Dookoła opolskiego dzień 1
-
DST
145.00km
-
Czas
08:41
-
VAVG
16.70km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
No to startujemy. Ruszamy wreszcie z Marcinem w kilka razy odkładany objazd województwa opolskiego. Marcin startuje wcześniej bo musi dojechać do mnie. W końcu jedziemy na zachód. Spotykamy się około 7:00 i bez zbędnego zamulania ruszamy dalej.
Jest zimno. Wieje z kierunku północno-zachodniego ale, na szczęście, już nie tak mocno jak wczoraj więc jest nadzieja, że jakoś to się potoczy. Niemniej wdzianko zimowe w pełnym komplecie wcale nie jest przesadą. Wziąłem też plandekę by w razie ulewy mieć się w co zawinąć i przeczekać najgorsze choć prognozy mówią, że nie powinno padać. To się raczej sprawdza. Co prawda widzimy czsem opady na horyzoncie ale to co nas dopadło nawet nie zasługuje na większą uwagę.
Na początek kręcimy znanymi terenami w kierunku Radzionkowa i Tarnowskich Gór zmierzając do Toszka i pierwszej opolskiej miejscowości na trasie, Ujazdu. Mimo słabych warunku jedzie się dobrze. Ujazd osiągamy w czasie mniej więcej zakładanym czyli około 12:00. Chwilę marudzimy na ruinach zamku i jedziemy wyszarpać pieczątkę do książeczki. Usiłowaliśmy też zjeść obiad ale jakoś się nie złożyło. Jest coraz więcej słońca choć temperatura nie rośnie zbytnio.
Kierujemy się do Starej Kuźni. Po drodze Marcin zauważa tablicę informującą o pozostałościach filii obozu koncentracyjnego w Oświęcimu. Podjeżdżamy zobaczyć. Są wieżyczki strażnicze, bunkry, krematorium, pamiątkowy pomik, opis. Trochę to przygnębiające.
Wracamy na trasę. Po długiej prostej docieramy do Starej Kuźni, gdzie potwierdzamy się w Nadleśnictwie. Ciśnienie na jedzenie robi się coraz większe. GPS podpowiada, że do Złotego Bażanta, do którego kiedyś koledzy z gliwickiego PTTK-u nas zaprowadzili, jest 6 km. Jedziemy. Lokalizacja sprawdzona. Jedzenie smaczne, w normalnych cenach (po drodze wjechaliśmy do restauracji jakiegoś 3 gwiadzkowego hoteu, ceny powlały na kolana). Dłuższą chwilę tam bawimy wciągając dwudaniowe obiady .
Ruszamy w dalszą trasę. Szybko jednak robimy przerywnik w postaci zalegania na polance w słoneczku. 10 min. wygrzewania się nim toczymy się dalej. Teraz przerywników jest więcej bo postanawiamy się fotografować przy każdej (albo prawie każdej) mijanej tablicy z nazwą miejscowości.
Stopniowo zamulamy bardziej i bardziej. Zmęczenie daje się we znaki. Po jakichś 80km zaczęła mnie szarpać lewa noga. Temat znany. Po 120km przestanie. Tymczasem chętnie korzystam z każdej okazji do postoju. Czasem ekstra gdzieś nieco zbaczamy by zobaczyć jakąś ruinkę albo podziwiać widoczek.
Kiedy w końcu decydujemy się dzwonić za noclegami okazuje się, że nie jest różowo. Jedyny znależiony w GPS-ie namiar okazuje się już bez wolnych miejsc. Inne są nie na trasie. Jezcze jedziemy w stronę Baborowa ale coaraz bardziej w grę wchodzi odbicie w innym kierunku by gdzieś przenocować. Przed Szczytami jeszcze kierujemy się w stronę Wojnowic bo GPS mówi o noclegu w tym miejscu ale nie ma numeru telefonu. Jedziemy tam w ciemno. Przed Szczytami zapytujemy po drodze o nocleg w okolicy i dostajemy info, że w Pawłowie jest willa z noclegami. Szybka decyzja i w Szczytach odbijamy w stronę Raciborza. Też jedziemy w ciemno ale w razie "W" jest bliżej do Raciborza, gdzie powinno być łatwiej o nocleg.
