DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch jak wczoraj i na kołach jestem o 6:10. Jest cieplej zgodnie, zresztą, z prognozami ICM-u. Lekko dmuchało ze wschodu ale już nie tak zimnym powietrzem. Słońce miało problem przebić się przez chmury. Ogólnie warunki lepsze niż wczoraj ale jeszcze daleko do moich ulubionych.
Trasę kręcę dziś przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą bo po drodze mam przymusowy przystanek na 2-3 min. Przejazd spokojny i bez sensacji. No może poza sarenką na "913" przed "Pod Lwem". Wyskoczyła nagle przed samochody przede mną i trzeba było nam wszystkim mocno przyhamować by sobie w zadki nie powjeżdżać. Na miejscu z 4 min. obsuwy.
Powrót bez większych objazdów ale w wariancie spokojnym. Zaczynam od lasu zagórskiego, potem Reden i Most Ucieczki. Dalej Zielona, czarny szlak do Łagiszy i teren do Stachowego i dalej na żółty szlak. Powrót na asfalt na ul. Szkolnej i prosto do domu.
Wiało nawet dość zauważalnie mniej więcej z południa. Dla mnie niezbyt przeszkadzająco. Powietrze nie było zimne. Trochę słońca po drodze ale upałów jeszcze nie doświadczyłem. Tempo niespieszne ale też i bez ociągania.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
18.55km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieram się tak sobie sprawnie i wytaczam o 6:10. Nie wieje jak wczoraj ale ciepło dalej nie jest. Słoneczko. Podmuch lekki ze wschodu.
Trasa na kierunku do Będzina. Zaliczam las grodziecki ale potem kręcę przez ul. 11-go Listopada, Środulę i Mec.
Tempo niespieszne. Trochę też z powodu tego, że wczoraj odkryłem prawie urwaną linkę blokady dampera. Trzyma się może na 2-3 włóknach i blokada nie działa zbyt dobrze. Wczoraj nie chciało mi się tego robić więc dziś jazda "na miękko" nawet na podjazdach. Również trochę nietęgo się czuję. Coś na kształt stanu przedprzeziębieniowego. Oszczędzam się i odpuszczam wyścigi z króliczkiem, który był mi siedział na ogonie na Kościuszki w Będzinie, a wyprzedził na podjeździe na Środulę. Zero woli walki.
W pracy jestem równo o 7:00. Spokojny dojazd do pracy.
W wolnej chwili udało mi się przed powrotem do domu wymienić linkę blokady dampera. Czyli jakiś sukces rowerowy dziś jest :-)
Powrót niespiesznie i bokami żeby się nie stresować. Jedyny szybki kawałek to od centrum Zagórza do Makro. Potem las mydlicki, Warpie, Nerka, Zamkowe, las grodziecki. Tu odbijam na czerwony szlak przy leśniczówce by przejechać bezkolizyjnie pod "86" i polami w stronę gródkowskiego zajazdu "Pod Lwem". Dalej polami wzdłuż Lidla do lasu gródkowskiego i sprawdzić czy jest przejezdny ten odcinek szlaku żółtego. No jest. Full-em bez problemu. Hardtailem też ale mało komfortowo. Dalej trzymam się szlaku aż do miejsca, gdzie mogę opuścić go skręcając w ul. Szkolną. Reszta bez gięcia asfaltem prosto do domu. Spokojnie, niestresowo. Troszkę dmuchało ze wschodu ale na szczęście miałem ten kierunek głównie za plecami. Temperatura taka, że jedną warstwę ciepłą mogłem zamienić na letnią a czapkę i rękawiczki zostawić w kieszeni. Poza tym bez szału. Słońce za chmurami.
