Ostatecznie regulacyjnie
-
DST
38.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:20
-
VAVG
16.29km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Plan miałem taki by się wybrać na ustawkę pod fontannę przy PTTK. Gdybym pojechał Rzeźnikiem, pewnie bym tam dotarł. Ale wybrałem się Błękitnym a temu potrzeba było jeszcze trochę regulacji po serwisie. Zacząłem grzebać przy nim przed wyjazdem i zrobiła się prawie 8:30.
Postanowiłem cisnąć i liczyć, że załapię się na kwadrans studencki. Niestety od samego początku wkurzała mnie tarcza hamulca tylnego. Gdzieś tarła mimo ustawień i w serwisie i potem jeszcze przed wyjazdem. Zatrzymuję się w Gródkowie za przejazdem kolejowym i grzebię. Odpuszczam też udział w ustawce bo i tak bym nie pojeździł sobie. Czuję, że całą drogę będę dłubał a to przy hamulcu, a to przy przedniej przerzutce. Nikt nie będzie na mnie z tego powodu czekał więc decyzja była właściwie tylko jedna możliwa.
Z tarczą dochodzę do ładu ostatecznie na ścieżce z Grodźca do Wojkowic. Oczywiście wcześniej było kilka postojów z jej powodu i z powodu przedniej przerzutki. Ciągle gdzieś na tej drugiej tarł łańcuch. Jak dobrze ustawiłem dla blatu, to przy zrzuceniu na 1 zaczynała grzechotać. Jak ustawiłem dobrze na 1 to grzechotało albo na 2 albo na 3. I tak na okrętkę. Toczę się przez Wojkowice do Bobrownik, gdzie robię trochę eksploracji terenowych i dalszych testów ustawieniowych. Potem przetaczam się pod bunkier w Dobieszowicach i pod tamtejszym cmentarzem znów próba ustawienia przerzutki.
Ostatecznie dochodzę do wniosku, że nie uda się tego ustawić dobrze dla wszystkich trzech biegów z przodu bo suport jest za krótki. Przestawiam tak, żeby dobrze było na 2 i 3 wyłączając całkowicie zrzucanie na 1. Łańcuch przestaje haczyć o wózek. Da się jechać. Dopóki gdzieś w góry się nie wybiorę albo w sakramencki teren to 2 i 3 z przodu wystarczą. Przetaczam się spod cmentarza przez las w stronę zapory na Kozłowej Górze. Tu chwila przerwy na wciągnięcie małej porcji paliwa i wracam do domu. Przez Wymysłów kręcę do lasu, którym przedostaję się w stronę A1 i dalej do Rogoźnika. Stamtąd nienajkrótszą drogą przez Strzyżowice do domu.
Po drodze widzę kilka miejsc, gdzie się pozmieniają warunki do jazdy. Np. w Rogoźniku jedna droga, która była terenowa zamienia się właśnie w asfaltową z drogą rowerową (albo ciągiem pieszo-rowerowym - nie ma jeszcze znaków). Remontują też kawałek asfaltu przy zbiorniku Kozłowa Góra - poszerzają ją. Roboty drogowe również w Bobrownikach. Rok się kończy, budżety trzeba wyssać do zera i teraz wszędzie na zapalenie płuc walczą.
Pogoda była dziś nawet niezła. Po prognozie ICM-u spodziewałem się dużo mokrości ale jedynie wiało. Mokro było głównie w terenie. Jezdnie powysychały bardzo szybko. Były też dłuższe chwile ze słoneczkiem choć ciepła nie dawało wiele. Chciałem jechać w bluzie klubowej ale podczas dłubania przy rowerku stwierdziłem, że to głupi pomysł. Nie da rady na ten wiatr. Ubrałem cieplejszą kurtkę i ta się sprawdziła. Przez całą drogę nie miałem powodu do narzekania na temperaturę. Po drodze niezbyt wielu rowerzystów, trochę spacerowiczów. Powiedziałbym jednak, że dość pustawo było.
Po powrocie do domu małe mycie rowerka i sesja foto by były zdjęcia do porównania sprzed i po modernizacji.
Link do pełnej galerii
Rowerek przed remontem.
Rowerek po remoncie.
Bobrowniki od zadniej strony.
