DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
21.98km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start niespecjalnie bardziej sprawny niż wczoraj. Na kołach jestem o 6:13. Na niebie trochę chmurek, lekko wieje, odczuwalnie minimalnie chłodniej niż wczoraj ale dalej przyjemnie.. Jezdnie ze śladami nocnych opadów. Jednak zapowiadanego armagedonu nie było. Trochę chwilę powiało, umiarkowanie popadało i tyle. Chyba gdzieś po drodze w moje rejony impet żywiołów wytracił się.
Trasa bez kombinacji przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie, bez sensacji. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut.
Ze względu na dość zauważalny wiatr z kierunku przeciwnego powrót w tempie niezbyt spiesznym przy lekkim udziale terenu.
Początek przez las zagórski do Redenu. Potem na Łęknice i usiłowanie przejechania przejazdem między P3 i P4. Wjeżdżam zamaszyście i zonk. Zagrodzone paletami. Kręcę więc na dzikie przejście przy Świątyni Grillowania. Potem standard przez Preczów i Sarnów.
Warunki dziś jakby bardziej do życia. Temperatura z 10 stopni niższa niż wczoraj, wiatr, słoneczko, trochę chmurek na niebie. Przyjemnie. Powrót bez sensacji, spokojny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
12.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
21.98km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niezbyt sprawny rozruch kończę startem o 6:14. Jest bardzo przyjemnie. Dużo słońca, minimalny ruch powietrza, ciepło. Zapowiada się przyjemny dzionek.
Trasa dojazdowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą zupełnie bez ekscesów. Na miejscu z zapasem 2 min.
Powrót przy miłym ciepełku, lekki wiaterku i rozwijających się chmurach oraz 2 alertach RCB.
Żeby się nie męczyć na rozgrzanych asfaltach na powrocie spory udział terenu. Początek przez las zagórski na Reden. Potem pod Most Ucieczki i na Zieloną by wbić się na czarny szlak do Łagiszy. Potem przez pola na Stachowe i dalej do Parku Żurawiniec. Stamtąd terenem do Strzyżowic i małe wygięcie ul. Kasztanową. Finisz asfaltem. Spokojnie, nie za spiesznie, momentami pod wiatr.
\W lesie zagórskim, mimo panujących upałów i braku opadów, udało mi się znaleźć całkiem głębokie błotko, które równo uflejało mi full-a. W domu więc czyszczenie i smarowanie. Potem jeszcze zabrałem się za przednią przerzutkę u Mamuta bo nie zrzuca na miejszą tarczę. Sukcesu jednak nie odniosłem. Dalej nie chce zrzucać. Ewidentnie gdzieś coś jest w przerzutce zasyfione. Dostała WD-40, smar i zostawiam na razie. Zobaczymy jak będzie za jakiś czas. Na tej czynności dopadły mnie podmuchy, które niedługą chwilę potem przyniosły opady, które wg ICM-u, mają trwać może nawet aż do 11:00 jutro. Na poważnie liczę się z dojazdem na mokro.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
21.08km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ziiiiimno! To nieludzkie tak gwałtownie obniżać temperaturę.
Zbieram się dziś ciut sprawniej niż wczoraj, ale niewiele. Kręcenie rozpoczynam o 6:11. Niewiele daje wcześniejszy start bo już na pierwszym skrzyżowaniu zawał, który odbiera mi ze 2 min. Jednak nie cisnę specjalnie. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na Zielonej przymusowy postój na zmianę baterii w GPS-ie. Znów uciekają ze 2 min. Mimo tego udaje mi się jednak dotrzeć do celu równo o czasie.
Przejazd spokojny i w sumie przyjemny mimo porannego chłodu.
Na powrocie słoneczko, wiatr i nie za ciepło. Ruszyłem w krótkim rękawku ale w kierunku na wiatr i w cieniu nie było zbyt przyjemnie i szybko wdziałem ekstra warstwę z długimi rękawami.
Trasa przez Mortimer, Reden, Most Ucieczki, bieżnią od mola przy Pogorii 3 (stawiali scenę), Piekło (prace przy przejeździe na P4 jeszcze trwają), Preczów i Sarnów. Spokojnie, niespiesznie, przyjemnie. Na objazdy jakoś nie mam na razie ochoty. Weekend raczej będzie mocno odpoczywaniowy. Ciągle nie mogę dojść do siebie po pilskiej wyrypie.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start trochę grzebany i na kołach jestem dopiero o 6:15. Nie ma czasu na objazdy więc trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Warunki bardzo przyjemne, nogi podają. Dodając do tego fakt, że muszę trochę nadrobić to całą drogę kręcę z zaangażowaniem. Dzięki temu gdzieś w okolicach Alei Róż jestem mniej więcej w harmonogramie przelotu. Dalej jednak wkładam nieco uczucia w kręcenie i dzięki temu na mecie jestem z zapasem 2 min. Po drodze, w Łagiszy, trafił się króliczek. Szybko dał się dogonić.
