DPD
-
DST
46.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
22.44km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch na tyle sprawny, że na kołach jestem o 6:02. Dużo czasu w zapasie więc obowiązkowo na dojeździe trzeba dorzucić kilka kilometrów. Ale bez eksperymentów. Dojazd trasą niemal identyczną jak wczorajszy powrót do domu czyli kolejno: Sarnów, Preczów, Pogoria 4, Piekło, Łęknice, Reden, Mortimer, centrum Zagórza. Jechało się bardzo dobrze. Na dodatek wschodzące słoneczko i wysokie chmury wykonały piękny spektakl. Przejazd bardzo spokojny i przyjemny. Na miejscu z zapasem 2 min.
Przyszło mi dziś trochę dłużej w pracy posiedzieć i startuję dopiero o 16:30. Wciąż jest przyjemnie na dworze. Spokojnie można jechać "na krótko". Kręcę powrót lekko wydłużony by przeskoczyć dziś 7k km. Przez Środulę na Pogoń i stamtąd do Czeladzi. Przebiwszy się przez skrzyżowanie na "94" uciekam w boczne uliczki kierując się na czerwony szlak i do Przełajki. Stamtąd do Wojkowic. Tu leciutkie zagięcie by mieć pewność, że mi nie braknie km-ów do wyniku i potem powrót na prostą do domu. Spokojny i przyjemny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
42.00km
-
Czas
01:59
-
VAVG
21.18km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niby wstałem wcześniej i na rozruch było dużo czasu a jak przyszło co do czego, to wytaczam się o 6:14. Jest mocno rześko. Rękawiczki i bluza z długim rękawem to minimum ale dołem jeszcze krótkie spodenki. Na początku trochę marzną uszy i nogi. Potem już tylko nogi dają znać, że mogłoby być cieplej. Kręcę trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Tradycyjnie do świateł na "86" spory ruch. Zdecydowanie intensywniejszy niż w wakacje. Potem do Zielonej raczej pustawo. O Dąbrowy Górniczej umiarkowanie. Przejazd bez sensacji i całkiem przyjemny. Niestety na mecie z obsuwą 5 min.
Na powrocie jeszcze prawie lato. Już bez upałów ale przyjemnie. Dużo słoneczka, trochę wiaterku. Kręcę powrót na kierunku do centrum Zagórza i dalej przez Mortimer na Reden pod ścianę płaczu. Potem w stronę Łęknic i na P3 wzdłuż której jadę na Piekło. Tam wbijam na bieżnię przy P4. Wsiada mi na koło jakiś rowerzysta ale mam to dziś całkowicie gdzieś. Jadę swoje równo tak by sobie oddechu nie przyspieszać i ciśnienia nie podnosić. Nie wyprzedza. Może chciał skorzystać z osłony przed wiatrem. Nie wiem. Na Mariankach on jedzie dalej wzdłuż P4 ja odbijam na Preczów. Kątem oka widziałem, że ten co za mną jechał, był na szosie więc i tak dobrze, że się nie spinałem bo by mnie pozamiatał. Przez Preczów i Sarnów przetaczam się spokojnie prosto do domu. Tu zostawiam plecak, zakładam Błękitnemu sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem, bez kluczenia, prosto do domu. Przyjemnie się jeździło i w sumie warunki w sam raz na zaginanie ale ze względu na inne zajęcia trzeba było sobie darować. Dość sporo rowerzystów na powrocie.
Kategoria Praca
Z Mysłowicami
-
DST
75.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
05:00
-
VAVG
15.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Michał namówił mnie na wypad rowerowy z Mysłowicami. Mocno namawiać nie musiał bo i tak już był najwyższy czas coś w weekend pokręcić. Poza tym mieliśmy też coś do obgadania odnośnie wyjazdów więc sumarycznie wyszło przyjemne z pożytecznym.
Zbieram się zgodnie z planem i wyruszam z poślizgiem tylko jednej minuty. Kręcę na spotkanie z Michałem przy mysłowickim BP. Kręcę przez Będzin i Sosnowiec. Poleciało sprawnie i bez ekscesów. W 49 min. jestem na miejscu. Kilka minut później zjawia się Michał. Kręcimy na miejsce zbiórki po drodze dołączają do nas kolejni członkowie Rowerowych Mysłowic.
Przestaję w ogóle kontrolować gdzie jestem, jak jedziemy itp. Otacza mnie gromada ludzi, którzy wiedzą o co biega, których prowadzi kilku przewodników więc nic tylko cieszyć się jazdą. Tempo niespieszne bo jest kilkoro dzieci i nawet dwie przyczepki. I dobrze bo jakoś na razie nie mam ochoty na wyrypy w tempie charta.