Kiedy naszym oczom ukazuje się tablica z info, że witamy w śląskim focimy się. Potem jeszcze foto przy talbicy Krowiarek i dopiero wtedy jedziemy dalej. Docieramy do celu już mocno po zachodzie słońca, właściwie w ciemnościach. Dzwonię. Jest wolny pokój. Nietanio jak na nasz budżet ale jesteśmy już tak zmordowani i bez chęci do kręcenia dalej, że się decydujemy. Chwilę później już się kwaterujemy. Warunki super. Zupełnie jak w hotelu więc warte ceny. Zimny browar, wpis, zjeść coś, prysznic i spać. Jutro wracamy do opolskiego i kontynuujemy trasę.
Link do pełnej galerii
Napoczynamy opolskie.
Gdyby noibasta wznowił cykl z rurą, to tu ma niezłą perełkę.
Rozkręcamy powoli "tablicowanie".
Widoczki polne ale przyciągają oko. Okolice mają zupełnie inny charakter niż nasze, śląskie.
Niestety nie udało się skończyć przed zachodem słońca.
Początek dystansowo niezły. Po samym opolskim jednak jeszcze niewiele pojeździliśmy. Jutro będzie już na poważnie.
Kategoria Kilkudniowe
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na kołach jestem o 6:15. W związku z tym, że późno ruszam dziś decyduję się na dojazd przez Będzin. Jedzie się bardzo dobrze. Chłodek jest umiarkowany. Nie wiem, czy trochę wiaterek mnie też nie popychał. Przez Będzin przejeżdżam zwykłą trasą i za izbą wytrzeźwień w Sosnowcu wbijam na Środulę. Ciągnę dalej zwykłą trasę. Przed cmentarzem coś mnie jednak podkusiło by odbić w prawo i spróbować wariant przez Księdza Blachnickiego. Po drodze mam w sumie czworo świateł. Na dwóch muszę stać. Wracam na zwykłą trasę już za światłami na Mecu. Patrząc na czas i dystans, to nic nie zyskałem, nic nie straciłem. Ot, odmiana. Na miejscu jestem równo o czasie. Przyjemny dojazd do pracy.
Na powrocie zamulenie jakieś mnie dopadło i powrót w tempie wybitnie spacerowym. Nie miałem też ochoty na przepychanki z samochodami więc od razu staczam się w teren. Przez las zagórski kręcę w stronę przejazdu pod "94" na Starocmentarnej. Sprawnie przebijam się przez asfalty Redenu pod Most Ucieczki i spokojnie toczę się na Zieloną. Prace wciąż trwają ale już mogę tędy skrócić sobie drogę w stronę mostu na Czarnej Przemszy. Jadę przez miejscówką, na której ostatnim razem trafiłem grzybki. Tym razem nic. Skoro tak, to pewnie w innych miejscach też nic nie trafię i nie robię kolejnych objazdów tylko turlam się prosto do domu. Wybywam w Sarnowie przy boisku i wracam na asfalty. Spokojnie przetaczam się przez światła na "86" do mojej wioski i do domu. Bardzo przyjemny powrót do domu. Cieplutko. Słonecznie. Szkoda, że ma się ochłodzić.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
40.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:02
-
VAVG
19.67km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Chyba będę musiał wstawać o pół godziny wcześniej by zacząć się wyrabiać na wcześniejszy start. Dziś znów późno na kołach - 6:15. Chłodnawo. Odczuwają to głównie nogi bo jeszcze walczę w krótkich spodenkach. Na górę już bluza z długim rękawem i rękawiczki, które na powrocie wędrują do plecaka. Taki mamy klimat :-/ Kręcę niespecjalnie intensywnie ale też i bez ociągania. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie i przyjemnie. Na miejscu równo o 7:00.