Poszerzanie drogi przy zbiorniku Kozłowa Góra.
Moment, kiedy słoneczko wydobyło trochę kolorów z jesiennego lasu przy zbiorniku w Rogoźniku.
Nowe dywany w Rogoźniku.
Na finiszu cyknąłem moją ulicę. W wielu miejscach słupy udekorowane były flagami.
Dzienny utarg.
Kategoria Inne
SOND Modernizacja Błękitnego
-
DST
41.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
21.39km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rowerowanie zaczynam od przetransportowania nieszlachetnych 4 liter zbiorkomem do Będzina. Tu kawalątko deptania do serwisu... i JEST! Błękitny po wielonarządowym przeszczepie modernizacyjnym. Biały amorek z przodu zastąpiony czarnym Suntour-em powietrznym z blokadą na kierownicy, nowe, większe kółka - 27,5", nowiutki napęd i suport, nowa stopka, nowe uchwyty na kierownicy. Koszt w granicach jakie przewidywałem więc nie ma zaskoczenia. Ciekaw jestem jak to będzie się zachowywało w ruchu. Dobieram jeszcze kilka drobiazgów, płacę i zbieram się do jazdy.
W międzyczasie zrobiło się ciemno więc trasa będzie z kategorii manewry nocne. Kręcę przez Stary Będzin na Środulę i dalej na Mec. Tu wbijam na ścieżkę w stronę Mortimera i ciągnę nią aż do Expo Siesia. Potem Starocmentarną do przejazdu pod "94" i dalej w stronę Mostu Ucieczki. Bieżnią przy P3 przez Łęknice docieram do Piekła i przerzucam się na bieżnię przy P4. Na zjeździe w stronę Preczowa stwierdzam, że jak na testowy objazd 19km już zrobione + około 9km do przejechania to ciut mało. Zmieniam baterie w czołówce i ruszam dalej bieżnią przy P4 do Wojkowic Kościelnych. Po drodze żywego ducha. Z Wojkowic kręcę w stronę Marcinkowa i dalej do Przeczyc. Przy remizie kontynuuję kierunek i toczę się w stronę Toporowic. Przeskakuję jedno wzniesienie i na skrzyżowaniu obieram kierunek na Dąbie. Mijając skrzyżowanie z odbiciem na Malinowice przychodzi mi do głowy myśl, sprowokowana ssaniem w śmietniku, że mógłbym tam zahaczyć o piekarnię po jakieś kalorie i zawracam w tamtym kierunku. Tym sposobem (przez Malinowice) docieram do mojej wioski. Szybki wjazd za kaloriami i potem już prosto do domu.
Warunki pogodowe były dziś całkiem niezłe. Przez pół drogi wręcz znakomite bo wiatr miałem w plecy :-) Dopiero na powrocie musiałem stoczyć kilka potyczek z wiatrem. Ale i tak jechało się bardzo fajnie.
Co do efektów modernizacji Błękitnego to przychodzi mi do głowy taka scenka z ostatnich (VII) Gwiezdnych Wojen jak Poe z Finn-em kradną TIE-fightera i Poe rzuca tekstem "This thing really moves!" :-) Mam wrażenie, że Błękitny jest teraz o wiele szybszy. Na razie nie mam porównania ale na dojazdach do pracy szybko to zweryfikuję. Dobrze znana, oklepana trasa łatwo pozwoli mi to ocenić. W każdym bądź razie wrażenie po przebudowie mocno na plus. Troszkę tylko muszę podregulować przerzutkę przednią w zakresie obsługi jedynki a tak poza tym to wszystko bardzo ok :-)
I przy okazji przebijam dziś 10k km w tym roku.