Po drodze mamy dwa zaplanowane postoje. Trzymam się przeważnie końca peletonu czasem przystając razem z zamykającym w oczekiwaniu na maruderów. Przed pierwszym postojem jeszcze przychodzi nam wspomóc jednego z uczestników przy wymianie dętki. Na postoju też dopada nas deszcz. Niezbyt mocny ale towarzystwo szybko wdziewa warstwy ochronne. Toczymy się dalej.
Deszcz nie jest zbyt mocny i intensywny. Wkrótce zanika i nim docieramy do drugiego planowego postoju, gdzie serwowane są kiełbaski z grill-a warunki robią się całkiem przyjemne. Jakby ciutkę podskoczyła temperatura. Po obfoceniu się, najedzeniu itd. ruszamy w powrót. Kropelki się znów pojawiają ale nie są zbyt intensywne i duże. Znów zanikają.
Grupa powoli dzieli się na mniejsze, zmierzające w różne części Mysłowic. Nasza grupa też zaczyna się w trakcie jazdy kurczyć. Ostatecznie zostaję z Michałem, z którym jeszcze chwilę dyskutujemy o naszych GPS-ach. Potem żegnam się i rozpoczynam odwrót.
Do Sosnowca jadę tak samo. Na Ostrogórskiej odbijam na czerwony szlak i przetaczam się nim przez Stawiki do Milowic. Na Stawikach przygotowania do biegu, jak zrozumiałem, nauczycieli. Może źle zrozumiałem. W każdym razie mnie udało się jeszcze przejechać. Godzinę później wjazd miał być zablokowany na czas imprezy.
Z Milowic standardową drogą przez Czeladź i Wojkowice docieram do domu. Na kilkadziesiąt metrów od furtki zaczyna padać i to dość intensywnie. Już mnie to jednak w ogóle nie interesuje.
Dzień termicznie przeciętny. Wyruszyłem we wdzianku "na krótko" ale jak zaczęło pierwszy raz padać to w ruch poszła bluza z długim rękawem. Zostałem w niej do końca jazdy choć przez kawałek trasy miałem wrażenie, że jest mi w niej za ciepło. Słońce przebijało się bardzo słabo. Dzień raczej pochmurny. Ale i tak kręcenie bardzo przyjemne. Fajna atmosfera była na tym mysłowickim wyjeździe.
Kategoria Inne
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
19.65km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po bardzo dobrze przespanej nocy rozruch całkiem sprawny ale i tak wytaczam się o 6:10. Biorę pod uwagę, że może być po południu ładna pogoda i w związku z tym okazja do pozaginania. Skutkuje to wyborem Rzeźnika na dojazd do pracy. Trasę kręcę standardową przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Po drodze trochę lekkich mgiełek. W Łagiszy widzę króliczka. Zmiana biegów, utwardzenie amorów i szybko zaczynam się do niego zbliżać. Niestety zjechał do sklepu. Wracam do własnego tempa kręcenia. Od Mortimeru, jak już wbiłem na ścieżkę, zrzucam mocno z tempa. Na miejscu z 5 min. rezerwy. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Z ekstra objazdów zrezygnowałem bo mi się zapomniało, że na powrocie też będę miał wypchany na maksa plecak. Ale przynajmniej zrobiłem sobie ten powrót leniwym i spokojnym dzięki zmaksymalizowaniu udziału terenu w trasie. Zaczynam od lasu zagórskiego. Po ostatnich opadach widać trochę więcej wilgoci. W miejscach, gdzie zwykle woda stoi, trochę jej było ale las ciągle jednak dość suchy. Wybywszy na Redenie toczę się w stronę Mostu Ucieczki i dalej w stronę Zielonej. Mostek jeszcze nie zrobiony więc objeżdżam park od strony Protoru i kieruję się na most na Czarnej Przemszy i dalej na czarny szlak do Łagiszy. Tam przeskakuję asfalt i dalej ciągnę terenem w stronę przejazdu pod "86" przy torach kolejowych. Na Stachowym wbijam na żółty szlak. I tu zaskoczenie. Niedawny zryty teren zamienił się w równiutki dywanik asfaltu. Ciągnie się aż do niedawno uruchomionego magazynu Gefco. Jedyny kawałek terenu na tym kierunku zaczyna się za zjazdem pod bramę magazynu i ciągnie do pierwszych domów w Psarach. Hm... Ciągle ubywa mi w okolicy odcinków terenowych. Jeszcze kilka lat i wypadnie