Powrót w tempie niespiesznym. Nieco zmieniam trasę by przetestować płynność przejazdu. Wspinam się w stronę Mecu i odbijam na ścieżkę wzdłuż ul. Księdza Blachnickiego. Nią do świateł i kręcę dalej w stronę Środuli. Wracam ostatecznie do przejazdu pod "94" przy izbie wytrzeźwień ale za to omijam skrzyżowanie na światłach przy "Oszonie", gdzie czasem trochę trzeba postać. Przez Będzin już jak zwykle: Stary Będzin, 11-go Listopada, Zamkowe i wybijam się w kierunku do Grodźca. Przejeżdżając nad "86" widzę korek ciągnący się aż do browaru. Od browaru nic nie jedzie. W oddali koguty straży i policji. Toczę się ścieżką i zastanawiam się czy zablokowana, czy nie. Nie jest. Przystaję cyknąć foto. 2 nieźle zmasakrowane samochody. Ten z rozwalonym przodem już na lawecie. Ten z rozwalonym lewym przodem właśnie wciągają. Pewnie jeden myślał, że zdąży wyjechać, a drugi myślał, że poczeka. Toczę się dalej bokami w stronę ścieżki do Wojkowic i spod Orlenu na prostą do domu. Tu zostawiam plecak, zabieram sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Przyjemne i spokojne kręcenie powrotne.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
21.47km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start strasznie grzebany. Do tego jeszcze musiałem doluftować koła i ostatecznie zaczynam toczyć się o 6:18. Odczuwalnie nie jest zbyt chłodno ale powietrze jakieś takie bardziej ostre. Już nie mogę się nim zaciągnąć tak głęboko jak dotychczas. Zauważyłem, że zaczynam się pilnować z oddechem i mieszam powietrze wciągane nosem i ustami by nie przepuszczać przez gardło całkiem zimnego. To z kolei powoduje, że solidne pociskanie nie jest zbytnio możliwe. Objaw tego miałem już na skrzyżowaniu z "86". Wyprzedza mnie za nim człowiek na krosówce i widać, że ciśnie. Przez chwilę miałem odruch by go ścigać, ale kiedy zassałem zimne powietrze, jakoś mi ochota przeszła. Poza tym on poleciał w stronę fabryki domów, a ja odbiłem w lewo, więc może i dobrze się złożyło, że nie było zabawy w króliczka. Jadę swoje, co nie znaczy, że zamulam. Nie mogę sobie na to pozwolić. Czas na Zielonej mam całkiem dobry. Kolejne punkty też przeskoczone w górnych granicach bezpieczeństwa. Na zagórskiej "ścieżce rowerowej" dwa wnerwy. Najpierw za stadionem z osiedla wyjeżdża "kierowniczka" zupełnie nie przyhamowując przed "ścieżką". Gdybym nie uważał na to miejsce, to by mnie mogła zgarnąć. Potem przed przystankiem puszczony luzem pies nagle spietrał i wystartował mi prosto pod koła. Wiele nie brakło bym po nim przeleciał przy 25km/h. Reszta drogi bez sensacji. Na miejscu jestem równo o 7:00. W sumie przyjemny dojazd do pracy. I średnia wyszła niezła. Dawno się tak nie spinałem na dojeździe. Choć rezerwy jeszcze były.
Piękne lato popołudniem ponownie. Dziś bez objazdów. Prosto przez centrum Zagórza i obok Makro do Decathlonu. Tam trochę schodzi na znalezieniu potrzebnych rzeczy bo znów zrobili przestawianki na regałach. Niestety też nie wszystko udało się dostać. Ale nowa mata i nowe podkowy do jeżdżenia są. Wracam bez kluczenia przez Warpie, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Tempo niespieszne. W lesie między gródkowską podstawówką a tartakiem na poboczu stoi Opel z rozbitym przodem, po drugiej stronie inna osobówka na awaryjnych ale po niej nie widać zniszczeń. Chyba Opel wjechał w zadek.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
37.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:52
-
VAVG
19.82km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przez te poranne ciemności mam coraz większe problemy by się wygrzebać do wyjazdu na czas. Dziś znów obsuwa. Ruszam o 6:17. Czasu na styk więc kręcę raczej intensywnie, ale daleko od granicy urwania oddechu. Warunki przeciętne jeśli chodzi o temperaturę. Słońce dopiero wstaje. Na polach trochę mgieł. Wiatr jest taki, jakby go nie było. Kręcę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Sprawnie, spokojnie. Na miejscu jestem równo o 7:00. Przyjemny dojazd do pracy. Coraz mniej rowerzystów o poranku.
