limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

ZMK na przystawkę

  • DST 154.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 07:54
  • VAVG 19.49km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 3 maja 2012 | dodano: 03.05.2012

Fantastyczny rowerowo dzień :-)

Niby dzień pod znakiem Zagłębiowskiej Masy Krytycznej, piątej z kolei, a tak na prawdę to ZMK mieliśmy niejako na przystawkę.

Kosma100 zaproponowała w trakcie powrotu z katowickiej Masy żeby przed ZMK pojeździć trochę bo Masa dopiero o 15:00 miała startować. Jej propozycja, jak można się było spodziewać po ludziach w nałogu, została przyjęta z entuzjazmem i dziś weszła w czyn. Wczoraj szybkie konsultacje skąd i o której a dziś już tylko wykonanie.
Umówiłem się z Tomkiem przy molo na Pogorii 3. Kiedy się tam zjawiłem było jeszcze przyjemnie chłodno i niemal całkiem pusto. Wkrótce zjawił się Tomek i zabrał się za smarowanie łańcucha. Czekaliśmy jeszcze na Krzyśka, który zjawił się w trakcie serwisu. Szybkie konsultacje co do trasy na Łosień, gdzie mieliśmy spotkać się z Moniką. Prowadził Krzysiek. Trochę terenem ale głównie asfaltami. Tradycyjnie robiłem w naszym trzyosobowym peletonie za kotwicę. Chłopaki litościwie na mnie czekali na podjazdach. I tak dotarliśmy do Łośnia zastając Kosmę na ostatnich przygotowaniach do jazdy (zakładanie plecaka, kasku itp.). Teraz Monika wzięła na siebie rolę przewodnika i przeciągnęła nas po fajnym terenie z kładką "na bagnach". Tam Krzysiek nie omieszkał potrenować zakrętów pod kątem prostym przy użyciu poślizgów. Ma technikę i już. Ja nawet nie próbowałem.
Tak pomykając to po lasach, to po asfaltach i innych terenach przewodnictwo objął Krzysiek i poprowadził nas na Ryszkę gdzie zrobiliśmy dłuższy popas w oczekiwaniu na Kysu (Kysa?). Kiedy ten do nas dołączył ruszyliśmy terenem w stronę Bukowna ale zaraz po starcie Krzysiek nadział się przerzutką na gałąź i pogiął hak. Przez chwilę zanosiło się na sromotny powrót ale Krzyśki wykombinowali, że wyjmą przednie koło z rowera Kysu, zamocują do haka i naprostują. Pomysł tyleż nowatorski, co zaskakujący i o dziwo, 100% skuteczny. Udało się hak naprostować na tyle, że Bukowno znowu jest na celowniku. Tu Krzyśki jak pociągnęły po terenie to mi "cenka opadła". Tomek leciał za nimi razem z Kosmą a ja, utykając co jakiś czas gdzieś na piasku, wlokłem się w ogonku.
Gdzie nas Krzyśki pociągnęły to na śladzie z GPS-a widać ale powiem Wam, Drogie Dzieci, "nie róbcie tego sami". Na mapie to tylko kreska, w realu to trzeba sobie wyciąć instynkt samozachowawczy żeby niektóre te miejsca przejechać.
Przed samym Bukownem, gdzieś pod mostem, Tomek łapie snake-a. Powietrze schodzi ale nie za szybko i udaje mu się dociągnąć pod sklep obok fontanny. Uzupełniamy braki płynów i żarełka i przenosimy się pod fontannę. Tomek robi serwis, my się futrujemy i tak czas sobie leci. W końcu okazuje się, że jest 13:55 czyli 1h i 5min. do startu ZMK. I się zaczęło.
