DPOND
-
DST
43.00km
-
Czas
02:25
-
VAVG
17.79km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie jest w miarę ciepło i bezwietrznie. Niestety startuje drobny deszczyk, który towarzyszy mi większość drogi. Nie jest specjalnie groźny ale nieco wychładza nogi, co przekłada się na gorsze podawanie. Poza tym odbiera trochę przyjemności z kręcenia. Ruszam o 6:04. Dziś znów kręcę dojazd przez Sarnów i Preczów. Droga jest nieco spokojniejsza. Tak do świateł na Alei Róż jadę w bezpiecznych ramach czasowych. Potem gdzieś mi się nagle minutki zaczynają gwałtownie gubić i na miejscu ląduję ostatecznie ze stratą minuty. Dojazd spokojny i umiarkowanie przyjemny. Jak na grudzień to warunki całkiem niezłe.
Z pracy zwijam się dziś szybko żeby zdążyć przed zamknięciem centrum ubezpieczeniowego w Będzinie. W związku z tym bez gięcia najkrótszą drogą przez Mec, Środulę i Stary Będzin. Przedłużam "bezpiecznego rowerzystę" na następny rok. Teraz mogę przemieszczać się już bez pośpiechu. W planie mam jeszcze wizytę w sosnowieckim Decathlonie co też uskuteczniam. Z plecakiem napakowanym ciuchami pod rower (kurtka, rękawiczki, bluzy, spodenki), w ciemnościach jadę na początek na światła na Środuli i powtarzam zjazd w stronę izby wytrzeźwień i dalej aż do centrum ubezpieczeń ścieżką. Reszta powrotu to też już standardowa trasa przez Zamkowe, Grodziec i Gródków. Tempo raczej niezbyt spieszne choć warunki są całkiem dobre. Większość drogi sucha, wieje szczątkowo, jest dosyć ciepło. Trochę korciło mnie wygiąć powrót ale śmietnik nie pozostawił złudzeń. Powiedział, że bez wkładu nie ma szlajania się po nocy.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
36.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
20.57km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Temperatura chyba wg wskazań ICM-u czyli tak około +3. Wiatr słaby. Na starcie o 6:10 lekki opad mżawkowy, który towarzyszył mi przez jakieś 4-5km. Potem jeszcze na wjeździe do Sosnowca, przelotny deszczyk raczył był mnie dotknąć. Dziś zrobiłem sobie zmianę w trasie dojazdu i pokręciłem przez Sarnów, Preczów i Zieloną do centrum Dąbrowy Górniczej. Do ronda w centrum spokojna jazda. Na "dworcu" już po pociągach więc bez stania. Za to na rondzie jakiś jełop wymusił mi pierwszeństwo. Wyczułem go i bacznie obserwowałem. I się nie pomyliłem. Nawet się nie zatrzymał wjeżdżając na rondo. Miałem nawet wrażenie, że przyspieszył próbując zdążyć przede mną. Gdyby nie to, że lekko przyhamowałem, to by mnie centralnie walnął. Nie wiem czy metr przed moim przednim kołem był jak mi przeleciał. Zjeżdżając z ronda zresztą też nie sygnalizował. Życzę mu by go sraczka, z czkawką i zgagą męczyły do końca tygodnia. Lekko rozdygotany wjeżdżam do parku Hallera i tu udaje mi się nieco nerwy uspokoić. Potem robię postój na foto. Stane światła na Alei Róż i przejechane na Mortimerze. Reszta drogi spokojna. Na miejscu z zapasem 1 min. Gdyby nie akcja na rondzie to byłyby spokojny i przyjemny dojazd do pracy a tak to jest tylko przyjemny.
