limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPD

  • DST 39.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 23.40km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 10 kwietnia 2015 | dodano: 10.04.2015

Z zeznań termometru +2. Ładna, słoneczna pogoda. Trochę wysokich, niegroźnych chmurek. Start dziś poważnie obsunięty w czasie - 6:21. Teoretycznie jeszcze są szanse, że się wyrobię jak pocisnę. W Gródkowie trafiam na nieczynne światła, które przejeżdżam chyba nawet sprawniej niż jak działają ;-p Do Zielonej akcja toczy się sprawnie choć już jestem po czasie. Tu jednak harmonogram przejazdu rypie się na całego bo spotykam Mariusza. Kilka minut schodzi nam na pogawędce bo nie widzieliśmy się chyba od zeszłego roku. Jednak obydwaj jesteśmy na dojeździe do pracy więc nie przeciągamy i każdy z nas rusza w swoją stronę. Skoro już opóźnienie gwarantowane to jeszcze robię foto hotelu. Potem na odcinku od świateł na Alei Róż do przystanku na Mortimerze dwóch pacanów wyprzedzających dużo za blisko. Reszta drogi spokojna. Na miejscu ze stratą 11 minut.

Po pracy termika zupełnie inna niż rano. Bluza polarowa ląduje w plecaku ale i tak reszta wdzianka nieźle ogrzewa. Troszkę podwiewa ale ogólnie jest bardzo przyjemnie. Kręcę w stronę Pogoni (przez 3 rondka) i ścieżką do nerki w Będzinie. Potem Zamkowe, Grodziec (nawet nie myślę o odbiciu w teren) i ścieżką do Wojkowic. Za wiaduktem kawałek terenu i potem prosta do domu. Jechało się bardzo przyjemnie i dość sprawnie. W Grodźcu napotkałem rowerzystę z kapciem. Zapytałem czy potrzebuje pomocy ale powiedział, że mam jeszcze tylko 1,5km do domu więc dla niego faktycznie szybciej było "z buta" doprowadzić rowerek niż rozgrzebywać wszystko na środku chodnika. Wcześniej, jeszcze w Będzinie, dogania mnie info od Waldka na temat planów na niedzielę. Zapowiada się jeżdżony dzień w gronie klubowym.


Kategoria Praca

DPODZ

  • DST 45.00km
  • Czas 01:52
  • VAVG 24.11km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 9 kwietnia 2015 | dodano: 09.04.2015

+1. Start nieco obsunięty w czasie - 6:16. Od samego początku ładne słoneczko. Niebo bezchmurne. Z podmuchami to nie wiem jak do końca było bo cały czas wiaterek świszczał w uszach ale to bardziej od prędkości niż dlatego, że tak wiało. Nogi bardzo dobrze przyjęły warunki pracy i podawały bardzo ładnie. Zastanawiam się jakie miało przy tym znaczenie, że dziś na Rzeźniku. Przejazd spokojny. Po drodze foto hotelu. Na miejscu jeszcze z drobną rezerwą sekund. Luft nie ucieka z kółek więc chyba łatanie było skuteczne.

Po pracy słonecznie jednak bez upałów. Nieco zimnego, niezbyt mocnego wiaterku. Znów nastają te czasy, kiedy rano się trzeba naubierać a na powrocie część ciuchów upychać w bagażu. Dziś nieco powrót gięty. Na początek w stronę trzech rondek przed Plejadą. Na trzecim rondku zjeżdżam na 3-go Maja i za Czarną Przemszą w prawo, w stronę Pogoni. Tam kawałek ścieżką do świateł i zwrot w stronę Czeladzi. Przeskakuję "94" na światłach i ciągnę dalej do Wojkowic. Tu nieco zakosów by ostatecznie obrać kierunek na Strzyżowice. Z lekkim objazdem docieram w końcu do domu. Tu zmiana Rzeźnika na Błękitnego i z sakwami krótsze zagięcie do wsiowego Lewiatana. Stamtąd już prosto do domu. Przyjemnie się powrót kręciło, o wiele szybciej i energiczniej. Na światłach w Czeladzi odpaliłem nawet ekspres-młynek na połowie dostępnych przełożeń rozpędzając się do 35km/h pod górkę. Czad! :-) Niestety na wysokości kostki granitowej przed przystankiem już zaczęło brakować energii. Jeszcze nie jest tak ciepło by ssać powietrze pełną gębą. Latem oddechu zaczyna brakować dopiero na wypłaszczeniu obok marketów.