Kategoria Praca, LinkaB, Serwis
DPD
-
DST
32.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
01:52
-
VAVG
17.14km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Prognoza taka, że dziś zakładam dojazd krótki bo będzie walka z zimnym wiatrem. Wytaczam się o 6:10. Pizga złem. Przy tym jest ładne słoneczko. Spory dysonans. Kręcę niespiesznie w stronę Będzina. Uciekam po drodze w las grodziecki, gdzie od razu czuję jak przestaje mnie atakować zimno. Potem przez Zamkowe wydostaję się na Al. Kołłątaja i dalej na Warpie. Potem las mydlicki, Makro, centrum Zagórza i finisz standardowy. Na miejscu jestem 3 min. po czasie. Masakra jakaś. Na dodatek mam ciągle wrażenie, że mnie wczoraj zawiało i stoję na krawędzi przeziębienia.
Powrót w tempie spacerowym niemal taką samą trasą jak dojazdowa. Największa odchyłka była w Będzinie na kawałku od Teatru Dzieci Zagłębia do wjazdu na Zamkowe. Było znacznie cieplej ale i tak, ze względu na podłe samopoczucie, wracam poubierany jak o poranku. Powrót spokojny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
42.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
02:18
-
VAVG
18.26km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieram się średnio sprawnie i na kołach jestem o 6:06. We wdzianku, co to je wybrałem w przewidywaniu popołudniowego ciepełka, deczko czuję chłód. Jakby lekko zawiewało ze wschodu lub północnego wschodu. Słonecznie. Po prawej (czyli gdzieś na południu) mam trochę niegroźnych chmur. Ogólnie nawet przyjemnie.
Trasa przez pojezierze dąbrowskie z odcinkiem specjalnym. Na bieżni P3 wymijam się z Mariuszem. W locie wymieniamy tylko szybkie "Siema". Przejazd spokojny i przyjemny. Niestety zakończony obsuwą 4 min. na mecie.
Powrót przy ładnym i zwodniczym słoneczku. Pizgało z północnego wschodu złem. Chyba było mi nawet bardziej zimno niż rano. Dlatego też tempo niespieszne z lekkim gięciem kolejno przez: Blachnickiego, górkę środulską, Pogoń, będzińską Nerkę, Zamkowe, las grodziecki, las gródkowski i przy remizie w Psarach. Finalne wygięcie ul. Kasztanową.
Jak nie wiało na gębę to nawet było przyjemnie. Niestety nie wszędzie dało się jechać z wiatrem. Ogólnie spokojnie i przyjemnie.
Kategoria Praca
Z Mysłowicami do Orzesza
-
DST
149.00km
-
Teren
50.00km
-
Czas
08:30
-
VAVG
17.53km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzionek
poświęcony na bardzo przyjemne kręcenie do Orzsza. Chłopaki z Mysłowic
chcieli zobaczy trasę na przyszłotygodniowy wyścig MTB i postanowili
pojechać tam na rowerkach. Dostałem info od Michała, że się wybiera i
zaproponował żebym dołączył. No jak nie, jak tak.
Zbieram się w
miarę sprawnie i przetaczam do Mysłowic. Zjeżdżam się z Michałem niemal
idealnie. Razem kręcimy na miejsce zbiórki i jak są już wszyscy lecimy
dalej. Trasa na mapie.
Pogoda całkiem przyjemna. Może bez upałów
ale jechało się dobrze. Dużo słońca. Raczej nie wiało. Sama pętla
wyścigu fajna do przejechania ale ścigać bym się na niej nie chciał. Bez
umiejętności technicznych można sobie na niej krzywdę zrobić.
Zaliczywszy
pętelkę rozpoczynamy odwrót. Pagórki po drodze dają trochę popalić.
Wtaczamy się na hałdę w Łaziskach. I tu następuje fail pod postacią
urwanego haka i zwichrowanej przerzutki. Próby naprawy nie wyszły i po
telefonie do przyjaciela żegnamy pechowego kolegę.
Dzięki info od
miejscowych rowerzystów spotkanych na hałdzie wiemy gdzie jechać coś
zjeść. Schodzi nam chwilę na tej czynności i robi się już coś koło
16:30. Trasa powrotna do Mysłowic wiedzie przez Tychy. Przyjemnie,
spokojnie. Trochę mi już zaczynają nogi dawać znać, że finisz będzie
ciężki.
