DPOD
-
DST
42.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:06
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-3 na starcie. Dość długo upewniałem się, że widzę na termometrze to, co widzę. Jednak nie chciało być inaczej. No trudno. Jeździło się w gorszych temperaturach pojedzie się i w tej. I, o dziwo, jechało się nawet całkiem fajnie i dość sprawnie. Na miejscu lekko przed czasem. Po drodze ładnie dawało słoneczko. Na końcówce centralnie w "oka" ;-) Generalnie spokojny dojazd do pracy.
Po pracy standardem, aczkolwiek niezbyt śpiesznie, pod molo na P3. Tam kółeczko bieżnią raczej w dość żwawym tempie. Niestety nie trafił się żaden króliczek pomimo tego, że ludność coraz tłumniej tam się zjawia. Za jakiś czas będzie trzeba tego miejsca unikać. Zamknąwszy pętelkę kieruję się na Zieloną i potem dalej lasem do Sarnowa a stamtąd asfaltem prosto do domu. Generalnie bardzo fajny powrót do domu w tempie zmiennym. Duże różnica temperatury względem poranka. No i super słoneczko :-)
Kategoria Praca
DPD - buractwo polskie w natarciu
-
DST
51.00km
-
Czas
02:09
-
VAVG
23.72km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wg termometru: zero. Odczuwalnie podobnie. Jest jeszcze przed wschodem słońca ale już zupełnie jasno. Kręciło się dziś bardzo dobrze co widać po czasie dojazdu. Sam dojazd bezproblemowy i w miarę płynny. Jedynie światła w D. G. nieco spowalniały.
Dziś dzień pełen objawów polskiego buractwa. Jeszcze zanim z pracy wyszedłem pierwszy przykład. Jakiś jełop podpalił trawy obok firmy. Wyglądało to na solidny pożar. Na szczęście ktoś rozsądny zadzwonił po straż i pilnowali aż się wypali. A szło szybko bo wiało.
Po pracy standardem kręcę sobie na molo przy Pogorii 3 i dalej bieżnią na Piekło. Na przejeździe kolejowym widzę jak zamykają się szlabany. Przede mną jakaś kobieta na rowerze i mężczyzna pieszo. Myślałem, że będą stać jak cywilizowani ludzie. Ale nie. Myk pod szlabanem i szorują dalej. Tym cyknąłem foto. Potem z przeciwka nadjechał rowerzysta i ten sam manewr. 2-3 minuty. Tyle było potrzeba by przeczekać aż przejedzie lokomotywa z dwoma wagonami. Tak strasznie im się spieszyło.
Objeżdżam asfaltem Pogorię 4 do Wojkowic Kościelnych i stamtąd przez Toporowice, Dąbie, Goląszę Dolną, Brzękowice Dolne i Strzyżowice do domu. Bardzo fajnie się kręciło pomimo wiatru ze wschodu (ewentualnie północnego-wschodu).
Link do pełnej galerii
Tak wyglądało to jak się dowiedziałem, że trawy płoną.

Tak to wyglądało jak już wygasło.
A tu buractwo na przejściu. Jakby się coś stało to zaraz byłby raban, że maszynista nie uważał i inne takie tam. A winni są tylko oni sami.
Woda w Pogorii 4 miała dziś ładny kolorek.
Może to kwestia słońca... Nie wiem, ale nie mogłem się powstrzymać, by nie cyknąć kilku fotek.
Pogoria 4 od strony Wojkowic Kościelnych.
Ponieważ samojebki powoli robią się passe... ;-p
Kategoria Praca
Wrtepki wokół domu
-
DST
24.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
14.12km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś średnio mi się chciało gdzieś dalej jechać i zupełnie nie miałem parcia na jazdę szybką więc nie pozostało nic innego jak pokręcić się po terenie. Po 500m wbijam w teren i asfalt od tego momentu pojawia się tylko tam, gdzie muszę z niego korzystać by dostać się do kolejnego kawałka wertepków. Na początek na górkę paralotniarzy w Górze Siewierskiej. Potem polami przez Strzyżowice na Kijowe. Stamtąd zjazd do Grodźca kilnkierkiem i wjazd na Szybowcową i Parcinę. Z Parciny na Dorotkę skąd zjeżdżam DH do gruntówki w stronę Gródkowa i "Pod Lwem". Przeskakuję asfalt na drugą stronę i brzegiem lasu jadę pod Urząd Gminy w Psarach. Kawałek dalej wbijam znów w teren do Strzyżowic. Końcówka asfaltem przez Belną.
Generalnie takie sobie spokojne bujanie się po okolicy. Trochę wiało. Poza tym przyjemne słoneczko. Na starcie miałem około +10.
