Rajd Kraków-Trzebinia i do domu
-
DST
101.00km
-
Teren
40.00km
-
Czas
05:16
-
VAVG
19.18km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Snu dziś niewiele. Osobiście odpadłem coś koło 2:00 ale najwytrwalsi walczyli chyba do 4:00. Mimo tego wstaję około 6:30 wyspany i tylko z nieznacznym łupaniem pod czaszką ;-) Od razu śniadanie: 3/4 paczki musli i litr mleka. Jak się okazało, wystarczyło prawie do 12:00. Od samego rana czyste niebo i bardzo ciepło. Fajnie, bo będzie można jechać na krótko. Mamy sporo czasu do startu więc nie ma pośpiechu. Fort opuszczamy, zgodnie z założeniem, o 9:00 (o dziwo). Niestety zaraz okazuje się, że jest kapeć. U Tomka. Ofiara zajmuje się naprawą a Loża Szyderców rozgrzewa palce i zaraz potem profesjonalnie szydzi, co uwieczniam na foto. Potem już bez komplikacji turlamy się na miejsce startu rajdu na Błoniach. Tłumy nieprzebrane. Udaje się jeszcze załapać na numer startowy. Potem trochę kręcenia się za napojami i kiedy ogłoszony zostaje start, ruszamy. Na początku potężny zator na zakręcie. Ponad 2 tys. osób. Nie ma siły żeby to wszystko płynnie ruszyło :-) Z Pawłem zostajemy z tyłu i czekam aż się rozluźni. Monika i Tomek też. Dołączamy do nich i razem z jeszcze kilkoma osobami nieco objeżdżamy żeby włączyć się do peletonu jadącego już z jakąś normalną prędkością. Ale i tak jest całkiem gęsto i trzeba uważać by komuś w plecy nie wjechać. Za autostradą robi się luźniej bo wcześniejsze podjazdy nieco spowolniły mniej wyjeżdżonych. Teraz już można jechać swoim tempem. Obawiałem się, że wypakowany plecak będzie mi nieco przeszkadzał. Okazało się, że nie jest źle i całą drogę jechało się bardzo dobrze. Przed Puszczą Dulowską wypaliło się śniadanie i przystaję na poboczu coś wszamać. Przy okazji focę członków naszej ekipy, przynajmniej tych, których się doczekałem. Chwilę w grupce odpoczywamy i potem znów kręcenie tym razem pod osłoną drzew. Jedzie się równie dobrze jak asfaltem. Na kilka km przed metą na chwilę przystaję przy grupce, w której dziewczyna zaliczyła upadek. Poobdzierane ramię ale na szczęście nic więcej. Zostawiam opatrunek i bandaż i jadę dalej do mety gdzie rozsiadam się przy stanowisku zliczania uczestników i robię foto "naszym" oraz co bardziej egzotycznym uczestnikom rajdu. Wszystkich się nie doczekałem. Niektórzy też odbili w inne miejsca. Przed 15:00 dociągam do pałacu w Młoszowej, gdzie odbywa się oficjalne zakończenie rajdu, dzielą grochówką, konkursują i losują rowerki. W cieniu drzew odpoczywamy, posilamy się i czekamy na wynik losowania. Potem odczekawszy aż większość uczestników odjedzie ruszamy i my w stronę Trzebini i potem na terenowe odcinki w stronę Sosiny i dalej do Sosnowca. Po drodze "nasza" grupa urywa się Prezesowej, Prezesowi i mnie lecąc asfaltem do domu. My wertepkami na Sosinę. Po drodze dognała nas ekipa z Dąbrowy Górniczej i jakoś tak wyszło, że jedziemy razem, nieco spokojniej, do samego Sosnowca. Na Zagórzu żegnamy się. Stąd już solo, swoim tempem, wyprzedzając "Dąbrowiaków" lecę przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu.
Link do pełnej galerii
Przedstartowe liczenie.
Postartowy, profesjonalnie wyszydzony serwis.
Docieramy na Błonia a tam ćma rowerzystów.