Kategoria Praca

DPD

Środa, 8 kwietnia 2015 | dodano: 08.04.2015

+4 na starcie. Do kompletu drobny, raczej niegroźny opad. Start 6:13. Dziś full sprawił mi przykrą niespodziankę w postaci kapcia na zadku. Znalazłem kolec jakiegoś zielska wbity w oponę. Ze względu na braki czasowe przełożyłem tylko GPS-a na Błękitnego i poturlałem się nim do pracy. Trochę brakowało tej miękkości w ramie ale w sumie jechało się nawet nieźle. Po drodze foto hotelu. Na Alei Róż znów pokaz chamstwa gdzie kierowca z lewego pasa wcisnął się na skręt w prawo na trasę. Na szczęście zrobił to z dala ode mnie więc tylko sobie sytuację pooglądałem. Przejazd spokojny. Trochę we znaki dawała się lewa noga w okolicach kolana. Podejrzewam, że z wychłodzenia.

Niby robi się cieplej ale nogi jeszcze mają inne zdanie w tej materii. Ja zresztą też. Wrażenie z jazdy takie, że nieco opornie. Zwłaszcza przy zwrocie na północny, chłodny wiatr. Powrót bez większego gięcia. Na początek do centrum Dąbrowy Górniczej pod ścianę płaczu. Potem przez Warpie do serwisu w Będzinie. Miały już dziś być haki do Sparka. Okazało się jednak, że dopiero dotarły do naszego wszechświata. Jutro będą się kierować w stronę naszej galaktyki i na środę jest cień szansy, że dotrą. Tak więc nic nie załatwiwszy wracam do domu. Przez Łagiszę i Sarnów zupełnie bez ciśnienia bo pod ten wredny wiatr. W domu zabieram się za kapcia na Rzeźniku. Kleję łatkę na tyle i robię rundkę kilkusetmetrową dla testu. Dalej coś nie tak. Na dodatek miękko robi się też na przodzie. Zostawiam na razie tył i zdejmuję przód. Podobnie jak na tyle znajduję kolec. Potem drugi. Czyli już 3 łatki. Potem zdejmuję tył i dokładnie oglądam wywiniętą oponę i znajduję czubek kolejnego kolca. W użycie idzie 4 łatka. Zakładam koła i znów kilkaset metrów testu. Na razie wygląda ok. Zobaczymy jak będzie rano. Jak nic nie zejdzie znaczy się, że znalazłem wszystko. Jak zejdzie, to coś jeszcze musi gdzieś tkwić. Tak się zastanawiam gdzie ja tyle tego nałapałem? Przy okazji pierwszej wulkanizatorki dochodzę do wniosku, że te oponki trzeba szybko zarżnąć i kupić jakieś cięższe i grubsze. Najlepiej takie, żeby dało się nimi jeździć po tłuczonym szkle. Te w dotyku wydają się niemal jak z papieru, jakby za delikatne do walki w terenie choć przyczepność mają ładną.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 40.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:55
  • VAVG 20.87km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 7 kwietnia 2015 | dodano: 07.04.2015

Z zeznań termometru wynikło, że zero. Założyłem, w związku z tym, że mogą być miejsca, gdzie będzie ślisko i wzmożona ostrożność jest wskazana. Jak się okazało były odcinki z koleinami błyszczącymi od lodu. Na szczęście przejazd bez problemów z uślizgami. Start 6:13. Miało zawiewać z północy ale nawet jeśli tak było, to niezbyt przeszkadzająco. Spokojny przejazd do pracy. Na miejscu z zapasem minutek.

