DPOND
-
DST
46.00km
-
Czas
02:15
-
VAVG
20.44km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 na starcie. Drogi mokre. Opad początkowo w postaci szczątkowej mżawki. Po drodze przerodził się w szczątkowy deszczyk. Generalnie wilgoci na tyle mało, że nie zdołała przemoczyć i nawet nie bardzo osiadała na okularach.
Wyjechałem dziś z niezłym zapasem czasu więc tempo raczej spacerowe. Bez sensacji po drodze. Jedyne co mi przychodzi do głowy z rzeczy nie do końca ok, to fakt, że niektórzy kierowcy powinni pojechać ustawić sobie światła bo oślepiają jadąc z przeciwka.
Poza tym sympatyczny gest przy pracy gdzie kierowca przepuścił mnie na lewoskręt w sznurku samochodów. Da się? Da się.
Z pracy znów wychodzę z lekkim poślizgiem. Nie pada. Trochę wieje ale nie jakoś masakrycznie. I zauważalnie cieplej. Szybko zmieniam czapkę i rękawiczki pełne na bandankę i rękawiczki bez palców. Początek standardowy do centrum Zagórza, obok Expo Silesia skręcam w stronę Reala i tam pod mostem w stronę targu. Dobijam do molo przy P3 i jadę na Piekło skąd asfaltem dookoła P4 aż do zjazdu na Kuźnicę Piaskową. Stamtąd przez Dąbie-Chrobakowe i Malinowice do domu.
Korciło mnie przez chwilę by wydłużyć powrót zahaczając o Wojkowice Kościelne, Podwarpie i Przeczyce ale po drodze do zjazdu na Kuźnicę miałem moment, gdzie niemal zasnąłem w czasie jazdy. Czyli jakieś jesienne przemęczenie. Wolałem nie kusić losu i skróciłem objazd. Powrót już całkiem po ciemku. Na dojeździe do mola przy P3 piękny zachód słońca - czerwona łuna między horyzontem a dolną krawędzią chmur.
No i jeszcze poległ kolejny 1k km dając wynik 13k km do tej pory za obecny rok. Jeśli jeszcze pogoda się nieco utrzyma, to bardzo realne będzie wyrównanie wyniku z roku poprzedniego. A może i 15k pęknie?
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:36
-
VAVG
21.88km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Termometr zeznał +1 na starcie ale odczuwalnie dałbym tak +5, +6. Nogi też tak to odbierały bo podawały całkiem w porządku. Wyjechałem nieco poza oknem startowym ze względu na opóźnienie związane z czyszczeniem i smarowaniem rowerka po wczorajszych deszczach. Cały oblepiony piaskiem.
Dojazd dość sprawny i bez sensacji. Jezdnie generalnie mokre ale jak nie popada to do popołudnia będą suche. Niestety prognozy raczej tego nie obiecują.
Na wyjeździe z pracy nawet niezła pogoda. Drogi nie do końca suche ale wyglądało jakbym miał dojechać do domu na sucho. Niestety nic z tego. Pierwsze pokapywanie zaczęło się koło mola przy Pogorii 3 a rozpędziło się na dobre w Preczowie. Tak więc resztę drogi przez Sarnów i Psary w deszczu. Nie jakiś tam tragiczny ale jednak ciuchy trochę nasiąkły. Dopóki jednak w butach sucho, to nie jest źle. A tak mnie korciło by zrobić objazd nieco na około. No nic, może jutro...
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
20.59km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+7 na starcie. Ku mojemu zdziwieniu na starcie również deszczyk :-/ A miało wg prognoz zacząć padać dopiero po 7:00 albo i nawet ciut później. Cóż. Pogody się nie zmieni. Trzeba jechać co jest. Na szczęście opad taki z rodzajów kapiących a nie zasuwających na całego czyli nieco zmoknę ale nie aż tak, żeby odpuścić.
Początek standardowy. Na nerce w Będzinie odbijam na Dąbrowę Górniczą i przez Mydlice i obok Expo Silesia jadę do centrum Zagórza. Stamtąd prosto do pracy.