Ryśkowa szprychówka po oficjalnym przyjęciu do Loży.
Mój numerek startowy.
Rajd rusza i od razu zator.
Kierowcy mieli dziś ciężkie życie rano w Krakowie zanim ta masa się przewaliła przez miasto. Jeden wielki korek.
Ja przeżuwam a ekipa wyciska pod górkę.
Jedyne zdjęcie z przelotu przez Puszczę. Cały czas kogoś wyprzedzałem i trochę było potrzeba rąk do majstrowania przy manetkach i klamkach.
Liczenie tych, co dojechali.
Starzy znajomi też się pokazali ale nie wszystkich udało się w tej masie spotkać.
"Poziomka".
Nawet takie szkraby pędziły w rajdzie.
Mono.
Tandem.
Pod pałacem czarno od rowerzystów.
Kolejny znajomy, którego udało się spotkać na rajdzie.
Terenowo z Trzebini w stronę Sosiny.
Nasi się posiali, to jedziemy z Dąbrową. Prezes prowadzi bokami.
Podsumowanie dnia. Sporo było spacerowego marudzenia, więc średnia podła ale jeżdżenie było fajne :-)
Kategoria Kilkudniowe
DP Kraków
-
DST
100.00km
-
Czas
04:49
-
VAVG
20.76km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 na termometrze czyli można ubrać się lżej. Jeśli prognozy się sprawdzą to po południu będzie lato :-) Martwią tylko te radiowe teksty, że "może padać". Nie wiem jak z wiaterkiem ale na pewno nie przeszkadzał. W ogóle jechało mi się dziś zadziwiająco dobrze. Może to te +5 stopni więcej? Start 6:11. Kręcę ze sporym zapasem mocy. Przejazd generalnie spokojny. GPS pracuje prawidłowo. Na wszelki wypadek zabrałem jednak drugą kartę z kopią mapy żeby w razie wpadki podmienić. Tradycyjnie foto hotelu. Na miejscu z zapasem minuty.
Po pracy ruszam na spotkanie pod fontannę przy siedzibie PTTK w Sosnowcu. Zbieramy się tam na wyjazd do Krakowa. Na miejscu zastaję już dwie sztuki ze składu. Ostatecznie jest nas 8 osób. Robimy tradycyjne "liczenie zwłok" i Prezes zaczyna prowadzić. Turlamy się do Mysłowic, gdzie na BP mamy spotkać się z Tomkiem. Już czeka. Powitanie i dalej w drogę. Droga generalnie mało ciekawa bo asfaltami w stronę Imielina i potem odbicie na drogę krajową 780. W okolicach Żarek dopada nas deszcz. Przystajemy na stacji benzynowej w oczekiwaniu aż kropelki znikną. Ruszamy, kiedy wydaje nam się, że przestało padać. Od razu znów wpadamy pod chmurę i kawałek próbujemy jechać jednak nie w końcu się poddajemy i każdy chowa się gdzie może: na przystanku, pod daszkiem kiosku. Zupełnie jak rok wcześniej. W międzyczasie Tomek dzwoni do Moniki i uzyskuje info, że w Krakowie sucho jak na pustyni. Czyli tylko my mamy pecha. Kiedy zaczyna robić się ciemno wjeżdżamy już w strefę, gdzie faktycznie było sucho i jest też o wiele cieplej. Po drodze zakupy na grilla i przeskakujemy autostradę robiąc nieco dalej zwrot w stronę Fortu 39 "Olszanica". Przed samym fortem nieco problemów ze znalezieniem wjazdu bo gps wepchnął mnie w równoległą uliczkę. W końcu jednak trafiamy gdzie trzeba. Rumaki parkują w stajni a my witamy się z częścią ekipy, która wyruszała na raty wcześniej. Potem już tylko ognisko do późnej nocy. Generalnie bardzo pozytywnie wyeksploatowany dzień.
Link do pełnej galerii
"Liczenie zwłok". Tym razem na wesoło za sprawą Loży Szyderców. W ich towarzystwie nie da się inaczej :-)
Zgarniamy Tomka.
