DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wstawałem to jeszcze było sucho. Na wyjeździe mżawka ale przynajmniej stosunkowo ciepło: +11. Wiaterek mniej więcej z zachodu. Jednak było pewne, że dojazd na sucho nie ujdzie. Na światłach między Gródkowem a Łagiszą dojeżdżam do króliczka i jadę za nim aż do nerki w Będzinie. Przy stadionie przystanek po upgrade śniadania i dalej już bez przerw do celu. Generalnie spokojny dojazd do pracy. Na miejscu nawet nie jestem jakoś specjalnie przemoczony.
Po pracy na początek do Dąbrowy Górniczej do optyka naprawić okulary - po ślepości źle się jeździ ;-p Potem przez "dworzec kolejowy" na Zieloną i dalej przez Preczów i Sarnów do domu z małym przystankiem we wsiowym Lewiatanie. Momentami coś tam mżyło ale udało się wrócić na sucho. Jedynie wiatr taki, jakby wieszali od samego rana.
Kategoria Praca
DP PTTK D
-
DST
41.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
21.58km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+7 na starcie. Sucho. Trochę chmurek na niebie ale niedeszczowych. Jedzie się całkiem dobrze choć już niestety wdzianko "na długo". Jeszcze tylko zamiast czapki bandanka. Jednak i na nią chyba niedługo przyjdzie pora.
Po pracy dziś spotkanie w PTTK. Waldek będzie opowiadał o swojej wyprawie do Gruzji i w końcu pokaże nam zdjęcia. Tak więc obok Placu Papieskiego, przez Kombajnistów i Wawel na Plac Ćwierka. Jeszcze nikogo nie ma z klubu więc jest czas spokojnie uruchomić sprzęt. Wkrótce zjawia się Waldek i po kolei schodzą się pozostali klubowicze. Lista tych obecnych również na BS w sekcji "Uczestnicy" ;-)
Waldek opowiada naprawdę bardzo ciekawie o swoim wyczynie. Pomimo tego, że już część z tego słyszałem i tak dobrze się słucha zwłaszcza, że tym razem opowieści towarzyszą zdjęcia. Poza tym jeszcze nie wszystko zdążył nam opowiedzieć przed spotkaniem i tym razem ujawnił kilka nowych historii. Było i strasznie, i wesoło, i czasem bardzo życiowo. Nie takie typowe zwiedzanie ale poznawanie kraju, ludzi. Czas szybko biegnie i nim opowieść dobiegła końca zrobiła się 19:00. Mieliśmy jeszcze oglądnąć nasze zdjęcia z Bieszczad, Rajdu Szlakiem Wisły i ze Zlotu w Wilkasach ale po prostu brakło czasu. Może za miesiąc.
Nim jednak wybywamy upływa jeszcze godzina. Wszyscy rozmawiają z wszystkimi. Niby przez wakacje widzieliśmy się wiele razy na wspólnych wyjazdach ale zawsze jeszcze jest coś, o czym warto porozmawiać, poinformować się i poplanować.
W końcu jednak robi się 20:00 i rozjeżdżamy się.
Ja solowo przez Milowice, Czeladź i Wojkowice do domu. Na granicy Czeladzi i Wojkowic lekka mżaweczka. Jeszcze potem ze 2 razy się powtórzyła. Na szczęście krótkie więc nie zmoczyło mnie.
Do domu docieram całkiem sprawnie. Jechało się bardzo dobrze pomimo ciemności.
No i jeszcze jedna BARDZO WAŻNA SPRAWA. Właścicielka Rowerowej Norki czyli kosma100 (w cywilu Monika), została członkinią naszego klubu :-) Witamy!
Kategoria Praca
DPD
-
DST
40.00km
-
Czas
01:57
-
VAVG
20.51km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie. Nocą chyba padało bo sporo jezdni mokrych. Dziś mnie wzięło na zmianę trasy do pracy i pojechałem odwrotną do częstej powrotnej czyli przez Sarnów, Preczów, Zieloną, "dworzec kolejowy" w Dąbrowie Górniczej i Silesia Expo.
Całkiem fajnie się jechało. Udało mi się większość świateł objechać i prawie w ogóle stania nie było. Może teraz to będzie moja std. droga do pracy?