Kategoria Inne, Serwis
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
21.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Znów na kołach jestem dopiero o 6:12. Dziś full-em do pracy więc nie przejmuję się tak bardzo lekką obsuwą. Do tego jeszcze na plus mogę zaliczyć brak wiatru, który z kolei sprawia, że odczuwalna temperatura jest nieco wyższa. Na jezdniach ślady wilgoci ale bardziej takie po mgłach niż po opadach. Niebo przykryte dywanem chmur. Kręcę od samego początku niespiesznie. Punkt kontrolny na Zielonej zaliczam w takim sobie czasie. Udaje mi się nie stać ani na "dworcu kolejowym" ani na światłach na Alei Róż i na Mortimerze. Za to muszę odstać trochę przy rondzie w centrum Dąbrowy Górniczej. Tam też jakiś zagapiony w ostatniej chwili hamuje przed wjazdem na rondo, na którym ja już się znajdowałem. Wyczułem delikwenta, bo obserwowałem go bardzo uważnie i byłem gotów do gwałtownego hamowania, gdyby nie raczył się zatrzymać. Niebezpiecznie więc nie było specjalnie ale niepewnie, zdecydowanie. Potem jakieś trąbienie w okolicach świateł na Alei Róż, ale to bardziej kierowcy ustalali między sobą co sądzą o sposobie jazdy jedni drugich. Na miejscu jestem równo o 7:00. W sumie mam wrażenie, że ten dojazd jakiś taki wymęczony. Za to od razu mi się dzień polepszył jak podpisywałem listę obecności. Z racji tego, że 11 listopada wypada w dzień wolny, piątek mam wolny, czyli dziś ostatni dzień w tygodniu do pracy :-)
Prognozy nie wieszczą dobrze i dziś na wyjściu znów ponuro choć warunki do jazdy nienajgorsze. Powrót czynię przez Mec, Środulę, Stary Będzin, serwis, Łagiszę i Sarnów. Na zjeździe od Mecu do cmentarza jakiś kretyn zajeżdża mi drogę ruszając z postoju. Zmusza mnie do dość gwałtownego hamowania. "...urwą" ode mnie dostał. Zasłużenie. W serwisie umawiam się na odbiór Błękitnego na jutro po południu. Z dwoma rowerami źle się podróżuje zwłaszcza w szczycie popołudniowym. Na będzińskiej nerce było dziś dość nerwowo. Jak przejeżdżałem w pobliżu to przynajmniej kilka razy słyszałem trąbienie. Od Sarnowa do Psar ścigam się z autobusem linii "125". Wyprzedził mnie dopiero przed przystankiem na Wiejskiej obok źródełka. W sumie fajny powrót do domu. Szkoda tylko, że tak szybko robi się ciemno.
Kategoria Praca
DPZDZD
-
DST
38.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na kołach jestem o 6:12. Nie jest dobrze przy tych warunkach. A warunki są takie, że wieje i to dość konkretnie oraz z kierunku przeciwnego. Amiga będzie miał wspomaganie na dojeździe bo ja miałem wrażenie, że jadę na hamulcu. Na szczęście jest sucho. Kręcę dziś przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Nogi od razu dają znać, że szału nie będzie ale jedzie się całkiem przyjemnie. W Łagiszy jakiś gównowóz (ewentualnie pojazd do przewozu innych ładunków płynnych) robi to, co niedawno TIR czyli zbiera się do wyprzedzania jak z przeciwka jedzie osobówka. Profilaktycznie zjeżdżam na chodnik. Punkt kontrolny na Zielonej mam zaliczony w czasie, który latem jest ok. W listopadzie już tak nie bardzo. Potem muszę odstać przy "dworcu kolejowym" na szlabanach aż przejadą KŚ do Gliwic i drugi pociąg do Częstochowy. Reszta drogi już bez utrudnień ale i tak nie udaje mi się zmieścić w czasie. Na mecie mam 3 minuty spóźnienia. Wdziane cieplejsze spodnie były dziś dobrym wyborem bo wcale nie było mi jakoś za ciepło. Odczuwalnie temperatura była tak góra +3.