Czekamy na stacji. Niby ładne słoneczko...
... ale dalej jest mało optymistycznie.
Droga fajna, sporo przez lasy, ale bardzo ruchliwa. Na szczęście TIR-ów było już niewiele.
Zdjęć z dziś niewiele bo na początku było mokro, a potem ciemno. Mój dzisiejszy wynik za dzień.
Kategoria Praca
DPSDZ
-
DST
41.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
21.39km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2 i ładne słoneczko. Jednak w trakcie jazdy trafiam na strefy z bardzo zimnym powietrzem. Przy gruncie widać tam nawet oszronioną trawę a z ust bucha para. Start dziś obsunięty - 6:20. Garmin ześwirował :-( Ładuje się do 26% i wyłącza. Kilka razy próbowałem go włączyć i efekt ten sam. Akumulatory naładowane. Startuję w końcu bez pomiaru prędkości i czasu więc nie ociągam się i kręcę żwawo aczkolwiek jeszcze z zapasem mocy. Czas sprawdzam dopiero po sfoceniu hotelu stojąc na światłach na Alei Róż. 9 min. do 7:00. Będę po czasie. Potem jeszcze chwila postoju na światłach na Mortimerze. Dalej już bez przerywników. Udaje się dociągnąć na metę ze stratą 120s. Mogło być gorzej. Ze wstępnych testów wyszło, że Garmin ma problem z kartą microSD. Pytanie tylko czy z tą konkretną czy padł czytnik. Testy w toku.
W pracy na szybko udaje mi się odkryć, że Garmin bez karty działa. Ma to jednak taki minus, że nie mam w gps-ie mapy bo ta znajduje się na karcie. Również nie mają gdzie się zapisywać pliki ze śladami. Zostaje tylko to co w pamięci a wydobywanie tego jest trochę bardziej pracochłonne niż odczyt z karty. Niestety zastępczej karty 16GB nie widzi a nie miałem innej 4GB lub mniejszej do testów więc wszystko pozostaje odłożyć na wieczór, jak będę już w domu. Po pracy cieplutko. Bluza polarowa ląduje w plecaku a kurtka zwinięta zostaje przytroczona pod nim. Terenem gnam do Dąbrowy Górniczej pod ścianę płaczu. Potem w stronę ul. Robotniczej i dalej na terenowy odcinek wzdłuż torów do Ksawery. Tu kawałek asfaltem do ścieżki na wałach Czarnej Przemszy, którą opuszczam jadąc w stronę Teatru Dzieci Zagłębia i dalej do serwisu. Haki nie dotarły. Kapany smar też. Haki może będą jutro ale mnie to już nic nie da. Pozostaje liczyć tylko na to, że nie stanie się nic takiego, żebym żałował ich braku ;-) Z serwisu przez os. Zamkowe jadę w stronę lasku grodzieckiego. Zryta jakiś czas temu ścieżka na dawnym torowisku linii tramwajowej "25" powoli wraca do poprzedniego wyglądu ale jeszcze przejezdna nie jest. W lasku grodzieckim odbijam za szlakiem czerwonym w stronę Dorotki i wertepkami zjeżdżam pod restaurację "Pod Lwem", gdzie przeskakuję na drugą stronę "913" i dociągam do lasu. Tu porzucam szlak i wzdłuż lasu jadę pod szkołę w Gródkowie. Po drodze odkrywam, że była wycinka drzew. Ciekawe czy będą nowe nasadzenia czy też teren pójdzie pod zabudowę? Koło szkoły wbijam na "913" i jadę nią już do domu. Tu smarowanie amorów i łańcucha i Rzeźnik parkuje w garażu. Błękitny dostaje sakw i ruszamy w stronę wsiowego Lewiatana. Nim tam jednak docieram robię testy gps-a na pracę bez mapy w kwestii śladów. Nawigowanie bez mapy nie działa bo nie ma po czym nawigować. Ale ślady się zapisują a jak się jedzie po nich to położenie jest pokazane dość dokładnie czyli przynajmniej da się wrócić.