W sumie te 3 stopnie więcej niż wczoraj zrobiły wielką różnicę jeśli chodzi o podawanie nóg. Jechało się o niebo lepiej pomimo kapiącej wody. I tak jak się spodziewałem, trochę zmokłem ale w butach sucho czyli do tragicznych warunków jeszcze daleko. Zobaczymy jak to się rozkręci dalej.
Cały dzień ślimaty. Na wyjeździe dalej siąpi. Nic poważnego ale raczej zniechęca do objazdów. Staram się unikać asfaltów bo na nich z reguły są koleiny, które deszczyk jednak zdołał wypełnić. Gdzie się da jadę chodnikami i ścieżkami rowerowymi (głównie jednak chodnikami). Jeśli już przyjdzie jechać asfaltem to środkiem by nie chlapać się niepotrzebnie. Powrót niemal standardowy czyli przez Dąbrowę Górniczą i jej "dworzec kolejowy" a dalej Zielona, Preczów i Sarnów. Tempo raczej spacerowe by nie zbierać niepotrzebnych bryzgów z kałuż.
W sumie udaje się dojechać tak, że w butach sucho czyli dalej nie jest tragicznie. Ale przyjemność z jazdy niewielka.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
43.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
21.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4 na starcie. Jezdnie mokre. Dziś jakoś nogi nie chciały podawać. Dojazd bez sensacji.
Z pracy wychodzę z lekkim poślizgiem. Jadę na początek wyszarpać trochę gotowizny z bankomatu a potem dalej pod molo na Pogorii 3. Tam mnie przyuważa Maciek. Witamy się i robimy kółeczko po Bieżni rozmawiając o wydarzeniach nie tylko niedawnych. Wracamy pod molo, odpalamy oświetlenie i przez Park na Zielonej jedziemy w stronę ścieżki na wałach Czarnej Przemszy. Tam jeszcze dłuższa chwila rozmowy. W międzyczasie robi się całkiem ciemno. Odpalamy dodatkowe światełka, pożegnanie i Maciek przebija się wzdłuż rzeki a ja na drugą stronę do Łagiszy i dalej przez Sarnów do domu.
Jak na listopad wciąż niezła pogoda. Aż szkoda, że tak szybko robi się ciemno bo to trochę zniechęca do dalszych objazdów.
Kategoria Praca
Ustawka Ola - Bibiela
-
DST
100.00km
-
Teren
40.00km
-
Czas
05:02
-
VAVG
19.87km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
O dzisiejszej ustawce powiadomiła mnie Jagaryba w czwartek. Tak więc nie pozostało nic innego jak się pojawić. Zresztą po niejeżdżonym piątku ochota była :-)
Na starcie +10. Wyruszam znów mocno na krawędzi ale udaje się pod Zamek w Będzinie dotrzeć niemal punktualnie. Tam już czeka spory tłumek i jeszcze nie wszyscy są tak więc zapowiada się świetnie. Powitania, pierwsze foto i w końcu ruszamy.
Na początek po moich włościach czyli przez Gródków i Psary w stronę Góry Siewierskiej i dalej przez Twardowice do Nowej Wsi. Przeskakujemy na północ od drogi Tarnowskie Góry - Siewierz i zaczynamy focenie od wapiennika. Potem jedziemy na sesję do opuszczonej stołówki tylko nie wiem czy już w Pyrzowicach czy jeszcze w Mierzęcicach. Jakoś mi umknęła tablica miejscowości.
Po sesji foto przebijamy się w stronę celu głównego czyli do dawnej kopalni rudy żelaza w Bibieli. Teren przeplata się z asfaltami jak cały czas od momentu startu. W końcu trafiamy na miejsce gdzie odbywa się dłuższe focenie zarówno resztek zabudowań jak i wyrobisk rudy, które obecnie zamieniły się w wodne stawy.
Miało być jeszcze na tapecie Miasteczko Śląskie ale obsuwa w czasie sprawiła, że nie było szans dotrzeć na umówione spotkanie o ustalonej porze.
