limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 20.57km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 4 marca 2015 | dodano: 04.03.2015

+3. ICM twierdził, że będzie śnieg. Jak wstawałem to faktycznie był jednak na starcie już tylko niezbyt gęsty deszczyk. Start 6:08. Trochę szarpaniny z wiatrem. Po drodze deszczyk się rozpędza i włącza do repertuaru śnieżek, który pod koniec ma w opadzie całkiem duży %. Tempo jednak dobre bo jezdnie tylko mokre. Niestety Ass Saver się nie sprawdza :-/ Na mecie zadek mokry. Jednak będę musiał do błotnika wrócić tylko tym razem jakiś bardziej odporny na zniszczenie egzemplarz będzie potrzebny ;-)

Powrót z pracy dziś bez gięcia. Tym razem kolejno: centrum Zagórza, Mortimer, Pogoria 3, Świątynia Grillowania, Pogoria 4, Preczów, Sarnów. Miejscami szarpanina z zimnym wiatrem. Generalnie jednak dość przyjemny powrót do domu w spacerowym tempie i towarzystwie słoneczka. Gdzie była okazja, zwłaszcza na zjazdach, to wbijałem na chodniki i pobocza żeby dać popracować amorkom jak należy :-) Pięknie się płynie.


Kategoria Praca

DPD wypadek na Środuli

  • DST 36.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 19.64km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 3 marca 2015 | dodano: 03.03.2015

Termometr zeznał zero. Zgodnie z prognozami ICM-u gdzieś do 5:30 padał dość gęsty śnieg. Potem opad nieco zelżał ale nie ustał. Wiatr zdecydowanie też był obecny przy czym dla mnie tym razem korzystny. Start nieco obsunięty - 6:10. U mnie na jezdni śnieg ubity do śliskiego prawie lodu. Dalej tak pół na pół z błotem pośniegowym. Początek jazdy ostrożny by wyczuć warunki. Full chyba jednak sporo sprawy załatwia bo jedzie mi się bez uślizgów i dość szybko. W Dąbrowie Górniczej jestem jednak nieco po czasie i spóźnienie jest nieuniknione. W parku Hallera widzę, że na Alei Róż dość długi korek samochodów więc przebijam się tunelem pod Aleją i wbijam na ścieżkę. Przyczyną wężyka samochodów był Lublin, który usiłował ruszyć pod górkę i nie bardzo mu to szło. Reszta drogi do centrum Zagórza chodnikami bo jest po prostu szybciej i bezpieczniej. Potem wracam na asfalt, a właściwie błoto pośniegowe. Na miejscu z obsuwą 10 min. Po drodze kilka przystanków na uczynienie foto nawrotu zimy. W pracy okazuje się, że nie tylko ja z poślizgiem czasowym.


Przed startem pierwsze foto. Dzięki śniegowi dość jasno choć do wschodu daleko.


Dziś hotel z nieco innego punktu focony.


Obok fabryki mam niemal górski widoczek ;-)


Fabryka.

Ass Saver niestety dziś nie zadziałał. Konsystencja błota pośniegowego sprawia, że wyrzucone spod tylnego koła ma inną trajektorię, która omija osłonę :-/ Jeśli znajdę odpowiedni materiał to spróbuję nieco wydłużyć patent i zobaczymy czy to się sprawdzi.


Po pracy nieco zaskoczyło mnie to, że jezdnie w zasadzie suche. Zaskoczyło pozytywnie, oczywiście. Powrót przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę, Łagiszę i Sarnów. Trochę szarpaniny z wiatrem ale na młynkach udawało się utrzymywać równe, choć niezbyt spieszne, tempo. Na światłach na Środuli obok Auchan (czy co to tam teraz jest), zastaję widoczek taki, że osobówka wbita pod naczepę TIR-a. Zanim się jednak ustawiłem tak, żeby dało się coś sfocić TIR zjechał na bok a osobówka została...


... w takim oto stanie. Musiało być grubo.


TIR już poza kadrem. Kiedy to stało razem w uścisku byłem akurat w takim miejscu, że nie bardzo było jak zrobić foto żeby komuś ruchu nie utrudnić. Nim się ustawiłem Policjanci kazali większemu zjechać na bok. Ofiar nie widziałem ale na miejscu były dwie karetki więc pewnie poszkodowanym(i) ktoś się już zajmował.