Na wyjściu z pracy dość gęsty, drobny deszczyk. Bardzo szybko kurtka i reszta ciuchów nasiąka obniżając mocno przyjemność z jazdy. Co chwilę muszę też przecierać okulary żeby cokolwiek widzieć. Takie warunki towarzyszą mi przez Mec i Środulę. Dopiero na ścieżce chyba trochę to zelżało. Jadę nią do nerki i przez Zamkowe na ścieżkę do Grodźca. Widoczność pada na pysk. Z Grodźca zjazd do Gródkowa. Za przejazdem kolejowym porzucam "913", na której trwa ruch szczytu popołudniowego, i klinkierówką jadę pod remizę strażacką. Stąd już spokojna droga do domu. Miałem wrażenie, że zlało mnie konkretnie ale jak już się rozbroiłem z ciuchów rowerowych, to okazało się, że wcale nie jest tak źle. Nawet w butach stosunkowo sucho. Ale dobrze, że nie musiałem nigdzie dalej jechać bo warunki mało zachęcające do objazdów.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
42.00km
-
Czas
02:05
-
VAVG
20.16km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie wiem ile dziś było na termometrze ale wszystko wskazywało na to, że prognoza pogody z ICM-u trafiła w dziesiątkę. Na starcie o 6:09 było całkiem przyjemnie ciepło jak na tą porę roku. Bez opadów ale za to wiał bardzo silny wiatr. Sprawił on, że czas przelotu wyszedł niemal taki jak w warunkach letnich. Dosłownie "się leciało". Punkty kontrolne pozaliczane dobrze przed czasem. Na prostej od szkoły w Gródkowie do świateł na "86" kilka razy nieźle mną miotnęły zawirowania powietrza. Potem lekko niewyraźnie zrobiło mi się w Dąbrowie Górniczej. Dojeżdżając do ronda w centrum wyjechałem zza wysokiego bloku. Zmieniałem właśnie pas na lewy kiedy zaczęło mnie po prostu pchać z powrotem na prawy. A za mną samochody. Drastyczne zmniejszenie prędkości i jakoś udało się sytuację opanować ale przez moment duszę miałem na ramieniu. Z postojów dziś to szlaban przed pociągiem KŚ do Gliwic, foto hotelu i światła na Mortimerze. Poza tym bardzo przyjemna jazda. Nawet pomimo tego, że jakieś 4 ostatnie km w lekkim deszczu. Na miejscu jestem z zapasem 6 min. W butach sucho więc jest ok. Nie kojarzę bym natknął się po drodze na jakiegoś rowerzystę. Mam nadzieję, że prognoza dalej będzie się sprawdzać i po południu wiatr osłabnie. W przeciwnym razie będzie niezła siłownia na powrocie.
Wychodząc z pracy stwierdzam następujące zmiany: jest zimniej, wieje słabiej, jezdnie w większości suche, pochmurno. W związku z nienajgorszymi warunkami decyduję się ociupinę wygiąć powrót. Przez park na Środuli i obok Plejady jadę w stronę kościoła na Pogoni. Tam wbijam na ścieżkę i toczę się nią aż do nerki w Będzinie. Dalej przez Zamkowe do Grodźca i zjazd na ścieżkę w stronę Wojkowic. Gdzieś po drodze robi się ciemno. Za kościołem (tym od strony Grodźca) skręcam do Strzyżowic i serią pagórków dotaczam się aż do miejsca, gdzie już nie pozostaje mi nic innego jak tylko skręt w moją ulicę i szybki zjazd do domu. Przyjemnie się jechało powrót mimo tego, że w miejscach frontalnego ataku na wiatr przyszło mi się nieco namęczyć. Były też jednak fajne odcinki gdzie z wiatrem w plecy jechało się bardzo lekko. W sumie to już wolę ten wiatr jak tą poranną wodę.