Z małymi zawijasami jedziemy do Świerklańca. Tam, w znajomej już cukierni, opychamy się różnymi ciastami i gorącymi napojami - znów "ćwiarteczkę" sernika miałem okazję wciągnąć :-]
To jeszcze nie koniec atrakcji. W Świerklańcu podjeżdżamy pod Ruinę Romantyczną. Pierwszy raz o czymś takim słyszałem ale Olo, nasz ekspert od ciekawostek, miał to na mapie więc się przebijamy. I faktycznie ruina jest. Ruina wieży. Nie wiem czy była tak wybudowana czy się posypała ze starości ale jest. Oczywiście sesja foto. Wesoła :-)
Atrakcje kolejne to bunkier niedaleko boiska w Wymysłowie. Chwilę tam poświęcamy na foto.
Zaczyna powoli robić się szarówka a jest jeszcze jeden cel do osiągnięcia na dziś - Olo nazwał to szamotownią. Nie wiedziałem o co mu chodzi. Dopiero jak dojechaliśmy na miejsce, to się okazało, że ruinki są mi znane. W Rogoźniku przy głównej drodze. Trudno ominąć. Tu już robi się coraz bardziej szaro.
Jedziemy w stronę Wojkowic, gdzie jeszcze mieliśmy to i owo zobaczyć ale zaczęło kropić. Miało to się przekształcić podobno w większy deszcz. Fakt ten, oraz to, że zaczęło robić się coraz ciemniej i zdjęcia raczej by i tak były marne, sprawiły, że ruszyliśmy w stronę Będzina.
Obok stacji benzynowej na granicy Wojkowic i Grodźca zaczynają się pierwsze pożegnania. Kolejne w Grodźcu (które przegapiam bom się trochę wyrwał pod górkę). W czwórkę dojeżdżamy do nerki w Będzinie gdzie żegnam się z moimi towarzyszami dzisiejszego dnia rowerowego i ruszam w stronę Łagiszy i dalej przez Sarnów do domu po drodze z szybkim wjazdem do wsiowego Lewiatana.
Dzień bardzo udany. Naprawdę niezła pogoda jak na listopad. Liczne grono uczestników w większości znanych mi z innych wyjazdów. Fajne miejscówki najechane. Trochę awarii technicznych, na szczęście skutecznie usuniętych. Były też i pół-gleby. W sumie się działo.
Link do pełnej galerii
Dziś Edyta robiła "body count" :-)
Chwila oddechu po małej rozgrzewce asfaltowo-terenowej.
Olo i kilka ofiar z jego ustawki :-)
Wbijamy do Twardowic.
Wapiennik.
Stołówka.
Powiększamy na chwilę skład.
Tak mi jakoś oko zawisło na tym kawałku lasu. W realu były ładne kolorki. Na zdjęciu takie sobie :-/
I u celu. Bibiela. Ruiny oczywiście trzeba było wykorzystać.
W czym też niejedna osoba pomagała. Tu Wojtek i Jadwiga :-)
Olga. Jak ona się za aparat złapie, to człowiek ma dużo czasu :-)
Jedno z zalanych wyrobisk.
Było mnóstwo śmiechu przy robieniu zbiorowego foto :-)
Domino próbuje podjazdu. Palec przygotowany do szydzenia na wypadek gleby. Skończyło się jednak tylko na tym, że nie wbił się na górę. Ale gotowość była pełna.
Za to pół-gleba Olgi od razu stała się świetnym przerywnikiem do zrobienia foto kolejnego z zalanych wyrobisk.
Prostowanie przerzutki.
Romantyczna Ruina w Świerklańcu.
Jest bunkier, jest zabawa :-)
Przeskakujemy nad autostradą w drodze do Rogoźnika. Powoli się ściemnia. Aparat nie wyrabia przy dynamicznych zdjęciach. A tu naprawdę z sercem ludzie atakowali podjazd.
Dla mnie to ruina. Dla innych poligon do fotografowania :-)
Pierwsze pożegnania.
W Grodźcu znów pożegnania, które mi umykają. Tutaj resztka składu, który jechał prosto do Będzina. Aparat już całkiem nie wyrabiał dynamicznych zdjęć :-(
I mój wynik za dzień dzisiejszy.