Tomek uruchamia lokomotywę i ciągnie nas tak ze średnią 37km/h, pod wiatr w stronę Maczek. Zmiany daje mu Krzysiek. My się nawet nie wychylamy bo tempo jest strasznie wyśrubowane. Grzecznie trzymamy się w tunelu i staramy nie odpaść. Po drodze Krzyśki odbijają kolejno do siebie a my we trójkę: Monika, Tomek i ja gnamy dalej na Masę. Lwią część dystansu prowadzi Tomek.
Masa startuje o 14:55 czyli przed czasem a my byliśmy wyjątkowo punktualni. Uczestników przejazdu jest jednak tak wielu, że kiedy dojeżdżamy do dworca PKP jeszcze formuje się kolumna. Słyszę przy okazji, że kamizelki już dawno się skończyły - 1500 kamizelek "wyszło" 20 min. temu. Czyli nie będzie pamiątki. Ustawiamy się na końcu peletonu, przed ambulansem i powolutku toczymy się z Masą. Witamy się z licznymi znajomymi. Jest Rysiek, jest Jacek i Damian, Olo, Amiga, Ghostbikersi. O innych znajomych rowerzystach słyszmy, że też są. Gdzieś w przodku był Marcin. I mnóstwo innych znajomych twarzy. Impreza ściągnęła uczestników z różnych miejsc województwa.
Masa przez Zagórze i centrum Dąbrowy Górniczej jedzie nad Pogorię 3. My troszkę przyginamy tempo, troszkę slalomu i przybywamy tak w 2/3 stawki na Pogorię. Tu podziękowania różne, losowanie dwóch rowerów, grochówka.
Monika stwierdza, że jeszcze jest niewyjeżdżona (czy coś w tym sensie) i pojawia się propozycja Siewierza (nie wiem już teraz kto był jej autorem) ale pomysł "chwyta". Wzdłuż P3 jedziemy w stronę P4. Przed przejazdem kolejowym kolejne uzupełnianie zaopatrzenia. Terenową ścieżką, w składzie: Monika, Jacek, Damian, Tomek, Rysiek, Marcin, Paweł, jeden kolega, którego nie znam z imienia i ja, jedziemy wzdłuż P4 do Wojkowic Kościelnych. Tam Paweł z nieznanym mi z imienia kolegą odbijają a my mkniemy dalej. Trochę asfaltem na początek a potem wbijamy w szuterek w stronę Siewierza. Leci się tam bardzo ładnie, kątem oka przyuważam 37km/h. Nieźle jak na teren. Wyjeżdżamy przy stawach i asfaltem pod zamek. Tam fota i przenosimy się na Rynek. Tutaj dłuższy postój. Tradycyjnie napoje i kalorie extra. Chwila deliberacji nad mapą ale w końcu wychodzi na moje i przyjęty zostaje mój wariant trasy. Jedziemy lasami w stronę Boguchwałowic.
Dalej do Przeczyc. Mostkiem wypadamy obok stawów rybnych i dalej jedziemy w stronę Marcinkowa i dalej do Wojkowic Kościelnych i na asfalcik przy P4. Asfalcikiem, słusznym tempem, dolatujemy do Marianek. Tam ostatnie foto (w moim wykonaniu) i żegnam się z wszystkimi.
Przez Preczów i Sarnów wracam do domu.
Dzięki Wam wszystkim za dzisiejszy dzień :-) Rewelacyjny jak dla mnie. Wesołe, zgodne towarzystwo. Po prostu bajka. Mam nadzieję, że jeszcze w tak licznym składzie będzie okazja pojeździć. W końcu do zimy jeszcze kilka miesięcy zostało.