Kategoria Praca
DPNDZ
-
DST
38.00km
-
Czas
02:17
-
VAVG
16.64km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4. W nocy i przed startem padało. Do tego był silny wiatr, na szczęście dla mnie, sprzyjający. Wystartowałem o 6:05. Dziś występ w zestawie gumowym, choć na finiszu doszedłem do wniosku, że można było sobie go spokojnie odpuścić. Jednak dałem się wystraszyć słupkom na ICM-ie. Było mokro, ze dwa razy przez chwilę padało ale generalnie dojechałbym na raczej suchy. No nic. Powrót ma być w lepszych warunkach. Kręciło się nawet przyjemnie. Trochę tylko zmarzły palce u stóp. Czasu dziś specjalnie nie kontrolowałem bo starszy GPS w kieszeni a zegarek pod rękawem więc nie było jak za bardzo w locie się weryfikować. W sumie sprawdziłem tylko czas ze 2x. Raz na światłach na "86" jeszcze niedaleko domu. Potem drugi raz czekając aż przejedzie pociąg do Zawiercia w Dąbrowie Górniczej. Dziś bez foto hotelu. Za dużo grzebania w bagażu za aparatem. Reszta drogi byłaby spokojna gdyby nie jeden świr w busie, który wyprzedzał mnie dużo za blisko między światłami na Alei Róż a tymi na Mortimerze. I tak potem stał na tych drugich. Reszta drogi spokojna. Na miejscu 2 min. po czasie.
Po pracy zupełnie inne warunki. Sucho. Wiatr chyba silniejszy. I jest zdecydowanie chłodniej. Chwilę po starcie zatrzymuję się by jednak uzupełnić przyodziewek o "komin". Od razu lepiej. Kręcę niespiesznie przez Mec i Środulę w stronę Starego Będzina. Nawet na zjazdach ciężko się rozpędzić bo wieje prosto na twarz. Tak więc kręcę niemal spacerowo ścieżką do nerki. Tam przejściami podziemnymi przebijam się na kierunek Łagiszy i dzięki temu mam wiatr z boku. Jedzie się odrobinę lżej ale szału nie ma. W Sarnowie znów robię zwrot na wiatr ale tu tylko kawałek do świateł jest pod górkę. Reszta to większość z lekkim spadem lub po płaskim więc da się jechać. Niestety prędkość dalej podła. W domu zamieniam sakwy na większe i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem staczam się ostatecznie do domu. Nie wiem... Może to już jakaś choroba ale mimo raczej słabych warunków jakoś nie wyobrażałem sobie innej formy dojazdu do pracy niż rowerem. Nawet przez myśl mi nie przeszło by iść na autobus tylko jak deszcz zaczynał mocniej za oknem hałasować, to zastanawiałem się czy to już dość mocne na zestaw gumowy, czy jednak próbować w zwykłym. Zaś na powrocie autentycznie cieszyło mnie to, że tylko wieje i jest ciut powyżej zera. Ciekawe z czego będę się cieszył w styczniu albo lutym?
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
42.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:57
-
VAVG
21.54km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś nieco zimniej niż wczoraj bo zmarznięta trawa chrzęściła pod butami. Jezdnie suche, bez wiatru, chmury. Ruszam 6:05. Dziś zrobiłem sobie dzień dziecka i do pracy full-em więc jedzie się bardzo przyjemnie i zauważalnie szybciej. Pomimo późniejszego startu, w stosunku do dnia wczorajszego, jestem na punkcie kontrolnym na Zielonej o minutę wcześniej niż wczoraj, czyli łącznie 3 min. krócej ten odcinek na full-u mi się jedzie. Po drodze foto hotelu. Światła na Alei Róż bez stania. Na Mortimerze już nie. Potem spokojnie ścieżką na Szymanowskiego i prosto do mety. Ląduję z zapasem 8 min. Bardzo przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy jeszcze udaje się załapać na kawałek zachodzącego słońca. Kręcę powrót przez Mortimer, Reden i Pogorię 3. Ruszam bieżnią w stronę Świątyni Grillowania z zamiarem dojechania na Piekło ale przy przystani jachtowej mi się odwidziało i robię pełną pętlę po bieżni. Dawno mi się to już nie zdarzyło. Potem przez Zieloną, Preczów i Sarnów kręcę do domu. Bez specjalnego ciśnienia ale i tak dziś jedzie mi się szybciej niż zwykle. Na większe gięcie już jednak się nie piszę bo powoli stopy marzną. Mimo wszystko przyjemny powrót z pracy. Finisz już o ciemnościach.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
17.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start jeszcze później - 6:03. Odrobinę cieplej niż wczoraj. Trochę chmur na niebie. Bez opadów. Jedzie mi się dziś całkiem dobrze. Czas sprawdzam dopiero na Zielonej - 6:28. Nieźle. Nie wiem który już raz zastanawiam się nad fenomenem sterowania oświetleniem ulicznym w tych okolicach. Powoli dochodzę do wniosku, że latarnie tutaj podłączone są do jakiegoś generatora liczb losowych. Świecą lub nie tak przypadkowo, że trudno uchwycić prawidłowość. Na dobrą sprawę mogłoby ich tu w ogóle nie być bo są całkowicie bezużyteczne. Przy okazji odkrywam, że coś mi się sypie czołówka. Świeci raz słabiej, raz mocniej, raz wcale. Lekkie puknięcie w komorę na akumulatory i jest ok by za chwilę znów się coś rozjechało. Chyba czas kupić nową.