Kategoria Jednodniowe
DPND
-
DST
36.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
21.39km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miało być na starcie +5 wg prognoz a było zero. Do tego dość konkretne mgły. Komplet wdzianka już prawie zimowy. Ogólne wrażenie chłodu sprawiło, że nie miałem ochoty na wykręcanie rekordowych czasów dojazdu. Do tego wyjechało mi się z lekkim zapasem czasu więc postawiłem na delikatne kręcenie.
W sumie dość spokojny dojazd. Tylko kilku "kierownikom" przydałoby się wlepić mandaty głównie za jazdę bez świateł. Włączali sobie z przodu jakieś badziewne halogenki pod przednim zderzakiem i tak ledwo widoczne we mgle. Natomiast zwykłe światła (przód i tył) wyłączone. Zero wyobraźni.
Dziś w pracy musiałem dłużej zostać i wychodzę przed 17:00. Ciemno, coraz ciemniej. Wszędzie sznurki samochodów. Na Lenartowicza, na Braci Mieroszewskich. Zapchane centrum Dąbrowy Górniczej. Całe szczęście, że rowerkiem jadę bo idzie to sprawnie i płynnie. Samochodem pewnie bym ze 2x tyle się wlókł.
Sprawnie dobijam do Pogorii 3 i dalej już spokojnie przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
44.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
23.36km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie. Nim wyruszyłem troszkę pokapało ale już na wyjeździe obyło się bez deszczu. Jedynie drogi miejscami mokre. Odczuwalnie sporo chłodniej więc już w użycie wchodzą dłuższe gatki. Poza tym bezproblemowy dojazd do pracy.
Po pracy całkiem ładna, słoneczna pogoda. Powrót robię przez rozkopany Kazimierz Górniczy, Gołonóg, wzdłuż Pogorii 1 na Piekło i dalej wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa. Stamtąd przez Sarnów do domu. Robi się chłodniej i ludzie uruchamiają wieczorem ogrzewanie. Przy czym niektórzy palą chyba czym popadnie. Co kilkaset metrów zalatywał do mnie okropny smród palonych tworzyw sztucznych. Dla przewentylowanych płuc to wyjątkowo inwazyjne wyziewy.
Kategoria Praca
PZND
-
DST
19.00km
-
Czas
01:00
-
VAVG
19.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś poranek przy użyciu zbiorkomeu. Powrót na Srebrnej Strzale, która wczoraj została w pracy.
Na początek obok Makro do Będzina zrobić wjazd zaopatrzeniowy do Kauflanda. Stamtąd przez Łagiszę i Sarnów do domu. Dojechałem już praktycznie za ciemności. A jeszcze 17:00 nie było. Do kitu to przestawianie czasu. Na powrocie delikatne pokapywanie. Za to jeszcze dość ciepło.
Kategoria Praca
DPSONZD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:36
-
VAVG
21.88km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie. Jeszcze nie jasno ale spokojnie można jechać z wyłączoną czołówką. W sumie dziś mi posłużyło to przesunięcie czasu bo miałem okazję odespać weekendowe jeżdżenie :-)
Wyruszam z niezłym zapasem czasu więc kręcę raczej spokojnie. Na wjeździe do Będzina podwójny patrol policji i dmuchanie. Nie w moim kierunku zgarniają więc jadę bez zatrzymywania. Przed nerką w Będzinie wymieniamy pozdrowienia z szarżującym w stronę Łagiszy Mariem. Przy Biedronce na dole Syberki robię 2 szybkie foto spektaklu w wykonaniu słońca i chmur.
Noibasta już musiał wystartować bo jego konserwy nie widziałem.
Od izby wytrzeźwień do Mecu wlokę się za traktorem z przyczepą pełną gałęzi. Nie ma jak wyprzedzić bo mi zza pleców ciągle wyskakują osobówki. A jak nie wyskakują to jedzie coś z przeciwka.
W sumie jednak fajny dojazd do pracy. Zadziwiające jest to, że tu koniec października a ja śmigam jeszcze w krótkich gaciach :-) Byle tak do 31 grudnia. A potem się zobaczy :-]
Tak wyglądał spektakl poranny.