Kosma100, t0mas82 i Krzychu22


Prostowanie haka Kysowym kołem.


Tomek rozprawia się z kapciem.


Masa na Zagórzu.


"Niedojeżdżona" grupa po ZMK w Siewierzu :-)


Przedostatnie...


... i ostatnie zdjęcie na Mariankach.

Link do pełnej galerii


Kategoria Inne

DPD +kanonada

  • DST 34.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 20.40km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 2 maja 2012 | dodano: 02.05.2012

Rano standardzik do pracy: 16km. +14. Pogoda miodzio do jechania.

Po pracy miałem plan powrotu przez Siewierz ale się porobiły chmury i rozpoczęła się kanonada. Terenem poleciałem do Dąbrowy. Dalej obok mola, przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu. W Dąbrowie tylko trochę pokropiło. Na 3km przed finiszem znowu zaczęło. Wpadłem na chwilę do sklepu, wyszedłem ruszyłem - niecały kilometr o domu - i oczywiście zlało mnie na amen.


Kategoria Praca

Majówka z CYKLOZĄ (Sosnowiec-Lipowiec-Tenczynek-Sosnowiec)

  • DST 137.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 06:55
  • VAVG 19.81km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 1 maja 2012 | dodano: 01.05.2012

To się nazywa dzień rowerowy.
Pod patronatem naszego klubu odbyła się wycieczka na zamek Lipowiec i Tenczynek.
Na starcie stawiło się ponad 20 osób. Była liczna reprezentacja Będzińskiego Klubu Rowerowego GHOSTBIKERS, było kilka osób z klubu m. in. jego Prezes Marcin, Paweł i inni. Byli także rowerzyści niezrzeszeni a na głodzie jeżdżenia, nasi znajomi z bikestats.pl: Tomek, Damian, Rysiek, Filip.
W ekipie nie zabrakło nawet 3-letniego, mamy nadzieję, przyszłego rowerzysty, który tą wycieczkę odbył na foteliku.
Trasa przejazdu w śladzie z GPS-a.
Start, po grupowym zdjęciu pod fontanną przy siedzibie Oddziału PTTK w Sosnowcu, kilka minut po 8:00. Asfaltami i drogami gruntowymi najpierw na zamek Lipowiec. Po drodze różne przygody: zaliczony kapeć sprawnie zlikwidowany dzięki Tomkowi. Kilka razy "grupa wyrywna" siłą rozpędu pognała inaczej niż było trzeba jechać i trzeba było uskuteczniać wzajemne poszukiwania. Czasem też ogonek peletonu trzeba było naprowadzać na grupę. Ale generalnie jechaliśmy w zwartej grupie.
Temperatura stopniowo wzrastała i po drodze standardowo robiliśmy naloty na sklepy spożywcze w celu uzupełnienia strat w nawadnianiu i/lub futrunku.
Do Lipowca dojechaliśmy w komplecie. Tam rodzina z najmłodszym uczestnikiem zdecydowała się zakończyć wspólną jazdę z nami. W sumie się im nie dziwię. Tempo bywało miejscami dość ostre a fotelik z 3-latkiem jednak swoje waży i nie da się pomykać tak, jak "pustym" rowerem. Poza tym powrót to było mniej więcej 2x tyle km co do Lipowca. Fajnie, mimo wszystko, że choć tyle z nami jechali. Młody, przyszły rowerzysta, na koniec wspólnej jazdy setnie nas ubawił. Kto był, to wie o czym mówię, a kto nie był, się nie dowie chyba, że zacznie brać udział w naszych wyjazdach :-)
Z Lipowca mój niezawodny Garmin wpuścił nas w ulicę Stromą. Była taka nie tylko z nazwy. To był pierwszy z dzisiejszych solidnych podjazdów. Udało mi się go wyrzeźbić bez zsiadania. W ogóle albo sprzyja mi taka pogoda jak dziś albo miałem ten dzień wyjątkowo dobry. Nogi podawały jak się patrzy, napowietrzanie generalnie też dawało radę.
Wdrapawszy się na wysokości chwilę nimi powędrowaliśmy aż do żółtego szlaku pieszego. Tam dość wymagający zjazd po piasku, korzeniach i suchych liściach.
Przyszło nam dłuższą chwilę czekać na resztę grupy bo zjazd okazał się morderczy dla sprzętu. Dwie osoby zaliczyły kapcia (w tym Olo na ostrym kole).
Kiedy grupa była już w komplecie pognaliśmy do cywilizacji uzupełnić wyzerowane rezerwy cieczy i futrunku. Załatwiwszy tą sprawę obraliśmy kurs na sławne Kopuły. Tym razem udało się zrobić zdjęcia z innej perspektywy oraz sesję przy "kasku". Spod Kopuł jedziemy pod zamek Tenczynek. Tym razem wjazdem asfaltowym. Też nielicha wspinaczka, którą udało mi się wjechać.
Dłuższa chwila popasu w tymże miejscu. Standardowo foto i w końcu zjazd do Kopuł i potem odbicie na niebieski szlak w Puszczy Dulowskiej. Tutaj ładny sprincik ciągnięty przez ekipę GHOSTBIKERS. Nie ostatni zresztą :-)
Z Puszczy wpadamy na chwilę pod Pałac w Miłoszowej. Sesja foto i jedziemy dalej. Był jeszcze po drodze Balaton w Trzebini. Była Sosina. Przed Sosiną zaczęło pokapywać ale trzeba było znowu uzupełnić ciecze, a w niektórych przypadkach i kalorie. Stąd znowu tempo raczej sportowe. Niestety nie udało się uniknąć przemoknięcia. Nawet szukanie osłony w betonowych rurach nie pomogło.
Po drodze od Trzebini grupa zaczęła się powoli rozpadać. Dwóch kolegów odłączyło się w Jaworznie ze względu na defekt sprzętu, który sprawiał, że jeden z nich nie był w stanie dorównać z tempem.
Za Sosiną pojedyncze osoby i grupki, smagane deszczem, odbijały w kierunkach dla nich dogodnych. Wraz z grupą GHOSTBIKERSÓW pojechałem do Będzina, gdzie w "Wisience" pożegnałem się z nimi i podziękowałem za udział w wycieczce.
Stamtąd ścieżką rowerową do Będzina, przez Osiedle Zamkowe do Grodźca i dalej przez Gródków do siebie.
Nie wiem co sądzą inni ale dla mnie ten wyjazd był rewelacyjny. Były okazje pojeździć w zróżnicowanym terenie, w towarzystwie sympatycznych ludzi. Odwiedziliśmy fajne miejsca. Pogoda generalnie sprzyjała. To jest po prostu to, co rowerzyści lubią najbardziej.


