DPDZ
-
DST
39.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
21.08km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zdecydowane +14. Jezdnie mokre. Trochę chmurek. Start poza oknem - 6:19 czyli znów nie za dobrze. Dodatkowo walka z wiaterkiem. Czas udaje się wykręcić przyzwoity ale postoje po drodze dodają ekstra minutek i poza samą jazdą ucieka jeszcze tak z 5 min. co daje lekką obsuwę na mecie.
Po pracy całkiem ciepło. Wracam przez Mec, Środulę, Stary Będzin, 12% na Syberce (koło kościoła powitalnie zatitał Nekor), kładka do M1, Czeladź, Wojkowice. Wjeżdżając już na Mec widziałem na horyzoncie chmurę i ścianę deszczu. Początkowo myślałem, że to gdzieś w Czeladzi leje ale musiało być dalej bo przy M1 wydawało się, że to jeszcze daleko jest. Może Siemianowice Śląskie? W domu zabieram drugą sakwę i robię kółeczko do wsiowego Lewiatana. Wychodząc przekonałem się, że chmura z południa przesunęła się niepokojąco blisko a wiaterek z zachodu dodatkowo budził obawy, że lunie. Do domu docieram jednak na sucho.
Kategoria Praca
DP - zgrzeszyłem - D - upiekło mi się
-
DST
36.00km
-
Czas
01:37
-
VAVG
22.27km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+11 na starcie. Trochę chmurek. Chyba lekki wiaterek ale nie bardzo miałem dziś czas zwracać na niego uwagę bo start nieco poza krawędzią okna - 6:17. Z tego też powodu zgrzeszyłem pośpiechem i ciągałem się w tunelu za "104". Nie miałem tego w planach. Po prostu tak wyszło. W Gródkowie ruszał z przystanku więc zwolniłem żeby nie musiał mnie potem wyprzedzać i wpuściłem go przed siebie. Tyle, że miałem jeszcze dość prędkości by się ustawić zaraz zanim. Od szkoły w stronę świateł jest długa prosta lekko opadająca do "86" i rozpędzić się tam jest bardzo łatwo. Zwłaszcza, jak coś zbiera wiatr czyli w tym przypadku autobus. No i tak sobie za nim jechałem aż mi GPS oznajmił, że jest 61,2 km/h. Lekko niepewnie się już wtedy poczułem, bo nagłe hamowanie i jestem wbity w tylną klapę. Przy V-kach zero szans się zatrzymać na czas z takiej prędkości. Generalnie staram się unikać jazdy w tunelu bo to głupio niebezpieczne ale jakoś dziś się nie powstrzymałem. Potem jeszcze za skrzyżowaniem znów dogoniłem autobus ale nie chciałem się za nim już ciągnąć. Kierowcy wydawało się chyba, że jednak tak i jakieś dziwne manewry robił. Poczekałem sobie aż odjechał i skręciłem w swoją drogę w kierunku na Łagiszę i Zieloną. Przejazd generalnie spokojny tylko muszę jednak popracować nad tym by wyjeżdżać wcześniej. Jak temperatura spadnie o jakieś 5-7 stopni to takich prędkości już nie utrzymam i spóźnienia będą dużo za duże.
Dziś z pracy ruszam wcześniej by zdążyć przed 15:30 do Urzędu Gminy złożyć wniosek o wymianę dowodu osobistego. Skubanemu już się kończy termin ważności. Jakby to jedzenie było. Jadę bez kombinowania standardem pod molo na Pogorii 3 (tu kompletne pustki), dalej ścieżką do Świątyni Grillowania i przeskok przez tory na Pogorię 4. Stamtąd przez Preczów i Sarnów do celu. Tu załatwiam dosłownie w minutę i ruszam do domu. Już od Sosnowca czułem pierwsze kropelki wody ale na wyjściu z Urzędu kapało dość zauważalnie. Ruszam do domu terenem w stronę Strzyżowic. Deszczyk powoli się rozkręca. Do domu docieram jak już regularnie pada ale ja jeszcze na szczęście tylko nieco pokapany. Po wprowadzeniu rowerka do garażu deszczyk wziął się na dobre do roboty.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
22.11km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+13 i pochmurno ale sucho. Dziś start na krawędzi okna - 6:15 i na miejscu z zapasem 60 sekund. Przejazd spokojny.