Dalsze zmagania z GPS-em wskazują na to, że jest szansa na powrót do działania jak wcześniej. Mam podejrzenia, że mógł się rozjechać plik mapy i przy jego odczycie Garmin wylatywał bo skopiowanie katalogu z mapą na nową kartę wywołuje taki sam efekt podczas gdy na tej karcie próba otwarcia starszej wersji mapy dała komunikat, że nie da się mapy aktywować czyli się uruchomił. Niestety pojawia się kolejny problem, tym razem ze strony netbooka z Windą. Nieuruchamiany od dawna zapluł się o aktualizacje, które ciągną się w nieskończoność stopując prace nad testami Garmina. Strasznie zły moment na awarię sobie wybrał. Jutro wyjazd do Krakowa.
Po wgraniu "na czysto" mapy do gps-a wygląda na to, że działa. Po weekendzie sprawdzę jeszcze czy będzie ok jak wgram na poprzednią kartę microSD. Wszystko wskazuje na to, że rozleciał się plik z mapą. Być może to była też przyczyna przypadkowych wyłączeń urządzenia. Jutro się okaże w locie jak jest.
Kategoria GPS-, Praca
DPOD
-
DST
74.00km
-
Teren
23.00km
-
Czas
03:34
-
VAVG
20.75km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1. Ładne słoneczko. Wiaterek niezauważalny choć w trakcie jazdy powietrze szumi w uszach. Ale to tak zawsze. Start 6:12. Kręci się bardzo dobrze. Na Zielonej z daleka widzę błyskającego pomarańczowego koguta. Jak wjeżdżam na most na Czarnej Przemszy to widzę koparko-ładowarkę i po kilka samochodów stojących w obie strony więc skręcam na ścieżkę rowerową i przez park dojeżdżam do ronda na Zielonej. Potem foto hotelu - znowu mu się kapinkę urosło. Kolejne pomarańczowe koguty widzę spod DorJan-a. Na zjeździe do Biedronki wbijam na chodnik i przy budowie ronda robię kilka foto na szybko. Potem podejmuję kolejną próbę wynalezienia objazdu do ul. Szymanowskiego przez osiedle. Jeszcze trochę muszę się tam pokręcić by zoptymalizować ten odcinek. Na miejscu z zapasem kilku minut.
Po pracy prawie letnia pogoda. Ruszam terenem do Dąbrowy Górniczej. Potem asfaltami na bieżnię i objeżdżam Pogorię 3 od strony Łęknic i dalej na Piekło, gdzie wbijam na terenowy objazd Pogorii 4 do Wojkowic Kościelnych. Tamże wracam na asfalty i przez Podwarpie jadę na terenowy odcinek do Siewierza. Po drodze przyuważam pierwszego na żywo bociana w tym roku. Oczywiście foto ku pamięci. Potraktował mnie nieco podejrzliwie i statecznym, acz całkiem żwawym, krokiem nieco się oddalił zmuszając mnie do robienia na max zoomie. Ale coś tam wyszło. Dalej standardem asfaltem pod zamek. Już miałem skręcić w stronę kościoła i rynku kiedy moje oko przyciągnęło coś, co wyglądało z daleka jak pomnik. Pomnik? Na placu zabaw? Coś mi nie grało i podjechałem bliżej. Ścianka wspinaczkowa. Chyba jakaś nowość. Przynajmniej dla mnie. Przez rynek jadę w stronę przejazdu pod "86" i w końcu wbijam do lasu. Tu trochę objazdami docieram do Zendka i skręcam w stronę lotniska z zamiarem objechania go dookoła. Przez chwilę wydawało mi się, że coś pokręciłem z drogą. Ale nie. Po prostu wypitolili do gołej ziemi las, który od tej strony otaczał pas startowy. Wszystko zryte a ślad ścieżki widać tylko miejscami. Ale full-em to nie problem i powoli ale bez zsiadania przebijam się aż do dawnego miejsca spotterów. Tu też las wychlastany do ziemi. Robię foto do panoramki i jadę dalej by wydostać się na kierunek do Nowej Wsi przez dawną jednostkę wojskową. A tu znowu niespodzianka. Ogrodzenie, bramy. Odbijam w lewo i na czuja ścieżkami wyjeżdżam przy osiedlu w Mierzęcicach. Podjeżdżam pod dawną bramę jednostki i widzę informację o budowie. Skanska stawia terminal cargo. Już objazd lotniska nie będzie taki prosty. Wracam prosto do domu przez Nową Wieś, Twardowice i Górę Siewierską. Bez zatrzymywania i focenia. Na miejscu foto wskazań GPS-a i czyszczenie amorów i łańcucha. Trochę kurzu przyłapały a łańcuch w okolicach lotniska zaczął domagać się smarowania. Zanim to zrobiłem zafundowałem mu jeszcze kąpiel w benzynie.