Dywan chmur sprawia, że na wyjściu wydaje się być ponuro. Dalej wieje. Powrót kręcę na kierunku do Będzina (przez Mec i Środulę). Podjeżdżam do serwisu zapytać jak tam remont Błękitnego ale jest zamknięte. Wracam do Kauflanda na małe zakupy. Potem przez Zamkowe, Grodziec i Gródków dotaczam się do domu. Po drodze robi się ciemno. Tu zostawiam plecak, zarzucam Srebrnemu sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Po drugiej rundzie zaopatrzeniowej staczam się do domu bez objazdów. Generalnie chłodno.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
21.35km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Chyba dopóki są dobre warunki pogodowe nie uda mi się wyjechać wcześniej. Dziś znów na kołach lekko obsunięty - 6:12. Jezdnie suche. Pochmurno. Chyba wiaterek z kierunku niezbyt pomagającego ale i tak jedzie mi się dobrze. W Gródkowie trafia się okazja do rzucenia "jego macią" na duet TIR-a i suva. TIR zaczął mnie wyprzedzać nieco przed szkołą w Gródkowie. Chwilę wcześniej od strony Grodźca wyjechał suv. Dla mnie oczywiste było, że będzie ciasno i sądziłem, że TIR jednak przyhamuje i za wyprzedzanie zabierze się jak się wyminą z osobówką. Ale nie. Słyszę jak mu turbo zagrało i chwilę potem mam obok siebie to wielkie bydlę. Oczywiście było za wąsko i zaczął skracać wyprzedzanie dość blisko dojeżdżając mnie końcem naczepy. Finalnie przeżyłem ale co mi ciśnienie z rana podnieśli, to moje. Reszta drogi już spokojna. Tym razem zdecydowałem się na przelot przez Będzin, Środulę i Mec. Dość pustawo na tym odcinku. Na mecie jestem z zapasem 5 min. W sumie przyjemny dojazd do pracy.
Powrót na spokojnie i zgodnie z rytmem trasy. Wracam przez Mortimer, Reden, Łęknice, Piekło, Preczów i Sarnów. Wg ICM-u wiatr miał mi pomagać na powrocie ale mu to nie wyszło. Czasem miałem go centralnie na twarz. Ogólnie pochmurno, ponuro, niezachęcająco do przesiadywania na dworze. Przekłada się to na pustki na bieżni na Pogorii 3 i 4. Ledwo kilka osób spotkałem, co mi w sumie bardzo pasuje bo można swobodnie toczyć się po tych okolicach.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
21.39km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przedstart bezproblemowy. Z racji wybranego na dziś pojazdu nie spieszę się i na kołach jestem o 6:09. Sucho, trochę niegroźnych chmurek, raczej bezwietrznie. Zastanawia mnie tylko temperatura. Przy gruncie mogło być nawet poniżej zera ale kałuże po drodze nieścięte. Kręci mi się bardzo dobrze. Na punkcie kontrolnym na Zielonej sprawdzam czas i jestem zaskoczony, że jest aż tak dobrze. Zrzucam znacznie z tempa i już niespiesznie dalej toczę się do centrum Dąbrowy Górniczej i przez park Hallera na Mortimer. Potem centrum Zagórza i meta. Po drodze kilka postojów na podziwianie kolorków wchodzącego słońca. Ostatecznie na finiszu mam 3 min. zapasu. Bardzo przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Powrót przy ładnym słoneczku choć już, niestety, bez upałów. Kręcę przez Mortimer i Reden w stronę Mostu Ucieczki. Jest na tyle wcześnie, że udaje mi się uniknąć młynu przy Urzędzie Miasta w Dąbrowie Górniczej. Sprawnie przemieszczam się przez Zieloną na czarny szlak do Łagiszy i dalej przez Sarnów do domu. Spokojnie i przyjemnie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
19.62km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przedstart niezły ale na kołach jestem dopiero o 6:11. Jezdnie mokre. Nie pada. Wieje zdecydowanie wspomagająco. Jest zauważalnie cieplej i lżejszy zestaw ciuchów, który założyłem sugerując się prognozą ICM-u, sprawdza się w tych warunkach. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na drogach dość spokojnie a miejscami wręcz pusto. Czasy pośrednie mam dobre bo noga podaje. Również światła nie robią dziś większych problemów. Ostatecznie na mecie jestem z zapasem 3 min. Bardzo przyjemny dojazd do pracy.