Powrót uświadomił mi dlaczego tak dobrze mi się jechało do pracy :-) Powrót przy ładnym słoneczku ale już znacznie niższych temperaturach niż wczoraj i przy dość zauważalnym wietrze z kierunku zdecydowanie przeciwnego. W jednym miejscu to nawet dość mocną mną zachwiało. Z tego też powodu tempo spokojne, niespieszne a trasa krótka przez Mec, Środulę, Będzin, Zamkowe, las grodziecki, las gródkowski i wykończenie od torów "913".
W domu zrzut plecaka, sakwy na bagażnik i standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Powrót z zaopatrzeniem bez gięcia.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
45.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:13
-
VAVG
20.30km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zebrałem się nawet sprawnie i na kołach jestem o 6:07. W związku z tym decyduję się na wygięcie dojazdu i kręcę przez Sarnów, Preczów, pojezierze, Most Ucieczki, Reden i Mortimer. Warunki rewelacyjne i dzięki temu nogi nieźle podają a płuca nie mają w ogóle problemów z podawaniem utleniacza. Mam jeszcze sporo rezerwy mocy. Trasa bardzo spokojna. Na mecie mam kilka minut zapasu.
Powrót w niemal podobnych warunkach jak wczoraj. Mała różnica w postaci wiatru. Jest zauważalny i nie jest gorący. Dzięki temu jest całkiem przyjemne.
Trasa powrotna jak wczoraj do momentu Milowic. Tu robię odchyłkę i zjeżdżam na wały Brynicy. Nie pachnie tam za pięknie ale za to od podłoża nie jest tak ciepło. Miejscami nawet jest cień. Przedostaję się do Czeladzi i przy Strusiach uciekam znów w stronę mostu nad Brynicą na czerwonym szlaku. Stąd reszta powrotu podobnie jak wczoraj.
Tempo nieco mniej spieszne. Droga spokojna i bez ekscesów.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
43.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:04
-
VAVG
20.81km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch dziś nieco sprawniejszy i na kołach jestem 6:09. Warunki jak wczoraj. Dopiero pod koniec dojazdu pojawiają się zauważalne podmuchy. Ale przyjemne. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na Mortimerze lekko irytuje mnie "kierownik" na katowickich blachach wyprzedzający z dość małym odstępem jak na prędkość, którą miał. Poza tym dojazd przyjemny i spokojny. Na mecie z zapasem 5 min.
Po południu bardzo miłe ciepełko. Dużo słońca. Jakieś tam drobne ruchy powietrza. Dziś powrót lekko zagięty w celu załatwienia jednej sprawy niedaleko centrum Sosnowca.
W tym celu trasa powrotna przez ścieżkę przy Blachnickiego, obok górki środulskiej w stronę Plejady i dalej przez Pogoń do celu. Tu chwila przerwy na rozmowę i potem dalej w drogę.
Przez Milowice do Czeladzi na most graniczny na czerwonym szlaku. Ostatnio był tam zjazd mocno zniszczony chyba przez deszcze. Niby to poprawili ale lekarstwo gorsze od choroby. Nasypali jakiegoś żwiru, przez który jedzie się fatalnie. Jedynie Mamutem bym nie narzekał ale oponka w okolicach 2,1 grzęźnie w tym bardzo łatwo. O ile zjazd jeszcze jakoś po tym pójdzie to podjazdu nie widzę. Na szczęście to krótki odcinek i zbyt wielu bluzgów nie miałem okazji rzucić.
Dalej już bez sensacji przez Przełajkę do Wojkowic i od Orlenu długą prostą do domu.
Przyjemnie, nie za spiesznie, zdecydowanie bardzo spokojnie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:38
-
VAVG
23.27km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch ostatecznie niespecjalnie sprawy i zakończony startem o 6:14. Przyjemnie. Słoneczko, prawie żadnego ruchu powietrza, niegroźne chmurki na wysokości. Trasę kręcę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Wydawało mi się, że tempo niezbyt spieszne a tymczasem okazało się na mecie, że nawet sprawnie to poszło. Mam jeszcze minutę w zapasie. Droga bez sensacji, spokojna i przyjemna.