Powrót obok Placu Papieskiego, Plejady, przez Chemiczną do Czeladzi i dalej przez Wojkowice do domu. Nie padało ale za to wiało. Sporo drogi z wiatrem z kierunku wmordewindu. Niemniej jechało się całkiem dobrze.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
45.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
22.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie. Mokro. Ciemno. Mimo tego jedzie się całkiem dobrze. Jedynie wkurza mnie jakieś poskrzypywanie. Mam podejrzenia co to jest i spróbuję z tym powalczyć popołudniem.
Na wyjeździe z pracy ładne słoneczko i lekki wiaterek. Nie za ciepły, niestety. Jednak jedzie się całkiem dobrze. Na początek przez Dąbrowę Górniczą na Łęknice wzdłuż Pogorii 3 na Piekło i wzdłuż Pogorii 4 zachodnią stroną do zjazdu na Kuźnicę Piaskową. Dalej przez Dąbie-Chrobakowe i Malinowice do domu. Po drodze nieco chmurek nadciągnęło, waterek zrobił się mniej przyjemny. Pogorie fajnie puste. Tylko pojedynczy rowerzyści, rolkowcy i biegacze.
Kategoria Praca
DPOD - kolejny Garmin
-
DST
49.00km
-
Teren
9.00km
-
Czas
02:34
-
VAVG
19.09km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+14 stopni na starcie. Jezdnie mokre, pochmurno ale bez opadów. Chwilami tylko pogróżki mżawki. Jechało się całkiem fajnie. W Będzinie koło Lidla wkurza mnie pieszy. Nie dość, że przechodzi nie po pasach to jeszcze się zatrzymuje na środku drogi i czeka aż ja przejadę. A za mną autobus. Mandat jak nic by mu się przydał by się nauczył jak się przechodzi prawidłowo przez jezdnię.
W trakcie pracy dociera do mnie Garmin wysłany do serwisu. eTrex Vista HCx ale nie ten egzemplarz, który wysłałem do naprawy czyli podmianka. Czyli znowu będę musiał się bawić z odblokowaniem map. Ale to detal. Najważniejsze, żeby skończyły się akcje z nagłym wyłączaniem. Aby sprawdzić GPS-a powrót robię nieco zagięty. Przez Dąbrowę Górniczą, Łęknice, Piekło a dalej terenem po wschodniej stronie Pogorii 4 do Wojkowic Kościelnych. Dalej asfaltem wzdłuż zbiornika i odbijam na Kuźnicę Piaskową. Stamtąd przez Dąbie-Chrobakowe do Malinowic i wertepkami do Strzyżowic i do domu. Tam zamiana sakw i rundka do wsiowego Lewiatana. GPS wytrzymał bez jednego zwiecha. Ale to jeszcze nic nie znaczy. Jak przez miesiąc wytrzyma i to przy niższych temperaturach to będzie to dobry znak.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
33.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
19.41km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10. Pochmurno. Na starcie szarówka. Zdecydowanie lato już poległo. Niemniej jechało się całkiem fajnie. Na razie na pół długo.
Powrót zupełnie bez gięcia. Przez "dworzec kolejowy" w Dąbrowie Górniczej. Na zieloną. Wertepkami do Łagiszy i dalej wertepkami w stronę Gródkowa (kawałek nielegalem). Potem już prosto do domu. Zaginanie jakoś mi dziś nie w głowie było ze względu na burzę, która się przetoczyła jak jeszcze byłem w pracy i potem przez deszczyki, które mnie po drodze męczyły. Mokro, chłodno, pochmurno. Nie chce się jeździć.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
20.54km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie, pochmurno ale asfalty raczej suche. Zaczyna się już chyba era tych chłodniejszych "+++" :-/ Mimo tego jechało się nawet całkiem dobrze. Muszę jednak popracować nad wcześniejszym wyjeżdżaniem. Dziś na krawędzi okna wystartowane a dojechane, o dziwo, z lekkim zapasem. Jednak wystarczy, że się pogoda nieco posypie i ramy czasowe zrobią się za wąskie.
Po pracy na początek do Dąbrowy Górniczej wyszarpać trochę złotówek. Potem przez Zieloną i Preczów na płytową drogę do Malinowic. Stamtąd wertepkami do Strzyżowic i do domu. Jesienne zniechęcenie trwa. Zero zacięcia do dłuższych objazdów.
Kategoria Praca
DP - biking in the rain ;-p - D
-
DST
35.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
20.79km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+11 na starcie i deszcz. Mimo tego dziś twardo na rowerku. Jechało się super. Do tego zielona fala. Stosunkowo mały ruch na drogach. Do pracy dojeżdżam nawet nie taki przemoczony, prawie nie ma czego wykręcać. Jedynie w butach nieciekawie.