Po pracy podjąłem kolejną próbę ustrzelenia Mariotrucka w drodze powrotnej. Więc kolejno przez Plejadę ciągnę pod kościół na Pogoni i wbijam na ścieżkę w stronę Będzina. Kręcę niezbyt spiesznie ale na odcinku do zjazdu na "Wiśnię" nie spotykamy się. Hm... Czyżbym musiał wystartować jeszcze wcześniej? Ścieżką dociągam do nerki w Będzinie i przez Zamkowe wybijam się na Grodziec. Ścieżka na dawnym torowisku tramwajowym linii "25" dalej rozgrzebana ale jakby się miała ku lepszemu czyli powrót do stanu pierwotnego. Tymczasem jadę drugą stroną chodnikiem. Na asfalt wracam przed kościołem i korzystając z gładkiej jezdni staczam się aż pod Biedronkę a za światłami wbijam na kolejną ścieżkę w stronę Wojkowic. Jednak po drodze przypomniało mi się, że ma tu wlot kawałek terenowy kończący się fajnym zjazdem. Tak więc porzucam ścieżkę i wbijam w teren. Po drodze czynię kilka eksploracji napotykając ślepe odnogi ścieżek działkowych. Potem wracam na właściwy tor i wbijam na zielony szlak rowerowy. Niestety jakaś menda nawrzucała w kilkunastu miejscach spore kamienie i gałęzie i trzeba uważać by się na coś nie nadziać. Zjazd w stronę Psar okazał się czysty ale mając w pamięci, że po drodze były przeszkody nie rozpuszczałem klamek do końca. I nawet dobrze, bo poniżej był jeszcze rowerzysta, któremu mógłbym w ferworze walki wjechać w plecy. Za to nie było już więcej niespodzianek typu kamienie i gałęzie. Pomimo tego, że się hamowałem to i tak pęd wyciskał łzy z oczu :-) Łzy radości ;-p Końcóweczka asfaltem. Trochę dziś przyszło poszarpać się z wiatrem gdy kierunek jazdy był mniej więcej na północ. Mimo tego jechało się przyjemnie. Zauważalnie cieplej niż rano ale do upałów sporo brakuje.


Kategoria Praca

Terenowo okolica

  • DST 39.00km
  • Teren 29.00km
  • Czas 02:39
  • VAVG 14.72km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 5 kwietnia 2015 | dodano: 05.04.2015

Rano na termometrze było nawet zawrotne +7. Potem chyba jednak nieco chłodniej bo słoneczko zniknęło za dywanem chmur. Ruszam dość późno bo w okolicach 14:00. Dziś w planie spokojne terenowe kręcenie. Na początek górka paralotniarska w Górze Siewierskiej. Stamtąd w stronę cmentarza w Strzyżowicach i przeciąwszy asfalt terenem w stronę drogi do Rogoźnika. Niąże kilkaset metrów i odbicie w lewo w teren, który prowadzi mnie do Wojkowic. Tu kawałek asfaltem dość nierównym ale nie policzyłem go za teren ;-) Potem kręciłem się znanymi i nowymi ścieżkami pomiędzy Wojkowicami i Rogoźnikiem by ostatecznie przez tamę na zbiorniku ruszyć w stronę lasów przy Kozłowej Górze. Tam troszkę szybsza jazda bo teren bardziej płaski. Dorobiłem się też jednego deptanego odcinka bo powtórzyłem któryś raz z kolei błąd skręcenia w ścieżkę za punktem czerpania wody. Ze 2-3 razy tam jechałem ale znów zapomniałem, że nie da się z tego szlaku zjechać nigdzie w prawo. Ścieżka nieubłaganie prowadzi na wschód a ja chciałem koniecznie na południe. Skończyło się przedzieraniem przez krzaki. Na szczęście krótki odcinek. Potem już droga prosta jak drut. Wracam do Rogoźnika. Zachodnim brzegiem odcinkiem terenowym jadę w stronę Góry Siewierskiej gdzie ostatecznie porzucam teren. Stamtąd już droga prosta do domu i większość na zjeździe. W domu jeszcze tylko mycie rowerka i smarowanie amorków. Średnia nie wyszła dziś oszałamiająca ale i nie miała taka być. Kręcenie relaksacyjne. Poza tym na zjazdach nieco się hamowałem. Niedawne zawirowania pogody sprawiły, że gruntówki miejscami dość śliskie. Na kilku zjazdach czułem jak mi tył tańczy. Miejscami nawet były odcinki gdzie jazda była niemal w drifcie.