Nie było mowy żeby się nie zatrzymać. Ciekawe jak będzie na powrocie :-)
Poranek zacząłem objazdem na Srebrnej Strzale ale po pracy zbiorkomem docieram do serwisu i odbieram Błękitnego Rumaka, którym nakręciłem dziś ciut więcej km-ów więc dzień idzie na jego konto.
Przerzutkę, jak się okazuje, dało się łatwo naprawić. Trzeba było tylko wiedzieć gdzie coś wydłubać i gdzie coś wcisnąć. Z tą wiedzą to bym od razu to zrobił. Ale nie ma tego złego bo i tak miałem już w planach wymianę kasety i łańcucha a jak się okazało, również wymiana suportu była konieczna bo owo jęczenie ujawnione jeszcze na Roztoczu, a potem ponownie wywołane w trakcie powrotu z Chudowa, to był głos jego agonalny. Poprzedni suport skończył w o wiele lepszej kondycji.
Tak więc nie pozostało nic innego jak po serwisie objeździć nowe "taile" :-)
Na początek na Syberkę by zrobić mały test na podjazdach. Rzutem na taśmę udaje mi się popstrykać trochę foto zachodu słońca z pozycji kładki dla pieszych z osiedla do M1. Bajkowy widok. Jutro wrzucę panoramkę.
Potem objeżdżam M1 i jadę do Czeladzi. Obok szpitala kieruję się do Wojkowic. Przy kościele (tym bliżej Grodźca) skręcam na Strzyżowice i jadę aż do końca. Skręcam na Psary i zahaczając o wsiowego Lewiatana dobijam w końcu do domu.
Bardzo fajnie się jedzie jak napęd gładko się kręci a suport nie jęczy. Dobrym testem był start ze świateł w Czeladzi na podjazd do w stronę Biedronki. Na młynkach ładnie nabieram prędkości przeskakując prędkość 30km/h na dystansie jakichś 50m :-) Co prawda jakieś 200m dalej głód tlenowy daje o sobie znać ale i tak wjeżdżam z rozpędu za przystanek.
Gdyby nie ciemności, to bym może jeszcze trochę pokręcił bo fajnie ciepło i waterek zauważalnie zelżał. Jednak znowu się zdychają akumulatory w czołówce i odechciewa mi się jeżdżenia.
Panorama zachodu słońca. Widok z kładki z Syberki do M1.
Kategoria Praca, Serwis, Suport, Łańcuch, Kaseta, PrzerzutkaT
Ustawka na Świerklaniec
-
DST
90.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
04:59
-
VAVG
18.06km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiejsza ustawka zaczęła się od mojego pytania pod postem Oli czy ma jakieś plany na dziś. Jagaryba wspomniała, że można by Świerklaniec. Mnie też trochę po głowie tamten kierunek chodził więc cel niejako sam się ustalił. Zapowiedzieli się jeszcze Frey i Wojtek.
Wpadam na miejsce zbiórki pod zamkiem w Będzinie równo o 12:00. Na miejscu poza tymi, co się na forum zapowiedzieli jest jeszcze Olo. Innymi słowy ekipa złożona ze starych, ustawkowych wyjadaczy z którymi bez obawy można orać piaski, mieszać błota i nawijać kilometry mając 100% pewności, że nikt nie będzie jęczeć, kwękać i pękać. I bardzo dobrze, bo trasę jaką sobie w głowie poukładałem pomieszałem dość konkretnie. Dla zasady poczekaliśmy jeszcze kwadransik akademicki bynajmniej nie nudząc się. W końcu ruszamy.
Na początek przez Syberkę w stronę M1 by je minąć w drodze do Czeladzi. Od Czeladzi zaczynają się pierwsze porcje terenu wzdłuż Brynicy, którą przekraczamy mostkiem na czerwonym szlaku. Od Przełajki do Michałkowic znów trochę terenu.
Tam odbijamy na Wojkowice ale nim dojeżdżamy do skrzyżowania przy netto odbijamy w stronę Piekar Śląskich terenem. Wcześniej jeszcze z podpuszczenia Ola najeżdżamy jakieś ruiny przemysłowe. Jak się ma Ola w składzie, to takie rzeczy są niemal oczywistą oczywistością :-) Widać jak mu się oczka świeciły na te budowle. Zresztą wcześniej w Michałkowicach Dom Świętego Jerzego też mu uśmiech wyprodukował.