W ciągu dnia nieco popadało. Na wyjściu miałem wrażenie, że odrobinkę się ochłodziło. Przez chwilę miałem zamiar pozaginać ale jakoś pochmurne niebo mnie do tego zniechęciło i wracam raczej krótką trasą częściowo zbliżoną do dojazdowej. Kręcę przez Mortimer do centrum Dąbrowy Górniczej i przez "dworzec kolejowy" do parku na Zielonej. Potem na czarny szlak do Łagiszy. Tu po drodze natykam się na osobnika, którego już nie raz widziałem ale dziś zwrócił moją uwagę tym, że albo robił mi serię zdjęć albo filmik. Jak sięgam pamięcią wstecz to kilka poprzednich razy też znalazłem się w kadrze jego telefonu ale wtedy po prostu traktowałem to jak przypadek. Dziś ewidentnie byłem celem. I teraz się zastanawiam. Ewentualny cichy wielbiciel? Prześladowca? A może cyka wszystkich którzy tym szlakiem jeżdżą? Następnym razem jak zobaczę go z aparatem skierowanym w moją stronę to się zatrzymam i też mu fotę strzelę. A co! Ciekaw jestem jego reakcji. Nie zatrzymując się tym razem dociągam do Łagiszy i przez Sarnów jadę prosto do domu. Powrót przyjemny i byłby niemal spokojny gdyby nie jakiś narwaniec na światłach na Alei Róż. Kiedy skręcałem w lewo, w Legionów Polskich on też zrobił ten sam manewr wyprzedzając mnie po mojej prawej stronie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
18.78km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch dziś niezły ale na kołach jestem dopiero o 6:09. Jezdnie nieznacznie mokre ale na wszelki wypadek założyłem pokrowiec na plecak. Kręcę trasę standardową przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą choć przez chwilę miałem w planie jazdę przez Będzin. Ostatecznie jednak jakoś tak koła same skręciły na Łagiszę. Warunki całkiem niezłe. Wiaterek, wg ICM-u, mam mniej więcej w plecy. Odczuwalnie jest ciepło. Na drogach ruch mam większy tylko na "913", dalej już spokojnie. Chyba sporo osób zdecydowało się na zrobienie sobie długiego weekendu. Na miejscu jestem z zapasem 2 min. Dojazd całkiem przyjemny. Niestety, wg ICM-u, powrót będzie na mokro. Patrząc na radary to wygląda to tak, jakby prognoza miała się sprawdzić. Ale może jeszcze gdzieś, coś, tego... i jakoś się uda wrócić niezlanym do gołej skóry.
Powrót od samego początku do samego końca w kropelkach, miejscami nawet dość intensywnych. Wracam niezbyt spiesznym tempem przez Mortimer, Reden, Most Ucieczki, bieżnię przy Pogorii 3 i 4, Preczów i Sarnów. No zmokłem. Ciuchy wszystkie poleciały do prania jak tylko wszedłem do domu. Ale w butach sucho. I nie zmarzłem mimo jazdy pod lekki wiatr. Właściwie to nawet całkiem dobrze i przyjemnie się jechało. Pomogło chyba to, że ICM swoją prognozą właściwie nastawił mnie do problemu powrotu z pracy :-)
Kategoria Praca
OZ
-
DST
38.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:07
-
VAVG
17.95km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś wolne więc mogłem sobie spokojnie poczekać aż temperatura nieco podskoczy i usunie ewentualne miejsca oblodzone. Że było poniżej zera miejscami to widziałem doskonale na przykładzie oszronionych traw na polach. Po 10:00 krótka wizyta u stomatologa a potem już mogłem swobodnie wybyć na 2 koła. Ruszam ciut po 12:00. Słoneczko nawet ładnie się przebija między chmurami i na początku mam wrażenie, że zdecydowanie za grubo się ubrałem. Mimo dość silnego wiatru i niezbyt wysokiej temperatury (momentami wydychane powietrze pozostawiało wyraźny kłębek pary) szybko czuję jak się zaczynam gotować. Ale tak miałem tylko do momentu wjazdu do Góry Siewierskiej. Tam już, na odsłoniętym terenie i przy większej prędkości okazało się, że jednak nie przesadziłem z ciuchami. Przez Brzękowice-Wał staczam się do Goląszy Dolnej i dalej do Dąbia. Kieruję się w stronę Chrobakowego ale ostatecznie zmieniam plan bo wiaterek ładnie pcha. Płaską, prostą lecę do Warężyna i dalej do Kuźnicy Piaskowej gdzie przekraczam "86" w drodze na bieżnię przy Pogorii 4. Niąże kręcę aż do Piekła. Stamtąd przez Łęknice na Zieloną i do Łagiszy. Tu stan licznika wciąż jeszcze mnie nie zadowala i doginam przez Grodziec i Gródków wracając do mojej wioski. Ostatecznie osiągam cel dnia dzisiejszego, czyli wsiowy Lewiatan. Tu dwie sakwy zaopatrzenia i wracam prosto do domu. Takie trochę większe zagięcie po zakupy :-) Po bieżniach dziś ładnie się jechało. Pusto, ledwo kilku rowerzystów spotkałem, może ze dwóch rolkowców i ze 4 spacerowiczów.