Powrót robię w tempie spokojnym ciesząc się jeszcze letnimi warunkami. Zaczynam od wizyty pod zagórskim muralem z ułanami. Robi wrażenie. Podobnie jak kiedyś rycerz. Wracam na zwykłą drogę przez Środulę do Będzina i tamtejszego Kauflandu na małe zakupy. Potem z balastem niezbyt spiesznie przez Zamkowe kręcę do Grodźca i dalej w stronę Wojkowic. Potem standardowa prosta spod Orlenu do domu. Przyjemny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
38.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:25
-
VAVG
15.72km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ciężki rozruch po weekendzie skutkuje późnym wybyciem na koła. Ruszam o 6:20. Spóźnienie murowane zważywszy na warunki. Jest dość chłodno, jeszcze nie ma słońca. Tyle dobrego, że nie wieje. Kręcę raczej z uczuciem w nadziei zminimalizowania spóźnienia. Mam nawet nikłą szansę na dojazd o czasie, bardzo nikłą. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą była dziś spokojna. Na odcinku od Mortimeru do centrum Zagórza króliczek, dobrze jechał ale ewidentnie mu się nie spieszyło bo często toczył się nie kręcąc, co zmuszało mnie do hamowania. W końcu nie wytrzymałem i go wyprzedziłem i pojechałem dalej swoje. Zresztą chyba odbijał gdzieś w okolicach zagórskiego ronda. Na miejscu jestem lekko zziajany. Niestety ze stratą 3 min. Swoje zrobiły światła na Alei Róż i na Mortimerze oraz szlaban na "dworcu kolejowym" w D. G. Mimo tego przyjemny dojazd do pracy. Powrót, mam nadzieję, będę sobie mógł zrobić spacerowy.
Popołudnie zaoferowało przyjemne, letnie warunki z dużą ilością słoneczka, lekkim wiaterkiem i przyjemną temperaturą. Na powrót nie mam żadnych planów więc staczam się powoli w stronę lasu zagórskiego. Przez sam las jadę spacerowo rozglądając się za grzybkami. Poza dwoma czy trzema niejadalnymi nic w oko nie wpada. Przez Reden przetaczam się pod Most Ucieczki i dalej kręcę w stronę Zielonej. Mostek ma już pokrycie więc można przebić się do parku choć jeszcze jest nie wykończony. Jeszcze nie wszystkie przejazdy są gotowe więc chwilę kluczę by odkryć którędy mogę się przedostać w stronę mostu na Czarnej Przemszy. Dziś nie jadę na czarny szlak. Wybieram równoległe ścieżki położone bardziej na północ. Zarzucam spojrzenia to na lewo, to na prawo ale jakoś grzybków nie widać. Jak już sobie pomyślałem, że z siodła raczej nic nie wypatrzę to w oczy wlazł przepiękny podgrzybek. Stop i rundka w las. W sumie było ich kilka. I jeden kozaczek. Kawałek dalej jeszcze jeden. I to niemal wszystko, co udało się znaleźć. Jeszcze dłuższą chwilę pokręciłem się po lesie ale wpadł tylko malutki podgrzybek. W sumie uzbierało się tyle, że powinno starczyć na solidną jajecznicę z grzybami :-) Z lasu wybywam na czarnym szlaku i toczę się przez Sarnów do Psar i do domu. Przyjemne spokojne bujanie powrotne z bonusem.
Kategoria Praca
Z Mysłowic do domu
-
DST
19.00km
-
Czas
00:59
-
VAVG
19.32km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po nierowerowym weekendzie w górach (ale bardzo udanym) powrót z Mysłowic rowerkiem z balastem. Jechało mi się zadziwiająco dobrze i płynnie. Nawet udało mi się urwać z dystansu 1km. Trasa przez Sosnowiec i Będzin. Dojeżdżając do nerki widziałem gdzieś w stronę Warpia czarny pióropusz dymu i w tle syreny. Jednak odpuszczam sobie sprawdzanie o co chodzi. Chcę tylko dokulać się do domu. Kieruję się w stronę Łagiszy. Po drodze widzę, że zmieniają dywan na odcinku od targu do prawie samej Łagiszy. W sumie, to się ten remont należał jezdni bo już zniszczona było dość mocno. Resztę dojazdu kręcę minimalną drogą odbijając przed Łagiszną na światła na "86". Finisz jazdy już przy ciemnościach.
