limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPOD

  • DST 43.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 02:07
  • VAVG 20.31km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 2 kwietnia 2014 | dodano: 02.04.2014

Słabe +1. Odczuwalnie raczej chłodniej. Sucho. Wiaterek nierejestrowalny. Wyjeżdżam z obsuwą wynikłą ze smarowania tego i owego. Po drodze nieco mi się jeszcze tyły czasowe robią bo kilka razy staję zrobić znęcanie nad wschodem słońca. Niestety ze względu na to, że późno to nie wychodzi jak chcę. Potem jeszcze czasu trochę ucieka na światłach w Dąbrowie Górniczej (zatrzymały mnie chyba wszystkie możliwe jakie miałem po drodze). Na zjeździe z Braci Mieroszewskich w Karola Szymanowskiego jakieś babsko wyprzedza mnie z prawej strony i zajeżdża drogę. Poza tym spokojny dojazd do pracy.


Efekt znęcania się nad wschodem słońca.


W trakcie pracy buractwo polskie znów się objawia pod postacią podpalonych traw za ogrodzeniem firmy. Straż zdążyła przyjechać i zatrzymać ścianę ognia. Potem jeszcze jak wracałem to widać było łunę już na Pogorii 4. Paliło się gdzieś między Malinowicami a Dąbiem.
Powrót standardowo do Expo Silesia. Potem dalej zacząłem kombinować żeby przebić się pod molo na Pogorii 3. Trochę przeszkadzał remont na Majakowskiego i potem koparka za mostem ucieczki. Na bieżni przypinam się do czerwono-białego fulla i podciągam się za nim na Piekło. Potem asfaltem wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa. Tam odbijam w kierunku Częstochowy. Robię kawałek eksploracji i wbijam do lasu po drugiej stronie "86" w stronę Malinowic. Lasem przebijam się pod ośrodek zdrowia w Psarach i potem dalej wertepkami do Strzyżowic i do domu. Spokojny powrót do domu. Wiosna w natarciu, kwiatki, listki, chmary jakiegoś robactwa przy P4.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 20.19km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 1 kwietnia 2014 | dodano: 01.04.2014

+3 na termometrze. Wg prognozy wiatr głównie zachodni czyli pomagający. Dziś, z nieznanych mi przyczyn, moja wsiowa ciastkarnia zamknięta jeszcze o 6:10. Potężne rozczarowanie bo liczyłem, że szybko zrobię upgrade do śniadania i polecę ostatnio standardową drogą przez Łagiszę, Zieloną i Dąbrowę Górniczą. Nie pozostaje jednak nic innego niż zmiana planów i zamiast za "86" odbić na Łagiszę ciągnę do Będzina i upgrade robię w sklepie obok stadionu. Stamtąd już standard obok Starego Będzina, izby wytrzeźwień, Środulę i Mec. Na Kościuszki w Będzinie w miejsce wyciętych drzew posadzone już nowe. Wcześniej, na Odkrywkowej chyba będą robić chodnik. W tej chwili robią krawężniki. Chodnik bardzo by się tam przydał bo za dnia droga mocno ruchliwa i dla pieszych średnio bezpieczna. I remont jezdni też by się przydał. Ten odcinek jest bardzo uczęszczany przez duże samochody ciężarowe z naczepami i od bardzo dawna mocno dziurawy. Ciekawe czy to zrobią. Poza tym dość spokojny dojazd do pracy. Nie dałem się sprowokować króliczkowi, który ciągnął się za "16" i jechałem swoim tempem. Jeszcze nie czuję się na siłach by brać udział w pościgach.

Po pracy standardem w stronę Zielonej, gdzie ciutkę przyginam terenowo. Potem dalej terenowo do Sarnowa i już dalej normalnie asfaltami do domu. Niby pogodnie ale jednak nie za ciepło. Wyjeżdżam w bandance na czerepie ale kilkaset metrów dalej bandanka zaczyna robić za szalik a na łbie ląduje czapka. Wiaterek chłodny. Mimo tego jedzie się całkiem dobrze.
Przy mostku na Czarnej Przemszy nowe dziwo - stojaki rowerowe. Po kiego grzyba one tam, to nie wiem bo zupełnie nie ma po co tam rowerów zostawiać. Chyba wybory zaczynają rzucać się na głowę lokalnym "politykom" :-p