Powrót bez zaginania przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Kaufland, Łagiszę i Sarnów do domu. Od Kauflanda z extra balastem.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
45.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:08
-
VAVG
21.09km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ku mojemu zdziwieniu +14 na termometrze ale za oknem szaro, buro i ponuro czyli mgły i chmury. Do tego tuż przed moim startem musiało chwilę padać bo jezdnie lekko mokre. Wiatru nie zarejestrowałem. Może dlatego, że mi się trochę spieszyło z powodu obsuniętego startu - 6:18. Przejazd spokojny. Na miejscu z 3 minutami obsuwy. Dziś jakby mniej rowerzystów po drodze. Nowy napęd w Srebrnej Strzale to jest to, czego mi było potrzeba by znów się dobrze tym rowerkiem jechało. Pewność, że mi nic nie przeskoczy przy dynamicznym starcie ze świateł bardzo pomaga w jeździe :-) No i przerzutka z tyłu pracuje o niebo lepiej.
Nie spodziewałem się, że popołudnie może być tak ładne. Skoro jednak takie było, to inna opcja niż wykorzystanie tego na powrót objazdowy nie wchodziła w grę. Kolejno na Kazimierz Górniczy. Potem do Gołonoga. Stamtąd terenowo wzdłuż torów przy Pogorii 1 na Piekło. Potem wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej standardem do Sarnowa. Przy stadionie w Psarach kolejne zagięcie. Najpierw przez lasek i potem za ośrodkiem zdrowia w teren w kierunku na Strzyżowice. Stamtąd już prosto do domu. W sumie bardzo fajnie się jechało choć czasem miałem wrażenie, że jest o włos od burzy. Jednak mnie deszcz nie dorwał. Tylko miejscami miałem wrażenie, że musiało wcześniej padać bo trawy i drzewa mokre. Generalnie spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPDSDZ
-
DST
54.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:28
-
VAVG
21.89km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+11. Mgły. Poza tym coraz później wschodzi słońce. Dziś start niemal w oknie startowym - 6:16. Po wczorajszym struciu dziś przewidywałem bardzo kiepskie kręcenie. W rzeczywistości było lepiej niż się spodziewałem i udało się nawet nadrobić ze 2-3 minutki. Przejazd spokojny i na miejscu równo o czasie. Może byłbym nawet nieco wcześniej ale przed startem musiałem przesmarować łańcuch i amorka co ukradło kilka cennych minut. Budowa hotelu w D. G. idzie do przodu. Zniknęło całkiem sporo ziemi.
Po pracy bez zaginania przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, lasek grodziecki, Gródków do domu. Tu odstawiam Błękitnego Rumaka i przerzucam się na zbiorkom do Będzina. Odbieram z serwisu Srebrną Strzałę po wymianie wolnobiegu i łańcucha oraz pedałów. Dodatkowo smarowanie piasty w przednim kole plus wymiana linki od tylnej przerzutki i pancerza przy tylnej przerzutce bo coś sypało się przerzucanie biegów na zadku. Teraz różnica od razu widoczna na plus. Żeby wszystko było ok to napęd trzeba było przechrzcić. W tym celu kulam się na 12% na Syberkę i dalej kładką pod M1 i "94" od M1 do Czeladzi. Dalej do Wojkowic i przez Strzyżowice do domu. Zabieram pustą sakwę i jeszcze kółeczko do wsiowego Lewiatana. Sporo osób dziś narzekało, że gorąco, że parno itp. a mnie warunki wyjątkowo pasowały. Może trochę też dlatego, że mam wrażenie jakby mnie brało jakieś przeziębienie.