Na "dworcu" przejeżdżam już po podniesieniu szlabanu KŚ chyba na Gliwice. Potem foto hotelu i 2x światła. Reszta drogi już spokojna. Na miejscu z zapasem 2 min. Całkiem przyjemny dojazd do pracy.
Dziś wracam bez gięcia. Standardowo przez Mec (światła działają), Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Odrobinę zaginam przy Dino by zjechać z "913". Dość duży ruch szczytu popołudniowego zniechęca do pchania się między samochody. Zjeżdżam jeszcze za szarości. Ciemno robi się jednak bardzo szybko. Powrót kręcony spokojnie. Chłód jakby bardziej mi się dawał we znaki niż rano. Zmęczenie.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
40.00km
-
Czas
02:15
-
VAVG
17.78km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Qrka wodna, zimno. Ruszam o 5:58. Wszystko wokoło pokryte szronem. Na szczęście jezdnie suche, co wykazały próby hamowania. Mimo tego wciąż mam włączoną czujność. Chyba jest też lekki wiaterek. Jedzie się dobrze choć niezbyt spiesznie. Dodatkowo lewe kolano daje znać, że warunki pracy są cieniutkie. Po drodze foto hotelu. Światła udaje się przejechać bez stania. Na tych na Alei Róż jakiś nerwus z Dąbrowy Górniczej trąbi, nie wiem czy na mnie, czy na kogoś innego. Z kolei przy stacji na Mortimerze jak zwykle wyprzedzają mnie dużo za blisko. Również jakiś "kierownik" z Dąbrowy. Reszta drogi spokojna. Na finiszu jeszcze postój na foto oszronionego wąwozu po torowisku. Lądowanie z zapasem 3 min.
Pod koniec dnia niebo zaciągnęło się chmurami. Start z pracy jeszcze za jasności ale lądowanie już nocą. Dziś kręcę powrót przez Mortimer, Reden, Pogorię 3 i Pogorię 4, Preczów i Sarnów. Niezbyt spiesznie bo trochę podwiewa. Lekko cieplej się zrobiło. Ale niewiele. Między tamą a budynkami RZGW zatrzymuję się na dłuższą chwilę i podziwiam wschód księżyca. Jednak w całej okazałości nie udało się go obejrzeć bo nim dół się uniósł nad horyzont, czubek już ginął w chmurach. Potem jeszcze w Preczowie przystaję na chwilę zrobić zdjęcie łuny nad szklarniami w Borach Malinowskich. Pod domem ostatnie foto z parametrami jazdy wg Garmina. Zimno, ciemno ale jeździ się nawet jeszcze nieźle. Asfalty wciąż suche.
Link do pełnej galerii
Poranne foto hotelu.
Szron, wszędzie szron, jak okiem sięgnąć szron.
Wschodzący Księżyc.
Miało być jeszcze foto łuny nad szklarniami i stan licznika ale BS się już wysypuje przy próbie dodania kolejnych zdjęć :-/ Kiszka.