Kategoria Praca

DPD - bym babę rozjechał

Poniedziałek, 31 marca 2014 | dodano: 31.03.2014

I plan się rypnął. Nie będzie wszystkich dni przejeżdżonych w roku :-/ Przeziębienie wyzwoliło atak lenia w formie wyjątkowo ostrej i cały weekend spędziłem w domu usiłując je wygrzać. Efekt taki sobie. Jest lepiej ale jeszcze z tydzień będzie męczyć. Jednak do pracy już rowerkiem. Na starcie +1. Jechało się stosunkowo dobrze jeśli brać pod uwagę fakt, że ciągle mi zalewało napowietrzanie. Wyjechałem 6:10. Na miejscu tak na styk. Po drodze nie obyło się bez spotkań z idiotami za kierownicą. Tym razem w Łagiszy. Najpierw coś za mną trąbi a potem wyprzedza zdecydowanie za blisko. Na tym, na szczęście, kończą się poranne przygody z "kierownikami".
Dziś Błękitnym bo wczoraj jak przechodziłem obok Strzały to odruchowo sprawdziłem jak z ciśnieniem w kołach i tył wydał mi się dziwnie miękki. Obejrzałem oponę, wyciągnąłem kolec, rozległo się głośne "pssss" i już wiedziałem, że dziś Merida będzie mnie wieźć do pracy. Wczoraj nie miałem zupełnie ochoty na zabawę w serwis. Zresztą wątpię, żeby przez najbliższe 2-3 dni ta ochota się pojawiła.

Po pracy pogoda mocno wiosenna. Grubo powyżej +10, słoneczko, lekki wiaterek. Mimo tego wdzianko jak rano żeby dobrze się zagrzać na powrocie. Poskutkowało. Powrót przez Mec i Środulę. W Będzinie nerwowo. Na początek wyjeżdżający z ul. Słowiańskiej w Małobądzką TIR zajął dwa pasy w stronę Sosnowca. Jadący od Będzina stary golf hamował z piskiem opon i wduszonym do końca klaksonem. Inna sprawa, że burak gadał przez telefon. Potem standardowy zagon buraków na ścieżce rowerowej przed Prosperem III. I na koniec na ścieżce przy Biedronce niemal rozjeżdżam babę. Na pół. Wzdłuż. Szła ścieżką, gadała przez telefon i zupełnie nie zwracała uwagi na to co się dzieje. Jak mnie zobaczyła to standardzik. O matko! Spierdalać! W lewo! Nie! W prawo! Nie, jednak w lewo! W końcu to ja się musiałem zdecydować jednak na hamowanie bo ten taniec mogłaby odstawiać cholera wie ile. Ale i tak prawie na nią wleciałem bo zblokowane tylne koło nie miało dość dobrej przyczepności. Qrde. Dziwne, że na ścieżce rowerowej jedzie rower. Dalej już spokojnie przez Zamkowe, Grodziec i Wojkowice do domu.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 01:56
  • VAVG 18.62km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 28 marca 2014 | dodano: 28.03.2014

Coś koło +5. Tyle zapamiętałem z prognozy pogody, że miało być bo jakoś nie kojarzę żebym termometr odpytał. Pochmurno. Wiaterek ze wschodu. Po drodze trochę drobnego opadu chwilowego. Jezdnie miejscami mokre. Jazda generalnie niespieszna. Z mojej strony, oczywiście. Dziś znów objawił się "kierownik" z ciężką nogą i małym rozumem. Wyprzedza mnie jakieś czerwone coś. Sygnalizuję skręt w lewo bo dojeżdżam do skrzyżowania a tu mi jeszcze śmiga czarny Volkswagen. Guzik mu dało to wyprzedzanie i skręt przede mną bo z przeciwka jechał jakiś dostawczak, potem był zwężony most na Czarnej Przemszy gdzie nie da się wyprzedzić a potem jeszcze z przeciwka osobówki. Reszta drogi spokojnie. Na miejscu o czasie. Jedynie zaczynam podejrzewać, że na celownik wzięło mnie przeziębienie i zaczyna pogoń by mnie dopaść. Trochę mi ono nie na rękę i nie o czasie bo szykuje się biwak z soboty na niedzielę i jak mnie dopadnie to będę musiał z rezygnować :-/ Zobaczymy jak to się rozwinie do wieczora.