Korek murowany bo to godziny szczytu powrotnego. Zresztą niektórzy bokami próbowali się przebić ale opornie to szło. Ja spokojnie pokręciłem swoje.


Kategoria Praca

DPD Ass Saver

  • DST 35.00km
  • Czas 01:32
  • VAVG 22.83km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 2 marca 2015 | dodano: 02.03.2015

Temperatura między +3 a +4. Chyba lekki wiaterek. Start 6:08. Jedzie się bardzo przyjemnie. Od samego początku ładny spektakl wschodzącego słońca. Kilka razy się zatrzymuję by pstryknąć foto ale efekt taki sobie wychodzi. Potem jeszcze postój przy Nemo. Na Mortimerze zaczyna padać i koło DorJana już jedzie równo. Do mety w deszczyku.


W ciągu dnia trochę popadało ale do godziny mojego startu większość zdążyła wyschnąć. Mimo tego przygotowuję sobie Ass Saver-a wg projektu ze strony Zagłębiowskiej Masy Krytycznej, do którego to link podesłał mi Grzesiek w komentarzu pod zdjęciem na temat mojej prowizorki błotnika z butelki i zipów, zamieszczonego na "googlach plusach". Materiał miałem raczej słaby do tego projektu i wycięty wg szablonu gadżet nie wyglądał zbyt efektownie. Nieco wątpiłem w jego skuteczność ale zdecydowałem się jednak przetestować. Startuję w stronę Mecu i dalej przez Środulę i Stary Będzin do serwisu. Tu lekkie upuszczenie powietrza z przedniego amorka coby go nieco "zmiękczyć". Sprawdzam też, czy faktycznie Ass Saver działa. Zadek suchy. Na osłonce widać zaś, że coś wody od niej się odbiło bo nadziabana szarymi kroplami. Kto by pomyślał, że takie coś okaże się skuteczne?! A jednak. Resztę powrotu uskuteczniam też bez większego gięcia czyli Łagisza i Sarnów. Na wylocie z Będzina w stronę Łagiszy, na dwupasmowej jezdni wyprzedza mnie jakaś Panda w, ni to żółtym, ni o zielonym, kolorze nie zachowując bezpiecznej odległości. Nie wiem czy od kierownicy było to 20 cm. Miałem wrażenie, że było mniej. Potem jeszcze ostre hamowanie w Psarach przed jakimś kundelkiem. W domu ląduję przy pierwszych kropelkach deszczu. Chwilę potem była ulewa i grzmoty czyli chyba pierwsza burza w tym roku.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 42.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 02:16
  • VAVG 18.53km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 27 lutego 2015 | dodano: 27.02.2015

Termometr utknął między +2 a +3. Jezdnie mokre ale bez deszczu. Wiatr nieprzeszkadzający lub nieobecny. Miejscami lekkie zamglenia. Start 6:07. Przejazd spokojny i szybki. Po drodze foto hotelu. Wokół budowy ronda na Zagórzu straszne bagno. Nie ma szans przejechać by czegoś na gębę nie zebrać spod kół :-/ I tak pewni jeszcze z pół roku przynajmniej.