Przy Brynicy zajeżdżamy pod bunkier. Frey z Olo szukali wejścia do niego ale wygląda na to, że chyba zasypane. Potem jedziemy pod drewniany kościół w Bobrownikach i stamtąd pod bunkier w Dobieszowicach. Tam trochę wygłupów i dalej przez kawałek lasu na wał wzdłuż Kozłowej Góry i do samego parku w Świerklańcu.
Już nam jazda trochę apetyty zaostrzyła ale nie zdecydowaliśmy się skorzystać z oferty restauracji przy pałacu. Zamiast tego zasiadamy w restauracji Parkowa. Wciągamy smaczny i całkiem spory obiadek. Dzień powoli się chyli ku końcowi.
Jaga szukając jednego miejsca, które ją interesowało znajduje w efekcie cukiernię, gdzie jeszcze przysiadamy na chwilę racząc się kawą, sernikiem, lodami. W końcu ruszamy w drogę powrotną. Bynajmniej nie najprostszą trasą :-)
Przez park docieramy do wału na Kozłowej Górze i jedziemy nim do tamy. Dalej do Wymysłowa gdzie skręcamy do lasu, którym wyjeżdżamy w Rogoźniku. Stamtąd do Strzyżowic i dalej obok cmentarza pod wapiennik (o którego istnieniu uświadomiła mnie jakiś czas temu Jaga a teraz został uświadomiony Olo) i dalej na górkę paralotniarzy. Stamtąd wydostajemy się na asfalt i przez Brzękowice, Goląszę i Dąbie jedziemy do Kuźnicy Piaskowej i dalej na ścieżkę wzdłuż Pogorii 4. Tam na chwilę przystajemy przy kamieniu pamiątkowym wystawionym dla uczczenia śmierci ornitologa, który zginął przy obrączkowaniu ptaków.
Dalej jedziemy pod molo na Pogorii 3. Tam żegnamy się z Freyem, który ma już rzut beretem do domu. W czwórkę jedziemy przez Zieloną i dalej czarnym szlakiem wzdłuż Przemszy do Będzina. Przy nerce Wojtek z Olo uderzają w stronę Syberki a ja z Jagą jadę na Zamkowe, gdzie się rozstajemy i samotnie przez Grodziec i Gródków wracam do domu.
Na Zielonej dopadły nas pierwsze kropelki deszczu. Symboliczne i nieliczne. Od Grodźca przestały być symboliczne i nie były takie jeszcze w Gródkowie. Jakoś tragicznie jednak nie zmokłem.
Dzień do jazdy był idealny. A i wieczorno-nocny powrót też należał raczej do przyjemnych. Bardzo udany dzień rowerowy spędzony w doborowym gronie. Nic, tylko życzyć sobie więcej takich.
Link do pełnej galerii
Przekraczamy granicę.
Dla każdego coś miłego. Tu dla Ola budowla.
Industrialne ruiny. Również coś dla Ola. Zastanawialiśmy się co to jest. Pewnie wkrótce uzyskamy odpowiedź dzięki Ola dociekliwości.
Bunkier w Wojkowicach.
Kościół w Bobrownikach.
Wolałem zastosować się do znaku ;-)
Sesja łączności :-)
Nafutrowani.
Niestety na ustawce nie ma zmiłuj. Jak się człowiek czymś "zasłuży" to swoją porcję obśmiania dostanie. Tym razem mnie się udało wywołać ogólną wesołość. Przed wspomnianą wyżej cukiernią.
Nocne zdjęcie z podjazdu pod wapiennik.
Potem była całkiem sprawna jazda i przystanek dopiero na Pogorii 4.
A potem już tylko jazda z małym przystankiem przy molo gdzie się uśmialiśmy z modelu zdalnie sterowanego samochodziku, który całkiem nieźle zawijał po plaży. I wynik za dzień dzisiejszy. Po mokrej końcówce.






