Przedstartowa lista obecności.


Zamek Lipowiec


Kopuły.


Tenczynek.


Miłoszowa. Obowiązkowe zdjęcie w bramie.


Futrunek na Sosinie.

Link do pełnej galerii


Kategoria Jednodniowe

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 19.43km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 30 kwietnia 2012 | dodano: 30.04.2012

Rano standardzik: 16km. O 06:00 +14 stopni. Jechało się rewelacyjnie. Mniodzio po prostu.

Po pracy bez objazdów i spokojnie. Przez Dąbrowę Górniczą, Zieloną, Preczów, Sarnów. Solidna lampa. Zaczynam wyglądać jak pasy dla pieszych. Na przemian miejscami biały, miejscami "przypalony".


Kategoria Praca

Takie tam jeżdżenie.

  • DST 41.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 02:25
  • VAVG 16.97km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 29 kwietnia 2012 | dodano: 29.04.2012

Pierwszy kawałek do Dąbrowy Górniczej pod Nemo na spotkanie z Marcinem omówić trasę do Lipowca 1 maja. Trochę nam zeszło. Marcin stwierdził, że odprowadzi mnie do domu a przy okazji trochę się pokręcimy tu i tam.
Najpierw koło oczyszczalni ścieków, wzdłuż torów, na ścieżkę wzdłuż Czarnej Przemszy. Po drodze odbijamy na mostku w stronę Teatru Dzieci Zagłębia. Potem jedziemy do "Wisienki" Ghostbikersów na Stary Będzin. Stamtąd w stronę szpitala górniczego ale po drodze odbijamy w prawo na Syberkę. Z Syberki dalej pod M1. Tam Marcin na chwilę wchodzi do sklepu sportowego sprawdzić jakie są promocje na sprzęt rowerowy.
Dalej jedziemy za M1 jakąś jeszcze nieotwartą drogą do Czeladzi. Z Czeladzi dalej obok parku Rozkówka do Wojkowic i potem prosto do mnie. Dłuższą chwilę rozmawiamy na tematy około klubowe. Potem Marcin rusza w dalszą drogę.