Po pracy pogoda żadna rewelacyjna ale przynajmniej nie pada i nie wieje. Decyduję się popróbować terenu. Spod fabryki kawałek asfaltu i lasek zagórski. Bagnisto. Miejscami rozlewiska do przebrnięcia. Wybywam z tego lasu na Mortimerze naprzeciw DorJana. Asfaltem do parku Hallera i przez "dworzec kolejowy" przebijam się w stronę oczyszczalni ścieków i na terenowy kawałek wzdłuż torów na Ksawerę. Warunki podobne jak w lasku. Znów kawałek asfaltu i wbijam na ścieżkę na wałach Czarnej Przemszy jadąc do Będzina. Miękka ale jeszcze niezbyt rozjeżdżona. Zjeżdżam z niej w kierunku Teatru Dzieci Zagłębia i asfaltem przebijam się pod serwis i dalej na Zamkowe. Z osiedla wbijam w lasek grodziecki. Tu przez kawałek drogi płynie sobie strumyczek. Obydwoma koleinami. Ufajd Rzeźnika narasta. Przed leśniczówką wbijam na szlak w stronę "Dorotki" i przerzucam się na polną drogę w stronę Gródkowa. Przeskakuję "913" przy restauracji "Pod Lwem" i objeżdżam lasek gródkowski od wschodu kierując się na szlak żółty. W terenie miękko, koleiny czyli dobra zabawa. Przez kawałek lasku za Urzędem Gminy Psary przebijam się na terenowy łącznik w stronę Strzyżowic gdzie ostatecznie porzucam wertepki uflejany po gębę. Ostatni kilometr i ląduję w domu. Rowerek uświniony dokumentnie. Ponad pół godziny schodzi mi na czyszczeniu i smarowaniu.
Powrót bardzo przyjemny i urozmaicony choć niezbyt szybki. Wniosek z tego krótkiego przeglądu terenu jest taki, że jeszcze nie czas na większe hasanie. Przydało by się tak z tydzień bez opadów i z ciepłym wiatrem. Chyba jednak jeszcze za wcześnie liczyć na takie cuda ;-)


Kategoria Praca

DPDZ

Czwartek, 26 lutego 2015 | dodano: 26.02.2015

Dziś warunki do jazdy nieco wymagające: +1, drobny deszczyk, wiatr. Nasłuch ujawnił, że samochody bardzo hałasują po mokrej jezdni co oznacza konieczność zastosowania zestawu gumowego. Start 6:05. Kręcenie niezbyt intensywne żeby się nie zagotować. Przejazd spokojny i dość sprawny.

Na powrocie zestaw gumowy wędruje do sakwy. Jezdnie nieco przeschnęły więc można było jechać mniej opancerzonym. Jednak powrót jakoś opornie odbieram. Wrażenie chłodu, niepodajność nóg... Ogólnie tempo spacerowe. Na początek przez centrum Zagórza do Dąbrowy Górniczej pod ścianę płaczu. Potem molo na Pogorii 3 i bieżnią do zjazdu obok "13" na Piekło. Stamtąd wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Tu zmiana sakw na większe i jeszcze zagięcie do wsiowego Lewiatana.

Jeszcze mi się przypomniało, że rano na Zielonej drogę przebiegło mi mini-stadko sarenek. Tak z 5 ich było przynajmniej. Uroczy widok. Znaczy się, że w naszych lasach coś jeszcze żyje ;-) Niestety zero szans na foto bo aparat zakopany w sakwie jechał a zwierzyna była bardzo szybka.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 21.60km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 lutego 2015 | dodano: 25.02.2015

+3. Zgodnie z prognozami jezdnie mokre, koleiny z wodą, z chmur kapie, wiatr nieodczuwalny lub sprzyjający. Start 6:10 ze względu na konieczność zamontowania jakiegoś dupochrona przed wodą. Kończy się na prowizorce z 2 zipów butelki po coli. Jak się okazuje na mecie, bardzo skutecznej. Zadek suchy. Do świateł na Alei Róż przejazd spokojny. Na światłach jakiś $q4v7$yn w srebrnym kombiaku zajeżdża mi drogę skręcając w prawo. Wiele nie brakło żeby było nieciekawie. Reszta drogi spokojna. W centrum Zagórza najbardziej zasyfiony kawałek drogi. Tamtejsze wykopki sprawiają, że asfalt pokrywa, w dzisiejszych warunkach, bardzo rzadkie błotko z łatwością rozpylane przez przednią oponkę bezpośrednio na twarzy, okularach i kamizelce. Coś jakby błotne spa. Do pracy dojeżdżam jednak raczej suchy. W sumie podróż kwalifikuję jako całkiem przyjemną.


Nieestetycznie ale skutecznie.