Galeryjka
Kto zgadnie gdzie to?
Tną wszędzie.
Próbowałem poznęcać się nad zachodem słońca...
Kategoria Inne
Kółeczko dla zaspokojenia nałogu
-
DST
53.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
02:23
-
VAVG
22.24km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zaczynam dziś dzień rowerowy od czyszczenia napędu w Błękitnym Rumaku. Czyszczenie przeradza się dłuższą akcję serwisową. Przyuważam pękniętą szprychę na tyle i decyduję się ją wymienić. Potem jeszcze łatanie zapasu po poprzedniej sobocie i godzinka znika. Wciągam na szybko obiadek i w końcu ruszam.
Robię kółeczko w postaci: Psary -> Strzyżowice -> Siemonia -> Sączów -> Ożarowice -> Zendek -> lasem do Siewierza -> szlakiem rowerowym do Wojkowic Kościelnych -> wzdłuż Pogorii 4 -> Preczów -> Sarnów -> Psary.
Jedzie się ładnie i składnie pomimo wiaterku. Miałem wrażenie, że nadaje z każdego możliwego kierunku bo wiało mi w gębę cały czas. Teraz jednak jak się zastanowię, to tam gdzie jechałem w okolicach 22-24km/h to musiało wiać, tam gdzie 30km/h, nie :-)
Po drodze całkiem sporo rowerzystów. Chyba już znacznie większa liczba tychże uznaje, że wiosna w natarciu i korzystają. Niestety nie trafiło się nigdzie skorzystać z króliczka. Szkoda.
Kategoria Inne
DPOD
-
DST
42.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
22.11km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3 na starcie. Sucho. Wiaterku nie zauważyłem. Start 6:08 więc gdzieś z tyłu głowy siedzi myśl, że jestem o włos od spóźnienia. Powoduje to żwawsze kręcenie. To z kolei sprawia, że na wysokości "dworca kolejowego" w D. G. wiem już, że jestem w bezpiecznym oknie czasowym i można bez napinek kręcić dalej. Po drodze znów trafiają się świry, których zbawi to, że nie poczekają 30 sekund by bezpiecznie wyprzedzić rowerzystę. Myśl o zakupie rejestratora robi się coraz bardziej natrętna.
Po pracy na początek żwawo na molo. Tam dynamiczne kółeczko po bieżni i potem na Zieloną. Przez mostek do Preczowa i dalej bez zaginania przez Sarnów do domu. Dziś większa ochota do kręcenia. Czyżby to oddziaływanie weekendu? Jeśli chodzi o pogodę to przy zbiornikach wietrznie ale do przeżycia.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
18.26km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2. Jezdnie mokre. Wiaterku jakoś nie zarejestrowałem czyli albo słaby albo korzystny. Start 6:07. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jestem spóźniony więc początek kręcę dość żwawo i tym samym udaje się wbić w rytm trasy i na miejscu wylądować jakbym wyjechał o czasie. Po drodze spokojnie.
Powrót spacerowo-fotograficzny. Powolutku turlam się standardowo do Będzina (przez Mec i Środulę). Wiaterek pizga. Tym razem wygląda na zachodni lub północno-zachodni. Generalnie odbiera chęć do jakiejś intensywnej jazdy. Po drodze, na terenie Będzina, pstrykam tu i tam foto.
One drzewka, co to je tną w okolicach dworca kolejowego Stary Będzin.
Niektóre stały chyba już tylko na zasadzie cudu i przyzwyczajenia.
Tu z kolei przejazd rowerowy na ścieżce z Będzina do Sosnowca (ul. Słowiańska). Niedaleko ghostowej "Wisienki". Ciekawe ile jeszcze potrwa nim ten krawężnik obniżą...
Na tejże samej ścieżce parking dla buraków obok Prosper-a III.
Jakby to raz było to bym może nie zwrócił uwagi ale nie. Ile razy tam nie pojadę wracając po pracy zawsze stoją. Jeden przynajmniej.
A w ogóle w Będzinie to niezły cyrk ;-)
Potem przez Zamkowe na ścieżkę rowerową do Grodźca i stamtąd prosto do Gródkowa i do domu. W lesie między szkołą a tartakiem jakiś buc wyprzedza mnie o centymetry. Koniecznie musiał zdążyć przed tym z przeciwka.
Wciąż zero ochoty na jakieś ekstra objazdy. Może w sobotę coś...
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
19.44km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3 na starcie. Wiaterek dziś lżejszy. Start 6:03. Dysponowanie rezerwą czasową sprawia, że kręcę dziś delikatniej co przekłada się na niższą średnią. Do pracy dojeżdżam jeszcze z zapasem. Nowa ulubiona droga do pracy wydaje się być dosyć spokojna. Jedynie kawałek od "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej do Orlenu na Zagórzu nieco bardziej ruchliwy.
