżowice-Siemonia i dojechawszy do niej pojechałem do Góry Siewierskiej. Tym razem nie drapałem się na startowisko paralotniarzy tylko grzecznie asfaltem zjechałem do Dąbia. Tam skręciłem do Malinowic i potem do Psar czyli prosto do domu.
Szkoda, że już tak szybko jest ciemno bo temperatura do jazdy jest całkiem ok i to nawet sporo po zachodzie słońca. Niemal bezwietrznie. Jazda przez lasy albo pola przy świetle lampki diodowej to czasami niezła loteria. Zgadywanka czy ta ciemna plama przede mną, to kałuża? A może dziura? Albo tylko inny kolor asfaltu?
Miałem omijać cmentarze w drodze powrotnej ale jakoś tak wyszło, że miałem ich kilka po drodze. Pierwszy na Milowicach, potem dwa w Czeladzi, jeden na Przełajce i jeden w Dobieszowicach. Ruch tam panował już całkiem niemały.
Kategoria Praca
Fart? Niefart?
-
DST
68.00km
-
Teren
25.00km
-
Czas
03:33
-
VAVG
19.15km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Plan, planem wykonanie sobie. Sporo z planu udało mi się zrealizować.
Wystartowałem zamiast o 11:00, jak planowałem, to dopiero przed 14:00. Najpierw w miarę najkrótszą drogą (choć trochę wertepami) pojechałem do Sarnowa, potem do Preczowa i wzdłuż Pogorii IV (30+) do Wojkowic Kościelnych. Stamtąd do Trzebiesławic gdzie wbiłem na ścieżkę rowerową (ładny, szeroki szuterek) gdzie też ze słuszną prędkością 30km/h pognałem do Siewierza. A pognać się da bo większość tej ścieżki w tamtym kierunku biegnie w dół. Potem koło zamku w Siewierzu (na parkinkgu jakiś hm... osobnik uparł się spalić gumy w BMW i to nie ruszając tylko robiąc regularne kółka; cyknąłem foto). Potem pod trasą Katowice-Częstochowa przejechałem na stronę zachodnią Siewierza i wbiłem w las. Tuż po przejechaniu torów minęła mnie grupa na koniach. Grubo powyżej 10 osób. Może nawet ze 20.
W lesie spędziłem trochę czasu. Kluczyłem to tu, to tam w drodze do Strąkowa. Kilka a może nawet -naście razy się zatrzymywałem zrobić foto. Głównymi obiektami były grzyby (w większości te jadanle raz) i kolorowe drzewa (a dużo ich tam było). Raz zrobiłem też eksperyment z robieniem zdjęcia samemu sobie.
W środku lasu niesamowita cisza. Dzień był bezwietrzny więc nie miało co szumieć. Aż się chciało usiąść i po prostu tego braku odgłosów posłuchać. Czasem tylko jakiś ptak dawał znak życia.
Po drodze coś mi przerzutka zastrajkowała i przerzuciła łańcuch z tyłu za największe kółko. Łańcuch się zaklinował między nim a szprychami i musiałem się z nim trochę poszarpać przy okazji upier(man)doliwszy się smarem. Jak już było wszystko na miejscu to musiałem jakoś łapy doszorować z tego lepkiego badziewia. Z kilku praktycznych prób terenowych najlepszą metodą jest piasek lub ziemia. Sporo smaru się z tym zabiera jak wetrzeć w ręce. Potem dobra jest kałuża a z braku np. mokra trawa. To co zostanie to odrobiną wody i w jakąś szmatę czy chusteczkę. I tu pytanie: jaki trzeba mieć fart żeby nabierając przypadkową garść piaszczystej ziemi znaleźć w niej wystrzelony nabój? Mnie się ta sztuka udała (czy też raczej przytrafiła).
Z lasów wychynąłem w Strąkowie. Stamtąd asfaltami pomknąłem do Zendka gdzie daleko przed sobą zobaczyłem zieloną kamizelkę. Oczywiscie włączyła mi się "pogoń". Dojechałem rowerzystę przed Ożarowicami przy lotnisku. Okazało się, że to "szosowiec" z Bytomia. Chwilę pogadaliśmy jadąc wspólnie przez Ożarowice. Żeby nie było: to nie ja tak pociskałem tylko "szosowiec" tak relaksacyjnie jechał. Bytomianin odbił w Ożarowicach na Miasteczko Śląskie a ja pojechałem prosto na Sączów. Przed Sączowem wjechałem w szutrową drgoę, która doprowadziła mnie do Tąpkowic (tu cykam zdjęcie bunkra). Z Tąpkowic pojechałem na Ossy i tu wjechałem w las na drogę w stronę Wymysłowa. Po drodze mała odchyłka i zdjęcie kolejnego bunkra (tym razem mniejszego - wlazłem i do niego i na niego).
Potem już prosto do Wymysłowa. Odpuściłem Świerklaniec bo już było ciemno. Ruszyłem już prostą drogą do domu przez Dobieszowice, Rogoźnik i Strzyżowice. W Dobieszowicach jeszcz zatrzymałem się na wiadukcie nad budowaną autostradą i cyknąłem ze 2 fotki.
Świetna pogoda. Ciepło. Chwilami pojawiało się słońce. Bezwietrznie. Dopiero gdzieś tak godzinę po zachodzie zaczęło się robić zauważalnie chłodniej. Jechało się rewelacyjnie.
Kategoria Inne






