Poranne foto hotelu.
Sajgon w centrum Zagórza. Doły na metr. Wyżej 40km/h nie ma co jechać bo ciasno.

Popracowy bocian w drodze do Siewierza.
Ścianka wspinaczkowa na placu zabaw w Siewierzu przy zamku. Niestety regulamin taki, że aby na nią wejść to musi być opiekun obiektu obecny. Ktokolwiek to jest.
Z lasu widzę jak coś się pali. Trawy? Mnie to wyglądało bardziej na stos opon.
Tu wszędzie był las.
Zaś tutaj była brama wjazdowa do dawnej jednostki lotniczej w Mierzęcicach. Teraz wjazd na budowę i tablica z info.
Podsumowanie dnia.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.56km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie sprawdziłem dziś temperatury ale musiała być bliska zeru bo szronu nie było widać na trawie ale z ust szły kłęby pary przy oddychaniu. Do tego ładne słoneczko. Wiaterku nie zarejestrowałem więc albo korzystny, albo brak. Start 6:14. Dziś zrobiłem sobie dzień dziecka i do pracy na full-u. Kręciło się bardzo przyjemnie. Przejazd spokojny. Na Zielonej łatali dziury w asfalcie. Taki sobie to pomysł bo łatanie łat raczej nie przyniesie jakiegoś oszałamiającego efektu. W pracy z zapasem minuty.
GPS -1. Po jakichś 500-600m wyłączył się. Tak na oko z pomiaru wcięło gdzieś 200-300m. Dziwne bo na całkiem gładkiej drodze.
Po pracy ładne słońce ale znów z wiatrem. Plus taki, że wiaterek cieplejszy. Powrót robię częściowo terenem. Na początek spod Firmy do Dąbrowy Górniczej wertepkami. Asfaltem pod molo na P3 i przez Zieloną na drugą stronę Czarnej Przemszy. Tu trochę przeplatania terenu z asfaltem by ostatecznie wybyć w Sarnowie. "86" przeskakuję na światłach i zaraz za nimi odbijam w prawo. Kiedyś pewnie będzie tu asfalt lub kostka ale na razie wertepki. Przez las przy Urzędzie Gminy Psary przebijam się w stronę terenowego łącznika do Strzyżowic. Potem już tylko prosty zjazd do domu. Przyjemnie się wertepkami kręciło bo prawie zero ludzi, samochodów. Cisza, spokój. Za to P3 czas już zacząć omijać bo coraz tam tłoczniej. Szkoda nerwów.