Powrót zapowiadał się już bez deszczu ale w Dąbrowie Górniczej jeszcze mnie trochę okapało. Na szczęście niezbyt mocno i nie za długo. Jedynie buty znowu nieco nasiąkły.
Ze względu na podejrzenie, że bierze mnie przeziębienie zero zaginania na powrocie. Przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu, gdzie profilaktycznie 2 Polopirynki i wiadro gorącej herbaty.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
37.00km
-
Czas
02:05
-
VAVG
17.76km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie i pieruńskie mgły. Wczorajszy deszcz spowodował, że wybebeszyłem całą sakwę, narzędzia i inne gadżety wożone (czasem trzeba czy nie) do pracy i poranne pakowanie nieco się przeciąga. Do tego jeszcze podsuszanie wypranych butów, które jednak ciągle wilgotne. W efekcie ruszam mocno poza krawędzią okna startowego. Nawet nie próbuję nadgonić. Zresztą mgła nie ułatwia. Ciągłe przecieranie okularów. Jedzie się jednak całkiem fajnie i bezproblemowo.
Dziś czas przelotu i dystans będę musiał policzyć tak na oko bo GPS w drodze do serwisu a na Srebrnej Strzale nie mam licznika. Chyba się jeszcze w jakiś doposażę i na ten rowerek.
Dystans i czas za dzień tak na oko bo dziś na rowerku bez licznika a GPS w drodze do serwisu. Ale powinno się mniej więcej zgadzać.
Z pracy do Decathlonu przez rondo obok Makro. Plany zakupowe były inne a skończyło się tylko na zakupie smaru.
Stamtąd do Kauflanda po zaopatrzenie. Schodzi chwilkę dłużej bo spotykam dawno niewidzianego kolegę z poprzedniej pracy. Może uda się go wciągnąć do towarzystwa rowerowego :-D
Potem przez Łagiszę i Sarnów do domu. Ale to jeszcze nie koniec spotkań na dziś.
Jadąc sobie w stronę gimnazjum w Psarach na podjeździe przyczaja się za mną samochód. Słyszę go ale się nie oglądam bo tak sobie myślę, że wyjedziemy na prostą to mnie wyprzedzi. A tym czasem na prostej się zrównuje i szyba zjeżdża na dół. W środku Włodek z Duchów. Zatrzymujemy się na poboczu. Pies za ogrodzeniem nieco zbity z tropu bo on tu ujada a my go ignorujemy spokojnie rozmawiając. Włodek jedzie po ekipę do śmigania po trasie byłego XC w Rogoźniku. Jeszcze chwila rozmowy i ja w swoją stronę a on w swoją.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:05
-
VAVG
17.28km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie. Wyjazd "na długo". Dwa dni przerwy sprawiły, że jechało się nadzwyczaj dobrze pomimo takiej sobie temperatury.
Jeszcze w pracy zaczęło padać i nie zanosiło się na to, że przestanie. Tak więc wyszło na to, że powrót cały w deszczu. Na początek na pocztę przy Lenartowicza wyprawić Garmina do serwisu. Jednak tam sprawy powoli się toczyły więc ruszam do Będzina do ubezpieczalni. Jedna z polis rowerowych OC mi się kończy. Trochę nie posiałem. Poprzednio miałem 2 polisy bo każda miała też Casco na rower. Z marszu, nie zastanawiając się przedłużyłem jedną we wrześniu a potem drugą w grudniu. Ale już bez opcji Casco. Dopiero teraz tak się przyjrzałem i zastanowiłem i mnie "olśniło", że zupełnie niepotrzebnie drugą przedłużałem. Tak więc teraz ta wrześniowa dobiegnie do końca. Przedłużę sobie grudniową. Z ubezpieczalni na pocztę do Będzina. Tym razem idzie sprawniej i GPS rusza w drogę do serwisu. Mam nadzieję, że albo zrobią tak, żeby ten się nie wyłączał albo jeśli przyślą nowego, to nie będzie miał takich samych odchyłów.
Potem już droga do domu przez Łagiszę i Sarnów. Cały czas w deszczu. O dziwo, jechało się całkiem dobrze i szybko. Zlało mnie jednak do gołej skóry. Wszystko od razu do prania.
Kategoria Praca






