Dzisiejsza traska.


Widoczek z górki paralotniarskiej w Górze Siewierskiej. Nieco szarawo bez słoneczka. Ale widoczek niezmiennie zajmujący. Zwłaszcza na żywo.


Nieco dalej elektrownia Łagisza na max. zbliżeniu optycznym.


Zakład Karny w Wojkowicach od zadniej strony.


Leśny łącznik Wymysłów-Ossy.


Rowerek po 20km.


Kościół w Sączowie. Max zoom optyczny.


"Bober" tu był.


Nie sądziłem, że te zwierzątka tak blisko domu mogę mieć. Ale na żywo nie widziałem żadnego.


Nie zdecydowałem się próbować tego brodu :-) Na szczęście nie był on na mojej trasie.


Jak się ma sklerozę to przychodzi czasem powalczyć i w takich warunkach.


Wyszło na liczniku tyle.


Kategoria Inne

DPD

  • DST 41.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 20.50km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 3 kwietnia 2015 | dodano: 03.04.2015

Kreska na termometrze ledwo nad zerem. Start dziś mocno obsunięty - 6:21. Doooobrze się spało :-) Jezdnie w niezłym stanie. Lekko mokre więc nie powinno być ślisko. Trzeba mi będzie się spieszyć by nieco choć zmniejszyć spóźnienie. Jedzie się dobrze. Na początku tylko lekko postraszyło śnieżkiem ale udało mi się wyrwać spod chmury. Na drogach raczej pustawo. Zastanawiam się tylko czy to z powodu tego, że jadę później czy też niektórzy przedłużyli sobie święta. Mimo tego nie brakło kilku narwańców, którzy wyprzedzali mnie ociupinę za blisko, jak na mój gust. Udało mi się nawet zrobić foto hotelu pomimo tego, że z czasem było krucho. Na miejscu z poślizgiem 2 min. czyli nienajgorzej.

Po pracy zmyłka dla zmysłów. Ładne słoneczko sugerujące miłe ciepełko i pieruńsko zimny wiatr w starciu z rzeczywistością. Kręcę spacerowo. Nie ma sensu się szarpać. Mortimer, ściana płaczu, P3 od mola do "13", Piekło, P4 do zjazdu do Preczowa. Otwarte jest już przejście nad tamą z Pogorii 4. Po drodze czasem chwile postoju na zachwyt. Woda, chmury i słońce czynią miejscami ciekawe efekty optyczne. Generalnie przy zbiornikach jednak pustawo. W domu odstawiam Rzeźnika i jeszcze zawinięcie Błękitnym do najbliższego sklepu.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:03
  • VAVG 17.56km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 2 kwietnia 2015 | dodano: 02.04.2015

Na wstawaniu zaskoczenie. Za oknem widzę śnieg. Mocno mi się obrazek nie zgadzał z prognozą pogody. Zerkam jeszcze na termometr - zero. Gebels mówi, że na drogach ślisko, że ciężarówki coś tam blokują, kanał na jezdniach. Po standardowej procedurze przedstartowej zerkam ponownie na termometr. -1. Czyli na mur będzie gdzieś ślisko. Przed domem pierwsze próby hamowania. Jest dobrze. Ale po półtora kilometra już wiem, że jednak trzeba bardzo uważać. Zatrzymuję się na STOPie przed przejazdem kolejowym w Gródkowie. Rzut oka w lewo, w prawo i napieram. A tu nic. Kółko ucieka. Powtórka i to samo. Dopiero trzecia próba skutkuje ruchem do przodu. Trzymam się środka swojego pasa ruchu bo w koleinach warstewka lodu. Kolejne przypomnienie, że jest nieciekawie następuje w Łagiszy. Wchodzę na skrzyżowaniu w skręt w prawo i czuję, że tył traci przyczepność. Szybko prostuję tor jazdy i wyrzuca mnie na przeciwległy pas ruchu. Na szczęście nic nie jechało ale serducho na moment zdębiało. Kawałek dalej postój na zachwyt czyli wschód słońca. Tzn. już wzeszło ale jeszcze za chmurą się chowało. Jak stanąłem to chwilę potem zaczęło się wychylać. Na zachwycie schodzą mi 3 min. Potem już standard przez Zieloną do parku Hallera. Stąd większość drogi chodnikami bo te zapewniają większą przyczepność z racji większej ilości nieciągłości nawierzchni. Hotel focę dziś z nieco innej pozycji. Na miejscu z lekką obsuwą ale już bez większych sensacji.