Okazało się, że jednak wcześniej się okazało. Zdecydowanie jeżdżenie wczoraj bez czapki się zemściło. Przewiany łeb i balans na krawędzi kataru :-/ Po pracy powolutku, chodnikami i bokami do domu. Przez Mec, Środulę, ścieżką wzdłuż ul. Małobądzkiej na Syberkę i dalej przez Zamkowe do lasku grodzieckiego. Przeskakuję na światłach w stronę Gródkowa i odbijam przez pola do lasu i wzdłuż niego dojeżdżam do szkoły. Tam powrót na asfalt i już bez gięcia do domu.


Kategoria Praca

DPODZ

  • DST 50.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 02:43
  • VAVG 18.40km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 27 marca 2014 | dodano: 27.03.2014

Na starcie zero na termometrze. Ładne słoneczko. Ruszam 6:03 i dziś kręcę przez Sarnów i Preczów do Dąbrowy Górniczej i dalej do pracy. W Preczowie wyprzedza mnie szary cienki jak na mój gust zdecydowanie za blisko biorąc pod uwagę to, że miał cały przeciwległy pas wolny. Potem drugi agent w czarnym mercedesie kombi  wyprzedza mnie na rondzie między "dworcem kolejowym" a Aldi-kiem. Reszta drogi spokojna. Na Mortimerze wjeżdżam na ścieżkę rowerową i nieco się nacinam bo nie wszystkie zjazdy z chodników obniżyli i na jednym nieźle mnie podrzuca. Odechciewa się jeździć takimi ścieżkami. Wolę jechać asfaltem. Dodatkowo jeszcze na części niby dla rowerów co trochę jakiś piechur.

Po pracy ruszam terenem na Dańdówkę i stamtąd do centrum Sosnowca pod ścianę płaczu. Potem czerwonym szlakiem na Milowice i stamtąd przez Czeladź do Wojkowic gdzie uskuteczniam odrobinę eksploracji terenowych ze skakaniem przez tory w tle. Wróciwszy na asfalt przez Strzyżowice wracam do domu. Zakładam ekstra sakwę i zataczam kółeczko do wsiowego Lewiatana. Powrót spokojniejszy i przyjemniejszy.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 33.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 17.37km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 26 marca 2014 | dodano: 26.03.2014

-1 na termometrze ale ze względu na to, że czuję się jak z krzyża zdjęty, postawiłbym nawet na -5. Jezdnie suche, ładne słoneczko, wiatr niezarejestrowany czyli albo sprzyjający albo brak. Wyjeżdżam z obsuwą czasową. Wrażenie z kręcenia takie, że idzie opornie. Na miejscu też spóźniony. Nogi sprawiają wrażenie jakby były kompletnie przechłodzone i podawanie dają nędzne. To samo kolana. Czyżby jakieś osłabienie? Przeziębienie? Oby nie. Poza tym spokojny dojazd.

Dzień w pracy jedna wielka tragedia. Łamało mnie spanie i nawalał czerep. Chciałem szybko znaleźć się w domu żeby położyć się spać więc powrót maksymalnie krótko. Przez Mec i Środulę, ścieżką z Sosnowca do Będzina, przez Zamkowe, lasek Grodziecki i Gródków do domu. Tempo spacerowe. Beznadziejny dzień.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 19.07km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 25 marca 2014 | dodano: 25.03.2014

Pogoda twardo trzyma się prognozy czyli +3 i mokre jezdnie. Wiaterek z kierunku sprzyjającego więc go właściwie nie zarejestrowałem. Wyjechałem lekko obsunięty w czasie ale bez problemu udało się wbić w bezpieczne ramy okna przelotowego i na miejscu jestem punktualnie. Kręcenie spokojne i bardzo przyjemne. "Kierownicy" dalej dość spokojni.