Kategoria Praca
DPNDZ
-
DST
37.00km
-
Czas
02:07
-
VAVG
17.48km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start zaplanowałem na wcześniejszą godzinę. Plan udało się zrealizować. Ruszam 5:50. Tak wcześnie ponieważ spodziewałem się, że wczorajszy opad śniegu stopnieje i zamarznie więc będzie trzeba więcej czasu na jazdę (wolniej i ostrożniej). Moje zdziwienie jest bardzo pozytywne bo na jezdni okazuje się, że jest mokro. Próba hamowania wypada bardzo dobrze. Po drodze jeszcze potem zrobiłem kilka prób i za każdym razem przyczepność była całkiem dobra. Mimo tego jadę ostrożnie, a mając zapas czasu, też niezbyt spiesznie. Punkty kontrolne zaliczane na początku z zapasem 20 min. Jednak im bliżej mety tym bardziej zapas malał. Robię postój na foto hotelu i coś tam chyba nawet z tego zdjęcia będzie. Światła prawie bez stania i potem już spokojnie ścieżką za rondo na Zagórzu i Szymanowskiego do mety. Na miejscu mam jeszcze 12 min. w zapasie. Trochę stopy przemarzły. Poza tym całkiem przyjemny dojazd do pracy. W pracy mówią, że wyglądam w ciemnościach jak ufo ;-p
W ciągu dnia ładnie się wypogodziło. Słoneczko ładnie świeciło wytapiając resztki wczorajszego śniegu. Wychodzą po 15:00 jeszcze załapałem się na kilka minut jazdy w dziennym świetle. Dziś najkrótszą drogą przez Mec (światła nie działają już któryś dzień z kolei ale ruch jest płynny), Środulę, Stary Będzin, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Tempo spokojne, niespieszne. Zresztą temperatura jest taka, że nie ma się co szarpać bo albo braknie oddechu albo zacznie wychładzać pęd powietrza. Finisz już przy zapadających ciemnościach. W domu moment na ogrzanie i zarzuciwszy sakwy ruszam jeszcze na małe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem, przy pełnych ciemnościach (choć to dopiero 17:00) staczam się do domu. Zimno, sucho, bez wiatru. Da się jeździć choć już nie tak dynamicznie, jak jeszcze całkiem niedawno. A tu jeszcze ponad 4 miesiące będzie trzeba się męczyć :-(
Kategoria Praca
DPND
-
DST
37.00km
-
Czas
02:07
-
VAVG
17.48km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poranek na zdecydowanym minusie. Już na starcie (6:03) widzę, że jezdnia pokryta przymarzniętą wilgocią. Próba hamowania nie wypada najgorzej ale nie daję się nabrać na ten chwyt i jadę ostrożnie. Na skrzyżowaniach słyszę jak samochody piłują nim złapią przyczepność. Kręcę spokojnie również z tego powodu, że jest po prostu zimno. Jak tylko się na zjeździe rozpuściłem z hamulcami to mi zaraz zaczęły marznąć stopy i dłonie. Tak więc trzeba balansować na granicy przegrzania i zmarznięcia. Pierwsze punkty kontrolne przejechane wcześniej niż zwykle ale im bliżej "Zielonej" tym bardziej jestem bliski czasów przelotu letniego. Za "dworcem" w Dąbrowie Górniczej (po krótkim postoju na szlabanie) jestem jeszcze w czasie ale po światłach na Alei Róż czas zaczyna uciekać. Ostatecznie ląduję na mecie o 7:04. Po drodze widzę niebieskie i pomarańczowe koguty na "94" ze świateł z Alei Róż. Pewnie dzwon. Potem jeszcze przed samą pracą wymijam się z pełną lawetą. Będą mieli dzisiaj żniwa, oj, będą mieli.