Link do galerii
Kategoria Inne
DP do Mysłowic
-
DST
28.00km
-
Czas
01:19
-
VAVG
21.27km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wypada na koła o 6:10. Jest bardzo przyjemnie. Decyduję się na jazdę we wdzianku "na krótko" i to jest dobry wybór. Słońce pokazuje się dość późno bo na horyzoncie sporo chmur. Kiedy jednak docieram na miejsce operuje już pełną mocą. Droga standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Dość spokojna. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut.
W ciągu dnia zdrowo polało i popadało. Na wyjściu jest mokro i tylko pojedyncze krople czasem padną. Jadę do Mysłowic na zbiórkę do wyjazdu w góry. Gdzie się dało trzymałem się ścieżek i chodników z kostki bo na nic było mało wody. Tak dotarłem przez Środulę i Kombajnistów do Ludwika i na Ostrogórską. Tu już wbijam na asfalt. Wody więcej ale trzymając się między koleinami ujdzie. Goni mnie czas. Ostatecznie jestem u celu omalże na czas.
Kategoria Praca
DPOZD
-
DST
53.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:55
-
VAVG
18.17km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch sprawny ale przez pakowanie betów na weekend wyzwala się poślizg i ruszam o 6:13. Po drodze jednak muszę jeszcze zahaczyć o piekarnię i ostatecznie toczenie na poważnie uruchamiam o 6:20. Będzie spóźnienie. Kręcę trasę bez udziwnień przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Chyba jest trochę cieplej. Przejazd generalnie spokojny. Na prostych wyciskam ile jestem w stanie rozpędzić dodatkowe kilogramy na bagażniku, ale jak tylko mam do pokonania jakieś nierówności typu krawężniki, dziury itp. muszę zwolnić by nie narażać tylnego koła na zbyt duże obciążenia. Jest trochę stania tu i tam na światłach, również na przejeździe kolejowym przy "dworcu kolejowym" w D. G. Ostatecznie na mecie jestem ze stratą 6 min. Przejazd przyjemny.
Na wyjściu z pracy przyjemne lato. Dużo słoneczka, wiaterek nieistotny, ciepło. Nic, tylko jeździć. Na początek kręcę do Mysłowic przez Środulę, Ludwik, Ostrogórską. Grzecznie, statecznie, z buta na przejściach. Balast na bagażniku nie pozwala na zbyt dynamiczne harce. Dotaczam się do Michała i zostawiam bagaż do zabrania jutro samochodem. Potem spacerowym tempem towarzyszę Michałowi w przechadzce na pocztę i z powrotem. Żegnamy się pod jego domem i ruszam w drogę powrotną. Wracam trochę innym wariantem na Ostrogórską i przy oczyszczalni odbijam na czerwony szlak w stronę Stawików i dalej do Milowic. Na pusto niemal się frunie. Szybko osiągam Czeladź. Tu odbijam w boczne uliczki i na mostek na czerwonym szlaku do Przełajki. Stamtąd pod wojkowicki Orlen i na prostą w stronę domu. Nim tam jednak docieram odginam jeszcze nieco trasę w stronę wsiowego DINO i robię szybkie zakupy uzupełniające. Potem doginam obok wsiowego Lewiatana. Przyjemne kręcenie powrotne. Spokojne, bez ekscesów. Rowerowo dzień rewelacyjny, poza tym też niezły. I to wszystko przed zachodem słońca :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
20.97km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
I powrót do zamulonego startu. Dziś o 6:13. Chłodnawo. Nogi poczuły i podawały delikatnie. Ale przynajmniej sporo słoneczka bo chmur mniej niż wczoraj. Z racji obsuniętego wyjazdu trasa bez kombinowania czyli przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Raczej spokojnie i w sumie przyjemnie. Na miejscu z zapasem kilku minut.
Powrót bez większego gięcia za to w milusich, prawie letnich, warunkach. Kręcę standardowo do Będzina czyli przez Mec i Środulę. Przez Zamkowe wybijam się na kierunek do Grodźca. Od browaru bokiem w stronę ścieżki do Wojkowic z małym postojem sprawunkowym. Od wojkowickiego Orlenu standardowa prosta. Dziś trochę pakowania bagaży na weekend, które mam jutro podrzucić do Mysłowic. Spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca






