Kategoria GPS-, Praca
DPSD
-
DST
37.00km
-
Czas
02:16
-
VAVG
16.32km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2 na starcie. Odczuwalny chłód. Słoneczko przebijało się między wysokimi chmurami ale nie było w stanie ogrzać rzeczywistości. Start - 6:12. Przy okazji smarowania łańcucha odkrywam, że zarżnąłem kolejne pedały, w tym przypadku prawy. To sprawia, że plan na powrót przez serwis. Wczoraj też zrobiłem sprawdzenie klocków hamulcowych. Jeszcze nie są zdarte ale hamowanie jest kiepskie. Jak napompuję klamką to trzymają czyli wychodzi na to, że albo zapowietrzone albo gdzieś coś wyciekło. Oj! Prosi się Błękitny o serwis, prosi. A chciałem jeszcze trochę nim pojeździć do zdarcia napędu. Tyle chyba jednak nie da rady bez hamulców. Przejazd spokojny. Na Alei Róż wyłączone światła. Mnie akurat to pasuje. Na górce pod DorJan-em widzę w centrum Zagórza mnóstwo migających pomarańczowych kogutów. Znaczy się, chłopaki coś konkretnie grzebią przy rondzie. Zjeżdżam wcześniej na chodnik po lewej żeby nie zgadywać potem jak tym razem ustawili słupki. Na miejsce docieram z poślizgiem 4 min.
GPS -1 na rondzie w centrum Dąbrowy Górniczej. Dziwne.
Po pracy ładny, słoneczny dzień. Niestety nie jest ciepło za przyczyną północnego wiatru. Czapka od razu idzie w ruch. Bez wielkiego ciśnienia przez Mec, Środulę i Stary Będzin kręcę do serwisu wymienić Błękitnemu pedały. Prawy na tym dystansie kilka razy mi się zablokował i tylko użycie przemocy dawało efekty. W sumie jednak nie dziwię się, że padły. Wg zapisków z BS-a wchodzi, że pedałki przekręciły jakieś 16,6k km. Potem jeszcze zawijam na dworzec kolejowy w Będzinie do sklepiku z akcesoriami dla zwierzaków i stamtąd prosto do domu przez Łagiszę i Sarnów. Do Sarnowa cały czas pod wiatr. Do tego po drodze jeszcze małe podjazdy więc kręcę spacerowym tempem. Nie mam ochoty na szarpaninę. Od Sarnowa wiatr miałem mieć niby z boku ale chyba nieco zmienił kierunek natarcia i znów wrażenie jakbym jechał pod prąd. Średnia wyszła nędzna ale kręcenie przyjemne.
Kategoria Praca, GPS-, Pedały, Serwis
DPD
-
DST
39.00km
-
Czas
02:15
-
VAVG
17.33km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 na starcie. Trochę chmurek. Wiatr, jeśli był, to nieprzeszkadzający. Start 6:13. Od samego startu wrażenie opornego kręcenia. Dziś na twardo pod zadkiem więc ogólnie średnia słabsza o slalom między dziurami. Przejazd spokojny. Na mecie z obsuwą 2 minut. Po drodze nowe wykopki w okolicach budowy ronda w centrum Zagórza. Wybrany kawałek pasa na zjeździe w ul. Dmowskiego.
Myślałem, że na dojeździe szło mi dziś kiepsko... Powrót to była totalna porażka. Na początku kurtka i czapka jadą w sakwie. Jednak po jakichś kilkuset metrach zakładam kurtkę. Zimny wiatr sprawia, że jest niezbyt przyjemnie pomimo tego, że coś tam słonko wystaje czasem zza chmur. Kręcę noga za nogą częściowo chodnikami. Kolejno: Mortimer: Pogoria 3, Piekło, Preczów i Sarnów. Przy Pogorii jeszcze dokładam czapkę. Na P3 i P4 trafiły się niby okazje do poganiania króliczków ale zupełnie nie miałem dziś weny ku temu. A jak nie ma weny, to znaczy, że jest słabo.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
43.00km
-
Teren
12.00km
-
Czas
02:05
-
VAVG
20.64km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Prognozy z wczoraj trącały groźbami. W praktyce okazało się, że nie jest źle. +7. Nieco wysokich chmurek i trochę nadciągających niższych. Wiaterek niezauważalny. Start 6:15. Kręcenie bez ciśnienia ale też i bez ociągania. Foto hotelu dziś z dwóch punktów bo jak zobaczyłem, że sznurek przed światłami na Alei Róż, to zrobiłem foto z tego miejsca co zwykle i chodnikiem pojechałem sobie potem w prawo, przeskoczyłem na drugą stronę jezdni. Cyknąłem stamtąd kolejne foto i udało mi się zgrabnie wbić na zielone. Do centrum Zagórza standardem. Dopiero przed Lidlem zmieniam trasę szukając jakiegoś zgrabnego przejazdu przez osiedle. Wychodzi tak sobie. Jeszcze będzie trzeba pokombinować. Na miejscu z minutą zapasu.