Powrót w bardzo przyjemnych warunkach. Ciepło, dużo słońca, trochę wiatru, który czasem nieco stawiał opór ale ogólnie milusio. Tempo powrotne bez ociągania bo dziś audiencja u stomatologa. Trasa przez Mortimer, Reden, Łęknice na bieżnię przy P3. Chciałem sprawdzić co z tym przejazdem między P3 a P4 nie tak, ale jeszcze tam robotnicy grasowali więc na bieżnię przy P4 przemycam się dzikim przejazdem obok Świątyni Grillowania. Stamtąd bez gięcia przez Preczów i Sarnów do domu. Tempo przyjemne choć czuję, że jeszcze nie jestem w pełni sił. Jednak przy tej temperaturze dało się spokojnie jechać dość dynamicznie. A ma być jeszcze cieplej więc może też i trochę pozaginam powroty.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
38.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start raczej grzebany. Na kołach jestem o 6:13. Prawie ciepło. Sporo słońca. Lekki ruch powietrza. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą w tempie średnio spiesznym. Były 2 króliczki ale jeden zjechał w inną drogę niż moja nim go dogoniłem. Drugiego bez problemu dogoniłem i gdzieś albo został albo odbił. Na miejscu jestem równo o 7:00.
Powrót bez gięcia bo w trakcie dnia popadało i kilka razy zagrzmiało. ICM twierdził, że może być tak do samego wieczora więc zdecydowałem nie kusić losu. Kręcę przez Mec i Środulę do Będzina. Na ul. Kościuszki pojawiają się pierwsze krople. Jadę dalej w stronę 11-go Listopada i krople robią się nie dość, że coraz grubsze, to też padają coraz gęściej. Tuż przed ulewą dopadam przystanku przy ING i czekam jakieś 10 min. aż przejdzie. Chodnikami i ścieżkami kręcę dalej w stronę Fabryki Domów. Tu decyduję się na trasę przez Łagiszę. Jest możliwość jechania dalej chodnikami, które są z kostki i w związku z tym mniej na nich wody niż na jezdni. W Sarnowie przekraczam "86" i zatrzymuję się znów na przystanku by przeczekać kolejny opad. Tym razem jest delikatny i szybko słabnie. Dalej chodnikami ciągnę prawie do podstawówki w Psarach. Tu już jezdnie są na tyle suche, że nie ma potrzeby męczyć się na kostce. Sprawnie docieram do domu.
Chwila przerwy, zakładam sakwy i robię jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Dojazd w delikatnym kropieniu i przy słońcu. Powrót z zaopatrzeniem na sucho.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
19.83km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch nieco leniwy zakończony startem o 6:15. Raczej będzie lekka obsuwa. Dziś jakby odrobinę cieplej o poranku, niż wczoraj. Powietrze w lekkim ruchu. Sporo słońca. Przyjemnie. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą spokojna. Jedynie gdzieś na mojej wiosce zirytował mnie kierownik wyprzedający tak blisko, że miałem wrażenie jakby mi pod łokieć wjeżdżał. Poza tym jednak bez sensacji. Na miejscu, jak przewidywałem, jestem 3 min. po czasie. Ciągle jeszcze zapchane zatoki. Do tego doszło bolące przy przełykaniu gardło (efekt klimy?). Ogólnie nędza samopoczuciowa niezachęcająca do ambitniejszego kręcenia.
Powrót dziś nieco inną trasą by przełamać rutynę. Kręcę na ścieżkę na Balchnickiego by dotrzeć do górki środulskiej. Objeżdżam ją u podstawy i kieruję się w stronę Pogoni. Ścieżką spod Klubu Kiepury ciągnę aż do będzińskiej Nerki. Potem Zamkowe i ścieżka do Grodźca. Stamtąd zjazd do Gródkowa i wykończenie "913" do Dino. Tu małe zakupy i jeszcze zagięcie ucieczkowe od "913" by na spokojnie dotoczyć się do domu.
Przyjemnie. Prawie ciepło jak lubię. Trochę wiaterku. Przejazd bez sensacji w tempie nie za spiesznym.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:39
-
VAVG
20.61km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch taki sobie i start o 6:10. Dalej chłodnawo. Na szczęście dziś więcej słoneczka ale też i wiatru. Niezbyt mocny, niezbyt ciepły. Momentami jak zawiało to było niezbyt przyjemnie. Ale podobno w czwartek mają wrócić ciepełka z zeszłego tygodnia więc na razie pozostaje zacisnąć zęby i jeździć.
Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie, przyjemnie, bez sensacji. Na miejscu z zapasem 2 min.
Powrót trasą prawie jak wczoraj - Mec, Środula, Stary Będzin. Różnica mała robi się przy Kauflandzie, gdzie wstępuję na małe zakupy. Potem powrót przez Zamkowe, las grodziecki i "913". W słoneczku przyjemnie. W cieniu, jak powiało, a podwiewało często, nie było specjalnie przyjemnie. Ciągle jeszcze nie doszedłem do siebie po Pilsku. Masakra. Przynajmniej tyle dobrze, że powrót spokojny.
Kategoria Praca






