Kategoria Inne

Ogrodzieniec-Morsko-Pilica

  • DST 132.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 07:00
  • VAVG 18.86km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 28 kwietnia 2012 | dodano: 28.04.2012

Dziś wyjazd pod przewodnictwem Jacka. Umówiliśmy się na Pogorii 3 przy molo. Przyjechałem jakieś 5 min. przed czasem i zastałem na miejscu Sławka (razem w zeszłym roku byliśmy w Wilśle). Jacek zadzwonił, że będzie z lekką obsuwą ale to nie był żaden problem. Pogadaliśmy sobie ze Sławkiem czekając na prowadzącego.
Trasy nie będę całej opisywał bo na śladzie ją widać. Większość asfaltami choć i terenu trochę było. Sławek musiał się tam nieźle namęczyć bo był na kolarzówce. W kilku naprawdę piaszczystych miejscach przyszło mu niestety prowadzić. Ale ogólnie większość terenu udało mu się przejechać. Górki, pagórki, zjazdy, podjazdy. Lampiące słońce. Po południu trochę wiatru. Przypaliło mi ździebko łapki.
W Ogrodzieńcu wszamaliśmy ogromne lody włoskie (zastrzeżeniem, że za wierność marce musimy mieć rabat). Potem pojechaliśmy do Morska, gdzie był żurek z grzybkami i kiełbaską - spora porcja i smaczny (co prawda Jacek mówił, że grzybki halucynogenne, żeby nam się wydawało, że w zupie jest kiełbasa ale i tak było dobre). Stamtąd głównie wertepkami pojechaliśmy do Pilicy pod ruiny zamku.
Na moje stwierdzenie "że też im się chciało takie coś stawiać" Jacek rzekł, że chciało, nie chciało. Dawniej było takie narzędzie o nazwie bat i było używane do budowy. Cóż. Chyba trafniej ducha tamtych czasów nie da się ująć w kilku słowach.
Z Pilicy jedziemy znowu do Ogrodzieńca tym razem w większości szlakami i terenem.
Na miejscu mięsko z grilla z dodatkami. A potem rozpoczął się powrót. Po drodze kilka niezłych podjazdów (i zjazdów).
Jacek miał ambitniejszy plan, m. in. chciał jeszcze do Pieskowej Skały jechać, aleśmy ze Sławkiem nie bardzo chcieli współpracować w jego realizacji. Mnie trochę przeraziła ilość kilometrów jakie byśmy wyjechali wtedy. Wychodziło coś chyba ze 160. Jak nie lepiej. I pewnie by się skończyło powrotem po ciemku co jakoś nieszczególnie mnie cieszyło. Ale Jacek za mocno nie bronił pomysłu i pojechaliśmy, jak pojechaliśmy.
A i tak było zajefajnie. Sprzyjające okoliczności przyrody. Zgrana ekipa i fajna atmosfera.
Powrót zakończyliśmy generalnie w Dąbrowie. Ze Sławkiem pożegnaliśmy się w Gołonogu. Mnie Jacek odprowadził pod molo na P3. Rano było tam niemal pusto. Po 18:00 ćma ludzi. Zupełnie nie miałem ochoty tam siedzieć i się im przyglądać.
Pożegnaliśmy się pojechaliśmy w swoje strony.
Dzięki Jacku za wspólny wypad. Jak dla mnie rewelacyjny.



Link do pełnej galerii.