Powrót w warunkach dalekich od ideału. Wiatr i lekki opad prosto w gębę. Bez gięcia kolejno: centrum Zagórza, Mortimer (gdzie jakiś inny furiat zajeżdża mi drogę), molo na Pogorii 3, Zielona, Preczów, Sarnów. Kręcenie bardziej stateczne. W sumie zrobiłem 1km po terenie i wniosek jest taki, że na dłuższe rajdy po wertepkach przyjdzie jeszcze poczekać. Prognoza na dziś się sprawdziła generalnie więc nieco obawiam się jutra. Ma być jeszcze bardziej mokro :-/


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 01:35
  • VAVG 22.74km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 lutego 2015 | dodano: 24.02.2015

+4. Wiatr nierejstrowalny. Jezdnie mokre. W koleinach minimalna ilość wody. Bez opadów. Start 6:02 i od samego początku mam wrażenie, że przejazd będzie szybszy raz, ze względu na temperaturę, dwa, na pojazd. W centrum Dąbrowy Górniczej ląduję przy średniej 26km/h. Potem już ciut wolniej bo światła, skrzyżowania i inne takie. Dodatkowo przy budowie ronda w centrum Zagórza muszę zmienić nieco kierunek bo zryli mi pobocze. Trochę mi to ciężko przez gardło przechodzi... tfu, cholera... ale przejazd do pracy był dziś czystą przyjemnością :-p

Po pracy powrót bez gięcia ale z wariacjami. Kolejno: Mec, Środula, Stary Będzin, 12% na Syberkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Tym razem chyba jazda pod lekki podmuch. Ewentualnie ochłodziło się powietrze. Czuć było chłód. Powrót mimo tego równie przyjemny i zadziwiająco szybki. I straszna radocha na zjazdach :-)


Kategoria Praca

DPD

Poniedziałek, 23 lutego 2015 | dodano: 23.02.2015

+1. Wiatr nierejstrowalny. Start 6:06. Jechało się bardzo przyjemnie i spokojnie. Wkurzała mnie tylko nieco przednia przerzutka. Łańcuch trze o wózek jak wrzucę na blat. Rano nie miałem już czasu tego sprawdzić i większość drogi na 2/6 - 2/7 żeby się nie irytować. Zresztą te przełożenia wystarczyły w zupełności. Po drodze foto hotelu. Już 2 piętra wystają nad ul. Legionów Polskich. Chyba niedługo będzie finisz i wykańczanie.

Po pracy powrót bez gięcia. Kolejno: Mec, Środula, Stary Będzin, Stadion, nerka, Łagisza, Sarnów, Psary. W Łagiszy trafił się króliczek ale jakoś tak szarpanie jechał. Raz zostawał z tyłu, potem leciał do przodu. W końcu na światłach w Sarnowie z rozpędu poleciał daleko do przodu i była motywacja by nieco intensywniej pokręcić żeby go z oczu nie zgubić. Na zostawienie go w tyle raczej nie liczyłem bo nieco zmęczenie po wczorajszym wychodzi i dodatkowo nieco sakwa dociążała. Ale udało się trzymać go w zasięgu wzroku i na jakieś 500m od domu w końcu go dociągnąć. Potem on skręcił ze Szkolnej w lewo, ja w prawo i tyleśmy się widzieli. Pokusa była żeby jeszcze kawałek pojechać w ogonie ale dziś żelazny plan wypucować i nasmarować full-a więc darowałem sobie szaleństwa. Na czyszczeniu schodzi mi trochę ale za to rowerek wygląda o niebo lepiej. Po przesmarowaniu armorków i łańcucha testowe 500m. Wszystko działa jak należy więc jutro chyba do pracy Rzeźnikiem. Ciekawi mnie czy uda się pojechać standardowy kawałek szybciej niż Rumakiem i Strzałą. Jak tak spojrzałem na te dwa ostatnie rowerki, to im bym też musiał w końcu jakieś czyszczenie sprezentować.