Po pracy kierunek Będzin (przez Mec i Środulę). Tym razem nie na ścieżkę tylko Kościuszki. Spore zmiany od kilku dni. Nacięli drzew tak, że teraz wydaje się tam łyso. Ale niektóre z nich wręcz musiały być usunięte bo leżące pnie w środku puste lub mocno spróchniałe. Ciekawe czy to tylko porządki w zieleni czy w ogóle jakaś większa rewitalizacja tamtego terenu. Zawijam do Kauflanda po zaopatrzenie i z pełnymi sakwami, spacerowym tempem jadę do Łagiszy i dalej przez Sarnów do domu. Termicznie mało ciekawie. W domu termometr twierdzi, że +5 ale odczuwalnie mniej. Chwilowo jakiś dół jeśli chodzi o extra jeżdżenie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
33.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
18.50km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1. Kontynuacja wmordewindu. Na skrzyżowaniu śmiga mi przed oczami rowerkowiec. Myślę sobie, że mam króliczka. Czekam aż mi się zrobi wolny wjazd i zaczynam go gonić. Króliczek chyba jednak nie w formie bo po niecałym kilometrze go wyprzedzam i zostawiam po chwili daleko z tyłu. Generalnie starałem się jechać dość żwawo bo start mi się dziś obsunął w czasie do 6:10. Jednak udaje się na miejsce dojechać ciut przed czasem. Po drodze bez sensacji.
Na wyjściu zaskakuje mnie pokropiony asfalt. Coś niemrawo dalej leci. Ruszam w miarę dziarsko ale po kilkuset metrach bierze mnie potężne niechcenie na jeżdżenie. Wlokę się noga za nogą głównie na przełożeniach 2/2-2/4. Praktycznie powrót to rowerowy spacer. Trasa też maksymalnie krótka. Mec, Środula, ścieżka rowerowa z Pogoni na Syberkę, chodnik spod targu do zjazdu na Gródków. Dalej już asfaltami prosto do domu. Dawno już takiego oporu na jazdę nie miałem. Może trochę wina pogody bo dalej wietrznie ale chyba nie tylko. Taki dzień.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
39.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
20.53km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3. Wmordewind konkretny. Całą drogę. Mimo tego jechało się całkiem dobrze i dość spokojnie. Trochę chyba wychodzi gleba z soboty bo tu i tam niektóre mięśnie sztywne. Poza tym bez sensacji.
Ochładza się. Wiaterek część drogi sprzyjający ale zimny. Z tego też powodu zero chęci do zaginania powrotu. Tak więc najkrótszą drogą pod ścianę płaczu, dalej na molo i bieżnią do dzikiego przejazdu na P4. Stamtąd standardem przez Preczów i Sarnów do domu. Zmiana konfiguracji sakw i kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Błękitny dalej stoi umorusany po sobotnim hasaniu po lasach. Zapas niezałatany. Generalnie hodowla lenia w rozkwicie.
Kategoria Praca
N
-
DST
27.00km
-
Czas
01:19
-
VAVG
20.51km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wczorajszy dzień był dość intensywny. Psychicznie nastawiłem się, że w niedzielę jadę z Mario do Myszkowa i potem z resztą ekipy trasę ale jak zawyła komórka o 5:00 to już wiedziałem, że było za mało snu i nie ma sensu ani jechać na spotkanie z Mariuszem w Sarnowie ani też na pociąg do Sosnowca. I tu i tam bym dotarł ale prawdopodobnie bym padł gdzieś po drodze. Chęci chęciami ale jednak wolałem ostrożnie podejść do swoich możliwości i nie przeginać.
Jak się później okazało był to dobry ruch bo tak do 14:00 dzień składał mi się głównie z drzemek i naprawy bilansu energetycznego (czyt. żarcia). Tymczasem słoneczny dzionek sobie płynął powoli aż zamienił się w czarną noc, kiedy to zdecydowałem się w końcu zrobić kółeczko.
Start o 20:50. Trasa: Psary -> Sarnów -> Łagisza -> Będzin -> Grodziec -> Czeladź -> Wojkowice -> Strzyżowice -> Psary.
Termometr zeznawał na starcie zero ale odczuwalnie było lepiej. Za to dość wietrznie. Wiatr mniej więcej z kierunku wschodniego.
Drogi puste. Jazda dość spokojna choć starałem się by dynamiczna :-) Generalnie nocne kręcenie ma swój urok. O ile jest dla przyjemności a nie z konieczności.
Kategoria Inne






