Powrót to pasmo przeszkód atmosferycznych. Poszedłem się przebrać przed startem. Nawet nie wdziałem jeszcze całego kompletu do jazdy kiedy to za oknem rozległy się dziwne odgłosy. Rozchylam żaluzje i... ten !@#$!@^%!~@#$ śnieg @#$!@#$@!# jak najęty i nie wygląda jakby miał zaraz przestać. Kanał. Siadam sobie wygodnie na 4 literach i dłubię sobie przy kronice za 2013 rok zerkając czasem za okno. A !#@$!%!@ śnieg ani myśli przestać. Mało tego, rozpędza się. I tak zlatuje ponad półtorej godziny. Kiedy opad ustaje do poziomu niemal niezauważalnego ruszam. Wszędzie bagno. Na jezdniach zdążyło już się roztopić i płynie gdzie tylko nie spojrzeć. Jadę spacerowym tempem głównie chodnikami ale tam też bagno. Kręcę na Mortimer i Starocmentarną by przebić się pod "94" w stronę Pogorii 3. Nie podjeżdżam jednak pod molo tylko od razu skręcam na Zieloną. Dalej przez mostek na Czarnej Przemszy w stronę Preczowa i terenem do Sarnowa. Stąd już standardem asfalt do domu. Po drodze kilka razy wiaterek zawiewał śniegiem po gębie. Mało motywujące do zaginania warunki. Na finiszu w butach nieco mokro. Rowerek uflejany wzorcowo i konieczne było mycie :-/


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Czas 01:49
  • VAVG 19.82km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 1 kwietnia 2015 | dodano: 01.04.2015

+3. Silny wiatr ale wg prognoz na dojeździe ma pomagać. W praktyce okazało się, że czasem miał jakieś zawirowania i wrażenie było takie, jakby z prędkości odjęło nagle ze 20km/h. Generalnie jednak dało się jechać. Dziś bez ciśnienia bo udaje się wyjechać stosunkowo wcześnie - 6:06. Na światłach na Alei Róż występ buraka. Ze świateł ruszyła wolno ciężarówka (na moje oko dość przeładowana), za nią osobówka, ja i sznurek samochodów za mną. Powoli się to toczy przez dużego na początku. Ciężarówka skręca na wjazd na trasę, osobówka za nią a tu z lewego pasa ciśnie się na chama kolejna osobówka. Mnie akurat drogi nie zajechał ani nie spowodował dla mnie zagrożenia ale zachował się buracko. Zamiast ustawić się na właściwym pasie i odczekać aż będzie dało się wjechać w kolejności to musiał napsuć innym krwi a zyskał pewnie tyle co nic bo i tak się musiał za dużym wlec potem. Dla mnie generalnie spokojny i całkiem przyjemny dojazd do pracy. I najważniejsze, że na sucho. Większa część jezdni sucha. Trochę tylko małych kałuż na Zielonej.