Kategoria Praca

Leśno Rajza + Chrzest Czarnego Rzeźnika

  • DST 145.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 07:11
  • VAVG 20.19km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 22 lutego 2015 | dodano: 22.02.2015
Uczestnicy

Mój dzisiejszy dzień rowerowy to sprawka Darka :-) Umówiwszy się na BS zjeżdżamy się w Świerklańcu mniej więcej o 8:40. Tu Darek próbuje jazdy na moim Sparku. Jednak czasu nie ma zbyt wiele a jeszcze są kolejni gracze do zgarnięcia więc ruszamy. Jeszcze w Świerklańcu spotykamy się z Wojtkiem i ruszamy dalej na spotkanie z Marcinem. Od momentu, kiedy prowadzenie przejął Darek zupełnie przestałem przejmować się tym gdzie jestem :-) Niektóre fragmenty drogi były mi znajome ale podjeżdżaliśmy do nich z kierunków mi nieznanych. Poza tym nieco moją orientację myliła zimowa szata. Po drodze różne atrakcje: pomnik pomordowanych przez hitlerowców, wodno-lodowe przeprawy przez las, szybkie pomykanie prostym jak stół asfaltem i spotkanie z ekipą Leśnej Rajzy. Od razu zaczynamy też rzeźbienie poważne w terenie. Jest dużo lodu, dużo śniegu, dużo wody, dużo wertepów jednym słowem teren w sam raz pod full-a. Maszynka przechodzi test bojowy i chrzest jednocześnie. Uflejana koncertowo sprawuje się rewelacyjnie. Miałem lęki wjeżdżając na lodowe połacie pokryte wodą ale nie było nawet jednego poważnego uślizgu. Nad wszystkim dało się zapanować. Jazda bajkowa choć może nie za szybka. Gdzie dokładnie byliśmy z Rajzą to na mapce będzie widać bo dla mnie te tereny są niemalże całkiem obce. Najważniejsze, że fajnie się jechało w super składzie. Po drodze najeżdżamy ośrodek wypoczynkowy, którego nazwy nie pomnę, a trąci PRL-em. Potem przebijamy się do lokalu jakby skonstruowanego specjalnie dla rowerzystów i zasiadamy tam do obiadku. Dla mnie czas był najwyższy bo rezerwa zaczynała się mocno kurczyć. Potem znów kawałki lodowo-wodne i żegnamy się z Rajzą we czterech ciągnąc w stronę Tworoga. Po drodze niewypięta gleba Wojtka ale na szczęście bez obrażeń. Z Wojtkiem i Marcinem żegnamy się nie wiem właściwie gdzie, bo dalej jestem wodzony przez Darka, w którego towarzystwie dość mocno przebijam 100km. Po drodze podjeżdżamy pod pałac i prywatną inicjatywę gospodarczą ;-) Tylko rzuty "okami" bo już robi się powoli ku ciemności. Odprowadzam Darka prawie pod dom (zupełnie nie podejrzewałem, że dnia dzisiejszego zahaczę o Zabrze :-]) i potem solo przez Bytom, Bobrowniki i Wojkowice dociągam do domu. Na krótkim popasie w Piekarach Śląskich zamaszystym kopniakiem przy wsiadaniu pozbywam się błotnika :-( Spełnił swoją rolę i grałby ją dalej ale niestety konstrukcja wytrzymałościowo najwyraźniej nieobliczona na takie nieczyste zagranie. Szkoda. Chyba jednak prowizorka z wetkniętą pod siodełko pustą butelką po wodzie mineralnej będzie musiała jednak chronić mój zadek od zachlapania. Rozwiązanie tańsze, łatwo wymienne i zupełnie niewrażliwe na żal po stracie ;-) Do domu docieram już lekko wypompowany. Kotwiczę na chwilę przy cukierni gdzie wydzielam sobie hojną nagrodę za dzisiejsze dokonania i po ostatnich 300m ląduję w domu. Tu tylko na szybko przecieram amorki z syfu odkładając resztę czyszczenia na jutro. Stopień wypompowania mam dość znaczny. W kolejności izobronik, małe conieco, gorący prysznic, gorąca herbata i wpis na BS :-) Dzień rowerowo wykorzystany na maksimum. Dzięki chłopaki za przyjęcie do towarzystwa. Super się z Wami jechało. Mam nadzieję, że nie ostatni raz.

Link do pełnej galerii


W Świerklańcu.


Pomnik pomordowanym.


Pierwsze starcie z lodem odpuszczamy. Jak się później okazało nic to nie dało.


Lód był nie do uniknięcia.


Tu już z Leśną Rajzą.


Kolega również chrzcił nowy rowerek w terenie :-)


Nic szczególnego ale ten widoczek oko me ściągnął.