Kategoria Inne
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:07
-
VAVG
17.01km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zmiana czasu. Na kij to komu? Może ta władza pozostawi po sobie choć tą jedną sprawę załatwioną sensownie czyli wycofa zmianę czasu i ustali, że zostajemy z letnim czasem. Wstawanie bezproblemowe, procedura przedstartowa też i start w nienajgorszym czasie. Na kołach jestem o 6:07. Wieje i to konkretnie ale już nie tak bardzo jak wczoraj. Za to dalej z kierunku mniej więcej północno-zachodniego czyli w drodze do pracy pomaga. Kręcę trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Jedzie się dość spokojnie. Mimo pomagającego wiatru prędkość taka sobie bo z kolei jest nie za ciepło i nie da się pobierać wydajnie utleniacza. Na miejscu jestem ostatecznie z zapasem 2 min. Trochę się zagotowałem bo w ruch poszyły cieplejsze spodnie i polarowa bluza. Wszystko to ze względu na prognozowany spadek temperatury po południu i przewidywane opady śniegu.
Powrót zaczynam przy ładnym słoneczku i pod wiatr głównie z zachodu. Kręcę bez ciśnienia i dzięki temu jedzie się nawet całkiem przyjemnie. Przez Mortimer i Reden skradam się w stronę ronda budowanego na zbiegu ul. Kolejowej i Marii Konopnickiej. Kółko już wyasfaltowane ale roboty jeszcze trwają i przejazdu dla samochodów nie ma. Rowerkiem da się jednak przebić. Kręcę dalej prosto w stronę Zielonej. Tu dopada mnie pierwsza zamieć śnieżna. Na szczęście trochę osłaniają mnie drzewa i do tego mam podmuchy z boku więc jakoś da się jechać. Nim wydostałem się spomiędzy drzew opad ustaje ale i tak jestem cały pokryty biały, mokrym ...wnem. Otrzepuję się i kręcę dalej na czarny szlak do Łagiszy. Gdzieś zza drzew przebija się ładne słoneczko. Nim dojeżdżam do Sarnowa szaleje już kolejna zamieć. Znów grube płatki mokrego śniegu tną po twarzy i oblepiają mnie całego. Jadę chodnikami bo widoczność nędzna a ruch niemały. Na swojej wiosce widzę drugiego dziś rowerzystę. Pierwszego widziałem jeszcze w Dąbrowie przy budowie ronda. Więcej rowerkowców nie stwierdziłem ze 100% pewnością. Na Zielonej widziałem dwóch osobników ubranych na sportowo w jaskrawych ciuchach ale nie rzuciły mi się w oczy rowery bo akurat stali w zagłębieniu terenu. Potem jeszcze na swojej wiosce widziałem w oddali migającą lampkę ale za daleko było by stwierdzić czy to był rowerzysta czy inny powód migania. Na chwilę wstępuję po drodze do piekarni i kiedy wychodzę jest już po zadymce. Spadły śnieg od razu topnieje. By się nie uflejać dalej jadę chodnikami aż do OSP w Psarach. Tam już wracam na asfalt i bez wydziwiania kręcę prosto do domu. Może to masochizm ale mimo wszystko fajnie się jechało powrót. Udało mi się też nie przemoknąć i nie przemarznąć. Momentami jedyni było trochę chłodno po dłoniach jak zgarniałem z siebie to białe ...wno. Jutro wolne więc bez regularnego kręcenia ale w planach mam chociaż zagięcie do wsiowego Lewiatana. Zobaczymy jak wyjdzie bo prognoza na jutro też taka sobie.
Kategoria Praca






