Przez cały dzień a to chmury a to słońce. Na wyjściu to samo. Wiaterek gnający zimne powietrze sprawił, że zupełnie nie miałem ochoty na objazdy. Przez Mec, Będzin, skrawek Łagiszy i Gródków powrót do domu. Powoli, nóżka za nóżką bo się kręcić pod wiatr nie chciało. Nogi już przyzwyczajone do nieco wyższych temperatur nie wyrażały zgody na intensywny wysiłek. Spokojny, spacerowy powrót do domu. Nawet szarżujący "kierownicy" niespecjalnie mnie na powrocie wzruszali. Kij im w oko.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 42.00km
  • Czas 02:10
  • VAVG 19.38km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 24 marca 2014 | dodano: 24.03.2014

Zgodnie z prognozami temperatura spada i dziś +5. Jezdnie miejscami mokre. Od "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej zaczyna się ni to mgła, ni to mżawka. Coś takiego co ogranicza widoczność i osadza się ciągle na okularach. Prędkość przelotowa mi spada bo ciągle muszę okulary przecierać by widzieć czy zaraz do jakiejś dziury się nie wrąbię. Trochę też daje o sobie znać wczorajsze mykanie bo mięśnie jakieś takie sztywne. Jednak sama jazda do pracy bardzo przyjemna. Bez pośpiechu, równym tempem. Na miejscu z pięciominutowym zapasem. "Kierownicy" dziś jakoś wyjątkowo spokojni.


Po pracy standardem na molo przy Pogorii 3. Kółeczko na bieżni raczej spacerowym tempem. Pogoda się nieco rozsypała tzn. chłodniej niż rano i do tego wiatr więc też i dość pustawo. Potem przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu. Spora część drogi pod wiatr z zachodu więc tempo spacerowe. Poza wiatrem tempo też zabijało jakieś znużenie. Podejrzewam, że to brak słońca tak mi rozkładał jeżdżenie.


Kategoria Praca

Ustawka Klubowa Na Dolomity

  • DST 101.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 05:24
  • VAVG 18.70km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 23 marca 2014 | dodano: 23.03.2014

Dziś ustawka klubowa planowana. Zjawiam się na miejscu ciut przed umówioną godziną. Część składu już czeka ale jeszcze inni mają dojechać. Kiedy są już wszyscy robimy zbiorowe (w moim wykonaniu krzywe) zdjęcie żeby potem było wiadomo czyich zwłok w razie czego szukać i potem ruszamy.
Na początek na czerwony szlak na Milowice. Dalej wzdłuż Brynicy ku czeladzkim Strusiom i dalej znów na czerwony szlak by "przekroczyć  granicę" na Brynicy. Przedostajemy się na Przełajkę i dalej rzeźbimy czerwonym szlakiem do Michałkowic. Tu wracamy na asfalty i jedziemy kolejno przez Dąbrówkę Wielką do Brzezin Śląskich i Piekar Śląskich. Gdzie się da staram się prowadzić ekipę bokami ale część drogi jednak wychodzi asfaltem dość ruchliwym. Jednak chyba z powodu, że to niedziela i stosunkowo wczesna pora ruch jeszcze nieduży. Udaje się sprawnie przebić przez Piekary do Kozłowej Góry i dalej do Radzionkowa. Stamtąd już prosta droga do celu. Robimy rundkę po rezerwacie Segiet. Wbijamy na dolomitową górkę ale żaden z nas nie czuł się na siłach zjeżdżać (a tym bardziej podjeżdżać). Czynimy tylko kilka foto i jedziemy dalej pod stok narciarski. Fachowym okiem ekipa jednoznacznie dochodzi do wniosku, że górka na Środuli jest większa. Potem zwijamy się. Tą samą drogą do Radzionkowa z postojem przy Lidlu dla uzupełnienia zapasów paliwa i wciągnięcia nieco tegoż. Rozkręca się deszczyk, który w różnym stopniu intensywności, towarzyszy nam dość długo bo do Rogoźnika gdzie też przysiadamy na dłuższą chwilę w "Barze Karmnik Nad Jeziorem". Z Krzyśkiem wciągamy po roladce z kluskami i modrą kapustą + dodatkowe płyny (ja herbatka i cola a Krzysiek kawa i bezalkoholowe gratisowe piwko). Dalej prze Rogoźnik jedziemy do Wojkowic. Tam postanawiam nieco drogę pozaginać, żeby pokazać chłopakom nieco inne niż te główne drogi więc przez różne zakamarki docieramy do terenów dawnej KWK "Jowisz". Przedzieramy się przez nie dalej w stronę Czeladzi i odbijamy po drodze do Grodźca przy okazji przejeżdżając obok stalowej, nitowanej wieży ciśnień. Obecnie to już raczej ruinka, a szkoda bo dość charakterystyczny obiekt i można by go jakoś wykorzystać jako lokalną atrakcję. Dalej gnąc tu i tam wyprowadzam skład na ścieżkę rowerową z Grodźca do Będzina, którą to docieramy do osiedla Zamkowego i klucząc jego uliczkami i chodnikami objawiamy się przy nerce będzińskiej. Objazd kończymy pod Zamkiem w Będzinie zbiorowym foto (by liczba zwłok się zgadzała z tą na starcie). Chwilkę dłuższą jeszcze pogaduchy nim się rozjeżdżamy.
Dalej już solo kręcę przez cmentarz, obok Teatru Dzieci Zagłębia i mostek na Czarnej Przemszy w stronę targu. Stamtąd już standard przez Łagiszę i Sarnów do domu. Po drodze znów rozkręca się drobny deszczyk.
Dzień bardzo udany. Pogoda nieco się sypała choć na starcie nawet nam nadzieję zrobiła objawiając na trochę słoneczko (nad Milowicami i Czeladzią). Potem jednak się zachmurzyło a od Radzionkowa sporo padało. Na szczęście niegroźnie. Ekipa dzisiejsza to starzy, ustawkowi wyjadacze więc wiadomo było, że będzie można giąć trasę i ciorać  towarzystwo bez obaw, że ktoś nie da rady albo będzie jęczał. Andrzej, Paweł, Maciek, Krzysiek, Stasiek dzięki za wspólny dzień rowerowy. Miejmy nadzieję, że tym wypadem zachęcimy pozostałych z klubu do udziału w kolejnej ustawce :-)