Powrót rozpoczęty w ładnym słoneczku. Gdzieś tak mniej więcej przez Mec i Środulę było ok. Jednak już na zjeździe ze Środuli w stronę izby wytrzeźwień widziałem na horyzoncie nisko sunącą szarą chmurę. Przy tym wietrze, który był, a był konkretny, nim dojechałem do przejazdu kolejowego przy złomowisku już zaczęło kropić. Przy dworcu Stary Będzin regularny deszcz ze śniegiem. Wbiłem na ścieżkę i zaczęła się szarpanina z wiatrem (choć i wcześniej lekko nie było) i zacinającym opadem. Przed centrum ubezpieczeniowym odbijam w lewo na 12% i jadę na Syberkę. Koło kościoła już w pięknym słoneczku ale za to mokry. Nogi nieco odczuły te warunki. Z Syberki zjeżdżam na Zamkowe i zmieniam kierunek na Grodziec. Ścieżka rowerowa zryta już prawie cała więc jadę drugą stroną po chodniku. Z Grodźca zwrot na Gródków. Przecinam 913 i na końcu asfaltu skręcam w lewo a przed torami w krótki, terenowy łącznik do klinkierówki w stronę remizy strażackiej w Psarach. Stąd już 1,5km do domu po asfalcie i z wiatrem na klatę. Fajnie się jechało generalnie pomimo opadu i walki z wiatrem. Tempo raczej spacerowe, co było do przewidzenia. Miejscami nieźle mną szarpało.


Kategoria Praca

DPDZ

  • DST 37.00km
  • Czas 01:42
  • VAVG 21.76km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 31 marca 2015 | dodano: 31.03.2015

W radio mówio, że zima lezie. Cosik na rzeczy musi być bo temperatury poranne spadają. Dziś +2. Nieco wiaterku. Chmurki i potem przezierające słoneczko, które w pewnym momencie skłoniło mnie do chwili postoju i zachwytu ;-) Start 6:13. Nieco późno bo mi jeszcze przyszło posmarować amorki. Jedzie się bardzo dobrze i bez sensacji. Jezdnie suche. Na Zagórzu motam się chwilę przy wykopach pod nowe rondo. Tak zryli, że nie da się sprawnie tego przejechać. Chyba jednak trzeba będzie się bujać przez Kosynierów żeby nie tracić czasu. Przy okazji focę też ten księżycowy krajobraz. Podobnie jak hotel nieco wcześniej. Na miejscu z zapasem 60 sekund.


Zachwycam się.


Hotel powoli rośnie w górę.


Masakrycznie zryte centrum Zagórza.

Po pracy start w drobnym deszczyku. Niestety ów deszczyk nadawał, raz mocniej, raz słabiej, sporą część dnia i w związku z tym na jezdniach konkretnie mokro. Miałem ze sobą stuptuty i trochę sprawę poratowały ale butów nie udało się uchronić przed przemoknięciem (ciągle sobie powtarzam, że trzeba by do Decathlou po impregnat skoczyć ale jakoś się nie składa). Tak więc z bagienkiem pod podeszwami kręcę do Będzina przez Mec, Środulę i Stary Będzin. Na chwilę wstępuję do serwisu i doposażam Rzeźnika w błotnik na przedzie. Trochę musztarda po obiedzie ale prognozy na dni następne nie są optymistyczne i nabytek jeszcze powinien posłużyć. Ponadto lekkie dopompowanie zadniego amorka. Mówili, że będzie lepiej. Na powrocie faktycznie trochę inaczej się jechało. Hm. Faktycznie, chyba lepiej. Trzeba będzie się jednak wyposażyć w pompkę i opanować zasady uzupełniania luftu w amorkach. Może się to kiedyś przydać. W międzyczasie na pogaduchach schodzi trochę czasu i pogoda robi się o niebo lepsza, o niebieskie i słoneczne niebo. Co prawda trochę wieje ale to zawsze lepsze od wody. Posiłkując się chodnikami coby potestować nowe ciśnienie w amorku kieruję się do Łagiszy i potem przez Sarnów do domu. Po drodze widzę aż dwa radiowozy Policji. W mojej okolicy to rzadkość. Warta odnotowania ;-) W domu na początek mycie Rzeźnika bo uflejany od wczoraj jeszcze i potem smarowanie amorków. Jazdy jednak to jeszcze nie koniec. Wrzucam sakwy na Błękitnego i robimy zagięcie do wsiowego Lewiatana. Szybki powrót do domu i w ruch idzie procedura suszenia butów. Może uda się je do jutra reanimować. Generalnie fajnie się kręciło mimo częściowo podłych warunków. Nawet jak wiatr na gębę rzucał to co spod przedniego koła leciało. To już chyba stan cyklozy nieoperowalnej.