Po tym obrazku jedynie stwierdzenie jakie mi przychodzi do głowy to takie, że my, Polacy, jesteśmy wieśniakami. Było sobie ładne molo. Jakiś napierdolony wsiok nie mógł się z tym pogodzić i zdewastował. Smutne.


W drodze. Wolbrom o ile mnie pamięć nie zawodzi. O co się nie założę ;-)


W Ogrodzieńcu dziś po raz pierwszy :-)


Okiennik.


Nie raz i nie dwa trzeba było rzeźbić podjazdy.


Ruiny zamku w Pilicy.


Niegowonice. Podjazd był niezły. Zjazd jeszcze lepszy :-)


Kategoria Inne

Masa Krytyczna w Katowicach

  • DST 81.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 04:12
  • VAVG 19.29km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 27 kwietnia 2012 | dodano: 27.04.2012

Dziś dzień bogaty w wydarzenia.

Rano standardowo do pracy 16km. Jeszcze w długich spodniach, kurtce i czapce.

Powrót to już inna bajka. Nawet w spodenkach i koszulce bez rękawów bardzo ciepło.
Najpierw na Mec na 16:30 gdzie zastałem tylko Damiana. We dwóch w miarę spokojnie potoczyliśmy się pod dworzec PKP w Sosnowcu. Na miejscu już niezły skład. Był Marcin, Olo i dwie osoby, których nie znam z imienia. W chwilę potem zjawił się Paweł a po nim jeszcze Rafał (albo na odwrót).
Poczekaliśmy jeszcze na jednego spóźnialskiego na szosie i gdzieś tak o 17:10 ruszyliśmy grupką do Katowic standardową drogą. Dojechaliśmy niemal pierwsi.
Do 18:00 zebrała się nawet spora grupka masowiczów, może nie tłum ale jednak sporo.
Tradycyjnie szukanie przewodnika i próba ustalenia przebiegu trasy. W końcu udało się wytypować przewodnika i ruszyliśmy na objazd. Jak zwykle spontaniczny choć tym razem sporo znajomych punktów po drodze. Na pętli Słonecznej przez dobre chęci wywołałem małą kraksę. Wyjechałem tak, że by zastawić jeden z pasów od strony stacji benzynowej i jeden z masowiczów siłą rozpędu na mnie najechał. Chusteczkowo to wyszło trochę ale brakowało mi tego, że nie ma "zastawiaczy" i chciałem za jednego porobić. Nie bardzo wyszło. Przepraszam poszkodowanego.
Reszta objazdu już bez większych (chyba) problemów. Skończyło się miej więcej po godzinie na Rynku. Indi rzekł słowo na dobranoc i powoli zaczęliśmy się rozjeżdżać.
Nas zebrała się mała grupka w składzie: Kosma100, t0mas82, gozdi89, Doms, Nekor, Olo81 i ja. Tuż przed samym startem odkrywam, że urwał mi się jeden nit z mocowania zaczepu sakwy i na szybko musiałem zrobić serwis. Usunięcie usterki poszło gładko. Po tym razem pognaliśmy najpierw na Siemianowice Śląskie, potem na Czeladź, dalej do Grodźca, przez Łagiszę na Zieloną i na molo przy Pogorii 3. Tam się rozstałem z ekipą i solo wzdłuż P3, przez tory, obok P4 (otwarli bramkę na tamie na P4) pojechałem do Preczowa, Sarnowa i do domu. Tempo było takie żeby pojechać, dojechać a się nie zajechać czyli w sam raz. Kosma się zarzekała, że wolno jeździ a jakoś nie dało się tego zaobserwować. Równo trzymała się peletonu a sporymi kawałkami też prowadziła. To samo Damian, niby się zarzekał, że przeziębiony, że szybko nie poleci a tu cisnął równo. Za to Tomek wyraźnie się nudził :-p Jechał spokojnie w środku grupy ale widać było, że zapas mocy ma. Olo tradycyjnie już na swoim ostrym kole jak czasem wyrwał do przodu to ciężko było go dogonić. Właściwie dało się go dogonić tylko dlatego, że na nas czekał.