kupić szosę :-( Z lekkimi esami przy ośrodku zdrowia by sfocić budowę przedszkola i żłobka (chyba wylali strop), wbijam w teren przed Malinowicami i kręcę w stronę Strzyżowic. Po drodze widzę wysypany między polami żwir. Czyżby powstawała jakaś nowa droga dojazdowa? Zmiany, zmiany, zmiany... Muszę tu częściej bywać i trzymać rękę na pulsie. Kiedy wybywam na ostatni asfaltowy odcinek w Strzyżowicach pojawiają się pojedyncze, grube krople wody. Na szczęście do domu niecały kilometr i nawet jakby lunęło to już bym się nie zatrzymywał. Rozeszło się jednak po kościach. Ogólnie przyjemny i spokojny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
20.73km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch mułowaty, wyjazd późny. Na kołach jestem o 6:14. Jest bardziej rześko niż wczoraj więc zdecydowałem się na bluzę z długim rękawem i to był raczej trafiony wybór. Od razu, kiedy ruszyłem słyszę irytujący odgłos. Na początku nie byłem go w stanie zidentyfikować ale po pierwszym hamowaniu przed skrzyżowaniem wiedziałem już, że to któryś hamulec. Przystaję na najbliższym przystanku poprawić zaciski na kołach ale to nie pomaga. Dwa przystanki dalej znów próbuję tego samego ale bez rezultatu. Strasznie mi ten odgłos na nerwy działa. Czasu jednak niewiele więc daję sobie spokój... aż do Łagiszy. W międzyczasie zidentyfikowałem źródło. Tym razem hamulec tylny. Zjeżdżam na chodnik i kilka minut gubię na regulacji ułożenia zacisku tylnego hamulca. Kiedy ruszam, jest ok. Pewnie gdzieś się coś przesunęło o jakiś ułamek milimetra przy wczorajszej przekładce opon. Na zegarku mam po tej operacji 6:38. Spóźnienie murowane. Trochę przykładam się do kręcenia by je zminimalizować. Na Robotniczej strefy mgły. Centrum Dąbrowy Górniczej udaje się przejechać płynnie. Reszta drogi spokojna. Na miejscu jestem z obsuwą 6 min. Ale dojazd przyjemny.
Na powrocie sporo słoneczka. Zauważalnie wieje ale podmuchy nie są zimne. Ogólnie przyjemnie. Kieruję się do powrotu na kierunku do Dąbrowy Górniczej na początek. Od razu na Szymanowskiego trafia się króliczek. Miałem wrażenie, że się napina. W każdym bądź razie jechał raczej siłowo. Szybko mu na koło wsiadam i nie odrywa mi się. Podejrzewam, że albo źle dobierał przełożenia albo w ogóle miał za ciężki rower. Tak czułem, że mogę go spokojnie wyprzedzić i pocisnąć ale mi się nie spieszyło więc mu trochę podyszałem za błotnikiem :-) Rozjeżdżamy się na Braci Mieroszewskich. Niespiesznie przetaczam się przez Mortimer i Reden. Tam chwilę kluczę po targu i dalej kręcę w stronę Łęknic. Potem przetaczam się do Piekła i wbijam na bieżnię przy P4. Na chwilę odbijam w piaski równolegle do bieżni i wypatruję maślaczków. Nie trafił się żaden ale mnie to zbytnio nie dziwi bo piaski bardzo suche. Wracam na bieżnię i toczę się nią do Preczowa. Tu znów widzę króliczka. Jest trochę ode mnie ale na podjeździe szybko go doganiam. Może dlatego, że był bardzo niemrawy jakby kończył trasę albo był na rowerowym spacerze. Też mogłem jego tempo spokojnie przeskoczyć ale wciąż mi się nie spieszyło więc jechałem tak ze 2-3 metry zanim by mu w koło nie wjechać. W Sarnowie on odbija w kierunku Łagiszy. Ja kręcę do świateł na "86" i dalej prosto do domu. Przyjemny i spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