Po pracy na zewnątrz raczej nijako. Wieje z północy. Obawiałem się, że bluza z długim rękawem będzie przesadą. Było dokładnie przeciwnie. Powrót raczej niespieszny i w sporej części terenowy. Na początek wertepkami w stronę przejazdu pod DK94 koło Reala. Potem molo na Pogorii 3 (tłumów nie ma) i dalej przez Zieloną na mostek na Czarnej Przemszy by wbić na czarny szlak do Łagiszy. Dalej wzdłuż torów na drugą stronę "86" i znów szlakiem w stronę Urzędu Gminy Psary. Tam za ośrodkiem zdrowia zwrot w stronę Strzyżowic i finisz asfaltem do domu. Tu mycie Rzeźnika i przekładka kokpitu na Błękitnego. Robię małe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Ponieważ nie wszystko co chciałem udało się nabyć zrzut sakw w domu i z kolejną, pustą, zagięcie do konkurencji w Strzyżowicach. Tu odnoszę niejaki sukces zakupowy. Z pełną, acz lekką, sakwą doginam jeszcze kilka km asfaltem do domu.
Warunki powrotne były zmienne. Na początek tylko wiatr. Od Zielonej zaczęło symbolicznie pokapywać by w Łagiszy już osiągnąć etap równomiernego ale niezbyt mocnego deszczyku, który towarzyszył mi prawie pod drzwi. Zagięcia zaopatrzeniowe już bez opadu. Termicznie szału nie ma.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
21.08km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Prawie +9 na termometrze. Słońce schowane za wysokimi chmurami. Wiaterek odczuwalny stał się dopiero po jakichś 10km w Dąbrowie Górniczej. Dziś start nieco obsunięty - 6:17. Przejazd w miarę spokojny. Za światłami na Alei Róż niemal normalna scenka jak kierownik z lewego pasa wciska się przed kierownika na prawym pasie wjeżdżając na DK94. Przy budowie ronda na Zagórzu chłopaki znów bawili się słupkami i zdzieraniem asfaltu. Na miejscu minuta po czasie. Jechało się dziś bardzo przyjemnie. Jedynie kolano dawało się we znaki na początku. Wystarczyło tylko przejść na tryb lekkich młynków i było już dobrze.
Po pracy lato w pełni. Co prawda zawiewa ale wiaterek ciepły więc do spółki ze słoneczkiem czynią całkiem przyjemne popołudnie. To zachęca do hasania :-) Wertepkami ruszam spod fabryki do Dąbrowy Górniczej. Przeplatając teren z asfaltem jadę na Robotniczą i dalej w stronę oczyszczalni ścieków. Wzdłuż torów terenem docieram do Ksawery i asfaltem dociągam do ścieżki na wałach Czarnej Przemszy. Potem znów kawałek asfaltu w drodze do serwisu. Tu się dowiaduję, że haki chyba zabłądziły do sąsiedniej galaktyki bo nie dojechały. Dostawcę kapanych smarów też gdzieś wsysło. Jedynie udaje mi się zaopatrzyć w spinkę. Przy okazji wynajdują mi luza i poprawiają. Powrót przez Zamkowe i lasek grodziecki w stronę Lwa. Tu przeskakuję "913" na drugą stronę i przez lasek gródkowski dociągam do mojej wioski i do domu. Bardzo przyjemnie się kręciło powrót. A już kawałki terenowe zwłaszcza. Niestety nie bardzo dało się zagiąć dalej bo jeszcze nim z pracy wyruszyłem już mi rezerwa świeciła i trzeba było się zwijać żeby zarzucić coś do śmietnika.