Żegnam się z ekipą w okolicach zachodu słońca i solo
kręcę najpierw do Sosnowca a potem dalej do Będzina. Coraz gorsze tempo.
Mimo zmęczenia jednak nie jadę najkrótszą drogą. Wolę spokojniejszą i
zaginam jeszcze przez Sarnów. W domu jestem gdzieś przed 20:00.
Fajnie spędzony dzionek. Pojeżdżone. Pogadane, Pośmiane. I cała niedziela na dojście do siebie.
Link do pełnej galerii
Niemal na finiszu trasy wyścigu.
Fail.
Widoczki z hałdy ładne.
Wynik za dzień.
Kategoria Jednodniowe
DPDZD
-
DST
40.00km
-
Czas
02:04
-
VAVG
19.35km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przy rozruchu zaskakuje mnie mgła. Całkiem jej sporo. Przy gruncie jest też poniżej zera bo trawy oszronione. Odpalam lampki i startuję. Jest 6:08.
Wybieram trasę w wariancie spokojnym i asfaltowym. Przez Sarnów do Preczowa i na pojezierze dąbrowskie. Spod Mostu Ucieczki na Reden, Mortimer i do centrum Zagórza ze standardowym finiszem do mety.
Na miejscu jestem 4 min. po czasie nieco zmarznięty. Wilgoć w powietrzu dała popalić.
Na powrocie słonecznie, lekko wietrznie, z wiatrem nawet przyjemnie, na wiatr, chłodno. Ogólnie nieźle. Wracam przez Będzin czyli po drodze Mec i Środula. Wpadam na chwilę do serwisu zamówić manetki dziewiątki i potem kontynuuję powrót przez Zamkowe, Grodziec i Gródków. W domu zostawiam plecak, zakładam sakwy i kręcę standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Powrót z zaopatrzeniem bez gięcia. Dziś bez większych objazdów bo na jutro zapowiada się setunia.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
20.35km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start przeciętnie udany o 6:09. Jezdnie mokre. Minimalne podmuchy. Pochmurno. Mogło być gorzej. Dojazd kręcę bez wyginania przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Generalnie spokojnie. Jedynie na rondzie w centrum D. G. chwila niepewności czy kierownik od strony Będzina ustąpi pierwszeństwa, czy nie. Ostatecznie ustąpił. Na miejscu mam kilka minut zapasu.
Powrót w tempie niespiesznym przy lekkich podmuchach, schnących drogach i generalnym braku słońca. Trasa przez Mortimer, Reden, Łęknice, Piekło, Preczów i Sarnów. Spokojnie i przyjemnie. Przez chwilę zastanawiałem się czy by nie powyginać lekko ale ostatecznie dałem spokój. Jakoś mnie zwalcował dzień w pracy.
Kategoria Praca
SOD
-
DST
20.00km
-
Czas
01:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do pracy i z pracy do serwisu zbiorkomem. Odbieram Błękitnego po przeszczepie napędu. Lekka zmiana. Na tył poleciała kaseta dziewiątka zamiast do tej pory stosowanej ósemki. Korba z octalinka awansowała do hollowtecha. Co prawda raczej niższa półka ale widzę różnicę w tym jak pracuje podczas jazdy. No chyba, że to jeszcze nowość takie wrażenie daje.
Od razu objazd testowy. Na razie asfalty. Kręcę z Będzina do Łagiszy i dalej do Sarnowa. W Psarach odbijam do Malinowic i ciągnę do Dąbia. Potem odbijam na Brzękowice-Wał i przetaczam się grzbietem wzgórza do Góry Siewierskiej. Zjeżdżam stamtąd do "913" i skręcam już w stronę domu. Robię jeszcze małe ucho w Strzyżowicach by mieć pewność, że jest 20km i potem już prosto do domu.