Kategoria Praca, LinkaP, Łańcuch, Pedały, Serwis, Wolnobieg
DPODS
-
DST
38.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
22.57km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10. Lekki wiaterek. Ładne słoneczko ale po kolanach zimno. Dziś start całkiem rozsypany i poza oknem: 6:22. Się mi po prostu ordynarnie zaspało. Pogodziłem się z myślą, że będę zdrowo spóźniony i specjalnie już nie cisnę. Jednak przy "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej wychodzi mi z obliczeń, że powinienem mieć nienajgorszy czas więc zabieram się do jazdy z większym sercem. Standardowo tylko krótki postój by strzelić foto budowanego w D. G. hotelu i potem już cisnę ile się da. Obsuwa na mecie 5 min. Gdzieś po drodze zeżarłem 5 min. bo spodziewałem się, że przy tych warunkach termicznych będzie przynajmniej 10. Zacząłem rozważać pomysł zakładania długich spodni rano żeby kolana tak od chłodu nie obrywały. Wśród rowerzystów, których widuję rano, ta idea już weszła w użycie.
Popołudnie bardzo ładne i ciepłe. Ruszam w stronę Kazimierza Górniczego i dalej do Gołonoga. Po drodze jednak zaczyna się blokować lewy pedał. Chwilę grzebię przy nim ale jest nie do uratowania. Wracam przez centrum D. G., Mydlice i Warpie do Będzina i zostawiam Srebrną Strzałę na na wymianę łańcucha, wolnobiegu, pancerza przy tylnej przerzutce i pedałów. Do domu wracam zbiorkomem.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:02
-
VAVG
19.18km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+11 i ładne słoneczko. Niestety też trochę wiaterku i ogólnie chłodno po nogach, co przekłada się na prędkości poniżej 30 km/h. Start poza oknem - 6:19 i nie udaje się nadrobić (znów światła, przejazd kolejowy). Obsuwa na mecie: 5 min. Poza tym spokojny przejazd.
Popołudnie ładne, słoneczne choć już nie upalne niestety. Powrót przez Mec, Środulę, Stary Będzin, 12% na Syberce, Zamkowe, Grodziec. Tu nieco zmieniam trasę i odbijam przez pola w stronę cmentarza na granicy Czeladzi i Wojkowic skąd już prosto do domu. Coraz bardziej oswajam się z myślą, że niedługo Srebrna Strzała wyląduje w serwisie na wymianę wolnobiegu i łańcucha. Już kilka razy przy przełożeniu 2/1 dynamiczny start staje się coraz bardziej ryzykowny. Kilka razy mi przy takiej okazji łańcuch po zębach przeskoczył. Jak nie będzie się dało ruszyć z 2/3 to będzie ostatni dzwonek.
DPDZ
-
DST
42.00km
-
Czas
02:01
-
VAVG
20.83km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jakoś nie utrwaliła mi się w pamięci temperatura. Na oko +10. Wiaterek. Pochmurno ale sucho. Start dziś tylko minutę poza krawędzią okna ale nadrobić się nie udaje raz z powodu tego, że nogi nie lubią już takich warunków i podawanie słabsze, dwa przez pociąg, który spowodował zamknięcie szlabanu przy "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej nim zdążyłem przez przejście przejechać. Wcześniej, w Łagiszy jakiś idiota zupełnie bez powodu trąbił za mną. Cały pas do wyprzedzania miał wolny. Nie rozumiem tych ludzi. Wsiadają za kółko i im odbija. Poza tym spokojny przejazd do pracy.
Po południu pogoda się zrobiła całkiem różna od porannej. Trochę korciło pozaginać ale się powstrzymałem. Powrót przez Kazimierz, Reden, molo na P3, ścieżką do Świątyni Grillowania i dzikim przejściem na Pogorię 4. Dalej standardowo przez Preczów i Sarnów. W domu dokładka drugiej sakwy i kółko do wsiowego Lewiatana.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
39.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
19.02km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+14, mglisto, pochmurno, miejscami drobna mżawka, lekki wiaterek. Ogólnie warunki dla podawalności nóg dalekie od ideału co też ujawnia się w czasie przelotu. Start poza oknem - 6:18 i na miejscu z 5 min. obsuwą. Już któryś raz z rzędu sobie powtarzam, że trzeba zacząć wcześniej się kłaść i wcześniej wstawać by mieć luz czasowy rano ale jakoś ciągle nic z tego nie wychodzi. Przejazd spokojny. Po drodze znacznie mniej rowerzystów.