Kategoria Praca
DP w poszukiwaniu sporka D
-
DST
61.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
02:59
-
VAVG
20.45km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2 na starcie. Trochę wysokich chmurek. Wschód niezbyt efektowny. Start udaje się zrobić dziś nieco wcześniej - 6:09. Dzięki temu mogę sobie jechać bez ciśnienia. Wychodzi jak zwykle i czas przelotu niewiele różni się od tego, jak jest presja czasu. Przejazd spokojny i bez sensacji. Po drodze foto hotelu. Na miejscu z zapasem 6 min.
Poranne foto hotelu. Zielone zrobiło się na początek żółte. Wiosna w natarciu. Choć jeszcze zimnawa.
Po pracy ruszam asfaltem na Niwkę. Na Dańdówce omalże ląduję pod kołami. Trochę moja wina bo jechałem przejazdem dla rowerów przez jezdnię i nie spojrzałem w lewo a dodatkowo widok zasłaniała jakowaś budowla. Na szczęście prędkość była niewielka i jak kątem oka zarejestrowałem ruch z lewej tak od razu po hamulcach. Dobrze, że klocki jeszcze niezdarte i amorek odblokowany bo dzięki temu stanąłem niemal w miejscu z tylnym kołem wysoko uniesionym :-p Skończyło się tylko na chwilowym braku akcji serca :-] Kawałek za Dańdówką prawie cała droga do ronda na Niwce rozgrzebana. Ciągle zwężenia, sznurki samochodów. Większość przejechana chodnikami. Na rondzie jadę w stronę mostu na Białej Przemszy i zaraz za nim wbijam na ścieżkę, którą ciągnę wzdłuż rzeki aż do postoju, który mieliśmy w trakcie niedzielnego śmigania. Tamże spodziewałem się odnaleźć zagubionego sporka. I tamże go znajduję. Leżał dwa dni.
Spork w pokrowcu.
Potem trochę na czuja, trochę na azymut gnę do Mysłowic. Chyba nawet o Jaworzno zahaczyłem bo mijałem tablicę "Jaworzno żegna". Trochę trwa nim rozpoznaję jakieś miejsca już nawiedzone ale jak tylko się w końcu zorientowałem w położeniu to bez większych problemów (choć robiąc eksploracje "na czuja") kręcę w stronę Sosnowca. Wbijam na czerwony szlak w stronę Milowic i niemal od razu robię stopa. Rypsnęło się drzewko na trasie.
Rypsnięte drzewko i rowerzysta przedzierający się bokiem.
Rypsnięte drzewko - widok po przeniesieniu rowerka.
Dzwonię do Prezesa z info gdzie by trzeba pilarzy posłać. I kręcę dalej. Teraz już wolniej bo kolejno zaczyna się ssanie czyli jadę na rezerwie. Do tego wiatr wali centralnie na front i trzeba by się zapalić żeby 25km/h przeskoczyć. Do kompletu zaczyna się stawiać lewe kolano. Kręcę więc nieco wolniej. Za stawikami, na moście nad trasą obok Real-a, przystaję założyć czapkę bo pizga po łepetynie bardzo nieprzyjemnie. Wczoraj jak wracaliśmy z Prezesem zwrócił moją uwagę na Szwedzkiego. Dziś był ładnie oświetlony słońcem więc stanąłem i jednak pstryknąłem.
Szwedzki na zoomie.
Przez Czeladź przebijam się też z lekkimi zakosami pod Strusie i dalej na most graniczny na czerwonym Szlaku. Delikatnie pod górkę w Przełajce i przez kawałek Wojkowic do mojej wioski.
Generalnie fajne kręcenie. Słonecznie. Słoneczko jednak bardzo zwodnicze, sugerujące miłe ciepełko. Tymczasem na dworze po prostu zimno. Dość konkretny, zimny wiaterek z kierunku mniej więcej północno-zachodniego.
Kategoria Praca






