20.40km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch niespieszny i wyjazd, jak ostatnimi czasy, o 6:09. Jest raczej rześko w górnych rejestrach tego stanu. Można jechać "na krótko". Wiaterku nie rejestruję czyli albo korzystny, albo bardzo słaby. Jest jeszcze przed wschodem słońca więc włączam na wszelki wypadek lampki w trybie migającym. Początek jadę dość z uczuciem. W Łagiszy widzę króliczka więc wrzucam jeden bieg więcej i przyspieszam młynek. Po jakimś kilometrze jest już za mną. Raczej nie będzie mnie gonił bo widzę, że jedzie aż za bardzo siłowo przechylając się z lewej na prawą i na odwrót. Do tego dziwny zestaw wdzianka też mu nie ułatwia: SPD + dżinsy :-) Na Zielonej mam niezły czas ale jeszcze nie odpuszczam i jadę dalej pod obciążeniem. Dopiero na Mortimerze, jak wjeżdżam już na ścieżkę przy Braci Mieroszewskich, zrzucam nieco z tempa. Reszta drogi bez ciśnienia a i tak czas wyszedł niezły. Na miejscu z zapasem 8 minut. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy. Na finiszu oglądam jak wyglądają oponki na Błękitnym. Mają już jakieś 5700km przebiegu. Ta na przedzie jest jak nowa. Na tylnej widać, że bieżnik nieco starty ale do "łysości" jeszcze daleko. Po powrocie zrobię przekładkę i może uda się na nich dojechać do 10k km :-)
Na powrocie nieco cieplej niż rano ale to już nie te moje ulubione ciepełka w granicach +30. Trochę też wiało i momentami było średnio przyjemnie. Winter is coming. Wracam tempem niespiesznym bez większego gięcia na kierunku przez Będzin by przyjrzeć się rozwojowi malowań, które raportował noibasta. Przybyło tego trochę na ul. 11-go listopada ale jeszcze nieskończone i nie ma oznaczeń, że to dla rowerów. Przez Zamkowe przetaczam się w stronę lasu grodzieckiego. Przy leśniczówce zmieniam kierunek na przejazd pod "86" i polami dotaczam się do gródkowskiego "Pod Lwem". Przeskakuję na drugą stronę "913" i wzdłuż centrum dystrybucyjnego Lidl-a dobijam do lasu gródkowskiego. Jego obrzeżem kręcę pod podstawówkę w Gródkowie i wracam na "913", którą to dociągam do granic Strzyżowic. Potem już ostatnie 300m do domu. W sumie przyjemny, spokojny i stateczny powrót do domu gdzie zabieram się za zimne PIWO :-] Przekładkę oponek może zrobię później, jak mnie nie zmoże sen.
Przekładka wykonana.
Kategoria Praca, Opona, Serwis
DPDZD
-
DST
41.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
22.36km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wstawało się dobrze ale, że pogoda niezła o poranku, to się nie spieszyłem i wyjazd wyszedł mi o 6:09. We wdzianku "na krótko" może nie jest jakoś super przyjemnie ale da się wytrzymać. Podmuchy nawet jeśli jakieś były, to zupełnie mi nie przeszkadzały w jeździe. Słońce wzeszło za chmurami i nie zdołało się przebić przez nieliczne w nich dziury. Jadę na migających lampkach. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą dość spokojna. Tempo nawet ładne. Na miejscu jestem z zapasem 10 min. W momencie kiedy się zatrzymałem pierwszy raz zagrzmiało. Jakieś pół godziny później zaczęło kapać. Mam nadzieję, że do 15:00 spadnie wszystko, co ma spaść i uda mi się wrócić do domu na sucho.
Pół dnia padało i to nawet momentami dość uczciwie. Nim wyszedłem jednak zdążyło podeschnąć. Troszkę wiało. Było też nieco słońca. Powrót kręcę przez centrum Zagórza, Mortimer, Reden, Łęknice, Piekło, Preczów i Sarnów. Spokojnie, niespiesznie, przyjemnie. W domu zostawiam plecak, zawieszam sakwy i kręcę standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
19.44km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Spało się dobrze, wstawało takoż, a i rozruch sprawny. Na koła jednak zbieram się jak zwykle ostatnio i toczenie zaczynam o 6:09. Występuję we wdzianku "na krótko" wspartym rękawiczkami. Jest tak sobie. Trochę podwiewa ze wschodu. Trasę kręcę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Nieco widać, że wzrosła liczba pojazdów na drogach w związku z końcem wakacji. Na odcinku do świateł na "86" i potem od ronda w centrum D. G. jest nieco więcej pojazdów ale jakiegoś nawału jeszcze nie ma. Pewnie dopiero szczyt powrotny będzie bardziej tłumny. Przejazd przyjemny i spokojny. Na miejscu mam jeszcze sporo minutek w zapasie.