Link do pełnej galerii


Krzywe liczenie zwłok. Chciałem zrobić ładne zdjęcie z fontanny ale nie za bardzo dało się spojrzeć w ekran czy wszystko ok i takie są efekty. Ale kto jest widać.


Jedziemy wzdłuż granicy do Czeladzi.


Paweł rzuca tekst: "Robią chmury". W pierwszej chwili nie załapałem o co chodzi. Ale rzut oka w stronę Łagiszy i już mamy winnego dzisiejszej pogody.


Osiągamy Dąbrówkę Wielką.


Potem Piekary Śląskie.


I ciśniemy z Kozłowej Góry do Radzionkowa.


By w końcu osiągnąć cel czyli dolomity i rezerwat Segiet, gdzie w jednym miejscu nadziewamy się na urodzaj tych oto stworzonek.


Zdążały one żabki do tegoż między innymi stawiku.


Z dołu robi wrażenie.


Z góry również.


Albo mi się wydawało, albo Darek (djk71) kiedyś napisał coś w sensie takim, że da się to rowerem podjechać. Uwierzę jak zobaczę. Z dołu wygląda to na nie do wjechania. Do zjazdu już bardziej ale trzeba by brązowe spodnie włożyć.


Chłopaki stwierdzili, że toto mniejsze od Środuli. Miarki w oku nie mam. Może i mniejsze. Albo otoczenie sprawia wrażenie, że wydaje się mniejsze.


Krótka przerwa w drodze z Wymysłowa do Rogoźnika.


Wieża ciśnień w Grodźcu. Niestety zaniedbana i w zaśmieconym otoczeniu. Szkoda. Kilka ławeczek, jakieś tablice informacyjne i nieco porządku a byłby fajny punkt dla rowerzystów do odwiedzania.


Finisz w Będzinie.


I GPS-owe podsumowanie dnia.


Kategoria Jednodniowe

N

  • DST 25.00km
  • Czas 01:08
  • VAVG 22.06km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 22 marca 2014 | dodano: 22.03.2014

Dziś dzień leniuchowania. Jednak nie byłby ważny gdybym nie zakręcił choć małego kółeczka więc wyczekawszy do nocy ruszam. 21:17 start. +12 na termometrze. Wiatru nie zauważyłem w ferworze walki. Kółeczko mało ambitne. Psary -> Wojkowice -> Czeladź -> Będzin (Syberka) -> Łagisza -> Sarnów -> Psary. Fajnie się jechało. Drogi może nie wymarłe ale zdecydowanie puste. Zupełnie nie da się porównać do ruchu w zwykły dzień roboczy. Pomimo tego jednak zdarzali się tacy, co koniecznie musieli rowerzystę wyprzedzić zanim tamci z przeciwka dojadą. Eh... co za ludzie. Przecież i tak tym furami przed śmiercią nie uciekną więc po co się tak spieszyć?


Kategoria Inne