Kategoria Praca

DP PTTK D

  • DST 43.00km
  • Czas 02:05
  • VAVG 20.64km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 30 marca 2015 | dodano: 30.03.2015

+7 na starcie. Całą noc padało więc do przewidzenia było, że będzie mokro. Do kompletu jeszcze wiało jakby wieszali hurtowo. Mimo tego nie rozważam innej opcji dojazdowej do pracy niż rowerek. Jedyne wątpliwości to: jak się ubrać? :-) Decyduję się jednak nie brać zestawu gumowego i liczę, że nie poleje a stuptuty dadzą sobie radę z tym, co poleci spod kół. Start 6:16. Znów nieco zeszło powietrze z kółek i trzeba było dobić :-/ Chyba wentyle niezbyt dobrze trzymają. Jedzie się od samego początku rewelacyjnie. Wiatr w plecy więc nawet nie trzeba się specjalnie spinać żeby mieć dobrą prędkość. Dziś z większym plecakiem bo i balast do zabrania większy. W związku z tym musiałem ubrać go w kamizelkę. Jedna nie wystarcza na nas dwóch ;-) Przejazd spokojny i bez sensacji, które by mi w pamięć zapadły. Po drodze foto hotelu. Na miejscu z poślizgiem 2 min., co i tak nie jest złym wynikiem zważywszy na warunki. Uflej w granicach przewidywanych czyli niegroźny.

Dzień pogodowo w paski z przewagą okresów deszczowych. Blisko końca dnia pracy rozkręcił się dość konkretny deszczyk i wyglądało to bardzo nieciekawie. A miałem jechać na spotkanie klubu do centrum Sosnowca. Chyba jednak pozytywne myślenie miało dziś wpływ na pogodę bo przed 15:00 przestało padać i wyszło ładne słoneczko. Co prawda przez chwilę miałem obawy, że to oko cyklonu i jak tylko przejadę kilometr to znów zacznie lać ale się to nie sprawdziło. Do PTTK-u docieram nieco zakosami bo Sosnowiec zryty robotami drogowymi. Zniżyłem się nawet do tego, że skorzystałem z przejścia podziemnego. Przy okazji cyknąłem kilka foto graffiti. Potem jeszcze kilka foto przy tunelu pod torami kolejowymi w drodze na Plac Ćwierka (te, które sfocił Noibasta). Potem grubo ponad dwie godziny debat i opowieści w ekipie Cyklozy. Wykrystalizowało się trochę planów do czerwca. Przy okazji też odebrałem odznaki: Dużą Brązową KOT i małą za Rajd Dookoła Polski. Ta druga trochę niespodziewana ale tym bardziej miła. Teraz czas na walkę o Dużą Srebrną. Łatwo nie będzie bo brakuje mi do niej 800pkt czyli rok solidnego jeżdżenia. W tym muszą być 3 Parki Narodowe, dwie 6-cio dniowe wycieczki i 15 obiektów krajoznawczych. Będzie gdzie jeździć. Pod koniec obrad znów niebo zaciąga się chmurami i na wyjściu pada. Nim się jednak ostatecznie rozeszliśmy to jeszcze uciekło kilkanaście minut na pogaduchach a przez ten czas ponownie wyjrzało słoneczko racząc nas piękną tęczą. Ruszam do domu bez gięcia bo temperatura spadła, jezdnie mokre i ciemności powoli się zbliżają. Przebijam się na Pogoń by włączyć się na ścieżkę do Będzina i tąże docieram do nerki. Przejściami podziemnymi obieram kierunek na Łagiszę i dalej przez Sarnów do mojej wioski. Lądowanie już o szarówce. Powrót całkiem przyjemnie się kręciło mimo tego, że czasem musiałem poszarpać się trochę z wiatrem. Lepsze to jednak niż deszcz.


Niedaleko siedziby PTTK-u w Sosnowcu pomalowali przejście pod torami kolejowymi.


Zanosiło się, na to, że mnie zleje na powrocie ale szybko przestało padać i pojawiła się tęcza.


Kategoria Praca