Przymiarki do przeprawy przez Małą Panew (o ile rzek nie pomyliłem).


PRL ciągle żywy.


Chyba wszyscy ten pojazd obfotografowali. Napotkaliśmy go w miejscu naszego obiadu ("U Celiny"? dobrze pamiętam?).


Pożegnanie z Leśną Rajzą.


Skocur (przyjmując pieszczotliwe zdrobnienie noibasty) uflejany koncertowo. Na dojeździe to już i łańcuch piszczał jak się patrzy za smarowaniem.


Dzień wykończony na takim oto wyniku.

I jeszcze 2 foto, które uczynił Darek.

Full w świeżym kamuflażu.


I zagadka: ilu rowerzystów trzeba do połatania dętki. Pytanie podstępne. Odpowiedź we wpisie u Darka


Kategoria Integracja BS, Jednodniowe

Głównie profanacja.

  • DST 57.00km
  • Czas 02:34
  • VAVG 22.21km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 21 lutego 2015 | dodano: 21.02.2015

Dzisiejszy dystans idzie na konto Rzeźnika ale końcówka była na Srebrnej Strzale. Zaczęło się od rundki do serwisu po błotnik na tył. Dziś ciepło więc podejrzewałem, że śniegi i lody będą topnieć ekspresowo. Topniały nie bardzo ekspresowo ale jednak. I były miejsca, gdzie przyszło przebić się przez mocno zalane jezdnie. Zainstalowany błotniczek ochronił mi zadek przed zmoczeniem. Z serwisu ciągnę do centrum Dąbrowy Górniczej i stamtąd na molo. Tu już drugi raz poprawiam błotnik bo był nieco za nisko opuszczony i jak zadziałał tylny amortyzator na większych wybojach, to opona tarła o plastik. Bieżnią jadę w stronę Łęknic (ten kawałek dużo mniej oblodzony) i potem na wysokości Pogorii 2 przerzucam się na asfalt do Antoniowa. Stamtąd przez Ujejsce do Siewierza. Na rynku przysiadam w słoneczku uzupełnić nieco zasilanie i cyknąć ze 2-3 foto rowerka. Potem wbijam na "78" w stronę Tarnowskich Gór i jadę nią aż do Przeczyc gdzie odbijam na równoległą drogę po prawej stronie. Tąże dociągam do Mierzęcic i Nowej Wsi. Zwalczam podjazd w Nowej Wsi i dalej przez Twardowice dobijam do Góry Siewierskiej. Tu już tylko zjazd przez Strzyżowice do domu. Chwila oddechu, przekładka kokpitu na Srebrną Strzałę, do tego jeszcze duże sakwy i małe zagięcie do wsiowego Lewiatana.
Wrażenia z dzisiejszej jazdy baaaardzo pozytywne :-) Przede wszystkim to, że jest pod zadkiem amortyzacja pozwala mało przejmować się, powiedzmy oględnie, "niedoskonałościami polskich jezdni" ;-) Co z kolei daje możliwość nieustannego kręcenia czyli utrzymywania prędkości. Przypadku hardtail-a w pewnych momentach trzeba zadek podnieść i nie da się już kręcić tak efektywnie, czasem zaś w ogóle. Traci się prędkość i trzeba chwilki czasu by ją ponownie osiągnąć. Na full-u nie miałem tego typu problemów. Równe, jednostajne kręcenie niemal ze stałą kadencją i dzięki temu wrażenie jest takie jakby się cały czas jechało z maksymalną dla danego odcinka prędkością. I to bez napinania się. Nawet pod wiatr było łatwiej co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło. Może to tylko takie moje subiektywne odczucie ale tak tą jazdę odbierałem.
Przesiadka potem na "sztywniaka" to był niezły przeskok. Z 30 na 21 biegów. O wiele twardsze przełożenia. Do tego węższa kierownica. Różnica kolosalna. Niestety w przypadku użycia sakw chyba nie ma innej opcji. No może jeszcze przyczepka ewentualnie... Zresztą i tak rozważam ten element jako kolejny zakup bo jak z fullem będę chciał gdzieś dalej pociągnąć to to jest jedyna opcja by zabrać większy balast. Ale to jeszcze nie teraz.


Kategoria Inne