W ciągu dnia słoneczko ładnie świeciło i dzięki temu asfalty zrobiły się dość suche. Przed wyjściem zadzwonił Prezes. Umówiliśmy się w centrum Zagórza. Spotykamy się gdzieś kwadrans po piętnastej i spokojnie kręcimy w stronę centrum Dąbrowy Górniczej. Pojawił się zachodni, zimny wiatr. Momentami trzeba z nim trochę powalczyć. Na chwilę wchodzę do ProLine-a i potem dalej we dwóch kręcimy na Ksawerę. Stąd pod targ w Będzinie. Po drodze rozmawiamy na ile pozwalają nam samochody i szum wiatru w uszach. Przy targu Marcin miał już zawracać ale specjalnie nie musiałem go namawiać żeby zagiął w stronę Łagiszy. Potem jeszcze raz ściągam go z kierunku na Zieloną i razem jedziemy do Sarnowa. Tu już bez pogadanek żegnamy się i on zjeżdża w stronę Preczowa i Pogorii 4 a ja do świateł na "86" i dalej prosto do domu. Jadę od świateł prosto pod wiatr. Do tego ostatnie 2 km jeszcze pod zacinający śnieg. Na chwilę wchodzę do piekarni i jak wychodzę to na zewnątrz regularna zadymka. Na szczęście do domu jakieś 300m więc to już nie jest wielki problem. Sęk w tym, że jak się to wszystko nie stopi i nie zniknie w nocy, to jutro będę musiał wziąć pod uwagę jazdę zbiorkomem do pracy :-(
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
54.00km
-
Czas
02:49
-
VAVG
19.17km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nieco chłodniej niż wczoraj. Obstawiłbym +5. No może +7. Jezdnie mokre ale bez opadów na starcie. Wiatr chyba trochę pomagający. Ruszam 6:12. Kręci mi się bardzo dobrze i punkty zaliczam w czasie. Na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej trafiam na szlaban ale pociąg już rusza więc stania mało. Po drodze focę hotel choć widoczność kiepska. Może coś tam wyszło. Na granicy Dąbrowy Górniczej i Sosnowca pojawia się deszczyk. Nic wielkiego ale przez te kilka kilometrów do finiszu jednak kurtka trochę nasiąka i nogi zaczynają się wychładzać. Dziś dzień szalonych e-"L"-ek i "kierowników" zlewających pierwszeństwo rowerzysty na ścieżce. Na szczęście nie było sytuacji kryzysowych bo po prostu na nich uważałem żeby się pod koła nie dostać. Na miejscu z minutą zapasu lekko nasiąknięty wodą. W butach jednak sucho więc ogólnie nie było źle. Dojazd raczej przyjemny. W pracy chcieli się zakładać czy będę dziś na rowerze ;-) Szaleni.
W trakcie dnia dociera potwierdzenie, że przesyłka jest do odbioru. W związku z tym plan powrotny ulega przewidywanej korekcie o dodatkowe kilometry. Przez Stawiki, Morawę i Szopki kręcę do centrum Katowic. Po drodze ruch taki sobie. Spodziewałem się gorszego. Męczą mnie tylko te wszystkie światła. Przez nie jest stosunek jazdy przerywany. Poza tym ok. Bez problemów docieram pod galerię przy dworcu, zapinam na chwilę rower i szybko odbieram paczkę. Mocowanie dodatkowego balastu idzie sprawnie i kilka minut później wracam prosto do domu. Trochę się pozmieniało w centrum Katowic od mojej ostatniej tam bytności więc jadę trochę na czuja ale udaje się bez problemów wybić na Spodek i potem dalej przez Pętlę Słoneczną w stronę Placu Alfreda. W Siemianowicach Śląskich jakoweś zatory, które udaje mi się jednak rowerkiem przejechać bez problemu. Do Bańgowa jeszcze ruch dość konkretny ale jak tylko porzucam "94" to już jest spokojnie. Na Przełajce pojawia się krótki, zupełnie niegroźny deszczyk. Zanika nim dojeżdżam do Wojkowic. Rezygnuję ze skrótu terenowego przy wiadukcie spodziewając się tam bagienka po niedawnych opadach i fakcie, że stacjonowały tam jeszcze niedawno pojazdy uczestniczące w remoncie jezdni w tej okolicy. Spacerowo podjeżdżam pod kościół i skręcam za nim w stronę Strzyżowic. Zjazd, podjazd, skręt w prawo, zjazd, zakręt w lewo i jestem już na prostej do domu. Kilka minut niespiesznego kręcenia i osiągam metę. W sumie przyjemne kręcenie. Popołudniowa jazda raczej na sucho, przy umiarkowanych podmuchach i przyzwoitej temperaturze.
Kategoria Praca






