Jechało się bardzo przyjemnie zarówno ze względu na warunki (słonecznie, trochę wiało, nie za ciepło ale ogólnie przyjemnie) i na nowy napęd. Jest małe ale. Zostawiłem manetki ósemki ale generalnie działają z kasetą dziewiątką. Jedynie przy biegach w zakresie 2/4-2/2 i 1/4-1/3 czasem łańcuch skacze. Pojeżdżę trochę i zobaczę jak bardzo mnie to wkurza. Jak za bardzo, to jeszcze będą manetki do wymiany. Chyba, że uda mi się to podregulować. Ale na razie jest super. Rowerek idzie gładko, cichutko. Przełożenia zrobiły się bardziej miękkie. Prawie jak w Rzeźniku.
Kategoria Inne, Kaseta, Korba, Łańcuch, Serwis
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
02:05
-
VAVG
17.28km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jeszcze ciągle nie mogę dojść do siebie po niedzielnym jeżdżeniu. Dobrze mi się spało tej nocy i cały rozruch z tego powodu obsunięty w czasie. Efekt taki, że wyjeżdżam o 6:13.
Wieje mniej więcej z zachodu i jakby trochę z północy. Na szczęście do pracy będzie raczej pomagać. Powietrze jest zimne ale sytuację ratuje nieco słoneczko, którego jest całkiem. Jest też trochę niegroźnych chmurek. Ogólnie nie za ciepło ale sympatycznie.
Trasa, z braku czasu na objazdy, przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie, przyjemnie. Na mecie mam kilka minut zapasu.
Na powrocie pizgało złem. Z tego też powodu spacerowo, terenowo, spokojnie i niespiesznie. Kolejno: las zagórski, Reden, Most Ucieczki, Zielona, czarny szlak do Łagiszy, teren do Stachowego i dalej do żółtego szlaku, asfaltem od podstawówki w Psarach.
Poza tym, że pizgało złem, to jeszcze jakiś dziś po pracy zmechacony byłem więc zero chęci do wyginania objazdów. Po drodze dopadł mnie też telefon z serwisu, że Błękitny zrobiony więc jutro do pracy zbiorkomem, potem zbiorkomem do serwisu i powrót rowerkiem po modernizacji.
Kategoria Praca
DP PTTK ND
-
DST
46.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:22
-
VAVG
19.44km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Skowronek nadaje. Przekonałem się o tym pokonując terenowy odcinek ze Strzyżowic do Urzędu Gminy w Psarach. Po drodze przepłoszyłem też spore stadko sarenek. Trasa dalsza taka jak zwykle przez pojezierze dąbrowskie.
Start wyszedł nawet nieźle o 6:02. Pogoda taka sobie. Powiedziałbym, że z +5. Raczej nie wiało jakoś mocno ale chyba ruch powietrza był. Mnie nie przeszkadzał. Pochmurno. Na odcinku od Redenu do mety pojawiały się niegroźne kropelki. Przejazd spokojny i przyjemny. Trochę daje się we znaki zmęczenie wczorajszym wyjazdem. Nogi się jeszcze nie zregenerowały.
Po pracy umawiam się z Marcinem na wspólny dojazd do siedziby PTTK na spotkanie klubowe. W ciągu dnia było tak sobie pogodowo. Przez chwilę nawet była burza z gradem ale na wyjściu jest już nawet nieźle. Co prawda pizga lekko złem ale wiatr nieco przesuszył jezdnie, a na niebie nawet trochę słoneczka się pojawiło.
Do oddziału jedziemy zwykłą trasą przez Kombajnistów i Ludwik. Spotkanie trwa około 1,5h. Zwykłe sprawy czyli najbliższe wyjazdy, rozdawanie odznak, zamówionej odzieży i sprawy różne. Nim wychodzimy robi się ciemno. Tym razem kręcę solo. Trasa powrotna przez Milowice, Czeladź i Wojkowice przebiega w miarę spokojnie. Trochę tylko miejscami wiatr stawia opór.
Kategoria Praca






