Po pracy zrobiło się bardzo przyjemnie. Słoneczko nie jest, co prawda, jakieś bardzo ostre, ale i tak jest ciepło. Do tego lekki wiaterek. Miło. Postanawiam sprawdzić jak ostatnie deszcze wpłynęły na sytuację w lasach i ruszam na początek do tego na Zagórzu. Prawie nie ma śladu po spadłej wodzie. Jedynie w kilku zagłębieniach jakby ciut więcej błota. Na Redenie haczę o ścianę płaczu a potem kręcę pod Most Ucieczki i dalej w stronę Zielonej. Mostek jeszcze nie gotowy więc objeżdżam park bokiem i wbijam na czarny szlak do Łagiszy. Tu w lesie też sucho. Przebijam się pod "86" przy torach kolejowych i kręcę dalej przez pola w stronę żółtego szlaku. Po drodze focę magazyny przy ul. Akacjowej. Na razie są dwa ale wokół pracuje ciężki sprzęt i możliwe, że powstaną kolejne. Po foceniu jadę do żółtego szlaku i przebijam się nim w stronę ul. Szkolnej i obecnie chyba znowu podstawówki w Psarach. Reszta drogi bez gięcia asfaltem do domu. Bardzo przyjemny i spokojny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
19.47km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wstawanie niemrawe. Może dlatego, że ciemności o poranku znacznie większe niż wczoraj. Sprawił to dywan chmur, z których w nocy padało. Z tego też powodu jezdnie mokre. Trochę wieje ale dla mnie chyba sprzyjająco. Jest cieplej niż wczoraj czyli tak, jak wieszczył ICM. Zbieram się umiarkowanie sprawnie i na kołach jestem o 6:10. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Po drodze spokojnie i bez sensacji. Jechało się o wiele lepiej niż wczoraj. Na miejscu mam 6 min. zapasu.
Dopóki nie powiało to na wyjściu było bardzo przyjemnie. Potem okazało się, że podmuch jest może nie za silny ale też i nie za ciepły. Tak więc odczuwalnie umiarkowanie choć słoneczka było dużo. Powrót kręcę niespieszny. Na początek do centrum Zagórza i potem w stronę Makro. Tam jednak nie do lasu tylko zwrot w stronę Decathlonu i dalej do "Liroja Merlina" załatwić jeden zakup. Za "Oszonem" wbijam w międzydziałkowe ścieżki i wybywam nimi przy wiadukcie "94" niedaleko izby wytrzeźwień w Sosnowcu. Stamtąd asfaltami kręcę do Będzina naocznie zobaczyć to, co wyczytałem w jednym z wpisów Noibasty o pomalowaniu ul. 11-go Listopada w strefy dla rowerów. No faktycznie. Wygląda jakby tam porobili pasy rowerowe. Znaczy się będzie trzeba się nauczyć na nowo jeździć po Będzinie i albo te miejsca omijać albo do maksimum wykorzystać. Na razie jeszcze nie skończone więc trudno powiedzieć jaka będzie ich użyteczność. Jakoś tak przed wyborami wszystko robi się dla ludzi. Czyżby rowerzyści byli aż tak dużą grupą, że warto o nich walczyć? Dalej przebijam się przez Namiarkowe do lasu grodzieckiego i kieruję się do świateł na "86". Przebywszy je szybko uciekam w teren obok Lidla. Bokami rzeźbię przez Gródków do Psar i do wsiowego Lewiatana zakupić nieco browarka na weekend. Potem już prosto do domu na konsumpcję zimnego prosto z lodówki. Przyjemne, spokojne i niespieszne kręcenie powrotne.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
53.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:30
-
VAVG
21.20km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nędza na wstawaniu przekłada się na nędzny czas wyjazdu. Ruszam o 6:18. Jakbym pocisnął, to dam radę na czas. Jakbym... Ale mi się nie bardzo chce więc jadę tyle, by obsuwa nie była za duża. Warunki jakby ciut lepsze niż wczoraj ale nieznacznie. Coś z długim rękawem jest już konieczne. Kręcę trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Większy ruch tylko na odcinku do świateł na "86" i potem dopiero od centrum D. G. Na szczęście dziś bez żadnych akcji podnoszących ciśnienie. Na miejscu jestem ze stratą 2 min. Mogło być gorzej.
Dziś ponownie objawiła się potrzeba mojej bytności w Katowicach więc kręcę trasą jak wczoraj do centrum. Tu załatwiam co miałem załatwić i wracam ale już trasą krótszą od wczorajszej. Początek taki sam czyli Pętla Słoneczna i Plac Alfreda ale tu już odbijam w stronę przeciwną i kręcę do Bańgowa i dalej przez Przełajkę do Wojkowic. Stąd już prosta spod Orlenu do domu. Tempo na powrocie nieco spokojniejsze niż wczoraj trochę też z powodu wiejącego wiatru. Do Katowic był bardziej zauważalny. Z Katowic już mniej ale jednak. Mimo tego jechało się bardzo przyjemne. Słońce gdzieś po drodze zniknęło za chmurami. Po drodze były jakieś tam 2 lub 3 wnerwy głównie na smartzombie.
Kategoria Praca






