Pogoda dziś rewelacyjna. Albo miałem dobry dzień albo ta pogoda mi wyraźnie służy bo nogi jakoś całkiem nieźle podawały i napowietrzanie też nie miało zwisów.

Ślad z GPS-a.


Foto wrzucę innym razem bo już pora się robi późna a tu przed jutrem trzeba się nafutrować i wyspać.

I foty z Masy. Link do pełnej galerii


Na finiszu dwa słowa od Indiego.


Powrót z Masy. Czeladź. Oświetlamy się. Tomek i Damian próbują stracić zęby na ostrym kole Ola.


Grupa powrotna z Masy jeszcze w komplecie przy molo na P3.


Otwarta bramka nad tamą na P4.


Kategoria Praca

DPZD vol. 2

  • DST 39.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 19.50km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 26 kwietnia 2012 | dodano: 26.04.2012

Rano 16km. Jeszcze w czapce i rękawiczkach. Piecuch jestem.

Po pracy nie wypalił wspólny z Marcinem kawałek objazdu bo on w inną stronę i o innej porze. Z pracy wertepkami na Plac Papieski. Dalej ścieżką rowerową tak do połowy Kombajnistów i odbicie w prawo, potem w lewo, znowu w prawo i tak dociągnąłem od torów linii tramwajowej 24 i wyjazdu z Plejady. Dalej na przejazd kolejowy, stamtąd koło pałacyku w stronę "Żylety". Kawałek w stronę Będzina asfaltem a potem ścieżką wzdłuż Przemszy (Czarnej zresztą). Wjazd do Kauflanda. 20kg towaru do sakw i już spacerkowym tempem, z obciążoną dupą nie-prosto do domu przez Łagiszę i Sarnów.
Pogoda kusi do jeżdżenia ale z ładunkiem sobie odpuściłem. Dziś pora się nafutrować i wyspać bo jutro Masa Krytyczna w Katowicach a po niej... diabli wiedzą co się będzie działo. Może znowu o północy wrócę do domu. A kto wie, czy i nie później. Z góry mówię, żadnego rzucania monetą.


Kategoria Praca

DPZD

  • DST 38.00km
  • Czas 01:55
  • VAVG 19.83km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 kwietnia 2012 | dodano: 25.04.2012

Rano jak zwykle: 16km. Trochę wiatr się stawiał i odrobina wody na jezdni ale generalnie nieźle.

Po pracy najpierw do centrum Dąbrowy Górniczej a potem do Będzina kolejno zedrzeć nieco skalpu a potem do Lidla po wkład do lodówki. Powrót przez Łagiszę i Sarnów, coby trochę pojeździć choć ta jazda, to jak prowadzenie składu towarowego. Dupa obładowana, ciężka. Zebrać się niełatwo, wtoczyć pod górkę toż samo. Jedynie na zjazdach masa nieco pomaga. Pomimo słoneczka jakoś upałów na razie jeszcze nie czuję. Jutro ma być o +5 stopni więcej :-)


Kategoria Praca

DPD zamiast DPZD

  • DST 33.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 19.80km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 kwietnia 2012 | dodano: 24.04.2012

Rano standardzik: 16km. +6. Coś tam chwilę kapnęło w Będzinie ale niegroźnie.

Po pracy miałem zrobić wjazd do Lidla w Będzinie ale okazało się, że karta została w domu i by trzeba chyba towar w sklepie wyżebrać. Jako, że dziś mam jakiś taki sobie dzień, to dałem spokój z objazdami i przez centrum Dąbrowy Górniczej, Zieloną, Preczów i Sarnów wróciłem do domu. W Preczowie do kompletu zaczęło jeszcze kapać i tak już do końca trzymało.


Kategoria Praca