Powrót zaginany dziś potrzebami. Pierwsza to wytarganie nieco gotowizny ze ściany płaczu. Potem do centrum D. G. do elektronicznego. Potrzebna mi nowa czołówka bo poprzednią zahaczyłem kiedyś o gałąź i rozwaliłem włącznik. Jeszcze na powrocie z Porąbki działała ale deszcze ją załatwiły i dziś już się nie włączała. Niestety w D. G. nie mają więc kręcę przez Koszelew do Będzina. Tu sukces. Poza czołówką nabywam też miernik elektryczny. Potrzeby załatwione więc powrót uskuteczniam przez Łagiszę i Sarnów jadąc częściowo chodnikami. Weekendowa wyrypa nieco pozbawiła mnie sił i ciągle nie udało się odespać więc kręcenie takie aby aby. Na światłach w Sarnowie Policja. Żółty holownik ściąga ciężarówkę. Dopiero chwilę później zauważam, że światła dla nadjeżdżających od strony Siewierza są rozwalone. Obudowy leżą przy barierce a reflektory wiszą na drutach. Przejeżdżając przez skrzyżowanie zauważyłem jeszcze ślady hamowania kończące się mniej więcej na prawym wsporniku świateł. Nie widać jednak żadnych ofiar i poza tym, że ruchem kieruje Policja to nic więcej nie rzuca mi się w oczy. Resztę drogi spokojnie, pod lekki wiaterek, przebywam kręcąc noga za nogą.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:08
-
VAVG
18.28km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
I powrót do rutyny. Start nieco poza krawędzią okna - 6:18. Na termometrze +14. Jezdnie jeszcze w większości mokre po wczorajszych burzach, a na niebie chmurki. Nogi niewygrzane po wczorajszym śmiganiu w deszczu podają tak sobie. Generalnie jechało się jednak przyjemnie. Ruch na drogach jakby nieco większy.
Wyłazi weekendowe hasanie. Nim wyszedłem z pracy zadzwonił Prezes. Chciał pokręcić trochę bo miał luźną chwilę i mógł mnie kawałek w stronę domu holować. Umawiamy się koło Orlenu na Zagórzu i powolutku chodnikami, gadając, jedziemy w stronę Mortimera i dalej brzegiem Redenu na molo przy Pogorii 3. Tam pustki jakich dawno nie było za dnia. Chwilę potem tak mi się coś widzi, że jeden z nadciągających od Pogorii 4 rowerzystów to chyba Mario. I się nie mylę. Hamuje z fantazją. Witamy się i chwilkę poświęcamy na rozmowę. Jednak we trzech nie pokręcimy bo Mariusz umówiony z Dominikiem po odbiór korby więc wkrótce się żegnamy. Z Marcinem jedziemy przez Zieloną i mostek na Czarnej Przemszy do Preczowa korzystając z kawałka terenu. Dalej do Sarnowa. Przy skrzyżowaniu przed światłami zatrzymujemy się na chwilę rozmowy o sprawach klubowych, które warto by na najbliższym spotkaniu ruszyć. Marcin odbija na Łagiszę a ja dalej do swojej wiochy. Zaginam pod Urząd Gminy sprawdzić godziny pracy i jadę wertepkami do Strzyżowic. Tu mnie jeszcze nachodzi chęć na uczciwy kawałek sernika więc doginam do piekarni. Z nagrodą prosto do domu. Dziś raczej spacerowe kręcenie. Nogi jeszcze dają znać, że w góry trzeba było się wybrać po uprzednim treningu a nie tak z marszu. Jak odeśpię i się wygrzeję powinno być już ok.
Kategoria Praca






















